2026/07/01

Tragedia na Jeziorze Lampackim. W łodzi znaleziono ciała ojca i córki

 

Niedzielne popołudnie nad wodą zakończyło się tragedią, która wstrząsnęła lokalną społecznością. Służby ruszyły do akcji po niepokojącym zgłoszeniu dotyczącym łódki. Dopiero na miejscu wyszło na jaw, że sprawa jest znacznie poważniejsza.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w niedzielę 28 czerwca w Sorkwitach w województwie warmińsko-mazurskim. Tego dnia, późnym popołudniem, ojciec i córka mieli pojawić się w jednej z wypożyczalni sprzętu wodnego nad Jeziorem Lampackim. Z relacji osoby znającej przebieg zdarzeń wynika, że wynajęli łódkę wyposażoną w dwa wiosła.Na tym etapie nic nie wskazywało, że zwykłe wypłynięcie na jezioro może zakończyć się tragedią. Ojciec i córka mieli założyć kamizelki ratunkowe, a następnie odbić od brzegu. Łódka oddaliła się od wypożyczalni i popłynęła w stronę akwenu, w rejon położony około pół kilometra za półwyspem.


Jezioro Lampackie jest jednym z popularnych miejsc wypoczynku w tej części Mazur. W niedzielne popołudnie nad wodą przebywali turyści i mieszkańcy, dlatego informacja o późniejszej akcji służb szybko poruszyła lokalną społeczność. Początkowo chodziło o zgłoszenie dotyczące łódki dryfującej na jeziorze. Dopiero po dotarciu ratowników na miejsce okazało się, jak poważna jest sytuacja.

Na tym etapie nic nie wskazywało, że zwykłe wypłynięcie na jezioro może zakończyć się tragedią. Ojciec i córka mieli założyć kamizelki ratunkowe, a następnie odbić od brzegu. Łódka oddaliła się od wypożyczalni i popłynęła w stronę akwenu, w rejon położony około pół kilometra za półwyspem.


Jezioro Lampackie jest jednym z popularnych miejsc wypoczynku w tej części Mazur. W niedzielne popołudnie nad wodą przebywali turyści i mieszkańcy, dlatego informacja o późniejszej akcji służb szybko poruszyła lokalną społeczność. Początkowo chodziło o zgłoszenie dotyczące łódki dryfującej na jeziorze. Dopiero po dotarciu ratowników na miejsce okazało się, jak poważna jest sytuacja.Telefon na numer alarmowy postawił służby na nogi

Z ustaleń przekazanych po zdarzeniu wynika, że przed odnalezieniem łódki jeden z jej pasażerów skontaktował się ze służbami. Chodziło o Zbigniewa R., który miał zadzwonić pod numer alarmowy, będąc już na wodzie.


O szczegółach zgłoszenia mówił dziennikarzom Radia 5 oficer prasowy Rafał Syczew. Jak przekazał, telefon został odebrany o godz. 17.45. Mężczyzna miał poinformować, że zamierza zrobić sobie krzywdę. Po takim zgłoszeniu do działań natychmiast skierowano służby ratunkowe.Na miejsce przyjechali strażacy oraz policjanci. Ratownicy ruszyli w rejon, w którym mogła znajdować się łódka. Gdy ją odnaleziono, na pomoc było już jednak za późno. W środku znajdowały się dwa ciała: ojca oraz jego córki.


Według informacji podawanych po tragedii Zbigniew R. mieszkał z rodziną w Sorkwitach, w powiecie mrągowskim. Na co dzień miał pracować w Olsztynie, a do rodzinnej miejscowości przyjeżdżał w weekendy. Jego córka, 39-letnia Anna, była osobą z niepełnosprawnością.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz