FOCH
2026/07/24
Przez 8 dni więzili i grupowo wykorzystywali Monikę. Wkładali w nią kij od szczotki! 26-latka nie żyje
26-letnia Monika została uwięziona w mieszkaniu przez swoich oprawców, którzy nie pozwalali jej ujrzeć światła dziennego. Przez osiem dni trzech mężczyzn brutalnie ją wykorzystywało. Traktowali pokrzywdzoną w sposób urągający człowieczeństwu, bili i maltretowali, nie zważając na jej stan zdrowia. Kobiecie ostatecznie udało się uciec, ale nie chciała wzywać służb, bo bała się o bezpieczeństwo swoje i bliskich. Jej mama mimo wszystko wezwała pogotowie, lecz Moniki nie udało się uratować. Szczegóły tej historii przerażają.
Monika, pochodząca ze Zgierza, poznała dwóch swoich oprawców w autobusie miejskim. To było 19 lipca 2017 roku. Nie wiadomo, dlaczego i w jakich okolicznościach kobieta postanowiła udać się do mieszkania jednego z nich, mieszczącego się na osiedlu Dąbrowa w Łodzi. Media opisywały, że mężczyzna po prostu ją zaprosił, a ta się zgodziła – czy dokonał tego podstępem, przymusem, czy może udało mu się jakoś oczarować Monikę: na sto procent nie wiadomo. - Wszystko wskazuje na to, że prawdopodobnie do lokalu weszła dobrowolnie. Ale nie ulega wątpliwości, że została potem uwięziona w środku - mówił po zakończeniu śledztwa Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury okręgowej. Na jej decyzję mogły wpłynąć trudne doświadczenia życiowe. TVN opisywał, że długo cierpiała na chorobę autoimmunologiczną, brała silne leki, miała problemy z chodzeniem, zapamiętywaniem i nauką, potem w wieku 21 lat przeszła udar. Leczenie i różne przeszkody życiowe doprowadziły do wzrostu wagi, a to - do gorszego postrzegania siebie. Wpadła w problemy z napojami wyskokowymi, lecz poszła na odwyk i wygrała z nałogiem. Być może chcąc się zrelaksować, poszła z obcym mężczyzną do mieszkania, który miał jej rzekomo opowiadać o odbywającej się tam imprezie. Miało być więcej osób, również kobiet. Nie była w stanie przewidzieć, że stanie się coś takiego. Oczywiście część tych doniesień jest nieoficjalna, pewności co do przebiegu zdarzeń nie mamy. To, co wiaKilka dni w niewoli, oprawcy zastraszyli Monikę. W końcu udało jej się uciec
Oprawcy niemal od razu zamknęli za sobą drzwi na klucz, a wraz z tym gestem słuch o kobiecie zaginął. Rodzina, zaniepokojona brakiem kontaktu z 26-latką, zawiadomiła policję. Podjęto decyzję o rozpoczęciu poszukiwań, w które zaangażowało się mnóstwo osób. Ale Moniki nigdzie nie było. Sprawdzano często uczęszczane przez nią miejsca, próbowano odtworzyć drogę, którą mogła się poruszać, przeczesywano kamery monitoringu. Nic nie potrafiło doprowadzić do niej śledczych.domo na pewno, to to, że po przekroczeniu progu lokalu ofiara przeszła przez piekło.
Kilka dni w niewoli, oprawcy zastraszyli Monikę. W końcu udało jej się uciec
Oprawcy niemal od razu zamknęli za sobą drzwi na klucz, a wraz z tym gestem słuch o kobiecie zaginął. Rodzina, zaniepokojona brakiem kontaktu z 26-latką, zawiadomiła policję. Podjęto decyzję o rozpoczęciu poszukiwań, w które zaangażowało się mnóstwo osób. Ale Moniki nigdzie nie było. Sprawdzano często uczęszczane przez nią miejsca, próbowano odtworzyć drogę, którą mogła się poruszać, przeczesywano kamery monitoringu. Nic nie potrafiło doprowadzić do niej śledczych.Tymczasem zaginiona przeżywała prawdziwy koszmar. Oprawcy postawili sprawę jasno: nie może wyjść z mieszkania bez ich zgody, a jeśli będzie się stawiać: zabiją ją oraz jej ukochaną matkę. Przerażona Monika chciała uciec, lecz jej to uniemożliwili. Upajali ofiarę alkoholem, bili ją i maltretowali, ciągnęli za włosy, poniżali, szarpali. W pewnym momencie zaczęli nawet gasić na jej ciele papierosy. Jak ustaliła prokuratura, co najmniej kilka razy w drastyczny sposób wykorzystali ją seksualnie. Zdaniem śledczych, początkowo było ich dwóch, a następnego dnia po uprowadzeniu dołączył do nich trzeci z oskarżonych. Inne ustalenia mówią, że cała trójka była tam od początku. Monika nie mogła wyjść z mieszkania, ale sprawcy regularnie je opuszczali – gdy wychodzili, zamykali wszystko na klucz. Nikt nie usłyszał kobiety, ani jej nie zauważył, a przynajmniej nic o tym nie wiemy, ponieważ żaden z ewentualnych świadków nie zgłosił się na policję. Według medialnych doniesień, zawsze przynajmniej jeden z oprawców z nią zostawał i pilnował, by była cicho. Mieli też kazać pokrzywdzonej chodzić na czworaka, żeby nie było jej widać przez okno.Monika Gradowska, przewodnicząca składu sędziowskiego, mówiła podczas procesu, że sprawcy w okresie od 19 do 27 lipca 2017 roku, czyli przez osiem dni, w krótkich odstępach czasu po uprzednim użyciu przemocy wielokrotnie doprowadzali ofiarę do obcowania płciowego. Wykorzystywali ją zbiorowo. Czyny, których się dopuścili, nosiły ponadto cechy szczególnego okrucieństwa. - Wbrew woli kobiety, odbywali z nią stosunki seksualne, które spowodowały u niej rozległe obrażenia narządów płciowych – podkreślała sędzia.Obrażenia, o których mowa, były bardzo poważne. W telefonie jednego z oprawców na dowód znaleziono nawet drastyczne zdjęcia, obrazujące skalę okrucieństwa i przemocy, których dopuszczono się względem ofiary.
Więzienie Moniki łączyło się ze szczególnym udręczeniem. Oprócz wykorzystania, oprawcy zakłócali spoczynek kobiety, uniemożliwiali jej sen, naruszali nietykalność cielesną, opluwali, podduszali i przypalali. Torturom nie było końca.Po ośmiu dniach katorgi, ofiara znudziła się agresorom. Jak ustalono w trakcie śledztwa, mężczyźni mieli wówczas stwierdzić, że kobieta „zaczęła śmierdzieć”. To wtedy uciekła z mieszkania, które przez ostatni czas było dla niej więzieniem. Nie zabili jej, ale Grzegorz K., jeden z napastników, zagroził, że jeśli kobieta kiedykolwiek, komukolwiek powie o tym, co się stało, pozbawi życia nie tylko ją, lecz także jej ukochaną mamę.
Bała się przyznać mamie, lecz nie wytrzymała. Mimo udzielonej pomocy, 26-latka nie przeżyła
Monika pobiegła do znajomego, który mieszkał najbliżej. Była roztrzęsiona, w fatalnym stanie, nie chciała o niczym mówić. To kolega ofiary zawiadomił jej mamę. Gdy kobieta zobaczyła córkę, była przerażona, choć jednocześnie szczęśliwa, że 26-latka żyje, a jej poszukiwania mogły zostać zakończone. Uznana za zaginioną utrzymywała, że była u znajomych i nic złego jej się nie stało. Była zastraszona, bała się o życie własne i bliskich, bo wiedziała, że oprawcy są zdolni do wszystkiego. Okłamała także policjantów, z którymi rozmawiała tuż po uwolnieniu się z mieszkania. Mundurowym, którzy zajmowali się jej zaginięciem, powiedziała że była na imprezie i nie czuje się ofiarą przestępstwa.Dopiero po kolejnej rozmowie z mamą emocje wzięły górę. Zapłakana Monika wyznała jej prawdę. - Była poniżana, bita i brutalnie gwałcona. Cierpiała tak, jak człowiek może tylko cierpieć za życia - wyjawiła w rozmowie z TVN24 pani Katarzyna, matka Moniki. Stan 26-latki ciągle się pogarszał, choć ta wcześniej utrzymywała, że nic jej się nie stało. Gdy mama zauważyła obrażenia, natychmiast wezwała pogotowie. Pokrzywdzona w końcu trafiła do szpitala, pojawiło się zagrożenie życia. Obrażenia, których doznała, mimo udzielonej pomocy doprowadziły jednak finalnie do jej śmierci. Miesiąc po porwaniu, 19 sierpnia 2017 roku, serce Moniki przestało bić. Nie udało się jej uratować. Biegli, którzy przeprowadzili sądowo-lekarską sekcję zwłok ofiary, stwierdzili w opinii, że zgon był następstwem doznanych obrażeń oraz powikłań, które były ich konsekwencją.
- W trakcie śledztwa korzystaliśmy w dużej mierze z wiedzy, którą poszkodowana zdołała przekazać matce. Niestety, stan ofiary przemocy był tak zły, że nigdy nie udało się jej przesłuchać – mówił prokurator Kopania w rozmowie z TVN-em.Ostatecznie mundurowym udało się ustalić, kto może stać za zbrodnią przeciwko kobiecie. Zatrzymano podejrzanych: Grzegorza K., Sebastiana T. oraz Tomasza K., w którego mieszkaniu na łódzkim osiedlu Dąbrowa więziono Monikę. Szybko stało się jasne, że podejrzenia policjantów nie są bezzasadne, ponieważ po zatrzymaniu mężczyzn prokuraturze udało się zabezpieczyć bulwersujący materiał dowodowy. „Super Express” podawał nieoficjalnie, że do zadawania obrażeń intymnych agresorzy mieli używać między innymi szczotki toaletowej. Jeden z oskarżonych robił Monice wstrząsające zdjęcia, na których widać było skalę zadawanych obrażeń. Nawet prokurator Krzysztof Kopania, komentujący znalezione fotografie, mówił wprost, że są one szokujące i trudno cokolwiek do tego dodać. Aż trudno było uwierzyć, że jakikolwiek człowiek mógł dopuścić się takiego bestialstwa. Mężczyzn poddano więc badaniom, które miały wykazać, czy nie mają problemów psychicznych. Opinia biegłych wykazała jednak, że w czasie popełnienia przestępstw oprawcy byli w pełni poczytalni i mogą odpowiadać za swoje czyny.Prokuratura Łódź-Widzew, do której trafiło śledztwo, najpierw podejrzewała mężczyzn jedynie o wykorzystanie Moniki. Nie postawiono im zarzutów w związku z przetrzymywaniem kobiety, a oni sami twierdzili, że są niewinni i pokrzywdzona dobrowolnie uczestniczyła w spotkaniach z nimi. Mało tego, tylko dwóch z trzech podejrzanych zostało aresztowanych przez sąd, ponieważ w przypadku ostatniego śledczy uznali, że wystarczą inne środki zapobiegawcze.
Taki obrót spraw oburzył opinię publiczną, która domagała się potraktowania podejrzanych adekwatnie do czynów, jakich mieli się dopuścić. Zresztą w czasie śledztwa popełniono znacznie więcej błędów, chociażby w zakresie zabezpieczania materiału dowodowego. Mówił o tym podczas konferencji prasowej ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który postanowił w tej sprawie interweniować. - Mogę jedynie powiedzieć, że zaniedbania miały charakter elementarny, a w czasie działań czas ma olbrzymie znaczenie. Nie można godzić się na traktowanie takich spraw po macoszemu. Nie można godzić się, aby prokuratura postępowała bezdusznie wobec tak okrutnych przestępstw – podkreślał minister.Nie były to tylko puste słowa, bo Ziobro przeszedł również do czynów, decydując o konsekwencjach dyscyplinarnych. Tym samym odwołał z funkcji Lidię Zarzycką-Rzepkę, zastępczynię prokuratora rejonowego dla Łodzi-Widzewa, która nadzorowała śledztwo. Wszczęto też wówczas postępowanie wobec prokuratora referenta sprawy, a trzeci podejrzany o katowanie Moniki, zgodnie z interwencją Ziobry, także został tymczasowo aresztowany.Proces, który ruszył w połowie 2018 roku, toczył się przed Sądem Okręgowym w Łodzi z wyłączeniem jawności. Prokuratura rozszerzyła zarzuty dla mężczyzn, stwierdzając że ich działania przyczyniły się do późniejszej śmierci Moniki, na co wskazywała opinia biegłych. Ostatecznie domagano się więc kary maksymalnej, czyli dożywotniego pozbawienia wolności dla sprawców.
Wyrok zapadł 8 czerwca 2020 roku. Grzegorz K., Sebastian T. oraz Tomasz K. zostali uznani za winnych, ale nie skazano ich na dożywotnie więzienie. Zamiast tego, dostali po 25 lat pozbawienia wolności. Grzegorz K. otrzymał dodatkowo rok i dziesięć miesięcy więzienia za to, że groził śmiercią swojej ofierze oraz jej mamie. Sąd nałożył też na skazanych obowiązek zapłaty zadośćuczynienia matce ofiary w wysokości 250 tysięcy złotych.
Zdaniem prokuratury, która domagała się dożywocia, wyrok okazał się dla sprawców rażąco łagodny. Z wysokością kary nie zgadzała się też mama Moniki oraz wszyscy ci, którzy śledzili przebieg tej sprawy. Do dziś jest to jedna z najbardziej wstrząsających zbrodni w Polsce.
POMAGAJMY SWINKOM
Zatrzymaj się na chwilę. Nie wszystko, co boli, kończy się pożegnaniem.
Czy po wywaleniu Morawieckiego z PIS skuma sie z Tuskiem???Jak Tusk mu obieca fotel premiera to tak , Morawiecki zrobi doslownie wszystko za fotel premiera , tylko ze narod go nie widzi w tej roli !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Falszywa gnida . Jemu wcale nie chodzi o dobro Polski i Polakow lecz o fotel premiera . I pojdzie tam gdzie mu to zapewnia. Czy moze zbratac sie z Tuskiem za fotel premiera ?????? Wszystko jest mozliwe ! A te barany ktore za nim poszly zostana z reka w nocniku . W PIS cos znaczyli , mieli pozycje itd. Po co im to bylo ?? Przez caly czas Morawiecki im tlukl do glowy zeby nie podpisywali lojalki to Kaczynski zmieknie . Ale nic z tego . Jesli Kaczynski chce utrzymac PIS to musi byc twardy .W przeciwnym razie gdyby ustapil , Morawiecki by go wygryzl i wessal PIS do swojej partii ktora teraz utworzy bo stowarzyszenie to teraz dla niego za malo po tym jak wylecial z PIS .A tak na koniec Morawiecki ma przerost ambicji i wydaje mu sie ze wszystko moze a tak naprawde to GOWNO moze !!!! GB
Co dalej z PiS? Sensacyjny nowy komunikat ws. Morawieckiego
Jarosław Kaczyński zgodnie z zapowiedziami zabrał w piątek głos w sprawie dalszej przyszłości jego ugrupowania. W ostatnich miesiącach wybuchł głęboki spór dotyczący Mateusza Morawieckiego i jego politycznych inicjatyw, które odnalazły poparcie części dotychczasowych przedstawicieli PiS. O godz. 12 odbyła się konferencja Jarosława Kaczyńskiego. Niedługo później padł komunikat ws. Mateusza Morawieckiego, który na X opublikował Piotr Muller.
Na polskiej scenie politycznej doszło do istotnego przesunięcia w układzie sił. Po upływie terminu wyznaczonego przez kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości na złożenie pisemnych deklaracji lojalnościowych, szeregi ugrupowania opuściła grupa około trzydziestu parlamentarzystów.Głównym źródłem sporu, który doprowadził do obecnego rozłamu, były wewnętrzne napięcia wokół działalności stowarzyszenia „Rozwój Plus”, utworzonego z inicjatywy byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Władze PiS uznały rozwijanie równoległych struktur za krok zagrażający spójności partii i zażądały podpisania oświadczeń o braku przynależności do zewnętrznych inicjatyw.Mimo próby wypracowania kompromisu – obejmującej ze strony władz partyjnych propozycję czasowego zamrożenia aktywności „Rozwoju Plus” zamiast jego całkowitego rozwiązania – strony nie osiągnęły porozumienia. Brak wymaganych deklaracji ze strony części posłów skutkuje formalnym zakończeniem ich członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości.Lider PiS, Jarosław Kaczyński, w swoim oświadczeniu zaznaczył, że decyzje parlamentarzystów zostały przyjęte do wiadomości bez dążenia do dalszej eskalacji konfliktu czy negatywnych emocji. Kwestie formalne związane z przejęciem rezygnacji i uporządkowaniem spraw wewnątrz paNiemal pewne odejście grupy polityków skupionych wokół Mateusza Morawieckiego wyraźnie zmienia dynamikę na opozycyjnej stronie sceny politycznej i najpewniej zaowocuje powstaniem nowej reprezentacji w Sejmie.rtii mają zostać dopięte podczas najbliższego posiedzenia Komitetu Politycznego.Niemal pewne odejście grupy polityków skupionych wokół Mateusza Morawieckiego wyraźnie zmienia dynamikę na opozycyjnej stronie sceny politycznej i najpewniej zaowocuje powstaniem nowej reprezentacji w Sejmie.Według wpisu Piotra Mullera – o godzinie 14 dojdzie do konferencji prasowej Mateusza Morawieckiego. – O 14:00 w Sejmie odbędzie się konferencja prasowa – brzmi komunikat Piotra Mullera w mediach społecznościowych. Mateusz Morawiecki wraz z grupą posłów zdecydował się opuścić Prawo i Sprawiedliwość - poinformował Prezes PiS Jarosław Kaczyński
Czarnek ujawnia: Morawiecki przekonywał nas do tego, że musi stworzyć partię
„Pan Mateusz Morawiecki ponad dwie godziny z czterech godzin (rozmów, które odbyły się w kwietniu - przyp. RMF FM) przekonywał nas do tego, że musi stworzyć nową partię polityczną” - ujawnił Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej. „Mamy do czynienia z rozłamem i rozłamowcami” - stwierdził.
Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek komentował odejście z partii ponad 30 posłów. Jest mi przykro, dlatego że jeszcze do wczoraj byłem przekonany, że moi koledzy ockną się i nie ulegną presji, którą wywierał na nich Mateusz Morawiecki - mówił.
Blisko 200 parlamentarzystów PiS bez żadnego problemu i żadnej wątpliwości podpisało natychmiast deklarację, która ma ratować finanse PiS przed zaborem PKW. Nikt nie czynił z tego żadnego problemu, nikt nie wymyślał głupot w rodzaju, że to jest jakaś „lojalka” - tłumaczył. Jego zdaniem grupa sojuszników ma się za wyjątkowe grono. Stawiali sprawę na głowie, tak jakby oni byli elitą, która wszystko rozumie, a blisko 200 parlamentarzystów czegoś nie rozumie - zaznaczył.
Wrócił też do spotkania z Jarosławem Kaczyńskim i Mateuszem Morawieckim, w którym uczestniczył.
Pan Mateusz Morawiecki ponad dwie godziny - z czterech godzin rozmów - przekonywał nas do tego, że musi stworzyć nową partię polityczną. Tłumaczyłem Morawieckiemu, że to jest bez sensu. Łowić elektorat po lewej stronie sceny politycznej można, ale ze wspólnej łodzi PiS będzie to zdecydowanie bardziej efektywne i da możliwość zwycięstwa nad Tuskiem - mówił.
Jego zdaniem były premier w rządzie PiS przez jakiś czas przyjmował tę argumentację. Ale to „sprawdzam”, które zostało powiedziane przed tygodniem przez prezydium komitetu politycznego, pokazało prawdziwe oblicze tego projektu, który nazywa się stowarzyszenie „Rozwój Plus” – tworzenie nowej partii politycznej. Wydaje się, że sprawa jest przesądzona. Mamy do czynienia z rozłamem i rozłamowcami - zaznaczył.
Artykuł w trakcie aktualizacji.