2026/05/08

Protest przed domem Donalda Tuska. Policja komentuje sytuację

 Grupa przeciwników rządu pojawiła się przed domem premiera Donalda Tuska w Sopocie. Zgromadzenie miało charakter protestu i — według służb — przebiegło spokojnie. Na sytuację zareagował osobiście szef rządu, który w tym czasie przebywał we Włoszech. O ocenę zdarzenia "Fakt" zapytał sopocką policję. — Zgromadziło się około 50 osób — relacjonuje rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Sopocie mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.

Do protestu doszło 7 maja, a premier odniósł się do niego we wpisie opublikowanym na platformie X, gdzie napisał: "Pikieta na placu zabaw dla dzieci pod oknami mojego rodzinnego mieszkania pod moją nieobecność to szczyt odwagi. Nawrocki i Kaczyński są pewnie dumni z bohaterskiej akcji swoich ludzi"."Fakt" zwrócił się do sopockiej policji z prośbą o komentarz dotyczący zgromadzenia. Funkcjonariusze potwierdzili swoją obecność na miejscu oraz to, że monitorowali przebieg wydarzeń. Między godziną 17 a 18 z małym okładem odbyło się zgromadzenie związane z protestem — relacjonuje mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.

Na miejscu byli policjanci, którzy czuwali nad tym, żeby nie doszło do żadnych niebezpiecznych sytuacji. Całość przebiegła spokojnie, nie odnotowaliśmy żadnych zdarzeń generujących jakiekolwiek ryzyko informuje rzecznik sopockiej policji.

Jak dodaje, po godz. 18 uczestnicy zgromadzenia, liczącego około 50 osób, spokojnie się rozeszli.W czwartek (7 kwietnia) premier Donald Tusk przebywał na audiencji u papieża Leona XIV. Tego samego dnia po południu spotkał się w Rzymie z szefową włoskiego rządu Giorgią Meloni.


Pewnie bylo wiecej osob ale tu prawdy nie powiedza. Ludzie maja dosc rzadow Tuska jak i jego falszywej szwabskiej geby.Doprowadzil kraj do ruiny i jeszcze panstwo zadluzyl.

 

 


 


 


 


Statek z hantawirusem płynie na północ. Mieszkańcy tej wyspy już się boją

 Słynny statek wycieczkowy, na którym doszło do wybuchu epidemii hantawirusa, zmierza w kierunku Europy. Choć Wyspy Zielonego Przylądka nie wyraziły zgody na zacumowanie, hiszpańskie władze podjęły inną decyzję. Jednostka MV Hondius przybędzie w sobotę, 9 maja, na Wyspy Kanaryjskie. Decyzja ta wywołała fale protestów wśród mieszkańców, którzy boją się nowych obostrzeń i załamania turystyki tuż przed zbliżającym się sezonem.

MV Hondius z hantawirusem przybije do Wysp Kanaryjskich. Mieszkańcy protestują

Jedni obawiają się powtórki z pandemii, inni nawołują do spokoju, a jeszcze inni dopatrują się w tym wszystkim spisków. Niezaprzeczalnym faktem jest tylko to, że na holenderskim wycieczkowcu MV Hondius, wracającym z Argentyny, pojawiło się ognisko hantawirusa. Ten groźny patogen roznoszą gryzonie, a do zakażenia może dojść poprzez kontakt z ich odchodami lub wdychanie zakażonego kurzu. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaznacza, że choć to rzadkie zjawisko, choroba ta może roznosić się także pomiędzy ludźmi. Obecnie na pokładzie przebywa 150 pasażerów, wśród nich znajdują się Polacy, a jednostką dowodzi polski kapitan. Niestety, trzy osoby już straciły życie, a kilka kolejnych walczy z infekcją. Wszyscy zostali poddani izolacji w kajutach. Problem w tym, że zanim ogłoszono alarm, około trzydziestu osobom udało się opuścić pokład i wyruszyć w różne zakątki globu. Ale zanim jeszcze podniesiono alarm, około 30 osób zdołało opuścić pokład i rozjechać się po świecie. Początkowo myślano, że jedna z pasażerek zaraziła w ten sposób stewardesę z Amsterdamu, ale na szczęście testy dały wynik negatywny. Czy doszło do innych zakażeń? Cała prawda może wyjść na jaw dopiero za parę tygodni, bo tyle czasu może potrwać okres inkubacji hantawirusa.

Strach przed hantawirusem na Teneryfie. Lokalna społeczność w obawie przed powrotem obostrzeń

Wycieczkowiec musi w końcu znaleźć port, w którym będzie mógł bezpiecznie zacumować. Po odmowie ze strony Wysp Zielonego Przylądka, zielone światło dała Hiszpania. Zgodnie z planem, w sobotę 9 maja, MV Hondius wpłynie do portu na Teneryfie, należącej do Wysp Kanaryjskich. To wywołało gwałtowne protesty lokalnej społeczności, przerażonej widmem powrotu rygorów sanitarnych i załamaniem ruchu turystycznego w przededniu sezonu. Mimo zapewnień ze strony WHO o niskim stopniu zagrożenia dla społeczeństwa, mieszkańcy nie potrafią ukryć niepokoju. Ich główną obawą nie jest sama infekcja, lecz ewentualność przywrócenia kwarantann i wszelakich obostrzeń uderzających w turystykę. W ich pamięci wciąż żywe są wspomnienia, gdy to właśnie Wyspy Kanaryjskie jako jedne z pierwszych w Europie zostały objęte restrykcjami na początku pandemii koronawirusa. Głos w sprawie zabrała anonimowa pielęgniarka, której słowa zacytowała agencja Reuters.