2026/06/24

 


 


 


 


Dowcipy z kategorii Pikantne

 


W branży restauracyjnej najbardziej wk*rwiają mnie slogany: "obiad jak u mamy".
Jakbym chciał zjeść domowy obiad, tobym został w domu. Jeszcze brakuje, żeby w reklamach burdeli pisali: "seks jak z żoną"                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Kłótnia sąsiadów:

- Niech Pan coś zrobi z tym psem, pana nie ma a on ciągle szczeka.
- Czy ja mam pretensje, że jak pana nie ma łóżko cały dzień trzeszczy?                                                                                                                                                                                                                                       Turysta przybywa do austriackiej wioski gdzieś w Alpach. Wynajmuje pokój w jedynym hotelu. Przychodzi pokojówka, turysta zagaduje:
- Czy jest tutaj jakiś burdelik?
- Oczywiście. Frau Marta, drugie piętro, 100 euro.
- Hm... Przepraszam za niedyskrecję, ale wolałbym, wie pani, mężczyznę.
- Oczywiście. Florian, trzecie piętro, 500 euro.
- Przepraszam, a czemu Florian jest taki drogi?
- Cóż, wiesz, to wiocha. Wszyscy wiedzą wszystko. Nasz burmistrz nie lubi męskiej miłości, dajemy mu 100 euro za milczenie.
- A to Florian ma 400 euro?
- Nie, szef policji też nie lubi męskiej miłości, to zacofana wiocha, więc też dostaje 100 euro i wszystko jest w porządku.
- Więc 300 euro dla Floriana?
- Nie, jest jeszcze ksiądz, on to brzydzi się męską miłością, dostaje 100 euro na uspokojenie sumienia.
- A to Florian dostaje 200 euro?
- Nie, dzielimy 200 euro pomiędzy Hansa i Marka.
- Jak to?
- No oni mocno trzymają Floriana, bo Florian też nie lubi męskiej miłości.                                                                                                                                                                                                                                    Listonosz odchodzi na emeryturę. Mieszkańcy jego rewiru postanowili go pożegnać, każdy na swój własny pomysł. Przychodzi do pierwszego domu, a tam otwiera facet, który bierze listy i wręcza mu czek na 200 zł.
W drugim domu dostaje pudełko kubańskich cygar.
W trzecim butelkę dobrej whisky.
Przychodzi do czwartego, otwiera mu odziana skąpo, ponętna blondynka. Patrzy na niego kocim wzrokiem i zaciąga do sypialni. Jeden, dwa... pięć orgazmów. Po wszystkim kobieta przygotowuje mu wspaniałe danie. Na sam koniec podaje mu kawę i banknot dziesięciozłotowy.
Facet z lekka zblazowany drapie się po głowie:
- To co pani dla mnie zrobiła było wspaniałe, ale po co mi te dziesięć złotych?
- Zastanawiałam się co panu dać w związku z odejściem na emeryturę. W końcu mąż mi doradził:
"Pie*dol go, daj mu dychę!" A posiłek to już sama wymyśliłam..                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           Hej, panienko, dasz się zaprosić na kolację?
- Na noc nie jadam.
- To może pójdziemy do kina?
- Ściągam z torrentów.
- To może po prostu skoczymy do mnie pooglądać tv?
- Swój telewizor wyrzuciłam trzy lata temu, tam nie ma czego oglądać.
- To może pokażę ci zdjęcia?
- No proszę cię. Mam się gapić na nieznajomych facetów i babki? Sorry, ale nie.
- To może sama mi podpowiedz, co lubisz?
- Lubię seks, ale, sądząc po propozycjach, ciebie on mało interesuje.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Na plaży we Władysławowie ratownik pilnuje bezpieczeństwa pływających. W pewnym momencie przed ratownikiem staje młoda dziewczyna w samym ręczniku. Rozgląda się dookoła, a potem spogląda w kierunku ratownika. Staje na brzegu, po czym zrzuca z siebie ręcznik i całkiem nago wchodzi do wody. Ratownik zerkał na nią dyskretnie co jakiś czas. Pływała tak na głębokiej wodzie przez godzinę, po czym wyszła z wody, zakryła się ręcznikiem i poszła.

Następnego dnia ta sama dziewczyna znowu staje przed tym samym ratownikiem w samym ręczniku. Znowu rozgląda się dookoła, a potem spogląda w kierunku ratownika. Znowu staje na brzegu, po czym zrzuca z siebie ręcznik i znowu całkiem nago wchodzi do wody. Ratownik zerkał na nią dyskretnie co jakiś czas. Pływała tak na głębokiej wodzie przez godzinę, po czym wyszła z wody, zakryła się ręcznikiem i poszła.

Sytuacja powtarza się kilka razy. Zaintrygowany ratownik postanawia dowiedzieć się więcej o tej dziewczynie. Kiedy następnym razem dziewczyna staje przed nim, on podchodzi do niej i mówi:

- Hej, widzę, że jesteś odważna, skoro pływasz bez stroju. Jaki jest powód, dla którego to robisz?

Dziewczyna odpowiada:

- Widzisz, za każdym razem, kiedy wchodzę do wody, wyraźnie pokazuję ratownikowi, że pływam bez stroju. Dlatego każdy ratownik siłą rzeczy patrzy na mnie co jakiś czas. Dopiero uczę się nurkować na głębokiej wodzie. Dzięki temu mam pewność, że jeżeli zacznę się topić, to na pewno będziesz o tym wiedział.                                                                                                                                                                                                               

 


Krwawe żniwa w kantorach. Prawda była szokująca

 Działali szybko, precyzyjnie i bezwzględnie. Ich ofiary nie miały szans. Właściciele kantorów ginęli jeden po drugim — strzały padały w deszczu, na ciemnych ulicach, tuż przed wejściem do domu. Policja podejrzewała gang zawodowych zabójców, żołnierzy Specnazu. Prawda była jednak jeszcze bardziej szokująca. Trop prowadził do spokojnego ojca rodziny, plantatora truskawek. Dariusz Nowak były policjant, który dziś prowadzi kanał na YouTube "Kryminalny Patrol" zdradza kulisy brutalnych mordów na kantorowcach.

Ulewny deszcz, opustoszałe ulice i huk ośmiu wystrzałów, które zakończyły życie ojca i syna. Stanisław, właściciel kantoru i Łukasz, który mu pomagał, nie mieli wrogów, interesy prowadzili legalnie. 22 lutego 2007 r. 62-latek i jego 30-letni syn przyjechali do domu w Myślenicach. Łukasz wysiadł z samochodu pierwszy, w ręce miał torbę z pieniędzmi w różnych walutach z kantoru. — W przeliczeniu na złotówki około 160 tys. — wylicza były policjant, który na swoim kanale na YouTube "Kryminalny Patrol" ujawnia szczegóły śledztwa.Właściciel kantoru Stanisław nie zdążył nawet wysiąść z samochodu. — W tym deszczu, w kiepskiej widoczności, z ośmiu wystrzałów, trafił pięciokrotnie. To nie był przypadek. Ten człowiek umiał strzelać — ocenia Nowak, który w trakcie prowadzenia śledztwa pracował w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie, która zajmowała się sprawą.Mieszkańcy Myślenic byli przerażeni. —To spokojna miejscowość, a tu nagle tak bezwzględna egzekucja. Nastąpiła psychoza strachu. Pojawiły się plotki o gangu polującym na kantorowców, który grasuje w Polsce — wspomina gospodarz "Kryminalnego Patrolu" i dodaje: — Ta akcja była szybka, skuteczna, precyzyjna i jeszcze te celne strzały w dużym deszczu. Braliśmy nawet pod uwagę, że to była robota wojskowych ze Specnazu. Burmistrz natychmiast ufundował nagrodę: 100 tys. zł dla osoby, która pomoże w ustaleniu sprawców. Właściciele kantorów zebrali kolejne 50 tys. — dodaje Nowak.

Krwawy szlak kantorowców

Przyglądając się podobnym napadom w Polsce, śledczy zaczęli łączyć ze sobą kolejne sprawy. 7 grudnia 2005 r. w Kraśniku zastrzelono właściciela kantoru. — Pan Jerzy wracał z pracy do domu. Nie miał szans z bandytą, który do niego strzelał — ocenia Dariusz Nowak. Napastnicy zabrali 70 tys. zł, które mężczyzna miał przy sobie.Miesiąc później, w Sosnowcu pod dom właściciela kantoru, identyczny atak, tym razem mężczyzna przeżył. — Pan Krzysztof, właściciel kantoru z Dąbrowy Górniczej zeznał, że napastnicy działali błyskawicznie, bez zbędnych pytań — wylicza prowadzący "Kryminalny Patrol".
W listopadzie w 2006 r. doszło do jeszcze jednego napadu. — Do kantoru w Ostrowie wpadli bandyci, zaczęli strzelać, na miejscu zginął jeden z pracowników, drugi został ranny, właściciel zmarł w szpitalu — relacjonuje były policjant.
Kilka tygodni później doszło do kolejnego napadu na kantor. Tym razem w Przeworsku. 58-letni właściciel został napadnięty w swoim domu. Mężczyzna zginął na miejscu.

Psychoza strachu

W styczniu w 2007 r. bandyta próbował napaść na kantor z samego rana w Dębicy. — Właściciel pan Andrzej, zorientował się, że napastnik sięga po broń i zdołał wywalczyć sobie życie. Po krótkiej szarpaninie bandyta zrezygnował i uciekł, zostawił jednak torbę z kajdankami, taśmą klejącą i pistoletem — wspomina gospodarz "Kryminalnego Patrol", który na swoim kanale zdradza, w jaki sposób ten napad przybliżył policjantów do rozwiązania zagadki napaści na kantorowców.Miesiąc później napadnięto na właściciela kantoru w Piotrkowie Trybunalskim. — Presja była ogromna, mnóstwo napadów w całej Polsce, wielu zabitych i rannych, wiadomo było, że bandyci nie przestaną napadać i mogą ginąć kolejni ludzie — zdradza motywacje śledczych Dariusz Nowak.

Trop prowadzi do "Truskawy"

— Każdy kolejny napad powtarzał ten sam schemat: deszcz, ciemno, szybkie uderzenie. Jakby grali według jednego scenariusza — zauważa Nowak.
Intensywne śledztwo w końcu zaczęło przynosić efekty. Analiza połączeń telefonicznych doprowadziła do Tadeusza G., mieszkańca Górna pod Kielcami. — Na pierwszy rzut oka zwykły plantator truskawek, ojciec rodziny. Miał pseudonim "Truskawa". To on okazał się jednym z najokrutniejszych bandytów w kraju — podsumowuje były policjant.13 marca 2007 r. kilka grup antyterrorystów weszło na ogrodzoną murem posesje Tadeusza G. Na miejscu znaleziono wiele dowodów, między innymi notes z adresami kantorów w całej Polsce, w tym te gdzie były napady i takie, na które napaść dopiero planowano.

Kryminalny Patrol: to potwór

Po zatrzymaniu Tadeusza G. i jego wspólników na jaw wyszły makabryczne fakty. — Plantator owoców miał na koncie kilkanaście zabójstw. Szacujemy, że w rzeczywistości mogło ich być nawet 40 — wyznaje Nowak.
rowadził do "Truskawy"
Jednym z najbardziej szokujących aktów przemocy był mord na trójce Ukraińców w 1991 r. Tadeusz G. i jego kompan "Szangala" rozstrzelali wtedy dwóch mężczyzn, a następnie brutalnie zgwałcili ich towarzyszkę. Na koniec strzelili jej w głowę.
— To był potwór. Każda zbrodnia była zaplanowana. On traktował to, jak polowanie — przyznaje Nowak.

Koniec krwawej serii

Proces zakończył się najwyższymi wyrokami. Tadeusz G. i jego główny wspólnik Wojciech W. dostali dożywocie. Adam M. spędzi za kratami 25 lat, a Jacek P., który współpracował z policją, tylko 15 lat. — To byli ludzie bez skrupułów. Nie mieli litości dla swoich ofiar. Dziś muszą żyć ze świadomością, że nigdy nie wyjdą na wolność — kwituje gospodarz "Kryminalnego Patrolu", który na swoim kanale co tydzień zdradza szczegóły zbrodni, które wstrząsnęły Polską.