FOCH
2026/04/27
„Troska o to, by nie były skazane na śmierć". W oknie życia w Krakowie uratowano już 25 dzieci
Krakowskie okno życia funkcjonuje ponad 20 lat i w tym czasie uratowało już 25 dzieci. Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl ks. Dr Paweł Gałuszka, impulsem do jego powstania było zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom porzuconym przez rodziców. - Troska o to, by nie były skazane na śmierć - tłumaczy.
Choć najstarsze zachowane okno życia pochodzi już z 1198 roku i znajduje się w Rzymie, to do Polski ta idea dotarła dopiero w XXI wieku. Pierwsze takie miejsce powstało w Krakowie i niedawno obchodziło 20. rocznicę powstania.Udało się uratować 25 dzieci
- Krakowskie okno życia powstało w 2006 roku, zostało otwarte 25 marca. Impulsem była troska o dzieci, które znajdowano wcześniej porzucone w różnych miejscach. Przede wszystkim troska o to, aby zapewnić tym dzieciom bezpieczeństwo i warunki, żeby w wypadku, kiedy rodzic lub rodzice zdecydowali się je porzucić, nie było skazane na śmierć - powiedział w rozmowie z RadioZET.pl ks. dr Paweł Gałuszka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Krakowie.
Znajduje się w Domu Samotnej Matki im. kard. Karola Wojtyły i jest prowadzone przez siostry Nazaretanki oraz Fundację Towarzyszenia Rodzinie imienia prof. Stanisława Grygiela.Przez ponad 20 lat działania krakowskiego okna życia udało się uratować 25 dzieci. - Ostatnie dziecko w oknie życia znaleźliśmy 20 listopada 2022 roku, to była dziewczynka – przypomina ks. Paweł Gałuszka.
Alarm
Każdorazowo znalezienie dziecka w oknie życia to szczególny moment. W naszym kraju funkcjonuje ponad 70 takim miejsc. Na początku kwietnia kilkudniowego chłopca znaleziono w oknie życia w Kartuzach. Co dzieje się z dziećmi, które zostały tam zostawione?- W momencie, kiedy dziecko zostaje włożone do okna życia, uruchamia się alarm, który informuje Nazaretanki, o tym, że okno zostało otwarte. Siostry natychmiast sprawdzają, czy to był fałszywy alarm i ktoś otworzył Okno Życia bez potrzeby, czy też zostało pozostawione tam dziecko - tłumaczy ks. Gałuszka.
- Jeżeli tak, zostaje ono natychmiast zabrane do specjalnie przygotowanego pomieszczenia i wzywane zostają odpowiednie służby. Najczęściej dyspozytor pogotowia informuje o tym fakcie też policję. Dziecko po wstępnych oględzinach przez ratowników medycznych jest transportowane do szpitala. I w tym momencie kończy się nasza rola, dlatego że od tego momentu pieczę nad dzieckiem przejmuje sąd rodziny – dodaje.
Dzieci już nie wracają
Jak tłumaczy ks. Gałuszka, kiedy już dziecko trafia pod opiekę sądu rodzinnego, osoby zajmujące się oknem życia tracą z nim kontakt. Tak bowiem wyglądają procedury prawne z tym związane. I w trakcie prowadzenia postępowania adopcyjnego sąd nie informuje o fakcie, że dziecko trafiło do okna życia.
Dlatego raczej nie zdarza się, żeby ktokolwiek wrócił do Nazaretanek podziękować im za ratunek, choć zdarzały się przypadki osób, które dowiedziały się, że kiedyś zostały pozostawione w oknie życia. - Słyszałem historie, że ktoś wrócił do takiego okna życia, ale mnie, od kiedy jestem dyrektorem Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej, coś takiego się nie przydarzyło - powiedział w rozmowie z RadioZET.PL ks. Gałuszka.
Brutalny atak w parku w Toruniu, nie żyje 24-letnia Klaudia. Co z aktem oskarżenia?
Prokuratura jest coraz bliżej skierowania do sądu aktu oskarżenia przeciwko Yomeykertowi R.-S. Obywatel Wenezueli będzie odpowiadał za zabójstwo 24-letniej Klaudii w parku Glazja w Toruniu, do którego doszło w czerwcu ubiegłego roku.
Co z aktem oskarżenia ws. zabójstwa w parku Glazja w Toruniu?
Do ataku w parku Glazja w Toruniu doszło w nocy z 11 na 12 czerwca 2025 roku. Jeszcze tej samej nocy zatrzymano 19-letniego Yomeykerta R.-S. z Wenezueli. To on miał brutalnie zaatakować 24-letnią Klaudię, która feralnej nocy wracała z pracy do domu przez park. Jak udało nam się ustalić, śledczy pracują nad przygotowaniem aktu oskarżenia w tej sprawie. Na razie jednak nie podają dokładnej daty skierowania go do sądu.Jednym z czynników przedłużających pracę śledczych jest bariera językowa. W Wenezueli, skąd pochodzi podejrzany, językiem urzędowym jest hiszpański. - Akt oskarżenia będzie musiał zostać jeszcze przetłumaczony, co wymaga trochę czasu - przekazała w rozmowie z portalem RadioZET.pl prok. Izabela Oliver, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Toruniu.
Atak w parku w Toruniu. Nie żyje 24-latenia Klaudia
Śledztwo w sprawie zabójstwa 24-letniej Klaudii wcześniej zostało przedłużone do 13 czerwca - w niemal dokładnie rok po ataku w toruńskim parku. Według informacji, które przekazywała nam prokuratura, aktu oskarżenia można spodziewać się przed tą datą. Wiadomo, że Yomeykert R.-S. może odpowiadać przed sądem. Potwierdza to przygotowana przez biegłych opinia psychiatryczna. - Jest poczytalny i może ponosić odpowiedzialność karną - potwierdza w rozmowie z nami prok. Oliver.
Atak w parku Glazja wstrząsnął lokalną społecznością. Według ustaleń śledczych napaść była wyjątkowo brutalna. Sprawca zadał 24-latce kilkanaście ciosów nożem w okolice głowy, szyi i klatki piersiowej. Napastnika spłoszył przypadkowy świadek, który usłyszał wołanie o pomoc. Ofiara zmarła w szpitalu po dwóch tygodniach walki o życie. Wtedy prokuratura zmieniła kwalifikację czynu z usiłowania zabójstwa na zabójstwo. Śledczy podkreślali, że Yomeykert R.-S. działał ze szczególnym okrucieństwem.
Młody mężczyzna rozebrał się do naga w pociągu. Striptiz nie był jego największym problemem
27‑latek rozebrał się do naga w pociągu RE3, a po zatrzymaniu okazało się, że od dawna był poszukiwany listem gończym. Takie sensacyjne informacje podał niemiecki Der Spiegel, a sprawę potwierdziła policja federalna.
Nagi pasażer w pociągu. Interwencja w Gelsenkirchen
Do zdarzenia doszło w niedzielę w pociągu regionalnym RE3 przejeżdżającym przez Gelsenkirchen. Według relacji Der Spiegel, 27‑letni mężczyzna całkowicie się rozebrał, wzbudzając przerażenie i konsternację współpasażerów. Ci natychmiast wezwali policję.
Funkcjonariusze Bundespolizei czekali na niego na głównym dworcu w Gelsenkirchen. Mężczyzna został zatrzymany i przewieziony na komisariat.
Lista zarzutów jak z kryminału
Na komisariacie szybko wyszło na jaw, że to nie była zwykła interwencja dotycząca „dziwnego zachowania”. Policjanci odkryli, że wobec 27‑latka od dłuższego czasu obowiązywał nakaz aresztowania. Powody? Lista jest wyjątkowo długa i poważnaJak podaje Der Spiegel, mężczyzna jest podejrzany m.in. o:.
- kradzież z użyciem broni,
- niebezpieczną ingerencję w ruch kolejowy,
- oszustwo,
- usiłowanie uszkodzenia ciała,
- groźby karalne.Po niedzielnym incydencie dopisano mu kolejny zarzut: wywołanie publicznego zgorszenia.
Z pociągu prosto do aresztu
Po zatrzymaniu mężczyzna trafił do policyjnej izby zatrzymań. Policja federalna poinformowała, że został on przewieziony do aresztu śledczego, gdzie będzie oczekiwał na dalsze decyzje sądu.
Niemieckie media podkreślają, że to kolejny przypadek, w którym osoba poszukiwana listem gończym wpada przez… własną głupotę. Zamiast zachować się dyskretnie, 27‑latek zrobił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę.
Nie pierwszy skandal z nagimi pasażerami
Choć sytuacja z Gelsenkirchen jest wyjątkowo spektakularna, nie jest jedynym przypadkiem nagich zachowań w niemieckich pociągach czy na torach. W ostatnich latach media opisywały m.in. przypadek mężczyzny, który nago chodził po peronie w Brandenburgii, po czym rzucił się pod nadjeżdżający pociąg.To pokazuje, że służby coraz częściej muszą reagować na skrajnie niebezpieczne i irracjonalne zachowania pasażerów.
27‑latek, który rozebrał się do naga w pociągu RE3, nie tylko wywołał skandal, ale przede wszystkim… sam doprowadził do własnego zatrzymania. Policja potwierdziła, że był poszukiwany za poważne przestępstwa, a teraz odpowie również za publiczne zgorszenie.
2026/04/25
„ZABIŁ JEJ PSA I ZROBIŁ ZE ZWŁOK SMALEC”. Ta zbrodnia zaczęła się od okrutnego wyznania i skończyła krwawą zemstą
Jest decyzja sądu w sprawie aresztu po wypadku, w którym zginął poseł Litewka
57-latek podejrzany o śmiertelne potrącenie posła Łukasza Litewki usłyszał w piątek zarzuty, a w sobotę został tymczasowo aresztowany przez sąd. Śledczy sprawdzają, czy w chwili zdarzenia kierowca korzystał z telefonu komórkowego. Urządzenie zostało zabezpieczone i trafiło do biegłych. - Ta kwestia jest przez nas weryfikowana jako jedna z najbardziej palących i priorytetowych - powiedział prokurator.
Śledczy wniosek o areszt dla kierowcy uzasadnili koniecznością izolacji podejrzanego, m.in. z powodu grożącej mu surowej kary, oraz ryzykiem matactwa.
Posiedzenie aresztowe w Sądzie Rejonowym w Dąbrowie Górniczej rozpoczęło się w sobotę o godzinie 8. O godzinie 10:50 prokuratura poinformowała, że sąd uwzględnił wniosek o tymczasowy areszt na trzy miesiące.Decyzja sądu ma charakter warunkowy, co oznacza, że podejrzany będzie mógł opuścić areszt, jeżeli w terminie 14 dni od wydania postanowienia wpłaci poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł. W przypadku wpłacenia wyznaczonej kwoty, izolacyjny środek zapobiegawczy zostanie uchylony, a mężczyzna zostanie objęty dozorem policji połączonym z obowiązkiem stawiennictwa we właściwej jednostce oraz zakazem opuszczania kraju.
- Sąd zaakcentował, że za aresztem przemawia groźba wymierzenia mężczyźnie surowej kary i jednocześnie ta przesłanka wpływa na fakt, iż mężczyzna, mając świadomość grożących mu sankcji, może podejmować próby ucieczki lub ukrycia się - podkreślił prokurator Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.Jak wyjaśnił prokurator, sprawa znajduje się obecnie na etapie postępowania przygotowawczego. Prokuratura wraz z policją kontynuuje gromadzenie materiału dowodowego, w tym przesłuchań kolejnych świadków, oraz oczekuje na wyniki zleconych wcześniej ekspertyz biegłych.
Rzecznik zaznaczył, że choć obecnie zgromadzone okoliczności wskazują na prawdopodobieństwo skierowania do sądu aktu oskarżenia, postępowanie pozostaje sprawą otwartą. Dopiero po zebraniu kompletnego materiału dowodowego zapadnie ostateczna decyzja, co do charakteru postawionych zarzutów i zakończenia śledztwa. - To będzie dla nas bardzo intensywny czas pod kątem działań procesowych. Postaramy się działać jak najszybciej – zapowiedział prokurator Kilian.
Według prokuratora, jednym z kluczowych wątków badanych przez prokuraturę jest ustalenie, czy podejrzany w chwili zdarzenia korzystał z telefonu komórkowego. Urządzenie zostało zabezpieczone i trafiło do biegłych. - Poddajemy telefon specjalistycznym badaniom. Ta kwestia jest przez nas weryfikowana jako jedna znajbardziej palących i priorytetowych – powiedział w sobotę rzecznik prokuratury.
Przyczyna śmierci posła Łukasza Litewki
Do tragicznego wypadku doszło w czwartek około godziny 13. Według wstępnych ustaleń 57-letni Sosnowiczanin kierujący Mitsubishi Colt najprawdopodobniej zasnął lub zasłabł za kierownicą i zjechał na przeciwny pas ruchu, gdzie zderzył się z posłem jadącym z naprzeciwka na rowerze. Łukasz Litewka zmarł mimo reanimacji. Kierowca Mitsubishi został zatrzymany.
Prokuratura ma już wyniki sekcji zwłok Łukasza Litewki. Wynika z nich, że przyczyną śmierci posła były rozległe obrażenia nóg, jakich doznał w wyniku wypadku. - Doszło do przecięcia kluczowych arterii i w konsekwencji do wykrwawienia. Zabezpieczyliśmy stosowny materiał do dalszych badań - przekazał prokurator Bartosz Kilian
Zarzuty dla kierowcy w sprawie wypadku z udziałem posła Łukasza Litewki
W piątek przed godziną 17 kierujący samochodem mężczyzna doprowadzony został do Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej. Czynności z udziałem zatrzymanego kierowcy zostały opóźnione przez trwające kilka godzin badania lekarskie. Przed przesłuchaniem śledczy chcieli ustalić, czy przyczyną wypadku mogło być zasłabnięcie lub zaśnięcie kierującego.Jak przekazał w piątek rzecznik prasowy sosnowieckiej prokuratury, mężczyzna ma już status podejrzanego. Usłyszał zarzuty dotyczące spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi mu od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Jak dodał prokurator Kilian, mężczyzna złożył obszerne wyjaśnienia. Przyznał się do zarzucanego czynu.
Podejrzany przeszedł w szpitalu badania lekarskie. Lekarze nie stwierdzili przeciwwskazań do tego, by mężczyzna mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
- Podejrzany w zeznaniach balansuje pomiędzy utratą przytomności, chwilowym rozkojarzeniem, ewentualnie całkowitą niepamięcią. Z pewnych materiałów, którymi dysponuje prokuratura, można stwierdzić, że te oświadczenia mogą stanowić linię obrony - przekazał prokurator.
Prokurator poinformował, że "niezależnie od badań podejrzanego w kontekście jego ogólnego stanu zdrowia", w czwartek została pobrana od niego krew do szerokich badań toksykologicznych.
- Chcemy przeprowadzić bardzo szeroki panel toksykologiczny, który pozwoli na ocenę, czy jakiekolwiek substancje psychoaktywne znajdowały się w organizmie tego człowieka w chwili zdarzenia - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
Podkreślił, iż "na ten moment w oparciu o badania, które dają natychmiastowe wyniki, czyli badania analizatorem wydechu, nie stwierdziliśmy takich okoliczności, które świadczyłyby, że człowiek ten był pod wpływem substancji psychoaktywnych".Śledczy nie mają informacji na temat tego, by mężczyzna był wcześniej karany. Jak powiedział prokurator, pojazd, którym kierował, był sprawny.
- Na miejscu zdarzenia nie zidentyfikowano śladów hamowania. Ze wstępnych ustaleń biegłego wynika, że nie doszło do przekroczenia prędkości. Wnioski te będą jeszcze badane w trakcie specjalistycznych analiz - dodał Bartosz Kilian.
Podkreślił, że bezpośrednio przed wypadkiem podejrzany był w pracy. Droga, którą jechał, wiodła z jego miejsca pracy do domu. Mężczyzna jest mieszkańcem Sosnowca.
Prokuratura nie ma informacji o naocznych świadkach, ale ma informacje od osób, które pojawiły się na miejscu zdarzenia tuż po nim i udzielały pomocy oraz powiadomiły służby. Śledczy apelują do ewentualnych świadków o zgłaszanie się. Apel kierują również do kierowców, którzy przejeżdżali w tym czasie przez miejsce zdarzenia i mogą posiadać nagrania z kamer samochodowych.
Łukasz Litewka - poseł i społecznik
Łukasz Litewka miał 36 lat. Urodził się 9 maja 1989 roku w Sosnowcu. Studiował na Wydziale Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim. Z wykształcenia był socjologiem.
Karierę publiczną rozpoczął jako radny Sosnowca, wybierany w 2014 i 2018 roku z list lewicy. Bez powodzenia startował do Sejmu w 2019 roku, natomiast mandat poselski zdobył w wyborach parlamentarnych w 2023 roku z listy Nowej Lewicy, uzyskując rekordowe poparcie w okręgu sosnowieckim - czyli 40 579 głosów.
Łukasz Litewka był znany z działalności charytatywnej i społecznej. Jego fundacja #TeamLitewka m.in. poprzez media społecznościowe nagłaśniała i wspierała leczenie dzieci czy ratowanie zwierząt; reagowała na trudne sytuacje w lokalnej społeczności, zbierając środki na sprzęt rehabilitacyjny czy pomoc poszkodowanym w wypadkach.
Podczas kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Łukasz Litewka umieścił na plakatach wyborczych wizerunki czekających na adopcję psów z miejscowego schroniska z ich imionami i kontaktem telefonicznym w sprawie. Po zakończonej kampanii banery Litewki posłużyły jako materiał docieplający schroniskowe boksy.