2026/05/25

Koszmar chłopca adoptowanego przez gejów – gwałcili go przez kilka lat

 

Chłopiec adoptowany przez parę gejów, Petera Truonga i Marka Newtona, od pierwszych dni życia przeżywał koszmar. Homoseksualni opiekunowie gwałcili go przez kilka lat. Pierwszy raz skrzywdzili go, gdy miał zaledwie 2 tygodnie! Zwyrodnialcy udostępniali też malucha innym gejom z organizacji pedofiliskich, podróżując z nim po świecie.

Przed kamerami grali rolę szczęśliwych ojców

Dwudniowego chłopczyka radośnie wita w nowym domu para gejów. Uśmiechy do obiektywów kamer, opiekunowie dziecka są szczęśliwi i dumni – oto tolerancja zwycięża w postępowej Australii! Truong i Newton również później wielokrotnie występowali w telewizji i chętnie grali rolę szczęśliwych ojców. Dopiero po 6 latach na jaw wyszedł koszmar, jaki przeżywał w ich domu chłopiec. Peter Truong i Mark Newton zapłacili kobiecie z Rosji 8000 dolarów za urodzenie im dziecka. W ten sposób na świat w 2005 roku przyszedł Adam. Prawdopodobnie to Truong był biologicznym ojcem dziecka. 

Gwałcili chłopca i udostępniali go do innym pedofilom

Już jako dwutygodniowy noworodek Adam został zgwałcony przez opiekunów. Do 6. roku życia, czyli do momentu gdy policja wpadła na ich trop, podróżował z nimi po wielu krajach i był przez nich udostępniany innym gejom pedofilom do kontaktów seksualnych: między innymi w Australii, Francji, Niemczech i w Stanach Zjednoczonych. Była to cała rozbudowana organizacja pedofilska, międzynarodowa grupa o nazwie „Boy Lovers Network” zamieszana w dziecięcą pornografię i wykorzystywanie nieletnich.Potwierdzono, że było co najmniej 8 mężczyzn, którzy mieli kontakty seksualne z Adamem. Truong i Newton nagrywali filmy, gdy chłopiec był gwałcony. To właśnie do jednego z nich dotarła policja z Australii i Stanów Zjednoczonych. Tożsamość ofiary udało się ustalić dzięki charakterystycznemu tatuażowi na jego klatce piersiowej. Po przeszukaniu domu, w którym geje mieszkali z chłopcem, znaleziono pokaźny zbiór dziecięcej pornografii, który pozwolił na aresztowanie opiekunów Adama. On sam natomiast został interwencyjnie przekazany rodzinie zastępczej.

W 2013 roku Mark Newton został skazany na 40 lat więzienia i wypłacenie Adamowi 400 tysięcy dolarów zadośćuczynienia. Peter Truong natomiast otrzymał karę 30 lat więzienia. Okolicznością łagodzącą wyrok było to, że współpracował z policją, jak również jego bolesna przeszłość. Sam jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez mężczyzn i przekonywany, że to nic złego.

Homoseksualni pedofile zafundowali dziecku koszmar, trwający kilka lat

Na ekranach telewizorów można było zobaczyć uśmiechniętych, dobrze ubranych mężczyzn oraz usłyszeć jak bardzo się kochają, jak cieszą się, że zostaną ojcami. Tak idylliczny obrazek serwowały widzom media biorąc udział w subtelnej propagandzie: zobaczcie jak się cieszą, to przecież dobrzy ludzie, tacy jak my, wielkoduszni i o dobrych sercach! Widzowie, na których emocjach bezczelnie się gra, zaczynają postrzegać sprzeciw wobec adopcji dzieci przez pary jednopłciowe jako odbieranie tym sympatycznym panom radości, zmazywanie uśmiechów z ich twarzy, pozbawianie ich szczęścia. Tymczasem ci „mili” ludzie już kilkanaście dni później zrobili dziecku niewyobrażalną krzywdę i zafundowali mu piekło trwające kilka latPrzypadek Newtona i Truonga miał wpływ na przekonanie Federacji Rosyjskiej do zakazu adopcji przez pary homoseksualne.

Takich koszmarnych historii jest niestety o wiele więcej. Jakiś czas temu pisaliśmy o innej sprawie, w której gej gwałcił i molestował nawet dwuletnie dzieci.

