2026/08/24

Koszmar młodej kobiety. 36-latek prześladował ją od miesięcy

 Funkcjonariusze z Parczewa schwytali 36-latka, który z powodu nieodwzajemnionych uczuć zamienił życie młodej dziewczyny w prawdziwe piekło. Mężczyzna nie tylko zasypywał ją kwiatami, ale również regularnie pojawiał się w jej miejscu zatrudnienia oraz publikował w sieci obraźliwe i groźne komunikaty.

Sprawą uporczywego prześladowania młodej mieszkanki regionu zajęli się funkcjonariusze wydziału kryminalnego z Parczewa, o czym poinformowała młodsza aspirant Anna Borowik. Z przeprowadzonych dotychczas działań śledczych wynika, że dramat poszkodowanej trwał nieprzerwanie od lutego 2026 roku, kiedy to sprawca rozpoczął swoje niepokojące działania.

Agresywny stalker z Parczewa nachodził ofiarę w pracy

Zatrzymany regularnie wykorzystywał media społecznościowe do publikowania informacji na temat swojej ofiary. Na prywatnych profilach w internecie upubliczniał wpisy szkalujące młodą kobietę, dołączając do nich wulgarne wyzwiska oraz niepokojące groźby.

Sprawca ignorował fakt, że dziewczyna w żaden sposób nie chciała nawiązywać z nim relacji. Mężczyzna nie radził sobie z emocjonalnym odrzuceniem, dlatego wielokrotnie zjawiał się w zakładzie pracy 20-latki i narzucał się jej, wysyłając niechciane wiązanki kwiatów.Finał tej historii miał miejsce podczas policyjnej akcji zatrzymania agresora. W trakcie wykonywania czynności służbowych podejrzany stawiał opór i słownie znieważył mundurowych, a także dopuścił się naruszenia ich nietykalności cielesnej.

Zgromadzone dowody pozwoliły na przedstawienie mężczyźnie zarzutów dotyczących uporczywego nękania, kierowania gróźb oraz ataku na interweniujących policjantów. Na wniosek prokuratury miejscowy sąd nałożył na niego środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu, a za popełnione czyny może spędzić za kratami nawet osiem lat.                                                                                                                                                                                                                                                                                 


Zadźgał swoją dziewczynę, ciało wepchnął do bagażnika. W zatarciu śladów pomogła mu mama Joanna Drzycimska Joanna Drzycimska 2026-08-24

 Makabryczne zdarzenie wstrząsnęło społecznością studencką. 18-letnia dziewczyna została zamordowana, a jej zwłoki ukryto w bagażniku pojazdu zaparkowanego przy kampusie. Głównym podejrzanym w sprawie morderstwa jest jej rówieśnik i chłopak, Royce Moser. Nastolatek śmiertelnie ranił partnerkę nożem, a następnie zwrócił się do swojej matki z prośbą o pomoc w ukryciu ciała. W rozmowie ze śledczymi stwierdził, że do zbrodni popchnął go "demon".

Rodzina i znajomi 18-letniej Karoline Heintz wszczęli alarm, gdy w zeszłą środę (19 sierpnia) studentka nie stawiła się na zajęciach na Pennsylvania Western University w Kalifornii. Natychmiast powiadomiono służby ratunkowe oraz administrację uczelni. Poszukiwania szybko przyniosły tragiczny rezultat, gdyż funkcjonariusze zlokalizowali auto dziewczyny nieopodal biblioteki na terenie kampusu. Wewnątrz pojazdu panował bałagan, a śledczy dostrzegli też liczne ślady krwi. W trakcie dokładniejszych oględzin w bagażniku odkryto zwłoki 18-latki. Według doniesień serwisu "The Sun", powołującego się na akta procesowe, na ciele ofiary stwierdzono liczne obrażenia zadane ostrym narzędziem, z czego wiele zlokalizowano w okolicach klatki piersiowej.Głównym oskarżonym o dokonanie tej okrutnej zbrodni stał się jej partner, 18-letni Royce Moser. Policjant Rocco Gagliardi z Pensylwanii zrelacjonował na konferencji prasowej, że młoda para prowadziła rozmowę o przyszłości swojego związku przed domem chłopaka. W pewnym momencie dyskusja zamieniła się w kłótnię, po czym młody mężczyzna wrócił do domu, zapowiadając, że ma coś dla dziewczyny. W rzeczywistości zabrał z kuchni duży nóż, którym zaatakował i pozbawił ją życia. Podczas przesłuchania aresztowany powiedział, że w chwili popełniania czynu "opętał go demon". Przyznał się również, że skontaktował się z matką, by ta pomogła mu w ukryciu martwego ciała zasztyletowanej Karoline.

Matka posprzątała ślady krwi, a później wyraziła współczucie dla ofiary syna

Kobieta poleciła synowi wprowadzenie samochodu do garażu, by dokładnie umyć wnętrze środkami czyszczącymi. Policja informuje, że następnie przekazała mu lateksowe rękawice i nakazała jechać własnym wozem. Po powrocie na jej posesję, poleciła zmyć z siebie ślady i przebrać się w czyste rzeczy. Ponadto, matka miała włożyć narzędzie zbrodni do śmietnika, a zakrwawione ubrania syna wrzuciła do pralki. Funkcjonariuszom ostatecznie udało się zabezpieczyć nóż, co doprowadziło do zatrzymania zarówno Royce'a, jak i jego matki. Przed dziennikarzami kobieta przyznała jedynie, że jest jej przykro w związku z tym, co uczynił jej syn.                                                                                                        

"Mój syn ożenił się z kobietą z dzieckiem. Chcieli zrobić ze mnie niańkę"

 — Syn przyznał, że nie mogą znaleźć żadnej niańki, bo każda rezygnuje po pierwszej próbie. Sam jest już tym zmęczony, bo jednak małe dziecko w domu bardzo wyczerpuje. Nie czuł tak tego, kiedy ojciec chłopca był jeszcze w Polsce i chyba rozłąka z ojcem tak na niego wpłynęła. Poprosiłam syna, żeby poinformował synową o mojej decyzji, że nie będę już zostawać z chłopcem — napisała do naszej redakcji Marta. Przypominamy materiał z marca 2023 r.

Ja mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam. Żeby się z tą kobietą nie wiązał. Ale do zakochanego faceta nic nie trafia. A ja niestety miałam rację, bo cudze dziecko to nie własne dziecko. I ja zajmować się nim nie chcę.
Dwa lata temu syn poznał rozwódkę z maleńkim dzieckiem, jej synek miał wówczas zaledwie półtora roczku. Rozstali się z mężem bardzo szybko po jego urodzeniu, ale bez jakiś większych awantur i ojciec chłopca zajmował się bardzo dzieckiem. Mały był u niego w weekendy, to naprawdę porządny facet. Mój syn zakochał się bez pamięci, zaczął się z tą kobietą spotykać.

Mówiłam mu, że jest małe dziecko, że z tego będzie tylko kłopot


Bo dziecko nie jest jego, a to zawsze zwiastuje problemy. Nie chciał mnie słuchać, uważał, że przesadzam, że mały jest świetny no i nie ma większego problemu, bo rodzice dzielą się opieką. Rok temu wzięli ślub, choć nie wiem, po co tak się spieszyli. Mogli przecież razem zamieszkać wcześniej, syn zobaczyłby, jak to z bliska wygląda. Przez pierwsze miesiące było podobno super. Ojciec dziecka nadal się chłopcem zajmował, mieli czas dla siebie, na wspólne wyjścia. Dziś mały ma cztery latka, chodzi do przedszkola. Ale nie jest łatwym dzieckiem, tym bardziej że niedawno przeżył rozstanie z ojcem. Okazało się, że były mąż synowej dostał intratny kontrakt w Hiszpanii. Niby nie koniec świata, ale nie przyjedzie nawet na co drugi weekend, szczególnie że chyba nawet poznał tam jakąś kobietę.

No i zaczął się problem, bo nagle skończyło się wolne

Nie ma już ojca na wyciągnięcie ręki. On płaci i to spore alimenty, mogliby nawet zatrudnić niańkę, ale potem wyszło na jaw, że i z tym jest problem.Rodzice synowej mieszkają daleko, ona nie ma tu nikogo bliskiego. Jakiś czas temu poprosili mnie, żebym została z małym, bo chcą wyskoczyć do kina. Zgodziłam się, choć niezbyt chętnie. Ja tego dzieciaka prawie nie znam i nie podoba mi się sposób, w jaki synowa go wychowuje. Pozwala mu na wszystko. Ja mam w domu małego, starego pieska. Ten mały go szarpie i kopie, nie pomagają żadne tłumaczenia. Te trzy godziny nie należały więc do najłatwiejszych w moim życiu, ale jakoś dałam radę. To ich widocznie zachęciło, bo dwa tygodnie temu poprosili, żeby mały został u mnie na noc, bo mają wielką imprezę i zależy im na wyjściu. Zgodziłam się znowu, bo czego nie robi się dla syna. Ale tym razem to był horror. Mały nie chciał iść spać, wpadł w histerię, chciał do matki, kopał mnie, rzucał się na podłogę. Mój biedy piesek mało nie dostał zawału. Mały płakał jak opętany, z tego zmęczenia w końcu zasnął. Rano był na mnie obrażony, nie mogłam się doczekać, kiedy go zabiorą. Nic nie mówiłam, ale kilka dni później poprosiłam syna na rozmowę.

Kategorycznie oznajmiłam, że więcej nie zajmę się tym dzieckiem

Opowiedziałam, jak było. Syn przyznał, że nie mogą znaleźć żadnej niańki, bo każda rezygnuje po pierwszej próbie. Sam jest już tym zmęczony, bo jednak małe dziecko w domu bardzo wyczerpuje. Nie czuł tak tego, kiedy ojciec chłopca był jeszcze w Polsce i chyba rozłąka z ojcem tak na niego wpłynęła. Poprosiłam syna, żeby poinformował synową o mojej decyzji, że nie będę już zostawać z chłopcem. Sytuacja jest bardzo napięta, bo synowa poczuła się bardzo urażona moją decyzją. Syna mi szkoda, ale go uprzedzałam, żeby nie wiązał się z kobietą z dzieckiem. Chciałabym synowi jakoś pomóc, ale nie widzę dobrego wyjścia z całej tej sytuacji. Nie wiem, co mam robić, bo przecież nie będę się poświęcać dla cudzego dziecka. To nie jest mój wnuk i nie mam z nim żadnej więzi.                                                                    

Potrzebował pieniędzy, więc wszedł do kościoła i dobrał się do skarbony. Możliwe, że to nie pierwszy raz

 Rawiccy policjanci ustalili 34-letniego mężczyznę podejrzanego o włamanie do skarbony w kościele pw. św. Andrzeja Boboli w Rawiczu. Z jej wnętrza zniknęło co najmniej 800 złotych. Jak się okazało, mieszkaniec powiatu kętrzyńskiego miał już wcześniej dopuszczać się podobnych przestępstw.Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Rawiczu, do włamania doszło 8 sierpnia. Według ustaleń policjantów 34-latek dostał się do kościelnej skarbony, a następnie zabrał znajdujące się w niej pieniądze.

Organy porządku publicznego

Mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu, gdzie miał dopuścić się podobnego czynu. Rawiccy policjanci ustalili, że nie było to jego pierwsze tego rodzaju przestępstwo, dlatego za swój czyn odpowie w warunkach recydywy.34-latek usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem. Grozi mu kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Policjanci sprawdzają również, czy mężczyzna może mieć związek z podobnymi kradzieżami, do których dochodziło w innych kościołach.