2026/03/25

Śmierć Leona i Lenki w pożarze pod Piłą. Wiadomo, kiedy sekcja zwłok dzieci!

 Cały kraj żyje dramatycznymi wydarzeniami z Wysokiej koło Piły, gdzie w wyniku pożaru mieszkania śmierć poniosło dwoje rodzeństwa – półtoraroczny Leon oraz trzyletnia Lenka. Służby intensywnie pracują nad rozwikłaniem zagadki tej tragedii, a na czwartek wyzn


aczono termin badań sekcyjnych ciał zmarłych maluchów.

Dramat w Wysokiej. Ewakuacja przed przyjazdem służb

Wtorkowy pożar z 24 marca w miejscowości Wysoka pod Piłą nadal wstrząsa opinią publiczną. W objętym ogniem lokalu zginęło dwoje maluchów: zaledwie półtoraroczny Leon oraz jego trzyletnia siostra Lenka. Tragiczne wydarzenia rozpoczęły się tuż po godzinie 8:00 rano, a przybyli na miejsce strażacy błyskawicznie przystąpili do działań ratowniczych. Choć część lokatorów zdołała ewakuować się z obiektu zanim nadjechały służby, to dwoje dzieci zostało wyniesionych z zadymionego pomieszczenia w stanie pełnej nieprzytomności.Natychmiast podjęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Niestety, po około godzinie lekarz z załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego stwierdził zgon dzieci - mówił Martin Halasz z Państwowej Straży Pożarnej.

Matka Leona i Lenki uciekła przez okno. Trwa dochodzenie

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przerażone maluchy prawdopodobnie szukały ratunku przed płomieniami w domowej łazience. Z kolei ich 24-letnia matka zdołała ewakuować się z płonącego lokum skacząc przez okno, po czym z symptomami zatrucia gazami pożarowymi została przetransportowana do placówki medycznej. Wiadomo również, że poszkodowana rodzina stała się najemcami tego mieszkania stosunkowo niedawno.

Postępowanie wyjaśniające w związku z tym koszmarnym zdarzeniem nadzorują obecnie śledczy z chodzieskiej prokuratury. Na czwartek, 26 marca, wyznaczono termin przeprowadzenia autopsji obu ciał, co pozwoli precyzyjniej wskazać bezpośrednie przyczyny tego dramatu.

Przedstawiciele organów ścigania dodają, że nieustannie zabezpieczają ślady, planują przesłuchania kolejnych świadków oraz wnikliwie weryfikują całą dokumentację techniczną budynku.

Zwarcie instalacji powodem pożaru? Zniszczone mieszkanie

Jednym z głównych wątków branych aktualnie pod lupę przez detektywów jest potencjalne zwarcie w sieci elektrycznej, które mogło zainicjować pojawienie się ognia. Niemniej jednak kategoryczne wnioski zostaną sformułowane dopiero w momencie, gdy swoimi opiniami podzielą się powołani eksperci, a całe dochodzenie dobiegnie końca.

Ratownikom ostatecznie udało się stłumić płomienie, ale żywioł doszczętnie strawił między innymi kuchenne pomieszczenie oraz korytarz w lokalu, w którym pojawiło się zarzewie ognia. Dla krewnych zmarłych dzieci oraz całej lokalnej społeczności z Wysokiej jest to gigantyczna tragedia, o której bardzo trudno będzie zapomnieć w nadchodzącym czasie.


Szok w Małopolsce: Matka wyjechała za granicę, opiekę nad dziećmi przejął 12-latek!

 Policjanci z Myślenic inte


rweniowali w sprawie dzieci pozostawionych bez opieki. Matka wyjechała za granicę, a troje małoletnich rodzeństwa, w tym dwójka dziewięciolatków, zostało pod nadzorem 12-letniego brata. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego.Wstrząsająca historia z powiatu myślenickiego obiegła media, rzucając światło na trudne realia opieki nad dziećmi. Policjanci, wezwani do jednego z domów, odkryli, że troje małoletnich dzieci zostało bez opieki dorosłego. Sytuacja nabrała dramatyzmu, gdy okazało się, że matka wyjechała za granicę, a odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo spadła na barki zaledwie 12-letniego chłopca.

Interwencja Policji w Myślenicach: Niepokojące Zgłoszenie

W czwartek, 19 marca, funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Myślenicach otrzymali zgłoszenie, które natychmiast wzbudziło ich niepokój. Informacja wskazywała, że w jednym z domów na terenie powiatu myślenickiego mogą przebywać dzieci pozostawione bez nadzoru osoby dorosłej. Tego typu zgłoszenia zawsze traktowane są priorytetowo, dlatego mundurowi niezwłocznie udali się pod wskazany adres, aby zweryfikować sytuację.

Dwójka dziewięciolatków sama w domuPo dotarciu na miejsce, do drzwi domu zapukała policja. Otworzyła im dwójka dzieci – bliźniaki, oboje w wieku dziewięciu lat. Rozmowa z nimi szybko ujawniła zaskakujące fakty. Dziewięciolatki opowiedziały, że ich mama wyjechała z koleżanką za granicę i miała wrócić za kilka dni. Co więcej, przekazały, że opiekę nad nimi sprawuje ich starszy, 12-letni brat, który w chwili interwencji nie przebywał w domu. Funkcjonariusze ustalili, że w domu mieszka matka z trójką dzieci: dwoma dziewięciolatkami i dwunastolatkiem.

Matka za granicą, ojciec nieobecny: Rodzinna układanka

Dzielnicowi, którzy pozostali na miejscu, aby sprawować opiekę nad dziećmi i wyjaśnić okoliczności, szybko ustalili, że ojciec dzieci nie mieszka razem z  rodziną. To dodatkowo skomplikowało sytuację, ponieważ oznaczało brak drugiego rodzica, który mógłby natychmiast przejąć opiekę. Policjanci podjęli działania mające na celu skontaktowanie się z innym członkiem  rodziny, który mógłby zaopiekować się małoletnim

Babcia przejmuje opiekę, 12-latek potwierdza

Na szczęście udało się skontaktować z babcią dzieci, która, świadoma powagi sytuacji, niezwłocznie przybyła na miejsce zdarzenia. Przejęła ona opiekę nad wnukami, zapewniając im bezpieczne środowisko. W międzyczasie do domu powrócił również 12-letni chłopiec. Potwierdził on relację młodszego rodzeństwa, wskazując, że matka faktycznie wyjechała za granicę, a on miał sprawować nad nimi opiekę.

Kwestia bezpieczeństwa i przyszłość rodziny

Funkcjonariusze dokładnie sprawdzili stan dzieci. Ustalono, że nie były one w żaden sposób zagrożone, nie nosiły śladów zaniedbania, a ich stan fizyczny i psychiczny nie budził zastrzeżeń. To ważna informacja, która świadczy o tym, że 12-latek, mimo młodego wieku, starał się wypełnić powierzone mu zadanie. Niemniej jednak, pozostawienie tak młodych dzieci pod opieką innego małoletniego jest sytuacją niedopuszczalną z punktu widzenia prawa i bezpieczeństwa.

„Mimo to, mając na uwadze dobro małoletnich, sprawa zostanie udokumentowana, a stosowne materiały zostaną przekazane do sądu rodzinnego celem dalszej oceny sytuacjiopiekuńczej” – przekazała Policja Małopolska.Decyzja o przekazaniu sprawy do sądu rodzinnego jest standardową procedurą w tego typu przypadkach. Sąd będzie miał za zadanie szczegółowo ocenić sytuację opiekuńczą w  rodzinie i podjąć odpowiednie kroki, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój. Może to obejmować nadzór kuratora, a w skrajnych przypadkach nawet ograniczenie praw rodzicielskich, choć w tym przypadku, biorąc pod uwagę brak bezpośredniego zagrożenia, prawdopodobnie skupi się na wsparciu i monitorowaniu rodziny.

BOCIANY

 










 

Organista "przeprowadzał badania uczniów". Usłyszał zarzuty, został aresztowany

 Prokuratura zajmuje się sprawą mężczyzny, który twierdził, że przeprowadza badania okresowe dzieci w jednej ze społecznych szkół katolickich na Śląsku. Policja zatrzymała 21-latka. Usłyszał zarzuty wykorzystania seksualnego sześciorga dzieci poniżej 15. roku życia. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące.Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wszczęła śledztwo w sprawie doniesień o "badaniach okresowych dzieci" w jednej ze społecznych szkół katolickich w województwie śląskim, w czasie których mogło dojść do wykorzystania seksualnego uczniów. Zawiadomienie do prokuratury złożyła dyrekcja szkoły.

- Ze względu na wagę sprawy śledztwo zostało przejęte przez wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie - powiedział we wtorek TVN24 prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik tej prokuratury. 

Złożył szkole propozycję, że wykona bilanse dzieci

Jak mówili informatorzy lokalnej gazety, która jako pierwsza opisała tę historię, młody mężczyzna - dobrze znany w szkole organista z miejscowej parafii - w związku z tym, że jest studentem kierunku medycznego, złożył szkole propozycję, że wykona bilanse dzieci w ramach praktyk studenckich. Dzieci powiedziały potem rodzicom, że organista zmusił je do rozbierania się i je dotykał.Dyrektorka szkoły powiedziała w rozmowie z lokalną gazetą, że do zdarzenia doszło przed feriami.

Mężczyzna został zatrzymany

Prokurator Tomasz Ozimek powiedział, że policjanci zatrzymali 21-letniego mężczyznę, który przebywał na terenie jednego z miast w województwie śląskim.

- Obecnie trwają intensywne czynności procesowe polegające na przesłuchiwaniu świadków, a także przeszukaniu szeregu pomieszczeń, co ma na celu zabezpieczenie dowodów w tej sprawie. W toku tego śledztwa prokuratura będzie badać przestrzeganie procedur dotyczących ochrony małoletnich w szkole - stwierdził we wtorek prokurator.

Ma zarzuty, nie przyznał się do winy

Następnego dnia 21-latek usłyszał zarzuty. Chodzi o wykorzystanie sześciorga dzieci.Zgodnie z Kodeksem karnym takie zachowanie sprawcy wobec osoby małoletniej poniżej 15 lat jest kwalifikowane jako zbrodnia zgwałcenia, która jest zagrożona karą pozbawienia wolności od pięciu do 20 lat, albo nawet karą dożywotniego pozbawienia wolności - powiedział w środę prokurator Tomasz Ozimek.

Dodał, że mężczyzna w trakcie przesłuchania nie przyznał się do winy, złożył jednak obszerne wyjaśnienia.

- Z uwagi na konieczność ochrony małoletnich pokrzywdzonych nie mogę ujawnić szczegółów - zaznaczył prokurator.

To student ratownictwa medycznego

Reporter Jerzy Korczyński powiedział na antenie TVN24, że mężczyzna jest studentem ratownictwa medycznego. Z informacji przekazywanych przez prokuraturę wynika, że w programie nauczania nie było punktu mówiącego o potrzebie przeprowadzania takich badań wśród uczniów.- Była to tylko i wyłącznie inicjatywa samego 21-letniego mężczyzny. Stąd też prokuratorzy chcą się przyjrzeć zachowaniu dyrekcji szkoły, która zgodziła się na przeprowadzenie takich badań - zaznaczył nasz reporter.

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o zastosowanie wobec 21-latka środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu. Sąd zgodził się z wnioskiem i aresztował podejrzanego na trzy miesiące.