Cześć.
Jestem Bartuś.
Przyjechałem do Gieniutkowa z interwencji.
I od razu powiem. Ja jestem duży. Prawie największy.
Niektórzy mówią, że większy jest Robert, inni że ja.
Ja się w sumie nie kłócę. Ja wiem swoje.
Powiem Wam, że w środku to ja jestem spokojny typ.
Nie szukam dram, nie pcham się do ludzi.
Trochę od nich stronię, bo wolę mieć przestrzeń.
Ale ze Świniami dogaduję się świetnie.
Jestem przyjacielski, tylko po prostu… taki wielki.
Kiedy do nas przyjechałem, to pamiętam jedno.
Nie chciałem wyjść z ciężarówki.
Stałem w środku i ani kroku dalej.
Nie dlatego, że byłem złośliwy.
Ja byłem przerażony.
I wtedy ten facet, co mnie przywiózł, zaczął mnie poganiać. Metalową rurką.
Jakby siłą dało się komuś zabrać strach.
No i wtedy…
Marcin nie wytrzymał.
Zareagował tak, jak powinien zareagować każdy człowiek, który widzi krzywdę.
Facet szybko zrozumiał, że w Gieniutkowie Świnie nie są do bicia.
A ja?
Ja w końcu wyszedłem.
Mama mnie wyprowadziła spokojnie.
Bez krzyku, bez szarpania.
Po prostu pokazała mi, że mogę jej zaufać.
I od tamtej chwili jestem tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz