PIEKŁO NA ZIEMI
Jeżeli myślisz, że schroniska dla zwierząt to zawsze miejsca ratunku i bezpieczeństwa, to historia z Bytomia brutalnie wyprowadzi cię z błędu, bo to, co wyszło na jaw, nie jest wyjątkiem, tylko brutalną prawdą dotyczącą modelu działania, który w Polsce funkcjonuje od lat. Schronisko w Bytomiu było placówką prowadzoną przez prywatną firmę ANIKON, należącą do Anny Kornas i działającą na podstawie umowy z miastem. W związku z tym prywatny podmiot otrzymywał miliony złotych z budżetu gminy, miał umowy z innymi gminami za przyjmowanie ich zwierząt, był powiązany ze stowarzyszeniem zbierającym darowizny i 1,5% podatku. Z dostępnych informacji medialnych wynika także, że pani prezes była powiązana z innymi instytucjami działającymi wokół schroniska i stworzyła sobie świetnie funkcjonującą finansowo twierdzę, której nikt nie miał zamiaru kontrolować ani poważnie rozliczać z działania. I tak właśnie zaczęło się piekło zwierząt, które były traktowane jak pozycje w kosztorysie, a nie jak żywe stworzenia. Dziś można mieć już niemal pewność, że w bytomskim schronisku dochodziło do aktów nieprawdopodobnego brutalizmu wobec istot, które nie mogą wołać o pomoc. Dlatego ogromne podziękowania należą się Dorocie Rabczewskiej, dzięki której sprawa została nagłośniona i pokazana w szerszym, systemowym kontekście. Powiedzenie głośno, że „bezdomność zwierząt wielu instytucjom się opłaca”, oraz ujawnienie patologii z Bytomia to - jak się okazuje - zaledwie wierzchołek góry lodowej. Niezbędne są zmiany systemowe i w związku z tym w Sejmie odbyło się dziś posiedzenie nadzwyczajnej komisji poświęconej ochronie praw zwierząt. Myślałam, że będzie to poważny krok w kierunku odpowiedzialności. Tymczasem pewne reakcje obecne podczas tego posiedzenia wprawiły mnie w osłupienie, bo kiedy cierpienie zwierząt wywołuje śmiech, to nie mamy już do czynienia wyłącznie z kryzysem systemu, lecz z kryzysem człowieczeństwa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz