We wtorkowy poranek, 3 lutego, tuż po godzinie 6, dyspozytor numeru 986 odebrał dramatyczne zgłoszenie z warszawskiego Wawra. Mężczyzna w kryzysie bezdomności, wycieńczonym głosem, poinformował, że jest mu bardzo zimno, źle się czuje i "za chwilę umrze".Na miejsce natychmiast skierowano patrol VII Oddziału Terenowego Straży Miejskiej, który doskonale znał zarówno mężczyznę, jak i miejsce jego tymczasowego pobytu. Jak się okazało, tej samej nocy, funkcjonariusze próbowali już przekonać 40-latka, by opuścił prowizoryczną szopę na opuszczonej działce i skorzystał z noclegowni. Ten jednak odmówił. Spodziewaliśmy się wszystkiego — przyznała strażniczka. – Weszliśmy do szopy. Było widać, że jest źle. Szron na ścianach, nawet na daszku jego czapki. Pan Grzegorz siedział skulony, miał lodowate dłonie, był niebieski na twarzy — opisuje funkcjonariuszka.Mocno wychłodzony mężczyzna został natychmiast przewieziony do szpitala. Jak podkreślają strażnicy, pomoc nadeszła w ostatniej chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz