2026/05/15

Rodzice mieli znęcać się nad 4-miesięcznym niemowlęciem. Zaskakujący wyrok sądu

 Sąd Rejonowy w Białymstoku wydał wyrok w sprawie rodziców oskarżonych o znęcanie się nad 4-miesięczną córeczką. Dziewczynka trafiła do szpitala z licznymi złamaniami i zasinieniami. Decyzja wymiaru sprawiedliwości nie jest prawomocny, a w oparciu o ekspertyzy biegłych uznano, że obrażenia nie powstały przypadkowo.Białostocki sąd rejonowy uznał rodziców czteromiesięcznej dziewczynki za winnych znęcania się nad własnym dzieckiem. Zarówno matka, jak i ojciec usłyszeli wyrok jednego roku pozbawienia wolności, jednak wykonanie kary zawieszono na trzy lata próby. Koszmar wyszedł na jaw wiosną 2023 roku, kiedy maleństwo zostało przetransportowane do placówki medycznej z mnogimi urazami, w tym poważnymi obrażeniami w obrębie głowy. W toku postępowania śledczy wykazali, że niemowlę cierpiało z powodu pękniętej kości potylicznej, a także miało na ciele liczne zasinienia i otarcia naskórka.

Podczas mów końcowych oskarżyciel publiczny domagał się surowszej kary – bezwzględnego więzienia. Z kolei obrońcy wnosili o całkowite uniewinnienie. Sprawa swój początek miała w kwietniu ubiegłego roku. Wówczas funkcjonariusze policji otrzymali zgłoszenie o czteromiesięcznej dziewczynce z poważnymi urazami, która wymagała natychmiastowej hospitalizacji. Pomoc wezwała matka dziecka, dzwoniąc po karetkę pogotowia. Informację o zdarzeniu przekazało policji Centrum Powiadamiania Ratunkowego.

Zarzuty prokuratorskie dla małżeństwa z Białegostoku

Białostocka prokuratura przedstawiła 38-letniej matce i jej 39-letniemu mężowi zarzuty dotyczące fizycznego znęcania się nad osobą nieporadną z uwagi na jej wiek. Śledczy oskarżyli ich o zadawanie niemowlęciu ciosów po całym ciele. W efekcie dziewczynka doznała licznych obrażeń, w tym pęknięcia kości z tyłu głowy oraz zasinień. Według śledczych, koszmar dziecka trwał od momentu narodzin, aż do chwili aresztowania małżonków w kwietniu 2023 roku.

Małżeństwo konsekwentnie nie przyznawało się do stawianych zarzutów. W trakcie śledztwa ojciec wielokrotnie zmieniał jednak wersję wydarzeń. Na początku twierdził, że opiekował się córką sam, a nagle jej stan uległ pogorszeniu i zaczęła głośno płakać.„Przelewała mi się przez ręce. W tym momencie do domu weszła żona, powiedziałem, żeby wszystko rzucała, bo coś nie tak jest z malutką”Wtedy to żona miała powiadomić służby ratunkowe.

Później mężczyzna przedstawił inną opowieść. Stwierdził, że zajmował się sprzątaniem, a gdy dziewczynka zaczęła płakać, podniósł ją. Wtedy rzekomo potknął się o rurę od odkurzacza i stracił równowagę. Zgodnie z jego słowami, upadł z dzieckiem na rękach na mebel w korytarzu, co spowodowało, że niemowlę uderzyło w szafę głową.Eksperci medyczni kategorycznie wykluczyli, by rany dziewczynki mogły być wynikiem nieszczęśliwego splotu wydarzeń. Uznali za skrajnie nieprawdopodobne, by powstały w sposób przedstawiony przez 39-latka. Co więcej, część obrażeń, w kontekście relacji ojca, specjaliści określili mianem całkowicie niewytłumaczalnych. Odrzucili również tezę obrony, sugerującą, że urazy mogły być konsekwencją trudnego porodu i ewentualnego użycia nadmiernej siły przez personel medyczny podczas cesarskiego cięcia.

To właśnie te opinie biegłych stanowiły fundament orzeczenia Sądu Rejonowego w Białymstoku, który uznał rodziców za winnych. Zapadł nieprawomocny wyrok skazujący oboje na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.Z informacji pochodzących ze źródeł sądowych wynika, że skrzywdzona dziewczynka przebywa obecnie w pieczy zastępczej. W toku procesu jej interesy reprezentował kurator procesowy, występujący w imieniu małoletniej pokrzywdzonej

2026/05/14

Zmumifikowane zwłoki w mieszkaniu! Mężczyzna nie żył od kilku lat

 Makabryczne odkrycie na poznańskim osiedlu Śmiałego. W mieszkaniu na 7. piętrze znaleziono zmumifikowane zwłoki 86-letniego mężczyzny, który prawdopodobnie zmarł w 2022 roku. Policja wstępnie wykluczyła udział osób trzecich – sprawę opisuje portal epoznan.pl.                                             Do dramatycznego zdarzenia doszło około tydzień temu na osiedlu Bolesława Śmiałego w Poznaniu. Jak relacjonuje jeden z mieszkańców, zwłoki znajdowały się w mieszkaniu od lat, a sąsiedzi myśleli, że mężczyzna wyjechał i podróżuje po świecie.28 stycznia policjantów poproszono o zabezpieczenie egzekucji komorniczej w mieszkaniu na osiedlu Śmiałego. Po otwarciu mieszkania okazało się, że znajdują się w nim zmumifikowane zwłoki prawdopodobnie właściciela tego lokalu. Policjanci wstępnie wykluczyli udział osób trzecich w śmierci tego człowieka. Prawdopodobnie zmarł w 2022 roku. Mają na to wskazywać produkty z datami ważności, które znaleziono w mieszkaniu.Mężczyzna miał 86 lat. Jak tłumaczy Paterski, nie miał zaległości w czynszu:Ten pan miał ustawione zlecenie stałe na opłacanie czynszu. Więc ten był regularnie uiszczany.Potwierdza to również Dorota Wesołowska z Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, z którą skontaktował się epoznan.pl.Wiemy też, że do administracji nie dotarło żadne zgłoszenie o nieprzyjemnym zapachu wydobywającym się z tego mieszkania – wyjaśniła.Najprawdopodobniej zaległości pojawiły się w opłatach innych rachunków, jak gaz czy prąd. W związku z egzekucją komornik wezwał policję do pomocy przy wejściu do mieszkania.

Obecnie trwają działania mające na celu potwierdzenie tożsamości zmarłego – konieczne będą badania DNA oraz sekcja zwłok. Policja poszukuje również rodziny mężczyzny.

Znaleźli ciała Karoliny i jej córek w szambie. Mąż 32-latki zamarł, gdy dostrzegł jeden szczegół

 Karolina M. odebrała życie swoim dwóm córkom, topiąc je w przydomowym szambie, a następnie popełniła samobójstwo. Tak brzmią wstępne wnioski śledczych badających koszmar, do którego doszło na terenie Wielkopolski. Odkrycia dokonał mąż 32-latki, który po powrocie z apteki odnalazł niepokojące ślady krwi i natychmiast powiadomił służby ratunkowe.

Makabryczne odkrycie męża. Karolina M. wysłała go do apteki

Niewyobrażalny dramat wydarzył się w niedzielę, 31 sierpnia 2025 roku, na terenie miejscowości Helenów Pierwszy w województwie wielkopolskim. Z ustaleń dziennikarzy "Super Expressu" wynika, że 32-letnia Karolina M. poprosiła męża o wyjście do apteki, wykorzystując fakt, że placówki były otwarte ze względu na niedzielę handlową. Kiedy mężczyzna wrócił do domu z drobnymi sprawunkami, natrafił na przerażające ślady, które zwiastowały najgorsze. Makabryczne detale zbrodni zszokowały opinię publiczną, zwłaszcza w kontekście relacji bliskich znajomych, którzy opisywali ich na co dzień jako bardzo zgraną i przepełnioną miłością rodzinę.- Para jak z obrazka. Karolina nie skarżyła się na nic. Była pogodna i zadowolona, gdy dwa dni przed tragedią kupowała z córeczkami u mnie lody – powiedziała ekspedientka miejscowego sklepu, w rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu”.W innym punkcie Helenowa Pierwszego mąż 32-latki złożył zamówienie na wędliny z myślą o zbliżającym się weekendzie. Mieszkańcy przypuszczali, że małżeństwo przygotowywało się do domowej uroczystości i wspólnego biesiadowania. Zamiast radosnego świętowania doszło jednak do tragedii, której dosłownie nikt nie potrafił przewidzieć.

Rodzina Karoliny M. w oczach sąsiadów. 6-letnia Tosia i 7-letnia Gabrysia były niezwykle zżyte z rodzicami

W internecie 32-latka regularnie dzieliła się wpisami na temat swojego małżeństwa, przedstawiając partnera jako wspaniałego tatę oraz wielką miłość jej życia. Znajomi z otoczenia rodziny niemal jednogłośnie podkreślają, że para zawsze emanowała radością, a ich wizyty w towarzystwie zauważalnie rozjaśniały atmosferę. Rozmówcy dziennikarzy, pragnący najczęściej zachować pełną anonimowość, wypowiadają się o nich z ogromnym uznaniem i wielkim szacunkiem. Równie ciepło wspominają dwie córeczki małżeństwa, określając je jako urocze, pogodne i niezwykle grzeczne dziewczynki.Pozory doskonałego życia musiały jednak skrywać mroczną tajemnicę. Jeszcze o godzinie 12:00 feralnego 31 sierpnia cała czwórka uczestniczyła w kościelnej mszy świętej. Zaledwie parę godzin później wybuchł dramat, który na zawsze zmienił losy mężczyzny. Według początkowych hipotez śledczych, Karolina wysłała partnera po medykamenty, a pod jego nieobecność pozbawiła życia 7-letnią Gabrysię oraz 6-letnią Tosię, po czym natychmiast popełniła samobójstwo. Funkcjonariusze operacyjni zabezpieczyli również odnaleziony na miejscu list pożegnalny o nieznanej dotąd treści.

Powracający z Konina mężczyzna od razu zwrócił uwagę na podejrzane ślady na pokrywie przydomowego zbiornika. Nie mogąc zlokalizować bliskich i widząc na własne oczy krew, bezzwłocznie zaalarmował organy ścigania. Zgłoszenie zostało zarejestrowane tuż po godzinie 22:00, co oficjalnie potwierdziła aspirantka Sylwia Król z Komendy Miejskiej Policji w Koninie. Teren błyskawicznie zaroił się od policjantów, strażaków oraz płetwonurków wezwanych z pobliskich jednostek, w tym z Lichenia, Helenowa i Grąblina. Przeszukanie szamba przyniosło makabryczny finał w postaci odnalezienia ludzkich zwłok należących do 32-letniej kobiety oraz jej dwóch malutkich córek. Starszy kapitan Sebastian Andrzejewski z konińskiej straży pożarnej przekazał, że jeszcze przed przyjazdem pierwszych zastępów, świadkowie zdarzenia samodzielnie wyciągnęli na zewnątrz matkę oraz jedno z dzieci. Strażakom udało się wydobyć drugą z dziewczynek. Mimo natychmiastowej reakcji i ogromnego wysiłku sąsiadów, żadnej z poszkodowanych nie zdołano uratować.Niezmiernie trudno w ogóle pojąć rozmiar niewyobrażalnego cierpienia, z jakim musiał się zmierzyć ojciec w tamtym momencie. Żadne użyte słowa nie oddadzą skali tego dramatu i potężnego ciosu zadanego ojcowskiemu sercu. Mundurowi rozpoczęli jeszcze reanimację, lecz okazała się ona bezskuteczna. Lekarz na miejscu stwierdził zgon dorosłej kobiety, a dziewczynki pogotowie zabrało do szpitala. Niestety, ich życia też nie udało się uratować – relacjonowała w „Wyborczej” policjantka Sylwia Król

Zszokowani mieszkańcy Helenowa Pierwszego. Mąż Karoliny M. organizował zloty i pomagał sąsiadom

Społeczność małej wielkopolskiej wsi nadal nie potrafi otrząsnąć się z szoku po wydarzeniach z końca sierpnia. Ludzie trwają w całkowitym zawieszeniu psychologicznym, a do wielu z nich wciąż nie docierają brutalne fakty na temat znajomych..– Całe lato jeździli na rowerach po wsi, a dziewczynki wszystkim głośno mówiły ‘dzień dobry’ – mówiła jedna z kobiet w rozmowie z „Super Expressem”.

– Dla mnie byli wzorem rodziny. Tacy pogodni i zawsze uśmiechnięci – dodawała pani Mariola.Lokalni mieszkańcy wspólnym głosem podkreślają, że zaangażowane w życie społeczności małżeństwo chętnie wyciągało pomocną dłoń do każdego, kto znajdował się w podbramkowej sytuacji. Tragiczny finał ich rodzinnej historii jest dla sąsiadów czymś całkowicie niewytłumaczalnym i wymykającym się ludzkiemu pojmowaniu.

Z informacji podawanych przez polską prasę wynika, że Karolina skupiała się na codziennych obowiązkach domowych i wychowywaniu sześcio- i siedmiolatki. Z kolei jej partner był szanowanym w regionie mechanikiem samochodowym z potężną pasją do wojskowości. W sierpniu mężczyzna chwalił się w internecie udanym wyjazdem z rodziną na zlot pojazdów militarnych w Bornym Sulinowie. W przeszłości przygotował nawet podobną wystawę maszyn w swojej rodzinnej wsi, co spotkało się z ogromnym entuzjazmem ze strony miejscowych uczestników. Z wielkim sentymentem wspominają tamto wydarzenie, podkreślając doskonałą organizację, wspólne ognisko oraz pyszną grochówkę.

Kuluarowe doniesienia wskazują, że 32-latka borykała się z trudnym kryzysem psychicznym i rzekomo rozpoczęła nawet specjalistyczne leczenie. Prokuratura kategorycznie odmawia jednak odnoszenia się do tego typu spekulacji w mediach. Organy ścigania niezwykle oszczędnie dawkują oficjalne komunikaty i pilnują szczelności całego postępowania.– Prowadzimy śledztwo w kierunku zabójstwa i to wszystko, co mogę powiedzieć – ucina Aleksandra Marańda z Prokuratury Rejonowej w Koninie.Najważniejszym elementem toczącego się postępowania karnego będą z pewnością wyniki zarządzonych badań toksykologicznych oraz protokoły z przeprowadzonej sekcji zwłok. Według nieoficjalnych źródeł "Gazety Wyborczej", na filigranowych ciałach sześcio- i siedmiolatki nie ujawniono żadnych zewnętrznych obrażeń, natomiast 32-letnia matka miała głęboko rozciętą krtań. Dziennikarze tego tytułu ustalili nieoficjalnie, że Karolina najpierw wrzuciła dziewczynki do szamba, następnie podcięła sobie gardło i z premedytacją wskoczyła do zbiornika, umierając na miejscu. Ten drastyczny scenariusz był ogromnym zaskoczeniem dla interweniujących nocą policjantów. Mundurowi na każdym kroku podkreślali, że pod tym adresem nigdy wcześniej nie zgłaszano jakichkolwiek aktów przemocy ani kłótni, a małżeństwo zupełnie nie figurowało w policyjnych systemach ostrzegawczych.

Osobny i równie ważny wątek stanowi owiany tajemnicą list pożegnalny. Choć funkcjonariusze anonimowo potwierdzili jego znalezienie redakcjom prasowym, oficjalnie prokuratorzy odmawiają komentowania jego autentyczności i zapisanej tam treści. Zrobią to w trosce o rzetelność prowadzonego dochodzenia oraz pełen szacunek dla zmarłych i poszkodowanych w tej sprawie osób. Taka blokada informacyjna naturalnie napędza lawinę domysłów, ale z uwagi na ogromny ciężar gatunkowy ludzkiego dramatu, fakty te celowo pozostają całkowicie utajnione.

Wzruszający pogrzeb ofiar z Helenowa Pierwszego. Śledczy wciąż badają kulisy działań 32-letniej matki

Policjanci we współpracy z prokuratorami analizują jeszcze jedną kluczową hipotezę, według której Karolina przed dokonaniem zbrodni mogła podać sobie i niczego nieświadomym dzieciom silne substancje odurzające lub trujące, aby maksymalnie zminimalizować fizyczny ból w trakcie tragedii.– Matki mordujące własne dzieci zwykle chcą je ochronić przed nadmiernym cierpieniem, co wpływa na sposób zabójstwa. Kryminolodzy nazywają takie metody mniej agresywnymi i podają przykłady: podanie trucizny, otrucie tlenkiem węgla, uduszenie. Czasem przed śmiercią rodzic usypia dziecko tabletkami. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że prokuratura chce to ustalić – podaje „Gazeta Wyborcza”.Specjaliści z zakresu kryminologii i psychologii zwracają ponadto uwagę na właściwą nomenklaturę opisującą to makabryczne zdarzenie z Wielkopolski. Część prasy chętnie używa bowiem terminu „samobójstwo rozszerzone”, co niesłusznie akcentuje odebranie sobie życia przez sprawcę, a całkowicie marginalizuje los niewinnych ofiar. Eksperci dobitnie przypominają, że z punktu widzenia psychologii kryminalnej należy pisać i mówić wprost o podwójnym zabójstwie zakończonym odebraniem sobie życia przez matkę.

Na początku września 2025 roku w miejscowości Licheń Stary odbyło się wzruszające pożegnanie zmarłej kobiety i jej dwóch córek. Mogiłę pokryto w całości drobnymi białymi kwiatami, a z postawionej nieopodal fotografii spoglądały radosne twarze Gabrysi, Tosi oraz ich mamy. W trakcie kościelnej uroczystości duchowny poprosił zgromadzonych wiernych o powstrzymanie się od jakichkolwiek publicznych osądów w przestrzeni wirtualnej. Zaznaczył stanowczo, że pochopna ocena tragicznie zmarłej 32-latki jest głęboko krzywdząca, gdyż absolutnie nikt nie dysponuje pełną wiedzą o kulisach dramatu rozgrywającego się za zamkniętymi drzwiami. To nie pomaga w przeżywaniu tych trudnych chwil - napisał w specjalnym oświadczeniu ks. Roman Frąckowiak.Prowadzący sprawę śledczy podjęli ostateczną decyzję o pełnym utajnieniu ostatecznych wniosków płynących z przeprowadzonej sekcji zwłok. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości poinformowali opinię publiczną jedynie o bezwzględnej konieczności oczekiwania na kompletne wyniki specjalistycznych badań histopatologicznych oraz toksykologicznych ofiar. Od tamtej pory całkowicie odcięli się od pytań ze strony mediów, a skomplikowane i trudne śledztwo formalnie wciąż trwa.

Nowe wzory aktu małżeństwa. Bryłka dla Newsmax Polska: Tusk zdaje sobie sprawę, że to złamanie konstytucji

 Dziś warszawski ratusz dokonał pierwszej transkrypcji małżeństwa jednopłciowego. „Nigdy nie przekazaliśmy Unii Europejskiej kompetencji w zakresie kształtowania prawa rodzinnego w Polsce” – mówi w rozmowie z Newsmax Polska Anna Bryłka, poseł Konfederacji do Parlamentu Europejskiego.„Dzisiaj rano dokonaliśmy pierwszej transkrypcji małżeństwa jednopłciowego, zgodnie z wyrokami sądów. Tak jak zapowiadałem, bez zwłoki, natychmiast” – powiedział w czwartek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. „Szybko. Mam na myśli perspektywę kilku najbliższych dni” – zapowiedział z kolei szef MSWiA Marcin Kierwiński, pytany o podpisanie rozporządzenia ws. nowego wzoru aktu małżeństwa. Rubryki „mężczyzna” i „kobieta” zastąpi wpis „mężczyzna/kobieta”.

"To obejście konstytucji"

„To rozporządzenie jest niezgodne z polską konstytucją, która mówi jasno – małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Rozporządzenia, podobnie jak i ustawy, muszą być zgodne z konstytucją. Jeśli ktoś chce zmienić definicję małżeństwa w polskim prawie, to ma do tego jedną prostą drogę – musi dokonać zmiany konstytucji, a później przegłosować odpowiednią ustawę. To wydaje się w Polsce niemożliwe. Takim działaniem rządzący obchodzą konstytucję” – mówi Newsmax Polska Anna Bryłka.Bryłka podkreśla, że wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie są źródłem prawa w Polsce i nie można na ich podstawie wydać rozporządzenia. „Nigdy nie przekazaliśmy ani Unii Europejskiej, ani Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej kompetencji w zakresie kształtowania prawa rodzinnego w Polsce” – dodaje.

Zdaniem Bryłki Polska powinna zignorować wyrok TSUE. „Argumentacja TSUE, że z unijnej swobody przemieszczania się wynika obowiązek uznawania ‘małżeństw’ jednopłciowych, to nadinterpretacja. Nie ma takiej podstawy prawnej w traktatach ani w logice. Polska powinna zignorować to orzeczenie TSUE. Nie byłby to pierwszy raz, gdybyśmy to zrobili”. Jej zdaniem takimi orzeczeniami TSUE rozszerza kompetencje Unii i teraz orzeka w zakresie prawa rodzinnego w naszym kraju.

"Dla wyborców KO i Lewicy to 'wyższa konieczność'"

„Premier Donald Tusk pół roku temu, gdy to orzeczenie zostało opublikowane, miał zupełnie inne zdanie niż to, co jest robione teraz. Sam Tusk zdaje sobie sprawę, że to złamanie konstytucji” – podkreśla Bryłka.

Czy decyzja rządzących może odbić się na nastrojach społecznych? „Dla elektoratu Koalicji Obywatelskiej lub Lewicy nie zrobi to większego wrażenia, bo jeśli ich politycy łamią konstytucję, to jest to ‘wyższa konieczność’. Dla dużej części prawicowego elektoratu jest to nieakceptowalne – zarówno te rozwiązania, jak i przede wszystkim ta wątpliwa procedura wprowadzania tego” – kończy naszą rozmowę Anna Bryłka.

Po szaleńczej jeździe zdezelowane BMW rozpadło się na dwie części. 16-letni Tomek już nie wrócił do domu

 Majówkowa przejażdżka skończyła się tragedią, która wstrząsnęła całym krajem. 16-letni Tomek wsiadł do starego BMW i już nigdy nie wrócił do domu. Za kierownicą siedział 45-letni Piotr Z., który według śledczych był pijany, miał sądowy zakaz prowadzenia auta i mimo to ruszył w drogę.    W piątek, 1 maja 2026 roku, za miejscowością Stawki w gminie Węgorzewo (woj. warmińsko-mazurskie) BMW, którym podróżowali 45-latek, kobieta oraz jej nastoletni syn Tomek, nagle wypadło z drogi podczas wyprzedzania i z ogromną siłą uderzyło w drzewo. Zdezelowane auto, które zaledwie dwa dni przed wypadkiem kupił Piotr Z., rozpadło się na dwie części.16-latek w ciężkim stanie trafił do szpitala w Olsztynie. Lekarze przez wiele godzin walczyli o jego życie. Niestety, chłopca nie udało się uratować. Tomek zmarł po nocy spędzonej w szpitalu. Przeżyła jego matka i kierowca BMW.

Kierowca pijany i bez uprawnień

Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że za tragedią stoi skrajna nieodpowiedzialność kierowcy. Jak ustalili, Piotr Z. prowadził samochód w stanie nietrzeźwości! Wstępne badanie wykazało około 1,5 promila alkoholu w jego krwi. Co więcej, mężczyzna miał obowiązujący zakaz prowadzenia pojazdów i był już wcześniej karany za podobne przestępstwa.

Przez blisko dwa tygodnie prokuratura czekała, aż stan zdrowia 45-latka pozwoli na wykonanie z nim czynności procesowych. We wtorek, 12 maja, mężczyzna usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości oraz kierowania autem po alkoholu mimo wcześniejszego wyroku.

- Podejrzany przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia, które są obecnie weryfikowane - przekazał prokurator Daniel Brodowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Jeszcze tego samego dnia Sąd Rejonowy w Giżycku aresztował 45-latka. W gorsecie został doprowadzony do sądu, skąd trafił prosto za kraty. Za kilka miesięcy Piotr Z. stanie przed sądem ponownie, tym razem jako oskarżony. Za to co zrobił, grozi mu do 20 lat więzienia!




GIS ostrzega Polaków. Takich truskawek nie kupuj pod żadnym pozorem

 Sezon na krajowe truskawki ruszył, mocno windując ceny na targowiskach. Zanim jednak zasmakujemy w ulubionych owocach lata, warto zweryfikować swoje nawyki higieniczne. Niewłaściwe obchodzenie się z żywnością prowadzi do poważnych konsekwencji, a jeden powszechny błąd kosztuje nas zdrowie.

Wiosenne przymrozki mocno zweryfikowały plany plantatorów, opóźniając start tegorocznych zbiorów i wprowadzając nerwowość na rynku hurtowym. Polskie owoce od lat cieszą się niesłabnącym uznaniem konsumentów, jednak początek obecnego sezonu wymaga wyjątkowo głębszego sięgnięcia do portfela. Majowe zbiory pochodzą w przeważającej mierze z upraw tunelowych i nowoczesnych szklarniowych, wymagających potężnych nakładów na utrzymanie odpowiedniej temperatury oraz oświetlenia.

To bezpośrednio przekłada się na ostateczną wycenę na straganach, gdzie za kilogram wczesnych plonów w pierwszych tygodniach handlu trzeba zapłacić nawet do 35 złotych. Tak wyśrubowane stawki to rynkowy wynik mocno ograniczonej podaży, która drastycznie uszczupliła ofertę dostępną dla kupujących. Konsumenci z niecierpliwością wyczekują przełomu maja i czerwca, kiedy na rynek trafią pierwsze truskawki z tradycyjnych upraw gruntowych, co historycznie obniża ceny detaliczne nawet o połowę. Do tego czasu rodzimy rynek zasypywany jest masowym importem z południa Europy, głównie z Hiszpanii oraz Grecji, który Gospodarka bezwzględnie weryfikuje jednak sytuację, w której wyraźne braki podażowe spotykają się z ogromnym zainteresowaniem nabywców, wygłodniałych po zimowych miesiącach. Klienci płacą zdecydowanie więcej, naturalnie rosną więc ich oczekiwania względem jakości oferowanych plonów. Niestety, nawet najwyższa cena i lokalne pochodzenie nie stanowią gwarancji absolutnego bezpieczeństwa, zwłaszcza w zderzeniu z niewidocznymi gołym okiem zagrożeniami biologicznymi.Kupując świeżą żywność bezpośrednio od rolnika lub pośrednika, rzadko zastanawiamy się nad tym, co w rzeczywistości kryje się na jej delikatnej powierzchni. Eksperci Państwowej Inspekcji Sanitarnej regularnie przypominają o rosnącym ryzyku zakażeń krzyżowych i zatruć pokarmowych. Marek Waszczewski, pełniący funkcję rzecznika Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS), w rozmowie z portalem Fakt jednoznacKonsumenci wciąż nagminnie popełniają fundamentalny i niezwykle groźny błąd, odcinając zepsuty fragment i zjadając pozornie zdrową resztę. To wysoce ryzykowna praktyka, ponieważ mikroskopijna grzybnia błyskawicznie przenika w całą strukturę miękkiego miąższu, uwalniając wysoce szkodliwe mykotoksyny. Ich regularne spożycie grozi nie tylko ostrym zatruciem pokarmowym, ale także długofalowym obciążeniem wątroby i nerek, a w skrajnych przypadkach zwiększa ryzyko mutacji komórkowych. Poważnym zagrożeniem pozostają również mikroskopijne pozostałości środków ochrony roślin. Amerykańska organizacja badawcza Environmental Working Group (EWG) od kilkunastu lat nieprzerwanie umieszcza te popularne owoce na samym szczycie tak zwanej "brudnej dwunastki”, czyli niechlubnego zestawienia produktów rolnych o najwyższym nasyceniu pestycydami.Wyjątkowo cienka, porowata struktura zewnętrzna sprawia, że chemiczne substancje wnikają do wnętrza niezwykle łatwo i są trudne do usunięcia. Chociaż w granicach Unii Europejskiej obowiązują rygorystyczne normy najwyższych dopuszczalnych stężeń (NDP), to sanepid dodatkowo ostrzega przed groźnymi drobnoustrojami patogennymi. Bakterie takie jak Listeria monocytogenes czy Salmonella mogą sporadycznie pojawiać się zwłaszcza w tańszych partiach z masowego importu, gdzie łańcuch chłodniczy bywa narażony na przerwania. Uważna selekcja przy stoisku to zatem zaledwie wstęp do zapewnienia domownikom bezpiecznego posiłku.


Panna młoda zaatakowała matkę podczas wesela. W sukni ślubnej trafiła do aresztu

 Do niecodziennej i dramatycznej interwencji doszło podczas przyjęcia weselnego w Suwałkach. 42-letnia panna młoda została zatrzymana przez policję po tym, jak zaatakowała własną matkę. Kobieta, ubrana jeszcze w suknię ślubną, noc spędziła w policyjnej celi. Mundurowi zastosowali wobec niej przepisy ustawy 

Weselna awantura wymknęła się spod kontroli

Suwalscy policjanci zostali wezwani do jednego z mieszkań na terenie miasta, gdzie podczas przyjęcia weselnego doszło do gwałtownej awantury rodzinnej. Jak ustalili funkcjonariusze, konflikt wybuchł pomiędzy panną młodą a jej matką. Początkowo miała to być jedynie ostra wymiana zdań, jednak sytuacja bardzo szybko przerodziła się w agresję fizyczną..Według ustaleń policjantów 42-letnia kobieta wielokrotnie uderzała swoją matkę, a następnie przewróciła ją na podłogę. Zachowanie panny młodej było na tyle agresywne, że konieczna okazała się natychmiastowa interwencja mundurowych.Funkcjonariusze zatrzymali agresywną kobietę, uznając, że stanowi bezpośrednie zagrożenie dla swojej matki. Jak poinformowali policjanci, badanie alkomatem wykazało, że 42-latka miała prawie 1,5 promila alkoholu w organizmie.Kobieta została przewieziona do policyjnego aresztu. Nietypowy widok panny młodej w sukni ślubnej za kratami szybko zwrócił uwagę uczestników interwencji. Tymczasem poszkodowana matka została przekazana pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego.

Policja zastosowała przepisy ustawy antyprzemocowej

W związku z agresywnym zachowaniem kobiety suwalscy policjanci skorzystali z uprawnień wynikających z ustawy antyprzemocowej. Dzielnicowi wydali wobec 42-latki zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej matki przez najbliższe 14 dni.

To jednak nie koniec konsekwencji. Zakres odpowiedzialności kobiety jest obecnie ustalany przez suwalskich policjantów. Śledczy analizują przebieg całego zdarzenia i będą wyjaśniać wszystkie okoliczności rodzinnej awantury, która zakończyła się zatrzymaniem panny młodej jeszcze w dniu jej ślubu.