FOCH
2026/07/14
POMAGAJMY SWINKOM Z GIENIUTKOWA , POTRZEBA PO 10 ZL OD KAZDEJ OSOBY KTORA ODWIEDZA BLOGA
"nabraliście sobie świń to teraz sobie radźcie sami"
Burza po incydencie w autobusie w Bielsku-Białej. Wiadomo, co zarejestrował monitoring
Nic nie wskazuje, by zachowanie ukraińskich dziewczynek w autobusie w Bielsku-Białej było prowokujące - wynika ze stanowiska bielskiego Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Przewoźnik we wtorek opisał zapis monitoringu z sobotniego incydentu.Do zdarzenia doszło w sobotę, 11 lipca, w jednym z autobusów miejskich w Bielsku-Białej. Na nagraniu dostępnym w mediach społecznościowych widać jednego z pasażerów, który, mówiąc o dziewczynkach z Ukrainy, stwierdził, że "gówniary wyrosły na naszych pieniądzach". - To się skończy niedługo. Będziecie wyp****ć na swoją Ukrainę - mówił. - Po co pan tak mówi na mnie? - zapytała jedna z dziewczynek. - Ja wiem, gdzie ty mieszkasz. Znam cię. (...) Na Ukrainie. Nie pyskuj - zareagował mężczyzna. Do innej z osób obecnych w autobusie zwrócił się z kolei słowami "ukraińska ku***". Kierowca autobusu zwrócił uwagę pasażerowi, a na następnym przystanku wyprosił go z pojazdu.
Obrażał nastolatki z Ukrainy. Agresywny pasażer zatrzymany
Agresywny pasażer został zatrzymany w poniedziałek. To 54-letni kierowca MZK, który od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu lekarskim. Prokuratura Rejonowa w Żywcu prowadzi postępowanie pod kątem znieważenia dwóch 11-letnich Ukrainek ze względu na ich przynależność narodową. Wiadomo już, że 54-latek straci pracę w MZK.
"Gazeta Wyborcza" ustaliła, że w ostatnim czasie na zachowanie mężczyzny skarżyli się pasażerowie, a MZK planowało nałożyć na 54-latka naganę. Wtedy poinformował, że czuje się wypalony i udał się na zwolnienie lekarskie. W sieci zaczęły pojawiać się komentarze sugerujące, że mężczyzna mógł zostać sprowokowany zachowaniem nastolatek. Do sprawy odniósł się we wtorek Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej. Urzędnicy zaznaczyli, że nie mogą ujawnić pełnego nagrania z monitoringu, bo jest to obecnie materiał dowodowy w prowadzonym postępowaniu. Jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy. Sytuacja ta - jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów - w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych" - podaje MZKJak wskazują urzędnicy, "w pewnym momencie sprawca podszedł do poszkodowanych i - jak można domniemywać - zwrócił im uwagę, co spowodowało natychmiastowe przełożenie nóg na podłogę, a jedna z poszkodowanych przesiadła się na siedzenie obok koleżanki".
"Z dalszej analizy monitoringu wynika, iż taka sytuacja trwała przez dłuższą chwilę, a sprawca przyglądał się pokrzywdzonym bez żadnych towarzyszących reakcji. Po dłuższej chwili widać, iż niepowodowany żadnym zachowaniem sprawca zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków" - czytamy w komunikacie MZK.Wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach (...). Sekwencja zdarzeń w naszej ocenie wskazuje ponadto, iż pomiędzy jedną a drugą sytuacją nie było bezpośredniego powiązania przyczynowo skutkowego" - dodano. MZK podkreśla jednocześnie, że "nic nie usprawiedliwia agresji słownej ani zachowań noszących znamiona dyskryminacji".
Tusk o incydencie w autobusie: Ohydne zdarzenie
Premier Donald Tusk, odnosząc się do sprawy znieważenia nastolatek z Ukrainy w Bielsku-Białej, ocenił, że to "ohydne zdarzenie". Dodał, że to dowód na to, że "podpuszczanie ludzi, szczucie, które płynie z góry czasami od niektórych mediów, czasami od niektórych polityków", przynosi fatalne skutki.
Szef rządu mówił, że rozumie "nastroje irytacji, zmęczenia i konfliktów" między Polakami a Ukraińcami w Polsce. - Tak jest zawsze, kiedy mamy do czynienia z wielką grupą uchodźców. To jest półtora miliona ludzi, mówiących trochę innym językiem. Rolą wszystkich bez wyjątku zaangażowanych w życie publiczne jest mitygowanie tych emocji - dodał.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha w poniedziałek podziękował polskimsłużbom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo za szybką reakcję i zatrzymanie 54-latka.
Źródło: PAP A ja powiem tak . Jak Ukrainiec kopnal chlopca ze ten upadl i stracil przytomnosc - to to nic !! A tutaj wielka afera . Ale trzeba zrozumiec ze Polacy sa juz Ukraincami zwyczajnie zmeczeni .Wszedzie tylko Ukraincy ktorym wszystko wolno bo to uchodzcy ! I dlatego tak sie zachowuja . Sa chamscy i roszczeniowi . Im sie wydaje ze im wszystko wolno i wszystko im sie nalezy za darmo .Polak na ten przyklad na mieszkanie komunalne czeka po 15 lat a Ukrainic dostaje od razu , umeblowane i za darmo . Polacy to widza i maja dosc . A Tusk jak ich tak bardzo kocha , niech ich wezmie do Niemiec . !!!!!!!!!!!!!! Moze ten pan w autobusie przesadzil ale ............ GB
Wakacje u babci miały być bezpieczne. Skończyło się wezwaniem policji
Wakacje u babci w Jastrzębiu-Zdroju miały być bezpieczne, ale skończyły się interwencją policji i wizytą w szpitalu. W Jastrzębiu-Zdroju 65-latka opiekująca się dwojgiem wnuków miała blisko 3 promile alkoholu w organizmie. Gdy kobieta przewróciła się na ulicy razem z dziećmi, świadek natychmiast wezwał służby. Przerażone rodzeństwo trafiło na badania, a sprawę wyjaśniają teraz śledczy.
W poniedziałek około godziny 19.00 na ul. 1 Maja w Jastrzębiu-Zdroju służby otrzymały zgłoszenie dotyczące starszej kobiety, która miała wyraźne problemy z poruszaniem się. Razem z nią była dwójka dzieci. Na miejsce natychmiast wysłano policyjny patrol.Funkcjonariusze zastali 65-latkę na przystanku autobusowym. Kobieta chwiała się na nogach, była zdezorientowana i miała problemy z utrzymaniem równowagi. Towarzyszyli jej wnukowie — 7-letni chłopiec i 5-letnia dziewczynka. Dzieci były wyraźnie przestraszone, a starszy z rodzeństwa płakał.Z ustaleń policjantów wynika, że podczas powrotu z zakupów seniorka przewróciła się, ciągnąc za sobą dzieci, które trzymała za ręce. W wyniku upadku 7-latek uderzył głową o ziemię. Na miejsce wezwano ratowników medycznych, którzy zdecydowali o przewiezieniu dzieci do szpitala na badania. O zdarzeniu powiadomiono również ich rodziców.Badanie alkomatem wykazało, że 65-letnia mieszkanka Jastrzębia-Zdroju miała w organizmie blisko trzy promile alkoholu. W czasie interwencji sprawowała opiekę nad wnukami, które spędzały u niej wakacje.Po zakończeniu czynności dzieci wróciły pod opiekę rodziców. Teraz sprawą zajmują się śledczy. Jeśli postępowanie wykaże, że kobieta swoim zachowaniem naraziła wnuki na utratę zdrowia lub życia, może jej grozić kara do pięciu lat pozbawienia wolności. TAK moze sie skonczyc podrzucanie rodzicom , starszym rodzicom dzieci . Kobiety na emeryturze powinny miec czas dla siebie . Po wychowaniu dzieci niestety przychodzi czas nie na odpoczynek i relaks tylko na wychowywanie wnuczat . A tak byc nie powinno ale nie kazda babcia potrafi odmowic dziecku . Jak dziecko prosi to trzeba pomoc . I tym sposobem zamiast odpoczynku znowu ciezka praca bo starsza osoba wklada w to wiecej wysilku . A tak byc nie powinno . Dzieci powinny pomagac rodzicom a nie wymagac od nich pomocy .