2026/05/23

TUSK POZWALA NA ABORCJE

 Mogła się urodzić dwójka pięknych dzieci - bliźniaków z wyjątkową więzią. Niestety, za kilka lat jedno z tych dzieci dowie się, że miało brata lub siostrę bliźniaka. Miało, bo dokonano zabójstwa selektywnego. Pomogły w tym aktywistki z aborcyjnego „dream teamu”. Te same, których ostatnio Wyborcza nagradzała.

U kobiety nie stwierdzono żadnych wad, dzieci były zdrowe, ciąża była planowana. Ale nie - uznano, że jedno dziecko nie jest warte życia i go zabito.
Obiecujemy, że gdy tylko będziemy mieć wpływ na przyszłe rządy, takie sytuację będą ścigane i karane z niezwykłą surowością. To jest nasze zobowiązanie jako Konfederacji Korony Polskiej
Brak slow zeby to skomentowac . Matce powinni zabrac dziecko i posadzic do wiezienia za aborcje zdrowego dziecka .Ale poki rzadzi Tusk bedzie sie dzialo. Jemu nie zalezy na dzieciach , im mniej Polakow tym lepiej .GB

Pięciolatek postrzelony przez brata. Dramat podczas zabawy w ogrodzie

 Chłopiec został postrzelony z wiatrówki podczas zabawy w ogrodzie. Strzał oddał jego 13-letni brat. Dziecko trafiło do szpitala i przeszło operację. Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia w Odolanowie w Wielkopolsce.Do poważnego wypadku doszło w Odolanowie pod Ostrowem Wielkopolskim. Pięcioletni chłopiec został postrzelony z wiatrówki przez swojego 13-letniego brata. Do zdarzenia doszło w piątek po godzinie 17 na terenie prywatnej posesji.

- Jak ustalili policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, 13-letni chłopiec, który przebywał w ogrodzie, strzelał z wiatrówki. Gdy strzelał z niej do tarczy, na linię strzału wbiegł jego młodszy, pięcioletni brat. Chłopiec został raniony w podbrzusze - powiedziała nam Ewa Golińska-Jurasz z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowie Wielkopolskim. Dziecko zostało przetransportowane do szpitala.

Chłopczyk przeszedł operację

- Został do nas przewieziony pięcioletni chłopiec z raną postrzałową brzucha. Do zdarzenia doszło w wyniku niekontrolowanego użycia karabinka sportowego. Po diagnostyce w szpitalnym oddziale ratunkowym stwierdzono uraz penetrujący, uszkadzający również narządy jamy brzusznej. Pacjent został pilnie przewieziony na blok operacyjny i poddany zabiegowi operacyjnemu - powiedział nam Witold Miaśkiewicz ze szpitala w Ostrowie Wielkopolskim.Lekarze usunęli pocisk z jamy brzusznej dziecka. Chłopczyk po operacji trafił na oddział intensywnej terapii dziecięcej.

- Jego stan jest stabilny. Rokowania są poważne, ale raczej myślę, że wszystko będzie w porządku - dodał Witold Miaśkiewicz.

Policja wyjaśnia okoliczności

Policjanci zabezpieczyli wiatrówkę. Jak podkreślają - na taki rodzaj broni nie jest wymagane pozwolenie. Rodzice byli trzeźwi, nie odnotowano też w przeszłości pod tym adresem interwencji dotyczących przemocy. Poinformowano sąd rodzinny. Wstępnie ustalenia wskazują na nieszczęśliwy wypadek.

 Lewica już się nie kryje. Chce aborcji zdrowych dzieci.

Korona Konin: Ostatni wybryk feministek obnażył ich prawdziwe intencje. Zadowolenie z tzw. „aborcji selektywnej”, czyli zabicia jednego dziecka bliźniaczego przy pozostawieniu drugiego przy życiu, to prawdziwa twarz współczesnego ruchu aborcyjnego. Sprawa wywołała szok nawet u części osób dotychczas umiarkowanie przychylnych liberalizacji prawa aborcyjnego. Trudno się dziwić – mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której zdrowe, chciane dziecko zostało uśmiercone wyłącznie dlatego, że rodzice „nie planowali dwójki”.
Przez lata radykalna lewica i środowiska aborcyjne budowały przekaz oparty na emocjonalnym szantażu. W trakcie protestów z 2020 roku mówiono społeczeństwu, że chodzi jedynie o „tragiczne przypadki”: ciężkie wady płodu, gwałt czy zagrożenie życia matki. Każdy, kto ostrzegał, że prawdziwym celem jest pełna aborcja na życzenie, był wyśmiewany jako „fanatyk”, „oszołom” i 'wróg kobiet”. Dziś rzeczywistość brutalnie zweryfikowała tamte zapewnienia.
Okazuje się bowiem, że granice przesuwają się nieustannie. Najpierw chodziło o dzieci chore. Potem o „prawo wyboru”. Następnie o „komfort psychiczny”. Teraz już otwarcie mówi się o eliminacji jednego z bliźniąt, bo para nie chce wychowywać dwójki dzieci. To nie jest żadna „medycyna”. To selekcja ludzi według wygodyLewica już się nie kryje. Chce aborcji zdrowych dzieci.
Korona Konin: Ostatni wybryk feministek obnażył ich prawdziwe intencje. Zadowolenie z tzw. „aborcji selektywnej”, czyli zabicia jednego dziecka bliźniaczego przy pozostawieniu drugiego przy życiu, to prawdziwa twarz współczesnego ruchu aborcyjnego. Sprawa wywołała szok nawet u części osób dotychczas umiarkowanie przychylnych liberalizacji prawa aborcyjnego. Trudno się dziwić – mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której zdrowe, chciane dziecko zostało uśmiercone wyłącznie dlatego, że rodzice „nie planowali dwójki”.
Przez lata radykalna lewica i środowiska aborcyjne budowały przekaz oparty na emocjonalnym szantażu. W trakcie protestów z 2020 roku mówiono społeczeństwu, że chodzi jedynie o „tragiczne przypadki”: ciężkie wady płodu, gwałt czy zagrożenie życia matki. Każdy, kto ostrzegał, że prawdziwym celem jest pełna aborcja na życzenie, był wyśmiewany jako „fanatyk”, „oszołom” i 'wróg kobiet”. Dziś rzeczywistość brutalnie zweryfikowała tamte zapewnienia.
Okazuje się bowiem, że granice przesuwają się nieustannie. Najpierw chodziło o dzieci chore. Potem o „prawo wyboru”. Następnie o „komfort psychiczny”. Teraz już otwarcie mówi się o eliminacji jednego z bliźniąt, bo para nie chce wychowywać dwójki dzieci. To nie jest żadna „medycyna”. To selekcja ludzi według wygody

.

 


W Lesie Wolskim znaleziono ciało nastolatki. Służby przekazały tragiczne informacje

 

Tragiczne informacje napłynęły z Krakowa. W sobotę w rejonie Lasu Wolskiego, gdzie od dwóch dni prowadzone były intensywne poszukiwania 12-letniej Elżbiety Wojtackiej, odnaleziono ciało młodej osoby. Policja prowadzi obecnie czynności identyfikacyjne, a na miejscu pracują funkcjonariusze pod nadzorem prokuratora.Około godziny 11:20 podczas szeroko zakrojonych działań poszukiwawczych prowadzonych w Lesie Wolskim strażnicy miejscy natrafili na ciało młodej kobiety. To właśnie w tym rejonie od wielu godzin koncentrowały się działania służb poszukujących 12-letniej Elżbiety Wojtackiej.


Informację potwierdziła w rozmowie z "Faktem” podinsp. Katarzyna Cisło.Dzisiaj o godz. 11.20 podczas działań poszukiwawczych 12-letniej dziewczynki strażnicy miejscy, którzy brali udział również w tych poszukiwaniach, natrafili na terenie Lasu Wolskiego na ciało młodej kobiety. Trwają teraz czynności identyfikacyjne, ale mogę powiedzieć, że wygląd i ubiór tej osoby, którą znaleźliśmy, odpowiadają temu ubiorowi, który podawaliśmy i temu rysopisowi, który podawaliśmy w komunikatach — przekazała podinsp. Katarzyna Cisło.Na miejscu odnalezienia ciała pracują policjanci pod nadzorem prokuratora. Trwają czynności identyfikacyjne oraz wyjaśnianie okoliczności tragedii. Policja na razie nie przekazuje dodatkowych szczegółów dotyczących sprawy.


Setki funkcjonariuszy zaangażowanych w poszukiwania

Poszukiwania 12-letniej Eli rozpoczęły się natychmiast po zgłoszeniu zaginięcia przez rodzinę. Dziewczynka zniknęła w czwartek, 21 maja, po spotkaniu ze znajomymi i od tego czasu nie skontaktowała się z bliskimi. Policja bardzo szybko zakwalifikowała sprawę jako poszukiwania kategorii I, czyli sytuację bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia.


Do akcji skierowano ogromne siły. W działaniach uczestniczyli policjanci, strażacy, żołnierze, strażnicy miejscy oraz specjalistyczne grupy poszukiwawcze. Teren Lasu Wolskiego i okolic był przeczesywany przy pomocy psów tropiących oraz dronów. Funkcjonariusze sprawdzali również pustostany i opuszczone budynki, gdzie mogła przebywać dziewczynka.


W sobotę służby poinformowały, że działania zostały rozszerzone na teren całego Krakowa i powiatu krakowskiego. Policjanci podkreślali, że do sprawdzenia trafiały wszystkie sygnały napływające od mieszkańców.


Rozwiń

Kraków żyje poszukiwaniami 12-latki. Mieszkańcy masowo ruszyli na pomoc

Informacja o zaginięciu 12-letniej Eli błyskawicznie obiegła Kraków i poruszyła mieszkańców miasta. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się setki udostępnień policyjnych komunikatów oraz zdjęć dziewczynki. W wielu częściach miasta rozwieszano plakaty z rysopisem nastolatki i numerami kontaktowymi do policji.


Do prowadzonych działań stopniowo dołączali także mieszkańcy, którzy pomagali w przeczesywaniu okolic Lasu Wolskiego i przekazywali służbom kolejne informacje. Policja podkreślała, że każdy sygnał był dokładnie sprawdzany, a skala prowadzonych działań stale rosła. W akcję zaangażowano setki osób, w tym policjantów, strażaków, żołnierzy oraz specjalistyczne grupy poszukiwawcze.


Służby przez cały czas apelowały również o ostrożność w rozpowszechnianiu niesprawdzonych informacji. Funkcjonariusze prosili, by wszystkie potencjalnie ważne sygnały trafiały bezpośrednio do policji, która koordynowała działania prowadzone na terenie Krakowa i okolic.



2026/05/22

Zabetonowała ciało męża w łazience. Makabryczne odkrycie w małopolskiej wsi

 Wstrząsające wydarzenia z małopolskiej wsi Zimnodół, pod koniec 2025 r. roku ponownie wróciły na salę sądową. Sprawa Małgorzaty Ż., która po śmierci męża Grzegorza zabetonowała jego ciało w łazience, znalazła wówczas swój finał w sądzie apelacyjnym. Kobieta, która wcześniej została skazana na osiem lat więzienia, usłyszała złagodzony wyrok — sześć lat pozbawienia wolności.J        Jak przypomina "Gazeta Wyborcza", dramat rozpoczął się w lutym 2024 roku, kiedy 74-letnia matka Małgorzaty, zaniepokojona milczeniem córki, przyjechała do jej domu w Zimnodole. Drzwi otworzyła kobieta, którą bliscy ledwo poznali — "była cała czarna, jakby w sadzy, tylko białka oczu było widać" — wspominała matka w rozmowie z policją, cytowana przez portal. Na pytanie, gdzie jest jej mąż, Małgorzata miała odpowiedzieć bez emocji: "Zakopałam go w ogrodzie, koło domu."

Makabryczne odkrycie w małopolskiej wsi

Według ustaleń śledczych kobieta przez kilka dni żyła w domu ze zwłokami męża. Jak relacjonuje Gazeta Wyborcza, tłumaczyła potem: "Jak znalazłam go w łazience, wpadłam w panikę, nie wiedziałam, co dalej zrobić. Przez trzy dni piłam, w końcu zabrakło mi wódki. Ciało męża zaczęło się rozkładać, musiałam coś zrobić."Małgorzata zamówiła piętnaście worków cementu i postanowiła zabetonować ciało w łazience. Kiedy okazało się, że nie mieści się ono w przygotowanej formie, odcięła nogi i ręce. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, znaleźli zwłoki zakopane w ogrodzie, a w domu — narzędzia z widocznymi śladami krwi: siekierę, piłę ręczną i szlifierkę.

Od miłości do tragedii

Z relacji świadków wynikało, że para uchodziła za spokojne małżeństwo. W opinii sąsiadów byli "zgodni, łagodni i zakochani". Kłopoty zaczęły się po śmierci ich starszego syna — Małgorzata przeżyła załamanie nerwowe, a mąż zaczął nadużywać alkoholu. Po rozwodzie w 2020 r. para ponownie się zeszła.
Według zeznań kobiety, w dniu tragedii doszło do kłótni. "Grzesiek miał pretensje, że rzekomo rzuciłam w niego popielniczką. Wtedy uderzył mnie butelką w głowę. Poszłam do kuchni, wzięłam nóż i powiedziałam mu: »Nie będziesz mnie tak traktował«. Siedział w fotelu. Wykonałam ruch, on zasłonił się ręką i rozcięłam mu przedramię."Jak relacjonowała w śledztwie, po tym wydarzeniu mąż zmarł z powodu krwotoku, a ona nie potrafiła zadzwonić po pomoc.

Zbrodnia czy dramat? Decyzja sądu

Sekcja zwłok nie wykazała jednoznacznej przyczyny zgonu. Biegli stwierdzili, że rany mogły być obronne, ale nie pozwalały z całą pewnością ustalić, czy śmierć nastąpiła w wyniku wykrwawienia.
W konsekwencji prokuratura nie oskarżyła Małgorzaty o zabójstwo, lecz o nieudzielenie pomocy, uszkodzenie ciała i zbezczeszczenie zwłok.Sąd pierwszej instancji uznał, że kobieta działała brutalnie, ale nie z zamiarem zabójstwa. W uzasadnieniu wyroku sędzia Lidia Kurnicka podkreśliła, że "przy ciosach w przedramię trudno mówić nawet o nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Oskarżona nie chciała spowodować zgonu, chciała wystraszyć męża."
Za zbezczeszczenie zwłok — które sędzia określiła jako potraktowanie "ciała jak kawałka mięsa w rzeźni" — oraz za nieudzielenie pomocy Małgorzata została skazana na osiem lat więzienia. Jednak w październiku sąd apelacyjny obniżył karę do sześciu lat.

"Nie umieliśmy żyć bez siebie"

Podczas rozprawy kobieta mówiła: "Czuję się jak we śnie, jakbym na to patrzyła z boku. Nie zrobiłabym mu krzywdy, nie umieliśmy żyć bez siebie. Chciałabym, by to wszystko się nie stało i Grzegorz dalej żył. Tylko żeby nie pił."
Dziś Zimnodół milczy o tamtej tragedii. Mieszkańcy nie chcą wracać do tego, co wydarzyło się w niewielkim domu na końcu wsi. Wspominają jedynie, że Małgorzata była spokojna, cicha — i nikt nie przypuszczał, że skrywa w sobie tak przerażający sekret.

Zorganizowana grupa przestepcza to nie Ziobro a obecny rzad pod wodza przestepcy Tuska ktory dziala na zlecenie Niemiec. GB

 Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek skierował oficjalne pismo do nowych władz Węgier. Domaga się w nim informacji na temat uchylenia azylu politycznego, który został przyznany Zbigniewowi Ziobrze oraz Marcinowi Romanowskiemu przez poprzedni rząd w Budapeszcie — ustaliło RMF FM.                         Uchylenie azylu politycznego dla Ziobry i Romanowskiego to warunek konieczny, by polska prokuratura mogła zwrócić się do Interpolu o wydanie tzw. czerwonej noty. Przyznanie ochrony międzynarodowej uniemożliwia wpisanie danej osoby na listę najbardziej poszukiwanych przestępców. Decyzja Węgier może więc przesądzić o dalszych losach śledztwa w sprawie Funduszu Sprawiedliwości.Z ustaleń RMF FM wynika, że minister sprawiedliwości w swoim piśmie prosi węgierskie władze o potwierdzenie, czy — zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami — rozpoczęto już procedury uchylenia ochrony międzynarodowej udzielonej ściganym polskim politykom przez były węgierski rząd Viktora Orbana. Żurek chce także uzyskać informację, kiedy można spodziewać sięJeśli Węgry cofną azyl, polska prokuratura będzie mogła uruchomić międzynarodowe poszukiwania polityków. Brak takiej decyzji blokuje działania Interpolu i utrudnia prowadzenie śledztwa. Sprawa ma więc znaczenie nie tylko dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale także dla współpracy międzynarodowej w walce z przestępczością. decyzji w sprawie azylu. To kluczowe dla dalszych działań polskich organów ścigania.Jeśli Węgry cofną azyl, polska prokuratura będzie mogła uruchomić międzynarodowe poszukiwania polityków. Brak takiej decyzji blokuje działania Interpolu i utrudnia prowadzenie śledztwa. Sprawa ma więc znaczenie nie tylko dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale także dla współpracy międzynarodowej w walce z przestępczością.Ziobro — przebywający obecnie w Stanach Zjednoczonych — jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura Krajowa zarzuca mu, że kierował zorganizowaną grupą przestępczą oraz wykorzystywał swoje stanowisko do działań o charakterze przestępczym. Ziobro, według prokuratury, miał popełnić 26 przestępstw, m.in. wydawać swoim podwładnym polecenia łamania prawa, by zapewnić wybranym podmiotom dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, ingerować w przygotowanie ofert konkursowych i dopuszczać do przyznawania środków nieuprawnionym podmiotom.                                                                                                                                                                                                                                                       TUSK boi sie Ziobry jak diabel wody swieconej dlatego chce go unieszkodliwic zamykajac w pierdlu . Ale Tusk ma wroga w Trampie i ten ostatni zrobi wszystko zeby dokopac Tuskowi bo go zwyczajjnie nie trawi . Tak wiec Ziobro jest bezpieczny bo Tramp nie lubi ani Tuska ani tego rzadu .GB