2026/09/08

 


Kobieta zamordowana we własnym domu. Jej córka przyznała się do winy

 W jednym z domów jednorodzinnych w podkarpackim Jedliczu odkryto zwłoki 87-letniej kobiety. Śledczy postawili zarzut morderstwa jej 65-letniej córce, która potwierdziła swój udział w zbrodni i trafiła już do aresztu tymczasowego. Grozi jej dożywocie.

Według relacji portalu krosno112.pl obie kobiety dzieliły wspólnie jeden dom. Starsza z nich na co dzień funkcjonowała na parterze budynku, natomiast jej 65-letnia córka zajmowała wyższą kondygnację. Technicy kryminalistyki dokładnie przeszukali miejsce zdarzenia i zebrali dowody pozwalające zrekonstruować przebieg dramatu. Dziennikarze lokalnego serwisu wskazują, że policjanci zabezpieczyli plamy krwi i odnaleźli przedmiot stanowiący prawdopodobne narzędzie zbrodni.Policja ujęła 65-latkę w niedzielę. Serwis krosno112.pl podaje, że dobę później podejrzanej przedstawiono zarzut morderstwa, do którego się przyznała. Trafiła do aresztu tymczasowego. Jak ustaliło terazkrosno.pl, kobieta była już wcześniej karana za znęcanie się nad matką.

Awantura o szkolną dietę. Nowacka ostro o Morawieckim: niedouczony, nieprzygotowany

 Zmiany w szkolnych jadłospisach wywołały prawdziwą burzę. Były premier Mateusz Morawiecki nie szczędził ostrych słów, krytykując wprowadzenie tzw. diety planetarnej w polskich szkołach. Minister edukacji Barbara Nowacka nie pozostała mu dłużna — w rozmowie na antenie Polsat News zarzuciła Morawieckiemu brak przygotowania i elementarnej wiedzy. — Fasola z kaszą, która tak się nie podoba panu Morawieckiemu, jest zdrowa — podkreśliła szefowa MEN.

Morawiecki: dość tych szaleństw ideologicznych

Były premier nie przebierał w słowach. "Nikt nie pytał rodziców, zero konsultacji. Po prostu wjechali z dietą planetarną. Najpierw straszą, że dieta mięsna zabija planetę, a potem każą dzieciom jeść fasolę z kaszą. Dość tych szaleństw ideologicznych […] ręce precz od naszych dzieci" — grzmiał Morawiecki w nagraniu opublikowanym na platformie X.Od 1 września w szkołach i przedszkolach obowiązują nowe przepisy dotyczące żywienia dzieci i młodzieży. Dieta planetarna, na której oparto nowe wytyczne, zakłada większy udział produktów roślinnych w codziennych posiłkach.

Nowacka: to rozporządzenie było szeroko konsultowane

Minister edukacji Barbara Nowacka stanowczo odpowiedziała na zarzuty Morawieckiego.

Mówimy o żywieniu w szkole, w domach rodzice mogą żywić dzieci, jak chcą. Żadne rozporządzenie, szanowny panie Morawiecki, jak pan wie, nie wchodzi bez konsultacji społecznych, więc oczywiście te konsultacje były. To jest rozporządzenie, które było konsultowane bardzo długo i to w ubiegłym roku

— wyjaśniła Nowacka w programie "Graffiti".
Szefowa MEN nie kryła krytyki wobec byłego premiera:

Mateusz Morawiecki jak zwykle nieprzygotowany nagrywa filmiki.

Otyłość i brak ruchu — wyzwania dla szkół

Nowacka zwróciła uwagę na rosnący problem otyłości wśród dzieci i młodzieży oraz ich siedzący tryb życia. Podkreśliła, że nowe zasady żywienia mają służyć zdrowiu najmłodszych.

Ministerstwo Zdrowia wprowadza w stołówkach zasady, które pokażą, że smażone mięso dwa razy w tygodniu to jest zdrowy kierunek. Ryba raz w tygodniu to jest zdrowy kierunek. Fasola z kaszą, która tak się nie podoba panu Morawieckiemu, jest zdrowa

— wyliczała Nowacka.Minister edukacji podsumowała dyskusję o diecie planetarnej, wytykając Morawieckiemu brak wiedzy: — A co to jest dieta planetarna? Znowu niedouczony Morawiecki nie wie. To jest jedzenie produktów lokalnych i krajowych, czyli tych, które są najbliżej domu, czyli od polskich rolników. No to atakować to trochę hańba!

Pokazali śniadanie w szpitalu. Ludzie nie wierzą, że to Polska

 Nie jest tajemnicą, że posiłki w polskich szpitalach pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego zdjęcie śniadania serwowanego na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala w Wysokiem Mazowieckiem (woj. podlaskie) wywołało ogromne poruszenie — wygląda bowiem jak z najlepszego hotelu. "Nowość na naszym oddziale" — chwali się szpital.

Suchy chleb, ćwiartka pomidora, średniej jakości wędlina czy pasztet — bardzo często to właśnie tak niestety wciąż wyglądają posiłki w szpitalach w Polsce. Także na porodówkach, gdzie jedzenie ma ogromne znaczenie dla regeneracji po urodzeniu dziecka. Szpital w Wysokiem Mazowieckiem rzucił jednak wyzwanie szpitalnym realiom i świeżo upieczonym mamom serwuje teraz wymarzone śniadania.

Takie śniadanie po porodzie w szpitalu w Wysokiem Mazowieckiem. Aż się nie chce wierzyć

Pracownicy tamtejszego oddziału ginekologiczno-położniczego w poniedziałek, 8 września, podzielili się w internecie pierwszym posiłkiem z nowo uruchomionego programu "Wyjątkowe śniadanie dla wyjątkowej mamy". Na opublikowanym zdjęciu widać tacę pełną obfitości — są różne owoce, warzywa, surówka, wędlina, pieczywo, różne pasty, a nawet naleśniki i sok."WYJĄTKOWE ŚNIADANIE DLA WYJĄTKOWEJ MAMY — nowość na naszym oddziale to śniadanie regeneracyjne dla świeżo upieczonych mam! Poród to ogromny wysiłek dla organizmu. Dlatego od dziś w naszym szpitalu każda pacjentka po porodzie otrzyma specjalnie przygotowane śniadanie regeneracyjne" — opisują pracownicy szpitala.
Jak wyjaśniają, chcą, by pierwsze chwile po narodzinach dziecka były czasem nie tylko wzruszeń, ale również odpoczynku, nabrania sił i zadbania o siebie.

Śniadanie regeneracyjne dla każdej świeżo upieczonej mamy

"Bo po wielkim wysiłku, jakim jest poród, mama również zasługuje na odrobinę szczególnej troski. To nasza mała, ale ważna zmiana, dzięki której chcemy jeszcze lepiej zadbać o komfort i dobre samopoczucie naszych pacjentek" — chwali się szpital.
Zdjęcie posiłku wywołało lawinę komentarzy. Wiele kobiet wspomina swój pierwszy posiłek po porodzie, nie wierząc, że w polskim szpitalu serwują tak pożywne śniadanie. "Tak powinno wyglądać śniadanie w każdym szpitalu położniczym. Przykre są nasze polskie realia, że kobieta dostaje chleb, kawałek masła, szynki i ogórka czy pomidora. I to ma odżywić", "Pamiętam swój — kleik i sucharek", "Mega, ja pamiętam jak po porodzie dostałam zimną gorzką herbatę i kromkę chleba z serkiem topionym", "Ile ja bym dała za taki posiłek po porodzie. Tymczasem chleb i woda, rozgotowane papki bez smaku, zakazy i nakazy, co można, a co zabronione", "To powinien być standard w szpitalach. Ja po porodzie w swoim szpitalu dostałam łychę paprykarza i dwie kromki chleba" — komentują kobiety.



Zlecił zabójstwo pięciu osób. "Cena nie gra roli"

 Zginąć miała jego była żona, jej krewny, dwie policjantki i sędzia. 54-letni biznesmen ze Śląska zaplanował nawet sposób ich śmierci. "Wyrok" miał wykonać płatny zabójca. Zleceniodawca stwierdził, że "cena nie gra roli" — wynika z nieoficjalnych informacji Onetu. Znamy wstrząsające kulisy tej sprawy.

Zbrodnię zaplanował 54-letni przedsiębiorca z Dąbrowy Górniczej. Zabójstwo pięciu osób miał zlecić za pośrednictwem mężczyzny, który w przeszłości odgrywał kluczową rolę w strukturach kilku grup przestępczych działających na terenie Śląska. Ten miał się sam podjąć tego zadania albo znaleźć odpowiednią osobę do tej "roboty".Co popchnęło 54-latka do takich drastycznych kroków? — Mężczyzna miał nie godzić się z rozstrzygnięciem sądu rodzinnego oraz czynnościami podejmowanymi wobec niego przez funkcjonariuszy policji. W konsekwencji postanowił zemścić się na osobach, które, w jego przekonaniu, przyczyniły się do takiego obrotu sprawy — tłumaczy kom. Krzysztof Wrześniowski z Centralnego Biura Śledczego Policji, które wpadło na trop tej sprawy.Jak ustalił nieoficjalnie Onet, wyrok sądu dotyczył odebrania 54-latkowi praw rodzicielskich. Jako winnych tej sytuacji mężczyzna wytypował byłą żonę, członka jej rodziny, dwie funkcjonariuszki Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Opolskich oraz sędziego orzekającego w sprawie.Zajmujący się tą sprawą mundurowi z CBŚP w Nowym Sączu, działając pod nadzorem tamtejszej prokuratury, ustalili m.in. kanały komunikacji pomiędzy zleceniodawcą a pośrednikiem, miejsca związane z przekazywaniem informacji dotyczących przyszłych ofiar, a także plan i terminy realizacji poszczególnych zleceń. Przygotowania do zbrodni były już na zaawansowanym etapie.

Nieoficjalnie: wujek byłej żony miał zginąć w pożarze domu

— Z ustaleń wynika, że mężczyzna miał precyzyjnie określać swoje oczekiwania dotyczące sposobu działania. W przypadku jednej z osób miał oczekiwać jej śmierci w wyniku pożaru wznieconego w miejscu zamieszkania — relacjonuje kom. Wrześniowski.Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że tak miał zginąć właśnie krewny byłej żony biznesmena. Chodzi o jej wujka, który obwiniał 54-latka o rozpad jej małżeństwa. Przedsiębiorca zaplanował rodzaj śmierci także dla pozostałych potencjalnych ofiar.Jak ustalili funkcjonariusze CBŚP, sytuacja majątkowa 54-latka pozwalała na zaoferowanie wysokiego wynagrodzenia za realizację zlecenia. Miało ono stanowić zachętę dla potencjalnych wykonawców. "Cena nie gra roli" — stwierdził biznesmen w rozmowie ze wspomnianym przestępcą.
Po uzyskaniu pierwszych informacji w sprawie funkcjonariusze CBŚP skoncentrowali działania zarówno na weryfikacji realnego zagrożenia dla potencjalnych pokrzywdzonych, jak i na gromadzeniu materiału dowodowego dokumentującego przestępcze zamiary.

54-latkowi grozi nawet dożywocie

Prowadzone czynności operacyjne przyniosły rezultaty. Zebrane materiały pozwoliły na wszczęcie przez nowosądecką prokuraturę śledztwa w tej sprawie i dały podstawę do zatrzymania 54-latka. Doszło do tego 26 sierpnia 2026 r.Podejrzany usłyszał cztery zarzuty. Dotyczyły m.in. podżegania do naruszenia nietykalności cielesnej, spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała, zniszczenia mienia, a przede wszystkim podżegania do pozbawienia życia pięciu osób. Kodeks karny przewiduje za to nawet karę dożywotniego więzienia. Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Nowym Sączu zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt na trzy miesiące.
— Sprawa ma charakter rozwojowy. Funkcjonariusze CBŚP, pod nadzorem prokuratury, prowadzą dalsze czynności procesowe i operacyjne, których celem jest pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy oraz ustalenie ewentualnego udziału innych osób — podkreśla Krzysztof Wrześniowski

Fałszywi policjanci włamali się do domu i porwali domownika. Przerażające sceny pod Ostrołęką

 To już trzy dni od zuchwałego napadu w Zalasie pod Ostrołęką. Przestępcy podszyli się pod policjantów, dostali się na posesję, dokonali kradzieży i uprowadzili jednego z domowników. Mimo upływu czasu napastnicy wciąż pozostają nieuchwytni.

Do przerażających scen doszło w poniedziałek, 1 września, w niewielkim Zalasie w powiecie ostrołęckim. Nieznani sprawcy pojawili się na jednej z posesji i podszywali się pod funkcjonariuszy policji. Następnie dokonali kradzieży.To jednak nie był koniec dramatu. Napastnicy uprowadzili jednego z domowników i wywieźli go z posesji. Później sprawcy porzucili uprowadzonego mężczyznę w lesie. Sprawę od początku wyjaśniają policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Ostrołęce.

– Nieznani sprawcy podszywający się za funkcjonariuszy Policji dokonali kradzieży w jednej z posesji położonej w miejscowości Zalas. Sprawcy zdarzenia dokonali również uprowadzenia jednego z domowników – przekazała nam prokurator rejonowa w Ostrołęce Karolina Sulkowska.

Trzy dni i żadnego zatrzymania

Od dramatycznego napadu minęły już trzy dni. Mimo to śledczy wciąż nie mogą mówić o przełomie w sprawie.

– Do chwili obecnej w sprawie nie zostały zatrzymane jakiekolwiek osoby i nie przedstawiono nikomu zarzutów – poinformowała prokurator Karolina Sulkowska.

Prokuratura ze względu na dobro i rozwojowy charakter postępowania nie przekazuje na razie dalszych szczegółów. Wciąż nie wiadomo więc, kto stał za zuchwałym napadem i dlaczego sprawcy wybrali właśnie tę posesję. Ludzie, którzy podszyli się pod policjantów, dokonali kradzieży i uprowadzili człowieka, nadal są nieuchwytni. Do sprawy powrócimy wraz z pojawieniem się nowych informacji.