FOCH
2026/05/08
Zabójstwo i rodzinny dramat w Raszynie. Nieoficjalnie: „Anna wniosła o rozwód”
Portal se.pl ujawnił nieoficjalne kulisy tragicznego zdarzenia w Raszynie. Zamordowana Anna była oddaną matką i aktywną przedstawicielką społeczności wietnamskiej. Wszystko wskazuje na to, że sprawcą był jej ekspartner - pilot, którego spotkała jeszcze w Wietnamie. Ich relacja od pewnego czasu była bardzo napięta, a kobieta próbowała uzyskać rozwód. Co gorsza, cała ta straszliwa sytuacja miała miejsce w obecności dzieci pary.
Anna P. zginęła z rąk pilota? Tragedia na oczach dzieci
Zabójstwo kobiety pochodzenia wietnamskiego, do którego doszło w czwartek w domu przy ul. Mokrej w Raszynie, wstrząsnęło środowiskiem Wietnamczyków w Polsce. Jak nieoficjalnie ustalił se.pl, ofiarą jest Anna P., a sprawcą miał być jej 67-letni były partner, pilot. Para poznała się jeszcze w Wietnamie, tam wzięła ślub i doczekała się dwójki dzieci. Później przeprowadzili się do Polski. W chwili tragedii dzieci były w domu.
Przyjaciółka Anny P. o rozwodzie
O tym, co działo się w ich związku, opowiedziała reporterowi se.pl przyjaciółka Anny. Jak mówi, problemy zaczęły się po przeprowadzce do Polski. Dochodziło do przemocy, ona wniosła o rozwód. Sąd przyznał jej prawo opieki nad dziećmi. Nie chciała ograniczać mu kontaktów, chociaż mogła - mówi kobieta.Zaznacza też, że Anna bardzo dbała o swoje dzieci i była zorganizowaną mamą.Z podziwem patrzyłam, jak poświęciła czas i robiła wszystko, żeby dzieci miały dobrą opiekę.Zaledwie miesiąc przed śmiercią kobieta obchodziła urodziny. Jej wpisy w internecie pełne były refleksji o miłości, wdzięczności i szukaniu ukojenia po życiowych burzach.
Społeczność wietnamska opłakuje Annę P.
W internecie pojawia się coraz więcej kondolencji i wspomnień o Annie. Na zdjęciach widać uśmiechniętą kobietę otoczoną rodziną i przyjaciółmi. Znajomi podkreślają, że angażowała się także w życie społeczności wietnamskiej w Polsce. Po tragedii organizowane są modlitwy i spotkania upamiętniające kobietę. Bliscy wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało.
Dramatyczne sceny w Raszynie w obecności dzieci
Koszmar rozegrał się w czwartkowe popołudnie w domu jednorodzinnym, w którym znajdowała się dwójka dzieci pary. Na początku funkcjonariusze wspominali jedynie o zajściu o podłożu kryminalnym. Na miejscu trwają czynności.Po kilku godzinach pruszkowska policja wydała oficjalne oświadczenie, z którego wynika, że wezwanie dotarło do nich ok. 16.30.„Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol. Funkcjonariusze zastali na posesji dwoje dzieci. W domu ujawniono ciało kobiety. Dzieci zostały objęte natychmiastową opieką”
Koniec poszukiwań 67-latka. Znaleźli go na cmentarzu
Wiadomo było, że 67-latek uciekł z domu jeszcze przed przyjazdem policji. Rozpoczęły się szerokie poszukiwania, w które zaangażowano policjantów z Pruszkowa i Warszawy, oddziały prewencji oraz antyterrorystów. „Około godziny 20-tej ciało 67-latka zostało ujawnione na cmentarzu w Prażmowie”Służby cały czas badają szczegóły tej zbrodni. Informacje dotyczące prywatnych problemów między Anną a podejrzanym nie doczekały się jeszcze oficjalnego potwierdzenia ze strony odpowiednich organów.
2026/05/07
Alarm w Europie! Podejrzenie groźnego wirusa po śmierci pasażerów wycieczkowca
Niepokojące doniesienia z Holandii. Do szpitala w Amsterdamie trafiła kobieta z objawami groźnego hantawirusa po kontakcie z zakażoną pasażerką wycieczkowca. W tle są tajemnicze zgony, izolacja setek osób na luksusowym statku i alarm służb sanitarnych. Wirus, który może prowadzić do ciężkiej niewydolności oddechowej i uszkodzenia nerek, ponownie wzbudza obawy epidemiologów.
Niepokojące informacje napływają z Holandii. W Amsterdamie do szpitala zgłosiła się kobieta z objawami hantawirusa — groźnego patogenu, który może prowadzić do ciężkich powikłań oddechowych i uszkodzenia narządów wewnętrznych. Pacjentka miała kontakt z zakażoną pasażerką wycieczkowca MV Hondius, wokół którego narasta epidemiologiczny niepokój.Jak informują holenderskie media, stewardesa linii KLM została objęta opieką lekarzy po tym, jak zaczęła odczuwać niepokojące objawy choroby. Kobieta przebywa obecnie w izolatce kliniki Uniwersytetu Medycznego w Amsterdamie i przechodzi szczegółowe badania. Resort zdrowia potwierdził, że przypadek jest analizowany przez służby epidemiologiczne.Tak miał wyglądać początek zakażenia hantawirusem?
Cała sprawa zaczęła się pod koniec kwietnia. Na pokład samolotu lecącego z Johannesburga do Amsterdamu weszła 69-letnia obywatelka Holandii, która wcześniej uczestniczyła w rejsie wycieczkowcem MV Hondius. Stan kobiety był jednak na tyle zły, że załoga nie dopuściła jej do lotu. Dzień później zmarła.
Wcześniej pasażerka zeszła na ląd na wyspie Świętej Heleny z powodu złego samopoczucia. Jej mąż zmarł jeszcze podczas rejsu — 11 kwietnia — po ciężkich problemach z oddychaniem. Według mediów oboje mogli być zakażeni tym samym wirusemSytuacja na pokładzie wycieczkowca stała się bardzo poważna. W środę i czwartek do Holandii przetransportowano troje kolejnych pasażerów, u których wykryto hantawirusa. Na statku przebywa około 150 osób. Wszyscy pasażerowie zostali zamknięci w swoich kajutach i pozostają w izolacji. Jednostka płynie obecnie w kierunku Wysp Kanaryjskich, gdzie ma dojść do ewakuacji podróżnych.
Czym właściwie jest hantawirus?
To grupa wirusów przenoszonych głównie przez gryzonie — przede wszystkim myszy i szczury. Człowiek może zarazić się poprzez kontakt z odchodami, śliną lub moczem zakażonych zwierząt, a także przez wdychanie skażonego pyłu. Choroba początkowo przypomina grypę: pojawia się gorączka, bóle mięśni, osłabienie i problemy z oddychaniem. W ciężkich przypadkach dochodzi jednak do niewydolności płuc lub uszkodzenia nerek.
Eksperci podkreślają, że hantawirus nie rozprzestrzenia się tak łatwo między ludźmi jak np. koronawirus, jednak pojedyncze przypadki transmisji były już notowane. Światowa Organizacja Zdrowia poinformowała dotychczas o ośmiu przypadkach zakażeń związanych z tym ogniskiem, z czego pięć zostało potwierdzonych laboratoryjnie.
Holenderskie służby przypominają również, że okres inkubacji wirusa może być wyjątkowo długi — objawy pojawiają się od kilku dni nawet do 60 dni po zakażeniu. Najczęściej choroba rozwija się po dwóch–czterech tygodniach.Na razie nie wiadomo, w jaki sposób doszło do zakażeń na pokładzie wycieczkowca ani czy pojawią się kolejne przypadki. Śledczy i epidemiolodzy analizują trasę rejsu oraz kontakty pasażerów. Sytuacja pozostaje dynamiczna, a służby medyczne w Europie uważnie monitorują rozwój wydarzeń.