2026/08/14

 


GOŁĄB NIKOBARSKI - JEDEN Z NAJPIĘKNIEJSZYCH GOŁĘBI ŚWIATA

 


BARDZO LUBIE BOCKI

 









W POLSCE MOZNA CUDOWNIE SPEDZIC URLOP I WAKACJE

 








Moje dzieci  polecialy na urlop na Majorke . Ja nie polecialam bo boje sie latac . Ale za to spedzilam cudowne wakacje w Miedzyzdrojach.Jest tam cudownie . Troche tloczno ale wystarczy przejsc kawalek za wydmy i jest pusto . Cisza i morze . Piekny widok , cisza , spokoj , cudownie . Nie trzeba leciec na Majorke zeby wspaniale odpoczac . W Polsce jest wiele cudownych miejsc na wypoczynek . Morze , gory , jeziora , czego trzeba wiecej . Ale jak sie powie ze sie odpoczywalo na Majorce to lal , a jak w Polsce to no . Dobrze mowi stare przyslowie : cudze chwalicie , swego nie znacie , sami nie wiecie co posiadacie . GB

Premier zaryzykował i może za to słono zapłacić. "W głowie Tuska toczy się już kampania"

 Donald Tusk próbuje odzyskać inicjatywę w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, ale jego ruch z Maciejem Berkiem w roli głównej zamiast uspokoić sytuację, może otworzyć kolejny front w koalicji. Goście "Poranka" TOK FM - Roman Imielski, Agnieszka Wiśniewska i Mateusz Mazzini - wskazywali, że za decyzją premiera może stać nie tylko próba rozwiązania problemu z TK, ale również kalkulacja wyborcza.

Goście piątkowego panelu komentatorskiego "Poranka" TOK FM krytycznie ocenili pomysł wysłania Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując, że jego wcześniejsza rola ministra rządu może budzić poważne wątpliwości, co do bezstronności TK. Roman Imielski zastanawia się, dlaczego ta koncepcja teraz pojawiła się na agendzie.- W głowie Tuska toczy się już kampania, która premiuje działanie, jakiekolwiek by ono nie było. I to nawet jeżeli konsekwencją tego działania mogą być ostatecznie trudne albo wręcz opłakane rzeczy. Bardzo nie podoba mi się ta decyzja. Zresztą nie tylko mnie, bo bardzo stanowczo skrytykował ten pomysł także Jerzy Stępień oraz profesor Marcin Matczak - przekonywał dziennikarz "Gazety Wyborczej".Mateusz Mazzini zwrócił uwagę, że samo określenie "odbicie" Trybunału jest problematyczne. Sugeruje ono bowiem powrót do sytuacji sprzed 2015 roku, zamiast stworzenia rzeczywiście niezależnego Trybunału. Jak dodał, Tusk może być dziś pod presją własnych wyborców, którzy oczekują od rządu zdecydowanych działań - nawet jeżeli nie do końca legalnych. A jeśli kandydatura Berka zostanie odrzucona w Sejmie, premier może ponieść polityczną porażkę, tuż przed nadchodzącymi wyborami.

Piotr Szymaniak: Uwolnić rolnika z Gliwic. Jest jeszcze parę instytucji do zaorania

 Jeśli spekulacje o kandydaturze Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego się potwierdzą, będzie to znak, że w zasadzie możemy pożegnać się ze złudzeniami co do uzdrowienia tej instytucji.

Nie dlatego, że dr Berek byłby złym sędzią. Wręcz przeciwnie, w odróżnieniu do wielu członków Rady Ministrów (obecnych czy minionych) nie sposób odmówić mu kompetencji. Świetnie zna się nie tylko na legislacji, ale i prawie konstytucyjnym. Przy tym nie brak mu charakteru i w życiu wie, po której stanąć stronie. To wszystko nie ma jednak żadnego znaczenia w obliczu faktu, że byłaby to kolejna przesiadka z rządowego fotela za trybunalski stół. A to w istocie swojej jest patologiczne.Owszem, do pewnego momentu było to tolerowane. Ot choćby Jerzy Stępień, wcześniej senator i członek rządu, czy Marek Kotlinowski (z poselską przeszłością), byli całkiem przyzwoitymi sędziami, którzy przynajmniej się starali zostawić polityczną przeszłość za sobą. Przykłady Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza pokazały jednak wyraźnie, po co instaluje się polityków w TK. Desygnująca ich tam partia zawsze mogła na nich liczyć. Jeśli nie poprzez korzystny wyrok, to chociaż jednoosobowe wydanie zabezpieczenia.

Jak wszystko wolno, to zgłośmy od razu Roberta Kropiwnickiego

Dlatego właśnie KO uchwaliła ustawę o TK, która w art. 17 ust. 2 stanowiła: „Osoba, która sprawowała urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, mandat posła, senatora, posła do Parlamentu Europejskiego lub pełniła funkcję członka Rady Ministrów, sekretarza stanu, podsekretarza stanu lub pełnomocnika rządu, może kandydować na stanowisko sędziego Trybunału, jeżeli od zakończenia sprawowania urzędu, wygaśnięcia mandatu lub zakończenia pełnienia funkcji upłynęły co najmniej 4 lata”.Te cztery lata karencji to absolutne minimum minimorum, które należałoby przyjąć, bo tak naprawdę powinno być co najmniej osiem. I teraz co? Skoro ustawa nie weszła w życie (Andrzej Duda odmówił jej podpisania i skierował ją do TK, który następnie uznał akt za niekonstytucyjny), to już wszystko wolno? Jak wszystko wolno, to zgłośmy od razu Roberta Kropiwnickiego. Nic chyba nie miało większego wpływu na polskie prawo konstytucyjne w ostatnich dekadach niż jego poprawka umożliwiająca w 2015 r. Platformie wybór sędziów TK na zapas. Naiwnie myślałem, że skończy za to przed Trybunałem Stanu, ale Trybunał to Trybunał. W dodatku ostatnio Kropiwnicki nawet habilitację zrobił. Śmiało.

Rozsądek nie jest w polityce wymagany

Wracając do meritum. Ja wiem, że zrównanie Krystyny Pawłowicz i Macieja Berka może być dla tego drugiego krzywdzące, ale niestety jest to dokładnie ta sama sytuacja. I choć można podejrzewać, że Berek podchodziłby do sprawowania kontroli konstytucyjnej rzetelnie, nie ma to znaczenia. Ocena efektów pracy rządu, które sam koordynował, byłaby ewidentnym konfliktem interesów. Gdyby chciał do sprawy podejść uczciwie, musiałby się wyłączać od połowy spraw, które w przyszłości miałyby trafić do TK. Już mamy czworo sędziów korytarzowych i trzech biurkowych, którzy i tak nie orzekają.Dlatego, szczerze mówiąc, nie chce mi się wierzyć, że ktoś przy zdrowych zmysłach wpadł na taki pomysł. Choć, jak wiadomo, rozsądek nie jest w polityce wymagany. Raczej jest to balon próbny wypuszczony po to, by zbadać reakcję opinii publicznej. Jak się zrobi burza, to się informację zdementuje, z zapewnieniem, że nie było tematu, a Maciej Berek zostanie ogłoszony np. jako nowy szef Centralnego Portu Komunikacyjnego. W przeciwnym wypadku trzeba będzie jak najszybciej doprowadzić do wypuszczenia z aresztu rolnika z Gliwic, który zaorał asfaltową drogę. Wszak będzie jeszcze parę rzeczy do zaorania.

Ewa Szadkowska: Tusk stracił moralne prawo, by straszyć PiS-em

 Pchając Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, premier Donald Tusk dowiódł, że KO w praktyce nie różni się od PiS-u. Tylko czym w takim razie będzie straszyć wyborców w nadchodzącej kampanii?

leż jestem naiwna. Pogłoski o tym, że to Berek – do wtorku minister nadzorujący wdrażanie polityki rządu – ma być kandydatem rządzącej większości do TK uznałam za co najwyżej balon próbny wypuszczony przez kogoś na tyle oderwanego od rzeczywistości, by nie spodziewać się zmasowanej krytyki. A gdy ta nastąpiła – sądziłam, że temat upada; premierowi nie pozostaje nic innego, jak zdementować niepotwierdzone informacje, wychodząc z całego zamieszania z twarzą.Berek to bardzo dobry prawnik, państwowiec i człowiek, który potrafi rozmawiać z różnymi środowiskami, nie zrażając ich do siebie (w przypadku ministrów to wręcz ginąca sztuka). Nie mam wątpliwości, że ma wszelkie predyspozycje do bycia dobrym sędzią TK. A i immunitet związany z tym urzędem pewnie by mu się przydał, bo w razie przejęcia władzy przez obecną opozycję ma jak w banku ciąganie po prokuraturach w związku z niepublikowaniem od 2024 r. przez rząd orzeczeń Trybunału.

Dlaczego Maciej Berek nie powinien się znaleźć w Trybunale Konstytucyjnym?

Berek ma też jednak ogromną wadę – stempel „człowieka Tuska” na czole (sam premier nazwał go niedawno słowami „moja prawa ręka”) i poparcie partii, która na sztandary wciągnęła odpolitycznienie TK. Wyjaśnienie wyborcom, dlaczego krytykowało się Prawo i Sprawiedliwość za wybór do Trybunału dwojga byłych posłów tej partii (myślę oczywiście o Stanisławie Piotrowiczu i Krystynie Pawłowicz), a samemu forsowało przepisy ograniczające takie praktyki, a teraz chce się zainstalować w TK swojego ministra, będzie wymagało wspięcia się na szczyty politycznej obłudy i hipokryzji. Pewnie znów usłyszymy: to stan wyższej konieczności, gramy takimi kartami, jakie rozdali nasi przeciwnicy, przywracanie praworządności wymaga trudnych decyzji, działamy w imię demokracji walczącej, Berek to fachowiec... Średnio inteligentny wyborca zapamięta: PiS nie mógł, ale my możemy, bo nie jesteśmy PiS-em. Życzę powodzenia przy urnach.A Macieja Berka zwyczajnie mi szkoda, bo płaci cenę za swoją lojalność wobec Donalda Tuska. Kiedyś wziął na siebie odpowiedzialność za rzekomy błąd skutkujący udzieleniem przez premiera kontrasygnaty neosędziemu w Sądzie Najwyższym. Teraz będzie znosił porównania do Bogdana Święczkowskiego, który z TK zrobił ekspozyturę ugrupowań Kaczyńskiego i Ziobry. A i to tylko wówczas, gdy nie skończy w trybunalskim przedsionku razem z innymi sędziami, od których prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania. Bo skąd pewność, że od Berka odbierze?