My weterani kontroli ze wszystkich Instytucji, zgłoszeni do prokuratury za różne wymyślone czyny, bez funduszy na utrzymanie Zwierząt...tańczymy!
2026/02/12
POMAGAJMY DLA SWINEK Z GIENIUTKOWA
Eugeniusz - po prostu Świnia
Kochani! Ostatnio bardzo źle idą zbiórki Świnkom
Katarzyna G. odpowie za stalking? 30 mln za obrażanie Mai z Mławy i jej rodziny, ale to dopiero początek
Katarzyna G., matka głównego podejrzanego o zabójstwo Mai z Mławy, staje w obliczu kolejnej gigantycznej kary finansowej. Mowa o kwocie blisko 30 milionów złotych - tyle może zapłacić za uporczywe i obraźliwe wpisy skierowane przeciwko zmarłej i jej rodzinie. Pełnomocnik ojca 16-latki dr Wojciech Kasprzyk ujawnił w rozmowie z "SE", że jeśli kara finansowa nie powstrzyma kobiety, rozważą założenie sprawy karnej o stalking.
Jak wyjaśnia Wojciech Marek Kasprzyk, pełnomocnik Jarosława Kowalskiego, początkowo złożono wniosek o ochronę dóbr osobistych z zakazem publikowania. Sąd wydał postanowienie w zakresie zakazu, jednak Katarzyna G. je zignorowała.
- Dalej publikowała, więc złożyliśmy wniosek do sądu o ukaranie jej za nieprzestrzeganie zabezpieczenia sądu. Sąd rozpatrzył nasz wniosek, ale go oddalił – relacjonuje Kasprzyk. Wówczas rodzina zażądała 3 000 zł za każdy wpis.
Po zażaleniu do Sądu Apelacyjnego, ten zmienił postanowienie, orzekając, że ojciec Mai może wnioskować o 3 000 zł za każdą hejterską publikację, której dopuściła się matka Bartosza G.
Katarzyna G. dokonała ponad 10 000 wpisów, co daje zawrotną kwotę około 30 milionów złotych.
- Teraz będę chciał wyegzekwować te pieniądze. Złożę wniosek do sądu o egzekucję, bo zabezpieczenie jest prawomocne - apelacja zmieniła decyzję, więc nie przysługują już odwołania - zapowiada Kasprzyk.Osobno, 5 stycznia 2026 roku, Sąd Okręgowy w Płocku wydał wyrok, w którym uznał Katarzynę G.winną zniesławienia Mai i jej bliskich. Ma zapłacić rodzinie Kowalskich zadośćuczynienie w wysokości 150 tys. złotych oraz przeprosić ich publicznie za swoje haniebne zachowanie - w tym na łamach "Super Expressu". Została też obciążona kosztami sądowymi. Kobieta nie pojawiła się na żadnej z dwóch rozpraw.Wojciech Marek Kasprzyk nie kryje determinacji w dalszej walce o sprawiedliwość.
- Nie jest to niewydolność systemu – problemem jest uporczywe łamanie przez prawa – stwierdza w rozmowie z "SE".
Po uprawomocnieniu wyroku w sprawie naruszenia dóbr osobistych, pełnomocnik Kowalskiego rozważa założenie sprawy o stalking, co otworzy drogę do działań na płaszczyźnie karnej.
Na razie wyrok w sprawie dóbr osobistych nie uprawomocnił się, ponieważ Katarzyna G. złożyła wniosek o uzasadnienie wyroku i zwolnienie z kosztów za jego wydanie - słyszymy. Po przesłaniu przez sąd uzasadnienia będzie miała 14 dni na ewentualną apelację. Walka o sprawiedliwość dla Mai z Mławy i jej rodziny toczy się dalej, a konsekwencje uporczywego nękania mogą być dla Katarzyny G. znacznie poważniejsze niż tylko finansowe.
Co najmniej 50 dzieci skrzywdzonych w diecezji. Jest wstępny raport
Zidentyfikowaliśmy 29 osób podejrzanych o wykorzystanie seksualne dzieci w diecezji sosnowieckiej - powiedział w czwartek przewodniczący Komisji "Wyjaśnienie i Naprawa". Jej przedstawiciele złożyli do prokuratury osiem zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Wśród sprawców i podejrzanych są duchowni, ale też organista czy katecZidentyfikowaliśmy 29 osób oskarżonych, podejrzanych o wykorzystanie seksualne osób małoletnich w diecezji sosnowieckiej bądź związanych z tą diecezją - powiedział w czwartek przewodniczący Komisji "Wyjaśnienie i Naprawa" Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej, Tomasz Krzyżak.
Jak wyjaśnił, w tej grupie 23 osoby to duchowni przynależący do diecezji. Zidentyfikowano też cztery osoby świeckie: organistę, katechetę, kleryka i animatora wspólnoty dla młodzieży szkolnej. Dwie kolejne osoby to zakonnik i ksiądz, obaj związani z inną diecezją. Krzyżak powiedział, że sprawców stwierdzonych przestępstw ukarano w siedmiu przypadkach. W czterech wykazano, że domniemany sprawca nie żyje. W świeckich sądach toczą się sprawy dotyczące trzech kolejnych przypadków, a następnych 10 jest w trakcie badania. Zgłoszeń niepotwierdzonych - takich, w których nie stwierdzono przestępstwa - było pięć.
Jak poinformował przewodniczący, komisja złożyła zawiadomienia do prokuratury dotyczące podejrzenia przestępstw przez osiem osób, a w pięciu przypadkach w diecezji wszczęto "kanoniczne dochodzenia wstępne".- Te dochodzenia wstępne trwają (...). W kilku sprawach udało się prowadzącym to dochodzenie dotrzeć do osób pokrzywdzonych i z tymi osobami pokrzywdzonymi porozmawiać - powiedział Tomasz Krzyżak. Podkreślił, że podobne dochodzenia wszczęto w sprawach dotyczących nieżyjących już domniemanych sprawców - jedna z takich spraw sięga 1971 roku.
- To pokazuje rozmiar tej krzywdy dla osoby skrzywdzonej, która tłumi w sobie to wszystko, obwinia najczęściej siebie, a nie widzi tego, że to ta osoba dorosła ją skrzywdziła - zaznaczył przewodniczący.Spośród 19 księży, w przypadku których potwierdzono popełnienie przestępstwa seksualnego wobec osób małoletnich, ukaranych zostało sześciu. Dwóch wydalono do stanu świeckiego. Jeden otrzymał dożywotni zakaz posługi kapłańskiej i zakaz kontaktu z nieletnimi. Jeden ksiądz otrzymał czasowy zakaz pracy i kontaktu z dziećmi, które już nie obowiązują - komisja podkreśliła jednak, że nie pracuje on z osobami nieletnimi i nie ma na niego skarg. Jeden ukarany ksiądz otrzymał zakaz pojawiania się w parafii i zakaz kontaktu z dziećmi, a kolejny został już ukarany przez organy państwowe, ale procedura kanoniczna trwa.
W trakcie konferencji podkreślono, że komisja opierała się na dokumentach kurii sosnowieckiej od momentu jej powstania aż do 31 stycznia 2026. Członkowie komisji zaznaczyli, że nikt nie wpływał na to, czy dokumenty będą udostępnione i w jakiej formie, cały zasób archiwalny i bieżący był do dyspozycji komisji badaczy. Komisja badała między innymi teczki personalne księży (żyjących i zmarłych), korespondencja bieżącą, akta postępowań kanonicznych.Komisja sprawdziła całe archiwum diecezji sosnowieckiej i Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Sosnowieckiej, sprawdzano także dokumenty znajdujące się w IPN i akta postępowań prokuratorskich i sądowych, jeśli mogły one być udostępnione z uwagi na toczące się postępowania.
Sprawy były badane zarówno na gruncie prawa kanonicznego, jak i przepisów państwowych, w tym Kodeksu karnego.
"To nie czas obrony instytucji"
O zakończeniu pierwszego etapu prac Komisji "Wyjaśnienie i Naprawa" Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej poinformował 8 lutego biskup sosnowiecki Artur Ważny. "Ustalenia Komisji dotyczą krzywd wyrządzonych dzieciom i osobom bezbronnym przez osoby duchowne w naszej Diecezji. Jako wspólnota Kościoła przyjmujemy postawę ukorzenia, pamiętając, że Bóg zawsze staje po stronie skrzywdzonych" - przekazał w komunikacie hierarcha.
Przed spotkaniem z mediami treść pierwszej części raportu została przedstawiona w kurii diecezjalnej duchownym diecezji sosnowieckiej. Na godzinę 15 zaplanowana jest z kolei konferencja prasowa w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski, "zwołana w duchu odpowiedzialności wobec Kościoła i opinii publicznej"."To nie jest czas obrony instytucji, lecz czas obrony godności człowieka i wiary. Proszę o modlitwę za Osoby Skrzywdzone i za naszą wspólnotę. W przyszłą niedzielę, 15 lutego, skieruję do Was specjalny List Pasterski poświęcony drodze odnowy Kościoła" - zapowiedział biskup Artur Ważny.
Hierarcha podziękował też "członkom Komisji oraz wszystkim Osobom Skrzywdzonym oraz tym osobom i instytucjom, które miały odwagę współpracować w procesie dochodzenia do prawdy".
Apelowali do skrzywdzonych
Komisja "Wyjaśnienie i Naprawa" Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej powstała, aby wyjaśnić bulwersujące opinię publiczną zdarzenia z udziałem duchowieństwa tej diecezji. Powołał ją 26 października 2024 roku biskup sosnowiecki Artur Ważny.Po ukonstytuowaniu komisji władze diecezji apelowały do osób mających wiedzę na temat spraw będących przedmiotem jej prac o kontakt. Wskazywano, że członkowie komisji są gotowi do osobistych spotkań z osobami skrzywdzonymi, również w celu udzielenia pomocy duszpasterskiej, prawnej i psychologicznej.
Afery w diecezji sosnowieckiej
Raport komisji jest odpowiedzią na serię skandali, które wstrząsnęły diecezją sosnowiecką w ciągu ostatnich kilku lat. W marcu 2023 roku Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu wszczęła śledztwo dotyczące zabójstwa 26-letniego diakona przy domu katolickim przy ul. Kościelnej w Sosnowcu. Z ustaleń prokuratury wynika, że życia pozbawił go 40-letni ksiądz, oddając do niego sześć strzałów z rewolweru i zadając wiele ciosów nożem. Potem popełnił samobójstwo. Obaj duchowni pełnili posługę w bazylice katedralnej pw. Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu.We wrześniu 2023 roku do interwencji policji i pogotowia doszło w mieszkaniu księdza Tomasza Z. w parafii w Dąbrowie Górniczej. Duchowny usłyszał trzy zarzuty dotyczące przestępstw narkotykowych i jeden o charakterW październiku 2023 roku, w związku z narastającym kryzysem w diecezji, papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa sosnowieckiego Grzegorza Kaszaka. Jego miejsce zajął biskup Artur Ważny.Kolejny skandal wyszedł na jaw w marcu 2024 roku, kiedy służby interweniowały w mieszkaniu księdza Krystiana K. Znaleziono tam młodego mężczyznę - osobę świecką - bez oznak życia. Nie udało się go uratować. Ksiądz K. usłyszał później zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci w związku z podaniem pokrzywdzonemu - jak mówił prokurator - "różnych środków". Mężczyzna otrzymał też zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków. We wrześniu 2025 roku rozpoczął się proces Krystiana K.W listopadzie 2025 roku przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu ruszył proces 54-letniego księdza Ryszarda G., oskarżonego o trzy przestępstwa wobec małoletnich, w tym dwa o charakterze seksualnym. Duchowny został zatrzymany około pół roku wcześniej, po zawiadomieniu złożonym przez delegata biskupa sosnowieckiego ds. ochrony dzieci i młodzieży. Wszystkie zarzuty dotyczą zdarzeń z czerwca 2024 r. Jak podaje prokuratura, dwie pokrzywdzone w chwili popełnienia przestępstw na ich szkodę miały poniżej 15 lat.Z kolei w grudniu 2025 roku prokuratura poinformowała o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko księdzu Jackowi K., oskarżonemu o dziewięć przestępstw seksualnych. Ofiarami miało być siedem osób, które momencie popełniania przestępstw przez duchownego były nieletnie, a ksiądz miał wykorzystywać ich trudną sytuację.
Ksiądz Jacek K. był w gronie trzech mężczyzn, którzy zostali zatrzymani w październiku zeszłego roku na polecenie Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu. Oprócz niego ujęty został inny czynny ksiądz - Dariusz L. Wobec tego duchownego trwa już proces karny, w którym duchowny jest oskarżony o popełnienie dziewięciu przestępstw o charakterze seksualnym na szkodę dzieci.
Oprócz nich ujęty został też były ksiądz. Zarzuty mu stawiane dotyczyły okresu, kiedy był kapłanem i nie wiązały się z pedofilią - chodziło o oszustwa.
Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa w Sądzie w Aleksandrowie Kujawskim w sprawie znęcania się nad shih tzu Karolkiem.
Aborcje dziewczynek w Wielkiej Brytanii
Około 400 nienarodzonych dziewczynek mogło zostać pozbawionych życia w Wielkiej Brytanii wyłącznie ze względu na swoją płeć – wynika z analizy danych demograficznych z lat 2017–2021. Wskaźniki płci przy urodzeniu, odbiegające od norm biologicznych, wskazują na możliwe praktyki aborcji selektywnych, mimo że rząd brytyjski uznaje je za nielegalne.
W raporcie Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej z 2023 roku przeanalizowano dane demograficzne z podziałem na pochodzenie etniczne matek. Jak relacjonuje Right to Life News, szczególną uwagę zwrócono na przypadki kobiet pochodzenia indyjskiego, które wcześniej urodziły co najmniej dwoje dzieci. To właśnie w tej grupie oszacowano, że około 400 dziewczynek mogło paść ofiarą aborcji motywowanej płcią.
Spór o interpretację prawa
Dyskusję zaostrza stanowisko British Pregnancy Advisory Service (BPAS), jednej z największych organizacji aborcyjnych w kraju, wykonującej ponad 110 tysięcy aborcji rocznie. Na swojej stronie internetowej BPAS twierdzi, że brytyjskie prawo „milczy” w kwestii aborcji ze względu na płeć nienarodzonych dzieci i nie zakazuje ich wprost. Jak podaje Right to Life News, organizacja ta utrzymuje również, że w niektórych sytuacjach aborcja motywowana płcią dziecka może być uznana za uzasadnioną.
To stanowisko stoi w sprzeczności z oficjalnym podejściem rządu. Departament Zdrowia i Opieki Społecznej jasno wskazał, że aborcja selektywna ze względu na płeć jest w Anglii i Walii nielegalna, a podejrzenia takich działań powinny być zgłaszane policji.Dostęp do wczesnych testów a ryzyko nadużyć
W ramach Narodowego Systemu Zdrowia (NHS) informacja o płci dziecka zwykle nie jest przekazywana przed 18. tygodniem ciąży. Inaczej wygląda sytuacja w sektorze prywatnym. Dostępne są nieinwazyjne testy prenatalne, które pozwalają ustalić płeć dziecka już około 7. tygodnia ciąży. Krytycy podnoszą, że taka praktyka może ułatwiać podejmowanie decyzji o aborcji wyłącznie na podstawie płci nienarodzonego dziecka.
Do sprawy odniosła się Catherine Robinson z Right To Life UK. Jej zdaniem przekaz BPAS niesie poważne konsekwencje społeczne. Jak podkreśliła, publikowanie informacji sugerujących, że aborcja selektywna nie jest nielegalna, „ryzykuje normalizację takich praktyk i utrudnia kobietom stawienie oporu presji ze strony rodziny. Rząd musi działać niezwłocznie, wstrzymać finansowanie BPAS i wprowadzić wyraźny zakaz aborcji selektywnej”.Ta sprawa dotyka samego fundamentu godności człowieka. Selekcja dzieci ze względu na płeć oznacza bowiem, że wartość ludzkiego życia zostaje uzależniona od arbitralnych kryteriów, a najsłabsi – nienarodzone dziewczynki – pozostają bez jakiejkolwiek ochrony.
Gdzie są dziś te kobiety, które na czarnych marszach głośno domagały się „praw kobiet”, gdy setki dziewczynek mogły zostać pozbawione życia wyłącznie z powodu swojej płci?
Założył Grażynie worek na głowę. Po wszystkim zakopał ją w ogródku?! Szczegóły zbrodni porażają
Choć od zaginięcia Iwony Wieczorek minęło już 16 lat, jej sprawa wciąż budzi ogromne emocje i nadzieję, że prawda w końcu wyjdzie na jaw. Na Pomorzu były jednak przypadki, w których przełom przychodził dopiero po wielu latach. Jedną z takich spraw było zaginięcie Grażyny Ż., które dziesięć lat temu trafiło do policyjnego Archiwum X. To właśnie wtedy okazało się, że odpowiedź na pytanie - co się stało z gdańszczanką - znajdowała się znacznie bliżej, niż ktokolwiek by przypuszczał.
W styczniu bieżącego roku pojawiły się kolejne nowe ustalenia w śledztwie dotyczącym zaginięcia Iwony Wieczorek - jednej z najbardziej tajemniczych spraw w Polsce. Nowym, kluczowym tropem wskazywanym przez policję był biały fiat Cinquecento widziany nad ranem 17 lipca 2010 roku w rejonie Parku Reagana. Funkcjonariusze apelowali (i nadal apelują!) o kontakt do wszystkich, którzy posiadają jakąkolwiek wiedzę na temat tego samochodu.Choć od zaginięcia gdańszczanki minęło 16 lat, wielu ma nadzieję, że sprawa kiedyś się w końcu rozwiąże. A takie sytuacje miały już miejsce na Pomorzu! Wszystko dzięki pracy kryminalnych z Archiwum X. Dziesięć lat temu funkcjonariusze odnaleźli ciało zaginionej przed laty gdynianki, Grażyny Ż. Kobieta wyszła ze swojego domu z Rumii na zakupy. Nigdy już z nich nie wróciła.
Zaginęła, idąc do sklepu. Grażyna Ż. zostawiła telefon i przepadła bez śladu
Wydarzenia miały miejsce w 2009 roku. Podczas przygotowywania obiadu, Grażyna powiedziała mężowi, że na chwilę wyjdzie do sklepu. Gdy po upływie godziny nie wróciła do domu, rodzina zaczęła się niepokoić.
Grażynę zarejestrował sklepowy monitoring. Około godziny 14.30 na nagraniu widać było, jak odwiedza dział monopolowy. Kobieta od wielu lat zmagała się z chorobą alkoholową i kilkukrotnie podejmowała leczenie odwykowe. Po każdym powrocie z terapii starała się funkcjonować w trzeźwości, jednak po pewnym czasie nałóg ponownie dawał o sobie znać. Choroba okazywała się silniejsza. Tak było również feralnego dnia.ak relacjonuje Anna Strzelczyk w jednym ze swoich podcastów kryminalnych, Grażyna Ż. wyszła z domu, zostawiając telefon podłączony do ładowarki. Gdy nie wróciła ze sklepu, nie było możliwości skontaktowania się z nią. Następnego dnia, po bezskutecznych próbach ustalenia miejsca jej pobytu, rodzina rozpoczęła poszukiwania na własną rękę. Sprawdzano miejsca, w których mogła przebywać, odwiedzono sklep, gdzie była widziana po raz ostatni, a także kontaktowano się ze szpitalami, znajomymi i dalszą rodziną.
Policja szukała Grażyny Ż. w lasach. Dziwne zachowanie męża budziło podejrzenia
Ponieważ działania te nie przyniosły żadnych efektów, mąż zaginionej, Sławomir, zgłosił jej zaginięcie na policję. Powiadomił również stowarzyszenie ITAKA, zajmujące się poszukiwaniem osób zaginionych i wsparciem ich bliskich. W poszukiwania Grażyny szczególnie mocno zaangażowała się jej matka. W latach 2009-2013 aż pięciokrotnie kontaktowała się z jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim z Człuchowa - podaje twórczyni podcastu.Policja kilkukrotnie przeszukiwała lasy w Rumii i sąsiadującej jej Redzie. W większości poszukiwań brał udział mąż zaginionej, Sławomir. Na przestrzeni kolejnych lat uwagę policji zwrócił jednak fakt, że mężczyzna nie brał udziału w jednym z kluczowych poszukiwań — w którym udział brały psy tropiące. Z kolei innym razem, nie chciał przekazać jasnowidzowi ubrań żony, bo - jak twierdził - wszystkie wyprał.Sprawa jakiś czas później została umożona. Dopiero w 2016 roku przejęło ją gdańskie Archiwum X, które dokładnie przyjrzało się zeznaniom świadków i kluczowym dla sprawy wątkom. We wrześniu 2016 roku za zgodą prokuratora na posesji Sławomira, męża zaginionej, pojawili się policjanci wraz z ekipą techników kryminalistycznych z odpowiednim sprzętem do poszukiwania ludzkich szczątków. Ciało Grażyny odnaleziono zakopane w ziemi, w rogu posesji tuż przy ścianie garażu.
Sławomir przyznał się wówczas wyłącznie do ukrycia zwłok żony. Twierdził, że felernego dnia w 2009 roku jego Grażyna wróciła ze sklepu i zamknęła się w swoim pokoju. Tego faktu miał nie zauważyć przebywający w mieszkaniu ich 14-letni syn, zajęty grą komputerową. Sławomir Ż. twierdził, że niedługo później odnalazł żonę martwą, a powodem jej śmierci - w jego przekonaniu - było połączenie alkoholu z silnymi lekami na receptę. Mężczyzna miał wpaść w panikę i zamiast zgłosić zgon kobiety, zakopać jej ciało na terenie swojej posesji.Zeznania te pozostawały jednak w całkowitej sprzeczności z wynikami sekcji zwłok. W grobie wykopanym na posesji znajdowało się ciało kobiety, natomiast jej głowa była oddzielona i umieszczona osobno w worku foliowym.
Sławomir Ż. skazany! Udusił żonę workiem i zakopał na posesji?
Jak podaje Anna Strzelczyk w swoim podcaście, na dysku twardym komputera Sławomira Ż. zabezpieczono materiały pobrane z internetu. Były to zdjęcia przedstawiające dwuznaczne akty, na których zakneblowane kobiety były podduszane za pomocą worków foliowych zakładanych na głowę. Dodatkowo w historii przeglądarki znaleziono strony, które przeglądał oskarżony. Dotyczyły m.in. mechanizmów duszenia człowieka.
Jak się okazało, Grażyna Ż. opowiedziała kilku osobom o tym, że mąż kilkukrotnie ją wykorzystał, a przy tym podduszał m.in. za pomocą poduszki i worka foliowego zakładanego na głowę.Biegli założyli, że kobieta zginęła właśnie w wyniku uduszenia, poprzez założenie na głowę worka foliowego, który został odnaleziony wraz z ciałem 41-latki. Jednak z uwagi na stan rozkładu zwłok nie udało się ustalić dokładnego przebiegu zdarzenia.
W 2018 roku Sławomir Ż. został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Dwa lata później Sąd Apelacyjny w Gdańsku obniżył wyrok Sądu Okręgowego i skazał mężczyznę na karę 15 lat pozbawienia wolności.
9 tysięcy indyków zabitych. Nowe ogniska ptasiej grypy w Zachodniopomorskiem
Służby weterynaryjne alarmują: wysoce zjadliwa grypa ptaków nie odpuszcza. Nowe ogniska choroby wykrywane są zarówno w hodowlach, jak i wśród dzikiego ptactwa. W niektórych miejscach skala zjawiska jest już bardzo poważna.Od końca stycznia w całej Polsce potwierdzono 12 kolejnych ognisk wysoce zjadliwej grypy ptaków. Jedno z nich wykryto w miejscowości Szadzko w powiecie stargardzkim – informuje Maciej Prost, Wojewódzki Lekarz Weterynarii.„Mieliśmy ognisko choroby – i ono wciąż formalnie nie zostało wygaszone – jednak drób w powiecie stargardzkim został już zlikwidowany. Na tym terenie wyznaczono obszar zapowietrzony oraz zagrożony.”
Na terenie zakażonej farmy zabito 9 tys. indyków. Wyznaczenie stref zapowietrzonej i zagrożonej oznacza dodatkowe restrykcje oraz ścisły nadzór nad przemieszczaniem drobiu i produktów pochodzenia zwierzęcego.Wirus rozprzestrzenia się również wśród dzikiego ptactwa. W Szczecinie wprowadzono ograniczenia dla hodowców drobiu – informuje Ewa Rutkowska, Powiatowa Lekarz Weterynarii.Ograniczenia zostały wprowadzone na terenie gminy Miasto Szczecin, w osiedlach Dąbie oraz Płonia. W związku z wystąpieniem ptasiej grypy wprowadziliśmy dla właścicieli drobiu zakaz dostępu do obszarów wodnych oraz zakaz wypuszczania drobiu na tereny otwarte. Przypadki ptasiej grypy u zwierząt dzikich dotyczą między innymi kormoranów, czapli oraz kaczek krzyżówek. Obecnie obserwujemy masowe padnięcia ptaków, a badania są w toku. Dotychczas potwierdzone przypadki odnotowano w Dąbiu i Płoni.”Sytuacja jest poważna również w powiecie gryfińskim. Tam znaleziono 34 martwe łabędzie, a w ostatnich dniach zebrano 129 kormoranów, które padły w rejonie elektrowni Dolna Odra.Służby weterynaryjne apelują do hodowców o bezwzględne przestrzeganie zasad bioasekuracji. Każdy przypadek podejrzenia choroby powinien być niezwłocznie zgłaszany odpowiednim służbom. Wysoka zjadliwość wirusa sprawia, że nawet pojedyncze ognisko może w krótkim czasie doprowadzić do poważnych strat w hodowlach.
Sejm opublikował oficjalny komunikat ws. Czarzastego! Bardzo poważne oskarżenia
Sejm wydał oficjalne oświadczenie w odpowiedzi na medialne doniesienia dotyczące ankiety bezpieczeństwa Marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego. Komunikat stanowczo odpiera zarzuty, tłumacząc, że w przypadku osoby na tak wysokim stanowisku obowiązują znacznie bardziej rygorystyczne procedury weryfikacyjne niż te zawarte w standardowych ankietach. Padają w nim również poważne oskarżenia.W oficjalnym komunikacie Sejm odniósł się do kwestii wypełniania ankiety bezpieczeństwa przez wicemarszałka Włodzimierza Czarzastego. Jak podkreślono, oczekiwanie od Marszałka Sejmu wypełnienia standardowej ankiety jest niezrozumieniem obowiązujących procedur, wynikającym z braku wiedzy lub celowym wprowadzaniem opinii publicznej w błąd. Zgodnie z oświadczeniem, Marszałek Sejmu podlega stałej i intensywnej kontroli, która wykracza poza zakres ankiet. Jako osoba mająca dostęp do informacji ściśle tajnych i pozostająca pod stałą ochroną kontrwywiadowczą, Marszałek Czarzasty jest weryfikowany w sposób ciągły.Co więcej, Sejm zaznacza, że sam Marszałek Czarzasty poprosił o dodatkową weryfikację swoich kontaktów przez służby specjalne, uzyskując potwierdzenie braku jakichkolwiek zastrzeżeń. Informację tę publicznie potwierdził koordynator ds. służb specjalnych, Tomasz Siemoniak. Komunikat wyjaśnia, że Marszałek Sejmu nie wypełnia standardowych ankiet, ponieważ są one przeznaczone dla osób z niższym poziomem dostępu do informacji niejawnych. W przypadku próby weryfikacji w tym trybie, ABW byłaby zobowiązana odmówić, zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych.Sejm podkreśla, że weryfikacja osoby zajmującej tak wysokie stanowisko odbywa się na bieżąco i w czasie rzeczywistym, a wszelkie potencjalne zagrożenia kontrwywiadowcze są natychmiast raportowane. W przypadku istnienia jakichkolwiek problemów, koordynator służb nie wydałby pozytywnej opinii, a dostęp do tajnych informacji zostałby ograniczony.
Recepta na tragedię. Jak doktor M. zarabiał na uzależnionych
Miał wystawiać recepty na masową skalę, bez badania pacjentów. Aresztowano go w związku ze śledztwem dotyczącym zorganizowanej grupy przestępczej. Mimo to lubelski lekarz Piotr M. nadal ma aktualne prawo wykonywania zawodu. Takich "receptomatów", wypisujących recepty na leki uzależniające, są w Polsce dziesiątki.
- W kwietniu 2025 r. pacjenci Szpitala Nowowiejskiego w Warszawie odurzali się lekami. Jeden z nich, Maciej Bubel, zmarł. Podążyliśmy śladem lekarza, dzięki któremu środki odurzające dostawały się na teren szpitala.Noc z 11 na 12 kwietnia 2025. Pacjenci szpitala psychiatrycznego w centrum Warszawy robią na oddziale "imprezę" - rozmawiają, oglądają filmy, zażywają leki. Te, które dostali w szpitalu, mieszają z tabletkami, które jednej z pacjentek udało się przemycić na oddział. Jest też metadon w syropie.
Nad ranem pielęgniarze reanimują 38-letniego Macieja i 22-letniego Adama, u których doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Inna uczestniczka "imprezy" podejmuje próbę samobójczą, tnąc się od stóp do głów. Tłumaczy później, że po lekach coś jej "strzeliło do głowy".Adam prosto ze szpitala trafia na komisariat. Tam znowu się "zatrzymuje", ale i tym razem udaje się go odratować. Tymczasem w szpitalu pielęgniarze przykrywają ciało 38-letniego Macieja Bubla.Przedstawiliśmy w nim historię śmierci Macieja Bubla w Szpitalu Nowowiejskim i problem ze środkami psychoaktywnymi nielegalnie dostarczanymi na oddziały psychiatryczne. Dotarliśmy do informacji, które wskazują, że zgonów spowodowanych zażywaniem różnych leków i narkotyków podczas hospitalizacji było więcej. Problem dotyka większości szpitali psychiatrycznych w Polsce. Personel jest bezradny. Nie ma narzędzi, by walczyć z procederem. Lekarze wskazują, że przyczyną wielu problemów jest działalność "receptomatów".
"Receptomat" to lekarz, który przepisuje leki. Uzależniające, narkotyczne, jakie tylko pacjent sobie zażyczy. Doktor nie pyta o dolegliwości, nie prowadzi wywiadu medycznego. Wszystko jest kwestią ceny. Tak do Szpitala Nowowiejskiego trafiły leki, którymi zatruli się pacjenci.Niedługo przed śmiercią Bubla jedna z pacjentek, Monika, wysyła SMS do "Pielęgniarki4". "Potrzebuję recepty" - pisze kobieta, która sama walczy z uzależnieniem od leków i alkoholu. Przesyła blikiem 300 złotych na podany numer. W zamian dostaje e-receptę na silne opioidy i antydepresanty.otem jeszcze SMS do znajomego taksówkarza. Ten odbiera lek w aptece i przywozi do szpitala. Udając wujka wchodzi do sali widzeń i dostarcza Monice paczkę cukierków. W środku są zamówione leki.
"Pielęgniarka4", do której pisze Monika, to Piotr M. 52-letni lekarz z Lublina. Ma doktorat i specjalizację z medycyny nuklearnej. Nie ma za to oporów, żeby wpędzać "pacjentów" w uzależnienie od leków psychotropowych.
Monika prosi o morfinę. Chce też załatwić sobie opioidy i oszukać Narodowy Fundusz Zdrowia na kilkaset złotych. Nie pierwszy raz.
Monika: "A może mi doktor wypisać z refundacją? Jakiś czas temu wypisał doktor z refundacją" .Piotr M.: "Postaram".
Lekarz przesyła kod odbioru recepty oraz PESEL 69-letniej pani Marty z Warszawy, której przysługują darmowe leki dla seniorów. Monika nic więcej o niej nie wie. Zapewne kobieta choruje i ma wskazania do stosowania morfiny. Najprawdopodobniej nie ma pojęcia, że ktoś posługuje się jej danymi. Zdarza się, że apteka weryfikuje dane z recepty, dlatego Monika prosi:
"Może doktor dokładny adres podać? Ostatnio pytali o adres".
Piotr M. bez wahania pisze Monice, gdzie mieszka pani Marta.