Śledczy badają okoliczności dramatu, do którego doszło w Raszynie pod Warszawą. Podejrzany o zamordowanie swojej byłej partnerki, 45-letniej Anny P., 67-letni Bogusław miał już na koncie wyrok za znęcanie się nad kobietą. Po zabójstwie uciekł na cmentarz w Prażmowie, gdzie ostatecznie odnaleziono jego zwłoki. Akta sprawy z podwarszawskiej miejscowości zostały już przekazane prokuraturze. Służby na ten moment jednak milczą i odmawiają komentarzy. Jak wynika z doniesień portalu se.pl, śledztwo najpewniej będzie toczyć się w kierunku zabójstwa rozszerzonego o samobójstwo.Przypomnijmy, makabrycznego odkrycia dokonano w budynku jednorodzinnym przy ulicy Mokrej, gdzie znaleziono martwą 45-letnią Polkę o wietnamskich korzeniach. W czasie zbrodni w budynku przebywały dzieci ofiary. Z policyjnych ustaleń jasno wynikało, że bezpośrednio przed interwencją mundurowych z miejsca zdarzenia zbiegł 67-letni były partner zamordowanej. Błyskawicznie uruchomiono potężną obławę, w którą zaangażowano stołecznych i pruszkowskich funkcjonariuszy, a także pododdziały prewencyjne i policyjnych antyterrorystów. Ostatecznie, po upływie kilku godzin, martwego uciekiniera zlokalizowano na terenie prażmowskiej nekropolii.
Dlaczego Bogusław po morderstwie pojechał na cmentarz w Prażmowie?
Zagadką wciąż pozostaje motyw ucieczki 67-latka na konkretny cmentarz w Prażmowie. Według nieoficjalnych informacji, to właśnie tam spoczywa zmarła matka sprawcy. Wychodzi też na jaw mroczna przeszłość Bogusława, który już wcześniej usłyszał prawomocny wyrok za stosowanie przemocy wobec Anny. O toksycznych relacjach między byłymi partnerami doskonale wiedzieli okoliczni mieszkańcy z ich poprzedniego miejsca zamieszkania.Jak zdradził sąsiad, z którym rozmawiali dziennikarze, piekło w tym domu trwało od dawna. Z informacji medialnych wynika, że relacje między dawnymi kochankami od dłuższego czasu przypominały koszmar. Anna postanowiła zawalczyć o bezpieczeństwo swoje i dzieci, składając jakiś czas przed tragedią pozew rozwodowy. Sąd przyznał jej pełną opiekę nad potomstwem, jednak kobieta popełniła tragiczny w skutkach błąd, nie odcinając ojca od kontaktów z rodziną. Była niezwykle oddaną matką i to właśnie dobro najmłodszych zawsze stawiała na pierwszym miejscu.
Dzieci Anny P. z Raszyna widziały dramat
Najbardziej wstrząsający jest fakt, że w momencie popełnienia morderstwa małoletnie dzieci znajdowały się w domu, a starsze z nich prawdopodobnie samo wezwało służby ratunkowe. Obecnie osierocone rodzeństwo przebywa pod ścisłą opieką psychologów. Znajomi rodziny alarmują, że dzieci nie mają na terenie Polski żadnych bliskich krewnych, ponieważ ich jedynym oparciem była tragicznie zmarła matka. Morderstwo wywołało potężny wstrząs wśród wietnamskiej społeczności w naszym kraju, która natychmiast ruszyła z organizacją wsparcia i modlitw w intencji pokrzywdzonych maluchów.