2026/01/24

"Słyszałam, jak płakał". Matka stała na czatach, babka zakopała noworodka przy kurniku

 Małgorzata I. wychodzi z sali sądowej, szlochając. — Wytrzymaj jeszcze trochę — rzuca w jej stronę kobieta, która chwilę wcześniej zasiadała na widowni. — Ja już nie daję rady — odpowiada oskarżona o zakopanie żywcem swojego nowo narodzonego dziecka. Jej matka, która też jest oskarżona w tej sprawie, na podobne wsparcie liczyć nie może. Zdaniem części bliskich to jej despotyczny charakter doprowadził do tragedii w niewielkiej wsi pod Gryfinem.

Obie z włosami ściętymi na krótko. Małgorzata wyższa, szczupła. Renata dość niska, o krępej budowie ciała. Obie na salę rozpraw wchodzą ze spuszczonymi głowami. Obie też odpowiadają za potworną zbrodnię, której miały dokonać zimą 2019 r. Dokładnej daty nie pamiętają. Na sali sądowej nawet nie spoglądają w swoją stronę.
Kiedy ponad pięć lat później policjanci wejdą na ich posesję i zaczną przekopywać ziemię, w zagrodzie, tuż obok kurnika, znajdą maleńki szkielet ludzki. Małgorzata I. jeszcze tego samego wieczora powie policjantom: — Słyszałam, jak płakał, gdy mama go zakopywała.Rynica to niewielka wioska pod Gryfinem w Zachodniopomorskiem. Kościół, świetlica wiejska, podobne do siebie zabudowania. Tuż obok domu z białą elewacją i czerwonym dachem stoi stara drewniana konstrukcja ze zjeżdżalnią. Stare budynki gospodarcze powoli popadają w ruinę.

Jeden z byłych partnerów Małgorzaty I., poznali się przez Facebooka: — Nie pozwoliły mi wchodzić do zagrody, w której był kurnik. Twierdziły, że kury są przyzwyczajone do jednej osoby i nie ma co ich stresować.Małgorzata od zawsze była dość niezaradna. Biegła psycholog w opinii napisze o jej "umiarkowanej niepełnosprawności intelektualnej" i "trudnościach z empatią i rozumieniem złożonych emocji". Nigdy nie miała też szczęścia do mężczyzn. Poznawała ich najczęściej przez internet, ale związki się rozpadały.

Drugi były partner Małgorzaty I., poznali się przez Naszą Klasę: — Jak Gosia urodziła naszą córkę, to odebrałem je ze szpitala i zabrałem do swojego domu. Wtedy Renata I. zawiadomiła policję, że je porwałem. Przyjechała z policjantami do mojego domu, ale Gosia nie chciała z nią wracać. Tydzień później przyjechała znowu, kiedy byłem w pracy i zabrała Gosię i naszą córkę.W tej sprawie w roli oskarżyciela posiłkowego występuje Łukasz I. To bliski krewny obu oskarżonych. Z jego relacji wynika jedno: kobiety łączyła toksyczna relacja. — Na pewno nie łączyła ich więź, jaka powinna łączyć matkę z córką — mówił na pierwszej rozprawie.

Opowiedział też o tym, że przemocy fizycznej i psychicznej, jakiej w przeszłości miała się dopuszczać Renata I. Zdaniem części bliskich Małgorzata panicznie bała się matki.

Renata I.: córka kłamie

Całkiem inaczej sprawę opisuje sama Renata I. Swoje pierwsze wyjaśnienia przed sądem rozpoczęła od słów: — Moja córka kłamie.53-latka twierdzi, że faktycznie zakopała dziecko, jednak już wtedy nie żyło. Taką wersję podtrzymuje od początku, mimo że śledczy ustalili, że chłopiec został zakopany żywcem. Dziś w sądzie Renata I. kilka razy wstawała, by zadać pytania świadkom. Za każdym razem były to jednak bardziej jej oświadczenia. Jak to, gdy próbowała prostować zeznania policjanta, który 17 kwietnia 2025 r. pierwszy rozmawiał z nią o zbrodni.

— Pojechałem na miejsce z innymi funkcjonariuszami. Zastaliśmy Renatę I. z dziećmi. Wziąłem ją na bok, żeby dzieci nie słyszały. Powiedziałem jej wprost, że dostaliśmy zgłoszenie dotyczące zakopanego w ogródku noworodka — wspomina policjant. —Renata I. mówiła wtedy, że pewnie zgłoszenie jest efektem żartu, który zrobiła kuzynce na prima aprilis. Żartując, miała opowiedzieć historię zakopania noworodka obok kurnika. To właśnie kuzynka zawiadomiła policję. W zgłoszeniu podała nawet płeć dziecka.

Kobieta przyznała się, dopiero gdy policjanci mieli zacząć rozkopywać ziemię. — W końcu przyznała, że była taka sytuacja. Że zakopane jest dziecko koło kurnika. Że było to dziecko jej córki — opowiada policjant.

Dodała jeszcze, że szkieletów w ziemi może być więcej, bo często zakopywała tam truchła zwierząt.

Co się wydarzyło zimą 2019 r. w Rynicy?Wersję matki i babki mocno różnią się od siebie. Małgorzata I. od początku przyznawała się do zbrodni. Według jej opowieści nikt o ciąży nie wiedział. Ojcem dziecka miał być Paweł, ale nazwiska nie poznała. Kiedy poczuła, że zaczyna rodzić, wzięła ze sobą biały koc i wyszła na dwór. Urodziła za domem, tuż obok sznurków na pranie. Kucała. Gdy poczuła główkę, wyjęła dziecko, odcięła pępowinę.

Zawiniętego w niebieski polar noworodka zaniosła do matki. Od niej miała usłyszeć, że "dzieci jest już za dużo" i "trzeba je zakopać". Na noc zostawiły noworodka w kurniku. Rano Renata I. zakopała dziecko. Jeszcze żyło.Z kolei Renata I. twierdzi, że wyszła powiesić pranie i zobaczyła na polu swój niebieski polar. Ulubiony, więc wypatrzyła go z odległości kilkudziesięciu metrów. Kiedy podeszła, zobaczyła noworodka. Już nie żył. Zaniosła go do córki, ale ta stwierdziła, że "ma go zabrać". Zakopała go obok kurnika.

Wyrok sądu w tej sprawie poznamy pod koniec marca. Potrzebne są jeszcze opinie biegłych, które mają być gotowe w połowie lutego. Wychodząc z sali rozpraw ze skutymi kajdankami rękoma i nogami, w policyjnym konwoju, Małgorzata I. szlochała, mówiąc, że już nie da rady. — Wytrzymaj jeszcze trochę — powiedziała do niej jedna z kobiet, która siedziała chwilę wcześniej na widowni.

 Początkowo mówiła, że to nieprawda. Było widać, że jest nerwowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz