2026/05/09

Zabójstwo 45-letniej Anny pod Warszawą. Ciało jej byłego partnera znaleziono na cmentarzu

 Śledczy badają okoliczności dramatu, do którego doszło w Raszynie pod Warszawą. Podejrzany o zamordowanie swojej byłej partnerki, 45-letniej Anny P., 67-letni Bogusław miał już na koncie wyrok za znęcanie się nad kobietą. Po zabójstwie uciekł na cmentarz w Prażmowie, gdzie ostatecznie odnaleziono jego zwłoki.                                                           Akta sprawy z podwarszawskiej miejscowości zostały już przekazane prokuraturze. Służby na ten moment jednak milczą i odmawiają komentarzy. Jak wynika z doniesień portalu se.pl, śledztwo najpewniej będzie toczyć się w kierunku zabójstwa rozszerzonego o samobójstwo.Przypomnijmy, makabrycznego odkrycia dokonano w budynku jednorodzinnym przy ulicy Mokrej, gdzie znaleziono martwą 45-letnią Polkę o wietnamskich korzeniach. W czasie zbrodni w budynku przebywały dzieci ofiary. Z policyjnych ustaleń jasno wynikało, że bezpośrednio przed interwencją mundurowych z miejsca zdarzenia zbiegł 67-letni były partner zamordowanej. Błyskawicznie uruchomiono potężną obławę, w którą zaangażowano stołecznych i pruszkowskich funkcjonariuszy, a także pododdziały prewencyjne i policyjnych antyterrorystów. Ostatecznie, po upływie kilku godzin, martwego uciekiniera zlokalizowano na terenie prażmowskiej nekropolii.

Dlaczego Bogusław po morderstwie pojechał na cmentarz w Prażmowie?

Zagadką wciąż pozostaje motyw ucieczki 67-latka na konkretny cmentarz w Prażmowie. Według nieoficjalnych informacji, to właśnie tam spoczywa zmarła matka sprawcy. Wychodzi też na jaw mroczna przeszłość Bogusława, który już wcześniej usłyszał prawomocny wyrok za stosowanie przemocy wobec Anny. O toksycznych relacjach między byłymi partnerami doskonale wiedzieli okoliczni mieszkańcy z ich poprzedniego miejsca zamieszkania.Jak zdradził sąsiad, z którym rozmawiali dziennikarze, piekło w tym domu trwało od dawna. Z informacji medialnych wynika, że relacje między dawnymi kochankami od dłuższego czasu przypominały koszmar. Anna postanowiła zawalczyć o bezpieczeństwo swoje i dzieci, składając jakiś czas przed tragedią pozew rozwodowy. Sąd przyznał jej pełną opiekę nad potomstwem, jednak kobieta popełniła tragiczny w skutkach błąd, nie odcinając ojca od kontaktów z rodziną. Była niezwykle oddaną matką i to właśnie dobro najmłodszych zawsze stawiała na pierwszym miejscu.

Dzieci Anny P. z Raszyna widziały dramat

Najbardziej wstrząsający jest fakt, że w momencie popełnienia morderstwa małoletnie dzieci znajdowały się w domu, a starsze z nich prawdopodobnie samo wezwało służby ratunkowe. Obecnie osierocone rodzeństwo przebywa pod ścisłą opieką psychologów. Znajomi rodziny alarmują, że dzieci nie mają na terenie Polski żadnych bliskich krewnych, ponieważ ich jedynym oparciem była tragicznie zmarła matka. Morderstwo wywołało potężny wstrząs wśród wietnamskiej społeczności w naszym kraju, która natychmiast ruszyła z organizacją wsparcia i modlitw w intencji pokrzywdzonych maluchów.

  Bonnie Tyler walczy o życie, jej stan zdrowia znacznie się pogorszył. Lekarze nie pozostawiają złudzeń

Według informacji portugalskiego dziennika „Correio da Manhã”, Bonnie Tyler została przewieziona do szpitala w Faro 30 kwietnia po pęknięciu jelita. Lekarze mieli natychmiast podjąć decyzję o pilnej operacji. Początkowo wszystko wskazywało na to, że zabieg zakończył się sukcesem, a piosenkarka rozpoczęła rekonwalescencję. Jeszcze dzień wcześniej jej otoczenie przekazywało uspokajające informacje o poprawie stanu zdrowia.
Niestety, sytuacja miała zmienić się zaledwie kilka godzin później. Portugalskie media poinformowały, że Bonnie Tyler została przeniesiona z oddziału opieki pośredniej na oddział intensywnej terapii. Obecnie artystka jest nieprzytomna i znajduje się pod stałą opieką lekarzy. Lekarze mają zachowywać dużą ostrożność w prognozowaniu dalszego przebiegu leczenia. Według doniesień najbliższe godziny są kluczowe dla zdrowia i życia artystki.
Bonnie Tyler od lat dzieli swoje życie między Wielką Brytanię a Portugalię. To właśnie na Algarve, gdzie posiada dom, doszło do dramatycznego kryzysu zdrowotnego. Gwiazda przebywała tam prywatnie, gdy nagle trafiła do szpitala. Informacje o hospitalizacji szczególnie poruszyły fanów, ponieważ jeszcze niedawno wokalistka zapewniała, że nie zamierza kończyć kariery. Bonnie Tyler wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że mimo upływu lat nadal czuje się silna i gotowa do koncertowania. "Zaczęłam śpiewać w wieku 17 lat i nigdy nie sądziłam, że będę to robić w tym wieku. Nieco zwolniłam, ale teraz wiem, że nigdy nie przejdę na emeryturę", mówiła w rozmowie z „Mirror”.
Artystka od dekad pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych postaci światowej sceny muzycznej. Jej chropowaty głos i przeboje takie jak „Total Eclipse of the Heart” czy „Holding Out for a Hero” przyniosły jej międzynarodową sławę. W 2013 roku reprezentowała również Wielką Brytanię podczas Konkursu Piosenki Eurowizji.
__

2026/05/08

Protest przed domem Donalda Tuska. Policja komentuje sytuację

 Grupa przeciwników rządu pojawiła się przed domem premiera Donalda Tuska w Sopocie. Zgromadzenie miało charakter protestu i — według służb — przebiegło spokojnie. Na sytuację zareagował osobiście szef rządu, który w tym czasie przebywał we Włoszech. O ocenę zdarzenia "Fakt" zapytał sopocką policję. — Zgromadziło się około 50 osób — relacjonuje rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Sopocie mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.

Do protestu doszło 7 maja, a premier odniósł się do niego we wpisie opublikowanym na platformie X, gdzie napisał: "Pikieta na placu zabaw dla dzieci pod oknami mojego rodzinnego mieszkania pod moją nieobecność to szczyt odwagi. Nawrocki i Kaczyński są pewnie dumni z bohaterskiej akcji swoich ludzi"."Fakt" zwrócił się do sopockiej policji z prośbą o komentarz dotyczący zgromadzenia. Funkcjonariusze potwierdzili swoją obecność na miejscu oraz to, że monitorowali przebieg wydarzeń. Między godziną 17 a 18 z małym okładem odbyło się zgromadzenie związane z protestem — relacjonuje mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.

Na miejscu byli policjanci, którzy czuwali nad tym, żeby nie doszło do żadnych niebezpiecznych sytuacji. Całość przebiegła spokojnie, nie odnotowaliśmy żadnych zdarzeń generujących jakiekolwiek ryzyko informuje rzecznik sopockiej policji.

Jak dodaje, po godz. 18 uczestnicy zgromadzenia, liczącego około 50 osób, spokojnie się rozeszli.W czwartek (7 kwietnia) premier Donald Tusk przebywał na audiencji u papieża Leona XIV. Tego samego dnia po południu spotkał się w Rzymie z szefową włoskiego rządu Giorgią Meloni.


Pewnie bylo wiecej osob ale tu prawdy nie powiedza. Ludzie maja dosc rzadow Tuska jak i jego falszywej szwabskiej geby.Doprowadzil kraj do ruiny i jeszcze panstwo zadluzyl.