2026/04/28

Polscy geje jadą na targi dzieci do Berlina

 

To już oficjalne: polscy geje jadą na targi dzieci w Niemczech. Działające w Polsce organizacje LGBT reklamują wydarzenie organizowane w Berlinie przez fundację Men Having Babies. Namawiają pary gejów, że warto jechać na warsztaty i wykłady, aby dowiedzieć się, jak załatwić sobie dziecko przez surogatkę. Targi dzieci w Berlinie odbędą się już w maju!

Targi dzieci w Berlinie

Co roku w Berlinie odbywają się targi dzieci „Men Having Babies”. Organizatorzy promują surogację, przekazywanie dzieci pod opiekę gejów, oferują usługi prawne i poradnictwo dotyczące tego, jak pozyskać dziecko. Można tam wykupić np. „kompleksowy pakiet rodzicielski” – już sam język wskazuje, że mamy tu do czynienia z sytuacją wymiany handlowej, a nie z poszukiwaniem dobra dziecka.

Wydarzenie przeznaczone jest dla homoseksualistów i akcentuje ich „prawo do dziecka”. Choć trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak prawo do dziecka – to dziecko ma różne prawa, począwszy od prawa do życia aż po prawo do dorastania w zdrowym układzie rodzinnym.Do sfinalizowania transakcji wykorzystuje się niezamożne kobiety w wieku rozrodczym, często z krajów Europy Wschodniej, np. z Ukrainy. Panie podpisują umowę surogacji, zachodzą w ciążę z materiału biologicznego jednego z gejów (lub nawet z dawcy będącego osobą trzecią), a zaraz po porodzie dziecko jest im zabierane i przekazywane homoseksualistom, którzy są stroną umowy.

Czy homoadopcje są dobre dla dzieci?

Powtarzanie do znudzenia hasła o „prawie do dziecka” ma konkretny cel. Chodzi o odwrócenie uwagi od samego dziecka i jego potrzeb. Dziecko, szczególnie maleńkie, potrzebuje mamy – jej bliskości, ciepła, mleka. Od początku potrzebuje też mamy i taty – to jest zdrowe i normalne.Oprócz pozbawienia dziecka matki lub ojca homoadopcje niosą także ryzyko wykorzystania seksualnego dzieci. Wielokrotnie pisaliśmy o tym, jak homoseksualiści – adopcyjni rodzice, nauczyciele lub inne osoby mające kontakt z dziećmi – okazywali się pedofilami. Niektóre dzieci nie przeżyły „wychowania” przez pary homo. Tam, gdzie przysposabianie dzieci przez gejów i lesbijki jest legalne – tam podobne tragedie są coraz częstsze.

Organizacje trudniące się surogacją nie patrzą jednak na takie detale… Biznes jest ważniejszy.

Polscy geje jadą na targi dzieci

W tym roku organizacje LGBT działające w Polsce reklamują targi dzieci pośród polskich gejów. Magazyn „Replika” tak zachwala targi na swoim Facebooku:

Jesteście parą mężczyzn i – podobnie jak nasza okładkowa para – chcecie spełnić marzenie o tacierzyństwie? Pomóc może Wam organizacja MHB – Men Having Babies ! Już od 8 do 10 maja organizują wyjątkową konferencję w Berlinie – również w języku polskim!

Lobby LGBT żąda transkrypcji małżeństw z zagranicy

Polska jest obecnie pod presją, by transkrybować akty małżeństw homoseksualnych z zagranicy. I to pomimo faktu, że nasza konstytucja nie przewiduje sankcjonowania takich związków i nawet technicznie nie ma jak wpisać w akt małżeństwa dwóch osób tej samej płci.A jednak geje i lesbijki organizują nacisk na rząd oraz na poszczególne samorządy, aby dopiąć swego. Za każdą cenę. Podpierają się wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego i orzeczeniem TSUE w tej sprawie.

Warto jednak przypomnieć, że urzędnik, który podpisze się pod aktem małżeństwa jednopłciowego, złamie prawo. M.in. poświadczy nieprawdę – w formularzach są rubryki „kobieta” i „mężczyzna”. Wpisanie w taką rubrykę osoby innej płci będzie poświadczeniem nieprawdy, a za to można odpowiadać karnie – jeśli nie teraz, to np. za rok lub dwa.W ostatnią sobotę pod Kancelarią Premiera manifestowało kilkanaście osób z grup LGBT. Żądały natychmiastowego wprowadzenia transkrypcji aktów małżeństw. Gdy polscy geje jadą do Berlina na targi dzieci, trzeba spojrzeć na podobne manifestacje w odpowiednim świetle… Transkrypcja ma być narzędziem nacisku, aby udzielać ślubów także w Polsce. Następnie łatwiej będzie o uznanie adopcji dzieci przez pary homoseksualistów.

W tym wszystkim szkoda dzieci…

Tekst: Krzysztof Kasprzak

 PILNE! Kierowca, który według doniesień miał doprowadzić do tragicznego wypadku z udziałem Łukasza Litewki , wyszedł na wolność za poręczeniem.

No naprawdę, brawo. Kolejny dzień, kolejny odcinek serialu pod tytułem „Państwo? Jakie państwo?”.
Ale spokojnie, wszystko działa „jak należy”: chaos w roli procedury, przypadek w roli sprawiedliwości, a oburzenie obywateli w roli muzyki tła.
I oczywiście — absolutnie nikt nie „ukręca sprawie łba”, to tylko tak wygląda, pachnie i brzmi.
Człowiek się zastanawia, czy to jeszcze rzeczywistość, czy już jakiś eksperyment socjologiczny, w którym testują, ile absurdów społeczeństwo jest w stanie przełknąć bez zadławienia.

 


Zabili go bo byl niewygodny , za duzo robil , za duzo wiedzial a ta wiedza dzielil sie ze wszystkimi.

 

Bernard Ż. Były funkcjonariusz policji z Sosnowca.
Potrącenie Łukasza Litewki.
Wcześniejszy kontakt z partnerką.
Zatrzymanie do wyjaśnień.
Układanka robi się coraz ciekawsza.
A im więcej elementów trafia na stół, tym mniej wygląda to na prostą historię.
W tej sprawie nie wystarczy oficjalna wersja podana w dwóch zdaniach.
Tu trzeba sprawdzić chronologię, kontakty, powiązania i każdy ruch przed zdarzeniem.
Bo czasem prawda nie krzyczy.
Prawda układa się cicho z detali, które na początku miały wyglądać nieistotnie.
To śledztwo jest coraz bardziej intrygujące.
I właśnie dlatego powinno być prześwietlone do samego końca.

- Angel The Truth Speaker

 Brutalny atak na kuriera. Kobieta zaczaiła się na niego na klatce schodowej

Kobieta czekająca na kosztowną przesyłkę za pobraniem zaczaiła się na kuriera na klatce schodowej. Prysnęła mu w twarz gazem pieprzowym i próbowała wyrwać paczkę. Plan się nie powiódł. 43-latka jest już za kratkami.
Do zdarzenia doszło w minioną środę w Chojnowie na Dolnym Śląsku. Scenariusz był prosty, choć brutalny. Kurier wszedł do bloku, by dostarczyć przesyłkę za pobraniem. Wewnątrz czekała na niego kobieta, która nie miała zamiaru płacić. Zamiast portfela wyciągnęła miotacz gazu. Nagły atak miał obezwładnić mężczyznę i pozwolić napastniczce na wyrwanie paczki o „znacznej wartości”.
Napastniczka przeliczyła się jednak w jednym punkcie: odwadze swojej ofiary. Mimo piekącego bólu oczu i skóry, kurier zachował zimną krew i stawił zdecydowany opór. Nie pozwolił sobie odebrać przesyłki, wycofał się z budynku i zaryglował w służbowym aucie, skąd poprosił przechodnia o wezwanie pomocy.
Chojnowscy policjanci, powiadomieni o próbie rozboju, nie tracili ani minuty. Podczas gdy ratownicy medyczni opatrywali poszkodowanego kuriera, kryminalni ruszyli w teren.
"Dzięki sprawnej analizie zebranych informacji oraz dynamicznym działaniom operacyjnym funkcjonariusze już po krótkim czasie ustalili tożsamość podejrzanej" – informuje st. asp. Łukasz Porębski.
Efekt? Zaledwie kilka godzin po zdarzeniu kajdanki zatrzasnęły się na nadgarstkach 43-letniej mieszkanki Chojnowa.
Zatrzymanie kobiety było dopiero początkiem problemów niedoszłej złodziejki. Podczas przeszukania jej mieszkania mundurowi odkryli, że 43-latka skrywa więcej sekretów. Policjanci zabezpieczyli blisko 70 porcji handlowych metamfetaminy.
Co czeka zatrzymaną? Dziś kobieta zostanie doprowadzona do prokuratury, gdzie usłyszy oficjalne zarzuty. Odpowie zarówno za usiłowanie rozboju, jak i posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Zgodnie z polskim prawem, za te czyny grozi jej kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

32-latek sześć godzin czekał w karetce pod SOR-em. Kilka dni później zmarł

 Po czterech latach śledztwa prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko ratownikowi medycznemu z SOR-u w Bielsku-Białej. Mężczyźnie zarzuca się to, że zbagatelizował bardzo poważny stan 32-latka, który, jak się później okazało, miał krwiaka w mózgu.             Dramat rozegrał się pod koniec listopada 2021 r. Jak relacjonuje lokalny serwis Bielsko-Biała, 32-letni mieszkaniec Kóz w trakcie podróży pociągiem źle się poczuł. Ból głowy był tak silny, że gdy mężczyzna dotarł na dworzec główny, wezwał karetkę.W trakcie badania lekarz stwierdził, że 32-latek musi być pilnie przetransportowany do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. Mężczyzna doznał wówczas pierwszego ataku drgawek.Gdy karetka dotarła do placówki medycznej, okazało się, że na SOR-ze brakuje miejsc dla nowych pacjentów. 32-latek musiał więc czekać pod szpitalem. Mniej więcej po trzech godzinach oczekiwania w karetce na przyjęcie u mężczyzny pojawiły się bardzo poważne objawy neurologiczne: oczopląs, rotacja gałek ocznych, a także niedowład prawej ręki. Personel karetki zaalarmował więc dyspozytora medycznego z SOR o gwałtownym pogorszeniu stanu pacjenta.

Ratownik z Bielska-Białej oskarżony. 32-latek sześć godzin czekał na przyjęcie na SOR. Nie żyje

Jak wynika z ustaleń śledczych i nagrań, ratownik medyczny z SOR, mimo otrzymania tych informacji, zbagatelizował je i nie przyspieszył przyjęcia pacjenta do szpitala (nie nadał mu priorytetu). Ponadto miał stwierdzić, że załoga karetki "opowiada bzdury". Ostatecznie 32-latek został przyjęty dopiero po ponad sześciu godzinach oczekiwania w karetce. Badania wykazały, że w lewej półkuli miał ogromny krwiak śródmózgowy, a także tętniaka w tętnicy szyjnej wewnętrznej. Mężczyzna był operowany. Po kilku dniach zmarł.Oskarżony ratownik medyczny z SOR-u w Bielsko-Białej nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Za narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży szczególny obowiązek opieki, grozi kara do pięciu lat więzienia. Mężczyzna nie pracuje już w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Jest jednak zatrudniony w innej placówce medycznej w regionie. Jego proces rusza w maju.

 

Nocny horror w Jastrzębiu-Zdroju! Wpadł na posesję i zaatakował młotkiem

Spokojną noc przerwał brutalny atak. Mężczyzna wtargnął na posesję byłej partnerki i uzbrojony w młotek rzucił się na jej obecnego partnera. Ranny 42-latek trafił do szpitala, a sprawca usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa. 

Zaatakował partnera byłej młotkiem. "Noc jak z horroru"

To miała być zwykła noc. Zamiast tego rozegrał się prawdziwy koszmar. 22 listopada 2025 roku, około godziny 23:30, spokojną dzielnicę Zdrój w Jastrzębiu-Zdroju przerwały krzyki i odgłosy brutalnej bójki. Na jednej z posesji doszło do dramatycznego starcia dwóch mężczyzn.Gdy na miejsce dotarli policjanci, zastali scenę jak z najgorszego koszmaru. Jeden z uczestników leżał ciężko ranny, powoli się wykrwawiając. Drugi – wskazany jako napastnik – został natychmiast zatrzymany.

42-letni poszkodowany otrzymał pierwszą pomoc jeszcze na miejscu. Chwilę później trafił pod opiekę ratowników medycznych i został przewieziony do szpitala. Obrażenia były poważne – lekarze stwierdzili liczne urazy głowy i twarzoczaszki.

Jak ustalili śledczy, wszystko zaczęło się od dramatycznego wtargnięcia. Sprawca, Piotr K., miał przeskoczyć przez ogrodzenie i siłą dostać się na posesję swojej byłej partnerkiJak wynika z ustaleń śledztwa, 22 listopada 2025 roku, około godziny 23:30, Piotr K. wdarł się na teren posesji Małgorzaty U., a następnie zaatakował młotkiem Ryszarda K., powodując u niego liczne obrażenia głowy i twarzoczaszki” – przekazała prokurator Agnieszka Bukowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Piotr K. zaatakował młotkiem:

Piotr K. permanentnie nachodził byłą żonę

Według ustaleń, mężczyzna już wcześniej nachodził kobietę, obserwował jej dom i kierował wobec niej groźby. Tamtej nocy było jeszcze gorzej. Trzymając w ręku młotek, miał dobijać się do drzwi i okien.Gdy obecny partner kobiety wyszedł na zewnątrz, doszło do konfrontacji. Najpierw padły groźby, potem ciosy. Napastnik miał uderzać w okolice głowy, działając z dużą agresją.

Śledczy wskazują, że tłem zdarzenia była narastająca agresja po rozstaniu. Piotr K. nie potrafił pogodzić się z zakończeniem związku, a jego zachowanie z czasem stawało się coraz bardziej niebezpieczne.

23 kwietnia 2026 roku Prokuratura Rejonowa w Jastrzębiu-Zdroju skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Rybniku. Oskarżony odpowie m.in. za usiłowanie zabójstwa, nękanie, groźby karalne oraz naruszenie miru domowego.

Za najpoważniejszy zarzut grozi mu kara nie krótsza niż 10 lat więzienia, a nawet dożywotnie pozbawienie wolności. O jego dalszym losie zdecyduje sąd.