2026/08/04

 



MORAWIECKI ZA WSZZELKA CENE CHCE ZOSTAC PREMIEREM , KTO MU TO ZAPROPONUJE TAM POJDZIE bo to karierowicz i odszczepieniec i zwykla kanalia .

 

No i bańka pękła. Huknęło tak, że Dumie fakturę za sondaż z biurka zwiało. Co już wiemy? Wiemy na przykład, że opowiadanie o tym, jak to centrum czeka na Morawieckiego, można wsadzić między bajki. Nikt tam na niego nie czeka.
Jedyny przepływ elektoratu z centrum do partii Morawieckiego to Jan Rokita i poseł Józefaciuk, a za chwilę ten Komarewicz z Polski 2050, czyli Rozłam+ zostaje szalupą ratunkową dla tuskowców.
A tak mu drukowali 7%, 8%, zaraz miała być mijanka z PiS 😂 I tu na X ludzie się na to nabierają. Morawiecki pakował kubki do gabinetu premiera, a Buda z Horałą szukali kalendarzy do powieszenia w resortach. Oczywiście za darmo.
A tu łup! Łup o próg wyborczy. Najnowszy sondaż Social Changes daje Rozwojowi Plus 4 procent, czyli dokładnie tyle, żeby narobić szkód, odebrać głosy prawicy i samemu nie wejść do Sejmu. PiS ma w tym badaniu 25%, natomiast ugrupowanie Morawieckiego ląduje poza parlamentem razem z PSL-em i Polską 2050.
I właśnie po to Mateusz Morawiecki rozbił największą partię opozycyjną? Po to zabrał ze sobą kilkudziesięciu parlamentarzystów? Po to przez miesiące budował własne stowarzyszenie, odmawiał jego rozwiązania i przekonywał wszystkich, że tylko on potrafi przyciągnąć wyborców centrum?
Przemysław Czarnek ujawnił, że już w kwietniu Morawiecki miał przez długą część rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim przekonywać, iż musi stworzyć nową partię. Miał więc nie być żadną zaskoczoną ofiarą wyrzuconą z PiS, ale politykiem od dawna przygotowującym własny projekt.
Jeszcze 21 lipca Morawiecki zapewniał: „Jestem w PiS. Tutaj jest moje miejsce”. Kilka dni później jego środowisko utworzyło własny klub, a dziś zapowiada już budowę nowej partii.
A komu ta operacja pomaga? Na pewno nie prawicy. Pierwszy (jak to wyśmiał Wipler) kupiony sondaż po rozłamie dawał Rozłam+ 7,5 procent, ale jednocześnie pokazywał, że PiS traci przy obecności partii Morawieckiego aż 5,6 punktu procentowego i około 35 mandatów. To nie był żaden cudowny napływ wyborców Tuska. To było przede wszystkim podbieranie ludzi z własnego obozu.
Czyli plan genialny: zabrać PiS kilka punktów, podzielić struktury, skłócić polityków, rozproszyć głosy prawicy, a następnie samemu zanurkować pod próg wyborczy.
Donald Tusk nie musiał nawet niczego wymyślać. Wystarczyło usiąść, otworzyć popcorn i patrzeć, jak Morawiecki wykonuje za niego najbrudniejszą polityczną robotę.
Bo przy wyniku 4 procent głosy oddane na Rozłam+ nie będą się po prostu liczyły. Nie dadzą mandatów Morawieckiemu, ale obniżą udział całej prawicy w podziale miejsc w Sejmie. To właśnie dlatego nawet zagraniczni komentatorzy i analitycy oceniali rozłam jako polityczną "linię ratunkową" dla obozu Tuska oraz poważne utrudnienie dla utworzenia prawicowego rządu.
Można było zostać w PiS, walczyć o program, przekonywać działaczy i wyborców, budować pozycję na przyszłość. Można było zaakceptować, że partia jest czymś więcej niż trampoliną do realizacji osobistych ambicji.
Morawiecki wybrał jednak drogę rozłamu. I teraz może się okazać, że nie zdobędzie centrum, nie przejmie PiS, nie zostanie premierem, a jedynym trwałym efektem jego działalności będzie kilka procent wyrzuconych głosów i kolejna kadencja Donalda Tuska.

Tak się właśnie przegrywa Polskę. Nie dlatego, że zabrakło wyborców prawicy. Tylko dlatego, że komuś zabrakło cierpliwości, pokory i miejsca na własne ambicje.

PLEBISCYT

 SIEMKA                   

                                                                                                                                        Mam pytanie . Czy w nadchodzacych wyborach zaglosujesz na KO z Tuskiem ? Napiszcie jesli tak to dlaczego , i jesli nie to dlaczego . To jest anonimowe wiec mozecie pisac co chcecie . Czekam na wasze glosy . Ja juz moge powiedziec . Nigdy nie zaglosuje na KO wlasnie dlatego ze jest tam Tusk a temu panu juz dziekuje .!                                                                                                                                                                    GB

 


Miał twarz aniołka, a okazał się bestią. 20-letni Jonasz S. zgotował kobiecie piekło. "Znaleźli ją w wannie"

 Jonasz S. zamówił do mieszkania kobietę świadczącą usługi sado-maso. 41-letnia Barbara Z. nigdy już nie wróciła z tego spotkania. 20-latek o wyglądzie niewinnego ucznia zamordował ją i poćwiartował. Z wanny policjanci wyciągali jej odrąbane kończyny i rozcięty brzuch. Ta mrożąca krew w żyłach zbrodnia zszokowała śledczych, a dla wielu stała się niezrozumiałym przykładem przemiany zwykłego chłopaka w bezwzględnego kata.

Gdy Jonasz S. dopuścił się tego wstrząsającego zabójstwa, miał zaledwie 20 lat. Uchodził za sympatycznego chłopca, a jego jasne włosy i niemal dziecięce rysy sprawiały, że wyglądał wyjątkowo łagodnie. To właśnie ta chłopięca aparycja i drobna budowa ciała z czasem stały się dla niego źródłem kompleksów. Marzył o tym, by otoczenie traktowało go z większym respektem. Próbował nadrabiać to ubiorem, sięgając po mroczne stylizacje: luźne spodnie, czarne ciuchy i wojskowe buty. Jego wysoki wzrost był jedyną cechą fizyczną, z której był zadowolony. W prywatnym liceum w Wyszkowie wywoływał mieszane odczucia. Choć dyrekcja opisywała go jako pomocnego i miłego ucznia, to wśród rówieśników uchodził za kontrowersyjnego. Kiedyś przypiął do bluzy naszywkę z hasłem „Jezus zabije twego idola”, co wywołało konsternację, a usunął ją dopiero po uwagach kolegów. Takie incydenty podsycały pogłoski o jego rzekomym ateizmie, choć widywano go też udzielającego się w parafii, gdzie grał na gitarze i pomagał przy wizytach kościelnych dostojników. Jonasz S. był pełen niewyjaśnionych kontrastów.

Od grzecznego ucznia do zabójcy. Jonasz S. krył w sobie mroczną tajemnicę

Mimo sporadycznych nieobecności na zajęciach, 20-latek radził sobie z nauką. Planował karierę w pożarnictwie i miał rozpocząć studia w stolicy. Według informacji prasowych, pozytywnie przeszedł rekrutację, ale ostatecznie zrezygnował z nauki. Nie przystąpił do ślubowania i po jednym semestrze oficjalnie skreślono go z listy żaków.Jego matka pracowała jako dziennikarka w wyszkowskiej gazecie i cieszyła się lokalną rozpoznawalnością. Była zaangażowana w wychowanie syna i reagowała na jego szkolne wyskoki. Dyrektor liceum wspominała, że kobieta nie szukała wymówek dla jego wagarów, lecz starała się wyciągać konsekwencje. Zaszczepiła w nim także pasję do mediów, zachęcając do robienia zdjęć. Jego kadry trafiały na łamy prasy i do sieci, co dawało mu ogromną satysfakcję i powód do dumy. Niestety, to zadowolenie wkrótce zgasło.

Kryzys w życiu Jonasza rozpoczął się, gdy w jego szkole pojawiła się nowa dziewczyna, Dagmara. Chłopak stracił dla niej głowę, co potwierdzali jego szkolni znajomi. Choć zawsze dobrze czuł się w towarzystwie koleżanek, ta relacja okazała się dla niego toksyczna. Dagmara była bardzo zaborcza, odizolowała go od rówieśników i urządzała sceny zazdrości. Wielokrotnie zrywała z Jonaszem, by po chwili do niego wracać, co wpędzało go w emocjonalną huśtawkę. Po dwóch latach ostatecznie go zostawiła, a on kompletnie się załamał. Niektórzy twierdzili jednak, że to Jonasz próbował wciągnąć ją w swój dziwny, mroczny świat. Prawda prawdopodobnie leży pośrodku – oboje negatywnie wpływali na swoje życie.

W połowie lutego 2009 roku, dokładnie w niedzielę, Jonasz zadzwonił do agencji towarzyskiej. Zażądał kobiety świadczącej usługi sado-maso. Wysłano do niego 41-letnią Barbarę Z., zadbaną i smukłą kobietę. Zjawiła się w wynajmowanym przez niego mieszkaniu w Warszawie, gdzie 20-latek miał rzekomo studiować. Śledczy zastanawiali się później, dlaczego chłopak wybrał kobietę o tyle starszą od siebie. Być może to był przypadek, a może to celowy wybór starszej ofiary.

Barbarę Z. przywiózł na miejsce znajomy kierowca, który w tej branży służył także jako ochrona. Miał na nią czekać w taksówce, ale po przedłużającej się ciszy zaczął się niepokoić. Gdy jego telefony i dzwonienie do drzwi pozostawały bez odzewu, postanowił zgłosić sprawę na policję. Intuicja podpowiadała mu, że stało się coś złego – i miał całkowitą rację.Policjanci przyjechali na miejsce i początkowo próbowali kulturalnie dostać się do środka. Pukali i wzywali do otwarcia, ale drzwi pozostawały zamknięte, chociaż dochodziły zza nich dźwięki. Zdecydowali się wejść przez okno. Gdy Jonasz zorientował się w sytuacji, podjął próbę ucieczki, jednak błyskawicznie został zatrzymany przed budynkiem przez funkcjonariuszy zabezpieczających teren.

Szokujące odkrycie na Chłodnej. Zbrodnia Jonasza S. przeraża do dziś

Wnętrze łazienki tonęło w krwi. W wannie znajdowały się rozczłonkowane zwłoki Barbary Z. Sprawca najpierw skrępował 41-latkę łańcuchem i pozbawił ją życia, a następnie poćwiartował. Kobieta miała odcięte kończyny i rozpruty brzuch, a część jej narządów została usunięta. Ten makabryczny widok zszokował doświadczonych policjantów. Wielu z nich przyznało później, że nigdy wcześniej nie widzieli tak okrutnej zbrodni. Sekcja zwłok wykazała braki w organach wewnętrznych ofiary; przypuszcza się, że sprawca pozbył się ich, spłukując w toalecie, bo nigdy ich nie odnaleziono.

Jonasz tłumaczył w trakcie przesłuchań, że zamówił usługę z agencji jedynie w formie żartu. Twierdził, że nie wie, jak doszło do tragedii. Barbara Pietkiewicz, znana reportażystka, analizując tę sprawę na łamach „Polityki”, wysnuła teorię, że 20-latek chciał w ten sposób udowodnić swoją siłę. Jego delikatna uroda i kompleksy mogły pchnąć go do chęci zdominowania kogoś. Użycie łańcucha miało być symbolem jego władzy nad ofiarą.

Eksperci wykluczyli, że zabójstwo było wynikiem nagłego ataku choroby psychicznej, a sam Jonasz nie był pod wpływem środków odurzających ani alkoholu. Z kolei profesor Józef Krzysztof Gierowski początkowo sugerował, że zbrodnia mogła mieć podłoże seksualne.Jonasz S. szybko przyznał się do popełnienia morderstwa. Dziennikarze „Super Expressu” ustalili, że zbrodnia nie była efektem impulsu, lecz została starannie zaplanowana. Okazało się, że chłopak dowiedział się, kto wynajmował mieszkanie przed nim – był to notowany przez policję mężczyzna o imieniu Kamil. To właśnie tym imieniem 20-latek posłużył się podczas zamawiania prostytutki, co wskazuje na próbę zrzucenia winy na byłego lokatora.

Sąd nie miał wątpliwości. Surowy wyrok dla 20-letniego mordercy

Śledczy potwierdzili, że sprawca przygotował się do zbrodni, kupując łańcuch i noże, które porzucił przy zwłokach. Głównym pytaniem pozostawał motyw. Według profesora Gierowskiego, działanie Jonasza nie było podyktowane jedynie popędem seksualnym, ale potrzebą udowodnienia własnej wyższości i przejęcia absolutnej kontroli nad ofiarą.

W sądzie Jonasz starał się umniejszyć swoją rolę. Przekonywał, że ofiara straciła przytomność, a on chciał ratować jej życie. Dopiero w panice miał rozpocząć cięcie zwłok. Zaskakująco, Sąd Okręgowy w Warszawie w 2010 roku przyjął tę argumentację i skazał chłopaka jedynie na 15 lat pozbawienia wolności.Rodzina zmarłej i śledczy zaskarżyli ten wyrok. Proces apelacyjny został utajniony ze względu na drastyczne detale zbrodni. Sąd dostrzegł rażące uchybienia w poprzednim postępowaniu.

Rok później Sąd Apelacyjny zdecydował, że zbrodnia została zaplanowana i podwyższył karę do dożywotniego więzienia. Kasacja obrony została odrzucona przez Sąd Najwyższy. Sędzia Małgorzata Gierszon podkreśliła brak podstaw do zmiany wyroku, a rodzina Barbary Z. wyraziła ulgę, uznając decyzję sądu za sprawiedliwą.Zgodnie z prawomocnym wyrokiem, Jonasz S. będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie najwcześniej w 2034 roku, po 25 latach pobytu w zakładzie karnym. Będzie miał wówczas podobny wiek, co jego ofiara w chwili śmierci. Biorąc pod uwagę brutalność zbrodni, szanse na jego szybsze wyjście na wolność są minimalne. Wszystko wskazuje na to, że 20-letni morderca już na zawsze pozostanie w zamknięciu.

44 osoby nie złożyły oświadczenia w PiS.

 

Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik nie podpisali standardowych oświadczeń wymaganych przez kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości - ujawnił rzecznik dyscypliny partyjnej Karol Karski w Tok FM. To jeden z wątków postępowania dotyczącego 44 osób, które nie złożyły wymaganych dokumentów w oczekiwanej formie.Po upływie wyznaczonego przez kierownictwo PiS terminu na złożenie oświadczeń Komitet Polityczny partii nie zdecydował się na automatyczne wykluczenie wszystkich osób objętych sprawą. Zamiast tego skierował ją do indywidualnego rozpatrzenia przez rzecznika dyscypliny Karola Karskiego. Decyzja oznacza, że każdy przypadek ma zostać oceniony osobno na podstawie zgromadzonych dokumentów i okoliczności.


Karol Karski ujawnił, co stało się z oświadczeniami Kamińskiego i Wąsika

W poniedziałek na antenie Radia TOK FM Karol Karski został zapytany o szczegóły dotyczące listy osób, które nie złożyły poprawnie oświadczeń o braku przynależności do stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną. Rzecznik dyscypliny PiS poinformował, że zatwierdzona przez Komitet Polityczny lista obejmuje 44 nazwiska.


Jak wyjaśnił, 40 osób jest członkami stowarzyszenia “Rozwój Plus” i weszło do klubu parlamentarnego utworzonego przez to środowisko. Pozostałe cztery osoby – według Karskiego – nadal chcą pozostać w Prawie i Sprawiedliwości. Jak ujął to polityk: ”chcą być do końca życia i jeden dzień dłużej” członkami PiS.


Rzecznik dyscypliny doprecyzował, że spośród tej czwórki dwie osoby złożyły oświadczenia w innej formie niż przewidywał przygotowany wzór. 


Widać uznały, że wystarczy po prostu napisać własnymi słowami, to co się tam znajdowało – mówił Karski.


Kolejne dwie osoby, przebywające poza Warszawą i poza granicami Polski, złożyły deklaracje ustnie.


Zapytany wprost, czy chodzi o europosłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, Karski potwierdził, że to właśnie oni przekazali dokumenty w niestandardowej formie. 


Złożyli właśnie te dokumenty w innej formie – powiedział. 


Dodał również, że odbył już rozmowę z jednym z europosłów i – jak zaznaczył – "wyjaśnili tę kwestię”.


Karol Karski został również zapytany o sytuację 40 polityków, którzy przystąpili do nowo utworzonego klubu parlamentarnego Rozwój Plus, pozostając jednocześnie formalnie członkami Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem rzecznika dyscypliny ich status w partii jest w praktyce przesądzony.


Ja uważam, że ich członkostwo w Prawie i Sprawiedliwości w tej chwili jest martwe. To znaczy, ich sprawy będą rozpatrywane indywidualne, natomiast ich członkostwo Prawie i Sprawiedliwości w takiej sytuacji nie może się utrzymać – powiedział.Karski wskazał przy tym na art. 36 ust. 2 statutu PiS, zgodnie z którym członkowie ugrupowania mają obowiązek należeć do klubu parlamentarnego partii i uczestniczyć w jego pracach. Jak podkreślił, będzie analizował każdą sprawę indywidualnie, jednak istotnym dokumentem pozostanie deklaracja przystąpienia do klubu Rozwój Plus.


Mogę oprzeć się na dokumentach. Tutaj kluczowym dokumentem będzie deklaracja przystąpienia do klubu parlamentarnego "Rozwój Plus”, dlatego, że regulamin Sejmu stanowi, iż nie można być w dwóch klubach. Tak to władze Sejmu potraktowały, że te osoby zrezygnowały z członkostwa w klubie (PiS), czym naruszyły w poważny sposób art. 36 ust 2 statutu Prawa i Sprawiedliwości, który nakazuje przynależność do klubu parlamentarnego naszego ugrupowania, a nie do jakiegokolwiek innego – wyjaśnił rzecznik dyscypliny PiS.Spór ma swoje źródło w decyzji władz PiS o zobowiązaniu parlamentarzystów do podpisania oświadczeń o nieprzynależeniu do stowarzyszeń prowadzących działalność o charakterze politycznym. Termin na złożenie deklaracji upłynął o północy z 23 na 24 lipca. Dokumenty były związane przede wszystkim z działalnością stowarzyszenia Rozwój Plus, założonego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego.24 lipca prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że osoby, które nie podpisały wymaganych deklaracji, świadomie zrezygnowały z członkostwa w partii. Innego zdania byli politycy związani z Rozwojem Plus. Podkreślali, że nie składali rezygnacji z PiS, a samo oświadczenie nie dotyczyło członkostwa w partii.


28 lipca Komitet Polityczny PiS zatwierdził listę 44 osób, które nie złożyły poprawnych oświadczeń. Dzień później Mateusz Morawiecki zapowiedział utworzenie nowego klubu parlamentarnego, który został zarejestrowany 30 lipca. Ostatecznie Komitet Polityczny nie zdecydował się na natychmiastowe wykluczenie działaczy, lecz przekazał wszystkie sprawy do indywidualnego rozpatrzenia przez Karola Karskiego. Mimo to politycy związani z Rozwojem Plus deklarowali, że zgodnie z wcześniejszym stanowiskiem Jarosława Kaczyńskiego uważają, iż nie są już członkami Prawa i Sprawiedliwości.



Jarosław Kaczyński zabrał głos ws. Morawieckiego. Napisał, kto jest wrogiem dla byłego premiera. "Daj Boże, żebym się mylił"

 

Relacje między Prawem i Sprawiedliwością a środowiskiem Mateusza Morawieckiego pozostają napięte po rozłamie i utworzeniu koła parlamentarnego Rozwój Plus. We wtorek do działań byłego premiera odniósł się Jarosław Kaczyński, który nie szczędził mu krytycznych słów i ocenił, że obecny konflikt uderza przede wszystkim w Prawo i Sprawiedliwość.Geneza rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości sięga konfliktu między władzami ugrupowania a politykami skupionymi wokół Mateusza Morawieckiego. Władze ugrupowania jakiś czas temu zobowiązały wszystkich członków partii do podpisania oświadczeń, że nie będą działać w innych politycznych stowarzyszeniach. Po upływie wyznaczonego terminu Jarosław Kaczyński poinformował, że politycy związani z Mateuszem Morawieckim opuścili PiS. Kilka dni później Komitet Polityczny partii nie zdecydował jednak o ich formalnym wykluczeniu. Sprawa została skierowana do rzecznika dyscyplinarnego PiS Karola Karskiego.Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości doprowadził do powstania nowego środowiska politycznego skupionego wokół Mateusza Morawieckiego. Były premier wraz z grupą posłów utworzył stowarzyszenie oraz koło parlamentarne Rozwój Plus. Od tego momentu relacje pomiędzy kierownictwem PiS a nowym środowiskiem pozostają napięte. W ostatnich dniach dodatkowe emocje wywołały również wypowiedzi Morawieckiego w programie "Rymanowski Live”. 


Jednym z tematów poruszonych przez Mateusza Morawieckiego w ostatnich dniach była także kwestia zmian prawa aborcyjnego po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. Były premier przekonywał, że już w czasie sprawowania urzędu miał ostrzegać Jarosława Kaczyńskiego przed odchodzeniem od obowiązującego wówczas kompromisu.


Do sytuacji po rozłamie partii odniósł się we wtorek Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej. Polityk PiS przekonywał, że mimo podziału ugrupowanie nie zamyka się na współpracę z byłymi działaczami, jednocześnie apelując o zakończenie konfliktu.


Dla wszystkich w Prawie i Sprawiedliwości mamy otwarte ramiona do współpracy w przyszłości. Apelujemy również do naszych byłych kolegów, którzy są dzisiaj w innym klubie, ażeby zajęli się Polską, a nie tym, czym zajmował się wczoraj m.in. nasz kolega Mateusz Morawiecki. Polska potrzebuje działania na rzecz Polski i Polaków, suwerenności, niepodległości, naprawy Rzeczpospolitej, a nie kłótni na prawicy. Jedność PiS, pokój na prawicy, to jest warunek, od którego zależy przejęcie władzy od tych szkodników – powiedział Czarnek.Jarosław Kaczyński ostro o byłym premierze

Do działań Mateusza Morawieckiego odniósł się również Jarosław Kaczyński. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ocenił, że ostatnie wypowiedzi byłego premiera świadczą o narastającym konflikcie z kierownictwem ugrupowania. W jego ocenie krytyka formułowana przez Morawieckiego nie jest wymierzona w obecny rząd, lecz przede wszystkim w PiS i jego władze.


Ostatnie wypowiedzi Mateusza Morawieckiego pokazują jasno: wrogiem dla Mateusza Morawieckiego nie jest Tusk, ale ja oraz Prawo i Sprawiedliwość. Najwyraźniej Mateusz Morawiecki ma plan poszukiwania swoich sojuszników gdzie indziej – napisał prezes PiS na portalu X.Następnie zarzucił byłemu premierowi, że próbuje zdystansować się od decyzji podejmowanych w okresie, gdy sam kierował rządem. 


Były premier zrzuca z siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje na innych, często niezgodnie z prawdą… Skoro tak bardzo się z nimi nie zgadzał, wypada zapytać: dlaczego nie odcinał się od tych decyzji publicznie albo nawet nie zrezygnował z funkcji premiera? – powiedział prezes PiS. 


Wypowiedzi te padły już po utworzeniu przez środowisko Morawieckiego koła parlamentarnego Rozwój Plus i wpisują się w narastający spór pomiędzy obiema stronami.Jarosław Kaczyński odniósł się również do informacji dotyczących funkcjonowania nowego środowiska politycznego skupionego wokół Mateusza Morawieckiego. Prezes PiS stwierdził, że docierają do niego sygnały, iż członkowie stowarzyszenia byli przekonywani o możliwości wspólnego startu z Prawem i Sprawiedliwością w przyszłych wyborach. W jego ocenie ostatnie publiczne wypowiedzi byłego premiera podważają jednak wiarygodność takich zapewnień.Co jakiś czas słyszę, że członkowie rozłamowego stowarzyszenia byli zapewniani przez Mateusza Morawieckiego, że i tak lista będzie wspólna… Po takich wypowiedziach ich szefa uwierzyć w to jest niezmiernie trudno – pisał Kaczyński.


Kaczyński zakończył swoją wypowiedź osobistą oceną byłego premiera. 


Mam wrażenie, że pan premier jest w jakimś dziwnym stanie. Odnosiłem je również w trakcie naszych rozmów. Daj Boże, żebym się mylił – zakończył.


To jedne z najmocniejszych słów, jakie prezes PiS skierował pod adresem swojego byłego współpracownika od czasu rozłamu i powstania środowiska Rozwój Plus.

MORAWIECKI sie wscieka bo Kaczynski nie wystawil go  na premiera . Ale doskonale wiedzial co robi . Morawiecki byl juz premierem i sie nie sprawdzil . Z nim w roli premiera PIS nie mialaby szans . Co innego Czarnek . Moze troche ostry , ale  mlody i na te czasy dobry .I ma duze poparcie Polakow czego nie mozna powiedziec o Morawieckim ktory z zemsty rozwalil PIS . Ale Kaczynski da rade , pozyska z innych partii czlonkow i sobie poradzi .Juz z roznych sytuacji zawsze wychodzil obronna reka . I tak bedzie i teraz . A Morawiecki raczej premierem nie zostanie . Poki co ma swoje stowarzyszenie i niech sie cieszy . GB