Grupa przeciwników rządu pojawiła się przed domem premiera Donalda Tuska w Sopocie. Zgromadzenie miało charakter protestu i — według służb — przebiegło spokojnie. Na sytuację zareagował osobiście szef rządu, który w tym czasie przebywał we Włoszech. O ocenę zdarzenia "Fakt" zapytał sopocką policję. — Zgromadziło się około 50 osób — relacjonuje rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Sopocie mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.
Do protestu doszło 7 maja, a premier odniósł się do niego we wpisie opublikowanym na platformie X, gdzie napisał: "Pikieta na placu zabaw dla dzieci pod oknami mojego rodzinnego mieszkania pod moją nieobecność to szczyt odwagi. Nawrocki i Kaczyński są pewnie dumni z bohaterskiej akcji swoich ludzi"."Fakt" zwrócił się do sopockiej policji z prośbą o komentarz dotyczący zgromadzenia. Funkcjonariusze potwierdzili swoją obecność na miejscu oraz to, że monitorowali przebieg wydarzeń.— Między godziną 17 a 18 z małym okładem odbyło się zgromadzenie związane z protestem — relacjonuje mł. asp. Radosław Jaśkiewicz.Na miejscu byli policjanci, którzy czuwali nad tym, żeby nie doszło do żadnych niebezpiecznych sytuacji. Całość przebiegła spokojnie, nie odnotowaliśmy żadnych zdarzeń generujących jakiekolwiek ryzyko informuje rzecznik sopockiej policji.
Jak dodaje, po godz. 18 uczestnicy zgromadzenia, liczącego około 50 osób, spokojnie się rozeszli.W czwartek (7 kwietnia) premier Donald Tusk przebywał na audiencji u papieża Leona XIV. Tego samego dnia po południu spotkał się w Rzymie z szefową włoskiego rządu Giorgią Meloni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz