2026/06/15

 


PRZECIWKO ABORCJI

 

Aborter nazwał aborcję po 24. tygodniu ciąży „aktem miłości”.
To przerażające.
Późna aborcja polega na podaniu nienarodzonemu dziecku środka, który powoduje zatrzymanie pracy serca. Następnie wywoływany jest poród, a matka rodzi martwe dziecko. W niektórych przypadkach dziecko przeżywa ten proces i rodzi się żywe. Według relacji przywoływanych przez autorów tekstu, zdarzały się sytuacje, w których personel medyczny mówił o konieczności doprowadzenia do śmierci dziecka po porodzie, aby zakończyć procedurę.
Badanie opublikowane w serwisie ScienceDirect wskazuje, że osoby wykonujące aborcje nawet w 28. tygodniu ciąży przyznają, iż taka praca jest dla nich obciążająca psychicznie, a jednocześnie część z nich uważa aborcję za coś pozytywnego.
Niektóre pielęgniarki skarżyły się na konieczność przyjazdu do placówki w środku nocy z powodu powikłań, nadmiernych krwawień lub szybszego niż przewidywano przebiegu procedury.
Dziecko o imieniu Christopher zostało odnalezione w pojemniku na odpady medyczne przed placówką aborcyjną w Waszyngtonie. Szacowano, że miało około 28–32 tygodni życia prenatalnego, czyli było już daleko poza granicą przeżywalności.
To nie jest opieka zdrowotna.
To barbarzyństwo.
Nigdy nie ma powodu, by celowo pozbawiać życia nienarodzone dziecko poprzez aborcję.
Mimo to przemysł aborcyjny dokonuje aborcji z różnych powodów, nawet w bardzo zaawansowanej ciąży, narażając przy tym również zdrowie i życie kobiet.
Jednocześnie coraz częściej słyszymy, że aborcja jest „aktem miłości” lub „aktem łaski”, szczególnie wtedy, gdy dziecko ma urodzić się chore albo istnieje ryzyko, że będzie cierpiało. Jednak warto zadać sobie pytanie: czy współczucie polega na zakończeniu życia cierpiącego człowieka, czy raczej na otoczeniu go miłością, opieką, leczeniem i godnością?
Jeżeli uznamy, że choroba lub przewidywane cierpienie są wystarczającym powodem do odebrania życia, to wchodzimy na bardzo niebezpieczną drogę. Wartość człowieka nie zależy od jego zdrowia, sprawności, wieku ani rokowań. Każde dziecko, także chore, jest człowiekiem i zasługuje na miłość, ochronę oraz szacunek.

Prawdziwa miłość nie polega na eliminowaniu cierpiącego człowieka. Prawdziwa łaska nie polega na zadawaniu śmierci. Prawdziwa miłość oznacza obecność, troskę i pomoc nawet wtedy, gdy sytuacja jest trudna i bolesna. Dlatego trudno mówić o „akcie miłości” czy „akcie łaski”, gdy efektem jest celowe zakończenie życia bezbronnego dziecka.
Każde dziecko ma prawo do życia – nie dlatego, że jest zdrowe, silne czy oczekiwane, ale dlatego, że jest człowiekiem.

Starucha poleciala po bandzie !!!!!

 

Kolejny raz z ogromnym zażenowaniem, obrzydzeniem i odrazą zapoznałam się politycznymi wypocinami gwiazdy PRL Joanny Szczepkowskiej.

Mam wrażenie, że od dłuższego czasu nie potrafi ona pogodzić się z faktem, że Prezydent Karol Nawrocki cieszy się dużym poparciem społecznym i skutecznie buduje relacje międzynarodowe, szczególnie ze Stanami Zjednoczonymi. Brawo Prezydent ‼️🇵🇱🇺🇸
Krytykowanie obecności Prezydenta RP na ważnym wydarzeniu w USA i sprowadzanie wszystkiego do oskarżeń o „agresję”, „brutalność”, „kłamstwo” czy nawet „zdradę” jest moim zdaniem ogromnym uproszczeniem i próbą politycznej agitacji.
Sporty walki są legalną i szanowaną dyscypliną sportową, cieszącą się popularnością na całym świecie. Obecność Prezydenta na takim wydarzeniu nie oznacza promowania przemocy, lecz uczestnictwo w wydarzeniu o znaczeniu społecznym, sportowym i międzynarodowym. Warto, by Szczepkowska zanim otworzy usta wreszcie zapoznała się z faktami !
Jeszcze bardziej niepokoją mnie bardzo mocne oskarżenia marnej aktorki kierowane pod adresem głowy państwa.Są to słowa, które nie powinny padać publicznie bez przedstawienia konkretnych dowodów. Każdy ma prawo do własnych poglądów politycznych, ale wolność słowa wiąże się również z odpowiedzialnością za wypowiadane słowa.
‼️‼️ I najważniejsze, jeżeli Pan Prezydent Karol Nawrocki uzna, że tego rodzaju wypowiedzi naruszają jego dobre imię lub dobra osobiste, ma pełne prawo rozważyć podjęcie odpowiednich kroków prawnych.
Osobiście uważam również, że aktorzy, piosenkarze i celebryci powinni przede wszystkim zajmować się swoją działalnością artystyczną, a nie występować w roli autorytetów od polityki, gospodarki czy relacji międzynarodowych. Ich publiczne żałosne wypowiedzi nie wnoszą niczego konstruktywnego do debaty publicznej, a jedynie wywołują kolejne konflikty i podziały.
Mam wrażenie, że zamiast łączyć Polaków, niektóre osoby publiczne świadomie podsycają emocje i wzajemną niechęć.
A przecież Polska potrzebuje dziś jedności, odpowiedzialności i spokojnej rozmowy o bezpieczeństwie, gospodarce oraz naszej pozycji na świecie. Szczególnie ważne są relacje polsko-amerykańskie, które od lat stanowią jeden z filarów bezpieczeństwa naszego kraju.
❤️🇵🇱❤️Dlatego z uznaniem patrzę na działania Prezydenta Karola Nawrockiego, który konsekwentnie rozwija współpracę ze Stanami Zjednoczonymi i godnie reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej. Nie wszyscy muszą podzielać jego poglądy, ale krytyka powinna opierać się na faktach i argumentach, a nie na emocjach, insynuacjach czy obraźliwych oskarżeniach. 🇵🇱🤝🇺🇸 Ta stara wiedzma za duzo sobie pozwala. Kim ona jest zeby obrazac Prezydenta ???? Powinno sie ja zamknac w wiezieniu za obraze glowy panstwa !!!!


 


Dziennikarz pomógł nękanej rodzinie, sam stał się celem ataków

 Pomógł rodzinie z Piły w ustaleniu sprawców wielomiesięcznego nękania, sam stał się ofiarą ataków. Pod dom dziennikarza Jacka Kwiatkowskiego przyjeżdżały osoby z przedmiotem przypominającym broń, w internecie mu grożono. Pan Jacek dostarczył funkcjonariuszom szereg dowodów. - Powiedziano, że tych interwencji jest tak dużo, że ja już staję się męczący dla policji - opisywał. Materiał "Interwencji".

Dramatyczną historię państwa Jaworskich z Piły dziennikarze "Interwencji" nagłaśniali w kwietniu tego roku. Zaczęło się niewinnie od obrzucania jajkami ich domu. Ataki na nieruchomość przybierały na sile.

 

- 18 lutego nagrali się sprawcy, którzy przyjechali po raz kolejny pod nasz dom i zniszczyli skrzynkę, zerwali ją z płotu, wrzucili ja na podwórko. Rozsypała się w drobny mak. W nocy, ci sami sprawcy, też zamaskowani pomimo tego, że zapaliły się halogeny, monitoring, weszli na posesję. Jeden z nich został przy bramce i montował petardy, a dwóch sprawców podeszło do auta, spuścili powietrze i porysowali samochód. Po całej akcji z samochodem odpalili petardy. Policja nam nic nie pomogła. To trwało pół roku, gdzie siedzieliśmy i czekaliśmy, bo jest sobota, czy przyjdą - opowiadała wówczas dziennikarzom "Interwencji" Barbara Jaworska.

 

- To było około pierwszej, drugiej w nocy. Usłyszałem wybuch skrzynki pocztowej i od razu za nimi pobiegłem. Tak jak byłem ubrany w nocy, nawet w butach spałem, to tak wybiegłem - powiedział 16-letni Grzegorz Jaworski, który podczas jednego z incydentów rzucił się pogoń za wandalami.

Dziennikarz pomógł rozwiązać zagadkę ataków na dom w Pile. "Zesłały nam go chyba niebiosa"

Początkowo policja sprawę umarzała. W jej rozwiązaniu pomógł dziennikarz lokalny, Jacek Kwiatkowski.

 

- Pana Jacka to zesłały nam chyba niebiosa. Rozwiązał tę sprawę. Pomógł to pchnąć w ogóle dalej, bo by było pewnie dalej umorzenie – komentowała pani Barbara.

 

- Jak można nękać rodzinę i przez pół roku nie ustalić sprawców? Za wskazanie sprawców osobiście wyznaczyłem nagrodę, której nie uzgadniałem z rodziną. Słowo nagroda zadziałało. Moim źródłem informacji, jest osoba, która boi się tych sprawców. Dało mi wszystko, również nagrania. Grupa założyła sobie fanpage na jednym z profili społecznościowych. Fanpage był niewidoczny dla ogółu. Zgłosiłem to policji - tłumaczył dziennikarz Jacek Kwiatkowski.

 

- Sprawa odbyła się w Pile i tego samego dnia się zakończyła wyrokiem moim zdaniem niesprawiedliwym. Uznano ich za winnych i to jest jedyny plus tego wszystkiego. Dostali opiekę kuratora. My dostaliśmy od dwóch rodzin zadośćuczynienie w kwocie po trzy tys. złotych od każdego – opowiada Barbara Jaworska.

 


 

Po emisji reportażu agresja nastolatków zwróciła się przeciwko lokalnemu dziennikarzowi, panu Jackowi Kwiatkowskiemu i jego rodzinie. Ataki i przemoc trwają już ponad miesiąc. Co na to policja? Podobnie jak w poprzedniej sprawie – niewiele.

 

- Niestety, ale w moim przypadku osoba, która brała udział w tej sprawie, uderzyła moją córkę w twarz. I to było na tyle silne uderzenie, że ona na chwilę straciła przytomność, na kilka sekund. Oko zostało naruszone - komentuje Jacek Kwiatkowski, dziennikarz.

 

- Mogę tylko powiedzieć, że sprawa jest w toku. Odpowiednim władzom przekazałam i zajmują się tym. Dbam o bezpieczeństwo dzieci, dbam o bezpieczeństwo pracowników szkoły - zapewnia Magdalena Michalska, dyrektorka szkoły.

 

Dziennikarze "Interwencji" chcieli porozmawiać z rodzicami nastolatka. Niestety nikt nie otworzył im drzwi.

 

- Przeciwko mnie zaczęto prowadzić hejt. Te "dzieci" potrafią przyjeżdżać pod mój dom, przyjeżdżać samochodem z bronią. Nie wierzyłem temu, co zobaczyłem na własne oczy. Na kolanach kierowcy leżał karabin, on go wziął podniósł w moim kierunku. Lufę skierował w moją stronę. Ja się odsunąłem, samochód odjechał. Policja przyjechała i usłyszałem, że ujawnili z tyłu przedmiot. Ten sam kierowca, w tym samym dniu, on ponownie przyjeżdża do naszej miejscowości - relacjonuje Jacek Kwiatkowski.

 

 - Rzeczywiście w ostatnim czasie było około 20 takich interwencji zgłoszonych przez pana Jacka. Policjanci, którzy byli kierowani na te interwencje, legitymowali rożne osoby, sporządzali z tego dokumentacje. Przynajmniej do tej pory z tych interwencji nie zidentyfikowaliśmy takich zachowań, które można by było zakwalifikować jako przestępstwo – mówi dziennikarzom "Interwencji" Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Dziennikarz kontra nastolatkowie. "Utworzono hejterską stronę przeciwko mnie"

- Okazuje się, że osoby, które gdzieś delikatnie w przeszłości dotknąłem prawnie, na łamaniu przepisów prawa, na czynieniu innym zła, one się skrzyknęły i utworzyły nawet stronę hejterską przeciwko mojej osobie. To jest w ogóle niebywałe, na której poruszono moje życie prywatne. Na której udostępniono moją podobiznę, moje tablice rejestracyjne, na której wskazano gdzie mieszkam. Na której na przykład pisze się, że trzeba mi strzelić w głowę pistoletem na gumowe kule - relacjonuje Jacek Kwiatkowski.

 


 

- Policjanci, którzy prowadzą tę sprawę wystąpili formalnie do centrali Facebooka, by dowiedzieć się, kto za tym profilem stoi. Liczymy na to że w ciągu kilku tygodni taką odpowiedz otrzymamy – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

 

- Profil jest dalej aktywny. Dostarczyłem policji, szereg sytuacji z miesiąca, gdzie mnie wyzywano, grożono, że spadnie mi łeb. To nawet mi powiedziano, że tych interwencji jest tak dużo, że ja już staję się męczący dla policji - dodaje pan Jacek.