Tekst: Klara Kamińska

Dwoje małych dzieci porzuconych w lesie. Matka śpiewała w sądzie

 Setúbal (Portugalia) — Gdy radiowóz portugalskiej Gwardii Narodowej (GNR) podjeżdża przed sąd w Setúbal, policjanci z niedowierzaniem wstrzymują oddech. Matka, która miała porzucić swoich synów w lesie, przechodzi przez wyłożoną kartonami ścieżkę w kierunku sędziego. Śpiewa przy tym jak operowa diwa, podczas gdy jej partner wypowiada chaotyczne miłosne wyznania.ajpierw z furgonetki wyprowadzony zostaje skutymi rękami 55-letni Marc B. Francuz jest wyraźnie pobudzony, dwa razy woła: "Je vous aime"— co znaczy "Kocham was". Nie wiadomo, czy kieruje te słowa do oczekujących dziennikarzy, policji, czy swoich pasierbów. Trudno to ocenić, bo jego krzyki zagłusza delikatny kobiecy głos. Atmosfera staje się coraz bardziej niepokojąca: oskarżona 41-letnia Marine R. również prowadzona jest w kajdankach do drzwi. I ona zaczyna śpiewać.Gdy drzwi furgonetki znów się zamykają, para spędza kilka godzin u sędziego. Marine R. i Marc B. mają odpowiadać za przemoc domową, porzucenie i zaniedbanie dzieci.

Kilkuletni chłopcy porzuceni w lesie

Matka i ojczym pochodzący z Francji mieli celowo porzucić dwóch chłopców w wieku zaledwie 3 i 5 lat w pobliżu kompleksu leśnego koło Alcácer do Sal. W sobotę rano ma zapaść decyzja, czy Marine R. i Marc B. trafią do aresztu tymczasowego, czy zostaną zwolnieni pod dozorem.
Ponadto wobec pary wydano dwa europejskie nakazy aresztowania wystawione przez Francję. Mieli nie tylko uprowadzić dzieci do Portugalii, ale także pozostawić w kraju kolejnego syna kobiety — 16-latka.

Butelka wody, jabło, pomarańcza

Przy temperaturze sięgającej 30 stopni świadek Alexandre Quintas znalazł we wtorek wieczorem porzucone dzieci niedaleko miejscowości Monte Novo do Sul (około 60 km na południowy wschód od Lizbony). Chłopcy mieli przy sobie plecaki. Ich skromna zawartość: kilka ubrań, jabłko, pomarańcza, butelka wody.
Quintas najpierw zaopiekował się dziećmi, po czym powiadomił policję. Chłopcy trafili na komisariat. Po badaniach w szpitalu zostali przekazani ambasadzie Francji.W międzyczasie GNR rozpoczęła poszukiwania matki i ojczyma. Dzięki wskazówce świadka, dwa dni później Marc B. i Marine R. zostali zatrzymani na tarasie kawiarni w Fátimie.

 PROKURATURA MA JEGO TELEFON!

🛑 Ale to, co wydarzyło się chwilę później, wywoła u was furię! 👇
Stało się to, na co czekała cała Polska! Biegli rozkodowali telefon 57-latka z momentu zderzenia (godzina 13:14). Śledczy trzymają w rękach "obszerny dokument", który może zniszczyć bajki prawników o "zasłabnięciu"! 📱💥
Ale czy poznamy prawdę? NIE TAK SZYBKO! 🤬
Zamiast ogłosić, co kierowca robił z komórką, system nagle wciska hamulec! Prokuratura mówi, że dokument jest "zbyt obszerny", a biegli biorą sobie czas "po wakacjach"!
Ale najgorszy cios zadał SĄD! Zaledwie chwilę przed tymi wynikami, sprawca dostał od systemu... SZOKUJĄCY PREZENT, który brzmi jak ponury żart z rodziny zmarłego posła! 🥶
👉 Co tak naprawdę kryją te obszerne dane z telefonu i jaki bilet na wolność dostał 57-latek? Odkrywamy, jak prawniczy układ właśnie zaczął brutalną grę na czas! Przeczytaj, zanim to wyciszą! Link w komentarzu! 👇
NIE POZWOLIMY ZAMIEŚĆ TEGO POD DYWAN! 🕊️ Zostaw słowo "UJAWNIĆ" w komentarzu, jeśli żądasz publikacji wyników z telefonu! UDOSTĘPNIAJ TEN POST – pokażmy, że widzimy ich sztuczki! 💪🇵🇱

65-letnia Swietłana P. zarządzała agencją towarzyską. Zdecydowane uderzenie CBŚP w gang sutenerów

 Warszawscy śledczy z Centralnego Biura Śledczego Policji zadali cios lokalnemu półświatkowi. Zlikwidowano dobrze prosperujący dom schadzek, który gwarantował przestępcom gigantyczne wpływy z sutenerstwa. W ręce mundurowych wpadło łącznie pięć osób, z czego jedna z zatrzymanych kobiet to prawdopodobna szefowa całego procederu. Funkcjonariusze zabezpieczyli też mienie wyceniane na blisko 2,9 miliona złotych.

Majowa operacja rozegrała się w warszawskim Wawrze. Struktura gangu opierała się na ścisłym podziale zadań i precyzyjnej hierarchii. Według prokuratorów szefową biznesu była 65-letnia Swietłana P., która osobiście sprawowała nadzór nad funkcjonowaniem agencji. Pozostali sprawcy zajmowali się między innymi dowożeniem pracownic seksualnych do poszczególnych klientów oraz ich bezpośrednią ochroną przed ewentualnymi niebezpieczeństwami.

 


 


Po czym poznać, że bliski umiera? 5 oznak, że ukochana osoba odchodzi

 Umieranie to nie zawsze tylko jedna krótka chwila. Czasem jest to cały proces, który może trwać kilka dni, a nawet tygodni. To niezwykle trudny czas – zarówno dla osoby chorej, jak i jej bliskich. Oto objawy zbliżającej się śmierci, na które powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. 


Po czym poznać, że śmierć jest blisko? Warto to wiedzieć, by móc zapewnić bliskiej osobie godne odejście w jak najbardziej komfortowych warunkach. Te sygnały wysyła organizm, by poinformować, że koniec jest nieuchronny. 


Oto pięć objawów, które wskazują, że śmierć nadchodzi.                                                                              1. Zmiany w wyglądzie                                                                                                                             Jak rozpoznać, że ktoś niedługo umrze? Zmiany w wyglądzie mogą na to wskazywać. Jeśli zauważysz, że twarz wydaje się ściągnięta, występuje szare zabarwienie skóry wokół ust, rysy twarzy się zaostrzają, a blasku skóry szukać na próżno – może być to oznaka, że śmierć niedługo nadejdzie. Niepokojące powinny być też zasinienie palców u rąk i stóp oraz plamy opadowe.

2. Dolegliwości bólowe

Nasilone dolegliwości bólowe również mogą być oznaką, że śmierć jest tuż tuż. Bóle w jamie ustnej, z powodu odleżyn oraz zatrzymanie moczu i zaparcia powinny nas zaniepokoić. W przypadkach bardzo silnego bólu warto zadbać o to, by na ostatniej drodze, bliska osoba mogła skorzystać z silnych leków przeciwbólowych. 

3. Brak apetytu i dolegliwości żołądkowe

Brak apetytu i pragnienia pojawiają się zazwyczaj w ostatnich dniach życia. Osłabiony chorobą organizm nie potrzebuje już energii, więc nie domaga się jedzenia i wody. Niestety, to bardzo trudna sytuacja dla bliskich, którzy obserwują niechęć chorego i jego utratę wagi. W przypadku występowania nudności, wymiotów lub zaparć, ale chęci do jedzenia, warto przygotować choremu lekkostrawne potrawy, które nie będą obciążać żołądka. 

4. Lęk i omamy

W ostatnich chwilach życia umierającego może ogarnąć silny lęk. Warto wspierać go jak tylko potrafimy. W przypadku wystąpienia omamów – widzenia osób zmarłych, majaczenia - warto zachować spokojną głowę i być wyrozumiałym. 


5. Zmiany w oddychaniu

Gdy śmierć się zbliża, oddech się zmienia. Pojawiają się spłycony oddech i bezdechy. W ostatnich godzinach pojawia się też tzw. mokre oddychanie. W błonach śluzowych gromadzi się wydzielina, która jest niemożliwa do samodzielnego usunięcia przez umierającego. Oddech zaczyna przypominać grzechotanie.