2026/02/10

 Katowice: siedem miesięcy walki o dwa życia. Lekarze nie zrezygnowali ani z matki, ani z dziecka pod jej sercem

W czasach, gdy coraz częściej słyszymy, że „nie da się” ratować dwóch istnień ludzkich jednocześnie, historia z Katowic staje się mocnym znakiem sprzeciwu wobec takiego myślenia. Przez siedem miesięcy zespoły dwóch śląskich szpitali toczyły dramatyczną, dzień po dniu, walkę o życie dziecka nienarodzonego i jego matki chorej na rzadką i śmiertelnie niebezpieczną aplazję szpiku. Zwycięstwo nie było oczywiste. A jednak – urodziło się zdrowe dziecko, a matka otrzymała szansę na życie.36-letnia pacjentka trafiła do szpitala w 10. tygodniu ciąży. Wyniki badań nie pozostawiały złudzeń: ciężka niedokrwistość, dramatycznie niski poziom płytek krwi i leukocytów. Rozpoznanie – aplazja szpiku, , w której szpik kostny niemal całkowicie przestaje produkować komórki krwi.Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że organizm kobiety wytwarzał  niszczące przetaczane płytki krwi. Każdy dzień niósł realne ryzyko masywnego krwotoku, także domózgowego. Stawką było życie matki. I życie dziecka.„To była pacjentka ekstremalnie trudna” – podkreślił podczas konferencji prasowej prof. Grzegorz Helbig, kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Katowicach. pod ścisłą kontrolą. Bez skrótów i „łatwych decyzji”

Hematolodzy zwracali uwagę, że sama ciąża mogła mieć związek z rozwojem choroby. Leczenie wymagało ciągłych przetoczeń krwi oraz indywidualnie dobieranych preparatów płytkowych.Liczba płytek krwi momentami spadała do zera lub kilku tysięcy na mikrolitr, podczas gdy do zabiegów operacyjnych potrzebujemy co najmniej 50–80 tysięcy” – opowiadał prof. Helbig.

Pacjentka przez całą hospitalizację przebywała w izolacji. Odwiedziny rodziny raz na trzy tygodnie, były ściśle ograniczone. Nad jej stanem czuwał zespół hematologów, położników i psychologów. To nie była tylko walka medyczna. To była próba psychicznej wytrzymałości.„Nie leczyliśmy choroby. Ratowaliśmy ciążę”

Równolegle lekarze Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach prowadzili ciążę jako skrajnie wysokiego ryzyka.„Z naszego punktu widzenia nie było to leczenie choroby, ale prowadzenie ciąży w warunkach bardzo wysokiego ryzyka, aby jak najbezpieczniej doprowadzić ją do rozwiązania”wyjaśnił dr Tomasz Zieliński, położnik z UCK.

Kluczowe nie było samo rozwiązanie ciąży, ale utrzymanie jej tak długo, jak to tylko możliwe, by dziecko miało realną szansę na zdrowy start. Każdy tydzień był wygraną.Decyzja w 37. tygodniu. Precyzja bez marginesu błędu

Z powodu niewielkiego zahamowania wzrastania dziecka lekarze zdecydowali o wcześniejszym zakończeniu ciąży. 11 września 2025 roku, po zabezpieczeniu odpowiednich preparatów krwi, wykonano planowe cięcie cesarskie.Na świat przyszła dziewczynka w bardzo dobrym stanie ogólnym: 2250 g, 50 cm, Apgar 10/10.

„Zabieg musiał być przeprowadzony szybko i precyjnie, przy bardzo ograniczonym marginesie bezpieczeństwa” – zaznaczył prof. Helbig.Po porodzie: kolejna walka o życie matki

 nie zakończył dramatycznej historii. Choroba nie ustąpiła. Po urodzeniu się dziecka, konieczne było przeszczepienie szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego. Dawcę odnaleziono w międzynarodowym rejestrze.Był to pierwszy przypadek, kiedy rozpoznaliśmy ciężką aplazję szpiku u pacjentki w ciąży. (…) W tym przypadku postępowanie jest naprawdę niestandardowe. Nie ma żadnych wytycznych, które mówią, co w takiej sytuacji należy robić” – tłumaczyła doc. Anna Kopińska z Kliniki Hematologii.To była walka z tygodnia na tydzień, zarówno medycznie, jak i psychicznie”.

Pacjentka spędziła w izolacji kolejne dwa miesiące. Pod koniec listopada – już jako matka dwóch córek – mogła wrócić do domu.„Najbardziej bałam się o dziecko”

Dziś kilkumiesięczna dziewczynka rozwija się prawidłowo. Jej mama pozostaje pod stałą opieką poradni transplantologicznej i przyjmuje leczenie immunosupresyjne. Rokowanie lekarze oceniają jako dobre.

„Najtrudniejsza była izolacja i niepewność, czy wszystko się uda. Najbardziej bałam się o dziecko” – podsumowała matka.Ta historia pokazuje, że ratowanie życia matki i dziecka nie musi się wykluczać. Wymaga odwagi, cierpliwości, współpracy wielu specjalistów i odejścia od myślenia, że jedynym wyjściem jest rezygnacja z najsłabszego.

Katowicki przypadek to nie tylko sukces kliniczny. To mocne świadectwo etosu lekarskiego, w którym każde życie ludzkie ma wartość – od poczęcia aż po ostatni oddech.

 Są Zwierzęta, których się broni.

Są Zwierzęta, o które się walczy.
Są Zwierzęta, pod którymi podpisują się tłumy.
I są Świnie.
Te, które można zjeść.

Bez refleksji.
Bez wstydu.
Bez pytania, KIM są.
Bronimy psów. I bardzo dobrze.
Bronimy kotów. Słusznie.
Krzyczymy, płaczemy, oburzamy się.
A Świnie?
Świnie się zamyka.
Świnie się stłacza.
Świnie się numeruje.
Świnie się przewozi jak rzeczy.
Świnie się zabija.
Bo przecież „to tylko Świnie”.
I wiecie co jest w tym najgorsze?
Zgoda.
Zgoda na to, że jedne życia znaczą mniej.
Że można nie patrzeć.
Że można odwrócić wzrok, bo wygodniej.
Auschwitz nie było tylko miejscem.
Było skutkiem myślenia.
Tego samego, które mówi:
oni są inni.
oni są gorsi.
ich nie trzeba widzieć.
Dziś Świnie są tymi, których się nie widzi.
Choć czują.
Choć kochają.
Choć tworzą relacje.
Choć cierpią tak samo realnie, jak pies, którego bronimy na ulicy.
Mówimy, że kochamy Zwierzęta.
Ale to nieprawda.
My kochamy wybrane Zwierzęta.
Resztę zjadamy.
Ja mówię dość.
Albo bronimy Zwierząt. Wszystkich.
Albo przestańmy udawać, że chodzi o wrażliwość.
Świnie czują.
Świnie cierpią.
Świnie chcą żyć.
I nie, to nie jest kontrowersyjne.
Kontrowersyjne jest to, że jedne kochasz, a drugie zjadasz.

 

Cześć, jestem Jax. Lekarze trzy razy próbowali zmusić moich rodziców do aborcji. Mówili, że moje jelita są poza moim ciałem - mama i tata im nie pozwolili. Mówili, że moje nogi i stopy są zdeformowane i nie warte ryzyka matki - mama i tata im nie pozwolili. Potem powiedzieli, że mam trisomię 18 i nie będę żyć poza łonem matki - a mama i tata im nie pozwolili. Tatuś powiedział, że im nie wierzył - powiedział, że ich dowody są żałosne - tata powiedział, że nic mi nie jest. Moja mama się zgodziła. I poszli wbrew woli i radom najlepszych lekarzy swojej dziedziny "ciąża wysokiego ryzyka".Urodziłam się miesiąc wcześniej - jestem w 95+% na wszystko - moje ręce i stopy są idealne - mój brzuszek jest taki jak powinien być - nie mam dodatkowego 18-tego chromosomu - mam już prawie 7 miesięcy bo urodziłam się miesiąc wcześnie i - nic mi nie jest. Nazywam się Olivia-Jax, nie płód, nie ludzka tkanka. Jestem małą dziewczynką, z której moja mama i tata nie zrezygnowali - i nic mi nie jest" ~ UDOSTĘPNIJ

 


POMOC DLA GIENIUTKOWA

 Musimy przetrwać dlatego proszę Was o udostępnienie tego posta. Chcę móc patrzeć w oczy naszym Dzieciom i każdego dnia zapewniać Je, że nikt nie zrobi Im krzywdy! że Gieniutkowo to Ich Dom! że wszystko będzie dobrze.

Tylko wspólnymi siłami możemy coś zdziałać!
Gieniutkowo to Sanktuarium dla Świnek, miejsce w którym Ryjki są szczęśliwe i nie zmienią tego donosy, hejt czy zawiadomienia do wszystkich Instytucji.
Ale bez pieniędzy nie utrzymamy tego miejsca.
Dlatego proszę Wszyscy, którzy nas wspierają namawiają rodzinę i przyjaciół, żeby jak najwięcej osób wpłaciło 1zł. To kwota, którą nawet stalkerzy są w stanie wydać, by napisać negatywny komentarz na zbiórce.
Opiekujemy się ponad 160 Zwierzętami tylko we dwójkę. Karmimy, sprzątamy, roznosimy słomę, naprawiamy do tego pracujemy prywatnie.
Ale to za mało! Za mało, aby to miejsce trwało.
Proszę wesprzyj nasz Azyl.
Blik 880 301 315
PayPal fundacja@gieniutkowo.pl
Fundacja prosiaczka Eugeniusza Gieniutkowo
88 1140 2004 0000 3002 8106 8695
Tytułem Darowizna dla

 Rozbój w taksówce. 30-latek tymczasowo aresztowany

🚨
Policjanci zatrzymali 30-letniego mieszkańca powiatu stargardzkiego podejrzanego o rozbój, do którego doszło w jednej z taksówek popularnej aplikacji przewozowej 🚕
Po zakończeniu kursu mężczyzna zachowywał się agresywnie wobec kierującej. Próbował ukraść telefon, portfel oraz e-papierosa, a następnie zabrał wideorejestrator i uciekł.
Dzięki szybkiej reakcji patrolu 👮‍♂️👮‍♀️ sprawca został rozpoznany przez pokrzywdzoną i zatrzymany w swoim mieszkaniu. Skradzione mienie odzyskano.
Decyzją sądu wobec mężczyzny zastosowano tymczasowy areszt. Odpowie on nie tylko za rozbój, ale także za znieważenie oraz groźby karalne wobec policjantów.
👉 Pamiętajmy – reagujemy na przemoc i agresję. Bezpieczeństwo jest najważniejsze! 💙🚓