FOCH
2026/08/27
Piekło dzieci z Ukrainy. Svitłana P. biła tłuczkiem i kazała jeść psie odchody
Prokuratura wnioskuje o 15 lat pozbawienia wolności dla obywatelki Ukrainy, która prowadziła rodzinny dom dziecka. Svitłana P. (56 l.) w 2022 roku przyjechała do Polski, uciekając przed konfliktem zbrojnym. Dopiero po przekroczeniu granicy jej podopieczni opowiedzieli o koszmarze, jaki zgotowała im zastępcza matka.
Koszmar dzieci w Ukrainie wyszedł na jaw w Poznaniu
Svitłana P. zarządzała rodzinnym domem dziecka w Ukrainie. Wraz z podopiecznymi uciekła z kraju natychmiast po rosyjskiej inwazji i znalazła schronienie w Poznaniu. To właśnie po dotarciu do Polski maluchy ujawniły przerażające szczegóły swojego życia w ojczyźnie.Akt oskarżenia przeciwko kobiecie zawiera wstrząsającą listę czynów. Prokurator Nina Tybinkowska-Sepsiak z Poznania podczas mowy końcowej relacjonowała, że opiekunka zmuszała dzieci do jedzenia zepsutych produktów oraz stania w kącie przez wiele godzin. Dodatkowo ograniczała im dostęp do toalety, jedzenia i picia. Na tym jednak nie koniec: oskarżona miała używać do bicia gałęzi, krzewów z kolcami oraz tłuczka do mięsa. Według śledczych, Svitłana P. wyrywała podopiecznym włosy i wpychała im do ust zużyte pieluchy. Najbardziej wstrząsające relacje dotyczą jednego z chłopców, który miał być bity po penisie, wiązany do mebli i zmuszany do jedzenia psich odchodów.
Oprócz przemocy fizycznej, śledczy zarzucają Ukraince ułatwianie kontaktów z pedofilami, którym udostępniała bezbronne ofiary. Z ustaleń wynika również, że dzieci były odurzane lekami, a po przebudzeniu odczuwały ból i często były pozbawione bielizny. Sama Svitłana P. również miała dopuszczać się molestowania, zmuszając podopiecznych do czynności seksualnych.
Finał trzyletniego procesu w poznańskim sądzie
Postępowanie sądowe przeciwko Svitłanie P. ciągnęło się przez trzy lata. Oskarżona broniła się twierdząc, że ukraińskie instytucje nie zgłaszały żadnych zastrzeżeń do jej metod wychowawczych. Przekonywała, że dzieci były zadbane i miały zapewnione bezpieczeństwo. Z płaczem zeznawała przed sądem, że nikt w Ukrainie nie dostrzegł żadnych nieprawidłowości. Ostatecznie jednak przyznała się do stosowania kar cielesnych i zaniedbywania potrzeb emocjonalnych podopiecznych. Jej adwokat, mecenas Jędrzej Kwiczor, podważał wiarygodność zeznań dzieci.Rozprawa w Sądzie Okręgowym właśnie dobiegła końca. Oskarżyciel publiczny wniósł o karę 15 lat pozbawienia wolności dla 56-latki. Sama Svitłana P. w ostatnim słowie wniosła o sprawiedliwy osąd. Zapadnięcie wyroku zaplanowano na 7 września. Do sprawy wrócimy.
Dziewczynka zadławiła się żelkiem. Dramatyczne chwile na plaży w Stegnie
Ta historia pokazuje, że do niebezpiecznej sytuacji może dojść w najmniej spodziewanym momencie, a szybka pomoc drugiego człowieka może uratować życie. Pan Mikołaj, młody ratownik pracujący w Stegnie, pomógł dziewczynce, która na plaży zadławiła się żelkiem. Doszło u niej do skrajnego niedotlenienia i utraty przytomności. Ratownik natychmiast zareagował i przywrócił dziecku funkcje życiowe. – Tylko dzięki niemu nasze dziecko jest z nami – relacjonują rodzice dziewczynki. Szczegóły poniżej.
Ratownik w Stegnie ratuje dławiące się dziecko. Apel o czujność do końca wakacji
Choć wakacyjny sezon powoli dobiega końca, Ratownictwo Wodne przypomina ratownikom, że do ostatniej chwili dyżuru muszą pozostać czujni i gotowi do niesienia pomocy. O tym, jak ważna jest szybka reakcja, świadczy zdarzenie na plaży w Stegnie. Dziewczynka zadławiła się żelkiem, przez co doszło do skrajnego niedotlenienia i utraty przytomności. Pan Mikołaj, jeden z pełniących tam dyżur ratowników, natychmiast przystąpił do działania i przywrócił dziecku funkcje życiowe.We wtorek, 25 sierpnia, w mediach społecznościowych Ratownictwa Wodnego opublikowano podziękowania przekazane przez rodziców dziewczynki. Zaznaczyli oni, że ich córka żyje dzięki wiedzy, umiejętnościom i błyskawicznej reakcji pana Mikołaja.– W imieniu naszej rodziny chcielibyśmy serdecznie podziękować Panu Ratownikowi ze Stegny, którego umiejętności i przytomność umysłu pozwoliły uratować naszą córkę. Dziecko zadławiło się żelkiem, co spowodowało skrajne niedotlenienie i utratę przytomności. Ratownik przywrócił dziecku funkcje życiowe i tylko dzięki niemu nasze dziecko jest z nami. Serdecznie pozdrawiamy – przekazali rodzice dziewczynki.
Nagroda dla pana Mikołaja. Ratownictwo Wodne chwali postawę na kąpielisku
Ratownictwo Wodne Sp. z o.o. przekazało również w mediach społecznościowych, że pan Mikołaj otrzymał nagrodę za swoją postawę i szybką reakcję, która pozwoliła uratować dziecko.
- To właśnie takie chwile przypominają nam, jak ogromną odpowiedzialność każdego dnia biorą na siebie ratownicy wodni. Ich czujność, opanowanie i gotowość do działania mogą zdecydować o czyimś zdrowiu i życiu. Jesteśmy dumni, że na naszych kąpieliskach pracują ludzie, na których można liczyć w najtrudniejszych momentach – czytamy we wpisie.W obliczu nagłego zagrożenia kluczowe jest to, aby pod żadnym pozorem nie pozostawać biernym obserwatorem. Niekiedy wystarczy natychmiast zareagować, wezwać służby lub udzielić pierwszej pomocy, aby ocalić czyjeś zdrowie, a nawet życie. Pomaganie nic nie kosztuje, a kilka minut poświęconych osobie w potrzebie może sprawić, że staniemy się dla niej prawdziwym bohaterem.
Atak w szkole, zginęli 18-latka i mężczyzna, który próbował ją ratować! 19-latek zatrzymany
Tragiczne informacje napływają z Brandenburgii. Dwie osoby zginęły w wyniku ataku na terenie prywatnej szkoły w Gosen-Neu Zittau. Z ustaleń dziennika „Märkische Allgemeine” wynika, że ofiary to 18-letnia uczennica i 30-letni mężczyzna usiłujący powstrzymać agresora. Policjanci zatrzymali 19-latka, byłego partnera nastolatki.
Krwawa zbrodnia w Niemczech! Nie żyje młoda kobieta i mężczyzna, który próbował udzielić jej pomocy. Do dramatu doszło w czwartek, 27 sierpnia po południu na terenie prywatnej szkołyDocemus w Gosen-Neu Zittau w landzie Brandenburgia. Z informacji przekazanych przez dziennik „Bild” i „Märkischen Allgemeinen“ wynika, że pierwsze zgłoszenia wpłynęły do służb na kilkanaście minut przed godziną 14:00. Oficer dyżurny odebrał wcześniej serię dramatycznych połączeń z prośbą o pomoc.
Do akcji ruszyły potężne siły policyjne, zastępy straży pożarnej i ratownictwa medycznego.Wezwano także dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Uzbrojeni policjanci otoczyli teren szkoły.Niestety, dwie osoby zginęły. Pierwszą z ofiar jest 18-letnia dziewczyna, uczennica szkoły. Drugim zamordowanym okazał się 30-latek, który – jak donosi „Märkische Allgemeine” – zapłacił najwyższą cenę za próbę obezwładnienia agresora.
Funkcjonariuszom udało się ująć domniemanego sprawcę rzezi. Okazał się nim 19-latek, z którym zamordowana 18-latka była wcześniej w związku.
Zabójstwo w szkole Docemus. Policja zabezpiecza ślady, sytuacja jest pod kontrolą
Śledczy wciąż pracują nad odtworzeniem szczegółowych okoliczności makabrycznego zdarzenia. Portal „Märkische Onlinezeitung” informuje, że narzędziem zbrodni był nóż. W szkole wciąż obecne są ekipy dochodzeniowo-śledcze i technicy, którzy badają miejsce zbrodni. Służby nie wydały na razie komunikatu o ewentualnych innych osobach poszkodowanych. Policja zapewnia, że po schwytaniu agresora sytuacja została opanowana i żaden z uczniów czy pracowników nie znajduje się już w niebezpieczeństwie.