2026/10/08

 

Miała przed sobą całe życie, plany, marzenia i ukochaną rodzinę. Zamiast tego znalazła śmierć w szpitalnym łóżku, wyjąc z bólu na oczach znieczulonego personelu. Jak długo jeszcze będziemy słyszeć o takich tragediach?
Młoda dziewczyna trafiła na oddział ratunkowy z ostrym bólem brzucha i wysoką gorączką. Zamiast natychmiastowej, rzetelnej diagnostyki i badań obrazowych, kazano jej czekać godzinami na korytarzu. Medycy sugerowali, że to zwykłe bóle menstruacyjne lub histeria młodej kobiety, która przesadza z natężeniem dolegliwości.
Stan 22-latki pogarszał się z minuty na minutę. W nocy doszło do pęknięcia wyrostka i rozlania się sepsy po całym organizmie. Dziewczyna krzyczała tak przeraźliwie, że jej głos niósł się po wszystkich kondygnacjach szpitala. Błagała o leki, o pomoc, o cokolwiek, co uśmierzy ten potworny ogień wewnątrz jej ciała. Zamiast ratunku usłyszała od dyżurnego lekarza, że zakłóca spokój innym pacjentom i powinna wziąć się w garść.
Kiedy personel wreszcie zorientował się, że stan pacjentki jest agonalny, było już za późno. Mimo nagłej operacji jej serce nie wytrzymało wstrząsu toksycznego. Zmarła w męczarniach, których można było całkowicie uniknąć, gdyby wykonano proste badanie krwi i podano antybiotyki na samym początku.
Rodzina domaga się ukarania winnych, ale w Polsce lekarze bardzo rzadko ponoszą realną odpowiedzialność karną za błędy w sztuce. Często kończy się na umorzeniu śledztwa lub symbolicznej naganie korporacyjnej.

Czy czujesz się bezpiecznie w polskim szpitalu? Czy lekarze odpowiedzialni za śmierć pacjentów z zaniedbania powinni bezwzględnie trafiać do więzienia? Wyraź swoje zdanie. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Na SOR niestety tak jest . Bo po poludniu lekarz ma pod opieka caly oddzial i izbe przyjec . Ciezko jednemu lekarzowi to wszystko ogarnac . Zeby byla jasnosc to co sie stalo tej dziewczynie jest karygodne . To ewidentne zaniedbanie . Ale odpowiedzialnosc za to ponosi Izba przyjec lub SOR . Natomiast reakcja lekarza byla karygodna . Jezeli cos boli i pacjent zglasza bol , podaje sie leki przeciwbolowe choc w tym konkretnym przypadku to za malo .Nie zrobili diagnostyki i kobieta przyplacila to zyciem .Lekarzowi ktory do tego dopuscil powinno sie odebrac prawo wykonywania zawodu zeby juz nikogo wiecej nie skrzywdzil .GB

 


NIE LUBIE PANA PREMIERA DONALDA TUSKA !!!!!!!!!!!!

 


Katował i przypalał genitalia 6-letniego Maksia. Chłopczyk umierał w męczarniach. Matka tylko patrzyła

 Ileż to biedne, niewinne, bezbronne dziecko musiało przeżyć! Przez dwa miesiące 6-letni Maksio ze Zduńskiej Woli (woj. łódzkie) był regularnie katowany przez kochanka swojej matki. Paulina M. (32 l.) tylko biernie przyglądała się cierpieniom dziecka. W końcu Daniel S. (29 l.) zmasakrował go tak mocno, że chłopczyk nie przeżył. W czwartek, 8 października, przed Sądem Okręgowym w Sieradzu ruszył proces kochanków. Szczegóły aktu oskarżenia wręcz porażają.

Do zabójstwa chłopca doszło 7 maja ubiegłego roku w jednej z kamienic przy Placu Wolności w samym centrum miasta. Jeszcze kilka miesięcy przed śmiercią, Maksymilian mieszkał tam tylko ze swoją matką, ale w marcu wprowadził się tam nowy partner kobiety Daniel S.Nie wiadomo, czy wtedy znała jego przeszłość. Był bowiem karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Mimo to obdarzyła go bezgranicznym uczuciem, czemu dawała wyraz na swoim profilu w mediach społecznościowych. 6-latek ten związek przypłacił własnym życiem.

7 maja Paulina M. zauważyła, że jej leżący w łóżku synek nie oddycha. Zadzwoniła pod numer alarmowy po pomoc. Jako pierwsi na miejscu zjawili się policjanci. Od razu dostrzegli na ciele chłopczyka liczne sińce. Kobieta i jej parter zostali zatrzymani, a w ich mieszkaniu zjawili się prokurator, medyk sądowy, ekipa dochodzeniowo-śledcza, którzy skrupulatnie zbierali ślady zbrodni.

Daniel S. usłyszał zarzut zabójstwa, natomiast matka chłopca znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad synem, nieudzielenie pomocy dziecku i narażenie go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Akt oskarżenia przeraża normalnych ludzi

W czwartek, 8 października, rozpoczął się proces pary. Akt oskarżenia, szczególnie wobec Daniela S., który odczytał Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli Witold Hejmanowski, miejscami jest wprost szokujący.

- Od marca 2025 roku do 7 maja 2025 roku oskarżony wielokrotnie ze szczególnym okrucieństwem stosował przemoc fizyczną i psychiczną wobec osoby nieporadnej ze względu na wiek, małoletniego Maksymiliana w wieku 6 lat - mówił przed sądem.Katował i przypalał genitalia 6-letniego  Wielokrotnie kierował do niego słowa powszechnie uważane za obraźliwe, wielokrotnie oskarżał go o kradzież pieniędzy, wielokrotnie oskarżał małoletniego o nieudzielenie pomocy swojej partnerce, w związku z jej pobiciem przez byłego partnera w 2024 roku, wielokrotnie pozostawiał go samego w miejscu zamieszkania, a także wielokrotnie zastraszał go, że pójdzie do więzienia, wielokrotnie stosował w stosunku do niego przemoc fizyczną w postaci popychania, uderzenia, szarpania, uderzania w klatkę piersiową, wielokrotnie przypalał prącie dziecka rozgrzanym papierosem, uderzał pięścią w twarz, wielokrotnie kopał po całym ciele, powodując otwarte rany krwawe, które następnie przemywał wodą, po czym wilgotne ciało dziecka uderzał ponownie pięścią powodując krwawe rozbryzgi na ścianach, oknach i meblach - wyliczył prokurator.W dniu 6 i 7 maja ubiegłego roku stosował przemoc fizyczną polegającą na tym, że popchnął dziecko silnie na podłogę, w wyniku czego małoletni uderzył głową o podłogę, następnie uderzył go pięścią w twarz, bardzo silnie kopnął w głowę, następnie podniósł dziecko za koszulkę na wysokość swojej twarzy, po czym silnie rzucił o ścianę w wyniku czego dziecko uderzyło głową o ścianę. Obrażenia spowodowane tym działaniem doprowadziły do uszkodzenia centralnego układu nerwowego dziecka i gwałtownego zgonu - przekazywał oskarżyciel.

Czytaj więcej o sprawie: Zabójstwo 6-letniego Maksia. Zarzucają Danielowi i Paulinie potworną zbrodnię. Dziecko konało w męczarniach

"Nie wiem, skąd u niego takie obrażenia"

Daniel S. przed sądem nie przyznał się do winy. - Nie wiem, skąd u niego takie obrażenia - stwierdził. - Nie przypalałem go papierosami, bo palę elektroniczne papierosy - rzucił.

Matka Maksia odpowiada przed sądem za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad synem, nieudzielenie pomocy dziecku i narażenie go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Jak ustalili śledczy, Paulina M. wielokrotnie pozostawiała chłopca samego, bez opieki, nie udzieliła pomocy cierpiącemu dziecku, które miało obrażenia ciała i złamaną rękę.Oskarżona miała świadomość, że jej syn jest katowany przez kochanka, a mimo to nie reagowała. Kobieta przyznała się do winy. Grozi jej do 10 lat więzienia. Daniel S. może usłyszeć wyrok dożywocia. Do sprawy będziemy wracać.



 



Materiał Radia ESKA: Szok pod Toruniem. Ciocia ze żłobka znęcała się nad niewinnymi dziećmi?

 Czy w żłobku w Łubiance pod Toruniem dochodziło do przemocy wobec dzieci? Śledztwo w tej sprawie wszczęła toruńska prokuratura. Niepokojące sygnały ze strony rodziców trafiły do dyrektorki placówki pod koniec sierpnia. Później o sprawie została poinformowana wójt gminy. O swoich przypuszczeniach poinformowali dziennikarkę Radia ESKA Toruń rodzice dzieci ze wspominanego wyżej żłobka.

Z informacji, do których dotarła reporterka Radia ESKA Toruń wynika, że 17 sierpnia odbyło się pierwsze spotkanie rodziców z Mileną Błaszkiewicz, dyrektorką Publicznego Żłobka w Łubiance. Rodzice alarmowali - w placówce może dochodzić do przemocy wobec dzieci! Dyrektorka nie ukrywała zaskoczenia.Dzień później Błaszkiewicz spotkała się z pracownikami. Z podpisanych protokołów miało wynikać, że nic złego w żłobku się nie dzieje. Kolejnego dnia z dyrektorką placówki spotkali się rodzice - łącznie 7 osób. Oni już wcześniej opisywali powody do niepokoju.

25 sierpnia rodzice spotkali się również z Dagną Całbecką, która jest wójtem Gminy Łubianka. Lokalna polityczka obiecała dokładne zbadanie tematu. Sęk w tym, że od tej pory kontakt znacząco się utrudnił.

Rodzice zaniepokojeni, radny nie gryzie się w język

O swoich przypuszczeniach rodzice poinformowali reporterkę Radia ESKA Toruń. Ze względu na toczące się postępowanie nie chcieli wypowiadać się do naszego mikrofonu. Temat jednak wrócił podczas spotkania Komisji Edukacji i Zdrowia, która odbyła się 5 października. W spotkaniu uczestniczyli również radni z gminy Łubianka, których zainteresowano sprawą.

Tomasz Sipak, sołtys Zamku Bierzgłowskiego i Radny Gminy Łubianka opowiedział nam, jak sprawa wygląda z jego perspektywy.

- Informacje do mnie dotarły przez kolegę radnego Jacka Neulitza, z którym skontaktował się jeden z rodziców. Przekazał informację, że od kilku miesięcy, w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na tym, że została naruszona cielesność jego dziecka, próbują to wyjaśnić zarówno z panią dyrektor, a następnie z panią wójt - wyjaśnił Sipak.

Radny dodał, że wójt Dagna Całbecka nie znalazła czasu na spotkanie z rodzicami. Ci relacjonowali słowa dzieci, które opowiadały, że siniaki i zaczerwienienia "zrobiła im ciocia". Miały też mówić, że "wszystkie ciocie są super, ale ta ma mnie nie dotykać". Gdy widziały rower opiekunki, miały czuć niepokój. Pani dyrektor jako organ, który prowadzi żłobek publiczny, nie udzieliła wsparcia rodzicom. Rodzice zwrócili się do organu nadzorczego, jakim jest pani wójt. Odbyli spotkanie, tak jak wspomniałem. Pokłosiem tego spotkania miało być kolejne spotkanie, które zostało odwołane we wrześniu z panią wójt, a także trzecie spotkanie, czyli już drugie, które zostało odwołane przez panią wójt - podkreślił Tomasz Sipak.

Rodzice zwrócili się do radnych. Jak zaznaczył rozmówca dziennikarki ESKI - radny pełni funkcję kontrolną nie tylko względem organu wykonawczego, jakim jest wójt, ale także względem jednostek budżetowych, jaką jest Publiczny Żłobek w Łubiance.

Przygotowane zostało pismo do przewodniczącego Komisji Oświaty pana Sławomira Trzymkowskiego.

- Zadaliśmy pytania mające na celu wyjaśnienie tej sytuacji. Pytania, które pozwolą ustalić, jakie czynności, kroki podjęła przede wszystkim dyrektorka i pani wójt - wyjaśnił Sipak.

Pismo zostało złożone 25 września. Niestety - wbrew oczekiwaniom - 5 października nie udało się wyjaśnić tych palących kwestii. - Są to kwestie, związane z dobrem dziecka, gdzie istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. Mówimy o dziecku, które jest pomiędzy 20 tygodniem, a 3 rokiem życia. Uważam, że organy w naszej gminie zawiodły - stwierdził Sipak.Sołtys Zamku Bierzgłowskiego zaznaczył, że radni nie chcieli nagłaśniać sprawy w mediach społecznościowych, ponieważ liczyli na wyjaśnienie sprawy podczas spotkania Komisji.- Przebieg spotkania pokazał, że ze strony pani dyrektor nie ma w ogóle chęci rozwiązania tej sytuacji. Dlatego wystąpiliśmy z wnioskiem, o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Potrzebne są 4 podpisy radnych. Wiemy, że będziemy je mieli. Taki wniosek zostanie przekazany przewodniczącej Rady Gminy i zgodnie ze Statutem Rady Gminy Łubianka, w terminie do 7 dni od złożenia wniosku, zostanie zwołana sesja nadzwyczajna - wyjaśnił Tomasz Sipak.

Dyrektorka odmawia komentarza, Dagna Całbecka nieuchwytna. Prokuratura bada sprawę

O sprawę zapytaliśmy także dyrektorkę placówki w Łubiance - Milenę Błaszkiewicz. Ta ze względu na toczące się postępowanie, odmówiła komentarza. Nasza reporterka zapytała o to, w jaki sposób wygląda kwestia utrzymywania dyscypliny wśród dzieci przez opiekunki.

- Zgodnie ze wszystkimi standardami, dzieci w tym żłobku są zaopiekowane zgodnie ze wszystkimi możliwościami, w jak najlepszym geście - odpowiedziała Błaszkiewicz.

Reporterka Radia ESKA Toruń do momentu publikacji artykułu próbowała uzyskać komentarz wójt Dagny Całbeckiej, ale bezskutecznie. Gdy takowy uzyskamy, to zaktualizujemy nasz materiał.

Wiemy na pewno, że 14 września do prokuratury Toruń Centrum-Zachód wpłynęło zawiadomienie dotyczące ewentualnych nieprawidłowości w żłobku publicznym w Łubiance.Jak przekazała nam rzeczniczka prasowa prokuratury okręgowej w Toruniu - Izabela Oliver w chwili obecnej trwają czynności procesowe zmierzające do ustaleń stanu faktycznego. Śledztwo wszczęto w sprawie znęcania się fizycznego lub psychicznego. Na ten moment nikt nie usłyszał zarzutów.​Do sprawy będziemy wracać w Radiu ESKA i w serwisie ESKA Toruń News.


HAHAHA