Miała 19 lat, ambitne plany i marzyła o karierze w medycynie. Pewnego sierpniowego poranka Daria Reluga z Gdańska wybiegła z domu na trening, z którego już nigdy nie wróciła. Dobę później miejscowy leśniczy odkrył w zaroślach zwłoki nastolatki. W sprawie brutalnego morderstwa pojawiło się wiele hipotez, a śledztwo pogrążyło się w serii fatalnych błędów. Choć minęło ponad trzydzieści lat, tożsamość sprawcy nadal pozostaje nieznana.
Tragiczny sierpień 1995 roku. Daria Reluga przed śmiercią pomogła ugasić pożar
Wtorek, 1 sierpnia 1995 roku, dla Darii Relugi z Gdańska zapowiadał się całkowicie zwyczajnie. Prymuska w swojej szkole średniej korzystała z wakacji przed rozpoczęciem studiów. Udało jej się dostać na Akademię Medyczną na kierunek biotechnologii, choć w kolejnym roku planowała ponownie aplikować na medycynę. Jej największym marzeniem było zostanie lekarzem. Była osobą bardzo aktywną, dlatego – jak każdego dnia – wcześnie rano wyszła pobiegać.
Podczas jednego z treningów natrafiła na pierwszą z niepokojących sytuacji, które wydarzyły się w tamtym tygodniu. Dziewczyna dostrzegła, że tuż przy ścieżce płonie runo leśne. Zdając sobie sprawę z zagrożenia, natychmiast przerwała bieg. Wróciła do domu, aby zadzwonić ze stacjonarnego telefonu do straży pożarnej i zgłosić pożar, zanim ogień zdąży się rozprzestrzenić.Niedługo po tym, jak zakończyła kąpiel po porannym treningu, usłyszała pukanie do drzwi. Przed wejściem stali strażacy, którzy zamiast od razu ruszyć do lasu, najpierw udali się do jej mieszkania. Chcieli upewnić się, że to ona zgłaszała pożar, i poprosili, by wskazała dokładne miejsce zdarzenia. Daria zaprowadziła ich do lasu i w ten sposób uczestniczyła w swojej pierwszej akcji gaśniczej. Po zakończeniu działań strażacy podziękowali jej za odpowiedzialną postawę. Był to pierwszy moment w tamtym feralnym tygodniu, gdy jej poranny trening mógł zakończyć się tragedią. Trzy dni później, w piątek 4 sierpnia, dziewczyna znów wyszła biegać i... tym razem nie wróciła.
Poranny trening i nagłe zaginięcie 19-latki z Gdańska. Policja zbagatelizowała sprawę
Daria opuściła mieszkanie około godziny 7 rano – wcześniej niż zwykle. Powodem była zaplanowana wizyta hydraulików. Chciała zdążyć z treningiem przed ich przyjściem. Około godziny 15 do domu przy ul. Bobrowej w Gdańsku wróciła jej mama, pani Grażyna. Szybko zauważyła, że córka wciąż nie wróciła z biegania. W mieszkaniu został jej plecak, bez którego – poza porannymi treningami – nigdzie się nie ruszała.
Kobieta natychmiast rozpoczęła poszukiwania. Po wykonaniu licznych telefonów okazało się, że Daria nie przebywa ani u znajomych, ani u rodziny. Około godziny 18 bliscy zgłosili sprawę policji, jednak funkcjonariusze początkowo odmówili przyjęcia zawiadomienia. Argumentowali, że dziewczyna jest pełnoletnia i należy odczekać 72 godziny.
Ojciec Darii, pan Dariusz, nie zamierzał biernie czekać. Razem ze znajomymi zorganizował poszukiwania na własną rękę. Dopiero po interwencji jednego z członków rodziny do akcji włączyła się policja. Około godziny 20.30 na miejsce dotarł przewodnik z psem tropiącym, czyli ponad 12 godzin od zaginięcia. Było to już za późno na skuteczne podjęcie tropu – psy potrafią wyczuwać zapach jedynie przez 8–10 godzin. Mimo to poszukujący ruszyli do lasu, sprawdzając trasy, którymi Daria zwykle biegała.
Zbrodnia w gdańskim lesie. Zwłoki Darii odkryto pod warstwą chrustu i paproci
Poszukiwania wznowiono 5 sierpnia wcześnie rano. Po około półtorej godziny przeszukiwania terenu leśniczy zauważył podejrzany stos chrustu. Na ułożonych gałęziach leżały paprocie, co wydało mu się nienaturalne. Natychmiast zawiadomił policję. Funkcjonariusze przyglądając się miejscu, dostrzegli wystającą spod gałęzi ludzką rękę.
Pod prowizorycznym przykryciem znajdowało się ciało Darii. Zwłoki 19-latki odnaleziono w lesie, zaledwie 300 metrów od jej domu i około 10 metrów od miejsca, które dzień wcześniej było już przeszukiwane z udziałem psów tropiących.
Dziewczyna była naga, a sekcja zwłok wykazała, że przed śmiercią została brutalnie zgwałcona. Sprawca udusił ją po ataku. W pobliżu ciała znaleziono zakrwawioną chusteczkę z obcym DNA, co mogło świadczyć o tym, że ofiara się broniła i zraniła napastnika. W pniu drzewa w pobliżu tkwił wbity kuchenny nóż, a na ziemi leżał wisiorek na skórzanym rzemyku.Jednym z kluczowych dowodów był włos znaleziony w pobliżu ciała. Niestety uległ zniszczeniu podczas transportu do laboratorium w Bydgoszczy. To nie jedyne uchybienie – nóż również został źle zabezpieczony, przez co potencjalne ślady zostały bezpowrotnie utracone. Ostatecznie jedynym wartościowym dowodem pozostało nasienie sprawcy zabezpieczone w ciele ofiary.
Śledztwo w sprawie zabójstwa Darii Relugi. Kierowca autobusu widział podejrzanych mężczyzn
Makabryczna śmierć młodej kobiety szybko stała się głównym tematem lokalnych mediów i wstrząsnęła mieszkańcami Trójmiasta. W przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się różne przypuszczenia, w tym także o możliwym seryjnym zabójcy. Część osób uważała, że Daria mogła zostać wybrana na ofiarę, ponieważ była rozpoznawalna w regionie – po zdaniu matury wystąpiła w lokalnej telewizji. Była młoda i atrakcyjna, co mogło przyciągnąć uwagę niebezpiecznej osoby.
Pojawiła się również teoria, że sprawca był przypadkowym napastnikiem, który wykorzystał okazję, widząc samotnie biegnącą kobietę. Sposób zabójstwa – uduszenie – mógł wskazywać, że początkowo planował jedynie napaść seksualną, jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Z tą hipotezą wiąże się relacja kierowcy autobusu linii 169. Mężczyzna zeznał, że w dniu zdarzenia rano, w pobliżu miejsca późniejszego odnalezienia ciała, na przystanku na żądanie wsiadło dwóch wyraźnie zdezorientowanych mężczyzn. Byli brudni i mieli na sobie igły drzew. Jeden z nich kupił bilet, jednak był tak zdenerwowany, że miał problem z jego skasowaniem.Na podstawie jego zeznań sporządzono portrety pamięciowe obu mężczyzn. Sprawa nabrała rozgłosu, gdy jedna z mieszkanek Gdańska zgłosiła, że dzień przed zabójstwem, 3 sierpnia, była zaczepiana przez dwóch nieznanych mężczyzn w okolicy swojego bloku.Napływały także kolejne sygnały. Jeden z mieszkańców Trójmiasta twierdził, że kilka dni wcześniej podczas spaceru jego narzeczona została zaatakowana przez nieznanego mężczyznę. Gdy wrócił i krzyknął, napastnik uciekł.
Zgubione akta i policyjne pomyłki. Dawid Serafin o śledztwie w sprawie 19-latki
Śledczy sprawdzili również jednego z sąsiadów, który – według relacji – mógł interesować się Darią. Miał kryminalną przeszłość, jednak jego DNA nie pasowało do materiału zabezpieczonego na miejscu zbrodni. Z czasem pojawiały się także spekulacje, że związek ze sprawą mógł mieć któryś ze strażaków biorących udział w akcji gaszenia pożaru kilka dni wcześniej. Tej teorii nigdy jednak nie potwierdzono. Hipotez było wiele, ale żadna nie przybliżyła śledczych do rozwiązania sprawy. Śledztwo od początku prowadzone było niedbale, a lista błędów – w tym zagubienie akt sprawy – jest bardzo długa.- To, co wiemy na pewno, to że Daria do tego lasu wbiegła i ktoś odebrał jej życie. Wszystkie inne rzeczy, które w tej sprawie się pojawiają, to są pewne hipotezy, teorie. I właściwie pytanie, kto zabił Darię pozostaje otwarte. Tego nie sposób ustalić, ponieważ pomiędzy rokiem 2001 a 2006 akta tej sprawy zaginęły - mówił dziennikarz śledczy, Dawid Serafin dla kanałów "Ślady Zbrodni".
Tajemniczy symbol w lesie. Kto postawił krzyż dla Darii Relugi?
Wkrótce po tragedii ojciec Darii natrafił w miejscu odnalezienia ciała na prowizoryczny krzyż i tabliczkę z napisem: „Daria Reluga. Zginęła śmiercią męczeńską” wraz z datami. Co istotne, miejsce to nie było znane publicznie – wiedzieli o nim jedynie najbliżsi, policja i leśniczy. Pojawiły się więc podejrzenia, że krzyż mógł pozostawić sprawcaPo latach ustalono jednak, że odpowiadała za to osoba z sąsiedztwa, znająca rodzinę. Badania DNA wykluczyły jej udział w zbrodni. Przyjęto, że był to gest upamiętnienia, a fakt, że krzyż znalazł się dokładnie w miejscu odnalezienia ciała, mógł być przypadkowy.
Zabójca Darii Relugi od 31 lat pozostaje nieuchwytny. Archiwum X szuka mordercy
W 2005 roku sprawę przejęli policjanci z Archiwum X, którzy do dziś ją analizują. Sprawdzili około stu osób i nadal weryfikują każdy trop.
Mija 31 lat od tragicznych wydarzeń w oliwskim lesie, a sprawca wciąż nie został zatrzymany. Jego DNA nadal znajduje się w policyjnych bazach, w tym w systemach Interpolu.
Każdy, kto posiada jakiekolwiek informacje dotyczące zdarzenia z 4 sierpnia 1995 roku, proszony jest o kontakt pod numerem 47 74 15 282 lub drogą mailową na adres: sekretariat.wds.kwp@gd.policja.gov.pl.