2026/08/22

OJCZYM ZNECAL SIE NAD DZIEWCZYNKA

  MIESIĄCAMI PRZECHODZIŁA PIEKŁO WE WŁASNYM DOMU. OJCZYM BI*Ł JĄ, PODTA*PIAŁ I PONIŻAŁ, A MATKA PRZYZWALAŁA NA PRZE*MOC.


Pięcioletnia Oliwia przez wiele miesięcy była ofiarą przem*ocy we własnym domu. Z ustaleń śledczych wynika, że ojczym regularnie b*ił ją pięściami, paskiem i kijem od miotły, zmuszał do wielogodzinnego stania pod ścianą, polewał lodowatą wodą i stosował wobec niej inne brutalne kary. Najbardziej wstrząsające było jednak to, że jej biologiczna matka wiedziała o wszystkim i nie tylko nie reagowała, ale – jak wykazało śledztwo – uczestniczyła w ustalaniu sposobów karania własnego dziecka.
Według prokuratury Robert S. znę*cał się nad dziewczynką ze szczególnym okrucieństwem. Gdy Oliwia odmawiała jedzenia, miał podta*piać ją i wlewać płyny do gardła siłą. Zmuszał ją również do połykania kawałków papieru, groził wyrzuceniem z domu i nieustannie ją zastraszał. Dziewczynka żyła w ciągłym strachu, a prze*moc stała się codziennością.
Koszmar wyszedł na jaw dopiero wtedy, gdy do mieszkania wezwano ratowników medycznych i policję. Funkcjonariusze zastali pięciolatkę z licznymi obrażeniami i śladami zaniedbania. To był początek śledztwa, które ujawniło skalę cierpienia dziecka.
Przełomowym dowodem okazały się telefony należące do oskarżonych. Śledczy zabezpieczyli wiadomości, z których wynikało, że partnerzy wymieniali się pomysłami na karanie Oliwii i rozmawiali o tym, jak zadawać jej ból, jednocześnie unikając pozostawiania widocznych śladów. W jednej z rozmów Robert S. pisał, że po uderz*eniu "nawet nie zdąży zapiszczeć". W innej Karolina P. proponowała: "Na dupę i do stania. Dać trzy razy z miotły", na co mężczyzna odpowiadał, że ma przygotowany rzemyk. Te wiadomości stały się jednym z najważniejszych dowodów w procesie.
W sierpniu 2025 roku zapadł pierwszy wyrok. Robert S. został skazany na siedem lat pozbawienia wolności, a Karolina P. na pięć lat i dwa miesiące więzienia. Oboje odwołali się od orzeczenia, jednak sprawa trafiła do sądu drugiej instancji.
3 czerwca 2026 roku Sąd Apelacyjny ogłosił prawomocny wyrok. Kara siedmiu lat więzienia dla Roberta S. została utrzymana w mocy. Dodatkowo sąd orzekł wobec niego 15-letni zakaz kontaktowania się z Oliwią. W przypadku matki sąd złagodził karę do czterech lat i dwóch miesięcy pozbawienia wolności, uznając jednak jej odpowiedzialność za bierne przyzwolenie na wielomiesięczne znęca*nie się nad dzieckiem.
Dziś Oliwia ma siedem lat i przebywa pod opieką rodziny zastępczej. Dla dziewczynki rozpoczął się nowy etap życia, z dala od osób, które powinny zapewnić jej bezpieczeństwo, a zamiast tego zamieniły rodzinny dom w miejsce pełne bólu i strachu.

 

20-latka zgwałcona na oczach partnera. "Dla nich nie była człowiekiem"

 Dwóch obywateli Afganistanu zostało uznanych za winnych brutalnego ataku na 20-latkę i jej znajomego w jednym z parków we wschodnim Londynie. Napastnicy mieli grozić mężczyźnie nożem, a następnie dopuścić się szeregu poważnych przestępstw. — Traktowali napotkaną kobietę jak przedmiot, który mogą bezwzględnie wykorzystać. Dla nich nie była człowiekiem, a jedynie rzeczą, którą mieli prawo zbezcześcić — mówiła prokuratorka.

Sąd koronny w Snaresbrook uznał 19-letniego Khana Agaha i 26-letniego Noorullaha Ahmdzaia za winnych m.in. gwałtu, gróźb z użyciem noża oraz bezprawnego pozbawienia wolności. Atak miał miejsce 16 sierpnia ub.r. w Barking Park we wschodnim Londynie.Według ustaleń procesu kobieta i mężczyzna poznali się za pośrednictwem aplikacji randkowej i spotkali się po raz pierwszy po ok. dwóch tygodniach korespondencji. Wieczorem przebywali razem w Barking Park, gdy zostali zaatakowani przez dwóch mężczyzn.Prok. Nutan Fatania przekazała, że napastnicy obezwładnili parę, a kobietę potraktowali jak "przedmiot, który mogli wykorzystać i skrzywdzić". — Dla nich nie była człowiekiem — mówiła.

W trakcie ataku jeden z oskarżonych miał trzymać nóż przy gardle mężczyzny i grozić mu śmiercią, jeśli powiadomi policję. W tym samym czasie Ahmdzai dokonał brutalnego gwałtu na kobiecie. Następnie obaj napastnicy zamienili się rolami.W toku postępowania obaj mężczyźni twierdzili, że pokrzywdzona była pracownicą seksualną. Te kłamstwa sprawiły, że kobieta załamała się podczas składania zeznań i musiała przerwać przesłuchanie.

Ława przysięgłych uznała Agaha i Ahmdzaia za winnych dwóch gwałtów, dwóch przestępstw związanych z groźbami przy użyciu noża, a także napaści seksualnej i bezprawnego pozbawienia wolności. Funkcjonariuszka prowadząca śledztwo, detektyw Megan Lelliott, podkreśliła odwagę pokrzywdzonej, dzięki której "dwóch niebezpiecznych mężczyzn zostanie pociągniętych do odpowiedzialności".

Nielegalni imigranci z Afganistanu i deportacja

Sprawcy przebywali w Wielkiej Brytanii nielegalnie. Ahmdzai dotarł na wyspy na małej łodzi w sierpniu 2023 r., a po odrzuceniu jego wniosku o azyl pracował fizycznie i przeniósł się do stolicy. Sposób przyjazdu Agaha do kraju pozostaje niejasny.Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapowiedziało, że po ogłoszeniu wyroku skazani będą objęci procedurą deportacyjną. Ogłoszenie kary zaplanowano na październik

170 tys. złotych za ukraińską macicę. Targ surogacji w Warszawie

 Kolejne porażające fakty wychodzą na jaw. W Warszawie bez przeszkód reklamuje się ukraiński biznes surogacyjny, oferując dzieci „w pakiecie all inclusive”, ranni w wypadku na Węgrzech rodacy zostali porzuceni przez polską dyplomację z rachunkami na tysiące złotych, a rządowa „ekspertka” inkasuje 200 tysięcy złotych za raport o Polsce wygenerowany przez sztuczną inteligencję, w którym Katowice leżą nad morzem. O tych skandalach na antenie telewizji wPolsce24 mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Wójcik.

Targi żywym towarem w stolicy? Cenniki za dzieci jak z biura podróży

Na antenie wPolsce24 w programie „Budzimy się” ujawniono bulwersujące działania ukraińskiej korporacji BioTexCom, która w samym centrum Warszawy (12–13 września) planuje spotkania promujące proceder surogacji. Zagraniczny koncern bez cienia wstydu publikuje komercyjny cennik za ludzkie życie:

  • Pakiet „Standard” – wyceniony na 39 900 euro (ok. 172 tys. zł),

  • Pakiet „VIP” z próbami „do skutku” – za 64 900 euro (ok. 280 tys. zł).

Oferta obejmuje zakwaterowanie w hotelu, prywatnego kucharza oraz uprzedmiotawiający wybór kobiet z katalogu ze zdjęciami 3D.

Do sprawy stanowczo odniósł się były wiceminister sprawiedliwości, poseł Michał Wójcik:

To jest po prostu handel dziećmi, handel ludźmi. Za naszych rządów wprowadziliśmy do Kodeksu karnego przepisy penalizujące nielegalne adopcje i organizowanie tego procederu pod groźbą bezwzględnego więzienia. W Polsce surogacja jest zakazana. Prokuratura musi natychmiast wkroczyć i zablokować to wydarzenie. Jeszcze dziś kieruję w tej sprawie pilne pismo do Ministerstwa Sprawiedliwości” – podkreślił poseł PiS.

Państwo z kartonu: Polacy ranni na Węgrzech pozostawieni sami sobie

Kolejny wymiar zapaści instytucjonalnej dotyczy polskiej dyplomacji pod kierownictwem Radosława Sikorskiego. Poszkodowani w dramatycznym wypadku polskiego autokaru w węgierskim Mezőkeresztes zostali pozostawieni bez elementarnej opieki konsularnej.

Jeden z rannych relacjonował, że ze strony placówki dyplomatycznej nie otrzymał żadnej pomocy ani informacji, a ze szpitala wypisano go z fakturami opiewającymi na 8 tysięcy złotych wystawionymi wyłącznie w języku węgierskim.

To jest państwo z kartonu! Przez 11 godzin nikt nie poinformował rodzin, co się dzieje. Polski konsul zniknął, a szef MSZ w tym czasie nagrywa rolki w mediach społecznościowych. Płacimy ogromne pieniądze na placówki dyplomatyczne, które mają obowiązek ratować obywateli w sytuacjach kryzysowych, a Polacy za granicą są zdani wyłącznie na siebie” – alarmował Michał Wójcik, przypominając analogiczne zaniechania podczas ewakuacji rodaków z Bliskiego Wschodu.

200 tysięcy złotych za raport z ChatGPT. Kompromitacja „ekspertki Tuska”

Prawdziwym symbolem niekompetencji obecnej władzy stał się raport „Polaków Portret Własny”, przygotowany pod szyldem Fundacji Marka Polska i promowany przez pełnomocnik rządu prof. Barbarę Mróz-Gorgoń – przedstawianą niedawno przez Donalda Tuska jako „wybitna, światowej klasy specjalistka”.

Dokument, za który z publicznych środków zapłacono 200 tysięcy złotych, okazał się chaotycznym zbiorem halucynacji sztucznej inteligencji. W opracowaniu znalazły się m.in. kuriozalne twierdzenia, jakoby Katowice znajdowały się na północy Polski niemal nad morzem, a polska młodzież masowo posługiwała się językiem mandaryńskim.

Zapytana o kompromitujący poziom materiału prof. Mróz-Gorgoń tłumaczyła się pokrętnie, że był to jedynie „work in progress” (dokument roboczy), który... omyłkowo ujrzał światło dzienne.

To jest żenujące. Sztuczna inteligencja wygenerowała bubel, a ministerstwo wypłaciło za to 200 tysięcy złotych publicznych pieniędzy. Jako Prawo i Sprawiedliwość składamy zawiadomienie do Prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego. To jawna niegospodarność i marnotrawstwo grosza publicznego!” – podsumował poseł Wójcik.

źr. wPolsce24

Wpadł do maszyny mielącej opony. Tragiczna śmierć pracownika

 W jednym z zakładów przemysłowych w Kostrzynie nad Odrą doszło do makabrycznego zdarzenia. Pracownik wpadł do ogromnej maszyny służącej do mielenia zużytych opon. Mężczyzna zginął na miejscu. Śledztwo w sprawie tej tragedii prowadzą policja, prokuratura oraz Państwowa Inspekcja Pracy.

Makabryczny wypadek w Kostrzynie nad Odrą. Mężczyzna zginął w maszynie

Do tego dramatycznego zdarzenia doszło w czwartek, 20 sierpnia, tuż przed godziną 18:00 w przedsiębiorstwie przy alei Milenijnej w Kostrzynie nad Odrą w województwie lubuskim. Z pierwszych ustaleń wynika, że pracownik znalazł się w środku potężnego urządzenia do rozdrabniania zużytych opon na granulat. Niestety, jego obrażenia były na tyle rozległe, że nie było żadnych szans na ratunek. Jak podaje „Gazeta Lubuska”, która jako pierwsza poinformowała o tragedii, wypadek miał wstrząsający przebieg.Informacje o tragedii oficjalnie potwierdził nadkomisarz Grzegorz Jaroszewicz, pełniący funkcję rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim. Na miejsce natychmiast wysłano służby ratownicze oraz specjalną grupę dochodzeniowo-śledczą, która zajęła się zabezpieczaniem śladów na terenie zakładu.

Śledztwo po tragedii w Kostrzynie. Służby badają przyczyny śmierci pracownika

Wstępne informacje wskazują, że do koszmarnego incydentu doszło bezpośrednio podczas obsługi instalacji do utylizacji ogumienia. Na ten moment dokładne okoliczności i przebieg wypadku pozostają tajemnicą. Zebrane przez mundurowych materiały zostaną przekazane do Państwowej Inspekcji Pracy, która włączy się w wyjaśnianie sprawy.

Urzędnicy dokładnie skontrolują pełną dokumentację techniczną maszyny, ocenią organizację samego stanowiska roboczego i zweryfikują, czy na miejscu przestrzegano rygorystycznych przepisów bezpieczeństwa oraz higieny pracy.Dopiero po zakończeniu wszystkich zaplanowanych czynności śledczych będzie można jednoznacznie ocenić, czy dramatyczna śmierć była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, awarii sprzętu, czy rażącego błędu ludzkiego. Śledczy będą musieli również dokładnie przeanalizować odpowiedzialność samego pracodawcy za zapewnienie bezpiecznych warunków.

Przedsiębiorstwo, w którym rozegrał się dramat, zajmuje się na co dzień profesjonalnym recyklingiem opon. Guma z samochodów jest mielona w specjalistycznych młynach i przerabiana na granulat. Powstały w ten sposób surowiec wykorzystuje się powszechnie do budowy nawierzchni sportowych, bieżni lekkoatletycznych czy sztucznych boisk oraz nowoczesnych placów zabaw dla dzieci.

SMIECHOWISKO

 








Ostra reakcja rosyjskiego MSZ na słowa Donalda Tuska. "Może odbić się na bezpieczenstwu Polski

 

Rosja reaguje na słowa Donalda Tuska dotyczące Nord Stream. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa ostro skrytykowała stanowisko polskiego premiera. W komunikacie Moskwa ostrzegła, że podejście Warszawy do sprawy może w przyszłości odbić się na interesach i bezpieczeństwie Polski.Sprawa dotyczy Wołodymyra Żurawlowa, obywatela Ukrainy podejrzewanego przez niemiecką prokuraturę o udział w sabotażu gazociągu Nord Stream 2. Mężczyzna był wcześniej zatrzymany w Polsce, jednak decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie nie został wydany stronie niemieckiej. Pod koniec września 2025 roku został zwolniony z aresztu.W czwartek Donald Tusk odniósł się do sprawy Wołodymyra Żurawlowa, który został ponownie zatrzymany, tym razem w Chorwacji. Mężczyzna jest poszukiwany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wydanego przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe. Niemieckie organy podejrzewają go o sabotaż oraz zniszczenie gazociągu Nord Stream.


Tusk stwierdził, że Niemcy nie powinni ścigać osób podejmujących działania w sytuacji, gdy ich państwo zostało zaatakowane. 


Niemcy nie powinni ścigać tych, którzy w sytuacji, kiedy ich kraj został napadnięty, podejmują takie czy inne działania. Ja tu zdania nie zmienię i uważam, że wstydzić powinni się ci, którzy wybudowali ten gazociąg, a nie ci, którzy go unieruchomili – powiedział szef rządu.


Premier przypomniał przy tym wcześniejsze stanowisko Polski wobec Nord Stream 2. Jak mówił, Warszawa przestrzegała przed powstaniem gazociągu i podejmowała działania, aby nie stał się on faktem. W ocenie Tuska celem było także zwiększenie niezależności Europy od dostaw rosyjskiego gazu. Zwrócił uwagę, że Niemcy miały wówczas odmienne stanowisko, a później je zmieniły. Rosjanie ostrzegają Polskę. Moskwa mówi o konsekwencjach dla bezpieczeństwa

Na słowa polskiego premiera w piątek odpowiedziało rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Stanowisko resortu przedstawiła rzeczniczka Maria Zacharowa. Rosyjska dyplomatka bardzo ostro oceniła wypowiedź Tuska, zarzucając mu usprawiedliwianie ataku na infrastrukturę energetyczną.


Można się tylko domyślać, jaką niechęć Donald Tusk żywił do byłego kanclerza Niemiec, gdy był przewodniczącym Rady Europejskiej, ale to, co powiedział teraz, w każdym razie niesie ze sobą niebezpieczny, destrukcyjny ładunek dla resztek międzynarodowego systemu prawnego, których jeszcze nie dokończył geopolityczny nihilizm "kolektywnego Zachodu" – przekazała Zacharowa.Zacharowa stwierdziła, że publiczna wypowiedź polskiego premiera ma być sygnałem, który może mieć szersze konsekwencje dla stosunków międzynarodowych.


Publiczne oświadczenie szefa rządu jednego z głównych państw europejskich, usprawiedliwiające akt terrorystyczny popełniony na oczach całego świata, wysyła destrukcyjny sygnał, którego reakcja łańcuchowa doprowadziłaby ostatecznie do zniesienia wszelkich ograniczeń, które dotychczas uniemożliwiały stosunkom międzypaństwowym na kontynencie europejskim całkowite pogrążenie się w chaosie – zaznaczyła, cytowana przez rosyjski resort.Rzeczniczka rosyjskiego MSZ poszła jeszcze dalej, odnosząc się bezpośrednio do możliwych skutków dla Polski. 


Demonstracyjne stanowisko Warszawy w sprawie bombardowania Nord Streamu może w przyszłości odbić się negatywnie na żywotnych interesach i bezpieczeństwie Polski – stwierdziła Zacharowa. 


Zacharowa mówiła także o rywalizacji Polski i Niemiec w ramach Unii Europejskiej i NATO. Jej zdaniem oba państwa mają realizować wygórowane ambicje przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Rosyjska rzeczniczka przedstawiła więc wypowiedź polskiego premiera nie tylko jako komentarz do sprawy Żurawlowa, ale również jako element szerszych relacji między Warszawą a Berlinem.Zacharowa uderza w Warszawę. W tle gaz i interesy Polski oraz Niemiec

Rosyjskie MSZ w swoim komunikacie odniosło się również do sytuacji energetycznej Polski i Niemiec. Zacharowa zestawiła obecną sytuację obu państw z konsekwencjami związanymi z dostawami energii.Podczas gdy Berlin gorączkowo próbuje powstrzymać postępującą deindustrializację swojej gospodarki, spowodowaną koniecznością importu drogiej energii z USA, Norwegii i innych krajów, Warszawa czerpie zyski z reeksportu amerykańskiego LNG na Ukrainę i jest coraz bliżej faktycznej kontroli nad systemem przesyłu gazu odziedziczonym przez Kijów po ZSRR – stwierdziła.


Rzeczniczka rosyjskiego resortu połączyła te kwestie z reakcją Tuska na działania niemieckich organów wobec Żurawlowa. 


Czym, jeśli nie bezpośrednim wyzwaniem, jest zjadliwy apel Polski do niemieckiego sojusznika, by zasadniczo z wdzięcznością przyjął atak terrorystyczny na kluczowe niemieckie obiekty infrastruktury energetycznej, który zagwarantował Niemcom dziesiątki miliardów euro zysków? – pytała Zacharowa.


W dalszej części wypowiedzi oceniła, że sytuacja wokół Nord Stream staje się dla Niemiec źródłem strat politycznych i gospodarczych, natomiast dla Warszawy może oznaczać niebezpieczne konsekwencje. 


W kontekście polsko-niemieckiego konfliktu sytuacja wokół Nord Stream wyraźnie przeradza się w serię strat politycznych i gospodarczych dla Niemiec oraz "niebezpieczny zawrót głowy" dla Warszawy – zakończyła rzeczniczka rosyjskiego resortu spraw zagranicznych.


 

Tragedia 6-letniego Maksia. Zamiast ratować syna, para ruszyła po używki

 Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-letniemu Danielowi S. i 32-letniej Paulinie M. Para odpowie za gehennę 6-letniego Maksymiliana, który zmarł w mieszkaniu w Zduńskiej Woli (woj. łódzkie).

Śledczy z Sieradza zakończyli postępowanie w sprawie tragicznej śmierci dziecka. Zebrane dowody dokumentują przebieg wydarzeń z maja 2025 r., kiedy bezbronny chłopiec został pozostawiony bez ratunku.

Brutalne znęcanie się i zarzuty dla Daniela S.

Prokuratura Okręgowa w Sieradzu przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-letniemu Danielowi S. Jak poinformowała rzeczniczka, prok. Jolanta Szkilnik, mężczyzna odpowie za zabójstwo syna swojej partnerki, znęcanie się nad nim ze szczególnym okrucieństwem i posiadanie narkotyków.

Według ustaleń śledczych, od marca do maja 2025 r. w mieszkaniu w Zduńskiej Woli chłopiec był ofiarą systematycznej fizycznej i psychicznej przemocy. Partner matki regularnie zastraszał dziecko, poniżał je, szarpał oraz wielokrotnie bił pięściami i dłońmi. To właśnie te ataki doprowadziły do licznych, wcześniejszych obrażeń ciała.

