2026/10/26

Bulwersujące doniesienia z Kielc. Trzech chłopców miało zaatakować 80-latkę

 Niepokojące doniesienia z kieleckiego osiedla Podkarczówka. Trzech chłopców w wieku około 10-12 lat miało zaczepiać i popychać 80-letnią kobietę. O sprawie poinformował jej wnuk. Policja weryfikuje zgłoszenie i zapowiada wzmożoną uwagę patroli w tej okolicy.

To zdarzenie wywołało poruszenie wśród mieszkańców. Relacja opublikowana w mediach społecznościowych szybko zwróciła uwagę na problem zachowania młodych ludzi wobec osób starszych. Na razie przebieg incydentu znany jest przede wszystkim z opisu członka rodziny seniorki. Funkcjonariusze sprawdzają, co dokładnie wydarzyło się na osiedlu.Do incydentu miało dojść w sobotę, 24 października, po południu, w rejonie ulic Kruszcowej i Galenowej na kieleckiej Podkarczówce. Według relacji wnuka 80-latkę miało zaczepić trzech chłopców w wieku około 10-12 lat.Opis zdarzenia jest niepokojący. Jeden z chłopców miał szturchnąć kobietę, drugi popchnąć ją od tyłu, a trzeci kopnąć piłkę w jej kierunku. Na tym etapie nie ma jednak niezależnego potwierdzenia wszystkich szczegółów tej relacji.

Sprawa została zgłoszona policji. Informacja o incydencie dotarła również do mediów społecznościowych, gdzie wywołała reakcje mieszkańców. Służby nie przedstawiły dotąd ostatecznych ustaleń dotyczących przebiegu zdarzenia.Jak przekazała Radiu Kielce rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Kielcach, sprawą zajmują się funkcjonariusze.
— Informacja została przekazana dzielnicowemu odpowiedzialnemu za ten rejon. Również policjanci pełniący patrole będą zwracać szczególną uwagę na ten obszar — powiedziała podkom. Małgorzata Perkowska-Kiepas.
Policjanci szczegółowo weryfikują okoliczności zgłoszenia. Na razie nie wiadomo, jakie będą dalsze ustalenia w tej sprawie.Rzeczniczka zaapelowała także do rodziców i opiekunów, by rozmawiali z dziećmi o szacunku wobec innych osób, szczególnie seniorów. Zwróciła uwagę na konieczność uświadamiania najmłodszym, że agresywne zachowania mogą mieć poważne konsekwencje.
Policja przypomina również, że osoby będące świadkami agresji powinny reagować i informować odpowiednie służby. W sytuacji wymagającej pilnej interwencji należy zadzwonić pod numer alarmowy 112.
Źródło: KMP w Kielcach / Radio

Pijany wiózł zwłoki kolegi w aucie. Prokuratura: nikt nic nie wiedział

 Policja podczas interwencji po kolizji w aucie sprawcy zdarzenia znalazła zwłoki 43-letniego mężczyzny. Kierowca był pijany. Prok. Cezary Ołtarzewski mówi w rozmowie z "Faktem", że mężczyzna zmarł śmiercią naturalną. Kierowca i dwóch pasażerów znali się zaledwie od dwóch dni.

Do zdarzenia doszło w piątek, 23 października. Policja około godziny 19 została wezwana do kolizji przy ul. Energetyków w Radomiu. Na miejscu okazało się, że kierowca jest pijany. Miał 2,5 promila alkoholu. Razem z nim w aucie jechało dwóch pasażerów. Jeden z nich, 43-latek, nie żył.Prok. Cezary Ołtarzewski z Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód przekazuje, że w niedzielę odbyła się sekcja zwłok 43-latka. Wynika z niej, że mężczyzna zmarł w wyniku niewydolności oddechowo-krążeniowej. — Czyli do śmierci doszło z przyczyn naturalnych — informuje.Rozmówca "Faktu" dodał, że 43-latek, podobnie jak kierowca i drugi pasażer, tego dnia spożywał alkohol w znacznych ilościach. Mężczyźni poznali się dwa dni przed feralnym zdarzeniem, czyli w środę. — Zamierzali podjąć pracę w tym samym zakładzie — dodaje prokurator.

W piątek razem stawili się do pracy. Po niej postanowili wspólnie pić alkohol. Spożywali go w różnych miejscach: w Radomiu, pod miastem i w lesie.

Tragiczne odkrycie podczas kolizji w Radomiu

— Śmierć 43-latka była dla nich zaskoczeniem, bo mężczyzna o własnych siłach wszedł do samochodu i rozmawiał z nimi. Po przejechaniu kilku kilometrów kierowca zauważył, że osunął się na siedzeniu, ale pomyślał, że po prostu zasnął po wypiciu alkoholu — wyjaśnia rozmówca "Faktu".
Do ujawnienia, że mężczyzna nie żyje, doszło w związku z kolizją. — Prawdopodobnie, gdyby nie to zdarzenie, zorientowaliby się dopiero później — dodaje prokurator.
Kierowca, który doprowadził do kolizji, wsiadł za kierownicę pod wpływem alkoholu. Miał 2,5 promila alkoholu. To jednak nie koniec. Wcześniej cofnięto mu uprawnienia do kierowania pojazdami w trybie administracyjnym. Mężczyzna usłyszał zarzuty prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu oraz kierowania bez uprawnień. Grozi mu do trzech lat więzienia. Wobec niego zastosowano dozór policyjny. Przyznał się do czynu i złożył wyjaśnienia — ujawnia prok. Cezary Ołtarzewski.

Nowe informacje po tragedii w Radomiu. Ciało 43-latka na tylnej kanapie

Według śledczych kierowca oraz drugi pasażer nie przyczynili się do śmierci 43-latka. Wykluczyła to sekcja zwłok. Nie ma też podstaw, aby zarzucać komukolwiek nieudzielenie pomocy. Jak słyszymy, czas między śmiercią a kolizją był bardzo krótki.
— Okoliczności nie wskazują na to, aby tych dwóch mężczyzn miało jakąkolwiek świadomość, że 43-latek nie żyje — podkreśla prokurator.

                                  DOBRANOC     


Oglądał mieszkanie na wynajem. Miesiąc później właściciel zastał go w środku

 20-latek z Łomży miał wejść do mieszkania po tym, jak podczas jego oglądania zniknęły zapasowe klucze. Gdy 62-letni właściciel przyjechał sprawdzić lokal, doszło do kłótni. Na miejscu interweniowali policjanci, których młody mężczyzna miał zaatakować.

Do łomżyńskich policjantów zadzwonił zdenerwowany właściciel mieszkania. Jak przekazał, zastał w lokalu obcego mężczyznę. Około miesiąca wcześniej ten sam 20-latek oglądał nieruchomość z myślą o wynajęciu. Właściciel podejrzewał, że wtedy mogły zniknąć zapasowe klucze wiszące przy drzwiach.Na miejscu policjanci zastali 62-latka z krwawiącą raną na czole. Mężczyzna powiedział, że kiedy poprosił nielegalnego lokatora o opuszczenie mieszkania, ten uderzył go głową. W obawie o swoje bezpieczeństwo właściciel wyszedł z bloku i wezwał pomoc.

Funkcjonariusze sprawdzili mieszkanie. Drzwi wejściowe i balkonowe były otwarte, ale nikogo nie zastali. Zabezpieczyli jedynie kartkę z danymi osobowymi. Gdy wychodzili z budynku, spotkali znanego im z wcześniejszych interwencji młodego mężczyznę. 62-latek wskazał go jako nielegalnego lokatora.

Podczas próby zatrzymania 20-latek miał wyzywać policjantów i odmówić podania danych. Następnie rzucił się na jednego z funkcjonariuszy, szarpał go, popychał i dusił. Drugiego policjanta uderzył pięścią w głowę. Został obezwładniony i trafił do policyjnej celi.

Badanie wykazało, że 20-latek był trzeźwy. Odpowie za kradzież z włamaniem, uszkodzenie ciała właściciela mieszkania, a także znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.


O TUSKU I JEGO BANDZIE

 


 

W Szpitalu Specjalistycznym im. Falkiewicza we Wrocławiu doszło do interwencji policji w związku z podejrzeniem przeprowadzenia nielegalnej aborcji u pacjentki znajdującej się w zaawansowanej ciąży. Sprawa dotyczy Gizeli Jagielskiej, ginekolożki, która na początku października rozpoczęła pracę w placówce i której zatrudnienie już wcześniej wywoływało zdecydowany sprzeciw środowisk pro-life.

Jak poinformowała lekarka w rozmowie z TOK FM, do szpitala na wrocławskim Brochowie zgłosiła się kobieta posiadająca zalecenie psychiatry dotyczące zakończenia ciąży. Ze względu na jej zaawansowany etap personel medyczny zaproponował rozwiązanie, które wiązałoby się z urodzeniem żywego dziecka, jednak pacjentka nie wyraziła zgody na takie postępowanie.
Ostatecznie do aborcji nie doszło, a w sprawę zaangażowali się funkcjonariusze policji, którzy otrzymali zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Według relacji Gizeli Jagielskiej informacje dotyczące sytuacji pacjentki miały wydostać się poza szpital zaledwie kilka godzin po jej przyjęciu. Lekarka podejrzewa, że ktoś z personelu przekazał szczegóły sprawy organizacjom sprzeciwiającym się aborcji, co doprowadziło do protestów oraz skierowania zawiadomień do organów ścigania.
W rozmowie z TOK FM ginekolożka przyznała, że jeszcze tego samego dnia w placówce pojawili się policjanci, którzy mieli zweryfikować informacje o rzekomym przeprowadzaniu nielegalnego zabiegu.
Jagielska tłumaczyła również, że oddział nie miał wcześniej doświadczenia z podobnymi przypadkami, a ona sama pracowała w szpitalu dopiero od trzech tygodni. Jej zdaniem na przebieg całej sytuacji wpłynęła także presja wywierana przez organizacje pro-life, które od momentu ogłoszenia jej zatrudnienia prowadziły działania protestacyjne.
Szpital zawiadomił odpowiednie organy o podejrzeniu nieuprawnionego ujawnienia informacji medycznych dotyczących pacjentki. Na razie nie ustalono jednak, czy rzeczywiście doszło do naruszenia tajemnicy medycznej ani kto mógłby odpowiadać za ewentualne przekazanie poufnych danych osobom trzecim.
Pomimo interwencji policji, protestów i narastających kontrowersji Gizela Jagielska zapowiedziała, że nie zamierza rezygnować z przeprowadzania aborcji w przypadkach, w których istnieją ku temu wskazania przewidziane prawem. Jak zadeklarowała, jeśli zgłosi się do niej kolejna pacjentka wymagająca zakończenia ciąży, będzie starała się udzielić jej odpowiedniej pomocy medycznej. Jezeli komus zabijanie sprawia przyjemnosc i nie moze bez tego zyc jak Jagielska jest poprostu chory .!! Powinna zostac odizolowana i poddana leczeniu . W jej przypadku to elektrowstrzasy moze by pomogly ale tak czy siak ona do zycia w spoleczenstwie sie nie nadaje i powinna byc ilozowana !!!!!! GB