2026/01/07

 

KU PRZESTRODZE!
Dziś moi znajomi przeżyli chwile grozy! Dramat niczym z kryminalnych filmów, a zaczęło się zupełnie niewinnie. Jak to zwykle bywa...
Wszystko zaczęło się od wyjścia na spacer z psem z wyniesieniem śmieci. Koleżanka była pod śmietnikiem ze swoją sunią, a gdy się odwróciła od kontenera, psa nie było... Nigdzie nie strzelali. Nikogo w pobliżu nie było. A jednak psiak zniknął. Gorączkowe poszukiwania, przeczesywanie okolicy, nawoływania.
Ale sunia przecież nigdy nigdzie się nie oddalała...
Po trzech godzinach poszukiwań koleżanka przypomina sobie, że ja tam jakieś znajomości mogę jeszcze w Amicusie mieć - może ktoś znalazł sunię, może zgłosił, może jest...
W ciągu kilku minut udaje się ustalić, że faktycznie sunia znaleziona już dobrą chwilę temu, miała być odwieziona przez znalazców do miejskiego schroniska, które znajduje się we Wróblinie. Szybki telefon do znalazców i zaczyna się koszmar, bo... po psa już się ktoś zgłosił i odebrał 🤯
I tu muszę pochwalić Głogowską Policję. Stanęli na wysokości zadania i po zgłoszeniu zrozpaczonych właścicieli suczki, w tempie ekspresowym namierzyli osobę oraz psa z pomocą znalazców, świadków i kilku życzliwych osób, które nie do końca były przekonane, że po pieska zgłosiła się właścicielka i poprosiły o adres. Psiak został odebrany od osoby, która (żeby nikogo nie oskarżać, nazwijmy to) "omyłkowo" odebrała nie swojego rasowego psa "przypadkiem" podając się za jego właścicielkę i zupełnie "niechcący" myląc się w adresie zamieszkania podawanym znalazcom przy odbiorze psa.
Ten psiak jest już w domu, bezpieczny. Trochę wystraszony, ale cały i zdrowy. Choć mogło się to źle skończyć, a moi Znajomi mogli już nigdy nie zobaczyć swojej suczki przez moment nieuwagi, przez brak adresatki, mimo posiadanego przez psa chipa i dobrych intencji znalazców...
Pan Policjant prosił, by Wam przekazać: jeśli kiedykolwiek znajdziecie psa i mielibyście wątpliwości, czy osoba zgłaszająca się, jest jego prawnym opiekunem, MOŻECIE zadzwonić po patrol, oni przyjadą i wylegitymują taką osobę i ustalą czy posiada jakieś dokumenty udowadniające, że jest właścicielem.
Ja osobiście polecam bez okazania książeczki zdrowia i sprawdzenia chipa nikomu psa nie wydawać. Samo obejrzenie fotek psiaka w telefonie (bo rasowe psy są podobne, a sztuczna inteligencja stworzy wszystko) mogą nie być dziś wystarczające do potwierdzenia, że to czyjś piesek.
Czasem schronisko, choć wydaje się strasznym miejscem dla małego pieska, bywa bezpieczniejsze, niż ręce zgłaszających się jako właściciele, gdy tych rąk nie możemy jakoś zweryfikować.
Kochani, mały ufny, rasowy piesek to łakomy kąsek dla nieuczciwych ludzi (a przecież na oko nie widać, że senior i kastrowany czy chorujący). Gdyby dzisiejsza bohaterka miała adresatkę, nawet taką małą, widoczną tylko z bliska, zatroskany znalazca zaraz zadzwoniłby do spanikowanej właścicielki i wszystko szybko by się skończyło. Zamiast tego parę osób będzie dziś piło na spanie meliskę i wspominało historię jak z gazet...
A adresatek mamy dziś dostępnych mnóstwo - blaszki, koraliki, naszywki, silikonowe gumki, drewniane, haftowane, z żywicy - kto co lubi...
Życzę, by każdy piesek miał i żeby się nigdy przydać nie musiała!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz