2026/03/20

Stanisław latami trzymał ukochaną w komórce obok świń. Podbierała paszę i zlewki z koryta

Dramat Elżbiety R. (52 l.) ze wsi Krawcowizna (woj. mazowieckie) trwał ponad trzy lata. Bezduszny mąż zamknął ją komórce pełnej śmieci i zakazywał wstępu do domu. Gdy on paradował po pustych pokojach, kobieta marzła w nieogrzewanych pomieszczeniach i żywiła się jedzeniem dla zwierząt, bo inaczej umarłaby z głodu. 

Horror za zamkniętymi drzwiami. Ukochany zgotował piekło Elżbiecie

Stanisław R. (70 l.) ze wsi pod Wołominem nie miał litości dla swojej o osiemnaście lat młodszej Elżbiety. Chociaż bez ślubu, żyli ze sobą jak mąż z żoną przez 25 lat i doczekali się dwóch synów. Ale mężczyzna z każdym rokiem stawał się coraz bardziej apodyktyczny. Gdy Ela zaczęła robić mu wymówki za ciągłe picie wódki z kolegami, pobił ją i zakazał wychodzenia na wieś. Choć trudno w to uwierzyć, dramat pani Elżbiety rozgrywał się zaledwie 60 km od Warszawy.

Gehenna rozpoczęła się w 2006 roku. - Dostawałam za byle co. Na czas nie zrobiłam obiadu, to już tłukł mnie po głowie. Nie zgodziłam się, żeby pił w domu z kumplami, to poobijał mi ręce tak, że do dziś mam blizny. Później doszło do tego, że bił mnie nawet za to, że źle na niego spojrzałam - opisywała „Super Expressowi” pani Elżbieta. - Jaka ja byłam głupia, że wzięłam sobie takiego chłopa. Na początku bardzo go kochałam, a gdy urodziły się dzieci, on pokazał pazury i było już za późno - ocierała łzy płynące po policzkach.

Zamknął ukochaną w komórce na lata!

Kobieta powiedziała dość i postanowiła, że pójdzie na policję. Łudziła się, że wizyta w komisariacie i poinformowanie o wszystkim policji zmieni zachowanie Stanisława. Niestety, okazało się, że damski bokser zdolny jest do najgorszego! - Kiedy się dowiedział, że wybieram się na policję, wyrzucił moje rzeczy przed dom i powiedział, że mam mieszkać w komórce przy oborze - opisywała. - Co miałam zrobić, skoro nie wiedziałam gdzie się podziać. Jeden syn ma już swoją rodzinę, a drugi, Zbyszek, jest niepełnosprawny. Już trzy lata mieszkam w komórce obok świń - dodała po chwili roztrzęsiona.

„Podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń”

Pani Elżbieta nie chciała być balastem dla swojego syna, więc zrobiła sobie legowisko ze starych desek wyścielonych kartonami. Myła się w starej przeciekającej wannie, za stół służyła jej metalowa beczka po paliwie. Mała tylko dwa blaszane kubki, plastikową miskę i stary garnek, do którego przeważnie nie miała czego włożyć. - Mamy 2009 rok, a ja już tu mieszkam ponad trzy lata. Gdy głód ściśnie mi żołądek, to podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń. Nie gardzę też moczonymi skórkami od chleba, które Stach wyrzuca kurom - wyznawała. - Żeby nie renta inwalidzka niepełnosprawnego syna Zbyszka, zmarłabym z głodu. Syn daje mi po kilka złotych... - ubolewała.

„Posiedzi w komórce to może czegoś się nauczy”

Stanisław R. zajmował murowany dom, z trzema pokojami, w których pomieściliby się razem z konkubiną. Ale on był nieugięty, nie chciał widzieć kobiety obok siebie. Pani Elżbieta kilka razy miała myśli samobójcze. Raz nawet trzymała sznurek w ręku, wiążąc pętlę. Ale opamiętanie przyszło, gdy pomyślała o niepełnosprawnym synu Zbyszku.Stanisław R. nie miał sobie nic do zarzucenia. - Dobrze, że w ogóle ma kawałek dachu nad głową - śmiał się. - Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba. Nie gotowała obiadów, łaziła gdzieś po plotkach, gdy ja jechałem do roboty na bazary. Posiedzi w komórce, to może czegoś się nauczy. Nie dam się złamać, bo tam jest jej miejsce i już - dodawał.

Do ostatnich dni mieli ze sobą na pieńku”

Pomimo tego, że bohaterowie tej upiornej historii już nie żyją, mieszkańcy wioski wciąż pamiętają drobną zapłakaną Ele i stojącego z podniesiona nad nią ręką Staszka. - Ona umarła pierwsza ze zgryzoty osiem lat temu - mówi sąsiad Elżbiety i Stanisława. - Pod koniec życia pogodzili się trochę, ale do ostatnich dni mieli ze sobą na pieńku. Stasiek miał już swój wiek i zabrał się dwa lata po niej - dodaje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz