2026/07/10

 


30-latka zmarła po brutalnym gwałcie. 63-latek w areszcie. "Szczegóły są zbyt drastyczne"

 — Zebrany materiał dowodowy wskazuje, że 63-latek doprowadził do czynności seksualnej 30-latkę, wykorzystując bezradność pokrzywdzonej. Spowodował u niej liczne obrażenia — przekazała podkom. Kamila Sowińska z KMP w Łodzi. Zaatakowana kobieta zmarła, osierocając 7-letnią córkę.
Do napaści doszło w nocy z 4 na 5 lipca w jednym z mieszkań na łódzkim osiedlu Górniak. Z ustaleń śledczych wynika, że 30-latka z ciężkimi obrażeniami została przewieziona do jednego z łódzkich szpitali. Mimo ogromnego wysiłku lekarzy i podjętych działań ratunkowych, pacjentki nie udało się uratować.Sprawą natychmiast zajęła się policja, badając przebieg tragicznej nocy. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że do przestępstwa doszło w jednym z mieszkań na osiedlu Górniak. Kryminalni wytypowali i zatrzymali podejrzanego w tej sprawie 63-latka.

— Zebrany materiał dowodowy wskazuje, że 63-latek doprowadził do czynności seksualnej 30-latkę, wykorzystując bezradność pokrzywdzonej. Spowodował u niej liczne obrażenia — zrelacjonowała podkom. Kamila Sowińska z KMP w Łodzi.Policjanci przekazali podejrzanego do dyspozycji prokuratury, gdzie 63-latek złożył wyjaśnienia i przyznał się do kontaktu seksualnego z kobietą. Prokurator przeanalizował zebrane dowody i postawił mężczyźnie wstępne zarzuty.— Mężczyźnie przedstawiono zarzut z art. 198 Kodeksu karnego, czyli wykorzystania stanu bezradności i doprowadzenia do obcowania płciowego. U kobiety na pewno doszło do licznych obrażeń. Są one związane właśnie z tymi czynnościami seksualnymi — potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, prok. Paweł Jasiak.

W takich sprawach często pojawia się pytanie, dlaczego sprawca nie odpowiada za surowiej karany gwałt. Zastosowany przez śledczych przepis odnosi się do sytuacji, w której napastnik wykorzystuje już istniejący stan bezradności ofiary – może to być na przykład głęboki sen, utrata przytomności czy silne odurzenie. Na ten moment prokuratura nie ujawnia, co dokładnie było przyczyną stanu bezradności 30-latki.

Po przedstawieniu zarzutów śledczy wystąpili do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt dla podejrzanego. Sąd przychylił się do tego wniosku i zdecydował o aresztowaniu 63-latka na trzy miesiące (do października 2026 r.). Przy obecnej kwalifikacji czynu grozi mu od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.Warto podkreślić, że wspomniane osiem lat nie jest wyrokiem, a jedynie obecną górną granicą kary wynikającą ze wstępnej kwalifikacji prawnej.

Sekcja zwłok i możliwe zaostrzenie kary

Prokuratura bada teraz kluczowy wątek – bezpośrednią przyczynę śmierci 30-latki. Lekarze medycyny sądowej przeprowadzili już sekcję zwłok. Od jej wyników oraz od opinii biegłych zależy dalszy bieg postępowania.

Jeżeli się okaże, że obrażenia doprowadziły do zgonu, będziemy mogli mówić o zabójstwie w zamiarze ewentualnym. Co do szczegółów tych obrażeń, myślę, że lepiej, żebyśmy o nich nie informowali, są zbyt drastyczne

— zaznaczył prok. Jasiak.

Zabójstwo w zamiarze ewentualnym oznacza, że sprawca nie dążył bezpośrednio do śmierci ofiary, ale przewidywał taki skutek swoich działań i się na niego godził. Jeśli zarzuty wobec 63-latka zostaną zmienione na podstawie art. 148 Kodeksu karnego, będzie mu grozić kara od 10 lat więzienia do dożywotniego pozbawienia wolności.

Śledczy wciąż pracują nad ustaleniem wszystkich szczegółów zbrodni. Na pytania o dokładną relację między podejrzanym a ofiarą prokuratura odpowiada ostrożnie. — To jeszcze będziemy wyjaśniać — podkreślił rzecznik, dodając, że śledczy planują kolejne przesłuchania, w tym rozmowy z członkami rodziny zmarłej.Ze względu na drastyczny charakter czynu, redakcja w porozumieniu z prokuraturą zdecydowała o nieujawnianiu szczegółów obrażeń, jakich doznała kobieta.

Źródło: Fakt.pl

Wnuczka zleciła, kochanek zabił, mąż stał na czatach. Wyrok po zabójstwie tłuczkiem do mięsa

 Zapadł wyrok we wstrząsającej sprawie zabójstwa 78-letniego Józefa D., zaatakowanego w Gdańsku tłuczkiem do mięsa. Jego śmierć to efekt zmowy trojga skazanych: 25-letniej wnuczki ofiary, jej 26-letniego męża oraz 20-letniego kochanka kobiety. Decyzja sądu jest nieprawomocna.

Prokuratura oskarżyła Angelikę N., Kamila N., oraz Dawida Z. o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. W piątek Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał wnuczkę 78-latka oraz jej kochanka - Dawida Z. - na 25 lat pozbawienia wolności. Mąż kobiety ma spędzić w więzieniu 20 lat. Wyrok nie jest prawomocny.

 

Sprawcy zostali uznani winnymi zabójstwa, jednak sąd nie przychylił się do części aktu oskarżenia wskazującej na szczególne okrucieństwo zbrodni oraz motywację zasługującą na szczególne potępienie.

Zbrodnia w Gdańsku Brzeźnie. Sąd wydał wyrok

Jak relacjonował na antenie Polsat News reporter Michał Tokarczyk, Angelika N. oraz Dawid Z. wysłuchali wyroku z pochylonymi głowami. Wnuczka ofiary zakryła twarz włosami, a Kamil N. stał wyprostowany.

 

Do tragedii doszło w Brzeźnie, dzielnicy Gdańska. 2 lutego 2025 r. - około godz. 6:00 - 78-letni Józef D. wyszedł z domu i skierował się w stronę kościoła, aby wziąć udział w mszy. Wtedy, przy ulicy Młodzieży Polskiej, został brutalnie zaatakowany.

 /

 

Ciosy tłuczkiem do mięsa, wymierzone w głowę, zadał mu Dawid Z. Rolą Kamila N. było czuwanie, czy nikt nie zbliża się do miejsca przestępstwa. Michał Tokarczyk, opisując wstrząsającą sprawę, wskazywał, że Józef D. krzyczał, by wezwać pomoc, jednak wtedy oprawca zaczął podduszać 78-latka. Jak podkreślił reporter, mężczyzna umierał w męczarniach.

Wnuczka zaplanowała zabójstwo dziadka. Miał ją "irytować"

Tydzień przed dokonaniem zbrodni cała trójka spotkała się na plaży, aby ustalić wspólną wersję wydarzeń. Jak mówił Michał Tokarczyk, mąż Angeliki N. chciał "dorównać" jej kochankowi, dlatego tak chętnie wziął udział w przestępstwie. Dawid Z. wypowiedział się z kolei o narzędziu zbrodni. Twierdzi, że użył tłuczka, ponieważ nie miał innego ostrego narzędzia w domu.

 

Tymczasem Angelika N. tłumaczyła motyw morderstwa. Dziadek miał ją "irytować" zwracaniem uwagi na spędzanie zbyt długiego czasu przed komputerem oraz spożywanie alkoholu. Sąd podkreślił, że każda z osób zaangażowanych w tę zbrodnię ponosi za nią równą odpowiedzialnosc .

Koszmarny lot do Niemiec. Pasażera częściowo wyssało przez uszkodzone okno!

 Pasażerowie lotu Ryanaira z Grecji do Niemiec przeżyli chwile grozy, gdy w samolocie pękła szyba i doszło do nagłej dekompresji. 61-latek niemal został wyssany na zewnątrz przez rozbite okno. Tragedii udało się uniknąć tylko dzięki pasom i szybkiej interwencji żony.

Gwałtowna dekompresja w Boeingu. Lot FR1879 na trasie Saloniki – Memmingen zamienił się w koszmar

To miał być zwykły rejs z Grecji do Niemiec, jednak bardzo szybko zamienił się w dramatyczną walkę o życie. Na pokładzie Boeinga 737 linii Malta Air, podczas lotu Ryanaira z Salonik do Memmingen, chwilę po starcie rozpadło się jedno z okien. Podróżni musieli natychmiast założyć maski tlenowe, a załoga przystąpiła do procedur ratunkowych. Z relacji świadków wynika, że pęknięta szyba o mało nie doprowadziła do śmierci 61-letniego mężczyzny siedzącego w feralnym rzędzie. Został uwięziony w wyrwie, ale od najgorszego uchroniły go solidnie wpięte pasy, a także ofiarna postawa partnerki i reszty podróżujących.

Serb o mało nie wyleciał z samolotu Ryanaira. Żona trzymała go przez kilka minut

Pęd powietrza dosłownie porwał 61-letniego Serba, a część jego tułowia i głowa znalazły się poza samolotem. Mężczyzna nie wypadł wyłącznie z powodu zabezpieczających go pasów, które zablokowały jego ciało na siedzeniu. Dodatkowo żona mężczyzny przez pięć minut walczyła z potężną siłą wiatru, kurczowo trzymając męża. Wkrótce dołączyli do niej inni przerażeni podróżni, pomagając ostatecznie wciągnąć 61-latka do środka kabiny.

Załoga oczywiście podjęła decyzję o natychmiastowym lądowaniu. Samolot zawrócił i wylądował awaryjnie w Salonikach po godzinie i piętnastu minutach od startu. Choć nie ma jeszcze oficjalnych raportów śledczych, to nieoficjalnie szybę mogły zbić odłamki pochodzące z uszkodzonego silnika odrzutowego. Informacje te nie zostały póki co zweryfikowane, a same linie lotnicze Ryanair nie opublikowały jak dotąd oświadczenia wyjaśniającego szczegóły tego zdarzenia.

 

Gdy dowiedział się prawdy, sięgnął po szalik. Nie miał litości dla ciężarnej partnerki

 To była kolejna burzliwa kłótnia pary kochanków. Doprowadziła jednak do tragedii, która do dziś budzi przerażenie. W Jaworze na Dolnym Śląsku zazdrość, alkohol i wybuch niekontrolowanej furii doprowadziły do makabrycznej zbrodni. 31-letnia kobieta, będąca w ciąży, została uduszona przez Zbigniewa K., swojego partnera. Powód? Wyznała mu, że dziecko, którego się spodziewa, nie jest jego.

Jawor to niewielkie miasteczko na Dolnym Śląsku oddalone od Legnicy zaledwie 21 km. Iwona K. i Zbigniew K. znali się wcześniej. Ich związek od początku był pełen emocji. Znajomość zaczęła się zacieśniać w wakacje w 2016 r. Poznali się w pracy i szybko zostali parą. Zamieszkali razem, ale zamiast wspólnego szczęścia coraz częściej pojawiały się awantury.Zbyszek nadużywał alkoholu, był chorobliwie zazdrosny i nieustannie podejrzewał Iwonę o zdradę. Bliscy wiedzieli, że w tym domu źle się dzieje. Dochodziło do przemocy, interweniowała policja. Mimo to kobieta nadal mieszkała z oprawcą.Do dramatu doszło w styczniu 2017 r. Tego dnia para piła alkohol. Z pozoru zwyczajny wieczór szybko zamienił się w piekło. W czasie kłótni kobieta wyznała partnerowi, że dziecko, które nosi pod sercem, nie jest jego. Te słowa miały wywołać u niego prawdziwy wybuch furii.

Najpierw rzucił się na kobietę i zaczął dusić ją rękami. To jednak nie wystarczyło. Sięgnął po wiszący na gwoździu szalik i z dużą siłą zacisnął go na jej szyi. Nie przestał, dopóki nie przestała oddychać i bezwładnie osunęła się do pojemnika na pościel w wersalce. Ciężarna 31-latka nie miała żadnych szans.To, co wydarzyło się później, szokuje równie mocno jak sama zbrodnia. Zamiast wezwać pomoc lub zawiadomić kogokolwiek o tragedii, sprawca przykrył ciało kołdrą, zamknął mieszkanie i wyszedł. Poszedł do znajomych. Pił piwo, grał w karty i zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Zwłoki kobiety odnaleziono dopiero później.

Kilkanaście godzin później policjanci zatrzymali podejrzanego. Podczas przesłuchania nie zaprzeczał. Przyznał się do zabójstwa i tłumaczył, że nie potrafił zapanować nad emocjami po usłyszeniu, że nie jest ojcem dziecka. Po usłyszeniu zarzutów decyzją sądu w Jaworze trafił do aresztu.

Sąd w Legnicy skazał dusiciela na dożywocie

Zanim sprawa trafiła do sądu, Zbigniew K. skierował do rodziny Iwony K. list, do którego dotarł reporter "Faktu". "Jestem oskarżony o zbrodnię, do której się przyznałem. Bardzo kochałem i w pewnym sensie nadal kocham Iwonę. Nie potrafię się z tym pogodzić, że już jej nie ma. Swoim postępowaniem wyrządziłem bardzo wiele szkód. Majka była najważniejsza dla Iwony. A ja zabrałem Majce osobę, którą najbardziej kochała. Zabrałem jej mamę" — czytamy w liście.Słowa te nie wpłynęły jednak na ocenę sądów, które uznały, że okoliczności zbrodni świadczą o wyjątkowo wysokim stopniu winy sprawcy.

W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Legnicy skazał Zbigniewa K. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Obrona odwołała się od wyroku.

26 czerwca 2018 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił wyrok. Utrzymał winę Zbigniewa K., ale złagodził karę do 25 lat pozbawienia wolności, z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 20 lat kary.

"Brutalny sposób działania oskarżonego, za jaki należy uznać duszenie drugiej osoby przez stosunkowo długi czas około 10 minut, pomimo podejmowania obrony przez ofiarę, co świadczy o bezwzględności i determinacji Zbigniewa K. oraz braku po jego stronie jakiejkolwiek refleksji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iwona K. była osobą chorą i częściowo niepełnosprawną po przebytym w maju 2016 r. udarze" — czytamy w pisemnym uzasadnieniu wyroku sądu drugiej instancji.W czerwcu 2019 r. prokuratura wniosła kasację do Sądu Najwyższego, domagając się przywrócenia kary dożywotniego pozbawienia wolności.

8 czerwca 2021 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację. Tym samym prawomocnie utrzymano karę 25 lat pozbawienia wolności.

Ta historia jest przerażającym przykładem tego, do czego może doprowadzić przemoc domowa i chorobliwa zazdrość.

Opuszczając więzienne mury, Zbigniew K. będzie miał 60 l.

FENOMEN TUSKA

       

                           TAK sobie mysle , ze TUSK to jednak geniusz.Robi wszystko co w jego mocy zeby  Polske zniszczyc a gro Polakow mu przyklaskuje , bije brawo i go kocha . A ja sie pytam jak mozna popierac wroga wlasnego kraju ? Czy jego ulubiency nie widza co on wyprawia ? Czy nie widza ze niszczy Polske ? Co taka Szczepkowska ma w glowie ? Jak mozna byc az tak slepym zeby nie widziec co wyprawia Tusk ? Przez 2 lata zadluzyl tak Polske ze na oddluzenie trzeba chyba ze 20 lat . Ale nie wazne co robi czy nie robi dla kraju , wazne ze nie rzadzi PIS !!!!! . Wyznawcom Tuska tak naprawde nie zalezy na losie Polski byle nie rzadzil PIS bo za PIS bylo Polakom za dobrze , a to juz nie dobrze !!!!!.Polak lubi byc trzymany za morde przez obce panstwo - NIEMCY , i robic wszystko zeby Niemcom zylo sie godnie . Niemcom nie Polakom bo Polakow Tusk ma w dupie.I poki on bedzie u wladzy to ani Polska ani Polacy nie zaznaja spokoju . Nic tylko afery w kazdej dziedzinie , bo Tusk chce zniszczyc wszystko hurtem . Jak Tusk zostanie premierem na nastepne lata to Polska zniknie z mapy Europy !!!!!!!!!!!!!!!!!   GB