2026/06/26

 


 



 


Dramat 24-letniej Wiktorii. Prokuratura: ginekolog usunął jej macicę bez wskazań!

 Profesor Dariusz S., który przez lata był poznańskim autorytetem w ginekologii operacyjnej stanął przed sądem! Prokuratura zarzuca mu, że popełnił błąd w trakcie operacji 24-letniej pacjentki i przeprowadził jej zabieg radykalnego usunięcia macicy pomimo braku wskazań medycznych. Szczegóły w artykule.

Bezpodstawne usunięcie narządów rozrodczych młodej pacjentce to dla niej wyrok. Kobieta nigdy już nie zostanie matką. Sprawę jako pierwsza opisał dziennikarz poznańskiego oddziału Gazety Wyborczej, podkreślając, że ubezpłodnienie 24-letniej Wiktorii to największy skandal w historii ginekologii w Poznaniu.Młoda kobieta zgłosiła się do szpitala w kwietniu 2024 roku z bólem brzucha. Badania wskazywały na zmianę na jajniku, która mogła być guzem. Kobieta trafiła na stół, operował ją sam ordynator. Niestety, miał popełnić błąd.

Prof. Dariusz S. najpierw wyciął jajnik z guzem, ale nie poczekał na wyniki badania histopatologicznego i usunął też kobiecie drugi jajnik, jajowody i macicę. 

Śledczy szybko dowiedzieli się, że lekarz wyciął narządy rozrodcze bez posiadania pełnej świadomej zgody pacjentki na zakres operacji i jej konsekwencje. Dodatkowo, zdaniem prokuratury, lekarz miał też zmieniać dokumentację medyczną.

Po tym, jak sprawa trafiła do mediów, lekarz został zwolniony. Usłyszał też zarzut umyślnego spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała. Profesorowi grozi za to kara od 3 do 20 lat pozbawienia wolności, a czyn ten jest kwalifikowany jako zbrodnia.Mężczyzna ma też zarzut poświadczenia nieprawdy. Na swojej stronie internetowej lekarz pisze o sobie, że jest autorem ponad 200 prac naukowych, w tym prac oryginalnych publikowanych w renomowanych czasopismach o zasięgu międzynarodowym, a jego opracowania znajdują się w licznych podręcznikach akademickich i książkach dla lekarzy specjalistów ginekologów i położników.

W Sądzie Okręgowym w Poznaniu ruszył właśnie proces w tej sprawie. Na sądowej sali lekarz nie przyznał się do winy i przekonywał, że kierował się dobrem pacjentki, bo uznał, że jej życie jest zagrożone. W jego ocenie, w trakcie operacji zaobserwował zmiany, które wskazywały na rozsiany nowotwór jajnika. Według profesora, pacjentka została przed operacją poinformowana o możliwościach i konsekwencjach operacji i wyraziła na nie zgodę.

Czy strzyżenie psa latem to błąd? Weterynarz ostrzega: to może skończyć się poparzeniem

 Wielu właścicieli psów w dobrej wierze skraca swoim pupilom sierść przed upałami, licząc na to, że w ten sposób pomogą im przetrwać wysokie temperatury. Jak się jednak okazuje, nie zawsze jest to dobry pomysł. W przypadku niektórych ras takie działanie może przynieść więcej szkody niż pożytku i narazić zwierzę na problemy zdrowotne.

ak tłumaczy lekarz weterynarii, wszystko zależy od rodzaju sierści i rasy psa. Są zwierzęta, które wymagają regularnego strzyżenia przez cały rok – jak yorki czy maltańczyki – ale istnieje też grupa psów, których nie powinno się skracać "na lato”. W ich przypadku naturalna sierść pełni funkcję ochronną, m.in. przed przegrzaniem i promieniowaniem słonecznym. Zbyt krótkie strzyżenie może prowadzić nawet do poparzeń skóry i zaburzeń naturalnej termoregulacji.

Weterynarze podkreślają, że kluczowe jest nie tylko to, czy pies jest strzyżony, ale przede wszystkim jak krótko i w jaki sposób odbywa się pielęgnacja. Właściciele często kierują się modą lub intuicją, nie zdając sobie sprawy, że w przypadku niektórych ras „letnia fryzura” może być realnym zagrożeniem dla zdrowia pupila.O tym, które rasy rzeczywiście potrzebują regularnego strzyżenia, a które powinny pozostać w naturalnej szacie nawet w upale, porozmawialiśmy z lekarzem weterynarii. Dr Monika Cygańska zdradziła, gdzie kończy się troska, a zaczyna niebezpieczna nadgorliwość. — Te psy absolutnie nie powinny być strzyżone na lato — zaapelowała.

 


Potwornie zemścił się na ojcu za przemoc w dzieciństwie. "W żaden sposób nie sprowokował syna"

 Przez lata miał doświadczać przemocy fizycznej i psychicznej ze strony swojego ojca. W końcu czara goryczy się przelała i doszło do tragedii. 28-letni Michał B. spod Olsztynka (woj. warmińsko-mazurskie) śmiertelnie pobił swojego ojca, kopiąc go i uderzając jego głową o meble i podłogę. Teraz w sprawie zapadł wyrok. 28-latek decyzją Sądu Apelacyjnego w Białymstoku trafi za kraty na 12 lat.

Do tragedii doszło 11 kwietnia 2025 r. w jednej z miejscowości na terenie gminy Olsztynek. Jak wynika z ustaleń śledztwa, Michał B. przez wiele lat miał być ofiarą przemocy ze strony ojca. W domu dochodziło zarówno do przemocy fizycznej, jak i psychicznej, co miało pozostawić trwały ślad w psychice mężczyzny.Według ustaleń sądu konflikt między ojcem i synem narastał przez lata, aż w końcu doszło do tragedii.

— Według ustaleń prokuratora Michał B. od pewnego czasu mieszkał razem z pokrzywdzonym. Oskarżony nadużywał alkoholu, po spożyciu którego wszczynał kłótnie z ojcem. Także krytycznego dnia Michał B. spożywał alkohol. Gdy w godzinach wieczornych wrócił do domu, działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia swojego ojca, zadał mu pięściami kilkanaście uderzeń w głowę oraz uderzał jego głową w twardą powierzchnię, a ponadto dusił go rękoma za szyję. Oskarżony spowodował tym u pokrzywdzonego rozległe obrażenia ciała, co doprowadziło do śmierci pokrzywdzonego na miejscu zdarzenia — informował Adam Barczak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie.22 stycznia 2026 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał Michała B. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i skazał go na karę 12 lat pozbawienia wolności.— Sąd wskazał, że feralnego wieczoru katalizatorem takiego agresywnego zachowania oskarżonego w stosunku do ojca był spożyty przez niego wcześniej alkohol. Oskarżony odgrażał się, że pozbawi swojego ojca życia za złe traktowanie w dzieciństwie i w rezultacie tę groźbę spełnił. Sąd zwrócił też uwagę, że pokrzywdzony tego dnia w żaden sposób nie sprowokował syna do tak agresywnego zachowania. Przy czym ze zgromadzonych w sprawie dowodów wynika, że pokrzywdzony w trakcie ataku syna nie podjął jakiejkolwiek aktywnej obrony — relacjonował sędzia Adam Barczak.Wyrok był nieprawomocny. Od decyzji sądu odwołał się obrońca Michała B., który domagał się zmiany kwalifikacji prawnej czynu. Argumentował, że jego klient działał w stanie silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami.W czwartek, 25 czerwca, Sąd Apelacyjny w Białymstoku rozpatrzył apelację obrońcy skazanego. Ostatecznie nie przychylił się do jego argumentów i utrzymał wyrok 12 lat więzienia, jedynie nieznacznie zmieniając opis czynu.

Wyrok jest prawomocny.