2026/04/17

Rodzice zatłukli swoją 9-miesięczną córeczkę. Dla pewności przebili jej serce.

 Historia 9-miesięcznej dziewczynki, która zginęła w wyniku przemocy domowej, jest jednym z wielu przypadków, które pokazują, jak wiele dzieci na świecie cierpi z powodu przemocy fizycznej i seksualnej. Przemoc wobec dzieci jest jednym z największych problemów społecznych naszych czasów. Co roku tysiące dzieci na całym świecie padają ofiarą przemocy fizycznej i seksualnej ze strony swoich opiekunów.

Przemoc wobec dzieci ma bardzo poważne konsekwencje dla ich zdrowia i życia. Dzieci, które doświadczają przemoc w rodzinie, często cierpią na problemy emocjonalne i psychiczne, które mogą towarzyszyć im przez całe życie. Ponadto, przemoc wobec dzieci może prowadzić do poważnych obrażeń i urazów, które w niektórych przypadkach mogą zakończyć się śmiercią.Należy zaznaczyć, że przemoc wobec dzieci to problem, który dotyczy nie tylko krajów rozwijających się, ale również krajów wysoko rozwiniętych. Zdarzenia takie jak ta tragiczna śmierć 9-miesięcznej dziewczynki w Polsce pokazują, że przemoc wobec dzieci jest nadal problemem globalnym.

Warto zwrócić uwagę na to, że wiele ofiar przemocy wobec dzieci nie zgłasza swojego cierpienia, z powodu strachu przed reakcją sprawców lub z powodu braku wsparcia i zrozumienia ze strony otoczenia. Dlatego ważne jest, aby społeczeństwo było bardziej wrażliwe na problem przemocy wobec dzieci i aby dostępne były odpowiednie środki ochrony i wsparcia dla ofiar przemocy.

Również rodzina, która powinna być miejscem bezpiecznym i pełnym miłości, może być źródłem przemocy i cierpienia dla dziecka. Dlatego w przypadkach, gdypodejrzewamy, że dziecko jest ofiarą przemoc, musimy działać i nie bać się zgłosić tego faktu odpowiednim służbom.Warto również podkreślić, że przemoc wobec dzieci to nie tylko problem rodzinny, ale również społeczny. Musimy działać na różnych poziomach, aby zmniejszyć liczbę przypadków przemocy wobec dzieci. Władze państwowe powinny podejmować skuteczne działania w celu ochrony dzieci przed przemocą oraz karć sprawców z całą surowością prawa. Należy również prowadzić kampanie edukacyjne, aby zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat przemocy wobec dzieci oraz zwiększyć dostępność pomocy i wsparcia dla ofiar przemocy.Ważne jest, abyśmy nie ignorowali problemu przemocy wobec dzieci i nie traktowali go jako czegoś normalnego. Każde dziecko zasługuje na bezpieczne i pełne miłości dzieciństwo, a my jako społeczeństwo musimy zapewnić im odpowiednią ochronę i wsparcie.

Należy również pamiętać, że przemoc wobec dzieci to nie tylko fizyczne czy seksualne nadużycie, ale również np. zaniedbywanie czy emocjonalne wykorzystywanie. Wszelkie formy przemocy wobec dzieci są niedopuszczalne i musimy działać, aby ochronić dzieci przed takimi zachowaniami.

Każdy może pomóc

Pomoc dla ofiar przemocy wobec dzieci jest dostępna, a najważniejsze, aby zgłosić każdy przypadek podejrzenia przemoc, by odpowiednie służby mogły interweniować. Każdy z nas może pomóc w ochronie dzieci przed przemocą poprzez zwiększenie naszej wrażliwości na ten temat i podejmowanie działań, gdy tylko widzimy lub podejrzewamy, że dziecko jest ofiarą przemoc.Dlatego ważne jest, aby szkoły, placówki opiekuńcze i służby społeczne miały odpowiednie narzędzia i szkolenia do rozpoznawania i przeciwdziałania przemocy wobec dzieci. Powinny być również stworzone specjalistyczne programy dla rodzin, które są narażone na ryzyko przemoc, aby pomóc im w radzeniu sobie z trudnościami i poprawie sytuacji w rodzinie.

Należy również zadbać o to, aby odpowiednie służby były dostępne i skuteczne w reagowaniu na sytuacje przemocy wobec dzieci. Wymaga to zarówno odpowiedniego wyposażenia i szkolenia funkcjonariuszy, jak i dostatecznych środków finansowych na działania związane z ochroną dzieci.

W takich sytuacjach, jak opisywane w artykule, ważne jest również, aby media poruszały temat przemoc wobec dzieci, informowały o dostępnych sposobachpomocy, ale także wyrażały publiczne oburzenie i dezaprobatę wobec takich zachowań. Ważne jest, aby przekazywać społeczeństwu, że przemoc wobec dzieci jest absolutnie niedopuszczalna i nie może być tolerowana.

Wypadek na torach. Nie żyje 14-latek

 

Dramatyczne wieści z powiatu iławskiego. Doszło do tragicznego zdarzenia z udziałem pociągu Pendolino. Życia nastolatka nie udało się uratować. Mieszkańcy regionu są wstrząśnięci tym, co się wydarzyło. Sprawą zajmują się już policja i prokuratura.Dramat rozegrał się rano 16 kwietnia na trasie kolejowej Susz–Prabuty, w miejscowości Karolewo w gminie Susz. Jak informowały służby, zgłoszenie wpłynęło przed godz. 9. Na miejsce natychmiast skierowano policję, straż pożarną oraz ratowników. Szybko potwierdzono, że doszło do potrącenia młodej osoby przez pociąg Pendolino jadący z Warszawy do Gdyni.


Ofiarą okazał się 14-letni chłopiec. Nastolatek zginął na miejscu w wyniku odniesionych obrażeń. Informacja o śmierci dziecka wstrząsnęła lokalną społecznością. Trasa, na której doszło do tragedii, należy do jednej z ważniejszych linii kolejowych w kraju, obsługiwanych przez szybkie składy dalekobieżne. Po zdarzeniu ruch pociągów mógł zostać czasowo utrudnionyPrzed godz. 9 rano dostaliśmy zgłoszenie o tym, że doszło do potrącenia mężczyzny przez pociąg Pendolino. Funkcjonariusze natychmiast pojechali na miejsce, gdzie potwierdzili tę informację. W trakcie czynności okazało się, że na szlaku kolejowym Susz-Prabuty pociąg Pendolino relacji Warszawa Zachodnia—Gdynia Główna potrącił młodego mężczyznę. To 14-latek, który w wyniku poniesionych obrażeń zmarł


– mówiła asp. szt. Joanna Kwiatkowska, rzeczniczka Komendanta Powiatowego Policji w Iławie w rozmowie z “Faktem”.Na miejscu pracowały służby dochodzeniowe oraz technik kryminalistyki. Zabezpieczano ślady i ustalano dokładny przebieg zdarzenia. Na obecnym etapie nie podano oficjalnych informacji, w jaki sposób chłopiec znalazł się na torach.Po śmiertelnym potrąceniu 14-latka wszczęto czynności procesowe. Sprawą zajęli się policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej, którzy pracowali pod nadzorem prokuratora. Ich zadaniem jest ustalenie wszystkich okoliczności tragedii, w tym tego, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku, czy też istniały inne przyczyny zdarzeniaTo obecnie najważniejszy kierunek działań śledczych. Funkcjonariusze analizują miejsce zdarzenia, przesłuchują świadków oraz sprawdzają zapis monitoringu, jeśli taki był dostępny w rejonie torowiska.


W podobnych sprawach standardowo badane są również dane dotyczące pracy maszynisty, stan infrastruktury kolejowej oraz przebieg ruchu pociągu. Na razie nie pojawiły się informacje, które wskazywałyby na awarię techniczną składu lub nieprawidłowości po stronie obsługi pociągu. Wszystko wskazuje na to, że kluczowe będą ustalenia dotyczące obecności chłopca w rejonie torów.Śmierć 14-latka poruszyła lokalną społeczność. Takie dramaty odbijają się szerokim echem, szczególnie gdy ofiarą jest dziecko. Mieszkańcy czekają na ustalenia śledczych, licząc, że pozwolą one odpowiedzieć na pytania dotyczące przebiegu zdarzenia. 


To kolejny tragiczny przypadek pokazujący, jak niebezpieczne są tereny kolejowe i jak niewiele potrzeba, by doszło do dramatu. Służby apelują, by nie wchodzić na tory w miejscach niedozwolonych i zachowywać szczególną ostrożność w pobliżu infrastruktury kolejowej. 






2026/04/12

W trakcie procesu weszła na salę sądową i zastrzeliła mordercę swojej córki.

 Szóstego marca 1981 roku, sala sądowa w Lubece, niemieckim mieście przesiąkniętym historią, stała się sceną wydarzeń, które na zawsze zapisały się w annałach kryminalistyki i ludzkiej psychiki. To tam, wśród ponurego zgiełku wymiaru sprawiedliwości, pewna kobieta wkroczyła, niosąc ze sobą nie tylko ciężar niewyobrażalnej straty, ale i determinację, by samemu wymierzyć sprawiedliwość. Marianne Bachmeier, bo o niej mowa, podeszła do barierek, a jej dłoń, z pozoru spokojna, sięgnęła do torebki. Ułamek sekundy później, w ciszę sali wdarł się huk strzałów. W stronę 35-letniego Klausa Grabowskiego, oskarżonego o porwanie, znęcanie się i brutalne morderstwo jej siedmioletniej córki, Anny Bachmeier, poleciały kule. Siedem trafień, każdy z nich niosący ze sobą echo bólu, rozpaczy i nieznośnej pustki, jaką pozostawiła śmierć małej Anny. Klaus Grabowski, sprawca niewyobrażalnej zbrodni, wydał swój ostatni oddech na sali sądowej, symboliczniekończąc swoje życie tam, gdzie miał zostać osądzony przez prawo.

Ten akt desperacji, lecz dla wielu – akt sprawiedliwości, natychmiast doprowadził do aresztowania Marianne. Jednak kobieta, której oczy płonęły żądzą zemsty, nie okazywała najmniejszych wyrzutów sumienia. Nawet po czterdziestu latach od tamtego dnia, pamięć o „Mściwej Mamie” wciąż żyje, a wyrok w tej sprawie niezmiennie dzieli społeczeństwo, wzbudzając kontrowersje i skłaniając do refleksji nad granicami prawa i moralności.Utrata dziecka to ból, który dla każdego rodzica jest najgorszym koszmarem, przekraczającym granice wyobraźni. Piątego maja 1980 roku życie Marianne Bachmeier, kobiety już wcześniej doświadczonej przez los, na zawsze zostało naznaczone tą niewyobrażalną tragedią. W tamtych latach Marianne była samotną matką, prowadzącą skromny pub w Lubece, próbującą związać koniec z końcem w obliczu codziennych trudności.Jej młodość również nie była usłana różami. Naznaczona nędzą i serią traumatycznych przeżyć, ukształtowała ją w osobę o niezwykłej wewnętrznej sile. Ojciec Marianne był członkiem osławionej Waffen-SS, formacji, której nazwa budziła grozę i kojarzyła się z najciemniejszymi kartami historii. Ta rodzinna przeszłość z pewnością odcisnęła na niej swoje piętno, dodając kolejną warstwę złożoności do jej już i tak trudnego życia. Dorastając, Marianne doświadczyła wielokrotnych aktów przemocy na tle seksualnym z rąk różnych mężczyzn. W wieku zaledwie szesnastu lat zaszła w ciążę, a jako młoda, niedoświadczona nastolatka, nie była w stanie samodzielnie wychować dziecka i podjęła bolesną decyzję o oddaniu go do adopcji. Dwa lata później, mając osiemnaście lat, historia powtórzyła się – Marianne ponownie zaszła w ciążę i po raz kolejny musiała oddać dziecko do adopcji.

Dopiero w 1973 roku, wraz z narodzinami trzeciego dziecka, córki Anny, Marianne postanowiła podjąć wyzwanie samotnego macierzyństwa i wychować córkę.Wszystkie dostępne informacje wskazują, że Anna była „szczęśliwym, dobrze rozwijającym się dzieckiem”, promieniującym radością i nadzieją. Niestety, ten krótki okres względnego spokoju i szczęścia miał wkrótce ustąpić miejsca koszmarnej tragedii, która na zawsze odmieniła los całej rodziny.Maj 1980 roku, dzień, który na zawsze pozostawił niezatarte piętno w sercu Marianne. Po drobnej kłótni z matką, mała Anna postanowiła opuścić szkołę i udać się do domu koleżanki. To właśnie ta niewinna decyzja, chęć ucieczki od chwilowego nieporozumienia, okazała się fatalna w skutkach. Po drodze Anna została porwana przez 35-letniego Klausa Grabowskiego, miejscowego rzeźnika, mężczyznę, który wkrótce miał okazać się wcieleniem zła.

Grabowski więził Annę w swoim mieszkaniu przez wiele godzin, poddając ją niewyobrażalnym cierpieniom, zanim brutalnie udusił ją na śmierć. Po dokonaniu tej potwornej zbrodni, w akcie desperacji i próby zatarcia śladów, sprawca spakował ciało swojej ofiary do pudła i ukrył je nad brzegiem kanału. Zbrodniarz powrócił później na miejsce zbrodni, by pochować ciało. Jednak los, a raczej jego własna narzeczona, miał wobec niego inne plany. Grabowskiego aresztowano jeszcze tego samego wieczoru, w jego ulubionym pubie w Lubece, po tym jak jego partnerka, najprawdopodobniej zaszokowana i przerażona jego czynami, wydałago policji.Już wtedy Grabowski był osobą o notowanej przeszłości kryminalnej. Miał na swoim koncie wyrok za przestępstwo na tle seksualnym, odsiadując wyrok za napaść seksualną na dwie dziewczynki. Co więcej, podczas pobytu w więzieniu w 1976 roku Grabowski poddał się dobrowolnej kastracji chemicznej, co miało zapobiec dalszym przestępstwom. Jednak dwa lata później podjął terapię hormonalną, aby odwrócić skutki tego procesu, dążąc do przywrócenia możliwości prowadzenia życia seksualnego ze swoją narzeczoną. To pokazuje jego cynizm i brak jakiejkolwiek skruchy.Po aresztowaniu Grabowski natychmiast przyznał się do morderstwa Anny, ale w zaskakujący sposób zaprzeczył, jakoby wykorzystał dziewczynkę seksualnie. W trakcie procesu posunął się jeszcze dalej w swojej perwersyjnej narracji, twierdząc, że to Anna próbowała go uwieść i szantażować, domagając się od niego pieniędzy. Grabowski w cyniczny sposób obwiniał ofiarę za popełnioną przez siebie zbrodnię, utrzymując, że zabił dziewczynkę tylko dlatego, że groziła mu ujawnieniem, że dotykał jej w niewłaściwy sposób.Sąd, mimo jego absurdalnych wyjaśnień, nie dał wiary jego zeznaniom. Jednak te dziwne i niepokojące słowa, pełne perfidnej manipulacji, doprowadziły matkę Anny, Mariannę, do stanu absolutnego szaleństwa. Uczucia bezsilności, gniewu i furii, nagromadzone przez miesiące cierpienia, osiągnęły swój punkt kulminacyjny. Szóstego marca 1981 roku, w trzecim dniu procesu, Marianne Bachmeier podjęła decyzję, która na zawsze zmieniła jej życie i wstrząsnęła opinią publiczną – postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.W jakiś niewyjaśniony sposób Marianne Bachmeier zdołała przemycić broń na salę sądową, omijając wszelkie kontrole bezpieczeństwa i czujne oczy strażników. Krótko po wejściu do sali, wyjęła z torebki naładowany pistolet, Berettę M1934. Jej ręka drżała, ale jej cel był jasny. Wycelowała w zabójcę córki i opróżniła cały magazynek. Siedem z ośmiu kul trafiło w Grabowskiego, a on natychmiast upadł, umierając na miejscu.

Natychmiast po oddaniu strzałów matka Anny upuściła broń. W jej głosie, który rozbrzmiał na sali, słychać było mieszankę ulgi i rozpaczy: „Zabił moją córkę… Chciałam strzelić mu w twarz, ale strzeliłam mu w plecy… Mam nadzieję, że nie żyje”. Według zeznań dwóch policjantów obecnych na miejscu zdarzenia, Marianne po otworzeniu ognia nazwała Grabowskiego również „świnią”, wyrażając całą swoją pogardę i gniew.Kobieta została natychmiast aresztowana i oskarżona o morderstwo. Jednak podczas procesu w 1982 roku Marianne twierdziła, że zastrzeliła Grabowskiego w stanie nieświadomości, wizualizując sobie swoją córkę w sądzie. Eksperci zeznający na rozprawie zgodnie stwierdzili, że czyn Marianne wymagał obycia z bronią i precyzyjnego planowania, co wskazywało na premedytację. Lekarze, którzy ją badali, poprosili o próbkę jej odręcznego pisma. W odpowiedzi Marianne napisała: „Zrobiłam to dla ciebie, Anno”, ozdabiając tekst siedmioma serduszkami, co wielu interpretowało jakSamosąd dokonany przez Marianne Bachmeier wywołał ogromne zainteresowanie mediów, nie tylko w Niemczech, ale i na całym świecie. Marianne zyskała przydomek „Mściwej Mamy”, a jej czyn spotkał się z szerokim poparciem społecznym. Wiele osób uważało, że powinna zostać uniewinniona, widząc w niej symbol zrozpaczonej matki, która pomściła śmierć ukochanej córki. Początkowo media przedstawiały ją niemalże jako świętą, uosobienie sprawiedliwości.o symbol wieku jej córki. Po skazaniu na Marianne czekało życie w więzieniu.Samosąd dokonany przez Marianne Bachmeier wywołał ogromne zainteresowanie mediów, nie tylko w Niemczech, ale i na całym świecie. Marianne zyskała przydomek „Mściwej Mamy”, a jej czyn spotkał się z szerokim poparciem społecznym. Wiele osób uważało, że powinna zostać uniewinniona, widząc w niej symbol zrozpaczonej matki, która pomściła śmierć ukochanej córki. Początkowo media przedstawiały ją niemalże jako świętą, uosobienie sprawiedliwości.Jednak z czasem dziennikarze zaczęli zagłębiać się w jej przeszłość, odkrywając szczegóły, które stopniowo niszczyły wizerunek kochającej i ofiarnej matki. Gazety ujawniły, że Marianne oddała swoje pierwsze dzieci do adopcji, a fakt, że spędzała dużo czasu w barze, w którym pracowała, stał się kolejnym elementem podważającym jej nieskazitelny wizerunek.W 1983 roku Marianne została skazana za zabójstwo z premedytacją i nielegalne posiadanie broni palnej. Wymierzono jej karę sześciu lat pozbawienia wolności, ale została zwolniona warunkowo po trzech latach. Kara ta głęboko podzieliła społeczeństwo. Według ankiety przeprowadzonej przez Instytut Allensbacha, około 28% respondentów uznało jej sześcioletni wyrok za słuszny, 27% uważało go za zbyt surowy, a kolejne 25% – za zbyt łagodny.

Po odbyciu kary Marianne wyemigrowała do Nigerii, gdzie wyszła za mąż za nauczyciela języka niemieckiego. W 1990 roku rozwiodła się i przeprowadziła na Sycylię we Włoszech. Po pewnym czasie u Marianne zdiagnozowano raka trzustki, co skłoniło ją do powrotu do ojczyzny i rodzinnego miasta, Lubeki. Jej akt zemsty na długo zapisał się w pamięci wielu Niemców, a gazety rozpisywały się o tymwydarzeniu aż do lat 90. XX wieku.W 1994 roku, trzynaście lat po dokonanym samosądzie, Marianne udzieliła poruszającego wywiadu w niemieckim radiu, w którym ponownie odniosła się do swoich motywacji. „Myślę, że jest bardzo duża różnica, jeśli zabija się małą dziewczynkę, ponieważ ktoś boi się, że będzie musiał iść do więzienia na całe życie. No i jeszcze to »jak to zrobił«, stanął za nią i ją udusił, co dosłownie sam powiedział: 'Słyszałem, że coś wyszło jej z nosa, byłem oszołomiony, wtedy już dłużej nie mogłem znieść widoku jej ciała’” – powiedziała, z niezwykłą precyzją odtwarzając słowa mordercy i odzwierciedlając swój wewnętrzny ból. W wywiadzie dla kanału telewizyjnego Das Erste w 1995 roku Marianne wyznała, że zastrzeliła Grabowskiego po dokładnym zastanowieniu się, chcąc również zapobiec dalszemu rozpowszechnianiu kłamstw na temat Anny.Siedemnastego września 1996 roku Marianne Bachmeier zmarła w szpitalu w Lubece. Jej ostatnie życzenie, by umrzeć w swoim domu na Sycylii, nie spełniło się. Została pochowana obok ukochanej córki na cmentarzu w Lubece, w symbolicznym geście ponownego połączenia, które stało się celem jej życia.

Historia Marianne Bachmeier i jej czynu wciąż budzą gorące dyskusje. Duża część społeczeństwa broniła jej działania, postrzegając je jako sprawiedliwą karę dla przestępcy seksualnego, który już wcześniej był skazany za wykorzystywanie dzieci. Inni jednak stanowczo twierdzili, że Marianne niesłusznie wzięła prawo w swoje ręce, a werdykt powinien był zostać pozostawiony w gestii sądu. Ta niezgoda co do słuszności jej czynu trwa do dziś.

Senior przekazał milion 19-letniej Ukraince. Był zwodzony latami

 

Młodziutka Ukrainka trafi do aresztu na trzy miesiące po zatrzymaniu przez policję w Świdniku (woj. lubelskie). 19-latka została przyłapana na gorącym uczynku – odebrała od starszego mężczyzny 700 tys. złotych, które wcześniej senior zgodził się przekazać oszustom „na inwestycje”. Wcześniej w ręce wschodnich przestępców wpadło 300 tys. złotych. Jak ustalili policjanci – mieszkaniec Świdnika był „prowadzony” przez oszustów przez dwa lata.Zaczęło się przed dwoma laty, kiedy 76-letni świdniczanin natrafił w mediach społecznościowych na ogłoszenie, w którym oferowano możliwość inwestycji na atrakcyjnych warunkach. Starszy mężczyzna dał się złapać na przynętę i trafił pod cierpliwą pieczę oszustki, która cierpliwie zdobywała zaufanie seniora.„Pod jej kierunkiem pokrzywdzony stopniowo angażował się w kolejne inwestycje, początkowo na rynku polskim, a następnie zagranicznym, m.in. tureckim i argentyńskim. W trakcie całego procederu mężczyzna kilkukrotnie przekazywał gotówkę osobom wskazanym przez rozmówczynię. Do spotkań dochodziło w umówionych miejscach na terenie powiatu świdnickiego, a przekazanie pieniędzy odbywało się po uprzednim ustaleniu hasła” – przekazała rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Świdniku, asp. szt. Elwira Domaradzka, cytowana przez portal fakt.pl.

W ten sposób w ręce oszustów wpadło 300 tys. złotych oszczędności świdniczanina. Poszkodowany przekazywał pieniądze w gotówce przez kuriera – 19-letniej Ukrainki. W toku śledztwa policyjni kryminalni ustalili, że dojdzie do kolejnego przekazania gotówki. Tym razem policja czekała już na młodą oszustkę w miejscu transakcji. W trakcie zatrzymania 19-latki funkcjonariusze zabezpieczyli gotówkę w kwocie 700 tys. złotych.Ukrainka została następnie doprowadzona do Prokuratury Rejonowej w Świdniku. Młoda kobieta usłyszała zarzut oszustwa, za co polski kodek karny przewiduje maksymalną karę 10 lat więzienia. Wobec 19-latki zastosowano ponadto środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. Nastolatka poczeka na proces za kratkami.

To jedna nie koniec sprawy. Policjanci zapowiadają, że sytuacja jest rozwojowa, a śledczy będą starali się namierzyć i zatrzymać pozostałych członków szajki oszustów.

Funkcjonariusze po raz kolejny apelują też o ostrożność i zdrowy sceptycyzm wobec ofert – szczególnie „okazyjnych” i zbyt atrakcyjnych – znalezionych w sieci.

Koszmar na SOR. 47-latek nie żyje. Spędził tam 30 godzin

 47-letni mężczyzna zmarł po ponad 30 godzinach od pierwszej wizyty na SOR - informuje w programie "Państwo w państwie" telewizja Polsat News. Według tych doniesień pacjent najpierw został odesłany do domu, później przez wiele godzin diagnozowano go w innym szpitalu. Dopiero sekcja zwłok wykazała poważną chorobę aorty. Rzecznik Praw Pacjenta mówi o braku należytej staranności. Sprawę bada prokuratura.

Bulwersującą sprawę śmierci 47-letniego mężczyzny z województwa śląskiego omawia Polsat News w programie "Państwo w państwie". Według tych doniesień mężczyzna zmarł po ponad 30 godzinach od pierwszej wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym. W tym czasie był diagnozowany w dwóch placówkach. Jak wynika z ustaleń cytowanych w programie, wszystko zaczęło się w pracy. Mężczyzna nagle źle się poczuł. Miał silny ból w lewej części brzucha i wymioty. Jego stan szybko się pogarszał. Tego samego dnia trafił na SOR w Dąbrowie Górniczej. Po badaniu został jednak odesłany do domu. Następnego dnia ponownie potrzebował pomocy. Tym razem zgłosił się do szpitala w Sosnowcu. Tam przez wiele godzin lekarze szukali przyczyny dolegliwości. Brano pod uwagę m.iOstatecznie mężczyzna zmarł. Dopiero sekcja zwłok wykazała prawdziwą przyczynę – rozległą zmianę w łuku aorty. To poważny stan, który wymaga szybkiej diagnozy i leczenia. Lekarz Ryszard Frankowicz ocenił dla Polsat News, że pacjent powinien trafić do specjalistycznego ośrodka już przy pierwszej wizycie na SOR. Jego zdaniem tak poważna zmiana powinna być widoczna w badaniach. Z dokumentów wynika też, że kardiolog został wezwany bardzo późno. Konsultacja odbyła się dopiero w trakcie reanimacji, na krótko przed stwierdzeniem zgonu. Sprawą zajął się Rzecznik Praw Pacjenta. W ocenie urzędu świadczenia nie zostały udzielone zgodnie z należytą starannością i wiedzą medyczną.

Prokuratura prowadzi postępowanie. Jak przekazał Michał Łukasik z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ, po zebraniu materiału dowodowego powołany zostanie zespół biegłych. Ma on ocenić, czy doszło do błędu diagnostycznego lub błędu w sztuce. Rodzina zmarłego nie kryje emocji. Ojciec 47-latka mówi o ogromnej stracie i podkreśla, że wciąż nie może pogodzić się z tym, co się stało. Na razie nie wiadomo, czy i kto poniesie odpowiedzialność. Odpowiedzi mają przynieść opinie biegłych i dalsze ustalenia śledczych.n. zatrucie pokarmowe i problemy z nerkami. Stan pacjenta jednak się pogarszał.Ostatecznie mężczyzna zmarł. Dopiero sekcja zwłok wykazała prawdziwą przyczynę – rozległą zmianę w łuku aorty. To poważny stan, który wymaga szybkiej diagnozy i leczenia. Lekarz Ryszard Frankowicz ocenił dla Polsat News, że pacjent powinien trafić do specjalistycznego ośrodka już przy pierwszej wizycie na SOR. Jego zdaniem tak poważna zmiana powinna być widoczna w badaniach. Z dokumentów wynika też, że kardiolog został wezwany bardzo późno. Konsultacja odbyła się dopiero w trakcie reanimacji, na krótko przed stwierdzeniem zgonu. Sprawą zajął się Rzecznik Praw Pacjenta. W ocenie urzędu świadczenia nie zostały udzielone zgodnie z należytą starannością i wiedzą medyczną.

Prokuratura prowadzi postępowanie. Jak przekazał Michał Łukasik z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ, po zebraniu materiału dowodowego powołany zostanie zespół biegłych. Ma on ocenić, czy doszło do błędu diagnostycznego lub błędu w sztuce. Rodzina zmarłego nie kryje emocji. Ojciec 47-latka mówi o ogromnej stracie i podkreśla, że wciąż nie może pogodzić się z tym, co się stało. Na razie nie wiadomo, czy i kto poniesie odpowiedzialność. Odpowiedzi mają przynieść opinie biegłych i dalsze ustalenia śledczych.

2026/04/10

Przemyśl: martwe dziecko w śmietniku. Tak jak uczą aborcjonistki

 

W okolicach Przemyśla odnaleziono ciało chłopca urodzonego w siódmym lub ósmym miesiącu ciąży. Maluszek został owinięty warstwą ręczników papierowych i wrzucony do kosza na odpadki. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie przesądzają, czy doszło do przedwczesnego porodu z przyczyn naturalnych, czy też do aborcji lub zabicia dziecka tuż po urodzeniu. Jedno wiadomo na pewno: ciało chłopczyka zostało wrzucone do kosza na śmieci, tak jak radzi Aborcyjny Dream Team i inne organizacje proaborcyjne. Jak widać, ich zbrodnicza nauka nie idzie w las… Ile dzieci musi jeszcze zginąć, by aborcjonistki poniosły wreszcie odpowiedzialność?

Chłopiec urodzony w 7. lub 8. miesiącu ciąży. Mógł żyć 

W środę 8 kwietnia w jednym z osiedlowych śmietników w powiecie przemyskim odnaleziono ciało dziecka owinięte w zakrwawione ręczniki papierowe. Matką jest najprawdopodobniej mieszkająca w okolicy 41-latka, która trafiła do szpitala z krwotokiem po przebytym niedawno porodzie. Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku podejrzenia spowodowania śmierci dziecka. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią, że zmarły chłopczyk urodził się w 7. lub 8. miesiącu ciąży, czyli w wieku, wktórym mógłby już samodzielnie przeżyć poza organizmem matki. Ważył około 2 kg. Nie stwierdzono wewnętrznych ani zewnętrznych obrażeń. Nie wiadomo jeszcze, czy śmierć nastąpiła w wyniku samoistnego poronienia, czy też aborcji. Mogło też być tak, że dziecko urodziło się żywe i zostało uśmiercone. Wszystko wyjaśni śledztwo.

Bez względu na to, co ostatecznie było przyczyną śmierci malucha, został on porzucony w śmietniku. Tak jak zupełnie jawnie radzą założycielki Aborcyjnego Dream Teamu i podobnych organizacji!

Aborcjonistki instruują, jak wyrzucić dziecko do śmietnika

„Aborcja tabletkami jest skuteczną metodą nie tylko do 12. tygodnia, ale przez cały okres trwania ciąży”. „Dla wielu osób jest to (…) preferowana metoda” – pisze na swoje stronie Aborcyjny Dream Team. I instruuje kobiety, co zrobić z płodem, który jest tak duży, że nie może zostać spłukany w toalecie. Jednym z sugerowanych sposobów na pozbycie się ciała dziecka jest właśnie wyrzucenie go do śmietnika. „Wyrzucenie szczątków do śmietnika także jest możliwe. Warto jednak zadbać o to, aby były szczelnie opakowane tak, aby przy wywozie śmieci nic nie wzbudziło podejrzeń osób je wywożących” – instruują aborterki. I dodają:  „warto zadbać o to, aby w worku nie było dużo krwi”

Trudno w to uwierzyć, ale koszmarne instrukcje naprawdę znajdują się na stronie organizacji, która twierdzi, że „pomaga” kobietom. Zabójca dziecka spod Przemyśla nie zamaskował, jak widać, ciała maluszka wystarczająco „dobrze”, gdyż zostało ono odkryte. Zakrwawione ręczniki papierowe przykuły uwagę przechodniów lub służb! Ale ilu osobom „udała się” już taka procedura zacierania śladów zbrodni? Tego nikt nie wie…

Chłopczyk z okolic Przemyśla to niestety nie jedyne polskie dziecko, którego ciało znaleziono w ostatnich latach na śmietniku. Aborcjonistki z ADT zapewne zacierają ręce: ich propaganda przynosi konkretne skutki! Jak to możliwe, że organizacja, która zupełnie jawnie radzi na swojej stronie internetowej, jak popełnić morderstwo, a następnie zatrzeć ślady zbrodni, a jednocześnie znieważyć zwłoki, nadal funkcjonuje? Jego założycielki muszą trafić do więzienia, a prowadzona przez nie strona internetowa – musi zostać usunięta. Także nimi, oprócz matki znalezionego w śmietniku malucha, powinna zająć  się prokuratura!

Top 5 ciekawostek o jedzeniu, których nie znasz

 


Miód: jedyny produkt spożywczy bez okresu przydatności.


Podczas prac archeologicznych w Egipcie, wśród artefaktów grobowych znaleziono coś nieoczekiwanego: tysiącletnie amfory z miodem, wciąż dobrze zakonserwowanym. Dzięki czemu miód ma takie niezwykłe właściwości?

To magiczna chemia połączona z rękodziełem pszczół: pszczoły posiadają pewne enzymy, które po zmieszaniu z nektarem kwiatowym, zmieniają skład nektaru i rozbijają go na cukry proste, które są odkładane w plastrach miodu. Wachlowanie pszczelimi skrzydełkami i enzymy pochodzące z ich żołądków powodują wytworzenie cieczy, która ma zarówno wysoki współczynnik kwasowości, jak i zawiera niewiele wilgoci – prawdziwie niegościnne środowisko dla rozwoju bakterii. Z upływem czasu miód ulega krystalizacji ze względu na niską zawartość wody, ale nawet wtedy nadal doskonale nadaje się do spożycia.

Cynamon: Zioło, które tak naprawdę jest korą.

To przyprawa, której używamy przez cały czas, ale czy wiesz, gdzie rośnie cynamon? Dokładnie rzecz ujmując, pochodzi z wewnętrznej warstwy kory pozyskiwanej z licznych gatunków zimozielonych drzew, należących do rodzaju “Cinnamomum”. Hodowcy cynamonu najpierw usuwają zewnętrzną korę z drzew, a następnie zestrugują korę wewnętrzną — warstwę cynamonu.

Potem cynamon jest suszony, by nadawał się do spożycia. Po wysuszeniu, zwija się naturalnie w “rurki”. Te rurki są następnie rozcinane na laski lub mielone na sproszkowaną przyprawę, która świetnie komponuje się z wytrawnymi potrawami, takimi jak zupy i dania z tagine i może zdziałać cuda z mięsem i kurczakiem.


Co wspólnego mają ze sobą ananasy i orzechy nerkowca?

Zarówno ananasy, jak i orzechy nerkowca rosną w zaskakujący dla nas sposób, zanim trafią do naszych posiłków: Wiele osób sądzi, że ananasy rosną na drzewach, podczas gdy roślina ta jest faktycznie byliną o miękkich, przypominających palmowe liściach i bez zdrewniałego pnia. Natomiast orzechy nerkowca rosną na drzewach, a orzech jest zamknięty w otoczce u podstawy owocu nerkowca, popularnie nazywanego jabłkiem nerkowca. W wielu krajach, w których uprawia się nerkowce, “jabłka” te przerabiane są na galaretki, napoje, a czasami nawet poddawane destylacji w celu uzyskania alkoholu.

Ludzie i banany: mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż przypuszczasz.

Wiedziałeś, że ludzie dzielą 50% swojego DNA z bananami? Czy to znaczy, że banany są w 50% ludźmi? Albo my, w 50% bananami? Nic podobnego! To po prostu oznacza, że mniej więcej połowa naszych genów ma swoje odpowiedniki w bananach. Na przykład, rodzaj genu który koduje wzrost komórek, pomimo, że nie muszą być one zbudowane z tych samych sekwencji DNA.

Ludzie i mleko: Nie są sobie przeznaczeni.

W zasadzie, u wszystkich ludzi, występuje tolerancja laktozy od urodzenia do okresu dzieciństwa. Nietolerancja laktozy pojawia się, gdy organizm nie produkuje wystarczającej ilości laktazy do rozbicia laktozy, cukru znajdującego się w mleku i wielu innych nabiałowych produktach pochodnych mleka. Jedynie 35% ludzi, zwłaszcza Europejczyków z Europy Północnej i Centralnej, nadal produkuje laktazę w wieku dojrzałym. A pomimo, że wielu z nas pije mleko, większość nie jest w stanie strawić laktozy po upływie dzieciństwa.