Pani Mirella ze Świętochłowic (Śląskie) przez 27 lat była zamknięta w mieszkaniu. Przed Sądem Rejonowym w Chorzowie rozpoczęło się we wtorek postępowanie o przymusowe umieszczenie jej w domu pomocy społecznej. Pani Mirella stawiła się na rozprawie z ojcem. Powiedziała dziennikarzom, że chce zostać w domu. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie wieloletniego pozbawienia jej wolności.Świętochłowic w asyście policji wyszła kobieta, której sąsiedzi nie widzieli od 27 lat. Myśleli, że pani Mirella zaginęła w wieku 15 lat lub wyjechała za granicę. Gdy usłyszeli w mieszkaniu odgłosy awantury, wezwali policję. 43-latka miała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, trafiła wtedy do szpitala. Po dwóch miesiącach wróciła do mieszkania rodziców.
W lutym Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach oraz Prokuratura Rejonowa w Chorzowie zawnioskowały do sądu o przymusowe umieszczenie pani Mirelli w domu pomocy społecznej. Instytucje uzasadniły, że pani Mirella wymaga wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, którego nie da się udzielić w jej mieszkaniu.
We wtorek Sąd Rejonowy w Chorzowie zajął się sprawą pani Mirelli. Kobieta pojawiła się w sądzie i kiedy wchodziła na salę rozpraw dziennikarze mogli pierwszy raz usłyszeć jej głos.Powiedziała do dziennikarzy, że czuje się dobrze i chce zostać w swoim domu. - W domu, w domu, po prostu w domu. Żadna krzywda mi się nie dzieje - mówiła.
Sad wyłączył jawność ze względu na dobro kobiety. O wyłączenie jawności wniósł prokurator, ponieważ na rozprawie będzie mowa o stanie zdrowia pani Mirelli, oraz pracownik MOPS.
"Forma pozbawienia wolności"
- Umieszczenie w domu pomocy społecznej bez zgody jest zawsze formą pozbawienia wolności. Nie jest co prawda w procedurze karnej, ale cywilnej, dlatego sąd zawsze musi zbadać wszystkie przesłanki wynikające z ustawy. Biegły sądowy wyda opinię co do tego, czy pani powinna zostać umieszczona w domu pomocy społecznej. W oparciu o przeprowadzenie pełnego postępowania dowodowego dotyczącego sytuacji zdrowotnej i życiowej wespół z opinią sąd będzie mógł podjąć końcową decyzję - powiedział prokurator Marcin Murias.Zapytany przez dziennikarzy, czy pisemna opinia została już sporządzona, odpowiedział, że "nie ma informacji na ten temat". Opowiedział również, jak wygląda standardowy tryb w tego typu postępowaniach.- Jeżeli uczestnik stawia się na rozprawę, sąd przesłuchuje go w charakterze uczestnika. Następnie sąd bada zgromadzoną w aktach sprawy dokumentację. Jeżeli chodzi o moje postępowanie, to starałem się je przeprowadzić jak najszerzej. Uzyskałem pełną dokumentację medyczną z domu pomocy społecznej oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych czy miejskiego zespołu orzekania o niepełnosprawności. Te wszystkie dokumenty wespół z opinią biegłego i przesłuchaniem uczestników w sprawie i być może dalszych świadków pozwolą sądowi podjąć decyzję - podkreślił prokurator.
Trwa śledztwo, nikt nie usłyszał zarzutów
Prokuratura rejonowa w Chorzowie od października zeszłego roku prowadzi śledztwo, które ma wyjaśnić, dlaczego pani Mierlla nie wychodziła z domu przez 27 lat. Sprawdzane są wątki pozbawienia wolności pani Mirelli, znęcania się nad nią, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, oraz nieudzielenia pomocy w sytuacji grożącej takim niebezpieczeństwem."Dotychczas w sprawie zgromadzono wszelką niezbędną dokumentację medyczną, przesłuchano szereg świadków, uzyskano opinię sądowo-lekarską i psychologiczną. Zgromadzony materiał dowodowy, w tym zeznania pokrzywdzonej, na obecnym etapie nie dostarczył podstaw do przedstawienia komukolwiek zarzutów i w związku z tym brak jest podstaw do zastosowania jakichkolwiek środków zapobiegawczych, w tym również dotyczących kontaktu z pokrzywdzoną czy kwestii wspólnego zamieszkiwania z pokrzywdzoną" - podała w połowie lutego w komunikacie Izabela Knapik z Zespołu Prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
"Postępowanie jest kontynuowane. Aktualnie prokuratura oczekuje na sporządzenie opinii dotyczącej profilu wiktymologicznego oraz uzupełniającej opinii sądowo-lekarskiej. Po uzyskaniu wskazanych opinii w sprawie zostaną wykonane czynności procesowe z rodzicami pokrzywdzonej, w roli procesowej adekwatnej do treści zgromadzonego materiału dowodowego" - dodała prok. Knapik.
Sąsiedzi nie widzieli jej od wielu lat
W lipcu 2025 roku policja otrzymała zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach. Podczas interwencji okazało się, że we wskazanym przez sąsiadów mieszkaniu przebywa małżeństwo w wieku 82 lat wraz z córką panią Mirellą, której sąsiedzi nie widzieli od wielu lat. 43-latka mała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, dlatego policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Po dwóch miesiącach spędzonych w szpitalu wróciła do mieszkania rodziców.Dziennikarka tvn24.pl Małgorzata Goślińska ustaliła, że rodzice mieli tłumaczyć zniknięcie 15-latki jej porwaniem, zaginięciem, wyjazdem za granicę lub powrotem do biologicznej rodziny. Wypisali ją ze szkoły, pani Mirella nigdy nie wyrobiła dowodu osobistego.Kobieta otrzymała wsparcie z MOPS. Pracownicy socjalni pomogli jej wyrobić dowód, uzyskać ubezpieczenie zdrowotne, rentę, zasiłek pielęgnacyjny. Rozpoczęła się praca socjalna nad powrotem pani Mirelli do społeczeństwa. Niestety, nie udała się, rodzina przestała wpuszczać pracowników do mieszkania.
Wojewoda śląski skontrolował, jak ta praca socjalna wyglądała. Wyniki kontroli jeszcze nie zostały ujawnione, ale wiadomo, że są negatywne. Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24