FOCH
2026/07/27
Młoda para brutalnie pobita we Wrocławiu. Rodzina zamieściła wstrząsające nagranie
Niedzielny wieczór na wrocławskim Zakrzowie zamienił się w koszmar dla dwojga młodych ludzi. Nastia i jej chłopak Maksym zostali zaatakowani w rejonie pętli autobusowej. Prawdopodobną przyczyną agresji był ich ukraiński akcent oraz zwrócenie uwagi sprawcom w sklepie. Bliscy poszkodowanych apelują o pomoc w ujęciu napastników.
Naszej redakcji udało się porozmawiać z mamą pobitej Anastazji. Kobieta opowiedziała, jak - według jej wiedzy - wyglądały wydarzenia poprzedzające brutalny atak.
- To się wydarzyło, gdy Anastazja weszła do sklepu i stanęła przy kasie. Te osoby były już w sklepie. Z tego co wiem, otworzyli sobie piwo, podeszli do kasy i przed nią postawili to piwo. Anastazja zwróciła im uwagę, powiedziała, że przeprasza, ale jest kolejka, na co oni zareagowali bardzo negatywnie. Później odezwali się jeszcze do Anastazji, usłyszeli że ma akcent ukraiński i zaczęli ją wyzywać od "szm... ukraińskiej". Następnie czekali na nią na ulicy, ona wyszła ze sklepu. Pierwszy raz ją zaatakowali, gdy podchodziła do auta, wtedy zaczęła wołać pomocy. Nikt nie zareagował. Jakiś chłopak usłyszał krzyki i zaczął nagrywać całą sytuację z balkonu. Później przekazał im ten filmik - powiedziała w rozmowie z ESKA.pl mama pobitej Anastazji.Wcześniej informowaliśmy:
Mieszkańcy osiedla Zakrzów we Wrocławiu są wstrząśnięci po brutalnym ataku z niedzieli, 26 lipca. Ofiarami agresorów padła młoda para z Ukrainy - Nastia oraz jej partner Maksym. Dramat rozegrał się w pobliżu pętli autobusowej na ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Sprawa zyskała rozgłos po opublikowaniu przez krewnych poszkodowanych dramatycznej relacji z zajścia w mediach społecznościowych.
Atak we Wrocławiu. Powodem miał być ukraiński akcent
Zdruzgotana matka poszkodowanej zamieściła w internecie poruszający apel. Kobieta jest przerażona stanem zdrowia swojej córki i jej partnera. W opublikowanym wpisie podkreśliła, że motyw napastników był oczywisty.- Dzisiaj moja córka Nastia i jej chłopak Maksym zostali brutalnie zaatakowani w sklepie we Wrocławiu. Powodem stał się ukraiński akcent
- przekazała matka poszkodowanej za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Kobieta opisała również rany, jakich doznała Nastia. Konieczna była interwencja chirurga, a stan obu ofiar oceniono jako poważny.
- Moja córka została bardzo dotkliwie pobita i doznała poważnych obrażeń szyi. W tej chwili lekarze zakładają jej szwy. Zarówno u niej, jak i u jej chłopaka istnieje podejrzenie wstrząśnienia mózgu
- napisała kobieta w internecie.
W swojej relacji matka wyznała, że brakuje jej słów, by opisać odczuwany ból i przerażenie. Apelowała, aby nie pozwolić na przemilczenie tego aktu przemocy.
Wstrząsająca relacja brata ofiary. „Była cała we krwi”
Dodatkowe informacje na temat ataku przekazał brat Nasti, który również zabrał głos w sieci. Jego zdaniem konflikt zapoczątkowało zwrócenie uwagi agresorom w sklepie. Jednak eskalacja nastąpiła dopiero po opuszczeniu budynku. Mężczyzna przedstawił drastyczne szczegóły ataku na swoją siostrę.- Dostała parę razy w twarz, ma rozdarte ucho, została uderzona paralizatorem, była cała zalana krwią gdy dotarłem na miejsce.
- opisał brat Nasti.
Brat zaatakowanej dziewczyny nie ma wątpliwości, że podłożem agresji było pochodzenie i akcent. Według jego słów, sprawcy otwarcie chwalili się swoimi motywami.
- Ci którzy mnie znają wiedzą, że pomimo tylu lat przeżytych w Polsce "zaciągam", tak samo jak i moja siostra, to w rzeczywistości było przyczyną, bo sami napastnicy tym się pochwalili.
- uzupełnił brat w swoim poście.
Funkcjonariusze sprawdzają okoliczności. „To przerażające”
Na miejsce wezwano patrol policji, który rozpoczął badanie wszystkich aspektów napaści oraz poszukiwania agresorów. W wywiadzie dla serwisu gazetawroclawska.pl matka dziewczyny przyznała, że jest w szoku. Zaznaczyła, że jej córka przebywa w Polsce od lat i dotąd nie doświadczyła podobnego aktu agresji.
- To jest straszne. Córka mieszka tu od 7 lat i jeszcze nigdy nic takiego się nie stało.
- przekazała matka poszkodowanej w rozmowie z portalem gazetawroclawska.pl.
Bliscy pokrzywdzonych liczą, że dzięki nagłośnieniu sytuacji i nagraniom dostępnym w internecie, sprawcy zostaną niebawem zidentyfikowani i pociągnięci do odpowiedzialności.
TYLKO PIS I KACZYNSKI MOZE NAS OBRONIC PRZED TUSKIEM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
PO ROZLAMIE W PIS PREZES KACZYNSKI POTRZEBUJE WSPARCIA .
Wazne jest zeby PIS sie pozbieral przed wyborami . Morawiecki zrobil prezent Tuskowi doprowadzajac swoim zachowaniem do rozlamu w PIS .Co sobie myslal ? Myslal ze Kaczynski ot tak sobie odda mu dorobek calego zycia ???? No i sie przeliczyl . Kaczynski sie nie ugial pod jego naciskami i zrobil to co musial . Wyrzucil wichrzyciela z PIS . Za nim poszli jego ludzie bo byli przekonani ze Kaczynski sie ugnie , jak im obiecywal Morawiecki . Ale nic z tego , Kaczynski sie nie ugial a oni zostali z niczym przy Morawieckim . Niektorzy z jego ludzi to zrozumieli i wracaja do PIS .Maja szczescie ze Kaczynski chce ich przyjac z powrotem , bo ja bym juz ich nie chciala. Skoro raz zdradzili moga to zrobic znowu . Moze jednak nie i wyniosa z tego zdarzenia gorzka nauczke . Bo PIS tak czy siak sie pozbiera a kariera Morawieckiego jest watpliwa . Nikt nie lubi odszczepiencow , karierowiczow i zdrajcow . A Morawiecki pokazal , ze dla nigo liczy sie tylko i wylaczniw wladza. Dla niej zrobi wszystko . A z takim podejsciem to grozny przeciwnik . Po opuszczeniu PISu niewiele znaczy i za wszelka cene bedzie chcial to zmienic . PISu nie przejmie ale kto wie co zrobi jak ktos mu zaproponuje prezydenture !!!! Tak czy siak tak naprawde tylko Kaczynski moze przepedzic Tuska ale potrzebuje pomocy nie rozrob . GB
Stała sama na przystanku w pobliżu lasu. Jedna rzecz szczególnie zaniepokoiła policjantów
Policjanci z Birczy pod Przemyślem (woj. podkarpackie) podczas patrolu zobaczyli niepokojący widok. Samotna kobieta późnym wieczorem stała na przystanku autobusowym w pobliżu lasu. Jej zachowanie od razu wzbudziło czujność funkcjonariuszy. Szczególnie alarmujące były jednak słowa o tym, dokąd się wybiera.
Dzielnicowi z posterunku w Birczy (woj. podkarpackie) w środę, 22 lipca, podczas patrolu zauważyli na przystanku autobusowym w pobliżu lasu kobietę. Było późno, około godz. 21.00, a jej zachowanie wzbudziło niepokój funkcjonariuszy.Policjanci podczas rozmowy z kobietą odkryli, że nie wie, jak wrócić do domu ani jak znalazła się w tym miejscu. Była zdezorientowana i zagubiona. "Oświadczyła, że jest chora i idzie do lekarza, do Łodzi" — opisują funkcjonariusze.Dzielnicowi zaopiekowali się kobietą i wezwali zespół ratownictwa medycznego, którzy następnie zabrał ją do szpitala. Jak się okazało, była to mieszkanka powiatu przemyskiego."To zdarzenie przypomina, jak ważna jest czujność i reagowanie na osoby, które mogą być zagubione lub znajdować się w stanie zagrażającym ich zdrowiu. Pamiętajmy — jeśli zauważymy osobę zdezorientowaną lub sprawiającą wrażenie zagubionej, nie bądźmy obojętni" — apelują funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.ak wskazują, widząc niepokojącą sytuację, należy powiadomić odpowiednie służby, dzwoniąc pod numer alarmowy 112. "Szybka reakcja może mieć kluczowe znaczenie dla zdrowia, a nawet życia drugiego człowieka" — podsumowują funkcjonariusze.
POSLOWIE OD MORAWIECKIEGO JEDNAK GO OPUSZCZAJA I WRACAJA DO PIS
Zaczynają się powroty na łono PiS. Dziś rozłamowców z Rozwój Plus opuścił poseł Grzegorz Lorek, który pozostaje jednak w PiS. Takich osób będzie więcej
Ukrywała Jacka Jaworka. Przed sądem wyznała, dlaczego otworzyła mu drzwi
Jacek Jaworek przez niemal trzy lata był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Polsce. Po wymordowaniu rodziny w Borowcach zbiegł, a śledczy bezskutecznie próbowali wpaść na jego trop. Finał sprawy okazał się zaskakujący - zabójca ukrywał się kilka kilometrów od miejsca zbrodni, u swojej ciotki. Dziś to właśnie Teresa D. odpowiada przed sądem za udzielenie mu schronienia.
Jacek Jaworek i powrót do Polski
Jacek Jaworek przez lata przebywał za granicą, gdzie normalnie pracował. Jego sytuacja zmieniła się diametralnie w 2020 roku podczas pandemii. Po utracie zatrudnienia zdecydował się na powrót do kraju. Z powodu długów alimentacyjnych spędził kilka miesięcy w więzieniu, a następnie wprowadził się do brata i jego rodziny w Borowcach. Wspólne mieszkanie szybko przerodziło się w koszmar. Ciągłe napięcia, złośliwości i awantury doprowadziły ostatecznie do niewyobrażalnej tragedii.
Tragiczna noc w Borowcach
Dramat rozegrał się w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku. Jaworek wrócił ze spotkania towarzyskiego, na którym spożywano alkohol. Od razu po wejściu do domu wybuchła kłótnia. W pewnym momencie mężczyzna wyciągnął broń i otworzył ogień do domowników. Zastrzelił swojego 44-letniego brata Janusza, jego 44-letnią żonę Justynę oraz ich 17-letniego syna Jakuba. Masakrę przetrwał jedynie 13-letni wówczas Gianni, któremu udało się uciec i schować.
Trzy lata bezskutecznych poszukiwań mordercy
Po dokonaniu zbrodni Jacek Jaworek zniknął bez śladu. Przez trzy lata organom ścigania nie udało się ustalić jego miejsca pobytu. Ani zakrojone na szeroką skalę obławy, ani wystawione listy gończe nie przyniosły rezultatu. Prokuratura zdecydowała się nawet na zawieszenie śledztwa w sprawie potrójnego zabójstwa, dopóki sprawa nie znalazła swojego finału.
Jacek Jaworek popełnił samobójstwo
Przełom nastąpił 19 lipca 2024 roku w Dąbrowie Zielonej, zaledwie kilka kilometrów od Borowców. Pracownicy zajmujący się zielenią miejską natrafili na zwłoki mężczyzny z raną postrzałową głowy. Badania DNA jednoznacznie potwierdziły, że to poszukiwany Jacek Jaworek. Morderca odebrał sobie życie, używając tej samej broni, z której wcześniej zabił swoją rodzinę. Ślady wskazują, że przed samobójstwem mógł odwiedzić groby swoich ofiar na miejscowym cmentarzu.
Teresa D. ukrywała mordercę
Kiedy sprawa Jaworka wydawała się ostatecznie zakończona, na światło dzienne wyszły nowe, szokujące fakty. Policja zatrzymała Teresę D., matkę chrzestną i ciotkę zabójcy. Kobieta przez ponad miesiąc przebywała w areszcie tymczasowym. Jak się okazało, to ona przez długi czas ukrywała u siebie siostrzeńca. Obecnie Teresa D. jest sądzona przez Sąd Rejonowy w Myszkowie, a kolejna rozprawa wyznaczona jest na wrzesień.
Ciotka Jaworka przed sądem w Myszkowie
Przed obliczem sądu kobieta potwierdziła swoją winę, jednak odmówiła składania szerszych wyjaśnień.Ukrywałam Jacka ze strachu przed nim. Po zabójstwie on się ze mną nie kontaktował. Dopiero wieczorem w listopadzie 2023 r. ktoś zapukał do mnie. Zapytałam kto tam i zaraz poznałam Jacka. Byłam zaskoczona. Ręce mi się trzęsły. Wiedziałam, że mogą być kłopoty - mówiła ciocia trzykrotnego zabójcy na pierwszej rozprawie.
Wyciek zdjęć martwego Jacka Jaworka
Z uwagi na śmierć sprawcy, główne śledztwo w sprawie zbrodni w Borowcach zostało oficjalnie umorzone. Nie oznacza to jednak końca działań prokuratury. Gliwiccy śledczy zajmują się obecnie sprawą wycieku drastycznych zdjęć ciała Jacka Jaworka zrobionych w Dąbrowie Zielonej, które trafiły do sieci. Trwa dochodzenie, mające na celu ustalenie, kto udostępnił fotografie. Postępowanie toczy się "w sprawie" i do tej pory nikt nie usłyszał zarzutów.
Prokuratura czeka na opinię biegłego
Prokurator Agnieszka Bukowska przekazała, że śledczy odpowiedzialny za tę sprawę oczekuje na ekspertyzę przygotowywaną przez specjalistę z dziedziny informatyki.