2026/01/23

Tamponada w Oleśnicy: dzieci umierały od igły w serce. Aborterzy zafascynowani!

 

Współpracownicy Gizeli Jagielskiej z Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy zdradzili, że w trakcie późnych aborcji niektóre maleństwa umierały jeszcze przed wstrzyknięciem chlorku potasu. Wystarczyło, że w ich serduszka wbito igłę, która wywołała wylew krwi do worka osierdziowego.

Mechanizm wykrwawienia serca na śmierć nazywa się tamponadą. Tamponada doprowadziła w części przypadków do natychmiastowego zgonu dzieci (a szpital nie musiał już używać trucizny, by doprowadzić morderczą procedurę do końca). Jak zareagowali na to aborterzy? Zaciekawieniem i fascynacją!„Część dzieci, o czym było mówione też w Oleśnicy, umierała nie z powodu podania chlorku potasu, bo to też chwilę trwa, tylko w mechanizmie tamponady przekłutego serca, które krwawiło. Serce musi się skurczyć i rozkurczyć. Jeżeli worek, w którym jest serce, zaczyna się wypełniać krwią, to w pewnym momencie to serce się nie rozkurczy” – relacjonował jeden ze świadków. 

Czyli dziecko umierało szybciej. I bez konieczności zużywania porcji trucizny.Przebieg tego, że serce krwawi na tyle, że może dojść do tamponady, w Oleśnicy był odebrany jako coś bardzo ciekawego” – słyszymy w reportażu „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”. Śmierć malutkich dzieci najwyraźniej nie wzbudzała w aborterach żadnego współczucia. Tylko ciekawość i fascynację. Może myśleli, że wynaleźli kolejną metodę aborcji? Bez konieczności zamawiania trucizny, bez większego wysiłku?

Zawodowo zabijasz dzieci? Posłuchaj! Jest nowa, świetna metoda mordowania: wystarczy wbić w serce malucha igłę i poczekać, aż worek osierdziowy wypełni się krwią. Ciekawe, czy aborterzy, którzy widzą śmierć dziecka z powodu tamponady, mówią sobie pod nosem: ,,trudno, taka praca!”….Nie bądź obojętny!  Wspieraj działania Fundacji! Jeśli uważasz, że to co robimy, jest dobre i słuszne, pomóż to kontynuować! Nawet niewielkie wpłaty mają znaczenie. Numer konta: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Urodzenie żywe z aborcji w Oleśnicy. Świadkowie o reakcji Jagielskiej
Za nami premiera filmu dokumentalnego „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”. Osoby współpracujące z byłą dyrektor ds. medycznych w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy opowiedziały w nim o kulisach krwawej działalności aborterki traktowanej przez środowiska lewicowe i feministyczne jak bohaterkę. Jednym z najbardziej wstrząsających wątków poruszonych w reportażu są żywe urodzenia z aborcji. Oficjalnie oleśnicki szpital na zapytanie, czy miał żywe urodzenia z aborcji odpowiadał, że nie  było takich zdarzeń. Jednak położna, która widziała zabijane dzieci, oCo na to Gizela Jagielska? Nie tylko nie udzieliła dziecku pomocy, ale poleciła położnym wyłączyć lampę dającą ciepło i światło, by maluszek szybciej umarł.powiedziała o maluchu, który niespodziewanie urodził się żywy na jej dyżurze.Co na to Gizela Jagielska? Nie tylko nie udzieliła dziecku pomocy, ale poleciła położnym wyłączyć lampę dającą ciepło i światło, by maluszek szybciej umarł.W szpitalu w Oleśnicy pod rządami Gizeli Jagielskiej aborcje były na porządku dziennym. Także te późne. Jedna z tzw. terminacji ciąży w około 23 tygodniu, czyli szóstym miesiącu od poczęcia zakończyła się niestandardowo. Dwóm położnym, które pełniły dyżur w trakcie tego zdarzenia, powiedziano, że maluch otrzymał zastrzyk w serce z chlorku potasu i urodzi się martwy, mają odebrać poród dziecka, które już i tak nie żyje. Jednak po aborcji okazało się, że dziecko żyje. Położne owinęły noworodka w pieluchy i zabrały go do specjalnego ogrzewanego kącika. Włączyły też lampę-promiennik ciepła, żeby dziecko nie zmarzło.

Ten naturalny ludzki odruch wobec bezbronnego maleństwa nie spodobał się jednak Gizeli Jagielskiej. Gdy położne zawiadomiły ją, co się stało i zapytały, co robić,aborterka „przyszła do kącika noworodka i z takim uśmiechem mówi ‘no po co zapalacie tę lampę?’ Zgaście ją, będzie zimniej, szybciej odejdzie. (…) I wyszła – co jest zatrważające – z takim śmiechem na ustach”. Odkryte i pozbawione ogrzewania dzieciątko szybko przestało się ruszać. Umarło porzucone, nie zaznawszy ciepła ani światła.

Kim trzeba być, żeby najpierw wbić w serce malucha igłę z trucizną, a gdy okazało się, że mimo zastrzyku dziecko nadal żyje, świadomie nie udzielić mu pomocy? I w dodatku skazać na samotną śmierć w zimnie i ciemności? W Oleśnicy nie tylko nie udzielono żywemu dziecku pomocy medycznej, ale także znęcano się nad nim, odbierając mu nawet komfort cieplny, gdy umierało! Osoba, która tak postępuje, nie zasługuje na miano lekarza. Ciężko nawet nazwać ją człowiekiem!Postępowanie aborterki z Oleśnicy to olbrzymie okrucieństwo. Wieść o nim wzbudza w każdym normalnym człowieku szok i niedowierzanie. A także ogromny gniew. Bo to oczywiste, że osoba, która dopuszcza się takich zbrodni, powinna spędzić resztę życia w więzieniu. A nie chodzić wolno, dalej wykonywać zawód ginekologa i w dodatku odbierać nagrody za swe rzekome zasługi.

Aborcja nie jest niestety w Polsce całkowicie zakazana. Dodatkowo tzw. przesłanka psychiatryczna powoduje, że wiele pacjentek – i lekarzy – omija prawo. Pod pretekstem rzekomego zagrożenia zdrowia psychicznego matki zabija się dzieci – de facto na żądanie. Zbrodnicza procedura bywa przeprowadzana także pod koniec ciąży. Jednak nawet według tego niedoskonałego prawa, gdy w wyniku późnej aborcji przyjdzie na świat żywe dziecko, nie wolno go pozostawić naśmierć, a tym bardziej nie wolno podejmować działań, aby szybciej zmarło. Bo to jest po prostu dobijanie pacjenta. Nie wolno nie udzielić pomocy.

Prokuratura została już zawiadomiona o sprawie. Czekamy na uczciwe postępowanie i zarzuty dla Jagielskiej                                                                                   Nie bądź obojętny!  Wspieraj działania Fundacji! Jeśli uważasz, że to co robimy, jest dobre i słuszne, pomóż to kontynuować! Nawet niewielkie wpłaty mają znaczenie. Numer konta: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

 


 Pierwsze dziecko urodzone na SOR-ze już za nami.

Piekło kobiet właśnie się zaczęło.
Według najnowszych danych (2023-2025), wskaźnik umieralności matek w Polsce wynosi ok. 2 na 100 tys. żywych urodzeń – jeden z najniższych w Europie (średnia UE ok. 5-10). Umieralność niemowląt: ok. 2,7-4,2 na 1 tys. żywych urodzeń, poniżej średniej UE (ok. 3,3-4).
Zamykanie oddziałów porodowych (w 2025 zamknięto 26) może zwiększyć dystans do opieki, opóźnić interwencje i podnieść ryzyko powikłań, co wg badań grozi wzrostem tych wskaźników, zwłaszcza na wsi.
W 2025 zamknięto 26 oddziałów porodowych.
NIE CHCE SIE POWTARZAC ALE TUSK TAK NIENAWIDZI POLAKOW ZE ZROBI WSZYSTKO ZEBY BYLO NAS JAK NAJMNIEJ . Bo porody na SOR to totalna porazka. I kobiety i dzieci sa zagrozone bo tu nie ma zadnej opieki a lekarz z SOR nie ma zielonego pojecia o porodach . Poza tym zajety jest pacjentami z wypadkow , roznych przypadkow i nie ma czasu na poloznice. Jest jedna polozna i to tyle . Ale jak cos sie zacznie dziac to kaplica .No coz Tusk bardzo dobrze o tym wie ale ma to w dupie.

 




 


GIF ostrzega przed opioidami z internetu. "Zaczyna się od legalnej recepty"

 Nielegalny handel lekami, nadużycia przy wystawianiu recept i fałszywe preparaty sprzedawane w internecie należą do największych zagrożeń zdrowia publicznego – powiedział PAP główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak. Proceder zaczyna się często od legalnej recepty, a kończy na czarnym rynku.

  • Leki, głównie silne opioidy, są legalnie przepisywane i realizowane w aptekach, a następnie sprzedawane w internecie z wielokrotnym zyskiem, często w ramach zorganizowanych grup przestępczych.
  • W Polsce z powodu nielegalnych leków umiera ok. 4 tysiące osób rocznie. 
  • Sfałszowane leki (m.in. GLP-1, opioidy, psychotropy) są masowo przemycane do Europy, a ich produkcja i handel są bardziej opłacalne niż w przypadku narkotyków. 

Leki z aptek trafiają prosto do sieci. Zysk przekracza dziesięciokrotność ceny

Jak podkreślił Łukasz Pietrzak, wbrew obiegowym opiniom w większości przypadków nie chodzi o fałszowanie recept, lecz o ich świadome wystawianie przez lekarzy działających w ramach zorganizowanych grup przestępczych. Recepty są realizowane legalnie w aptekach, a następnie leki –głównie silne opioidy – trafiają do sprzedaży w sieci, gdzie osiągają ceny wielokrotnie wyższe od aptecznych.Lek, którego opakowanie kosztuje w aptece kilkaset złotych, w sieci bywa sprzedawany po 50-80 zł za jedną tabletkę. Zysk przekracza dziesięciokrotność ceny zakupu” – powiedział inspektor.

Jak wyjaśnił, kupującymi nie są wyłącznie osoby uzależnione, lecz także te eksperymentujące z substancjami psychoaktywnymi, które utożsamiają lek z bezpieczeństwem. Tymczasem wysokie dawki opioidów mogą prowadzić do porażenia ośrodka oddechowego i śmierci, zwłaszcza u osób, które nigdy wcześniej ich nie stosowały. Tym bardziej, że niejednokrotnie te preparaty dodatkowo poddawane są modyfikacji przez nielegalnych sprzedawców.Skala nadużyć jest monitorowana ogólnopolsko. Centrum e-Zdrowia, we współpracy z GIF, Ministerstwem Zdrowia i organami ścigania, analizuje ogromne liczby recept rocznie. Administracja dysponuje wszystkimi informacjami powiązanymi z preskrypcją i realizacją recept. Dodatkowo posiada ona informacje o drodze leku na każdym etapie dystrybucji.

“Umiejętne analizy tych danych, często także ich krzyżowanie, dają nam wiedzę o każdej aktywności przy danym leku. Współpraca instytucji i wymiana informacji pozwalają efektywnie wykrywać różne nadużycia lekowe” – podkreślił GIF.

4 tys. zgonów rocznie

Zmiany prawne przełożyły się m.in. na rynek medycznej marihuany. W 2024 r. do Polski trafiło ok. 12 ton suszu, natomiast od stycznia do września 2025 r. – ok. czterech ton, co oznacza spadek o 50–60 proc. bez załamania popytu.

GIF zwrócił także uwagę na to, że nieprawidłowe stosowanie substancji psychoaktywnych – w tym leków – odpowiada w Pego zdaniem największym zagrożeniem pozostają leki sfałszowane.

“W jednej z akcji Europolu niemal połowa podejrzanych przesyłek zawierała nielegalne farmaceutyki” – powiedział.

olsce za ok. czterech tys. zgonów rocznie, ponad dwukrotnie więcej niż wypadki drogowe.Wyjaśnił, że najczęściej przemycane na Zachód są sfałszowane leki na odchudzanie (GLP-1), opioidy, psychotropy, botoks oraz sterydy anaboliczne, głównie z Chin, Indii i Korei Południowej.

Według danych WHO fałszowanie leków przynosi zyski rzędu 250-500 tys. dolarów przy inwestycji 1 tys. dolarów, co czyni ten proceder bardziej opłacalnym niż handel narkotykami. I bezpieczniejszym dla przestępców, choć dla pacjentów i budżetu państwa już niekoniecznie.

Źródło: Radio ZET/PAP - Mira Suchodolska

Trybunał Konstytucyjny przejdzie metamorfozę. Wiemy, jaki plan ma władza

 Koalicja rządowa planuje zakończyć impas w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Po miesiącach zwłoki zapadła decyzja o obsadzeniu wakatów w TK, których jesienią będzie już osiem. Pierwsze nazwiska kandydatów na sędziów mamy poznać na przełomie lutego i marca, co ma być odpowiedzią na krytyczne wyroki TSUE oraz potrzebę uzdrowienia instytucji.

Szykują się zmiany w TK. Obóz władzy ma plan

Koalicja rządząca ma plan obsadzenia wakatów w Trybunale Konstytucyjnym. Co ważne, na ten moment mówimy o sześciu miejscach - jesienią będzie ich już osiem. Pod koniec lutego lub na początku marca mamy poznać nazwiska kandydatów na sędziów. To w pewnym sensie przełom, bo do tej pory - mimo co najmniej kilku sejmowych procedur - obóz władzy chętnych nie wyznaczał.Obóz władzy po koalicyjnych rozmowach, ale również wyroku TSUE krytycznym wobec Trybunału Konstytucyjnego, zdecydował, że kluby będą zgłaszać kandydatów. 

Czarzasty: Jesteśmy gotowi

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapewnił, że "jest gotowość do wszczęcia procedury dotyczącej zgłaszania kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego". - Należy się spodziewać, że będziemy powoli zmierzali w kierunku wszczęcia tej procedury - dodał. - Ja widziałbym tam autorytety niezależne od polityków. To jest dla mnie warunek niezbędny, żebyśmy mieli tam prawdziwych sędziów, a nie marionetki z partyjnego klucza - powiedział z kolei minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.                    Źródło: Radio ZET

2026/01/22

 


 


Śmiertelnie niebezpieczny trend nad polskim Bałtykiem. "Selekcja naturalna"

 Takie zachowanie może skończyć się nawet śmiercią. Coraz więcej osób wchodzi na zamarzniętą Zatokę Puckę, lekceważąc możliwość załamania się lodu. Lokalny portal Nadmorski24.pl udostępnił szokujące zdjęcie turystów spacerujących po zamarzniętej pokrywie w okolicach Osłonina. 

Turyści chodzą po zamarzniętym Bałtyku

To już staje się niebezpiecznym trendem. Coraz więcej osób spaceruje, a czasami nawet ślizga się po zamarzniętym Bałtyku. Najgłośniej jest o przypadkach w Zatoce Puckiej, gdzie woda zamarza wyjątkowo szybko. Nieodpowiedzialne osoby ryzykują własnym życiem, nie zważając na ryzyko załamania się tafli lodu pod ich ciężarem. Szokującą sytuację opisał jeden z czytelników lokalnego portalu Nadmorski24.pl. "Zamieszczam fotografie, jak ludzie są nieodpowiedzialni i wchodzą na taflę lodu na zatoce Puckiej w miejscowości Osłonino. Po zwróceniu im uwagi, że są nieodpowiedzialni, wyśmiali nas i poszli w głąb zatoki" - czytamy w relacji czytelnika. Zdjęcie spacerowiczów na Zatoce Puckiej szybko obiegło internet i jest chętnie komentowane przez internautów. Ci są zbulwersowani nieodpowiedzialnym zachowaniem turystów. "Zero rozumu, a potem służby ratunkowe ryzykują własne życie dla takich", "Na własne życzenie idą po śmierć", "Głupich nie sieją", "Selekcja naturalna" - czytamy w komentarzach. 

Dlaczego Zatoka Pucka zamarza? 

Zatoka Pucka, zwana również "małym morzem", znana jest ze swojej bardzo płytkiej głębokości sięgającej maksymalnie 5 metrów. Takie warunki sprawiają, że woda latem bardzo szybko się nagrzewa. To właśnie dlatego w okolicach Pucka padają rekordy największej temperatury w Bałtyku. Z tego samego powodu zimą zatoka bardzo szybko zamarza. Potrzeba jednak naprawdę mocnych mrozów, aby tafla lodu zrobiła się odpowiednio gruba. Chodzenie przy aktualnych warunkach po zamarzniętej pokrywie może skończyć się jej załamaniem i wpadnięciem do lodowatej wody. 

Źródło: Radio ZET/ Nadmorski24.pl

Koniec z bezkarnością w schroniskach. Resort wydał pilne polecenie wojewodom

 Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji koordynuje ogólnopolską akcję kontroli w schroniskach dla bezdomnych zwierząt. To bezpośrednia reakcja na bulwersujące doniesienia o znęcaniu się nad czworonogami w Bytomiu. Raporty od wojewodów spływają na bieżąco, a pierwsze kontrole na Śląsku, m.in. w Rybniku i Tychach, nie wykazały uchybień w opiece nad zwierzętami.

Trwają kontrole w schroniskach dla zwierząt

W całym kraju nadal trwają kontrole w schroniskach dla bezdomnych zwierząt - potwierdza to w rozmowie z Radiem ZET MSWiA. Resort dodaje, że raporty spływają na bieżąco. Cała akcja to efekt afery w bytomskim schronisku, gdzie miało dochodzić do znęcania się nad zwierzętami. Ministerstwo poleciło wszystkim wojewodom przeprowadzenie kontroli w placówkach. Niektóre miasta nie czekały i ruszyły ze sprawdzaniem dobrostanu zwierząt w schroniskach wcześniej. Tak jest m.in. w woj. śląskim. Kontrolę przeprowadzono już m.in. w schronisku w Rybniku. 

Urzędnicy zaczęli wcześniej

Tam urzędnicy i inspektor weterynarii nie stwierdzili żadnych uchybień. Zapewniają, że zwierzęta są zadbane i zabezpieczone. Małgorzata Krzeszkiewicz z rybnickiego magistratu dodaje, że to nie koniec działań. - Na pewno w rybnickim schronisku pojawią się dodatkowe kontrole - mówi. Kontrolę przeprowadzono też w schronisku w Tychach i tam również nie stwierdzono problemów. Zwierzęta mają ogrzewane pawilony, są odpowiednio leczone i karmione co najmniej dwa razy dziennie                                   Źródło: Radio ZET

Zwłoki kobiety znaleziono w zaspie. Policja zatrzymała 45-latka

 

Sarnowa Góra. Zwłoki 67-latki znaleziono w zaspie

Policja i prokuratura wyjaśniają okoliczności śmierci 67-letniej mieszkanki Sarnowej Góry niedaleko Ciechanowa, której zwłoki z obrażeniami głowy znaleziono na terenie jej posesji w zaspie śniegu. W związku z tym zdarzeniem, jak podała policja, zatrzymany został 45-letni mężczyznaPrzypomnijmy, że zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji w Ciechanowie dzień wcześniej. Ciało 67-latki, po przybyciu na miejsce patrolu, zostało odnalezione terenie jej posesji. "W związku ze zdarzeniem policjanci zatrzymali 45-letniego mężczyznę, mieszkańca powiatu ciechanowskiego” - przekazała w komunikacie nadkom. Bożena Kuklak.Policja nie ujawnia jednak dalszych szczegółów. Wiadomo, że zaginięcie zgłosiła córka. W poszukiwaniach uczestniczyli strażacy. Z relacji syna zaginionej, mieszkającego wraz matką, miało wynikać, że kobieta wyszła z domu szukać psów.Jak przekazał rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Ciechanowie bryg. Radosław Osiecki, ciało kobiety odnaleziono w zaspie nieopodal budynków. Jak przyznał, z raportu dotyczącego poszukiwań, w których uczestniczyło 16 strażaków, wynika, że po odkryciu zwłok 67-latki stwierdzono u niej rozległe obrażenia głowy.                                                                        Źródło: Radio ZET/PAP

 


 




POMAGAJMY

 Romeo ma zaledwie 7 miesięcy. To jeszcze szczeniak, który zamiast beztrosko biegać za piłką, każdego dnia walczy o każdy oddech.

U naszego malucha zdiagnozowano poważną wadę – zwężenie tętnicy płucnej.
Bez natychmiastowej operacji serce Romeo nie wytrzyma. Jego czas drastycznie się kończy, ale jest nadzieja! Specjalistyczny zabieg (walwuloplastyka) może podarować mu długie i szczęśliwe życie.
Romeo to radosny psiak, który kocha cały świat i ufa każdemu, kogo spotka.
Prosimy o każdą, nawet najmniejszą wpłatę i udostępnienie tej zbiórki.
Każda złotówka to dodatkowe uderzenie serca Romeo. 🐾
Wpłat można dokonywać tutaj:
Dziękujemy za każdą pomoc! ❤️


 






 SIEMA CZLOWIEKI , ja tak sobie leze bo spac mi sie nie chce .Moja raszpla juz spi i mi tez spac kazala .Ale lezec sobie moge i tak mysle o smaczku . Wiem gdzie sa , moze sobie zezme jednego . Kiedys wzialem to mnie szmata po dupie zlala , ale sie smialem bo to nie bilalo tylko raszpla sie wsciekla , ze ja taki sprytny jestem .                             DOBRANOC CZLOWIEKI !


 


Prezydent podpisał ustawę budżetową i skierował do TK

 

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 r. i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego – poinformowała w poniedziałek na X kancelaria prezydenta. Nawrocki ocenił, że budżet na 2026 r. to „stagnacja, a nie rozwój”. Szef resortu finansów Andrzej Domański fakt przesłania ustawy do TK nazwał „politycznym teatrem bez realnych skutków”.Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 r. – poinformowała w poniedziałek wieczorem kancelaria prezydenta. Jednocześnie prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej - dodała.

W swoim wystąpieniu opublikowanym przez KPRP na portalu X prezydent podkreślił, że w trudnych momentach trzeba działać odpowiedzialnie, bo państwo musi funkcjonować „niezależnie od tego, czy czasy są lepsze, czy gorsze”. - Na moje biurko trafiła ustawa budżetowa. Zgodnie z konstytucją prezydent nie może jej zawetować - podkreślił.

Karol Nawrocki krytykuje budżet na 2026 rok

Ocenił, że jest to budżet chaosu „z niezrozumiałymi cięciami w jednych obszarach i instytucjach oraz z nieuzasadnionymi wzrostami wydatków w innych”, np. nieproporcjonalnie wysokimi wzrostami wynagrodzeń w Sejmie. Dodał, że to budżet „niespełnionych obietnic z kampanii wyborczej i zawiedzionych oczekiwań Polaków”.

Zauważył, że nie ma podwyższenia kwoty wolnej od podatku, podwójnej waloryzacji emerytur, a ta planowana będzie jedną z najniższych od lat. Ponadto przedsiębiorcy zapłacą wyższe składki, choć „obiecywano im coś dokładnie przeciwnego, a sfera budżetowa otrzyma waloryzację na poziomie minimalnym - 3 proc. - wyliczał.

Według niego budżet „pokazuje bezradną kapitulację wobec wyzwań, przed jakimi stoi Polska” i jest oparty na gigantycznym zadłużeniu, które nie przekłada się na lepsze życie obywateli. Jest też drugim budżetem z rzędu, w którym deficyt stanowi blisko 1/3 całkowitych wydatków w państwie - powiedział, co - jak zobrazował - oznacza, że co trzecia wydawana złotówka pochodzi z długu, czyli jest na kredyt.Nawrocki wyliczył, że „to, co dzieje się w ciągu ostatnich trzech lat” oznacza (po przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza) zadłużenie dwukrotnie większe od tego, które zaciągnął Edward Gierek przez dekadę. Jak wskazał, od 2024 r. radykalnie wzrósł deficyt budżetowy, a w ciągu trzech lat rząd w samym budżecie generuje blisko 800 mld zł zadłużenia, czyli więcej, niż całe roczne dochody państwa.

Ponadto w 2026 r. po raz pierwszy rok w historii, Ministerstwo Finansów otwarcie zakłada przekroczenie 60 proc. zadłużenia w stosunku do Produktu Krajowego Brutto, obliczanego według przyjętych międzynarodowych standardów obejmujących wszystkie kategorie długu - dodał, zaznaczając, że 60 procent zadłużenia to próg ostrożnościowy wpisany w art. 216 polskiej Konstytucji. Rząd próbuje uciec od odpowiedzialności, nie wliczając części zobowiązań i posługując się prawnymi trikami przy wyliczaniu tego alarmowego, konstytucyjnego progu. Polacy będą musieli spłacić cały dług – także ten, który obecnie chowa się w wirtualnych budżetowych skrytkach. Ta „kreatywna budżetowa księgowość” to jest igranie z ogniem - mówił Nawrocki.

Zwrócił też uwagę, że ustawa budżetowa „nie realizuje gwarancji bezpieczeństwa”, tj. - mimo wielu deklaracji - nie zapewnia 5 proc. PKB na obronność (w budżecie zapisano 4,81 proc. - PAP). Jego zdaniem, „w czasie największych zagrożeń” Polska nie może pozwolić sobie „na takie półśrodki”. - Jeśli nie będziemy płacić na własną armię, będziemy płacić na cudzą. Historia już nam to pokazała. I była to lekcja bardzo kosztowna - mówił Nawrocki.W ocenie głowy państwa budżet na ten rok to „stagnacja, a nie rozwój”. - Następuje spadek realnego finansowania nauki. Rektorzy wyższych uczelni zwrócili na to uwagę wskazując na najniższy poziom finansowania nauki od lat; wielokrotnie niższy od średniej wydatków państw OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju - PAP) - stwierdził. Dodał, że jego zdaniem niewystarczająco dofinansowane są też kultura czy sport, a ustawa „nie uwzględnia głosu partnerów dialogu społecznego czy związków zawodowych”.

Mimo krytycznej postawy prezydent podpisał jednak ustawę budżetową, bo - jak wytłumaczył - konstytucja nie daje mu prawa weta w tej sprawie, a brak budżetu nie rozwiązałby żadnego z problemów, przed którymi stoimy. Taka sytuacja byłaby natomiast ryzykiem dla stabilności i przewidywalności spraw państwa - powiedział Nawrocki. Dodał też, że nie chce, by brak podpisu pod budżetem „stał się alibi dla bezczynności rządu” oraz pretekstem do „kolejnej fałszywej narracji o blokowaniu pieniędzy”.- Podpisuję budżet - by chronić stabilność państwa - i kieruję go do Trybunału Konstytucyjnego - by chronić przyszłość Polski. (...) Niepodpisanie ustawy budżetowej nie naprawi sposobu rządzenia. Nie sprawi, że władza zacznie słuchać obywateli i realizować swoje zobowiązania wobec nich - powiedział.

Zaznaczył jednak, że oczekuje od rządu zmian w budżecie zapewniających stabilne finansowanie ochrony zdrowia. Ocenił, że następuje pogorszenie warunków leczenia i żywienia w szpitalach. Jego zdaniem to realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, dłuższe kolejki, brak świadczeń oraz zamykane oddziały.- Podpisuję budżet - by chronić stabilność państwa - i kieruję go do Trybunału Konstytucyjnego - by chronić przyszłość Polski. (...) Niepodpisanie ustawy budżetowej nie naprawi sposobu rządzenia. Nie sprawi, że władza zacznie słuchać obywateli i realizować swoje zobowiązania wobec nich - powiedział.

Zaznaczył jednak, że oczekuje od rządu zmian w budżecie zapewniających stabilne finansowanie ochrony zdrowia. Ocenił, że następuje pogorszenie warunków leczenia i żywienia w szpitalach. Jego zdaniem to realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, dłuższe kolejki, brak świadczeń oraz zamykane oddziały.- Podpisuję budżet - by chronić stabilność państwa - i kieruję go do Trybunału Konstytucyjnego - by chronić przyszłość Polski. (...) Niepodpisanie ustawy budżetowej nie naprawi sposobu rządzenia. Nie sprawi, że władza zacznie słuchać obywateli i realizować swoje zobowiązania wobec nich - powiedział.

Zaznaczył jednak, że oczekuje od rządu zmian w budżecie zapewniających stabilne finansowanie ochrony zdrowia. Ocenił, że następuje pogorDodał, że w tej sytuacji „oczekuję od rządu natychmiastowych zmian w budżecie zapewniających stabilne finansowanie ochrony zdrowia” oraz zaznaczył, że - zgodnie z konstytucją - tylko rząd ma prawo inicjatywy w procedurze budżetowej.

Konstytucjonalista Ryszard Piotrowski, pytany przez PAP, co oznacza podpisanie i jednoczesne skierowanie budżetu do TK wskazał, że ustawa budżetowa obowiązuje, ale Trybunał oceni jej zgodność z konstytucją, biorąc pod uwagę treść wniosku prezydenta. Jak wyjaśnił, dalsze kroki będą zależne od tego, jak TK określi skutki swojego rozstrzygnięcia, a w szczególności, „czy będzie podstawa do tego, żeby ustawodawca zmienił ustawę budżetową w części”.

Tymczasem w przyjętej jeszcze w marcu 2024 r. uchwale Sejm stwierdził, że „uwzględnienie wszenie warunków leczenia i żywienia w szpitalach. Jego zdaniem to realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, dłuższe kolejki, brak świadczeń oraz zamykane oddziały.Dodał, że w tej sytuacji „oczekuję od rządu natychmiastowych zmian w budżecie zapewniających stabilne finansowanie ochrony zdrowia” oraz zaznaczył, że - zgodnie z konstytucją - tylko rząd ma prawo inicjatywy w procedurze budżetowej.

Konstytucjonalista Ryszard Piotrowski, pytany przez PAP, co oznacza podpisanie i jednoczesne skierowanie budżetu do TK wskazał, że ustawa budżetowa obowiązuje, ale Trybunał oceni jej zgodność z konstytucją, biorąc pod uwagę treść wniosku prezydenta. Jak wyjaśnił, dalsze kroki będą zależne od tego, jak TK określi skutki swojego rozstrzygnięcia, a w szczególności, „czy będzie podstawa do tego, żeby ustawodawca zmienił ustawę budżetową w części”.

Tymczasem w przyjętej jeszcze w marcu 2024 r. uchwale Sejm stwierdził, że „uwzględnienie wdziałalności organu władzy publicznej rozstrzygnięć TK wydanych z naruszeniem prawa może zostać uznane za naruszenie zasady legalizmu przez te organy”. Sejm uznał też m.in., że obecnie orzekający w TK Jarosław Wyrembak i Justyn Piskorski nie są sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Od czasu podjęcia tamtej uchwały przez Sejm wyroki TK nie są publikowane w Dzienniku Ustaw.

Rząd odpowiada na krytykę prezydentaMinister finansów i gospodarki Andrzej Domański ocenił w poniedziałek na portalu X, że skierowanie ustawy budżetowej na 2026 r. do Trybunału Konstytucyjnego to „polityczny teatr bez realnych skutków”. Dodał, że jest to budżet inwestycji oraz rekordowych nakładów na obronę.

Z kolei wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwrócił uwagę w mediach, że w budżecie zapisano olbrzymie pieniądze na cyfryzację. - To jest budowa fabryk sztucznej inteligencji. To wydatki budżetu państwa, które zapewniają, że żadne środki finansowe, które były na różne świadczenia społeczne, nie zostaną zabrane, a są cały czas rozbudowane - powiedział. - Gdyby pan prezydent chociaż trochę przyłożył się do tej lekcji z budżetu państwa na 2026 rok, wiedziałby, że mamy rekordowe wydatki na bezpieczeństwo i na armię. Wiediałby doskonale, że mamy olbrzymi wzrost wydatków na ochronę zdrowia - dodał Gawkowski.

„Prezydent mówi o »kapitulacji«? Fakty są brutalnie inne: 200 mld zł na obronność (4,81 proc. PKB), rekordowe 247,8 mld zł na zdrowie, babciowe i 800+, 13. i 14. emerytura, in vitro,mieszkalnictwo, waloryzacje emerytur i masa innego wsparcia. To nie kryzys sprawczości - to najbardziej propaństwowy budżet od lat. Kryzys jest w narracji Pałacu, nie w liczbach” - napisał na X rzecznik rządu Adam Szłapka.

W ustawie budżetowej na 2026 r. zapisano, że wydatki państwa wyniosą 918,9 mld zł, a deficyt budżetowy ukształtuje się na poziomie nie wyższym niż 271,7 mld zł. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Wpływy z VAT mają wynieść 341,5 mld zł, 103,3 mld zł budżet ma uzyskać z akcyzy, 80,4 mld zł z podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) oraz 32 mld zł z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT).Zgodnie z ustawą relacja państwowego długu publicznego do PKB ukształtuje się na poziomie 53,8 proc., pozostając poniżej progu ostrożnościowego 55 proc. określonego w ustawie o finansach publicznych.

W tegorocznym budżecie zaplanowano wydatki na obronę narodową, przekraczające 200 mld zł, co odpowiada 4,81 proc. PKB. Środki te mają być przeznaczone na modernizację armii i wsparcie systemu bezpieczeństwa. Na ochronę zdrowia ma trafić 247,8 mld zł, co stanowi 6,81 proc. PKB, a priorytetem dla rządu mają być inwestycje w infrastrukturę medyczną i kadry. Nakłady na drogi i kolej wyniosą 53,9 mld zł, w tym 20,1 mld zł z budżetu państwa. 




Z niepełnosprawnym dzieckiem na mrozie. Dramatyczne chwile na pętli Głębokie

 

Dramatyczne chwile na pętli Głębokie w Szczecinie przeżyli niepełnosprawny 6-letni Jakub i jego mama Katarzyna. Motorniczy siedzący w tramwaju podczas postoju przez niemal 40 minut nie chciał wpuścić do środka czekających na mrozie pasażerów. Nie pomogły ani prośby, ani płacz dziecka. Mama chłopca, który choruje na autyzm i dziecięce porażenie mózgowe, zarzuca motorniczemu brak empatii. - Chodzi o zwykłą, ludzką życzliwość - mówi kobieta.

 





 


Trzy postępowania po śmierci 11-letniej Danusi. Sąd i służby komentują. Surowa kara nie tylko dla 12-latki?

 Sprawą śmierci 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry i towarzyszących jej innych zdarzeń zajmuje się nie tylko miejscowy sąd rejonowy, ale również komendy w Jeleniej Górze i we Wrocławiu. Temat zbrodni wzbudził ogromny rezonans w całej Polsce, co doprowadziło paradoksalnie do kolejnych przestępstw, polegających na dezinformacji i hejcie i ujawnieniu danych osobowych podejrzanej o zabójstwo 12-latki.

  • Śmierć 11-letniej Danusi i odpowiedzialność 12-latki toczy się w tajemnicy sądowej, a Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze nie ujawni szczegółów.
  • Dziewczynka zginęła od ran zadanych nożem, a sprawczyni i ofiara znały się jedynie z widzenia, choć uczęszczały do tej samej szkoły.
  • Wrocławska policja prowadzi postępowanie w sprawie dezinformacji i mowy nienawiści w internecie, która pojawiła się po tragedii.
  • W Jeleniej Górze odbędzie się marsz ciszy, mający zwrócić uwagę na problem przemocy wśród dzieci i młodzieży. Jakie będą dalsze losy 12-latki i czy dezinformacja zostanie powstrzymana?Postępowanie dotyczące śmierci 11-letniej Danusi i ewentualnej odpowiedzialności 12-latki jest niejawne - to najważniejsza informacja, jaką przekazał redakcji "Super Expressu" Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze. Tą sprawą zajmuje się III Wydział Rodzinny i Nieletnich, ale jednostka nie będzie w związku z powyższym przekazywać opinii publicznej żadnych ustaleń dotyczących przyczyn i okoliczności zbrodni ani dalszych losów starszej z dziewczynek.Do tej pory organy ścigania zdołały podać, że 11-latka zginęła od ran zadanych nożem typu, otrzymując co najmniej kilka ciosów, i że zarówno ofiara, jak i sprawczyni ataku znały się wcześniej tylko z widzenia, choć chodziły do tej samej placówki: Szkoły Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze. Do zbrodni doszło 15 grudnia ub.r., gdy ciało młodszej z dziewczynek znaleziono kilkaset metrów od budynku placówki, w godzinach popołudniowych.Kolejne postępowanie po śmierci 11-latki, ale prowadzone pod nadzorem prokuratury, wszczęła Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu. Ma ono związek ze znaczną liczbą nieprawdziwych informacji, które pojawiły się w internecie, a sugerujących m.in., że 12-letnia agresorka jest obywatelką Ukrainy. W tej sprawie ustalono już tożsamość dwóch osób, które publikowały w sieci treści nawołujące do nienawiści na tle narodowościowym.

    Choć policjanci przeszukali jeden z lokali i zabezpieczyli telefon, z którego publikowane miały być wpisy mogące wyczerpywać znamiona przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, to sprawa nadal jest w toku.

    Po kontakcie z właściwą komórką wewnętrzną i uzyskanych od niej informacji wynika, że w sprawie nie ma jeszcze osób, którym przedstawiono zarzuty - przekazała "Super Expressowi" asp. szt. Monika Kaleta z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

    Ostatnie postępowanie, ale prowadzone w sprawie, a nie przeciwko, dotyczy ujawnienia w internecie danych osobowych i wizerunku 12-latki.W tej sprawie został zabezpieczony link i skriny, które wysłał nam jeden z dziennikarzy. W tym przypadku podejrzenie popełnienia przestępstwa może dotyczyć wielu osób - poinformowała naszą redakcję Ewa Węglarowicz-Makowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

    Dochodzenie w tej sprawie prowadzi miejscowa policja. Tymczasem w sobotę, 24 stycznia, w Jeleniej Górze odbędzie się marsz ciszy, który ma zainicjować większą akcję społeczną poświęconą m.in. problemowi rosnącej przemocy wśród dzieci i młodzieży.