Blisko dwa i pół promila alkoholu miał w organizmie 42-latek, który w Łapach (Podlaskie) przejechał przez wysepkę na rondzie i zatrzymał się na barierkach. Zatrzymał go policjant po służbie, który odprowadził córkę na przystanek i usłyszał huk. Siedzący za kierownicą mężczyzna próbował jeszcze uciekać.Usłyszałem pisk opon i huk. Zobaczyłem, jak samochód odbija się od barierek i zatrzymuje się na pasie zieleni – powiedział przed kamerą TVN24 sierżant sztabowy Jacek Wilczyński z Komisariatu Policji w Łapach.
Był po służbie. Odprowadził właśnie córkę na przystanek. Od razu pobiegł sprawdzić, co się stało. Z auta wysiadł kierowca.
Twierdził, że nie pił
- Zapytałem, czy pił alkohol. Stwierdził, że nie. Jego wypowiedź była mało przekonująca, bo ewidentnie czuć było silną woń alkoholu, a jego mowa nie była zbyt składna - dodał policjant.Kierowca wjechał na przejście dla pieszych, a potem przejechał przez wysepkę na rondzie, gdzie zniszczył stojące tam znaki. Na koniec zatrzymał się na przydrożnych barierkach.Świadkowie wypadku zadzwonili na 112. Tymczasem mężczyzna - po tym, jak sierż. szt. Wilczyński powiedział mu, że jest policjantem - próbował uciec. Funkcjonariusz przytrzymał go do czasu przyjazdu patrolu.
Grozi mu do pięciu lat więzienia
- Moje przypuszczenia co do spożywania przez niego alkoholu potwierdziły się. Miał w wydychanym powietrzu 1,17 miligrama, co oznacza prawie dwa i pół promila – powiedział nam policjant.42-latek ma też sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Trafił do policyjnej celi, a jego pojazd odjechał na lawecie na policyjny parking. Za niestosowanie się do sądowego zakazu grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz