2026/09/28

 GDY CI SMUTNO GDY CI ZLE , WEZ POL LITRA I NAWAL SIE


 WITAMY WAS SERDECZNIE JA Z LAKIM


 


Irma Grese. Mroczna historia "Jędzy z Belsen"

 Irma Grese była jedną z najbardziej okrutnych, bezwzględnych i zdeprawowanych strażniczek niemieckich obozów zagłady. Była swego rodzaju symbolem okrucieństwa i brutalności. W osadzonych budziła ogromny strach, a to jeszcze bardziej ją cieszyło. Nazywano ją "jędzą z Belsen" oraz "piękną bestią". Jak to możliwe, że młodziutka i piękna dziewczyna dopuszczała się takich czynów, czerpiąc z tego ogromną satysfakcję? Przypominamy materiał pierwotnie opublikowany w marcu 2026 r.

Dzieciństwo i okres dojrzewania

Irma Grese pochodziła z rodziny wielodzietnej. W młodości nie była osobą zbytnio lubianą, rówieśnicy dokuczali jej na wszelki możliwy sposób. W domu natomiast nie miała zapewnionych wielu podstawowych potrzeb. Dzieciństwo Irmy i jej rodzeństwa nie było usłane różami.Matka popełniła samobójstwo, gdy Irma miała zaledwie 12 lat. Odbiło to się mocno na psychice dziewczynki. Środowisko szkolne nie pomagało jej uporać się z tą traumą. Ostatecznie po dwóch latach po tym tragicznym wydarzeniu Grese postanowiła zakończyć swoją edukację.
Jej dorosłe życie rozpoczęło się dosyć szybko. Pracowała fizycznie, wykonując zajęcia niewymagające specjalnych kwalifikacji. Irma była jednak ambitna i postanowiła rozpocząć pracę jako pomoc pielęgniarska. Jej podopiecznymi byli SS-mani.Możliwe, że zostałaby pełnoprawną pielęgniarką, jednak zbyt trudne egzaminy przeszkodziły jej w osiągnięciu tego celu. Ciekawe, jak potoczyłyby się dalsze losy kobiety (i nie tylko jej), gdyby zdołała ona zrealizować swój początkowy zamiar.

Irma w Auschwitz

Suma summarum, Irma znowu została bez pracy, ale poszukiwała już dla siebie kolejnego zajęcia. Z racji swoich poprzednich doświadczeń, młoda dziewczyna dostrzegła swoją szansę na rozwój zawodowy w szeregach SS.
W wieku 19 lat została nadzorczynią w obozach koncentracyjnych, począwszy od Ravensbrück. Finalnie swoje miejsce znalazła w obozie Auschwitz-Birkenau. Tam bardzo szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze. Z czasem nazwano ją "piękną bestią"Wygląd Irmy bardzo przyciągał uwagę. Nie można było przejść obojętnie obok jej blond włosów oraz nieskazitelnej cery i ubioru. Jako że kobieta była niezwykle ładna, dostrzegł ją m.in. Josef Mengele, z którym wdała się w romans.

Wiecznie niezaspokojone pożądanie

Irma czerpała przyjemność z przemocy, a przemoc wzbudzała w niej duże pożądanie seksualne. Znęcała się nad kobietami, a do tortur używała przeróżnych technik i narzędzi. Szczuła je psami, biła stalowymi pejczami, poniżała. Kobiety, które znajdowały się pod jej nadzorem, przechodziły przez prawdziwe piekło.."Piękna bestia" kazała kobietom wykonywać wykańczające ćwiczenia, biła je, wyśmiewała. Więźniarki często umierały ze zmęczenia, zakażeń, które wdawały się w rany, albo trafiały do komory gazowej. Irma lubiła mieć przewagę, więc najczęściej na swoje ofiary wybierała osoby słabe — młode, starsze, albo chore. Uwielbiała patrzeć na ból i cierpienie.Jej pożądanie było tak silne, że wchodziła w kontakty seksualne z innymi pracownikami, a nawet więźniarkami. Warto podkreślić, że takie praktyki były zakazane i surowo karane. Irma zdawała się tym nie przejmować i zmuszała do współżycia wiele kobiet, niekiedy nawet kazała im patrzeć na sceny gwałtu. W obozie budziła strach i była prawdziwym potworem, a z jej rąk zginęło wiele osób.

Niewolnica seksualna

Irma miała też swoją prywatną niewolnicę. W książce Alberto Vazqueza-Figueroy "Piękna bestia" znajdziemy wstrząsające wspomnienia tej właśnie niewolnicy. Młoda dziewczyna była wykorzystywana przez Irmę na różne sposoby.Musiała zaspokajać jej chore fantazje i sprostać wygórowanym oczekiwaniom. Jak sama wspomina "Poza tym miałam być ładna, czysta, uperfumowana i… "dyspozycyjna". "O każdej porze dnia i nocy…". To nie były jedyne jej obowiązki. Dbała o dom i gotowała posiłki. Miała być idealna w każdym calu, nie było miejsca na pomyłki i niedociągnięcia.
Irma czerpała prawdziwą przyjemność ze swojej władzy i pozycji. Wszystko miało być gotowe na każde skinienie jej palca. Pewnego dnia kazała nawet swojej niewolnicy wybrać, które kobiety z obozu mają zginąć, te z parzystymi bądź nieparzystymi numerami. Bawiła ją ta sytuacja, zmusiła do podjęcia decyzji, mówiąc, że w przeciwnym razie zabije wszystkie.

Śmierć okrutnej bestii

Warto dodać, że Irma dokonała tych wszystkich przerażających i okrutnych czynów jeszcze przed ukończeniem 22. roku życia. Wydaje się niemożliwe, żeby tak młoda kobieta była w stanie wyrządzić tyle zła.Na początku 1945 r. uciekła z ewakuowanego obozu, w obawie przed armią ZSRR. Ostatecznie dotarła do Bergen-Belsen i tam schwytali ją alianci, wyzwalający mieszczący się tam obóz.
Irmę oraz innych nazistów przewieziono do Lüneburga i tam ich osądzono. Grese zdecydowanie nie przyznała się do tego, co jej zarzucano podczas procesu. Świadkowie jednak zeznali m.in., że "piękna bestia" znęcała się w perfidny i okrutny sposób nad więźniarkami, pozbawiając życia niektóre z nich.
Sąd uznał oskarżenia za zasadne i 17 listopada 1945 r. wydał wyrok śmierci przez powieszenie. Irma jeszcze podczas procesu łudziła się, że umknie sprawiedliwości. Pod koniec życia jednak zrozumiała beznadziejność swojego położenia. Nie sposób było poznać w niej dawnej, pięknej i magnetyzującej Irmy. Egzekucję wykonano 13 grudnia 1945 r.

"Morderczyni staruszek" miała kilka lat, gdy matka oddała ją za trzy piwa

 Przez osiem lat w stolicy Meksyku ginęły samotne starsze kobiety, a organy ścigania konsekwentnie bagatelizowały skalę problemu. Gdy w styczniu 2006 r. policjanci schwytali sprawczynię na gorącym uczynku, opinię publiczną zelektryzował nie tyle sam fakt ujęcia morderczyni, ile jej tożsamość. Juana Barraza Samperio, była zawodowa zapaśniczka, okazała się jedną z najgroźniejszych seryjnych zabójczyń w dziejach Ameryki Łacińskiej, odpowiedzialną za śmierć nawet 48 kobiet. Przypominamy materiał pierwotnie opublikowany w marcu 2026 r.

Dzieciństwo Samperio

Juana Barraza Samperio przyszła na świat w 1957 r. w Epazoyucan, niewielkiej miejscowości w stanie Hidalgo na północ od Ciudad de Mexico. Jej matka, chronicznie uzależniona od alkoholu, nie była w stanie zapewnić córce elementarnej opieki.Co więcej, kobieta oddała kilkuletnią Juanę obcemu mężczyźnie w zamian za trzy piwa. Dziewczynka znalazła się pod opieką człowieka, który wielokrotnie ją gwałcił, co doprowadziło do ciąży i narodzin syna, gdy Juana była jeszcze nastolatką.
Tragedia nie zakończyła się na tym etapie, ponieważ syn Juany, gdy miał około 24 lat, zginął w wyniku obrażeń odniesionych podczas napadu rabunkowego. Ciąg traumatycznych doświadczeń (przemoc seksualna, odrzucenie przez matkę, strata dziecka) ukształtował zapewne osobowość przyszłej morderczyni. Barraza, jak sama zresztą miała stwierdzić, rozwinęła patologiczną nienawiść do starszych kobiet, utożsamiając je z matką, która ją porzuciła.

Pod maską zapaśniczki

Zanim rozpoczęła serię zabójstw, Barraza przez lata funkcjonowała w świecie lucha libre, meksykańskiej odmiany wrestlingu, głęboko zakorzenionej w kulturze tego kraju. Występowała pod pseudonimem "La Dama del Silencio" (Pani Milczenia), odgrywając rolę negatywnej postaci określanej w terminologii wrestlingu jako "ruda". Fizyczna siła rozwinięta podczas treningów okazała się kluczowym atutem w popełnianiu zbrodni, pozwalając kobiecie bez trudu obezwładniać znacznie starsze i słabsze ofiary.Barazza prowadziła iście podwójne życie — w dzień funkcjonowała jako rozpoznawalna postać na arenach zapaśniczych, wieczorami zaś polowała na samotne seniorki w dzielnicach mieszkalnych stolicy.
Żaden ze współpracowników ze środowiska lucha libre nie podejrzewał, że energiczna zapaśniczka prowadzi równoległą, mroczną egzystencję. Ten dualizm utrzymywał się przez niemal dekadę, co świadczy o jej zdolności do kontrolowania tego, jak postrzegali ją inni oraz do skutecznego odsuwania od siebie wszelkich podejrzeń o jakiekolwiek przestępstwa.

Metoda zabijania

Schemat działania Barrazy był powtarzalny. Jej ofiarami padały wyłącznie kobiety powyżej 60. roku życia, najczęściej mieszkające samotnie. Pierwsza z potwierdzonych ofiar to 64-letnia María de la Luz González Anaya, którą Juana miała zabić przez uduszenie w 2002 r. Liczba ofiar rosła systematycznie: w roku 2003 miało być ich siedem, a w samym tylko 2005 roku aż 18.Morderczyni zazwyczaj podszywała się pod pracownicę opieki społecznej lub pielęgniarkę, posługując się sfałszowanym identyfikatorem, formularzami emerytalnymi oraz stetoskopem. Wyposażona w te rekwizyty zaczepiała potencjalne ofiary na ulicach, oferując pomoc w niesieniu zakupów lub proponując wizytę domową, związaną rzekomo z programem socjalnym.Po wejściu do mieszkania ofiary przechodziła do ataku. Biła starsze kobiety, a następnie dusiła je (nierzadko tym samym stetoskopem, który służył wcześniej jako element kamuflażu), po czym rabowała mieszkanie. Charakterystycznym elementem było noszenie czerwonej odzieży podczas popełniania zbrodni.
Skradzione przedmioty Barazza przechowywała jako swoiste trofea. Początkowo motywacją była trudna sytuacja finansowa, jednak z biegiem lat kradzież ustąpiła miejsca patologicznej potrzebie zabijania.

Kompromitacja śledztwa

Historia poszukiwań sprawcy to kronika błędów meksykańskich organów ścigania. Jeszcze latem 2005 r. władze publicznie określały doniesienia medialne jako sensację pozbawioną podstaw.Prokurator Bernardo Bátiz prezentował profil sprawcy jako "genialnego umysłu, osoby inteligentnej i ostrożnej", co sugerowało poszukiwanie kogoś o zupełnie innym profilu niż rzeczywista zabójczyni. Policja przeprowadziła zakrojoną na szeroką skalę obławę wśród transwestytów trudniących się prostytucją, zakładając, że sprawcą jest mężczyzna przebrany za kobietę.
Zauważono, że w domu niektórych z ofiar znajdowała się XVIII-wieczna reprodukcja Jean-Baptiste Greuze pt. "Chłopiec w czerwonej kamizelce" ("Boy in a Red Waistcoat"). Śledczy uważali, że jest to znak rozpoznawczy przestępcy albo jakiś szczególny trop. Okazało się jednak, iż ówcześnie ta rycina była powszechnym rekwizytem w domach osób starszych, więc informacja o obecności tych obrazów w domach zabitych kobiet okazała się nieużyteczna dla rozwoju śledztwa.
Rozważano hipotezę dwóch niezależnych morderców, a funkcjonariusze porównywali odciski palców z ciałami w kostnicach, podejrzewając samobójstwo sprawcy. Tymczasem świadkowie konsekwentnie opisywali dużą kobietę w czerwonej bluzce, lecz te zeznania przez miesiące nie przekładały się na korektę profilu poszukiwanej osoby. W 2005 r. aresztowano Araceli Vázquez i Maria Tablasa, których tymczasowo identyfikowano jako odpowiedzialnych za serię zabójstw, co dodatkowo opóźniło dotarcie do prawdziwej sprawczyni.

Zatrzymanie i szok społeczny

Do przełomu doszło 25 stycznia 2006 r., gdy Barraza opuszczała dom 82-letniej Any Maríi de los Reyes Alfaro. Lokator zamieszkujący ten sam budynek dostrzegł podejrzaną kobietę i zaalarmował patrol policji.Funkcjonariusze zatrzymali Barrazę, która wciąż trzymała w ręku stetoskop. Jej wygląd (masywna sylwetka, krótkie jasne włosy, pieprzyk na twarzy) okazał się zgodny z portretem pamięciowym sporządzonym na podstawie zeznań świadków.
Społeczeństwo spodziewało się mężczyzny, ponieważ zarówno profil prokuratorski, jak i kulturowe stereotypy wskazywały na męskiego sprawcę. Barraza przyznała się do zabójstwa Alfaro oraz trzech innych kobiet, stanowczo zaprzeczając odpowiedzialności za pozostałe zbrodnie. Analiza daktyloskopowa powiązała ją jednak z co najmniej 10 morderstwami spośród 40 przypisywanych tej samej osobie.

Wyrok i życie za kratami

Sąd uznał Barrazę za winną 16 zabójstw i wymierzył karę 759 lat pozbawienia wolności. Ekspertyzy psychiatryczne potwierdziły rozpoznanie psychopatii, wskazując na całkowity brak poczucia winy wobec ofiar.

Ma być pierwszą kobietą straconą w Tennessee od 200 lat. Odliczają dni do egzekucji

 Christa Pike, skazana na karę śmierci za zabójstwo 19-letniej Colleen Slemmer, może zostać stracona 30 września w stanie Tennessee. Jeśli egzekucja dojdzie do skutku, będzie pierwszą kobietą straconą w tym stanie od ponad 200 lat.

Obrońcy Christy Pike złożyli 226-stronicowy wniosek o ułaskawienie i domagają się zamiany kary. Wskazują m.in. na jej traumatyczne dzieciństwo, przemoc seksualną oraz zdiagnozowaną w więzieniu chorobę afektywną dwubiegunową i PTSD. Eksperci ONZ ds. praw człowieka również zaapelowali o wstrzymanie egzekucji, czytamy na łamach BBC.Do zbrodni doszło w 1995 r. Pike miała wówczas 18 lat. Po wejściu do lasu Christa Pike wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem zaatakowali koleżankę. Zbrodni dokonała jednak Christina. Przez kilkadziesiąt minut brutalnie znęcała się nad 19-latką. Wielokrotnie próbowała poderżnąć jej gardło, raniła ją nożem i biła, a jej chłopak zaatakował ją tasakiem.Po morderstwie zabrała fragment czaszki ofiary i wróciła wraz z pozostałymi do dormitorium. Następnego dnia opowiadała znajomym o zbrodni, szczegółowo relacjonując przebieg wydarzeń, prezentując dowody.

Sprawa wstrząsnęła opinią publiczną. Szczególne oburzenie wywołało zachowanie Pike po zabójstwie i fakt, że miała chwalić się dokonanym czynem. Początkowo 18-latka została skazana rok później na karę śmierci. Sąd Najwyższy Tennessee odrzucił ostatnio jej wniosek o wstrzymanie egzekucji.Matka zamordowanej Colleen Slemmer popiera wykonanie wyroku. Ostateczna decyzja w sprawie ułaskawienia należy do gubernatora Tennessee Billa Lee.

Będzie rewolucja w pochówkach? Petycja już w Senacie,

 

Polskie przepisy określające zasady chowania zmarłych powstały jeszcze w 1959 roku i mimo licznych późniejszych zmian ich podstawowa konstrukcja nadal obowiązuje. Przez dekady zmieniły się jednak zarówno zwyczaje pogrzebowe, jak i podejście do kremacji czy bardziej ekologicznych form upamiętniania zmarłych. Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy obecne regulacje odpowiadają oczekiwaniom części rodzin. Jedna z takich propozycji trafiła do Senatu i jest obecnie przedmiotem dalszych analiz.Na razie nie ma jednak uchwalonej nowelizacji ani daty wprowadzenia nowych zasad. Sprawa znajduje się na etapie prac nad petycją, a Komisja Petycji zdecydowała się zasięgnąć opinii kilku ministerstw przed podjęciem dalszych decyzji.


Obecne prawo mocno ogranicza miejsca pochówku. Prochów nie można po prostu rozsypać w wybranym miejscu .W Polsce podstawowe zasady nadal wynikają z ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Obowiązujące prawo przewiduje, że zwłoki mogą być składane w grobach ziemnych, murowanych lub katakumbach. Szczątki powstałe po kremacji mogą być umieszczane również w kolumbariach.


Kluczowe jest jednak to, że groby oraz kolumbaria przeznaczone do składania zwłok i szczątków mogą znajdować się tylko na cmentarzach. Przepisy dotyczące pochówku stosuje się odpowiednio również do szczątków powstałych w wyniku kremacji. Oznacza to, że rodzina nie może zgodnie z obowiązującymi zasadami zdecydować po prostu o rozsypaniu prochów w lesie, parku, przydomowym ogrodzie czy innym dowolnym miejscu.Ustawa przewiduje odrębne regulacje dotyczące pochówku na morzu, ale odnoszą się one do szczególnych sytuacji związanych ze śmiercią na statku znajdującym się na pełnym morzu. Nie jest to ogólne prawo do rozsypywania prochów w wodzie.


Naruszenie przepisów ustawy lub wydanych na jej podstawie rozporządzeń może stanowić wykroczenie zagrożone aresztem albo grzywną. Dlatego nawet jeśli rodzina chciałaby spełnić życzenie zmarłego dotyczące rozsypania prochów w szczególnym dla niego miejscu, obecne prawo pogrzebowe nie daje jej swobody porównywalnej z rozwiązaniami funkcjonującymi w części innych państw.Rozsypanie prochów, prywatna posesja i cmentarz leśny. Takie postulaty znalazły się w petycji

Petycja skierowana do Senatu została złożona w kwietniu 2025 roku przez osobę fizyczną. Jej autor domaga się zmiany przepisów w trzech zasadniczych obszarach związanych z pochówkiem po kremacji.


Pierwszy postulat dotyczy legalnego rozsypywania prochów w specjalnie wyznaczonych miejscach. Mogłyby to być między innymi tereny leśne, parkowe lub wodne, przy czym zasady ich wyznaczania miałyby należeć do gmin i miast. Nie chodziłoby więc o całkowicie dowolne rozsypywanie prochów w każdym wybranym przez rodzinę miejscu.Druga propozycja zakłada możliwość pochowania prochów w ziemi poza tradycyjnym cmentarzem, między innymi na prywatnej posesji, np. w przydomowym ogrodzie. Warunkiem miałoby być zachowanie odpowiednich zasad bezpieczeństwa sanitarnego.


Trzecim pomysłem są tzw. cmentarze leśne. W przedstawionej koncepcji prochy trafiałyby do ziemi, a miejsce tradycyjnego nagrobka mogłoby zajmować drzewo. Autor petycji wskazuje przy tym na rozwiązania stosowane w niektórych państwach europejskich i argumentuje, że bardziej elastyczne przepisy pozwoliłyby lepiej uwzględniać wolę zmarłego oraz jego rodziny.Są to jednak postulaty autora petycji, a nie treść przyjętej ustawy ani gotowego projektu legislacyjnego Senatu.