Trzydzieści psów z owianego złą sławą schroniska w Sobolewie trafiło - jak się okazało - do jeszcze gorszego miejsca. W nielegalnym azylu prowadzonym przez prozwierzęcych aktywistów w Kuflewie w gminie Mrozy inspekcja weterynaryjna odkryła kilkaset kilogramów zamrożonych zwłok psów, a także krew, brud i bałagan. Właścicielowi placówki zarzucono niehumanitarne traktowanie zwierząt.
Raport inspekcji weterynaryjnej z kontroli przeprowadzonej w dniach 29-30 stycznia, liczący blisko 250 stron, ujawnia fatalne warunki panujące w azylu, do którego trafiły zwierzęta odebrane ze słynnego schroniska "Happy Dog" w Sobolewie. 30 zwierząt zostało przewiezione do placówki prowadzonej przez prozwierzęcych aktywistów - Pogotowie dla Zwierząt - mieszczącej się w Kuflewie w gminie Mrozy.
Jak dowiaduje się Wirtualna Polska, w "azylu" stwierdzono liczne nieprawidłowości. Kontrolerzy wskazali m.in. brak stałego dostępu do wody dla wszystkich zwierząt, niehumanitarne traktowanie, brak pomieszczenia do wykonywania zabiegów leczniczych, a także brak pomieszczeń do izolowania zwierząt chorych oraz brak mat dezynfekcyjnych.Kontrola wykazała zły stan techniczny wielu bud dla zwierząt: "obgryzione elementy konstrukcyjne, zniszczone ocieplenie oraz spróchniałe podłogi wymagające wymiany". W azylu brakowało rejestrów, procedur oraz dokumentacji podejmowanych czynności. Psy przebywały w "kojcach o rozmiarach niezgodnych z przepisami, często nieosłoniętych od wiatru". Inspektorzy odnotowali także panujący nieporządek i rażące zaniedbania higieniczne - co udokumentowali wszystko na 258 stronach raportu.
Zwłoki, krew, maszynka do mielenia
Inspektorzy opisują, że odkryli kilka zamrażarek i chłodni wypełnionych martwymi zwierzętami. Jedna z zamrażarek była w całości zapełniona zwłokami - znajdowało się w niej 15 ciał o łącznej masie około 200 kilogramów.
W kolejnych chłodniach znajdowało się mięso przeznaczone do utylizacji (około 400 kilogramów). Kolejna chłodnia i następne 15 ciał zwierząt. W pobliżu pawilonów znajdowała się także maszyna do mielenia mięsa typu "wilk", na której znajdowały się resztki mielonego mięsa. Inspektorzy podejrzewają, że zwłoki mogły być mielone i podawane zwierzętom jako karma.
Starosta trafia na aferę. Zaczęły się pogróżki
Sprawa azylu wyszła na jaw przypadkowo. 24 stycznia o zamknięciu Sobolewa poinformowali premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zaapelowano wówczas o kontrole innych schronisk. Starosta Remigiusz Górniak początkowo nagrał w mediach społecznościowych informację dla mieszkańców, że na terenie powiatu nie ma schronisk. Wkrótce zwrócono mu uwagę, że jedno istnieje, ale jest nielegalnie prowadzone przez aktywistów - chodziło o Kuflew.
Starosta w rozmowie z Wirtualną Polską podkreśla, że od dłuższego czasu otrzymuje materiały dotyczące skandalu wokół azylu i jego głównego organizatora Grzegorza Bielawskiego. Ogłosił, że rozpoczął kontrolę. - Po mojej transmisji na żywo otrzymałem liczne pogróżki i groźby karalne. Sam organizator schroniska wskazał mnie w jednym z filmów opublikowanych w mediach społecznościowych jako cel ataków. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie jest to na to miejsce - mówi starosta. Uważam, że to jedynie wierzchołek patologicznej góry lodowej. Moim zdaniem na działalności związanej z pomocą zwierzętom zarabiane są duże pieniądze, przy jednoczesnym kreowaniu wizerunku obrońców zwierząt. Sprawa Sobolewa mogła być elementem budowania wiarygodności - ocenia rozmówca WP.
Wójt składa zawiadomienie. Jego zdaniem to biznes na psach
Zdaniem wójta gminy Mrozy Dariusza Jaszczuka, działalność azylu od lat budzi sprzeciw części mieszkańców. Samorządowiec twierdzi, że już od 2021 roku informuje policję i prokur- Placówka spełnia wszelkie cechy schroniska, jednak jej prowadzący określają ją jako azyl, a swoją działalność zgłosili jako szpital dla zwierząt. Na żadną z tych form działalności - w mojej ocenie - nie posiadają wymaganych zgód - mówi wójt.
Jak podkreśla Jaszczuk, odkąd zaangażował się w sprawę, pracownicy urzędu spotykają się z falą negatywnych reakcji. - Skala hejtu, z jaką spotykają się pracownicy urzędu, jest ogromna. Pojawiają się wyzwiska, a nawet życzenia śmierci. Otrzymujemy wiadomości od miłośników zwierząt, którzy - naszym zdaniem - nie rozumieją, że tego typu działalność wymaga odpowiednich zezwoleń. To, co się dzieje, jest nie do przyjęcia - podkreśla.
Wójt zapowiada również dalsze kroki prawne. - Moim zdaniem jest to zyskowna działalność gospodarcza prowadzona pod przykrywką wolontariatu. W związku z tym zmierzam do złożenia kolejnego zawiadomienia do prokuratury - zapowiada Dariusz Jaszczuk.aturę o - jak to określa - nielegalnym procederze gromadzenia kilkuset psów i kotów.- Placówka spełnia wszelkie cechy schroniska, jednak jej prowadzący określają ją jako azyl, a swoją działalność zgłosili jako szpital dla zwierząt. Na żadną z tych form działalności - w mojej ocenie - nie posiadają wymaganych zgód - mówi wójt.
Jak podkreśla Jaszczuk, odkąd zaangażował się w sprawę, pracownicy urzędu spotykają się z falą negatywnych reakcji. - Skala hejtu, z jaką spotykają się pracownicy urzędu, jest ogromna. Pojawiają się wyzwiska, a nawet życzenia śmierci. Otrzymujemy wiadomości od miłośników zwierząt, którzy - naszym zdaniem - nie rozumieją, że tego typu działalność wymaga odpowiednich zezwoleń. To, co się dzieje, jest nie do przyjęcia - podkreśla.
Wójt zapowiada również dalsze kroki prawne. - Moim zdaniem jest to zyskowna działalność gospodarcza prowadzona pod przykrywką wolontariatu. W związku z tym zmierzam do złożenia kolejnego zawiadomienia do prokuratury - zapowiada Dariusz Jaszczuk.
Nie są schroniskiem tylko azylem. Zarzuty to tylko pierdółki"
Odnosząc się do ustaleń kontroli inspekcji weterynaryjnej, Grzegorz Bielawski powiedział Wirtualnej Polsce, że główne zastrzeżenia mają - jego zdaniem - charakter formalno-administracyjny i nie dotyczą bezpośrednio dobrostanu zwierząt.
Jak wyjaśnia, część uwag kontrolerów odnosiła się do niespełniania norm przewidzianych dla schronisk dla bezdomnych zwierząt, takich jak brak mat dezynfekcyjnych czy osobnych boksów dla matek ze szczeniętami. - My prowadzimy azyl organizacji społecznej, a nie schronisko w rozumieniu przepisów prawa. Dlatego te zarzuty są nietrafione - podkreślił.Bielawski jest głównym organizatorem Pogotowia dla Zwierząt. Był skazany w kilku sprawach za kradzież zwierząt oraz nieujawnienie miejsca ich przetrzymywania. Nie ukrywał swoich skazań, a w wywiadach opisywał siebie jako osobę, która ponosi niesprawiedliwą karę za ratowanie zwierząt. Sympatycy wysyłają mu pieniądze. Jego pogotowie śle apele o wparcie dla odebranych psów z Sobolewa.Bielawski przyznaje, że podczas kontroli stwierdzono kilka nieocieplonych bud, jednak - jak zapewnia - były one wypełnione słomą, a ich wymiana nastąpiła jeszcze w dniu wizyty inspektorów. Zarzuty dotyczące braku dostępu do wody w części boksów tłumaczy zachowaniem psów, które - według niego - wylewają wodę z misek. W kontekście liczby zwierząt przebywających w azylu uznał ten problem za incydentalny, określając go jako "pierdółki".
Wątpliwości budzi również liczba zwierząt odebranych ze schroniska w Sobolewie a przekazanych do "azylu". Podczas kontroli inspektorom okazano jedynie pięć takich zwierząt.
Na pytanie o los 25 pozostałych, Bielawski wyjaśnia, że wszystkie psy pozostają pod opieką organizacji, choć nie wszystkie przebywają w Kuflewie. - Te psy są u nas, a częściowo są już w domach tymczasowych i w innych placówkach, które sprawują nad nimi opiekę na nasze zlecenie. Nie mieliśmy możliwości przyjąć wszystkich jednocześnie. Na dziś fizyczniew Kuflewie przebywa siedem psów z Sobolewa, a pozostałe znajdują się w domach tymczasowych lub innych współpracujących ośrodkach - tłumaczy Bielawski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz