Drodzy Państwo,
nie wiem czy dobrze robię i nawet nie wiem do końca czy ktoś by sobie tego życzył, ale piszę to, bo podpowiada mi to serce.
Cała Polska wie, co od kilkunastu dni robi Doda.
Tak, ta Doda, jedni ją kochają, inni nienawidzą. Jedni mówią, że to z czystego serca inni widzą przesłanki.
Ja dziś w rozmowie zapytałem nie Dodę, a Dorotę Rabczewską, jak się po prostu z tym wszystkim czuję i jak daje radę?
I niestety usłyszałem to, co ma prawo powiedzieć każdy człowiek. Ludzie zwracają się do niej z ogromem próśb, z szansą na wsparcie, które dzięki innym ludziom dobrej woli, udaje się realizować.
Jednak na „backstage’u” tej sytuacji to już nie jest koncert, emocje, pewnie jakieś aranżacje i choreografia, tym razem backstage to zdjęcia, filmy konających zwierząt w całej Polsce.
Nikt nie jest z żelaza i każdy ma swoje granice.
Mam świadomość, że Dorota jest twarda i jak sama mówiła przeszła wiele afer i kryzysów, ale jest też osobą, która nie może patrzeć na cierpienie zwierząt.
Nie chcę by to był żal post i zaznaczę, że Dorota nie wie o nim, ale kiedy słyszę człowieka, który nie śpi, który chłonie wszystkie sytuacje jak gąbka i odczuwa bezradność mimo wykonania ogromnej pracy, to wiem, że to jest droga donikąd.
Przechodzę ją od wielu lat z ciężko chorymi dziećmi, które niezależnie czy kończą się happy endem czy niestety pożegnaniem, zostają w człowieku na zawsze.
Ktoś to wyśmieje, ktoś zbagatelizuje.
Każdy jest człowiekiem.
Nie musicie tutaj pisać mi co myślicie, napiszcie Dorocie, ja myślę, że ona Wam tego nigdy nie powie, ale dzisiaj jak nigdy, bardzo Was potrzebuję.
Dzięki Dorota za to że nie musiałaś, a chciałaś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz