Jasio przychodzi na egzamin z logiki i na bezczelnego pyta profesora:
FOCH
2026/08/21
JAS I EGZAMINATOR
Przyjechał do szpitala, by oddać krew. Po wszystkim znalazł rachunek
Przyjechał do Szpitala Bielańskiego, żeby bezinteresownie oddać krew. Po wszystkim czekał na niego rachunek. Za cztery godziny postoju zapłacił aż 32 zł! Parking kosztuje 8 zł za każdą rozpoczętą godzinę. Część krwiodawców rezygnuje więc z oddawania krwi w tej placówce. Utrudnienia dotyczą też osób z niepełnosprawnościami.
Jeszcze niedawno było inaczej. Honorowi dawcy krwi mogli w dniu wizyty zostawić samochód na parkingu przy ul. Cegłowskiej bez opłat. W poprzednim regulaminie zapisano to wprost. Z opłat zwolnione były pojazdy kierowane przez honorowych dawców krwi w dniu donacji.
Oddajesz krew? Płać
To się jednak zmieniło. 12 lutego Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie poinformowało dawców, że parking przy Szpitalu Bielańskim jest już płatny również dla nich. RCKiK zaznaczyło, że decyzja pozostaje „poza naszym wpływem” i zapewniło, że stara się znaleźć rozwiązanie problemu.Stawka potrafi zaboleć. Godzina postoju kosztuje 8 zł. Taka właśnie opłata została wpisana do dokumentów dotyczących dzierżawy parkingu na lata 2025–2030. Przy oddawaniu krwi trudno natomiast przewidzieć, ile potrwa cała wizyta. Rejestracja, badanie, oczekiwanie, samo oddanie krwi i odpoczynek mogą zająć kilka godzin. Jeden z dawców za cztery godziny zapłacił 32 zł.
Zmiana wywołała w internecie gorącą dyskusję. „Płatne parkingi pod szpitalem to patologia. Dla pacjentów powinny być bezpłatne” – napisał jeden z użytkowników. Inny zwrócił uwagę właśnie na sytuację krwiodawców. „Zlikwidowali nawet opcję darmowego parkingu dla dawców krwi” – skomentował.
Część osób nie zamierza dodatkowo płacić za przyjazd na oddanie krwi i wybiera inne punkty.
Problem także dla osób z niepełnosprawnościami
Nowe zasady szczególnie dotkliwe mogą być również dla osób, które mają problemy z poruszaniem się. W ich przypadku zostawienie samochodu kilkaset metrów od szpitala często nie wchodzi w grę, a wizyta u lekarza może potrwać kilka godzin.Na ten problem również zwracają uwagę internauci. Jeden z nich opisał, że za przekroczenie bezpłatnych 15 minut zaledwie o 22 sekundy zapłacił 8 zł. Zastanawiał się przy tym, ile będzie musiała wydać osoba z niepełnosprawnością, która spędzi kilka godzin w kolejce do lekarza.
Szpital odsyła do miasta, miasto do szpitala
Chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego zmieniono zasady i czy ktoś nie obawia się, że opłaty zniechęcą ludzi do oddawania krwi. Niestety do tej pory nie udało nam się uzyskać oficjalnego stanowiska w tej sprawie.
Najpierw zwróciliśmy się do Szpitala Bielańskiego. Placówka przekazała nam, że jest szpitalem miejskim i w kwestiach dotyczących parkingu powinniśmy kontaktować się bezpośrednio z Urzędem m.st. Warszawy.
Skontaktowaliśmy się więc z ratuszem. Tam usłyszeliśmy z kolei, że to nie urząd powinien odpowiadać na nasze pytania. Urzędnicy zapewnili, że odpowiedź otrzymamy ze szpitala. Ta jednak do tej pory nie nadeszła.
Po tych przepychankach nadal więc nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego krwiodawcy stracili wcześniejsze zwolnienie z opłat. Jedyne, czego udało nam się dowiedzieć od przedstawiciela Szpitala Bielańskiego, to że „wiele warszawskich szpitali ma płatne parkingi”.
Dla osób, które przyjeżdżają bezinteresownie oddać krew, to jednak marne pocieszenie.
SMS-y ostrzegawcze w 15 województwach. Nadciąga potężne uderzenie żywiołu!
Mieszkańcy 15 województw otrzymali w piątek (21 sierpnia) wiadomości ostrzegawcze z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Do kraju zbliża się kolejna fala ulew oraz wyładowań, a kulminacja zjawisk nastąpi nocą.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia. Z danych synoptyków wynika, że intensywne opady mogą doprowadzić do lokalnych zalań oraz podtopień dróg.Alert RCB w 15 województwach
Wiadomości z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa trafiły do odbiorców w województwach: dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, lubelskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, opolskim, podkarpackim, podlaskim, śląskim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim oraz w części lubuskiego, wielkopolskiego i pomorskiego.
Służby apelują o zabezpieczenie mienia. "Możliwe przerwy w dostawie prądu. Unikaj otwartych przestrzeni" — przekazano w oficjalnym komunikacie rozesłanym na telefony komórkowe.
Ostrzeżenia IMGW przed ulewami i gradem
Front przemieszcza się z południowego zachodu na północny wschód, a najtrudniejsza sytuacja prognozowana jest w nocy z piątku na sobotę. "W regionie rozwijają się burze, którym towarzyszą przede wszystkim silne opady deszczu. Natężenie opadu wynosi miejscami około 5-10 mm/10 min., co daje godzinowe sumy rzędu około 20-30 mm. Punktowo burzom towarzyszyć może także grad i porywy wiatru do około 60-70 km na godz." — informuje IMGW w najnowszym komunikacie. Obfite opady niosą ryzyko zalań.
Wniosek o przesłuchanie Tuska już w sądzie. Złożył go obrońca Romanowskiego
Obrońca Marcina Romanowskiego złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie wniosek o przesłuchanie Donalda Tuska w charakterze świadka ws. potwierdzenia miejsca pobytu posła PiS. O wpłynięciu takiego wniosku poinformowała rzecznik SO sędzia Anna Ptaszek.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości, był wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski jest podejrzanym w śledztwie dot. nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu. Warszawski sąd okręgowy wydał za Romanowskim – na wniosek prokuratury – Europejski Nakaz Aresztowania (ENA), ponieważ służby nie mogły go znaleźć.Gdzie jest Marcin Romanowski?
Za b. wiceszefem MS wydano też list gończy. W grudniu 2024 r. okazało się, że Romanowski uzyskał azyl polityczny na Węgrzech. Jak informowano na początku lipca br., Węgry cofnęły mu status uchodźcy i unieważniły dokumenty podróży. Od zmiany rządu na Węgrzech w maju br. media podawały różne nieoficjalne informacje o możliwym miejscu pobytu Romanowskiego.
Rzeczniczka warszawskiego sądu okręgowego ds. karnych sędzia Anna Ptaszek informowała w ub. tyg., że do sądu wpłynął wniosek Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. Dodała, że z pisma i koperty wynika, że przesyłka została nadana w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza, o czym jako pierwsze informowało RMF FM.
Tusk o Romanowskim: Na 99 proc.
W późniejszych dniach premier Donald Tusk powiedział, że służby innych państw z regionu, z którymi Polska współpracuje, potwierdziły informacje, że poseł PiS znajduje się „na 99 proc.” w Tyraspolu w Naddniestrzu – separatystycznym regionie Mołdawii, który od czasów konfliktu w latach 90. ub. wieku funkcjonuje jako państwo nieuznawane, głównie dzięki wsparciu Rosji.
Rzeczniczka Sądu Okręgowego sędzia Anna Ptaszek powiedziała w piątek PAP, że 18 sierpnia do sądu wpłynęło z Prokuratury Krajowej stanowisko prokuratora w sprawie listu żelaznego oraz akta sprawy w wersji elektronicznej. Sąd zwracał się 7 sierpnia do prokuratora o zajęcie stanowiska i nadesłanie akt, bo – jak podkreśliła Ptaszek – „są to rzeczy, które musimy mieć, żeby rozpoznać wniosek o wydanie listu żelaznego”. Wcześniej prokurator publicznie zapowiedział, że nie będzie popierał wniosku Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego.
Sędzia Ptaszek poinformowała też, że wniosek obrońcy Marcina Romanowskiego o uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) wpłynął do sądu w środę. Jak dodała, we wniosku „jest postulat uchylenia ENA i dopuszczenia dowodu z akt sprawy dotyczącej wniosku o wydanie listu żelaznego”
Wniosek o przesłuchanie Donalda Tuska
Po południu rzeczniczka sądu podała, że w piątek 21 sierpnia przed godz. 10 do sądu wpłynął również – zapowiadany wcześniej przez obrońcę Romanowskiego w mediach społecznościowych – wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka premiera Donalda Tuska na okoliczność potwierdzenia, że Romanowski przebywa za granicą poza Unią Europejską. Wcześniej mówiła, że w poprzednich dniach taki wniosek dowodowy nie wpłynął, ale nie wykluczała, że jeszcze do sądu dotrze..Na pytanie o dalszy harmonogram postępowania sędzia Ptaszek nie podała konkretnych dat, podkreślając, że „trudno powiedzieć, bo to jest kwestia, jakie inne zadania w referacie ma pan sędzia”. Trzeba pamiętać, że to nie jest jedyna sprawa w referacie tego sędziego. Normalnie wychodzi na salę rozpraw, załatwia sprawy na posiedzeniach. Musi to pogodzić z innymi obowiązkami. Jeżeli się sądzi sprawy aresztowe czy zagrożone przedawnieniem, to one mają priorytet. Wiadomo, że nikt go w tym nie zastąpi – powiedziała, zaznaczając też, że mogą dojść jeszcze kwestie urlopowe w sądzie.
W sprawie wniosku Romanowskiego „sędzia musi się do tego przygotować i zapoznać, co z tej perspektywy jest istotne w tych aktach (z prokuratury – red.)”. Natomiast na pewno sędzia będzie się starał wyznaczyć to posiedzenie w czasie możliwie najszybszym i załatwić tę sprawę – podkreśliła.
List żelazny
List żelazny, o który wnioskuje b. wiceszef MS z czasu rządów PiS, to dokument dający podejrzanemu lub oskarżonemu możliwość odpowiadania z wolnej stopy pod warunkiem złożenia oświadczenia o stawianiu się w terminie na każde wezwanie sądu lub prokuratury. Osoba, wobec której wydano taki dokument, nie może bez pozwolenia sądu oddalać się z obranego miejsca pobytu w kraju, a także w sposób bezprawny utrudniać postępowania karnego. 18 sierpnia.
Prokuratura Krajowa już 18 sierpnia poinformowała, że brak jest podstaw do uwzględnienia wniosku Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. „Dotychczasowa postawa procesowa Marcina Romanowskiego nie daje rękojmi przestrzegania warunków ewentualnego listu żelaznego” - mówił wówczas rzecznik PK prok. Przemysław Nowak. Przypomniał jednocześnie, że b. wiceszef resortu m.in. „kwestionował legalność działań organów”, opuścił Polskę, następnie Węgry, w celu uniknięcia zatrzymania, a także „publicznie deklarował brak zamiaru powrotu do kraju w związku z toczącym się przeciwko niemu postępowaniem karnym”. Brak jest podstaw do uwzględnienia wniosku Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego – brzmi stanowisko prokuratora skierowane do sądu.
Zbadali wypadek księżnej Diany. To ustalili dzięki nowym technologiom
Śmierć księżnej Diany w paryskim tunelu do dziś budzi ogromne emocje. Co naprawdę wydarzyło się 31 sierpnia 1997 r.? Eksperci przeanalizowali sprawę, wykorzystując do tego nowe technologie. Zaskakującymi wnioskami podzieli się w nowym programie FOX "Celebrity Crime Scene: Princess Diana".
31 sierpnia 1997 r. Brytyjczycy pogrążyli się w żałobie po tragicznych informacjach o śmierci księżnej Diany. Do wypadku doszło w paryskim tunelu Pont de l'Alma – Mercedes S280, którym jechała Diana i Dodi Al-Fayed, uderzył w filar i został doszczętnie rozbity.
Już 20 sierpnia na antenie FOX ma zadebiutować program "Celebrity Crime Scene: Princess Diana". W materiale dziennikarz śledczy Jakson Buhaj, psycholog sądowa Kerry Daynes oraz były agent Secret Service Rich Staropoli przeanalizowali dowody i przebieg tragedii, wykorzystując do tego najnowsze technologie. Czy "królowa ludzkich serc" miałaby szansę przeżyć, gdyby miała zapięte pasy? Eksperci nie mają wątpliwości.Wypadek miał miejsce około północy. Uczestnicy podróży – księżna Diana, Dodi Al-Fayed, Henri Paul i ochroniarz Trevor Rees-Jones – wsiedli do samochodu tylnym wyjściem hotelu Ritz, by uniknąć tłumu fotoreporterów
Kierowca auta, Henri Paul, przekroczył dozwoloną prędkość, próbując uciec przed natrętnymi paparazzi. Oprócz tego w jego krwi wykryto znaczne ilości alkoholu. Jak podaje magazyn "People", podczas ucieczki mężczyzna miał dodatkowo prowokować fotografów do pościgu, krzycząc: "Nie dogonicie nas".
Na miejscu zginęli Henri Paul i Dodi Al-Fayed. Księżna Diana została wydobyta z wraku przez służby ratunkowe i przewieziona do szpitala Pitié-Salpêtrière. Mimo podjętej próby ratowania jej życia zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Katastrofę przeżył ochroniarz Trevor Rees-Jones. Wiele osób wskazywało, że mogło mu w tym pomóc zapięcie pasów bezpieczeństwa. Jak podał jednak Jackson Buhaj w rozmowie z "Fox News Digital", żaden z uczestników wypadku z nich nie korzystał.
Przyczyny tragedii według oficjalnych raportów
Zarówno francuscy, jak i brytyjscy śledczy wskazali, że głównymi przyczynami tragedii były nadmierna prędkość oraz alkohol we krwi kierowcy. Eksperci zwracali uwagę, że Mercedes mógł jechać nawet ponad 100 km/h w momencie wypadku. Kluczowe okazały się również desperackie próby ucieczki przed paparazzi, którzy śledzili samochód księżnej Diany przez ulice Paryża.
Pomimo oficjalnych ustaleń, śmierć księżnej Diany wciąż pozostaje tematem licznych teorii spiskowych i dziennikarskich dochodzeń. Sama "królowa ludzkich serc" wielokrotnie sygnalizowała, że czuje się obserwowana i zagrożona. Jeszcze przed tragicznym wypadkiem powtarzała, że obawia się o swoje bezpieczeństwo. - Osoby z jej bliskiego otoczenia opisywały ją jako osobę dość paranoiczną. Była najbardziej rozpoznawalną osobą na świecie... Więc nie tylko miliardy ludzi na całym świecie śledziły ją na ekranie, ale też musiała stale oglądać się za siebie, żyjąc w ciągłym strachu - zdradził cytowany przez Plejadę Buhaj. Paulina ŻmudzińskaDziennikarka
Lekarka ugotowała małą wnuczkę w aucie! "Zapomniała o niej"
Tragiczna śmierć 10-miesięcznej Scottie Gwyn Crowell w amerykańskim stanie Kentucky. Jej 61-letnia babcia, lekarka Stacey Fazenbaker, miała rano zawieźć dziewczynkę do żłobka. Zamiast tego pojechała prosto do pracy i zostawiła wnuczkę przypiętą w foteliku. Dziecko spędziło w nagrzanym samochodzie około ośmiu godzin. Gdy je znaleziono, na ratunek było już za późno.
Do tej tragedii doszło 13 sierpnia w Madisonville w stanie Kentucky. Jak pisze „New York Post”, 61-letnia lekarka Stacey Fazenbaker zaproponowała, że rano odwiezie swoją 10-miesięczną wnuczkę Scottie do żłobka. Rodzicom dziecka nawet nie przeszło przez myśl, że widzą je ostatni raz. Ale niestety - kobieta zapomniała o dziecku w foteliku z tyłu auta i zamiast do żłobka, pojechała prosto do kliniki Owensboro Health Multicare, gdzie pracowała. Dramat wyszedł na jaw dopiero około godz. 16. Ojciec Scottie przyjechał odebrać córkę ze żłobka. Wtedy dowiedział się, że dziewczynki tego dnia w ogóle tam nie przywieziono. Rodzina szybko ustaliła, że dziecko może znajdować się w samochodzie babci.
Tego dnia temperatura na zewnątrz dochodziła do około 35 stopni Celsjusza, w aucie było około 46 stopni
Stacey Fazenbaker razem ze współpracownikami wybiegła z kliniki. Dziewczynka nadal była w aucie. Na miejsce przyjechali policjanci, którzy próbowali ją ratować. Było jednak za późno. Tego dnia temperatura na zewnątrz dochodziła do około 35 stopni Celsjusza. Według lokalnych mediów wewnątrz samochodu mogło być około 46 stopni. Scottie spędziła tam około ośmiu godzin.
Policja nadal bada okoliczności tragedii. Babcia dziecka została przebadana pod kątem alkoholu i narkotyków. Śledczy nie spodziewają się jednak pozytywnych wyników. Na razie kobiecie nie postawiono zarzutów, ale policja nie wyklucza, że sprawa zostanie przedstawiona ławie przysięgłych. Dokładną przyczynę śmierci 10-miesięcznej Scottie ma ustalić sekcja zwłok.