2026/06/09

Pijany 19-latek z Kazachstanu zaatakował ratownika na SOR

 Awantura na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Lublinie zakończyła się poważnymi konsekwencjami dla 19-letniego obywatela Kazachstanu. Młody mężczyzna, będąc w stanie silnego upojenia alkoholowego, uderzył ratownika medycznego. Teraz odpowie za swój czyn przed sądem, a dodatkowo otrzymał nakaz opuszczenia Polski i wieloletni zakaz wjazdu do strefy Schengen.

Całe zdarzenie miało miejsce wczesnym rankiem w niedzielę. Lubelscy funkcjonariusze przekazali, że 19-letni Kazach został odnaleziony w samym centrum miasta. Młody człowiek był kompletnie pijany i kontakt z nim był utrudniony. Wynik badania alkomatem nie pozostawiał złudzeń – wskazał ponad 1,5 promila alkoholu w jego organizmie.Z uwagi na stan upojenia i konieczność oceny stanu zdrowia, mężczyzna został przetransportowany do placówki medycznej.- Podczas udzielania pomocy medycznej na SOR-ze 19-latek nagle stał się agresywny. W pewnym momencie uderzył dłonią 43-letniego ratownika medycznego, który wykonywał swoje obowiązki służbowe - informuje podinspektor Kamil Gołębiowski z KMP Lublin.Do szpitala błyskawicznie skierowano patrol z III Komisariatu Policji w Lublinie, który obezwładnił krewkiego pacjenta. Następnie sprawę przejęli mundurowi z II Komisariatu. "Kurier Lubelski" rozmawiał z ratownikiem, który został zaatakowany. - Pochyliłem się nad pacjentem. W pewnym momencie spod ubrania wysunął się noszony przeze mnie medalik z krzyżykiem. Mężczyzna wstał i uderzył mnie w szyję z dużym zamachem. Nie spodziewałem się tego ataku - mówi.

Zarzuty, deportacja i pięcioletni zakaz wjazdu do Schengen

Po wytrzeźwieniu 19-latek usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej ratownika medycznego. Odpowie też za przestępstwo na tle wyznaniowym.Lubelska policja nie poprzestała na zarzutach karnych i zwróciła się do Straży Granicznej o podjęcie stanowczych kroków administracyjnych. W efekcie wydano już decyzję zmuszającą obcokrajowca do wyjazdu z naszego kraju. Dodatkową karą jest pięcioletni zakaz przekraczania granic państw należących do strefy Schengen.

Za uderzenie ratownika medycznego w trakcie pełnienia przez niego dyżuru przewidziana jest kara sięgająca nawet do 3 lat za kratkami.

Płód dziecka w zamrażarce. Prokuratura potwierdza wstrząsające informacje

 Tragiczne wiadomości dotarły z Wąbrzeźna w województwie kujawsko-pomorskim. Funkcjonariusze policji natrafili płód dziecka, ukryty w domowej zamrażarce. Te szokujące doniesienia reportera "Super Expressu" zostały już oficjalnie potwierdzone przez rzeczniczkę toruńskiej Prokuratury Okręgowej. Prokuratura Rejonowa w Wąbrzeźnie prowadzi postępowanie w sprawie udzielenia nieustalonego dnia, ale nie później niż do 8 czerwca, w nieustalonym miejscu, pomocy w przerywaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy. W mieszkaniu, gdzie płód został ujawniony, zostały wykonane oględziny. Płód został zabezpieczony w celu przeprowadzenia sekcji, która odbędzie się 11 czerwca w Zakładzie Medycyny Sądowej w Bydgoszczy - ujawniła w rozmowie z dziennikarką Radia ESKA Toruń rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Toruniu, prok. Izabela Oliver.Podkomisarz Krzysztof Świerczyński, oficer prasowy KPP w Wąbrzeźnie potwierdził w rozmowie z Radiem ESKA Toruń, że odkrycia dokonano w godzinach popołudniowych. - W zamrażarce znaleziono około pięciomiesięczny płód dziecka, zawinięty w ręcznik. Na miejscu, z polecenia prokuratura wykonano wszelkie czynności z kobietą, którą policjanci zastali w mieszkaniu - powiedział Świerczyński.

Makabryczne odkrycie w centrum Wąbrzeźna. Śledczy badają sprawę płodu w zamrażarce

Lokalna społeczność nie ukrywa przerażenia. Jak przekazał poruszony rozmówca "Super Expressu", nikt z mieszkańców nie spodziewał się tak potwornego odkrycia. Aby zweryfikować te doniesienia, dziennikarze skontaktowali się z prokurator Izabelą Oliver, reprezentującą Prokuraturę Okręgową w Toruniu. Przedstawicielka organów ścigania potwierdziła tragiczne ustalenia mediów.Do ujawnienia kilkumiesięcznego płodu dziecka doszło w czwartek, 8 czerwca. Jeszcze tego samego dnia mundurowi zatrzymali kobietę, która według wstępnych ustaleń mogła zażyć środki poronne. Dzień później podjęto decyzję o wypuszczeniu jej na wolność. Funkcjonariusze biorą pod uwagę scenariusz, w którym inna osoba nakłaniała kobietę do przerwania ciąży. Płód owinięty w ręcznik, zostało ukryte w zamrażarce.

O czym mówi Art. 152 Kk?

Przerwanie ciąży za zgodą kobiety

  • § 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
  • § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania.
  • § 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Do sprawy będziemy wracać w serwisach newsowych Radia ESKA. Czekamy na komentarz ze strony policji i na wyniki sekcji zwłok, która ma zostać przeprowadzona w drugiej połowie bieżącego tygodnia.

Znaleziono rękę noworodka. Zatrzymana kobieta. "W dziwny sposób zniknął jej brzuch"

 Wstrząsająca historia w Czechach. Policja zatrzymała w Kynšperku nad Ohří kobietę. Ma to związek ze znalezioną w okolicy dziecięcą rączką. Mieszkańcy twierdzą, że kobieta była w ciąży, a potem


nagle jej brzuch zniknął, a dziecka nigdzie nie ma. W związku ze zdarzeniem, do którego doszło w Kynšperku nad Ohří, zatrzymaliśmy osobę podejrzaną o brutalne przestępstwo. Obecnie prowadzimy niezbędne czynności, o dalszych szczegółach poinformujemy natychmiast, gdy tylko pozwolą na to okoliczności — powiedział rzecznik policji Jakub Kopřiva, cytowany przez serwis Novinky.cz.Według serwisu Krimi — Plzeň kobieta mieszkała w pobliżu miejsca poszukiwań, które prowadzono na sąsiedniej ulicy. Portal napisał, że według miejscowych kobieta była w ciąży, jednak nagle "w dziwny sposób zniknął jej brzuch". Policjanci przewieźli kobietę po południu na przesłuchanie.Rączkę znaleziono dzień wcześniej, w środę, 3 czerwca. "Wczoraj wieczorem na ulicy Hornickiej w Kynšperku nad Ohří, w pobliżu jednego z domów, znaleziono rączkę dziecka i plastikową torbę z licznymi plamami krwi. Według naszych informacji prawdopodobnie była to ręka młodszego dziecka, odcięta w stawie barkowym" — podaje portal Krimi Plzeň. Do tej pory nie znaleziono reszty ciała.

Drapieżca seksualny z Berlina napadał w Polsce. Pięć ofiar w Poznaniu i Szczecinie

 Pięć ofiar w dwóch miastach — seksualny przestępca z Berlina podczas pobytów w Polsce dokonywał napaści seksualnych. Robił to w pojazdach komunikacji miejskiej, w parku, na przystankach, a także w toalecie budynku mieszkalnego. Wybierał młode kobiety w wieku 17-24 lat. Jego ofiarą stał się również 10-letni chłopiec.

Historię seksualnego drapieżcy Husajina A. opisuje "Gazeta Wyborcza". Turek na co dzień mieszkał w Berlinie. Do Polski przyjeżdżał z transportami baklawy. Te podróże wykorzystywał do napaści. Zaczęły się w Poznaniu tuż po długim weekendzie majowym w 2025 r. Najpierw w autobusie dosiadł się do pasażerki. Kładł jej rękę na udach i kroczu. Kobieta nie miała, jak uciec, bo zajmowała miejsce przy oknie. Dzień później zaatakowana została 18-letnia dziewczyna. Mężczyzna zbyt mocno przybliżał się do niej w tramwaju. W końcu zaczął się o nią ocierać kroczem. Kiedy wyszła pospiesznie na przystanku, poszedł za nią i próbował ją złapać. Udawał turystę z mapą. Na szczęście nastolatka zdołała uciec.

Poznań i Szczecin. Turek z Berlina napastował i gwałcił w Polsce

"Wyborcza" opisuje, jak zachowanie Turka eskalowało i robiło się coraz brutalniejsze. Dwie pierwsze ofiary napastował, trzecią zgwałcił. Osaczył kobietę w tramwaju zgodnie z wcześniejszym schematem. Kiedy udało jej się wysiąść, dogonił ją w parku Cytadela w Poznaniu i zgwałcił. W czasie śledztwa sprawca został zauważony na monitoringu z tramwaju. Policja miała jego niewyraźny wizerunek i odtworzyła częściowo jego drogę. Ofiara z parku dała śledczym ważny szczegół: mężczyzna mówił po niemiecku. Po sprawdzeniu miejsc noclegowych policjanci opublikowali wizerunek podejrzanego. Jak podaje "Wyborcza", nie było odzewu. To wskazywało na to, że sprawca jest przyjezdny.

Gwałciciel atakował w Szczecinie. Był z Niemiec

Dwa i pół miesiąca później, w lipcu 2025 r. Husajin A. pojawił się w Szczecinie. Znów przeszedł do ataku, według utartego scenariusza. Napastował kobietę w tramwaju. To mu jednak nie wystarczyło. "Wyborcza" ujawnia, że półtorej godziny później na ofiarę wybrał 10-letniego chłopca idącego na zajęcia sportowe. "Chłopiec ma długie blond włosy spięte w kucyk i plecak w kwiatki. Mężczyzna podstępem prowadzi go do toalety w budynku mieszkalnym. Używa przemocy — przytrzymuje i zatyka usta. Wykorzystuje seksualnie" — pisze Piotr Żytnicki w swoim artykule.

O obu napaściach poinformowano policję w Szczecinie. Ta od razu połączyła kropki. Obie ofiary bardzo podobnie opisały sprawcę. W teren wysłano ponad sto osób, by zatrzymać mężczyznę, zanim znów zaatakuje. W akcję włączono również operatorów monitoringu, którzy skupiali się na przystankach komunikacji miejskiej, wiedząc, że to w tramwajach i autobusach zboczeniec atakuje.W środku nocy mężczyzna został zauważony na przystanku. Uwagę zwróciło to, że przysuwał się nienaturalnie blisko do kobiety, która tam również była. Zapewne zostałaby jego kolejną ofiarą. Po zatrzymaniu okazało się, że to 48-letni Husajin A. Jak podaje "Wyborcza" zatrzymany twierdził, że nie rozumie po niemiecku, więc wezwano tłumacza języka tureckiego. Mężczyzna odmówił jednak współpracy. Przekazał jedynie, że przyjechał do Szczecina służbowo, bo dostarczał baklawę do tureckich lokali.

Po informacji od szczecińskich policjantów zgłosili się ci z Poznania. Jasne stało się, że ten sam mężczyzna atakował w dwóch polskich miastach. Po okazaniu zdjęć ofiary potwierdziły, że to osoba, która je zaatakowała. Porównanie profilu DNA ze śladami zabezpieczonymi na ubraniu ofiary gwałtu w Poznaniu wyszło jednak negatywnie. Nie znaleziono materiału biologicznego Turka na odzieży kobiety. Co nie oznaczało, że jest niewinny.Husajin A. usłyszał pięć zarzutów, w tym zgwałcenia. Grozi mu nawet dożywocie, bo jedna z ofiar nie ukończyła 15 lat. Prokuratura niechętnie zdradzała informacje ze śledztwa. Do sądu w Szczecinie skierowała akt oskarżenia. Zatrzymany Turek sądzony jest za zamkniętymi drzwiami, bo sędzia wyłączył jawność procesu, mimo że ofiary nie miały już ponownie zeznawać. Pierwsza rozprawa odbyła się 19 maja 2026