Śmiertelne ciosy i wyjazd po narkotyki

Do tragicznego w skutkach pobicia doszło 6 i 7 maja. Śledczy dowodzą, że Daniel S. katował chłopca, mając pełną świadomość, że zadawane ciosy mogą doprowadzić do jego śmierci, i godząc się na taki finał.Wskutek skrajnej przemocy 6-latek doznał rozległych urazów czaszkowo-mózgowych oraz uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Bezpośrednio po brutalnym ataku oskarżony nie wezwał pogotowia. Zostawił ciężko ranne dziecko w mieszkaniu, po czym wspólnie z matką chłopca pojechał do innego miasta, aby kupić środki odurzające. Maksymilian zmarł z powodu odniesionych obrażeń.

Zarzuty dla matki i groźba dożywocia dla recydywisty

Przed sądem stanie również 32-letnia Paulina M., matka zmarłego chłopczyka. Kobieta usłyszała zarzuty znęcania się nad synem ze szczególnym okrucieństwem, narażenia go na utratę życia i nieudzielenia pomocy.

Śledczy ustalili, że akceptowała przemoc, pozwalała na bicie (w tym zignorowała złamaną rękę syna) i finansowała partnerowi zakup narkotyków. Wcześniej karana 32-latka przyznała się do winy. Daniel S. konsekwentnie zaprzecza.

— Wyjaśniał, że nie wie, skąd Maksymilian miał obrażenia, nie widział u niego żadnych obrażeń — przekazała prok. Szkilnik.

Mężczyzna działał w warunkach multirecydywy – za zabójstwo grozi mu dożywocie. Matka może spędzić w więzieniu 10 lat. Oboje przebywają w areszcie.


Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry? Kompletne fiasko wniosku

 Chociaż sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej już w połowie lipca uchwaliła, że przygotowany przez koalicjantów wniosek nie spełnia wymagań ustawy i wymaga uzupełnień, pełnomocnik wnioskodawców nadal nie został wezwany do jego uzupełnienia. Jak ustaliliśmy, nastąpi to prawdopodobnie dopiero we wrześniu. Przez stwierdzone braki nowa wersja wniosku trafi więc do Sejmu 5 miesięcy po tej, jaką koalicja złożyła pierwotnie.

Zbigniew Ziobro przed Trybunałem Stanu? Chronologia wydarzeń

Historia próby pociągnięcia Zbigniewa Ziobry do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu zaczęła się w listopadzie ubiegłego roku, kiedy na taką możliwość wskazał w liście do marszałka Sejmu minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Kilka dni później, na początku grudnia liderzy koalicji zadeklarowali przygotowanie w tej sprawie wniosku.

 

Jego opracowanie i zebranie wymaganej liczby podpisów zajęło kilka miesięcy. Ostatecznie dokument trafił do Sejmu w połowie kwietnia, o czym z dumą ogłosili na wspólnej konferencji szefowie wszystkich  klubów parlamentarnych koalicji.Wniosek zawiera łącznie 51 zarzutów; 25 dotyczy deliktów konstytucyjnych i 26 przestępstw pospolitych - mówił wtedy szef klubu Koalicji Obywatelskiej Zbigniew Konwiński. Dokument liczy ponad 250 stron, zawiera 117 dowodów i przewiduje przesłuchanie 68 osób przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej - wyjaśniał. 

Błędy i braki we wniosku ws. Zbigniewa Ziobry

Prawnicy Sejmu przez kilka tygodni badali poprawność dokumentu. Ponieważ pojawiły się w tej sprawie poważne wątpliwości, marszalek Sejmu poprosił o stanowisko komisję odpowiedzialności konstytucyjnej. Ta zdecydowała zamówić zewnętrzną opinię u prof. Huberta Izdebskiego.. Podtrzymał on zastrzeżenia wskazując, że wniosek należy poprawić i uzupełnić. 

 

M.in. na tej podstawie 14 lipca komisja uchwaliła oficjalną opinię, którą zamieszczamy poniżej - wniosek wstępny należy uzupełnić.29 lipca Prezydium Sejmu zapoznało się z opinią komisji i zwróciło się do służb prawnych o wskazanie niezbędnego zakresu wymaganych uzupełnień, który powinien trafić do pełnomocnika autorów. 

 

Poseł Jarosław Urbaniak od otrzymania tego pisma będzie miał 14 dni na złożenie marszałkowi Sejmu poprawionego wniosku. Jeśli tego nie uczyni, Włodzimierz Czarzasty będzie musiał pozostawić sprawę bez dalszego biegu, czyli wniosek o TS dla Zbigniewa Ziobry przepadnie.

Co trzeba poprawić i uzupełnić?

Według szefa Kancelarii Sejmu Marka Siwca „przygotowywana korespondencja do przedstawiciela wnioskodawców z wezwaniem do uzupełnienia wniosku powinna zostać doręczona adresatowi w okolicach najbliższego posiedzenia Sejmu”.

To oznacza, że kolejna wersja wniosku o TS dla Ziobry będzie gotowa najwcześniej w połowie września. Wówczas procedura sprawdzenia poprawności nowej wersji wniosku, która za pierwszym razem zajęła pięć miesięcy - ruszy od nowa.

Kto zabił 4 młode kobiety? Policja ujawnia kulisy handlu opioidami

 Krakowska policja zatrzymała kolejne osoby z głośnej grupy przestępczej handlującej opioidami. Po zażyciu leków zmarły wcześniej co najmniej cztery młode kobiety. - Sprawa ma charakter rozwojowy. Od początku śledztwa zatrzymano już 17 osób - poinformowali o ostatnich sukcesach śledczy.

Jesienią ubiegłego roku Polską wstrząsnęła informacja o rozbiciu potężnej i niezwykle groźnej grupy przestępczej. Członkowie tego gangu zajmowali się na dużą skalę nielegalnym rozprowadzaniem leków opioidowych i silnych środków psychotropowych na terenie Małopolski. Działania te miały katastrofalne skutki. Z policyjnych ustaleń wynikało, że ofiarami oszustów padały w większości młode kobiety zmagające się z poważnym kryzysem emocjonalnym. Po zażyciu tych nielegalnie pozyskanych specyfików zmarły wówczas co najmniej cztery z nich.Kluczową postacią w tym dramatycznym procederze okazał się 58-letni lekarz-anestezjolog z Dolnego Śląska, który został zatrzymany w listopadzie 2025 r. Jak ustaliły małopolskie służby, to właśnie on, kierując się wyłącznie zyskiem finansowym i oczekiwaną, stałą gratyfikacją, masowo wystawiał recepty na niebezpieczne środki farmakologiczne, z pominięciem jakichkolwiek wskazań medycznych do ich stosowania.

Kolejne uderzenie policji. Kobieta i mężczyzna zatrzymani

Od momentu zatrzymania lekarza funkcjonariusze z małopolskiego garnizonu nie zakończyli działań, próbując odciąć kolejne gałęzie nielegalnego procederu.

W zeszłym tygodniu, 10 sierpnia 2026 r., policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Krakowie oraz Wydziału do Walki z Przestępczością przeciwko Życiu i Zdrowiu KMP w Krakowie zlokalizowali kolejne osoby powiązane z handlarzami opioidów. Ostatecznie na terenie powiatu bydgoskiego funkcjonariuszom udało się skutecznie zatrzymać 37-letnią kobietę oraz 40-letniego mężczyznę.

W związku z tym, że podejrzani przebywający w mieszkaniu odmówili dobrowolnego wpuszczenia policjantów i otwarcia drzwi, dowódcy musieli podjąć decyzję o wejściu do lokalu siłowo. Podczas przeszukania zabezpieczono liczne dowody przestępstwa – sprzęt elektroniczny, nośniki, duże ilości gotówki, a także ukryte środki odurzające, narkotyki i telefony komórkowe służące do kontaktów z klientami.

Wpłacała tysiące złotych za wystawienie leków

Policja poinformowała wprost, że ta sierpniowa akcja miała ścisły i bezpośredni związek z działalnością zdemaskowanego wcześniej anestezjologa. Ustalenia pracujących nad sprawą funkcjonariuszy wykazują oburzający model funkcjonowania grupy. Ujęta właśnie 37-letnia kobieta miała łącznie przelać na rachunek bankowy zatrzymanego zeszłej jesieni lekarza potężną sumę około 200 tysięcy złotych – były to pieniądze płacone wyłącznie za wystawienie nienależnych jej i podejrzanym recept.

Kobieta realizowała je hurtowo w aptekach, po czym wykupione w ten sposób groźne lekarstwa swobodnie odsprzedawała innym potrzebującym i często zdesperowanym osobom, czerpiąc z tego procederu znaczący i bardzo regularny dochód. Dystrybucja obejmowała całe blistry w oryginalnych opakowaniach, ale w grę wchodziła również nielegalna sprzedaż opioidów na tak zwane "pojedyncze sztuki".Zatrzymana w powiecie bydgoskim 37-latka decyzją sądu została już tymczasowo aresztowana. Kobieta usłyszała ciężkie prokuratorskie zarzuty oznaczające wprowadzanie do obrotu znacznych ilości szkodliwych środków psychotropowych w okresie od maja do września 2025 r. Jej 40-letni towarzysz został na ten moment objęty wymaganym dozorem policyjnym.

Służby przestrzegają, że w dalszym ciągu analizują zgromadzony, potężny materiał dowodowy i weryfikują kolejne powiązania w gangu, co zwiastuje następne ruchy organów ścigania.

- Sprawa ma charakter rozwojowy. Od początku śledztwa zatrzymano już 17 osób, z których 10 zostało tymczasowo aresztowanych, a 7 zostało objęte dozorem policyjnym - podkreślają stanowczo krakowscy policjanci w opublikowanym podsumowaniu wyników dotychczasowych akcji.

2026/08/21

Burze i ulewy nad Polską. A to jeszcze nie koniec

 Do Polski dotarła w piątek wieczorem strefa ulewnych deszczów, którym towarzyszyły burze i silne porywy wiatru. Ulice w wielu miejscowościach na Dolnym Śląsku przypominały rwące potoki. Wody szybko przybywało także w rzekach. W miejscowości Raszów wylał potok Bystrek. Na północ od Warszawy, jak ostrzega IMGW, utworzyła się superkomórka burzowa. Może tam pojawić się trąba powietrzna.

IMGW wydał ostrzeżenia I, II i III stopnia przed burzami dla 10 województw, intensywnymi opadami deszczu dla pięciu, silnym wiatrem dla siedmiu i alerty II stopnia przed silnym deszczem z burzami w trzech województwach. Do odbiorców w 15 regionach wysłano alert RCB.

Alerty trzeciego - najwyższego - stopnia przed silnym deszczem z burzami wydano w nocy z piątku na sobotę dla Jeleniej Góry oraz pow. kamiennogórskiego i karkonoskiego (woj. dolnośląskie). Opady miały tam sięgnąć od 60 do 80 mm, a porywy wiatru do 80 km/h. Około godziny 2 w nocy IMGW poinformowała na swoim profilu na platformie X, że suma opadów na stacji pomiarowej Mała Kopa w powiecie karkonoskim przekroczyła już 100 mm. A deszcz wciąż padał.Już wieczorem ulice w Jeleniej Górze czy Wrocławiu zaczęły przypominać rwące potoki. Podobnie było w innych miastach na południu Polski. Szybko zaczęły też rosnąć poziomy wód w rzekach i potokach.

Przekroczone stany ostrzegawcze, potok wystąpił z brzegów

Po godzinie 2 w nocy Regionalny Zarząg Gospodarki Wodnej we Wrocławiu poinformował, że stany ostrzegawcze przekroczono na rzekach Kamiennej, Łomnicy, Kaczawie, Nysie Łużyckiej i Baryczy. Na Pełcznicy w Świebodzicach odnotowano przekroczenie stanu alarmowego.W miejscowości Raszów w gminie Kamienna Góra - jak informował RZGW we Wrocławiu - wystąpił z brzegów potok Bystrek i zalał jedną z posesji.

Tymczasem fala opadów deszczu i burz przesuwała się w głąb kraju.

Strażacy mieli pełne ręce roboty: nie tylko wypompowywali wodę z zalanych posesji, piwnic czy ulic, ale także usuwali połamane konary drzew. Do północy interweniowali ponad 330 razy. Najwięcej zgłoszeń mieli w woj. dolnośląskim - 90.Niestety, najbliższe kilka godzin nadal będzie bardzo niebezpiecznych - po ulewnych deszczach i burzach doskwierać nam będą bardzo silne podmuchy wiatru.Jak informuje serwis "Fakty Kaliskie" dyżurny PSP Kalisz strażacy mieli dotąd trzy zgłoszenia związane z pogodą i dotyczyły one powalonych przez wiatr drzew. W kilku gminach regionu nie ma prądu. Przerwy w dostawie energii mogą odczuwać mieszkańcy gminy Szczytniki, Opatówek, ostrowskich Sieroszewic, powiatu tureckiego, konińskiego i słupeckiego.Z komunikatu meteorologicznego IMGW dla Mazowsza wynika, że w 7 powiatach tego województwa położonych na północ od Warszawy występuje bardzo silna superkomórka burzowa, w której zasięgu występują nawalne opady deszczu, grad oraz bardzo silne porywy wiatru, do 110 km/h. "W obrębie komórki niewykluczone jest powstanie trąby powietrznej" - podkreślił Instytut.