2026/06/22
POMAGAJMY SWINIOM , ONE CHCA JESC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dziś mówię to z ogromną pokorą.
2026/06/21
Obywatelski order dla Zełenskiego. To reakcja obywateli RP na decyzję Nawrockiego
TUSK WYWALI LUDZI NA BRUK !!!!!
Policja rozbiła szajkę kradnącą koty na mięso! Wkrótce miały trafić na ubój
Służby z Ho Chi Minh uwolniły ponad 400 kotów, które przestępcy planowali sprzedać na mięso. Udało się rozbić gang odpowiedzialny za kradzieże zwierząt z rąk prawowitych właścicieli. Niektóre czworonogi na szczęście odzyskają dawny dom.
Dla Polaków to sytuacja niewyobrażalna, stąd też budzi u nas tak duże przerażenie. We wtorek 16 czerwca policja w wietnamskim mieście Ho Chi Minh ogłosiła sukces dużej operacji, w wyniku której udało się zapobiec ubojowi ponad 400 kotów. Funkcjonariusze zlikwidowali siatkę przestępczą zajmującą się uprowadzaniem zwierząt domowych w celu późniejszego zysku z handlu ich mięsem.Członkowie gangu zostali ujęci w zeszłym tygodniu. Polska Agencja Prasowa podaje, że aresztowano w sumie dziewięciu podejrzanych działających w ramach struktury zajmującej się nielegalnym procederem kradzieży czworonogów. Sprawcy potwierdzili, że od trzech lat działali na terenie południowego Wietnamu. Pewną liczbę uratowanych kotów udało się już zwrócić prawowitym opiekunom. Niestety, fundacja Human World for Animals poinformowała też o dramatycznym znalezisku – natrafiono na 80 martwych, zamrożonych osobników.Jak podkreśla PAP, chociaż prawo w Wietnamie nie zabrania jedzenia mięsa psów i kotów, a lokale gastronomiczne oferują takie pozycje w karcie, surowiec ten musi być pozyskiwany wyłącznie z udokumentowanych hodowli posiadających stosowne certyfikaty.ZGIERZ. Leżała na szpitalnej podłodze. Detektyw wyjaśni ten horror
Wstrząsająca historia kobiety, która półnaga i ubrudzona we własnych odchodach leżała na podłodze szpitala zakaźnego w Zgierzu koło Łodzi będzie miała swój ciąg dalszy. Kontrolę w placówce rozpoczął już Narodowy Fundusz Zdrowia, wkrótce o tej skandalicznej sytuacji ma zostać zawiadomiona prokuratura, sprawę chce wyjaśnić też prywatny detektyw, Łukasz Kucharski.
O bulwersujących wydarzeniach w zgierskim szpitalu pisaliśmy w poniedziałek, 23 listopada. Dzień wcześniej ktoś zrobił zdjęcia zakażonej korownawirusem starszej kobiecie, która ubrudzona odchodami leżała na podłodze w jednej z sal dla pacjentów. Przez ten czas nie interesował się nią nikt z personelu placówki.Zdjęcia trafiły do prywatnego detektywa z Kutna Łukasza Kucharskiego, który został poproszony o potwierdzenie ich autentyczności. On zdecydował się opublikować je w internecie. Po tym wszystkim skontaktowała się z nami córka tej kobiety - opowiada nam Łukasz Kucharski. - Rozpoznała na tych fotografiach swoją mamę. Co gorsza, docierają do nas sygnały, że już wcześniej dochodziło w tej klinice do podobnych zaniedbań. Dzwoniła do nas pani, której mama tam przebywa w ciężkim stanie. Starsza pani również skarżyła się na brak opieki. Teraz będziemy wyjaśniali te zdarzenia.Detektyw ma powiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracowników szpitala, a kontrolę w placówce prowadzi już Narodowy Fundusz Zdrowia i nadzorujący jej działalność marszałek województwa łódzkiego.Nikt z dyrekcji szpitala nie chciał dziś (24.11) komentować tej sytuacji. Wcześniej wydano jedynie oświadczenie, w którym władze placówki wyrażają ubolewanie z powodu tych wydarzeń.
Dopadł żonę podczas wiejskiej zabawy. Mariusz zgwałcił i udusił Agatę
Wydawało się, że w życiu zawodowym i prywatnym jest spełniona. Ceniona dentystka, przewodnicząca Rady Rodziców w miejscowej szkole, członkini Koła Gospodyń Wiejskich, mężatka, mama dwójki dzieci. A jednak nie dane jej było cieszyć się pełnią szczęścia, bo nad małżeństwem Agaty D. (†39 l.) ze wsi Chojne koło Sieradza (woj. łódzkie) zaczęły zbierać się ciemne chmury, a sąd miał wkrótce orzec rozwód. Kobieta te problemy przypłaciła własnym życiem. Została najpierw brutalnie zgwałcona przez własnego męża, a potem uduszona!
31 sierpnia 2019 roku na długo zapadł w pamięci mieszkańców tej liczącej nieco ponad 1000 mieszkańców wioski. Nie tylko dlatego, że tego dnia na miejscowym boisku odbywał się Gminny Piknik Rodzinny organizowany przez miejscowe Koło Gospodyń Wiejskich, ale przede wszystkim z powodu wydarzeń, które już po zapadnięciu zmroku działy się kilkadziesiąt metrów dalej, na samochodowym parkingu.Tam przy dobiegających z głośników dźwiękach muzyki, odgłosach rozmów i śmiechów uczestników zabawy, życie traciła Agata D.Kobieta na imprezę przyjechała swoim autem. Razem z innymi jej uczestnikami świetnie się bawiła. Kiedy postanowiła wrócić już do domu, obok jej samochodu czyhał na nią pijany mąż, 38-letni wówczas Mariusz D. Rzucił się na nią, ręką zakrył usta, żeby nie krzyczała i brutalnie zgwałcił. Potem zacisnął dłonie na jej szyi. Jej ciało zostało znalezione następnego dnia rankiem. Leżało obok samochodu.
- Z przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, że powodem zgonu było gwałtowne zablokowanie otworów oddechowych, czyli uduszenie - mówiła zaraz po zbrodni Jolanta Szkilnik, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.
Mąż-morderca skazany
Mieszkańcy wsi byli wstrząśnięci. Choć pani Agata sprowadziła się z rodziną tam raptem kilka lat wcześniej z pobliskiego Sieradza, szybko zyskała sympatię wszystkich mieszkańców. Dlatego jej śmierć była dla nich ogromnym szokiem. - To była taka wspaniała kobieta, angażowała się w życie naszej wsi - mówili sąsiedzi. Z mężem Mariuszem i dwójką dzieci mieszkała w pięknym nowym domu. Prowadziła dwa gabinety dentystyczne, udzielała się też społecznie.Niestety, w jej małżeństwie nie działo się najlepiej. Wkrótce miał zostać orzeczony rozwód, z którym Mariusz D. nie chciał się pogodzić. To pchnęło go do zbrodni. Mężczyzna został zatrzymany niedługo po odkryciu zwłok, a prokurator postawił mu zarzut zabójstwa i zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem. Przyznał się do winy.
Kiedy przebywał w areszcie tymczasowym, został poddany obserwacji psychiatrycznej. Z opinii biegłych medyków wynikało, że z powodu upojenia alkoholowego w momencie popełnienia zbrodni miał ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu oraz pokierowania swoim postępowaniem, co jak się później okazało, miało wpływ na wysokość kary.Niestety, w jej małżeństwie nie działo się najlepiej. Wkrótce miał zostać orzeczony rozwód, z którym Mariusz D. nie chciał się pogodzić. To pchnęło go do zbrodni. Mężczyzna został zatrzymany niedługo po odkryciu zwłok, a prokurator postawił mu zarzut zabójstwa i zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem. Przyznał się do winy.
Kiedy przebywał w areszcie tymczasowym, został poddany obserwacji psychiatrycznej. Z opinii biegłych medyków wynikało, żez powodu upojenia alkoholowego w momencie popełnienia zbrodni miał ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynuoraz pokierowania swoim postępowaniem, co jak się później okazało, miało wpływ na wysokość kary. W czerwcu 2020 roku w Sądzie Okręgowym w Sieradzu rozpoczął się jego proces. Z uwagi na drastyczny charakter sprawy toczył się z wyłączeniem jawności. Po kilku miesiącach, w październiku zapadł wyrok. - Sąd wymierza oskarżonemu karę 13 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności - ogłaszał sędzia Marek Podwójniak. - Na podstawie artykułu 77 paragraf 2 Kodeksu Karnego sąd orzeka, że warunkowe zwolnienie oskarżonego z odbywania kary pozbawienia wolności nie nastąpi wcześniej niż po odbyciu przez niego co najmniej 9 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności - dodawał.
Sąd orzekł także, że wobec dzieci i najbliższej rodziny ofiary, łącznie pięciu poszkodowanych osób, Mariusz D. ma zapłacić zadośćuczynienia na łączną kwotę 290 tys. zł.
Zełenski miał brutalnie powiedzieć: „Pie…ć Polskę i Polaków”
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zignorował ostrzeżenia swoich doradców i nadał jednostce Sił Zbrojnych imię „Bohaterów UPA” – formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków. W odpowiedzi prezydent Karol Nawrocki odebrał mu Order Orła Białego, a Zełenski odesłał odznaczenie, demonstrując pogardę dla polskiej pamięci narodowej.
Zełenski zlekceważył ostrzeżenia doradców w sprawie UPA
Zełenski UPA Polska stała się przyczyną otwartego konfliktu dyplomatycznego. Według relacji byłego deputowanego do Rady Najwyższej Ukrainy Ihora Mosiyczuka, Zełenskiego wielokrotnie ostrzegano, że decyzja o nadaniu jednej z jednostek imienia „Bohaterów UPA” głęboko zrani Polaków. Ukraiński prezydent miał jednak odpowiedzieć wulgarnie: „piep…ć Polskę i Polaków”. Słowa te ujawniła publicystka Bojke, podkreślając prawdziwe nastawienie Zełenskiego do naszego kraju.
Decyzja o nazwie jednostki wywołała natychmiastową reakcję polskiej strony.
Prezydent Nawrocki odbiera najwyższe polskie odznaczenie
Karol Nawrocki, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, podjął stanowczą decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Podkreślił, że nie jest to gest przeciwko narodowi ukraińskiemu ani zmiana w strategicznym wsparciu Polski dla Ukrainy walczącej z Rosją. Decyzja ma charakter symboliczny i obronny – chroni godność polskiej pamięci narodowej.
W odpowiedzi Zełenski odesłał Order. Solidarność z nim wyrazili ukraińscy urzędnicy: minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar – wszyscy zrzekli się polskich odznaczeń.
Wulgarna reakcja Zełenskiego na ostrzeżenia
Informacje o skandalicznych słowach prezydenta Ukrainy pochodzą od wiarygodnych źródeł ukraińskich. Kiedy doradcy próbowali powstrzymać prowokacyjną decyzję, Zełenski miał użyć wulgarnego języka, pokazując lekceważenie dla polskiej wrażliwości historycznej. Zełenski UPA Polska nie była więc przypadkiem, lecz świadomym wyborem.
UPA – formacja odpowiedzialna za ludobójstwo na Polakach
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), zbrojne ramię banderowskiej frakcji OUN, dokonała w latach 1943-1945 masowej antypolskiej czystki etnicznej na Wołyniu i Kresach Wschodnich. Zamordowano co najmniej 100 tysięcy polskich cywilów – kobiet, dzieci i starców – w bestialski sposób: siekierami, kosami, widłami, palono żywcem w stodołach i kościołach. „Krwawa Niedziela” 11 lipca 1943 roku pozostaje jedną z najtragiczniejszych dat w polskiej historii.
Gloryfikacja tej formacji jest dla Polaków absolutnie nie do przyjęcia.
Konsekwencje kryzysu dla relacji polsko-ukraińskich
Zełenski UPA Polska to najpoważniejszy kryzys od początku pełnoskalowej agresji Rosji. Polska od 2022 roku jest jednym z największych sojuszników Ukrainy: przyjęła miliony uchodźców, dostarcza broń, blokuje rosyjskie wpływy i wspiera Kijów na arenie międzynarodowej. Mimo to Zełenski wybrał drogę konfrontacji historycznej zamiast szacunku.Prezydent Nawrocki jasno zaznaczył, że wsparcie militarne i polityczne dla Ukrainy będzie kontynuowane, ale granice polskiej cierpliwości zostały przekroczone.
Reakcje ukraińskich elit i polskie stanowisko
Ukraińscy urzędnicy nazwali decyzję Polski „nieprzyjaznym aktem”. Jednak dla większości Polaków jest ona konieczną obroną godności narodowej. Polska nie żąda niczego ponadto – chce jedynie, by ofiary ludobójstwa nie były obrażane przez gloryfikację ich oprawców.
Szerszy kontekst polityki historycznej Ukrainy
Sprawa wpisuje się w wieloletnią tendencję Kijowa do budowania tożsamości narodowej na kulcie banderowców i UPA. Mimo deklaracji o europejskiej drodze Ukrainy, narracja nacjonalistyczna pozostaje silna. To niebezpieczne, bo osłabia wsparcie Zachodu i rani kraje, które realnie pomagają Ukrainie.
Podsumowanie – Polska broni swojej pamięci narodowej
Nie można budować sojuszu na kłamstwie historycznym i pogardzie. Prezydent Nawrocki postąpił słusznie, broniąc honoru ofiar Rzezi Wołyńskiej. Polska pozostaje otwarta na partnerstwo z Ukrainą, ale nie za cenę własnej godności. Od Kijowa zależy teraz, czy zechce naprawić relacje i uszanować polską pamięć.
MojaPL.pl
Źródła: wPolityce.pl, PAP, Onet, DoRzeczy.pl, TVP Info oraz publikacje IPN na temat UPA i Rzezi Wołyńskiej.
80-letnia Maryla Rodowicz odsłania nogi w różowej mini. Internet: "Babcia ledwo stoi"
Kto powiedział, że w wieku 80 lat nie można odsłaniać nóg? Maryla Rodowicz, która pojawiła się na koncercie "Lata z Radiem i Telewizją Polską", udowodniła, że nie zamierza ubierać się jak "babcia", choć część widzów bardzo by tego chciała. Wystarczy spojrzeć na tę sukienkę, żeby zrozumieć, dlaczego internet znowu eksplodował."Lato z Radiem i Telewizją Polską" ruszyło z przytupem — pierwszy przystanek trasy odbył się w Bielsku‑Białej, gdzie na scenie pojawiła się prawdziwa plejada gwiazd. Wystąpili m.in. Doda, Michał Szpak, Izabela Trojanowska, Filip Lato, Big Day, Tabu, Formacja Nieżywych Schabuff i Psio Crew. Wśród nich była też Maryla Rodowicz, która — jak to ona — pokusiła się o odważną, kolorową i kusą stylówkę. Widzowie byli zmieszani.
Maryla Rodowicz odsłania nogi w różowej sukience
Maryla Rodowicz, dziś 80-letnia ikona polskiej sceny, od dekad słynie z tego, że nie boi się eksperymentować z ubiorem. Tym razem także postawiła na look, który trudno przeoczyć.
Gwiazda wystąpiła w krótkiej, połyskującej kreacji w intensywnym różu, z frędzlami i cekinami. Do tego dobrała wysokie kozaki i długie, teatralne rękawy, odsłaniające ramiona. Stylizacja była krzykliwa, młodzieżowa i zdecydowanie festiwalowa.Pod postami z koncertu szybko pojawiły się komentarze. Jedni bronili Maryli i jej występu, inni nie zostawili na niej suchej nitki.
"Boże, ty widzisz i nie brzmisz, babcia ledwo stoi, o śpiewie zamilczę. Tragedia", "Babcia Rodowicz, pożal się Boże. Kto ją tak ubrał?", "Jej czas już minął", "Dorabia do emerytury", "Oglądałam występ z niesmakiem" — pisali sceptycy.
Inni odpowiadali, że Maryla ma prawo robić, co chce, i cieszyć się sceną:"To chyba dobrze, że śpiewa, co ma się modlić?", "Brawo pani Marylko", "Super".
