Miała być walka ze stresem i zadaniami egzaminacyjnymi, a zrobiło się głośno o zdjęciach arkuszy krążących w internecie, unieważnionych maturach i możliwym śledztwie służb. Matura 2026 już w pierwszych dniach wywołała ogromne emocje. Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zabrał głos i jasno wskazał, co stoi za zamieszaniem: to nie „wyciek”, ale – jak podkreśla – „nieuczciwość egzaminacyjna”.
Tegoroczne matury zamiast spokojnego przebiegu przyniosły falę kontrowersji, która rozgrzała opinię publiczną do czerwoności. Najpierw zdjęcia arkusza z języka polskiego opublikowane w sieci chwilę po rozpoczęciu egzaminu. Następnie podobna sytuacja podczas matury z matematyki. W internecie znów zaczęły krążyć fotografie zadań egzaminacyjnych jeszcze przed oficjalną publikacją arkusza przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Pojawiły się pytania: czy doszło do przecieku? Czy egzaminy zostaną unieważnione? I kto za to odpowie?Dyrektor CKE Robert Zakrzewski w rozmowie z Radiem Eska stanowczo studzi emocje i prostuje pojawiające się w przestrzeni publicznej określenia.Dla ścisłości nie było żadnych wycieków, dlatego że tak jak jest napisane na pierwszej stronie każdego arkusza maturalnego, materiał jest tajny do momentu rozpoczęcia egzaminu maturalnego. I tak się stało wczoraj jak i dzisiaj. Materiał do godziny 9:00 pozostał materiałem i żadnych wycieków nie było. Pewnie pan mówi o nieuczciwości egzaminacyjnej wtedy, kiedy po godzinie 9:00 pojawiły się w sieci zdjęcia arkuszy arkuszy maturalnej. Jest to efekt tego, że ktoś wniósł na salę egzaminacyjną niedozwolone urządzenie, telefon komórkowy, smartwatch, urządzenie, które łączy się z internetem i prawdopodobnie zrobił zrobił zdjęcia. Mówimy o nieuczciwości nieuczciwości egzaminacyjnej – wyjaśnia.To właśnie wniesienie telefonu, smartwatcha czy innego urządzenia z dostępem do internetu na salę egzaminacyjną jest dziś w centrum całego zamieszania. Przepisy są w tej kwestii bezlitosne – każdy taki przypadek kończy się unieważnieniem egzaminu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz