2026/06/07

Polska nie wdroży całości paktu migracyjnego. Wiceminister wskazuje na "rozsądne elementy"

 O odrzuceniu części punktów paktu migracyjnego powiedział PAP i Polskiemu Radiu wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk. Polityk przyznał jednak, że w dokumencie jest kilka "rozsądnych elementów", na przykład tzw. rozporządzenie kryzysowe.               Pakt migracyjny zacznie obowiązywać w Unii Europejskiej 12 czerwca. Polska została zwolniona z przewidzianego w nim mechanizmu solidarnościowego, co oznacza, że nie będzie musiała przyjmować migrantów ani ponosić kosztów finansowych związanych z odmową ich przyjęcia. Mimo to rząd już zapowiada, że nie zamierza wdrażać paktu poza kilkoma jego zapisami. Będziemy starali się stosować te elementy paktu, które jednoznacznie uszczelniają politykę migracyjną, ale wszystkich przepisów nie wdrożymy — zapowiedział Duszczyk w rozmowie z PAP i Polskim Radiem w Luksemburgu.Przyznał, że Polska jest sceptyczna wobec części zapisów paktu migracyjnego, bo obawia się, że osłabią one bezpieczeństwo państwa. — Mówił to już poprzedni rząd, obecny mówi dokładnie to samo. Wielu elementów tego pakietu nie możemy wdrożyć, bo z naszego punktu widzenia byłoby to niebezpieczne — podkreślił.

Gdyby Polska wdrożyła pakt, "na pewno zostałoby to wykorzystane przez Rosję i Białoruś, bo wprowadzałoby to przepisy, które mogłyby osłabić determinację Polski do ochrony granic i restrykcyjnej polityki migracyjnej" — dodał.

Pakt migracyjny. Jakie punkty wdroży Polska, a jakie pominie

Duszczyk przyznał, że w pakcie znajduje się kilka "rozsądnych elementów", które Polska zdecydowała się wdrożyć. Są to m.in. nowe podejście do polityki powrotów, zapisy dotyczące ochrony granic, w tym zakaz instrumentalizacji migracji, oraz rozporządzenie kryzysowe, umożliwiające uruchomienie specjalnych, zaostrzonych procedur w sytuacjach nagłego zagrożenia lub masowego napływu migrantów.Z informacji, jakie PAP uzyskała ze źródeł unijnych, Polska nie zamierza wdrożyć m.in. zapisów zobowiązujących państwa UE do tworzenia dodatkowej infrastruktury przy granicy, w tym zapewnienia zaplecza medycznego i procedur dla migrantów. Według rządu w Warszawie nie ma takiej potrzeby, ponieważ część strażników granicznych ma przeszkolenie medyczne, a niektórzy są wykwalifikowanymi ratownikami medycznymi. Zdaniem polskich władz stworzenie tego typu punktów mogłoby utrudnić restrykcyjną ochronę granicy z Białorusią.

Polska gotowa bronić się w sporze z KE. "Nasza determinacja będzie pełna"

Wiceszef MSWiA zapewnił, że stanowisko Polski jest jasne, dobrze uzasadnione oraz akceptowane przez zdecydowaną większość państw członkowskich, a także — wbrew pozorom — zrozumiałe dla Komisji Europejskiej. Jednocześnie podkreślił, że Polska jest gotowa bronić swojego stanowiska również w przypadku ewentualnych sporów prawnych z Brukselą.— Nasza determinacja będzie pełna, nawet jeśli Komisja Europejska miałaby złożyć w przyszłości skargę przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE — powiedział.
Stałoby się tak, gdyby KE uznała, że nie wdrażając paktu, Polska uchybiła obowiązkom państwa członkowskiego. Procedura tego typu jest jednak czasochłonna, z czego Warszawa doskonale zdaje sobie sprawę. — Jeśli chodzi o politykę migracyjną, to nie ma w Polsce rządu, który zdecydowałby się osłabić naszą determinację w zakresie ochrony granic — dodał.
Duszczyk zdementował pojawiające się w przestrzeni publicznej pogłoski, jakoby 12 czerwca, czyli w dniu, gdy w UE zacznie obowiązywać pakt migracyjny, w Polsce miały nastąpić gwałtowne zmiany w polityce migracyjnej. — 12 czerwca nic się nie wydarzy. Wstaniemy rano i to będzie taki sam dzień jak poprzedni — powiedział.Pakt migracyjny przewiduje, że państwa UE mogą wybierać formę wkładu w mechanizm solidarnościowy — przyjęcie migrantów, wpłatę finansową lub wsparcie operacyjne. Kraje pod szczególną presją migracyjną mogą zostać zwolnione z tego obowiązku. KE uznała, że obecnie kryteria te spełnia m.in. Polska ze względu na przyjęcie uchodźców z Ukrainy oraz ochronę zewnętrznej granicy Unii.

Matka dziewczynki, która spadła z 11. piętra, usłyszała zarzut popełnienia przestępstwa

 Sąd Rejonowy we Włocławku w sobotę nie aresztował Wiktorii D., której pięcioletnia córka wypadała z okna na XI piętrze wieżowca na włocławskim osiedlu i jest w bardzo ciężkim stanie. Prokuratura wnioskowała o trzymiesięczny areszt.

Do tragedii doszło w piątek przed południem na osiedlu Południe we Włocławku. Z ustaleń śledztwa wynika, że pięcioletnia Zosia przebywała w mieszkaniu z 21-letnią matką, która spała i była pod wpływem alkoholu. Wyniki badań matki wykazały około promila alkoholu w organizmie i ich wartość była rosnąca. Według ustaleń kobieta mogła znajdować się również pod wpływem narkotyków.Dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy. Rzeczniczka szpitala Marta Laska w sobotę powiedziała, że dziewczynka trafiła do centrum urazowego szpitala, a obecnie znajduje się na oddziale intensywnej terapii dla dzieci. Lekarze oceniają jej stan jako bardzo ciężki, ale stabilny.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Włocławku Małgorzata Kręcicka poinformowała, że w sobotę prokurator prowadzący śledztwo przedstawił Wiktorii D. zarzut z art. 160 par. 2 kk w zbiegu z art 156 par. 2 kk. Pierwszy z przepisów dotyczy narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę zobowiązaną do opieki (zagrożenie od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności), a drugi - nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (zagrożenie do 3 lat pozbawienia wolności).

Wiktoria D. przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia. Prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego we Włocławku o aresztowanie podejrzanej na trzy miesiące.Prokurator Kręcicka poinformowała, że sąd nie przychylił się do wniosku o areszt i nie zastosował też wobec podejrzanej wolnościowych środków zapobiegawczych, jak np. dozór policyjny. Prokuraturze przysługuje zażalenie na to postanowienie do Sądu Okręgowego. (PAP)

rau/ lm/ ppa/

Wnuczek zadzwonił na policję: babcia nie żyje. Policja znalazła zwłoki. Zatrzymali 24-latka

 Do tragicznych zdarzeń doszło w Gilowie (woj. dolnośląskie). Policja w czwartek około godz. 4 nad ranem zjawiła się w jednym z domów po otrzymaniu dramatycznego zgłoszenia. 63-letnia kobieta nie żyła. Zatrzymano 24-letniego mężczyznę — powiedział "Faktowi" st. asp. Łukasz Porębski z dolnośląskiej policji.

Policjanci w czwartek, w Boże Ciało, około godz. 4 nad ranem otrzymali informację o śmierci kobiety w jednym z domów w Gilowie koło Dzierżoniowa. Funkcjonariuszy powiadomił jeden z członków rodziny. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy — chodzi o wnuczka. Patrol zastał na miejscu zwłoki 63-latki. Istniały przesłanki wskazujące na czyn przestępczy przeciwko życiu — mówi "Faktowi" oficer prasowy dolnośląskiej policji.

24-letni mężczyzna, członek rodziny ofiary, został zatrzymany i trafił do aresztu. "Fakt" nieoficjalnie dowiedział się, że doszło do zabójstwa. Potwierdzają to również doniesienia Radia Wrocław, które informuje o kilkukrotnym ataku nożem.Policja oficjalnie nie potwierdza tych szczegółów. Zarządzono przeprowadzenie sekcji zwłok. 24-letni mężczyzna ma zostać również poddany badaniom psychologicznym. Nad sprawą pracuje również prokuratura.

Nastolatka spadła z czwartego piętra. Interweniował śmigłowiec LPR

 W Kutnie doszło do upadku nastolatki z czwartego piętra. Jak podaje TVN24, na miejscu interweniował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który przetransportował poszkodowaną do szpitala w Łodzi. Policja prowadzi czynności wyjaśniające w tej sprawie.

Na miejscu działały straż pożarna, policja oraz pogotowie ratunkowe. Oficer prasowy kutnowskiej straży pożarnej st. kpt. Mariusz Dudkowski poinformował TVN24, że zgłoszenie dotyczyło upadku z wysokości i dotyczyło dziewczynki w wieku 13-14 lat. Strażacy zabezpieczyli teren lądowania śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.Funkcjonariusze policji prowadzili działania na miejscu zdarzenia, a załoga LPR po wylądowaniu przejęła poszkodowaną i zabrała ją do szpitala w Łodzi.

Policja: trwają czynności

Rzeczniczka kutnowskiej policji mł. asp. Katarzyna Wasiak potwierdziła interwencję, ale nie była w stanie udzielić szczegółowych informacji dotyczących przebiegu zdarzenia.

- Potwierdzam, że miało miejsce takie zdarzenie. Nastolatka została przetransportowana do szpitala w Łodzi. Trwają czynności - przekazała mł. asp. Wasiak.

 


Po wyborczych turbulencjach koalicja pod presją. Czy rząd Donalda Tuska traci polityczny impet?

 

W polskiej polityce coraz częściej pojawiają się pytania o kondycję obozu rządzącego po serii wydarzeń, które wywołały ożywioną debatę publiczną. Komentatorzy związani zarówno z prawicą, jak i centrum analizują, czy koalicja kierowana przez premiera Donalda Tuska wciąż dysponuje polityczną energią, która pozwoliła jej przejąć władzę po wyborach parlamentarnych z 2023 roku.Jednym z najbardziej wyrazistych głosów w tej dyskusji stała się analiza publicysty Michała Karnowskiego. Autor przedstawia tezę, że największym problemem obecnej władzy nie są pojedyncze decyzje polityczne, lecz stopniowa utrata społecznej sympatii i wiarygodności.

Według tej interpretacji w polityce istnieją momenty przełomowe, gdy społeczne niezadowolenie przestaje być rozproszone i zaczyna przybierać bardziej widoczną formę. Nie chodzi wyłącznie o sondaże, lecz o zmianę nastrojów, która wpływa na sposób postrzegania rządzących.

Karnowski przywołuje historyczne przykłady wcześniejszych ekip rządzących, wskazując, że każda władza wcześniej czy później staje wobec momentu, w którym wyborcy zaczynają kwestionować jej skuteczność lub kierunek działania.

W jego ocenie obecna koalicja może znajdować się właśnie w takim okresie zwiększonej politycznej presji.

Nie oznacza to automatycznie utraty większości parlamentarnej ani rychłego końca rządów, ale może świadczyć o zmianie klimatu politycznego.Jednym z głównych argumentów autora jest przekonanie, że część inicjatyw ogłaszanych przez rząd nie wywołuje już takiego zainteresowania jak wcześniej.

W analizie pojawiają się przykłady projektów i zapowiedzi, które zdaniem komentatora nie zostały dostatecznie rozwinięte lub nie przyniosły oczekiwanych efektów komunikacyjnych.To zjawisko nie dotyczy wyłącznie Polski. W wielu europejskich demokracjach obserwuje się wzrost oczekiwań wobec skuteczności rządów oraz większą koncentrację obywateli na codziennych problemach gospodarczych.

W analizie pojawia się również temat lokalnych wyborów i referendów, które według autora mogą być sygnałem szerszych procesów politycznych.

Szczególnie dużo miejsca poświęcono sytuacji w Krakowie oraz politycznym konsekwencjom problemów władz miejskich.

W materiale przywoływany jest Aleksander Miszalski jako przykład polityka, którego pozycja miała zostać osłabiona przez narastające niezadowolenie części mieszkańców.

Autor interpretuje wydarzenia w Krakowie jako symptom szerszego zjawiska obejmującego także inne miasta i środowiska polityczne.

Należy jednak podkreślić, że lokalne procesy polityczne nie zawsze przekładają się bezpośrednio na sytuację ogólnokrajową.

Historia polskiej polityki pokazuje, że wyborcy często dokonują odmiennych wyborów na poziomie samorządowym i parlamentarnym.W dalszej części analizy Karnowski zwraca uwagę na problem spójności obozu rządzącego.

Koalicja skupiająca kilka ugrupowań politycznych z natury rzeczy musi godzić różne interesy i odmienne wizje programowe.

W okresie kampanii wyborczej wspólnym celem było odsunięcie poprzedniej większości od władzy.

Po objęciu rządów pojawiła się jednak konieczność realizacji konkretnych programów oraz rozwiązywania codziennych problemów państwa.

To właśnie na tym etapie najczęściej dochodzi do napięć pomiędzy koalicjantami.

Komentator sugeruje, że wyborcy zaczynają dostrzegać te różnice bardziej wyraźnie niż w pierwszych miesiącach funkcjonowania gabinetu.Jednocześnie autor wskazuje na zmianę sposobu odbioru działań samego premiera.

Donald Tusk pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków w kraju, ale zdaniem części komentatorów jego przekaz nie wywołuje już tak silnych emocji jak wcześniej.

Według Karnowskiego rośnie liczba obywateli oceniających politykę przede wszystkim przez pryzmat efektów gospodarczych i jakości usług publicznych.W analizie pojawia się także krytyka niektórych działań komunikacyjnych rządu, które autor uznaje za niewystarczające wobec skali wyzwań społecznych i ekonomicznych.

Szczególną uwagę poświęcono reakcjom internautów oraz komentarzom pojawiającym się pod materiałami publikowanymi przez premiera.

Nastroje w mediach społecznościowych są jednak tylko jednym z elementów szerszego obrazu politycznego.

Badania opinii publicznej regularnie pokazują, że oceny rządu są zróżnicowane i zależą od wielu czynników, w tym wieku, miejsca zamieszkania oraz preferencji politycznych respondentów.

Warto również pamiętać, że krytyczne komentarze są zazwyczaj bardziej widoczne w przestrzeni internetowej niż głosy umiarkowane lub neutralne.

Mimo to analiza Karnowskiego wpisuje się w coraz częściej pojawiające się pytania o przyszłość obecnej większości parlamentarnej.

Niektórzy komentatorzy wskazują na możliwość dalszego osłabienia poparcia dla rządu.

Inni zwracają uwagę, że koalicja nadal dysponuje większością parlamentarną i posiada czas na realizację swoich najważniejszych projektów.

Polityczna historia Polski pokazuje, że nawet głębokie kryzysy wizerunkowe nie muszą prowadzić do natychmiastowych zmian układu sił.

Równie często zdarzało się jednak, że pozornie niewielkie wydarzenia uruchamiały procesy prowadzące do istotnych przesunięć politycznych.

Kluczowe znaczenie będą miały najbliższe miesiące oraz zdolność rządu do przedstawienia konkretnych efektów swoich działań.

Równie ważne pozostanie zachowanie jedności przez partie tworzące koalicję.

Dla Donalda Tuska wyzwaniem będzie nie tylko utrzymanie parlamentarnej większości, lecz także odbudowanie przekonania części wyborców, że obecny obóz rządzący posiada jasny plan na kolejne lata.

Ostateczna ocena rządów będzie zależeć nie od pojedynczych sporów medialnych czy komentarzy publicystów, ale od tego, czy wyborcy uznają, że ich sytuacja życiowa poprawia się pod rządami obecnej koalicji.

Dlatego mimo rosnącej krytyki i coraz ostrzejszej debaty politycznej, pytanie o przyszłość rządu pozostaje otwarte. Obecny spór pokazuje przede wszystkim, że polska scena polityczna weszła w nową fazę, w której zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy rządu coraz intensywniej przygotowują się do kolejnych politycznych rozstrzygnięć.