2026/08/01

Wypadek pijanych Ukraińców pod Wrocławiem. Kobieta w bagażniku ze złamanym kręgosłupem!

 Dramatyczne zdarzenie miało miejsce niedaleko Wrocławia. 7 pijanych obywateli Ukrainy jechało jednym samochodem, który ostatecznie rozbił się o drzewo. W najcięższym stanie jest młoda kobieta, która jechała w bagażniku.

Na ulicy Kolejowej w Siechnicach doszło do niezwykle groźnej sytuacji w godzinach nocnych. Z relacji funkcjonariuszy wynika, że miało tam miejsce bardzo niebezpieczne zdarzenie drogowe. Osoba prowadząca Audi A4, z powodów, które są aktualnie badane, nie zdołała opanować samochodu. Wypadając z trasy, pojazd ściął znak drogowy, by ostatecznie zatrzymać się na drzewie.- Kierowca pod wpływem alkoholu z sądowym zakazem doprowadził do groźnego wypadku. W samochodzie podróżowało siedem osób

- przekazała podkomisarz Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

W samochodzie znajdowało się 7 osób, których wiek wahał się od 19 do 27 lat. Okazało się, że wszyscy byli nietrzeźwi. Według informacji „Gazety Wrocławskiej”, każda z osób biorących udział w zdarzeniu jest narodowości ukraińskiej.

Kobieta w bagażniku walczy o zdrowie. Ma złamany kręgosłup

Najbardziej szokuje sposób, w jaki przewożono ludzi. Oprócz kierowcy, w aucie było 6 pasażerów, a jedna z kobiet podróżowała w bagażniku. To dla niej ten rażący brak wyobraźni skończył się najbardziej tragicznie. W pojeździe łącznie znajdowało się 7 osób, w tym jedna kobieta przewożona w bagażniku - dla niej ta podróż zakończyła się złamanym kręgosłupem. - dodaje rzecznik policji.

W wyniku zdarzenia łącznie 4 pasażerki zostały przetransportowane do szpitali. Niestety, kobieta znajdująca się w bagażniku odniosła najcięższe obrażenia, obejmujące złamanie kręgosłupa i żeber. Stan medyczny reszty uczestników wypadku jest w trakcie oceny przez lekarzy.

Pijany kierowca z zakazem. Grozi mu 12 lat i deportacja

Sprawca, który kierował Audi, nie tylko był nietrzeźwy, ale posiadał również ważny zakaz prowadzenia pojazdów wydany przez sąd. Mężczyzna natychmiast trafił w ręce policji i musi liczyć się z bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi.

- Za spowodowanie wypadku drogowego, którego następstwem są ciężkie obrażenia ciała jednego z pasażerów, kierowanie pojazdem pomimo obowiązującego sądowego zakazu oraz prowadzenie pojazdu po użyciu alkoholu - w zależności od wyników dalszych badań - mężczyzna odpowie przed sądem. Grozi mu wieloletnia kara pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. O ostatecznej kwalifikacji prawnej czynu zdecyduje zgromadzony materiał dowodowy oraz prokurator prowadzący postępowanie

- podkreśla podkomisarz Aleksandra Freus.Kierowcy grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności, a w perspektywie znajduje się także ewentualna deportacja z kraju.

Rodzinna nieodpowiedzialność. Brat kierowcy też był pijany

To nie koniec bulwersujących doniesień w tej sprawie. Na miejsce zdarzenia przyjechał brat kierowcy, który spowodował wypadek. Szybko wyszło na jaw, że on również zdecydował się prowadzić pojazd, będąc pod wpływem alkoholu, w związku z czym także został natychmiast zatrzymany przez funkcjonariuszy.


Wyrzucił żonę z hotelowego balkonu. Tak chciał uniknąć kosztownego rozwodu

 

Christian M. zaprosił żonę na romantyczny wieczór w hotelu we Frankfurcie. Zaledwie kilkanaście minut po tym, jak para zameldowała się w hotelu, Marta M. już nie żyła. Jej mąż twierdził, że kobieta sama wypadła z balkonu na 22. piętrze, a doszło do tego podczas erotycznych igraszek. Sąd nie miał jednak wątpliwości, że nie był to wypadek i wymierzył mężczyźnie najwyższą karę.Dramat rozegrał się w maju 2023 roku. 57-letni wówczas Christian M. zaprosił swoją 40-letnią żonę Martę do hotelu Leonardo Royal we Frankfurcie, uważanego za jeden z lepszych w mieście. To miała być romantyczno-erotyczna randka „przeprosinowa”. Małżeństwo M. przechodziło bowiem poważny kryzys, głównie z powodu niewierności Christiana.Oboje weszli do pokoju na 22 piętrze. Jak opisuje „Bild”, kilkanaście minut później kobietę znaleziono na ziemi. Marta M. była częściowo roznegliżowana, co wzbudziło podejrzenia służb.

 

Mąż kobiety przekonywał, że doszło do wypadku. Tłumaczył śledczym, że kiedy uprawiał z żoną seks na balkonie, ta za wychyliła się za barierkę i spadła z wysokości 60 metrów.Funkcjonariusze odkryli jednak, że Christian M. miał w tym czasie kochankę. Po śmierci Marty błyskawicznie zamieszkał z nową partnerką. To mogło wskazywać, że pozbył się żony, chcąc uniknąć kosztownego rozwodu.

 

Śledztwo w sprawie śmierci Marty M. trwało prawie dwa lata. Okazało się, że niektórzy goście hotelowi słyszeli kobiece krzyki. Dodatkowo biegli z zakresu medycyny sądowej odkryli na ciele ofiary obrażenia, które nie wynikały z upadku z dużej wysokości, a powstały niedługo przed nim.

 

Christian M. został oskarżony o zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Sąd Regionalny we Frankfurcie nie miał najmniejszych wątpliwości, że mężczyzna jest winny, więc skazał go na dożywocie za kratami.Zdaniem sędziego Christian M. zrzucił swoją żonę z balkonu „jak worek na śmieci”, aby uniknąć rozwodu. Okazało się też, że oskarżony szukał w internecie „najbardziej dyskretnych metod zabijania”.

 

Byłoby to idealne przestępstwo, gdyby władze nie prowadziły tak skrupulatnego dochodzenia – dodał sędzia. Christian M. w trakcie rozprawy nie okazywał żadnych emocji. Wyrok jest nieprawomocny.

 


Eksperci ostrzegają przed spaniem z włączonym wentylatorem. "Objawy mogą się nasilić"

 Spanie przy wentylatorze to popularny sposób na przetrwanie upalnych nocy, szczególnie w mieszkaniach bez klimatyzacji. Choć chłodny nawiew poprawia komfort zasypiania, eksperci zwracają uwagę na możliwe skutki zdrowotne takiego rozwiązania. Na co trzeba uważać?

Wysokie temperatury sprawiają, że wentylator często staje się podstawowym sposobem na poprawę komfortu snu. Czy oznacza to, że można korzystać z niego bez żadnych konsekwencji? Specjaliści podkreślają, że wiele zależy od sposobu użytkowania urządzenia oraz indywidualnej wrażliwości organizmu.Wentylator nie obniża temperatury w pomieszczeniu, a jedynie wymusza cyrkulację powietrza. To wystarcza, by organizm szybciej oddawał ciepło i łatwiej zasypiał podczas gorących nocy. Jednocześnie ruch powietrza unosi kurz, pyłki i inne zanieczyszczenia obecne w sypialni.Dr William Lu z Dreem Health zwraca uwagę, że u osób z nadwrażliwością dróg oddechowych objawy mogą się nasilić. Dodatkowym problemem pozostaje kurz osadzający się na łopatkach urządzenia, który zwiększa ilość alergenów krążących w powietrzu.

Jakie są skutki spania z włączonym wentylatorem w nocy?

Długotrwały nawiew skierowany bezpośrednio na ciało może powodować napięcie mięśni, zwłaszcza w okolicy karku. Część osób po przebudzeniu odczuwa również zatkany nos, ból gardła lub kaszel wynikające z przesuszenia śluzówek.Do najczęściej wskazywanych skutków ubocznych należą:

  • nasilenie objawów alergii i astmy,
  • sztywność oraz ból mięśni,
  • zatkany nos po przebudzeniu,
  • suchość skóry i podrażnienie oczu,
  • ból gardła oraz kaszel.

    Jak bezpiecznie korzystać z wentylatora podczas snu?

    Eksperci podkreślają, że nie trzeba całkowicie rezygnować z wentylatora. Dr Michael DeShields zaznacza, że osoby preferujące chłodniejsze warunki do snu mogą nadal korzystać z urządzenia, jeśli zadbają o jego właściwą konserwację i odpowiednią wilgotność powietrza wynoszącą 30-50 proc.

    Dobrym rozwiązaniem pozostaje skierowanie strumienia powietrza z dala od twarzy lub włączenie trybu oscylacji. Warto także regularnie czyścić wentylator i sypialnię, a przed snem nawilżać śluzówkę nosa solą fizjologiczną.

    Źródło: Independent / RMF FM

Złapani na gorącym uczynku. 35-latka była "czujką"

 Dwoje mieszkańców Warszawy oszukiwało ludzi metodą "na policjanta". Łącznie udało im się wyłudzić ok. 100 tys. zł. W końcu przyłapano ich na oszustwie w Lublinie. Policja udostępniła nagranie z momentu doprowadzenia kobiety i mężczyzny na przesłuchanie.

Policjantom udało się ująć mieszkańców Warszawy - 45-latka i 35-latkę, którzy od dawna wyłudzali pieniądze. Mężczyzna spotykał się z ofiarami i podawał się za funkcjonariusza policji ścigającego w sprawie fałszywych banknotów. Kobieta natomiast obserwowała otoczenie, jako tzw. czujka.W Lublinie w dzielnicy Czechów ukradli tak 20 tys. zł. Policjantom z KMP w Lublinie udało się zatrzymać przestępców na gorącym uczynku. Dalsze śledztwo udowodniło powiązanie mężczyzny też z dwoma innymi oszustwami. Ostateczna wyłudzona kwota to prawie 100 tys. zł.

"42-latek i 35-latka usłyszeli już zarzuty. Na wniosek śledczych sąd zdecydował o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Sprawców osadzono już w Areszcie Śledczym w Lublinie. Za przestępstwo oszustwa grozi im kara do ośmiu lat pozbawienia wolności" - przekazała policja w komunikacie.