Była 3:47 nad ranem, gdy obudziła mnie koordynatorka schroniska. Tego dnia przywiozłem do domu Lunę — kremową suczkę pitbulla na tymczasowy dom: tylko na kilka tygodni, do czasu znalezienia dla niej stałej rodziny. Jej siostra jednak nie zniosła rozłąki.
Wyła bez przerwy, zniszczyła transporter i nawet złamała sobie ząb, próbując się wydostać.
Spojrzałem na Lunę leżącą przy łóżku. Nie spała — miała szeroko otwarte oczy, utkwione w drzwiach, jakby na kogoś czekała.
O czwartej rano byłem już w samochodzie, jeszcze w piżamie, w drodze do schroniska.
Nala była w bardzo złym stanie: drżała, miała poranione łapy, a głos była całkowicie zdarty. Gdy tylko poczuła zapach Luny z auta, przytuliła się do transportera i znieruchomiała. Wreszcie się uspokoiła.
„Zatrzymaj je razem tylko na kilka dni” — powiedziano mi. — „Do czasu, aż znajdziemy rozwiązanie”.
Minęło osiem miesięcy.
Śpią zawsze wtulone w siebie, jedzą z jednej miski i wszędzie chodzą razem. To miało być tylko tymczasowe rozwiązanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz