W warszawskiej Koalicji Obywatelskiej obawy przed skutkami afery wokół Szpitala Południowego są coraz większe. Sprawa zamiast wygasać i zmierzać do naturalnego końca odsłania kolejne nowe wątki. Najnowsze z nich szkodzą przede wszystkim prezydentowi stolicy Rafałowi Trzaskowskiemu. - Nie zdziwię się, jeżeli po wakacjach będzie wniosek o referendum w Warszawie - kwituje w rozmowie z Interią doświadczony polityk stołecznej KO.
Ostatnie trzy doby to dla warszawskiej Koalicji Obywatelskiej - a coraz bardziej także całego rządu i premiera Donalda Tuska - prawdziwy rollercoaster. Afera, która miała dotyczyć jednego dzielnicowego radnego, ostatecznie uderzyła w dwóch czołowych polityków obozu władzy - prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego oraz ministra spraw wewnętrznych i szefa stołecznych struktur KO Marcina Kierwińskiego - i cały obóz władzy.- W ogóle bym się nie zdziwił, gdyby po tym wszystkim Kierownik (tak w KO i rządzie nazywany jest Donald Tusk - przyp. red.) rozwiązał warszawskie struktury - wzrusza ramionami jeden z naszych rozmówców, człowiek z otoczenia prezydenta Trzaskowskiego.Skąd ten pesymizm i rezygnacja? Prześledźmy krok po kroku, co wydarzyło się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach.Piątek, 19 czerwca. Wczesnym popołudniem opisujący od początku całą sprawę portal Zero.pl opublikował artykuł, z którego wynika, że były ordynator chirurgii Szpitala Południowego o nieprawidłowościach w placówce informował prezydenta stolicy już w czerwcu 2025 roku. Z Rafałem Trzaskowskim kontaktował się na jednym z komunikatorów internetowych, a następnie drogą bardziej formalną - listownie. Wcześniej nieprawidłowości zgłaszał dyrektorce szpitala Annie Łukasik, a także jednej z osób z rady nadzorczej.Tego samego dnia rano Telewizja Republika publikuje relację innego z byłych lekarzy Szpitala Południowego. Medyk stwierdza, że o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym informował szefa MSWiA oraz przewodniczącego stołecznych struktur KO Marcina Kierwińskiego. Miał przekazać politykowi zdjęcia słynnego "saloniku VIP" dla polityków KO i ich bliskich, a także poprosić o interwencję w sprawie.Minister do tych informacji odniesie się kilkadziesiąt godzin później w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Potwierdził, że zna lekarza, na którego powołała się Telewizja Republika, ale przekazane materiały nie dotyczyły "saloniku VIP".- Lekarz przesłał mi kilka zdjęć, które mają ilustrować, w jak złe warunki została przeniesiona chirurgia w Szpitalu Południowym. Rzeczywiście oczekiwał, że się tam zjawię z interwencją. Nie zdecydowałem się na to, bo uznałem, że są to wewnętrzne sprawy szpitala, na których się nie znam - tłumaczy dziennikowi szef MSWiA.Tego samego dnia po południu rewelacje portalu Zero.pl komentuje na swoim profilu na Facebooku prezydent Trzaskowski. O 14:32 zamieszcza wpis, w którym przyznaje, że codziennie otrzymuje mnóstwo wiadomości i nie z każdą z nich jest w stanie się zapoznać. Podkreśla, że prywatne wiadomości na portalach społecznościowych i komunikatorach nie są właściwym kanałem raportowania nieprawidłowości funkcjonowania miejskich instytucji."Jeżeli ktoś ma wiedzę o możliwym naruszeniu prawa albo poważnych nieprawidłowościach, powinien skorzystać z formalnych ścieżek: pisemnego zawiadomienia właściwych organów, w tym prokuratury, albo procedury zgłoszeń dla sygnalistów. Wtedy sprawa jest rejestrowana, trafia do właściwej instytucji, ma osobę odpowiedzialną i termin dalszych działań" - pisze Trzaskowski, podkreślając przy tym, że z jego wiedzy wynika, że "szpital jest w poważnym sporze prawnym z byłym ordynatorem".Śledzący sprawę dziennikarze i internauci nie są przekonani. Wytykają Trzaskowskiemu m.in. to, że odpowiedział na wiadomość (jak zapewnia) nieznanego nadawcy, a później nie zareagował, żeby wyjaśnić temat, chociaż wiedział, że w placówce źle się dzieje. Niespełna cztery godziny później, o 18:28, Trzaskowski zamieszcza inny, krótszy wpis w tej samej sprawie.Rafał się broni, wykonuje różne ruchy, ale jeśli spojrzymy na ostatnie dni, to jest coraz bardziej afera Rafała. Nie zdziwię się, jeżeli po wakacjach będzie wniosek o referendum w Warszawie
Czytamy w nim: "Nieprawdą jest, że od 19 lipca 2025 r. wiedziałem o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Fakt, że ktoś wysłał wiadomość na komunikatorze internetowym, w zalewie setek innych nieprzeczytanych wiadomości, nie jest równoznaczny z tym, że wiadomość została przeczytana przez adresata. Dlatego tak ważna jest droga formalna". Niejasna i budząca wątpliwości przeszłość sygnalisty ze Szpitala Południowego to dzisiaj główna linia obrony środowiska Rafała Trzaskowskiego. - Sprawdzasz gościa i okazuje się, że to przekręciarz i cwaniak - mówi nam jeden ze współpracowników prezydenta.
Jak słyszymy w otoczeniu Trzaskowskiego, konflikt lekarza ze Szpitalem Południowym, jego problemy w wojsku, a także możliwa uraza za odrzucenie pomysłu biznesowego z 2018 roku będą główną linią obrony Ratusza. Wcześniej prezydent stolicy i jego otoczenie stawiali raczej na nieudolność komunikacyjną sygnalisty, na to, że Trzaskowski nawet nie wiedział, kto próbuje się z nim skontaktować, a także, że lekarz błędnie skorzystał ze ścieżki formalnej w Ratuszu, którą miał oficjalnie zawiadomić o problemach w Szpitalu Południowym. Nasi rozmówcy z Koalicji Obywatelskiej nie mają jednak wątpliwości, że ostatnie dni przyniosły zasadniczą zmianę w całej sprawie. - Ładnie Rafał na samego siebie ukręcił bata. Nagle już mniej jest o Marcinie (Kierwińskim, szefie MSWiA oraz stołecznych struktur KO - przyp. red.), a dużo więcej o Rafale - wskazuje dobrze zorientowany w sytuacji stołecznych struktur polityk KO.
Inne z naszych źródeł w warszawskiej KO: - Rafał się broni, wykonuje różne ruchy, ale jeśli spojrzymy na ostatnie dni, to jest coraz bardziej afera Rafała. Nie zdziwię się, jeżeli po wakacjach będzie wniosek o referendum w Warszawie.Stołeczni politycy KO, z którymi rozmawiamy o sprawie, sami zastanawiają się, jakie jeszcze pole manewru ma Trzaskowski. Po zleceniu kontroli w Szpitalu Południowym, a także odwołaniu zarządu i rady nadzorczej następne do zepchnięcia z sań miały być dwie wiceprezydentki Warszawy, które nadzorowały ursynowską placówkę.
Aldona Machnowska-Góra zasiadała w odwołanej radzie nadzorczej, natomiast Renata Kaznowska odpowiada za nadzorowanie polityki zdrowotnej, bieżące funkcjonowanie miejskich placówek medycznych, a także relacje z podmiotami leczniczymi. Paradoks polega na tym, że obie urzędniczki ocalić może, choć nie musi, to, że sprawa coraz mocniej dotyczy samego Trzaskowskiego, a nie miasta i jego urzędników.KO i rządzie nazywany jest Donald Tusk - przyp. red.) rozwiązał warszawskie struktury
Trudna sytuacja Trzaskowskiego w teorii powinna uspokajać ministra Kierwińskiego, nad którym również zbierały się czarne chmury i któremu - jak mówili nasi rozmówcy z KO - groziło odebranie warszawskich struktur. To jednak tylko teoria.
Nasze źrodła w KO wskazują, że w praktyce afera zamiast wygasać i odchodzić w niepamięć odkrywa kolejne nowe wątki i dostaje nowe życie. Z kolei wewnątrzKO spekuluje się, że samym Kierwińskim zainteresowały się media głównego nurtu i w najbliższych dniach może być bohaterem kłopotliwych dla siebie publikacji (choć niekoniecznie związanych ze Szpitalem Południowym).
To wszystko ma być bardzo nie w smak Donaldowi Tuskowi. W zeszłym tygodniu premier sam zaangażował się w sprawę ursynowskiej placówki, próbując przeciąć ją, zanim zbyt mocno eskaluje. Eskalacji zapobiec się jednak nie udało. Teraz szef rządu ma na głowie opozycję domagającą się dymisji Kierwińskiego - paradoks polega na tym, że dymisja w rządzie miałaby być konsekwencją niedopełnienia obowiązków partyjnych - a także coraz poważniejsze ryzyko kampanii referendalnej przeciwko Trzaskowskiemu.Po referendalnej klęsce Aleksandra Miszalskiego w Krakowie grillowanie prezydenta stolicy i jednego z najważniejszych ludzi Koalicji Obywatelskiej przez ponad rok, który pozostał do wyborów parlamentarnych, to scenariusz, którego Tusk za wszelką cenę chce uniknąć. Jak słyszymy, jeśli nie będzie innego wyjścia, sam wkroczy do stolicy, żeby zrobić porządek z warszawskimi strukturami partii.