TUSK sie wscieka . Ma powazny problem . Afera ze szpitalem , afera z rakietami , tak naprawde same afery . I Tusk chce czyms to przykryc . Ale tak napawde nic nie ma . Zostal mu tylko Ziobro i na nim sie skupia . Probowal z Jakim ale na starcie mu nie wyszlo . Tak wiec cala swoja frustracje przelal na Ziobro . To teraz jego kon trojanski . Bo jesli by mu sie udalo przymknac Ziobre , wszystko inne by zostalo zapomniane . Tylko ze to jest nierealne . Zeby nie wiem ile nakazow wystawil Zurek , Tramp nie pozwoli skrzywdzic Ziobry . A jak juz to beda przeciagac proces az do wyborow w Polsce ktorych Tusk w zyciu nie wygra bo wszyscy maja go dosc .Bo tak na prawde teraz nami rzadzi Berlin . Tusk to tylko marionetka w ich lapskach . Tak wiec Ziobro jest bezpieczny a w przyszlosci odplaci Tuskowi z nawiazka !!!!! GB
FOCH
2026/07/08
TUSK UCZEPIL SIE ZIOBRY I CHCE NIM PRZYKRYC WSZYSTKIE AFERY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Niepokojące sceny na SOR-ze. Pracownicy szpitala zaatakowani, interweniowała policja
Dwa niebezpieczne incydenty w ciągu jednej nocy odnotowano na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w jednym z polskich miast. Policja interweniowała w sprawie pacjentki, która zaatakowała ratowniczkę medyczną. Nie był to jednak koniec pracy dla funkcjonariuszy. Niedługo później odnotowano kolejny, niebezpieczny incydent. Mundurowi musieli wkroczyć do akcji.Pierwsza policyjna interwencja miała związek z zachowaniem 68-letniej pacjentki. Według ustaleń funkcjonariuszy kobieta miała najpierw znieważyć ratowniczkę medyczną, a następnie naruszyć jej nietykalność cielesną w trakcie wykonywania przez nią obowiązków służbowych.
Do zdarzenia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek 8 lipca w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Nowym Targu. O sprawie w środę poinformowała Komenda Powiatowa Policji.- W sprawie prowadzone są czynności pod kątem popełnienia przestępstwa - przekazała Komenda Powiatowa Policji w Nowym Targu.Na tym jednak nocne interwencje policji w nowotarskim SOR-ze się nie zakończyły. Funkcjonariusze jeszcze raz pojawili się w tym samym miejscu, tym razem w związku z agresywnym zachowaniem 34-letniego pacjenta.
Jak ustalono, mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu. Według relacji policjantów krzyczał i kierował groźby wobec personelu medycznego. Został zatrzymany i przewieziony do policyjnego pomieszczenia dla osób zatrzymanych. Po wytrzeźwieniu ukarano go grzywną.Policja reaguje na agresję wobec medyków
Po obu nocnych interwencjach policja zwróciła uwagę na problem agresji wobec pracowników ochrony zdrowia. Komenda Powiatowa Policji w Nowym Targu podkreśliła, że personel medyczny wykonuje odpowiedzialną służbę, a wszelkie przejawy przemocy lub gróźb wobec ratowników, lekarzy i pielęgniarek będą spotykały się ze stanowczą reakcją funkcjonariuszy.
Skandal ze znanym lekarzem. Musi zapłacić fortunę i idzie do więzienia
Znany ze swoich pijackich wyczynów lekarz Mikołaj M. w końcu się doigrał. 58-latek w czerwcu ub.r. został zatrzymany w Droszkowie (woj. lubuskie) przez policję, gdy prowadził samochód, będąc kompletnie pijanym. Funkcjonariusze z pojazdu wyciągnęli go siłą, po wybiciu szyby. Teraz w sądzie zapadł wyrok. Lekarz ma bezwzględnie trafić za kratki, a także zapłacić blisko 200 tys. zł.
O lekarzu Mikołaju M. z Krosna Odrzańskiego zrobiło się głośno w czerwcu ub.r. Medyk był wówczas zawieszony i nie mógł wykonywać zawodu po tym, jak pacjenci przyłapali go na pracy pod wpływem alkoholu. 18 czerwca 2025 r. spadły na niego kolejne kłopoty.Jak informowała wówczas policja, mężczyzna miał rozjeżdżać swoim terenowym samochodem infrastrukturę. Na miejsce wezwano funkcjonariuszy, ale pomimo wyraźnych sygnałów dawanych przez policjantów, kierowca nie zatrzymał się i zaczął odjeżdżać. Zatrzymał go dopiero wysoki krawężnik, jednak nawet wtedy nie chciał opuścić terenowego Jeepa Wranglera. Policjanci musieli wybić szybę i siłą wyciągnąć 58-latka z auta. Okazało się, że prowadził, mając 1,6 promila alkoholu.Rok po tych wydarzeniach w sądzie rejonowym w Zielonej Górze zapadł wyrok w sprawie Mikołaja M. Lekarz odpowiadał za kierowanie po pijaku i ucieczkę przed policją. Groziła mu za to kara do 5 lat więzienia. Jak informuje portal poscigi.pl, sąd nie zdecydował się jednak na najwyższy wymiar kary.Zgodnie z wyrokiem lekarz Mikołaj M. ma spędzić 1 rok w więzieniu, dodatkowo nałożono na niego 5-letni zakaz prowadzenia pojazdów oraz grzywnę w wysokości 20 tys. zł. 59-latek ma również zapłacić kwotę równą wartości samochodu, który prowadził podczas zdarzenia, czyli 186 tys. zł.W trakcie procesu Mikołaj M. przyznał się do winy i wskazywał na zmianę, którą przeszedł. Jak mówił, był na leczeniu odwykowym i nie pije już alkoholu. To jednak nie uchroniło go przed więzieniem.
(Źródło: poscigi.pl)
2-latek skonał w nagrzanym samochodzie. Był pod opieką niani
Kolejne dziecko ginie pozostawione w rozgrzanym samochodzie! Stacja WSVN przekazała wieści o dwulatku, którego znaleziono na tylnej kanapie zaparkowanego pojazdu. Chłopiec przebywał pod opieką zatrudnionej przez rodziców niani, przed której posesją rozegrał się ten dramat. Do zdarzenia doszło niespełna tydzień po tym, jak zaledwie kilkanaście kilometrów dalej identyczny los spotkał półtoraroczne dziecko.
Na Florydzie trwa śledztwo po śmierci dwuletniego chłopca, który został znaleziony w rozgrzanym samochodzie. Jak informuje lokalna stacja WSVN, dziecko w chwili zdarzenia było pod opieką kobiety zatrudnionej przez rodziców. Do tragedii doszło w niedzielę w Hallandale Beach. Opiekunka przywiozła chłopca do szpitala, gdy był już nieprzytomny i nie oddychał. Z nagrania rozmowy z numerem alarmowym 911, do którego dotarła stacja WSVN, wynika, że dziecko znaleziono na tylnym siedzeniu auta stojącego przed domem kobiety. Szpital powiadomił o sprawie policję. Funkcjonariusze ustalili, że samochód był zaparkowany przed domem opiekunki, która miała zajmować się dwulatkiem. Nie wiadomo jeszcze, jak długo dziecko przebywało w zamkniętym pojeździe."Jak można wysiąść z samochodu i nie wiedzieć, że zostawiło się w nim dziecko? To straszne"
Tego dnia na Florydzie panowały bardzo wysokie temperatury. Według amerykańskich służb meteorologicznych termometry pokazywały około 32 stopni Celsjusza, a temperatura odczuwalna była jeszcze wyższa. W takich warunkach wnętrze samochodu nagrzewa się w bardzo krótkim czasie.
Sprawę badają policja i prokuratura. Jeszcze nie wiadomo, czy opiekunka poniesie odpowiedzialność karną. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Mieszkańcy okolicy nie kryją poruszenia. – Nie mogę tego zrozumieć. To niewiarygodne. Jak można wysiąść z samochodu i nie wiedzieć, że zostawiło się w nim dziecko? To straszne – powiedziała w rozmowie z WSVN sąsiadka Theresa Ogden.
Szef policji w Hallandale Beach zaapelował do wszystkich osób opiekujących się dziećmi, aby przed zamknięciem samochodu zawsze sprawdzały tylne siedzenie. – Prosty nawyk, na przykład zostawienie telefonu, torebki lub innej ważnej rzeczy z tyłu auta, może przypomnieć o sprawdzeniu samochodu. Jedno ostatnie spojrzenie może uratować życie dziecka – podkreślił.To już druga podobna tragedia w tej części Florydy w ciągu tygodnia. Kilkanaście kilometrów dalej zginął 18-miesięczny chłopiec, którego ojciec omyłkowo zostawił w samochodzie. Mężczyzna był przekonany, że wcześniej odwiózł dziecko do żłobka i pojechał do pracy. Dopiero po kilku godzinach zorientował się, że syn przez cały czas pozostawał w aucie. Chłopca nie udało się uratować. Według organizacji Kids and Car Safety, monitorującej takie przypadki w Stanach Zjednoczonych, od początku roku na Florydzie w rozgrzanych samochodach zginęło już czworo dzieci. Śmierć dwulatka z Hallandale Beach była dziesiątym takim przypadkiem w całym kraju w 2026 roku.