2026/01/10

 Samica kruka została znaleziona w nielegalnej pułapce zastawionej przez kłusowników i miała poważne uszkodzenia kończyny. Wypuszczenie jej z tak poważnymi obrażeniami byłoby wyrokiem śmierci.

Doszły nas słuchy, że wcześniej opiekowała się pisklakami, ale nie wiedzieliśmy, gdzie ich szukać. Przez kilka dni prowadziliśmy poszukiwania maluchów, niestety bez powodzenia.
Co ciekawsze, mieliśmy też osierocone dziecko kruka, które pochodziło z zupełnie innego rejonu. Przyszło nam do głowy, żeby przedstawić ich sobie, z nadzieją, że odnajdą w sobie to, co utracili. Ona byta matką bez swoich dzieci, a on był dzieckiem bez matki.
Ranna samica kruka szybko podeszła do malucha, delikatnie przyłożyła dziób i przyciągnęła go do siebie, a następnie zasłoniła go swoim ciałem, chroniąc go przed patrzącymi ludźmi.
Nastepnego dnia jakimś cudem udało się odnaleźć wszystkie jej dzieci. Ucieszyła się na ich widok i zaczęła machać skrzydłami. Po pokoju rozeszło się głośne krakanie, którego nie dało się zinterpretować inaczej jak radość matki na widok dzieci.
Podczas gdy jej noga się goiła, wychowała zarówno sierotę, jak i własne maluchy. A potem całe stadko kruków wypuściliśmy na wolność. Odlecieli jako jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Przysposobiona sierota poleciała razem z nimi, jak swój, jak brat, jak nieodzowna część stada.
To na zawsze będzie jedna z moich ulubionych historii, opowiadająca o tym, że nawet w świecie zwierząt obecność i wzajemna dbałość o siebie łączy bardziej niż więzy krwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz