Sześć tygodni temu dom obok został przejęty.
Widziałem, jak rodzina ładuje całe życie do ciężarówki i odjeżdża.
Czego nie wiedziałam...
że zostawili swoją świnię.
W nocy zaczęłam słyszeć płacz - niskie, smutne dźwięki, które nie należały do ciemności.
Mówiłem sobie, że to prawdopodobnie dzika przyroda.
Ale potem spojrzałam przez ogrodzenie.
Jedna świnia.
Zamknięte na podwórku.
Nie ma jedzenia. Nie ma wody.
Po prostu pusty basen dla dzieci zbierający deszczówkę – jedyna rzecz, która trzyma je przy życiu.
Zadzwoniłem do kontroli zwierząt.
Powiedzieli mi, że minie 5-7 dni zanim ktoś będzie mógł przyjść.
Pięć. Za siódemkę. Dni.
Ta świnia nie miała tyle czasu.
Zrobiłem więc coś, czego nigdy nie wyobrażałem sobie, że zrobię.
Wspięłam się na płot.
Początkowo świnia się wycofała - oczy szeroko, napięte ciało.
I nie winię ich.
Ludzie zawiedli ich całkowicie.
Ale potem...
stanęli do przodu i upadli koło moich stóp.
Cała ta siła, cała ta uparta wola - przepadnie.
Byli zbyt słabi, by dłużej stać.
Dostałam pomoc i je wyniosłam.
Sąsiad po drugiej stronie ulicy widział wszystko i podbiegł - nie po to, żeby mnie zatrzymać, ale po to, żeby pomóc.
Przyniosła koce. Zadzwoniła do weterynarza.
Kompletnie obcy, który został ze mną godzinami, gdy walczyliśmy o ich ustabilizację.
Później weterynarz powiedział to samo:
Kolejne dwa dni... i byśmy ich stracili.
Teraz dochodzą do siebie.
Odpoczywam blisko. Zawsze spokojniej, gdy ktoś jest w pobliżu.
Nie będą jeść, dopóki nie wiedzą, że nie są sami.
Wmawiałem sobie, że będę tylko pomagać, dopóki ratunek nie przejmie władzy.
Ale prawda jest taka...
Teraz jestem ich domem.
Do ludzi, którzy zamknęli świnię na podwórku i odjechali:
Są bezpieczni.
Pomimo ciebie - nie przez ciebie.
I nigdy więcej nie zostaną opuszczone.
Do mojego sąsiada, który wskoczył ze mną w chaos:
Jesteś aniołem.
Adoptuj odpowiedzialnie.
Chroń zwierzęta, które na nas polegają.
I z miłości do wszystkiego, co dobre - nigdy ich nie zostawiaj. 
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz