Nie wiem, co w prowadzeniu fundacji jest najcięższe.
Czy codzienne, niekończące się prace fizyczne,
a może ta obawa, że któregoś dnia po prostu nie będzie za co ich utrzymać…
Bardzo nie lubię prosić o pomoc. Naprawdę.
Ale proszę nie dla siebie - tylko dla nich.
I proszę na teraz, nie na zapas.
Na fundacyjnym koncie jest pusto.
A na już mamy do opłacenia kilka wysokich faktur - leczenie, podkłady, leki. Tego nie da się odłożyć na później.
Jednym z tych, dla których teraz walczymy, jest Żabka.
Przyjechał do nas z Ciechocinka, z ogromną rana na plecach. Przed nim długi, mozolny proces leczenia.
Ale on się nie poddaje. I my też się nie poddajemy… choć czasem jest naprawdę bardzo ciężko.
Jeśli możecie - pomóżcie nam przetrwać ten moment.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz