2026/09/19

DOBRANOC

 



 


Pierwsza inicjatywa nowego wicemarszałka. Chce odwołać ministra. "Bierzemy na poważnie słowa Tuska"

 Politycy Rozwoju Plus zebrali podpisy pod wnioskiem o odwołanie Marcina Kierwińskiego ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i administracji. Marcin Horała powiedział, że szef MSWiA "jest odpowiedzialny za porażkę państwa".

Sejm wybrał w piątek (18 września) Marcina Horałę z klubu Rozwój Plus na stanowisko wicemarszałka, o czym pisaliśmy w Gazeta.pl. Tego samego dnia polityk przedstawił na konferencji prasowej swoją pierwszą inicjatywę. - Chcemy złożyć wniosek o odwołanie ministra Marcina Kierwińskiego, już mamy tutaj zebrane podpisy - powiedział.Horała wskazał trzy powody, dla których jego zdaniem należy zdymisjonować Kierwińskiego. - To jest minister odpowiedzialny za porażkę państwa, jeżeli chodzi o ostrzeganie przed różnego rodzaju zagrożeniami, przed atakami dronowymi - stwierdził wicemarszałek Sejmu. Te incydenty się powtarzają i powtarza się sytuacja, w której alarmy są zbyt późno ogłaszane, w której ci, którzy słyszą te alarmy, nie wiedzą, jak się zachować, kiedy nie są na czas dostarczane informacje, kiedy, mówiąc krótko, ten system podległy Marcinowi Kierwińskiemu nie działa - powiedział Horała.- Bierzemy na poważnie słowa Donalda Tuska, że ten czas zagrożenia jeszcze się może nasilić. Tym bardziej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych powinno być kierowane w sposób sprawny, w sposób kompetentny, czyli niestety nie przez pana Marcina Kierwińskiego - dodał.Horała stwierdził też, że wśród polityków obozu rządowego pojawiają się "sugestie, insynuacje, a czasem wręcz zapowiedzi użycia policji do siłowego wyprowadzenia legalnych sędziów Trybunału Konstytucyjnego i zainstalowania sędziów nielegalnych". Przekazał, że politycy Rozwoju Plus będą protestować przed siedzibą TK, aby wyrazić wsparcie "dla obywateli, którzy pilnują tego konstytucyjnego organu państwa". Kiedy grozi nam zewnętrzny wróg, to troską rządu powinno być wygaszenie sporów, dogadanie się na arenie wewnętrznej, żeby Polacy mogli być jednością. Tymczasem ten rząd twarzą, głosem w znacznej mierze pana ministra Kierwińskiego jeszcze te spory podsyca, zaognia i destabilizuje sytuację w kraju - powiedział Horała. Wyjaśnił, że to drugi powód wniosku o odwołanie szefa MSWiA.Wicemarszałek wspomniał również o sprawie Warszawskiego Szpitala Południowego i Dawida Kacprzyka. Jego zdaniem afera nadal nie została należycie rozliczona, a odpowiedzialność powinien za to ponieść Marcin Kierwiński. Horała powiedział, że szef MSWiA zapewnia Kacprzykowi "polityczną ochronę".

 


 


 


 Historie, Które Nie Dają Spać - Zbrodnie i Zaginięcia

 

 
13 LAT Z CIAŁEM MATKI. TAJEMNICA, KTÓRA WYDAŁA SIĘ NIEMOŻLIWA -
Radlin, województwo śląskie. 22 lutego 2023 roku.
Była około godziny 10:20, kiedy policjanci otrzymali zgłoszenie, którego treść brzmiała jak scenariusz makabrycznego filmu.
W jednym z mieszkań przy ulicy Rogozina miały znajdować się zmumifikowane ludzkie zwłoki.
Zgłoszenie pochodziło od członka rodziny właściciela mieszkania.
Nikt jednak nie spodziewał się, że za tym odkryciem będzie kryła się historia sięgająca 2010 roku.
PIERWSZE WEJŚCIE DO MIESZKANIA -
Właścicielem mieszkania był wówczas 76-letni Marian L.
Mężczyzna praktycznie nie utrzymywał kontaktów z rodziną i niechętnie wpuszczał innych do swojej części domu.
To właśnie dlatego przez lata nikt nie wiedział, co znajduje się w środku.
Pewnego dnia krewny mężczyzny postanowił sprawdzić, co dzieje się z 76-latkiem.
Po wejściu do mieszkania zobaczył coś, co musiało wyglądać jak scena z horroru.
W jednym z pomieszczeń, na tapczanie, znajdowało się ludzkie ciało.
Nie było to jednak ciało w stanie, którego można byłoby się spodziewać po osobie zmarłej niedawno.
Było wysuszone i zmumifikowane.
Mężczyzna natychmiast zawiadomił służby.
Policjanci potwierdzili zgłoszenie.
Na miejsce przyjechali również technicy kryminalistyki i prokurator.
Sam Marian L. znajdował się w mieszkaniu. Z uwagi na jego stan zdrowia został zabrany przez ratowników medycznych do szpitala.
CIAŁO LEŻAŁO NA TAPCZANIE -
Późniejsze relacje lokalnych dziennikarzy ujawniły szczegóły, których oficjalny komunikat prokuratury nie zawierał.
W pokoju znajdował się tapczan.
Na nim leżało ciało przykryte kocem.
Według opisu „Nowin” głowa kobiety była lekko uniesiona, a ręce ułożone na ciele.
W pomieszczeniu znajdowały się również przedmioty, które mogły wskazywać na nietypowe praktyki związane z ciałem.
Na wysokości klatki piersiowej znajdowała się m.in. figura przypominająca piramidę, a przy nogach umieszczono grafikę określaną jako „tarcza ochronna”.
Te elementy opisywały lokalne media; nie wszystkie zostały potwierdzone w oficjalnym komunikacie prokuratury.
KIM BYŁA KOBIETA? -
Początkowo odpowiedź nie była pewna.
Śledczy zabezpieczyli ciało.
Przeprowadzono sekcję zwłok.
Następnie wykonano badania genetyczne.
I wtedy wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło charakter sprawy.
DNA potwierdziło, że zmumifikowane ciało należało do Jadwigi L.
Kobieta była matką Mariana L.
Ale był jeden ogromny problem.
Jadwiga L. nie żyła od trzynastu lat !!!
Zmarła w styczniu 2010 roku.
I została pochowana.
A przynajmniej tak wynikało z dokumentacji..
22 MARCA 2023. OTWIERAJĄ GRÓB -
Śledczy musieli sprawdzić coś, co początkowo wydawało się wręcz niewiarygodne.
Jeżeli ciało znalezione w domu rzeczywiście należało do Jadwigi L., to gdzie znajdowało się ciało pochowane w 2010 roku?
22 marca 2023 roku przeprowadzono ekshumację.
Otworzono grób kobiety.
I wtedy pojawiła się odpowiedź.
Grób był pusty.
Nie było w nim ciała Jadwigi L.
To był moment, w którym stało się jasne, że kobieta rzeczywiście została pochowana, ale później jej ciało zostało z grobu zabrane.
Prokuratura potwierdziła, że Jadwiga L. została pochowana 16 stycznia 2010 roku, a jej grób w chwili ekshumacji pozostawał pusty.
CO WYDARZYŁO SIĘ W 2010 ROKU? -
Według ustaleń śledczych przedstawianych później przez lokalne media, ciało kobiety miało zostać wydobyte z grobu po pogrzebie.
Mężczyzna miał następnie zabrać je do domu.
I właśnie tam miało pozostać przez następne 13 lat.
Według relacji „Nowin” ciało zostało umieszczone na tapczanie i zabezpieczone w sposób mający zahamować procesy rozkładu.
Z czasem doszło do mumifikacji.
Nie była to więc sytuacja, w której ciało przypadkowo znaleziono po kilku dniach czy tygodniach.
Miało pozostawać w domu przez lata.
Przez ponad dekadę.
TRZYNAŚCIE LAT W CZTERECH ŚCIANACH -
Spróbujcie sobie wyobrazić ten okres;
2010 rok.
Rodzina żegna kobietę.
Pogrzeb.
Grób.
Kwiaty.
Żałoba.
A później…
ciało znika z grobu.
I trafia z powrotem do domu.
Tam pozostaje przez kolejne lata.
2011.
2012.
2015.
2018.
2020.
2022.
Mija trzynaście lat!
I nikt nie wie, że w domu znajduje się ciało kobiety, która oficjalnie od dawna spoczywa na cmentarzu.
Według prokuratury Marian L. praktycznie nie utrzymywał kontaktów z rodziną i nie wpuszczał innych do swojej części domu.
To właśnie miało umożliwić utrzymanie tajemnicy przez tak długi czas.
NAJBARDZIEJ NIEPOKOJĄCE PYTANIE -
Dlaczego?
Dlaczego syn miał wykopać ciało własnej matki?
Dlaczego nie pozwolił jej pozostać w grobie?
Dlaczego zabrał ją do domu?
Dlaczego przez lata przechowywał jej ciało?
I przede wszystkim.. co dokładnie wydarzyło się w styczniu 2010 roku?
Śledczy nie znaleźli podstaw, aby przedstawiać tę sprawę jako morderstwo.
Nie ustalono, że Jadwiga L. została zabita.
Makabryczna zagadka dotyczyła przede wszystkim tego, co stało się z jej ciałem po pogrzebie.
MARIAN L. Z USŁYSZANYM ZARZUTEM -
Po ustaleniu tożsamości kobiety i okoliczności związanych z pustym grobem Marian L. został przesłuchany jako podejrzany.
Prokuratura przedstawiła mu zarzut dotyczący znieważenia/bezczeszczenia zwłok.
Mężczyzna złożył wyjaśnienia.
Ich pełnej treści śledczy nie ujawnili.
Ze względu na jego stan zdrowia miał zostać również zbadany przez biegłych lekarzy psychiatrów.
CZY TO BYŁO PRZYGOTOWANE? -
Według późniejszych ustaleń przedstawianych przez lokalne media działania Mariana L. miały być zaplanowane.
W czasie przesłuchania miał twierdzić, że wydobycie ciała było związane z wolą jego matki.
To jednak były wyjaśnienia podejrzanego, a nie niezależnie potwierdzony fakt.
Śledczy musieli więc odpowiedzieć na kolejne pytania:
Czy rzeczywiście działał z przekonania, że spełnia wolę matki?
Skąd wiedział, jak zabezpieczyć ciało?
Dlaczego zdecydował się przechowywać je w domu?
I dlaczego zrobił to zaraz po pogrzebie?
TAJEMNICA WYSZŁA NA JAW PRZYPADKIEM -
I chyba właśnie to jest w tej historii najbardziej przerażające.
Nie odkryła tego policja podczas wieloletniego śledztwa.
Nie znaleziono ciała po zgłoszeniu zaginięcia.
Nie było anonimowego telefonu.
Tajemnica wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy krewny wszedł do mieszkania.
Gdyby tego nie zrobił jak długo jeszcze nikt nie wiedziałby, co znajduje się w środku?
Kolejne miesiące?
Kolejne lata?
Tego już nigdy się nie dowiemy.
A POTEM PRZYSZEDŁ MOMENT, KTÓRY OSTATECZNIE POTWIERDZIŁ HORROR -
Śledczy mieli dwie rzeczy ;
Zmumifikowane ciało w domu.
I pusty grób na cmentarzu.
Badania DNA połączyły oba elementy.
To była ta sama kobieta.
Jadwiga L.
Matka mężczyzny, w którego domu znaleziono jej ciało.
Kobieta, która według dokumentów została pochowana w styczniu 2010 roku.
Kobieta, której grób przez lata wyglądał jak każdy inny.
I ciało, które przez ten sam czas znajdowało się zupełnie gdzie indziej.
13 LAT -
13 lat od pogrzebu.
13 lat od chwili, kiedy rodzina powinna pożegnać Jadwigę na zawsze.
13 lat, podczas których jej ciało znajdowało się w domu syna.
Aż w końcu ktoś otworzył drzwi.
I zobaczył prawdę.
Na tapczanie leżała kobieta, która według wszystkich dokumentów od trzynastu lat powinna znajdować się pod ziemią.
A kiedy śledczy otworzyli jej grób…
nie znaleźli w nim niczego.
Trumna była pusta.
Ciało było w domu.
I właśnie dlatego sprawa z Radlina pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych i makabrycznych historii kryminalnych, jakie wydarzyły się na Śląsku.
Autor: Victoria