2026/04/01

 

Chłopiec przestał oddychać. Z Dawidem nie ma kontaktu. Karetka do 8-latka jechała 24 minuty

 Dramat rozegrał się nad ranem. 8-latek nagle przestał oddychać. Rodzina natychmiast zadzwoniła pod numer alarmowy, ale na pomoc czekała aż 24 minuty. Dawidek żyje, ale ale nie ma kontaktu z otoczeniem. Nie widzi, nie mówi i doznał nieodwracalnych zmian w mózgu. Jego bliscy na pomoc czekali aż 24 minuty.

Historię Dawidka przedstawiona w materiale "Interwencji" Polsat News. Była godzina piąta rano w środę 18 lutego. Pani Joanna obudziła się, bo usłyszała dziwne dźwięki. Najpierw myślała, że syn ma koszmar. Po chwili zorientowała się, że sytuacja jest poważna. Chłopiec leżał blady, bez kontaktu

Każda sekunda była ważna. Karetka przyjechała po 24 minutach

Pierwsze połączenie na numer 112 trwało krótko (około 90 sekund) i zostało przekierowane do dyspozytora pogotowia. Rozmowa przeciągała się, bo trudno było jednoznacznie ocenić stan dziecka. Karetka została wysłana dopiero po kilku minutach. W tym czasie rodzina cały czas reanimowała chłopca. Rozmowa trwała kilka minut ze względu na to, że były trudności z ustaleniem, jak poważna jest sytuacja. W momencie, kiedy dyspozytorka wiedziała, że to są trudności z oddychaniem, wysłała w kodzie pierwszym, czyli na sygnale, karetkę o 5.07. Według dokumentów z tego zdarzenia o 5.08 ona wyjechała — przekazała Luiza Jurgiel-Żyła z Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego dla Polsat News.— Ja wiem, że synowie tam krzyczeli, bo oni nie dawali sobie rady z tą reanimacją i krzyczeli: gdzie ta karetka, gdzie ta karetka? Nie dajemy już rady — relacjonowała pani Joanna. Gdy sytuacja się pogorszyła, wykonano kolejne połączenie — tym razem na numer 999. Znów trzeba było tłumaczyć wszystko od początku. Łącznie rodzina czekała na pomoc około 24 minut.Kiedy pierwsza karetka dotarła na miejsce, Dawid nie oddychał i jego serce nie biło. Ratownikom udało się przywrócić funkcje życiowe, ale okazało się, że to nie jest zespół reanimacyjny. Trzeba było wezwać kolejną karetkę. Dopiero nią chłopiec trafił do szpitala — relacjonuje mama 8-latka.

— Operator numerów alarmowych w przypadku zdarzeń o charakterze czysto medycznym bardzo szybko jest w stanie udzielić wstępnego instruktażu pierwszej pomocy i tak było w tym przypadku — powiedziała Maria Skarzyńska z Centrum Monitorowania Systemu Powiadamiania Ratunkowego w MSWiA.

Według urzędników dyspozytor działał zgodnie z procedurami — w trakcie rozmowy nie było jasnej informacji, że dziecko nie oddycha. Dlatego najpierw padły instrukcje, by w razie pogorszenia natychmiast dzwonić ponownie.

Dawid, 8 lat, w ciężkim stanie po zatrzymaniu oddechu

Dawid przez ponad miesiąc walczył o życie na oddziale intensywnej terapii. Przeżył, ale skutki niedotlenienia są dramatyczne. Doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu.

Chłopiec nie ma dziś kontaktu z otoczeniem. Nie widzi, ale prawdopodobnie słyszy i czuje. — Myślę, że ma świadomość, tylko nie może tego pokazać — mówi jego mama. Dawid czeka teraz na miejsce w klinice Budzik. Jeśli się obudzi, lekarze będą mówić o cudzie.

Polska ma zapłacić miliardy za nieodebrane szczepionki. Jest decyzja sądu w Brukseli

 Decyzją sądu w Brukseli Polska ma zapłacić firmie Pfizer około 5,6 miliarda złotych za nieodebrane w 2022 roku szczepionki przeciw COVID-19. Sędziowie uznali, że nie ma podstaw do unieważnienia ani zmiany tej decyzji. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało odwołanie od nieprawomocnego wyroku. Sprawę skomentował na platformie X premier Donald Tusk.Proces z powództwa Pfizer/BionTech przeciwko Polsce rozpoczął się 21 stycznia tego roku, o czym informowaliśmy w tvn24.pl. Korespondent TVN24 w Brukseli Maciej Sokołowski ustalił, że sprawa toczyła się w 4. Izbie Cywilnej Francuskojęzycznego Sądu Pierwszej Instancji w Brukseli.

1 kwietnia, po kolejnej rozprawie, sąd wskazał, że "przedstawione mu dowody nie pozwalają na stwierdzenie jakichkolwiek nieprawidłowości w procesie udzielania zamówienia publicznego w firmie Pfizer". "Polska nie wykazała, że ​​Pfizer nadużyłby swoich praw, kontynuując wykonywanie swoich zobowiązań umownych", czytamy w oficjalnym komunikacie organu, który w związku z tym nakazał Polsce odbiór pozostałych dawek szczepionki i zapłatę Pfizerowi kwoty 5 644 290 747 zł (około 1,3 mld euro).Rząd Morawieckiego zamówił szczepionki na COVID, których nie odebrał i za które nie zapłacił. Polska, a więc my wszyscy, będziemy musieli zapłacić za tę skrajną głupotę PiS ponad 6 miliardów kary. I to niestety nie jest prima aprilis" - napisał na platformie X Donald Tusk. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało odwołanie od nieprawomocnego wyroku.

Dlaczego nie przyjęliśmy dostawy?

Chodzi o wydarzenia z 12 kwietnia 2022 roku. Rzeczpospolita Polska, reprezentowana przez Ministerstwo Zdrowia (szefem resortu był wówczas Adam Niedzielski), poinformowała wówczas Pfizer Inc. oraz Komisarza UE ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, że nie przyjmie dostawy szczepionek, a na poparcie swojego stanowiska przywołała szereg argumentów prawnych i okoliczności.Co ważne, nie chodziło o skuteczność - eksperci byli zgodni, że dzięki szczepionkom uratowano miliony istnień - tylko o nadpodaż.

W ten sposób została zerwana umowa z maja 2021 roku. Polska, wraz z innymi państwami europejskimi, podpisała wtedy porozumienie na odbiór określonej liczby szczepionek. Pierwotnie mowa była o 900 mln dawek (i kolejnych 900 mln do potencjalnego kolejnego zamówienia), ostatecznie zakontraktowano 1,1 mld dawek o wartości ponad 21 mld euro (ok. 90 mld zł).Pozew został jesienią 2023 roku złożony w sądzie w Brukseli. Podobne zostały skierowane przez producenta przeciwko Węgrom (wartość roszczenia to 60 mln euro) oraz Rumunii (spór toczy się o 550 mln euro). Jak tłumaczyliśmy w tvn24.pl, sprawa jest rozpoznawana w Belgii, dlatego że umowa szczepionkowa była podpisywana przez Komisję Europejską, co oznacza, że podlega prawodawstwu belgijskiemu.

Okoliczności siły wyższej

Jak ustalił Maciej Sokołowski, sprawa przeciwko Polsce z powództwa Pfizer/BionTech była rozpatrywana łącznie z tą przeciwko Rumunii. W informacji uzyskanej z biura prasowego sądu przez korespondenta TVN24 wynikało, że od 21 do 30 stycznia odbyło się łącznie sześć rozpraw, na których wysłuchiwane były strony sporu. Ogłoszenie wyroku było spodziewane w marcu.Strona polska powoływała się na okoliczności siły wyższej. Miała nią być tocząca się za naszą wschodnią granicą wojna i fakt, że Polska oferuje pomoc materialną tamtemu państwu. Takich argumentów użył w maju 2023 roku Adam Niedzielski, szef resortu zdrowia w rządzie Mateusza Morawieckiego, zwracając się w liście otwartym do udziałowców amerykańskiego koncernu farmaceutycznego.Wątpliwości co do tego, czy takie okoliczności uzna belgijski sąd, wyrażali między innymi prawnicy z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, z którymi w 2024 roku rozmawiał Rynek Zdrowia. Jak podkreślali, wszystko zależy od tego, jak siłę wyższą postrzega system belgijski. Wskazywali też na inny ważny aspekt sprawy: fakt, czy pieniądze, które były zarezerwowane na zakup szczepionek, rzeczywiście zostały przekierowane na cele wojenne albo na pomoc uchodźcom.

Teraz sprawa jest jasna. "Ani wojna na Ukrainie, ani rozwój pandemii, a konkretnie spadek liczby zakażeń, nie stanowiły okoliczności uzasadniających unieważnienie lub modyfikację zobowiązań umownych Polski wobec Pfizera" - czytamy we wspomnianym oficjalnym komunikacie belgijskiego sądu.

Jakie kroki podejmie rząd?

O komentarz w tej sprawie zwróciliśmy się do Ministerstwa Zdrowia - odesłano nas do oficjalnego komunikatu, który pojawił się na stronie resortu. "Sąd I instancji zasądził odRzeczypospolitej Polskiej na rzecz powoda żądaną kwotę wraz z odsetkami oraz orzekł o obowiązku odbioru ok. 64 mln dawek szczepionek przeciwko COVID-19" - potwierdzili przedstawiciele MZ.Jakie działania zamierza teraz podjąć rząd? "Od wyroku Polsce przysługuje środek odwoławczy w postaci apelacji. Postępowanie apelacyjne jest pełnoprawnym postępowaniem, w ramach którego możliwe jest podnoszenie zarówno dotychczasowych, jak i nowych argumentów prawnych i faktycznych. Po wydaniu orzeczenia przez sąd II instancji możliwe jest również wniesienie skargi kasacyjnej" - informuje w komunikacie resort zdrowia.Jak tłumaczą przedstawiciele MZ, wątpliwości interpretacyjne dotyczą m.in. modelu rozliczeń finansowych oraz praktycznych aspektów realizacji obowiązku odbioru dawek.

"Polska zamierza skorzystać z wszelkich przysługujących jej środków prawnych w celu zmiany tego orzeczenia i obrony jej interesów. Dalsze działania będą podejmowane po przeprowadzeniu pogłębionej analizy wyroku oraz po uzgodnieniach międzyresortowych, we współpracy z pełnomocnikiem procesowym RP i Prokuratorią Generalną RP" - deklaruje ministerstwo.

W tle kwestia unijnych kontraktów na szczepionki

Portal "Rynek Zdrowia" zwrócił uwagę na szerszy kontekst całej sprawy. "Już wcześniej pojawiały się wątpliwości dotyczące samego procesu zawierania unijnych kontraktów na szczepionki - w tym roli Komisji Europejskiej i Ursuli von der Leyen", informują dziennikarze serwisu.Jak tłumaczą, negocjacje z koncernem były krytykowane za brak przejrzystości. Sąd UE uznał nawet, że Komisja naruszyła zasady transparentności. Jak donosi "Rynek "Dodatkowo problem dotyczy całej UE: wiele państw zmagało się z nadmiarem szczepionek i próbowało renegocjować umowy, jednak ich zapisy były bardzo sztywne i nie przewidywały łatwego wyjścia w przypadku spadku zapotrzebowania" - twierdzi serwis. Powołując się na analizę portalu Politico z 2023 roku, szacuje, że "zmarnowane w całej UE szczepionki warte były co najmniej 4 mld euro (ok. 17 mld zł)". Zdrowia", Polska próbowała wykorzystać w swojej obronie fakt, że Europejska Prokuratura (EPPO) badała okoliczności zawarcia umów. 

34. Finał WOŚP bez rekordu. Jerzy Owsiak pokazał wynik

 

W tym roku nie było kolejnego rekordu. Prezes i założyciel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak ogłosił w poniedziałek, 30 marca, wyniki tegorocznego, 34. Finału WOŚP. Zebrano łącznie 263 mln 477 tys. złotych, czyli o ponad 25 milionów złotych mniej niż przed rokiem. Środki z tegorocznego finału imprezy zostaną przeznaczone na wsparcie gastroenterologii dziecięcej.W tegorocznym finale WOŚP pod hasłem „zdrowe brzuszki naszych dzieci” zebrano 263 mln 477 tys. złotych – ogłosił w poniedziałek Jerzy Owsiak. To o prawie 100 milionów więcej niż kwota, na jakiej zatrzymał się licznik 25 stycznia, w dniu 34. finału imprezy. Jednocześnie w tym roku nie ma mowy o rekordzie, gdyż w 2025 roku zebrano o ponad 25 milionów złotych więcej. Pozyskana kwota jest jednak nadal wielkim sukcesem, gdyż za prawie ćwierć miliarda złotych zostanie zakupiony nowy sprzęt do polskich szpitali.Gdyby ktoś 34 lata temu powiedział mi, że będziemy mówili o takich pieniądzach, to byłbym przerażony i w ogóle nie próbował czegokolwiek robić w tym temacie. Ale jeżeli coś robi się konsekwentnie, krok po kroku, z milionami Polaków, to razem można robić rzeczy niezwykłe” – stwierdził Owsiak dzień przed tegorocznym finałem WOŚP.

WOŚP bez rekordu, ale do polskich szpitali i tak popłyną setki milionów złotych

W tym roku w organizację finału WOŚP zaangażowało się ponad 120 tys. wolontariuszy w 1681 sztabach, nie tylko w Polsce, ale także za granicą, gdzie zorganizowano 88 sztabów.Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy funkcjonuje od 1993 roku. Wówczas odbył się pierwszy finał imprezy, podczas którego zebrano nieco ponad 1,5 miliona dolarów. Kwota ta jest nieporównywalnie niższa od wyników z ostatnich lat. W zeszłym roku WOŚP zebrał 289 mln złotych, w 2024 – 282 mln złotych, a rok wcześniej – 243 mln złotych. Przez cały okres funkcjonowania w ramach inicjatywy zebrano 2,6 mld złotych, które posłużyły do zakupu przeszło 80 tys. urządzeń dla polskich szpitali.

To koniec 800 plus i dodatkowych emerytur? Sejm opracowuje nowy projekt

 

W marcu 2026 roku do Sejmu wpłynął projekt zakładający fundamentalną reformę polityki społecznej i podatkowej państwa. Propozycja przewiduje całkowite wycofanie flagowych programów socjalnych, takich jak 800 plus oraz trzynasta i czternasta emerytura.Głównym założeniem reformy jest odejście od bezpośrednich transferów pieniężnych na rzecz pozostawienia większych środków w portfelach obywateli poprzez mechanizmy podatkowe. Podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł skutkowałoby odczuwalnym wzrostem wynagrodzeń netto dla osób pracujących, szczególnie tych o średnich dochodach.

Argumentacja zwolenników zmian opiera się na tezie, że dotychczasowe programy społeczne nie zrealizowały pokładanych w nich nadziei demograficznych, a ich roczny koszt, sięgający dziesiątek miliardów złotych, nadmiernie obciąża budżet państwa. Wskazuje się również na potrzebę uproszczenia systemu i promowania aktywności zawodowej.Z drugiej strony, projekt budzi silne obawy o stabilność finansową grup najbardziej zależnych od wsparcia systemowego. Likwidacja 800 plus oraz dodatkowych wypłat dla seniorów mogłaby uderzyć w rodziny z dziećmi oraz emerytów, dla których świadczenia te stanowią istotny element domowego budżetu. Krytycy propozycji podkreślają, że korzyści z wyższej kwoty wolnej od podatku nie zrekompensują utraty gotówkowych transferów osobom o najniższych dochodach, które już teraz płacą minimalny podatek lub są z niego zwolnione.

Obawy co do projektu

Z drugiej strony, projekt budzi silne obawy o stabilność finansową grup najbardziej zależnych od wsparcia systemowego. Likwidacja 800 plus oraz dodatkowych wypłat dla seniorów mogłaby uderzyć w rodziny z dziećmi oraz emerytów, dla których świadczenia te stanowią istotny element domowego budżetu. Krytycy propozycji podkreślają, że korzyści z wyższej kwoty wolnej od podatku nie zrekompensują utraty gotówkowych transferów osobom o najniższych dochodach, które już teraz płacą minimalny podatek lub są z niego zwolnione.

Policjanci odkryli ciało 65-latka w zamkniętym garażu. W sprawie zatrzymano 24-letniego mężczyznę

 Funkcjonariusze ze Starogardu Gdańskiego odnaleźli zwłoki poszukiwanego 65-latka. Makabrycznego odkrycia dokonano w gminie Zblewo na terenie jednej z posesji. Ciało ukryto w czarnym worku pod samochodem zaparkowanym w garażu. Zarzut zabójstwa w tej sprawie


usłyszał 24-latek.

Makabryczne znalezisko w zamkniętym garażu

Jak podaje RMF FM, 24-letni mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa oraz znieważenia zwłok, za co grozi mu nawet dożywocie. Śledczy podejrzewają, że to on odpowiada za śmierć 65-latka z gminy Zblewo. Ciało mężczyzny odnaleziono w garażu na terenie jego posesji. Wcześniej, w sobotę, policja otrzymała zgłoszenie o jego zaginięciu. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze zauważyli zamknięty i osmolony garaż.W środku, pod zaparkowanym samochodem, natrafiono na czarny worek. Jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, znajdowały się w nim zwłoki zaginionego mężczyzny. Ustalono również, że 65-latek miał rany cięte szyi.

Zarzut zabójstwa dla 24-letniego Michała Z.

W związku ze sprawą zatrzymano 24-letniego Michała Z. Nieoficjalnie, jak informuje „Dziennik Bałtycki”, może on być synem ofiary. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna częściowo przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, jednak ich treść nie została ujawniona.

Podejrzany usłyszał zarzuty zabójstwa oraz znieważenia zwłok, za co grozi mu nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu, a śledczy nadal wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy.

2026/03/31

Zabiła 2-letniego Mareczka i oskarżyła o zbrodnię drugiego, 4-letniego syna. Magda nie miała litośc

 Mareczek miał tylko dwa lata, kiedy stracił życie w jednym z mieszkań w Mysłowicach. Jego matka, Magdalena W., początkowo zarzekała się, że jej syn zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. W dalszym toku śledztwa próbowała nawet zrzucić winę na swoje drugie dziecko, zaledwie 4-letniego wówczas Wiktora. Ostatecznie wyszło na jaw, że to ona jest odpowiedzialna za śmierć Marka, a ekspertyza wykazała, że chłopiec zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia. Szczegóły są wstrząsające.

Do szokujących wydarzeń doszło dokładnie 17 maja 2022 roku w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Wielka Skotnica na terenie Mysłowic, które mieszczą się w województwie śląskim. Magdalena W. przebywała tam wówczas ze swoim partnerem oraz dwoma synami: 2-letnim Markiem oraz 4-letnim Wiktorem. Z relacji śledczych wynika, że feralny dzień rozpoczął się od kłótni kochanków. Partner miał mieć pretensje do kobiety, ponieważ ta obudziła go zbyt późno. Po ostrej wymianie zdań, mężczyzna wyszedł z mieszkania, ale Magdalena W. zaczęła bombardować go telefonami około godziny 10:00. W końcu ściągnęła go z powrotem, a wtedy ten zauważył, że 2-letni Marek nie oddycha. Ojciec rozpoczął reanimację, następnie zadzwonił po odpowiednie służby. Niestety, mimo tego chłopca nie udało się uratować.W momencie zbrodni w mieszkaniu znajdowała się tylko Magdalena W. oraz jej dwóch synów. Żaden ze świadków nie mógł więc zrekonstruować przebiegu zdarzenia czy opisać zachowania kobiety. Ona sama twierdziła natomiast, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, do którego miał rzekomo doprowadzić jej 4-letni syn. Według relacji podejrzanej, dzieci bawiły się w jednym z pokojów, kiedy ona ucięła sobie drzemkę. Gdy wybudziła się ze snu, miała zastać przerażającą scenę. Mały Wiktorek rzekomo sam opowiedział jej, że zamknął młodszego Ma- Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku – zeznawała Magdalena W., cytowana przez gazetę „Wprost”.

Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna.rka w pudle wersalki i tam, przytrzaśnięty wiekiem, 2-letni chłopiec się udusił.Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku – zeznawała Magdalena W., cytowana przez gazetę „Wprost”.Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna. Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie na skutek zatkania ust i nosa, co doprowadziło do zgonu. Wykluczono, jakoby był to wypadek. Dowody nie wskazują ponadto, by starszy brat przyczynił się do śmierci chłopca, a całość obrażeń ofiary powstała w mechanizmie zatkania otworów oddechowych. Nie mogły one powstać w wyniku zamknięcia wieka tapczanu, nie mógł też starszy brat udusić młodszego, używając swoich rąk – mówił Witold Mazur, przewodniczący składu sędziowskiego, który zajmował się tą sprawą.

Wydzwaniała do partnera, nie wezwała pogotowia. Próbę ratowania Marka podjął ojciec dzieci

Na niekorzyść kobiety przemawiało zresztą więcej dowodów. Funkcjonariusze ujawnili, że już około godziny 8 rano Magdalena W. zaczęła wydzwaniać do różnych osób, informując ich o konieczności skontaktowania się ze swoim konkubentem, który wyszedł do pracy. Nikomu nie chciała jednak powiedzieć, czemu tak pilnie musi się z nim zobaczyć. Wykonała szereg połączeń, rozmawiając przez telefon łącznie przez około siedemnaście minut. Jednocześnie nie wykonała ani jednego telefonu na numer alarmowy lub na pogotowie ratunkowe. Gdy w końcu udało jej się dopiąć swego, ojciec dzieci wrócił do mieszkania, co stało się około godziny 10:28. Dopiero on podjął próbę ratowania życia małego Marka. Zadzwonił na numer 112 i prowadził reanimację aż do przybycia ratowników medycznych. Oskarżona nikomu nie podała wówczas powodów, w jakich okolicznościach syn stracił życie. Ani konkubentowi, ani ratownikom, ani policji. Dopiero 26 maja, kiedy przeprowadzono eksperyment procesowy, zaczęła mówić, że to wypadek, że podczas zabawy chłopaków starszy brat przytrzasnął młodszego wiekiem tapczanu – przytaczał sędzia Witold Mazur.W toku postępowania uznano, że motyw zbrodni i pobudki, którymi kierowała się oskarżona, są związane z jej portretem psychologicznym i zdrowiem psychicznym. Słaby rozwój umysłowy, zburzenia adaptacyjne, deficyty funkcjonowania emocjonalnego, brak zdolności do samokontroli – to zaledwie kilka z cech Magdaleny W., jakie wymieniono podczas sądowego procesu.

- Oskarżona popada w zdenerwowanie, a uczucie złości i zmęczenie wychowywaniem dzieci przyczyniło się do sytuacji nerwowej – uzasadniał sędzia i dodał, że matka 2-letniego Marka wyładowała się w ten sposób, że udusiła własne dziecko. Jej działania były nieadekwatne do sytuacji, a lęk przed odpowiedzialnością spowodował, że przerzucała sprawstwo na drugiego syna.

Odbierano jej prawa rodzicielskie, inny syn zmarł w tajemniczych okolicznościach. Magdalena W. pod lupą służb

W międzyczasie wyszło również na jaw, że Marek i Wiktor nie byli jedynymi dziećmi kobiety. Ta miała ich bowiem łącznie czworo. 13-latek wychowywał się w rodzinie zastępczej, ponieważ kobiecie odebrano do niego prawa rodzicielskie. Inny syn zmarł w tajemniczych okolicznościach, mając zaledwie cztery miesiące. Reporterzy gazety „Wprost” podawali, że lekarze stwierdzili u niego tak zwaną nagłą śmierć łóżeczkową. Dysfunkcyjne zachowania kobiety oraz jej nieporadność życiowa ukazywały się już w przeszłości. Czy można było więc uchronić pozostałe dzieci? To pytanie, które często pojawiało się przy okazji tej sprawy w mediach społecznościowych.Magdalena W. przyznała, że chciała odejść od swojego partnera, ale nie zrobiła tego ze względu na dzieci. – Jestem zmęczona swoim życiem, chciałam zmiany dla siebie, mieć normalnego faceta, który kochałby mnie i dzieci – mówiła przed sądem.

W kwietniu 2024 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie. Wówczas Sąd Okręgowy w Katowicach skazał kobietę na 15 lat więzienia. Taki wymiar kary nie satysfakcjonował jednak prokuratury, która postanowiła złożyć apelację od tej decyzji. W ocenie prokuratora Aleksandra Dudy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, taka konieczność wynikała z faktu, że Magdalena W. miała działać w zamiarze bezpośrednim – chciała pozbawić 2-letniego syna życia i skutecznie do jego śmierci doprowadziła. W apelacji domagano się dla niej kary dożywotniego więzienia.

Z drugiej strony, obrońca oskarżonej do samego końca przekonywał, że Magdalena W. jest niewinna. Podobne stanowisko utrzymywała ona sama. - Wiem, jak sytuacja wygląda, ale jestem niewinna, krzywdy bym nie zrobiła synowi. Jestem osobą nerwową, mam skłonność do agresji, ale nie pozbawiłam życia syna. Wcześniejteż straciłam dziecko, ale to była śmierć łóżeczkowa. Nie jestem mamą idealną, lecz kochałam swoje dzieci. Na tej sali wszyscy myślą o mnie źle, myślą że jestem zwyrodnialcem. To nieprawda – przekonywała podejrzana. Mecenas wnosił, że do śmierci Marka doszło w wyniku wypadku, który był tragiczną konsekwencją zabawy dzieci. Co istotne, stanowisko obrony stało się w tym kontekście kolejnym argumentem dla prokuratury: śledczy uważali bowiem, że skoro kobieta jest w stanie zrzucać winę na 4-letnie dziecko to świadczy to o jej głębokiej demoralizacji. Wskazano też na wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu.

- Oskarżona Magdalena W. nie tylko udusiła swoje dziecko, ale stosowała też wobec synów przemoc i wyzwiska – wyliczała prokuratura. Dowodem na te słowa miał być między innymi zabezpieczony przez śledczych film, nagrany telefonem przez 4-letniego Wiktora, na którym słychać, jak matka w wulgarny sposób odnosi się do dzieci.

Prawomocny wyrok, Magdalena W. się nie przyznała. "Przysięgam, jestem niewinna"

Wyrok drugiej instancji poznaliśmy niedawno, bo 9 września 2025 roku. Sąd Apelacyjny w Katowicach wskazał, że faktycznie doszło do zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Podkreślono, że ocena dowodów osobowych jest spójna, a dowody medyczne uzupełniają się z zeznaniami, jednak żadna z apelacji, zarówno ze strony prokuratury, jak i obrony, nie została uwzględniona. Sąd stwierdził, że pierwotna decyzja jest adekwatna do przestępstwa, stopnia winy Magdaleny W. i szkodliwości społecznej jej czynu. Wzięto pod uwagę między innymi to, że kobieta w przeszłości nie była karana. – Wyrok ma działać zapobiegawczo i stanowić nauczkę na przyszłość. Sąd rozważał karę 25 lat pozbawienia wolności, ale uznał, że taka kara byłaby zbyt surowa – podsumował sędzia Witold Mazur.To wszystko oznacza, że wyrok pierwszej instancji został utrzymany w mocy. Tym samym Magdalena W. została skazana na 15 lat więzienia. W praktyce czeka ją nieco mniej odsiadki, ponieważ kobietę aresztowano tymczasowo już w maju 2022 roku i okres ten został jej zaliczony na poczet kary. Stronom w tej sprawie przysługuje jeszcze kasacja, lecz – gdy przygotowywaliśmy ten materiał – niejasnym pozostało, czy któraś z nich się na nią zdecyduje. Na razie, już prawomocnie, wobec Magdaleny W. podtrzymano wyrok 15 lat więzienia.


Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna.


Podwójne morderstwo w Wołominie. 19-letni wnuk ofiar w szpitalu. Prokuratura nie może go przesłuchać

 Trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci starszego małżeństwa w Wołominie. W poniedziałek (30 marca) w mieszkaniu przy ul. Mieszka I policja znalazła ciała dwóch osób oraz rannego 19-latka. Młody mężczyzna, nieoficjalnie wnuk ofiar, trafił do szpitala. Jego stan na razie nie pozwala na przesłuchanie. Pojawiają się nowe fakty w tej dramatycznej sprawie.

Makabrycznego odkrycia dokonali policjanci w poniedziałkowy poranek, 30 marca. W mieszkaniu na drugim piętrze bloku przy ul. Mieszka I w Wołominie natrafili na zwłoki starszego małżeństwa. Obok ciał znajdował się 19-letni mężczyzna z poważnymi obrażeniami. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to wnuk zamordowanej pary, który rany zadał sobie sam. Młody mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do szpitala, gdzie przebywa pod opieką lekarzy. Jego ob„Zatrzymany jest mężczyzna, 19-latek. W tym momencie przebywa on w szpitalu. Czekamy na informację od lekarzy o jego stanie zdrowia - czy będzie można wykonać czynności z jego udziałem. Czynności te nie były jeszcze wykonywane ani w charakterze świadka, ani w charakterze podejrzanego”„Prokuratura Rejonowa w Wołominie wczoraj wszczęła śledztwo w sprawie czynu z art. 148 § 1 Kodeksu karnego, czyli zabójstwa dwóch osób”

Sekcja zwłok w sprawie morderstwa w Wołominie

Badania ciał ofiar zaplanowano na godzinę 9. Jeśli rozpoczęły się zgodnie z harmonogramem, obecnie trwają. Prokuratura czeka na ustalenia biegłych po zakończeniu sekcji.„Wówczas będzie podejmował decyzje co do dalszych czynności z zatrzymanym mężczyzną, ewentualnie przedstawienia zarzutów, jeżeli będzie podstawa do ich wydania”

Tragedia w Wołominie. Sąsiedzi o ataku nożem

Informacja o tym, że wnuk miał zabić swoich dziadków, szybko rozniosła się po okolicy. Sąsiedzi zdradzają pewne szczegóły.

„Przyjechała karetka, policja przyjechała. Mąż mi powiedział, że ktoś został śmiertelnie nożem ugodzony” relacjonowała "Super Expressowi" jedna z mieszkanek, pani Danuta.

„Jeśli chodzi o narzędzie zbrodni, na tym etapie nie wypowiadam się w tej kwestii. Dopiero po sekcji zwłok lekarze opiszą obrażenia, co umożliwi typowanie narzędzia zbrodni i odniesienie się do tej sprawy”– zaznaczyła rzeczniczka prokuratury.