2026/09/13

ZABIŁ CZTERY OSOBY, W TYM KSIĘDZA I 18-LATKĘ. CIAŁ DO DZIŚ NIE ODNALEZIONO.

 

Cztery osoby zniknęły bez śladu. Nie odnaleziono ich ciał, a mimo to sądy nie miały wątpliwości, że zostały zamordowane przez tego samego człowieka.
Mariusz B., były ministrant z Warszawy, został prawomocnie skazany na dożywocie za cztery zabójstwa.
Historia zaczęła się wiele lat wcześniej w jednej z parafii na warszawskiej Woli. Jako nastolatek Mariusz B. służył tam do mszy i poznał małżeństwo – Małgorzatę i Zbigniewa D. oraz ich córkę Aleksandrę.
Z czasem między Mariuszem a Małgorzatą nawiązała się relacja. Kobieta odeszła od męża, zamieszkała z Mariuszem i urodziła mu dziecko.
W 2006 roku zniknęli Zbigniew D. oraz jego 18-letnia córka Aleksandra.
Sąd ustalił później, że Mariusz B. uprowadził oboje, a następnie udusił ich na działce w okolicach Pułtuska. Wcześniej miał również zmusić Zbigniewa do podpisania polisy ubezpieczeniowej wartej 2 miliony złotych na rzecz żony.
To był jednak dopiero początek.
Rok później zaginął Henryk S., mężczyzna uczęszczający z Małgorzatą na kurs tańca. Według ustaleń sądu Mariusz B. był o niego zazdrosny, ale w grę wchodziły również pieniądze.
Przed śmiercią Henryk miał zostać zmuszony do przekazania numerów PIN do swoich kart. Później od jego rodziny próbowano wyłudzić 50 tysięcy złotych.
W 2008 roku zniknęła czwarta osoba – ksiądz Piotr S., duchowny, którego Mariusz znał jeszcze z czasów, gdy był ministrantem.
Sąd ustalił, że również on został zamordowany przez Mariusza B.
Żadnego z czterech ciał nigdy nie odnaleziono.
Śledczy przeszukiwali lasy i sprawdzali miejsca wskazywane w trakcie postępowania, jednak bez rezultatu.
Mimo braku zwłok udało się zbudować rozbudowany łańcuch poszlak. Wśród dowodów znalazły się między innymi bilingi telefoniczne, monitoring, zeznania bliskich ofiar oraz opinie biegłych.
Proces ciągnął się latami.
Ostatecznie Mariusz B. został prawomocnie skazany na dożywotnie pozbawienie wolności, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 40 latach odbywania kary.
W 2021 roku Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrońców, kończąc wieloletnią batalię sądową.
Mariusz B. pozostaje za kratami.
Pozostała jednak tajemnica, której śledczym nie udało się rozwiązać.

Gdzie znajdują się ciała Zbigniewa, 18-letniej Aleksandry, Henryka i księdza Piotra?

 


 


Pielęgniarka: braki personelu, pacjenci na korytarzach. Nie wiadomo w co ręce włożyć.

 


Posłanka Joanna Wicha o pielęgniarkach

Kilka dni temu opublikowaliśmy artykuł pt. Pielęgniarka posłanka: izby są zdania, że to się zmieniło i pielęgniarki już nie zaharowywują się na śmierć., w którym przytaczamy fragment wywiadu udzielonego przez posłankę Joannę Wichę w Radiu Zet na temat pracy pielęgniarek na kilku etatach. Poniżej fragment wywiadu.Redaktor:

I przez ostatnie lata Pani poseł były kontrole, były doniesienia medialne, były raporty Najwyższej Izby Kontroli, które pokazywały, że pielęgniarki pracują nierzadko na 2,5 etatu, czyli po kilkaset godzin miesięcznie.

Posłanka Joanna Wicha:
No tak, ale z tego co wiem, bo rozmawiam też ze środowiskiem pielęgniarek, samorządów, i panie pielęgniarki twierdzą, też te z samorządu pielęgniarskiego, że to już się zmieniło, że panie  pielęgniarki od kiedy zaczęły lepiej zarabiać, od kiedy weszły te podwyżki płacy, już się tak nie zaharowywują na śmierć.

Pielęgniarka o rzeczywistości

Artykuł wywołał dyskusję na naszych social mediach. Poniżej cytujemy kilka komentarzy pielęgniarek odnoszący się do wywiadu.

  • Czy ta Pani buja w obłokach? A może jej to się śniło, by chciała by tak było? Masakra oderwana od rzeczywistości. Braki personelu, pacjenci na korytarzach. Nie wiadomo w co ręce włożyć. Posadkę ma dobrą i za te bzdury robi dobrą kaskę.
  • Niestety tą panią wysłałbym na 12 godzinny dyżur na intensywną terapię przy pełnym obłożeniu łóżek. Zresztą może kiedyś będzie pacjentką i zobaczy jak to wygląda w realu.
  • No tak rzeczywiście nikt nie przestrzega norm zatrudnienia, pielęgniarek 50 plus połowa, jak nie więcej. Więc skąd ten wniosek? Ja na chirurgii czasami nie wiem na który dzwonek reagować.
  • No panie z izb to na pewno nie zaharowują się, one nawet nie pracują… Siedzą na tych swoich stołeczkach i wymyślają jak swoim koleżankom pracę „umilić”!
  • Pielęgniarkę posłankę zapraszamy do pracy przy łóżku pacjenta, bo widac, że nie ma pojęcia jak wygląda rzeczywistośc
  • Naprawdę? Właśnie wróciłam z nocnego dyżuru na którym razem z koleżanką podnosiłysmy pacjenta w wyniku czego zerwała sobie więzadła w stawie barkowym. Tylko czy aż? No bo przecież nie umarła. Prawda?
  • A posłanka ma jakiś staż pracy czy tylko z tytułu pielęgniarka oderwana od rzeczywistości?
  • No chyba w izbach bo na oddziałach nie zmieniło się nic nadal zawyżone stany łóżek w stosunku do personelu i pseudo kontrole funduszu które nic nie wnoszą
  • A co izby wiedzą na temat pracy na oddziałach? Przecież nie pracują w zawodzie. Żyją w wyimaginowanym świecie. Wymyślanie za grube pieniądze (ściągnięte z haraczu od prawdziwych pielęgniarek) jak im jeszcze utrudnić życie i skłócić środowisko nie ma nic wspólnego z pielęgniarstwem. Posłanka też żyje w bańce utkanej z fikcji.
  • Panie z Izb na pewno tak myślą, bo przecież one nie interesują się praca pielegniarek tylko procedurami wymyślonymi przez siebie.Wstyd bo my na nie lożymy nic w zamian nie otrzymując.

źródło: pielegniarki.info.pl

Takiego bajzlu w sluzbie zdrowia jaki jest teraz , nie bylo nawet za 
komuny.  Brawo Tusk !! Rozwalanie wszystkiego idzie ci swietnie !!!!!


ZBRODNIA WYKRYTA PO LATACH

 

Krzyk w cieniu nocy. Jak nowoczesna genetyka i Archiwum X rozwikłały zbrodnię. Sprawa Agnieszki Dojlidy.
Sierpniowy wieczór 2001 roku w Białymstoku nie zapowiadał tragedii. Dla 30-letniej Agnieszki Dojlidy, oddanej swojej pracy pielęgniarki w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym, był to czas spokojnego powrotu do domu po wizycie u kuzynki. Kobieta odprowadziła krewną na przystanek autobusowy przy ul. Wiejskiej, a następnie ruszyła w drogę powrotną do bloku przy ulicy Nowogródzkiej. Nigdy jednak nie dotarła do swojego mieszkania. Na jej drodze stanął drapieżnik, który w kilka minut przekształcił zwykłą miejską alejkę w teatr bezwzględnej przemocy.
Brutalny atak i wieczna śpiączka
W cieniu zapadającego zmroku napastnik niespodziewanie zaatakował kobietę. Zaciągnął ją w pobliskie, ciemne zarośla, gdzie rozegrał się dramat pełen okrucieństwa. Agnieszka została brutalnie pobita, zgwałcona i podduszona. Aby utrzymać kontrolę nad ofiarą i uciszyć jej krzyki, oprawca skrępował jej ręce i wepchnął przedmioty do ust, zadając rozległe obrażenia fizyczne.
Nieprzytomną, zmasakrowaną kobietę odnalazła przypadkowa mieszkająca w pobliżu osoba, która wieczorem wyprowadzała psa. Natychmiast wezwano służby ratunkowe. Choć lekarze walczyli o jej życie w szpitalu, skutki brutalnego duszenia i trwającego zbyt długo niedotlenienia mózgu okazały się nieodwracalne. Agnieszka zapadła w głęboką, nieodwracalną śpiączkę, z której już nigdy się nie wybudziła. Po blisko pół roku nierównej walki, 5 lutego 2002 roku, zmarła, nie odzyskując przytomności.
Ślepy zaułek i milczenie dowodów
Śledztwo wszczęte przez białostocką prokuraturę i policję od samego początku napotykało na gigantyczne bariery. Mimo przesłuchania dziesiątek świadków, zabezpieczenia śladów oraz sporządzenia portretu pamięciowego sprawcy na podstawie szczątkowych opisów, ówczesne techniki kryminalistyczne nie pozwoliły na jednoznaczne wskazanie i zatrzymanie mordercy. Ślady biologiczne były zdegradowane, a bazy danych DNA nie miały jeszcze tak potężnego zasięgu jak dziś. W 2002 roku, z powodu niewykrycia sprawcy, śledztwo umorzono. Sprawa Agnieszki Dojlidy trafiła do policyjnego archiwum, stając się kolejną bolesną, nierozwiązaną zagadką.
Przełom nadszedł po latach, gdy do sprawy powróciło podlaskie Archiwum X – zespół wyspecjalizowany w analizowaniu starych, zapomnianych zbrodni przy użyciu najnowocześniejszych technologii. Śledczy spojrzeli na dowody rzeczowe świeżym okiem, kierując zabezpieczone próbki biologiczne (m.in. materiał spod paznokci ofiary) do zaawansowanych badań genetycznych. Uzyskany pełny profil DNA sprawcy okazał się kluczem do zamknięcia sprawy.
Nowe życie w cieniu przeszłości i sprawiedliwość
Systemowe przebadanie baz i powiązanie genetyczne doprowadziło śledczych do Mariusza P. Okazało się, że mężczyzna dawno temu opuścił Polskę i ułożył sobie życie za granicą. Od lat ukrywał się w Wielkiej Brytanii, osiedlając się w okolicach Manchesteru, gdzie pracował, założył rodzinę i wychowywał trójkę dzieci, żyjąc z przeświadczeniem, że dawne demony nigdy go nie dosięgną.
W 2021 roku polskie organy ścigania wydały za nim międzynarodowy nakaz aresztowania. Brytyjska policja namierzyła i zatrzymała poszukiwanego, a w lutym 2022 roku Mariusz P. został deportowany do Polski w asyście antyterrorystów. Proces ruszył pod koniec tego samego roku przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do winy, próbując kwestionować dowody.
19 stycznia 2023 roku zapadł sprawiedliwy wyrok. Sąd uznał Mariusza P. za winnego gwałtu, rozboju (napastnik zerwał ofierze łańcuszek z krzyżykiem) oraz zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, skazując go na 25 lat pozbawienia wolności. Choć prokuratura domagała się dożywocia, sąd uznał, że kara ćwierćwiecza izolacji – przy uwzględnieniu opinii psychologicznych – spełni wymogi sprawiedliwości.

Historia Agnieszki Dojlidy zamknęła się po ponad dwudziestu latach, udowadniając, że nowoczesna nauka i determinacja śledczych potrafią dosięgnąć zbrodniarzy nawet na końcu świata.

O TUSKU

 




Zaglada przez okno na 10 pietrze , taki ciekawy