2026/09/30

 

🔴MIESZKAŁ ZE ZWŁ0KÀMI ŻONY I MALEŃKICH CÓRECZEK. JEST NOWY WYROK SĄDU!
W podpoznańskim Puszczykowie rozegrał się prawdziwy koszmar, a dziś Serhij T. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności za pozbawienie życia żony oraz dwóch małych córek.
📌 W listopadzie 2023 roku w jednym z domów jednorodzinnych śledczy dokonali makabrycznego odkrycia.
W budynku odnaleziono ciała młodej kobiety, Julii (29 l.) oraz jej dwóch maleńkich córeczek - Darii (4,5 l.) oraz Marii (1,5 l.). Wszystkie trzy zostały brutalnie uduszone.
​Oprawcą okazał się mąż kobiety i ojciec dzieci - Serhij T. (44 l).
​📌 Życie obok ciał i okrutne kłamstwo
Najbardziej przerażający w tej historii jest fakt, że po dokonaniu zbrodni mężczyzna przez kilka dni udawał, że nic się nie stało. Mieszkał pod jednym dachem ze zwłokami zamordowanej rodziny. Co więcej, w tym samym domu na parterze przebywał nastoletni syn kobiety z poprzedniego związku, który spał w swoim pokoju i nie miał pojęcia o tragedii rozgrywającej się obok. Serhij T. bezmyślnie okłamywał chłopca, ukrywając przed nim przerażającą prawdę.
​Dopiero po kilku dniach mężczyzna pojechał do jednego z poznańskich centrów handlowych, gdzie podszedł do pracownika ochrony i wyznał: „Zabiłem żonę i dwie córki”.
Ochroniarz natychmiast zaalarmował policję.
📌 Motyw
Głównym motywem była chęć pozbycia się żony, która miała do niego ciągłe pretensje. Konflikty w małżeństwie narastały z powodu braku pracy Serhija T., jego problemów z alkoholem oraz hazardu, który doprowadził rodzinę do ogromnych długów.
Mężczyzna zaplanował uduszenie żony w trakcie jej snu, by uwolnić się od problemów. Zabòjstwo dwóch małych córek nie było planowane - sprawca pozbawił je życia impulsywnie, ponieważ obudziły się w trakcie ataku i zaczął je traktować jako świadków zbrodni, których musiał uciszyć.
📌 Proces
Pierwszy wyrok dożywocia zapadł w marcu 2025 roku.
Jednak w październiku 2025 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok z przyczyn formalno-proceduralnych. W składzie sędziowskim I instancji zasiadał tzw. neosędzia, co stanowiło bezwzględną przesłankę odwoławczą.
​📍Nowy wyrok: Sąd bezlitosny dla oprawcy
Ponowny proces ruszył w styczniu tego roku. Dziś Sąd Okręgowy w Poznaniu po raz kolejny nie pozostawił wątpliwości i skazał Serhija T. na kara dożywotniego pozbawienia wolności.
​
Sąd obostrzył jednak warunki odbywania kary - o warunkowe, przedterminowe zwolnienie oskarżony będzie mógł ubiegać się najwcześniej po odbyciu 35 lat więzienia.
Wyrok jest nieprawomocny.

                  SPIJCIE SLODKO , DOBRANOC !


 


  AKTUALIZACJA: EGZEKUCJA CHRISTY PIKE WSTRZYMANA!

To miała być pierwsza egzekucja kobiety w Tennessee od ponad 200 lat. Do wykonania wyroku jednak nie doszło.
Zaledwie około godzinę przed planowanym wykonaniem kary federalny Sąd Apelacyjny VI Okręgu wstrzymał egzekucję Christy Pike.
Pike miała zostać stracona dziś w Tennessee za zabójstwo 18-letniej Colleen Slemmer w 1995 roku.
Decyzja sądu zapadła w ostatniej chwili. Egzekucja została wstrzymana do czasu dalszego postanowienia sądu.
To jednak nie oznacza końca sprawy. Jak informuje Reuters, władze Tennessee zwróciły się już do Sądu Najwyższego USA o uchylenie wstrzymania egzekucji.
Na ten moment Christa Pike żyje, a kara śmierci nie została wykonana.
Sytuacja może się jeszcze zmienić.
Źródło: Reuters, 30 września 2026 r.
OSTATNIE GODZINY CHRISTY PIKE. O 17:00 ZAPLANOWANO EGZEKUCJĘ
Dziś, 30 września 2026 roku, w Tennessee zaplanowano wykonanie wyroku śmierci na 50-letniej Christy Gail Pike.
Egzekucja ma rozpocząć się o 10:00 czasu lokalnego w Tennessee, czyli o 17:00 czasu polskiego, w Riverbend Maximum Security Institution w Nashville. Ma zostać wykonana poprzez śmiertelny zastrzyk.
Jeżeli wyrok zostanie wykonany, będzie to pierwsza egzekucja kobiety w Tennessee od ponad 200 lat. Pike jest obecnie jedyną kobietą znajdującą się w celi śmierci tego stanu.
Sprawa sięga stycznia 1995 roku.
Pike miała wówczas 18 lat i była uczestniczką programu Job Corps w Knoxville. 19-letnia Colleen Slemmer, również uczestniczka programu, była jej znajomą.
Według ustaleń prokuratury Pike uważała Slemmer za rywalkę w relacji z jej chłopakiem, Tadarylem Shippem.
11 stycznia 1995 roku Pike miała powiedzieć znajomej, że zamierza zabić Slemmer.
Następnego dnia Pike, Shipp oraz Shadolla Peterson opuścili teren Job Corps razem ze Slemmer.
Grupa udała się w ustronne miejsce na terenie kampusu University of Tennessee.
Według ustaleń sądu Slemmer została zaatakowana przez Pike i Shippa. Użyto m.in. box cuttera, a ofiara została również wielokrotnie uderzana.
Atak był bardzo brutalny. Slemmer doznała licznych obrażeń, w tym ciężkiego urazu głowy, który doprowadził do jej śmierci.
Na jej ciele wycięto również pentagram.
Po zatrzymaniu Pike rozmawiała z policją i szczegółowo opisała przebieg zdarzenia.
Według materiałów procesowych jej zeznanie miało około 46 stron.
W późniejszych latach Pike nie kwestionowała swojej odpowiedzialności za śmierć Slemmer.
W dokumentach dotyczących wniosku o ułaskawienie przyznała, że odebrała życie człowiekowi i wyraziła żal z powodu swoich czynów.
W 1996 roku Pike została skazana za morderstwo pierwszego stopnia oraz spisek w celu popełnienia morderstwa pierwszego stopnia.
Jury wymierzyło jej karę śmierci za zabójstwo Slemmer.
Za udział w spisku otrzymała dodatkowo 25 lat pozbawienia wolności.
W postępowaniu apelacyjnym sądy Tennessee podtrzymały wyrok i karę śmierci.
W sprawie skazano również jej chłopaka, Tadaryla Shippa, który miał w chwili zabójstwa 17 lat.
Shipp otrzymał karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe.
Trzecią osobą była Shadolla Peterson, która miała 18 lat. Przyznała się do udziału w zdarzeniu i otrzymała karę probation, czyli pozostawienia na wolności pod nadzorem sądu.
Różnica w karach była później jednym z argumentów podnoszonych przez obrońców Pike, którzy wskazywali m.in. na jej wiek w chwili popełnienia przestępstwa.
W ostatnich latach przed zaplanowaną egzekucją obrońcy Pike przedstawiali dodatkowe informacje dotyczące jej dzieciństwa i zdrowia psychicznego.
Według jej prawników Pike była w dzieciństwie ofiarą przemocy, zaniedbania i wykorzystywania seksualnego.
W późniejszym okresie zdiagnozowano u niej m.in. chorobę afektywną dwubiegunową oraz PTSD.
Obrońcy argumentowali, że podczas procesu w 1996 roku ława przysięgłych nie otrzymała pełnego obrazu jej dzieciństwa, a obecna wiedza na temat rozwoju mózgu osób w wieku nastoletnim powinna mieć znaczenie przy ocenie wyroku.
To były również argumenty przedstawione w tegorocznym wniosku o ułaskawienie.
Christa Pike została skazana na śmierć w 1996 roku.
Przez kolejne trzy dekady jej sprawa przechodziła przez kolejne postępowania sądowe.
W 2001 roku Pike została również skazana za usiłowanie zabójstwa innej osadzonej. Otrzymała za ten czyn kolejne 25 lat pozbawienia wolności.
W 2012 roku władze Tennessee poinformowały również o udaremnieniu planu jej ucieczki z więzienia.
W ostatnich tygodniach obrońcy Pike podejmowali kolejne działania prawne.
28 września 2026 roku gubernator Tennessee Bill Lee odmówił jej ułaskawienia, pozostawiając wyrok śmierci w mocy.
Następnie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych.
29 września 2026 roku Sąd Najwyższy USA odmówił wstrzymania egzekucji oraz odmówił rozpoznania jej wniosku.
Na moment publikacji egzekucja pozostaje więc zaplanowana na dzisiaj, 30 września, na godzinę 17:00 czasu polskiego.
W centrum tej historii pozostaje jednak przede wszystkim 19-letnia Colleen Slemmer.
Była uczestniczką programu Job Corps w Knoxville i zginęła w styczniu 1995 roku.
Jej matka, Charity Slemmer Martinez, przez ponad trzy dekady czekała na wykonanie wyroku. W związku z zaplanowaną egzekucją publicznie opowiadała o swojej córce i o konsekwencjach jej śmierci dla rodziny.
Jeżeli egzekucja zostanie wykonana zgodnie z planem, Christa Pike stanie się pierwszą kobietą straconą przez stan Tennessee od ponad dwóch stuleci.
17:00 czasu polskiego.

 


MORDERCZYNI BEDZIE PRACOWAC W SZPITALU !!!!!!!!!!

 GIZELA JAGIELSKA BĘDZIE ABORTOWAĆ DZIECI NA BROCHOWIE

❗
▪️Dyrektor Szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu Magdalena Puziewicz-Karpiak zdecydowała o przyjęciu okrytej złą sławą aborterki do swojej placówki. Wraz z Gizelą pojawi się tu także jej mąż, który również działał na oddziale w Oleśnicy.
▪️Decyzja ta jest wypowiedzeniem wojny przeciw życiu, a głównym frontem tej wojny staje się od dziś Brochów.
⚠️ Szpital Falkiewicza będzie teraz miejscem starcia cywilizacji śmierci z Cywilizacją Życia. Nie zostawimy poczętych dzieci bez pomocy❗Ich niemy krzyk uczynimy donośnym i będziemy budzić sumienia❗
🙏 Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji pod szpitalem (wejście od ul. Biegłej) w najbliższą niedzielę 4 października o godzinie 17:00, kolejny 18 października w tym samym miejscu i o tej samej porze, kolejne w każdą III niedzielę miesiąca.
▪️Będą także akcje informacyjne skierowane do matek chodzących tu na szkołę rodzenia - aby wiedziały, że idąc do porodu w "Falkiewiczu" mogą trafić na radykalną aborterkę.
✊ A gdy wróci wolna Polska, wymierzymy sprawiedliwość za każde zabite dziecko.

POMAGAJMY SWINKOM , ONE CHCA JESC !!!!

 Powiem wprost! Szybka akcja, bo przed chwilą dzwonił Pan i przywiezie jutro przed obiadem tonę buraków. Musimy jutro też zapłacić za leki i wizytę weterynarza. Fv z kliniki jeszcze nie przyszła. Zrobił się mały kłopot...A w tym wszystkim jeszcze śmierć Michałka

💔 A finanse po prostu nas dobijają.
Proszę pomóżcie mi zapłacić za buraki dla Świń.
Poprzednie już schrupały.
🐷 Blik 880 301 315
🌏 PayPal fundacja@gieniutkowo.pl
TO TYLKO 80 OSÓB KTÓRE WPŁACĄ 10ZŁ
Fundacja prosiaczka Eugeniusza Gieniutkowo
88 1140 2004 0000 3002 8106 8695
Tytułem Darowizna dla Gieniutkowa
PS Są jeszcze inne opłaty jak prąd, ubezpieczenie fundacyjnego auta, księgowość o których teraz nie

 


Zamiast na dializę, trafił na oddział psychiatryczny. 29-letni Kacper nie żyje

 Szpital w Świdnicy prowadzi wewnętrzne wyjaśnienia po śmierci 29-letniego Kacpra Buckiego. Rodzina pacjenta zarzuca placówce m.in. próbę odesłania go do domu w stanie bez kontaktu, brak dializy i nieprzekazanie dokumentów z początkowego etapu pobytu.

Placówka przekazała, że w sprawie hospitalizacji Kacpra Buckiego trwa postępowanie wyjaśniające. Ma ono obejmować okoliczności pobytu pacjenta w szpitalu oraz analizę procesu diagnostyczno-terapeutycznego pod kątem standardów i aktualnej wiedzy medycznej. Dyrekcja deklaruje, że jeśli pojawią się nieprawidłowości, podejmie działania przewidziane w przepisach prawa lub w umowach z lekarzami.Według dokumentu po zgonie, który ojciec otrzymał niemal od razu, 29-latek trafił na oddział intensywnej terapii w stanie niewydolności wielonarządowej po dwukrotnym zatrzymaniu krążenia. Opis wskazuje też obciążenia chorobowe, m.in. niewydolność nerek w fazie dializoterapii. Kacper nie odzyskał przytomności i zmarł w sobotę, 5 września o godz. 16.30.Sylwester Bucki, ojciec pacjenta, relacjonuje, że w czwartek rano pojechał do świdnickiego szpitala, aby dowiedzieć się, co dzieje się z synem. Jak mówi, na SOR-ze pielęgniarka przekazała mu rzeczy Kacpra, pytając, czy je zabiera, czy mają trafić do depozytu. Dopiero wtedy miał usłyszeć, że syn przebywa na oddziale intensywnej terapii, a lekarka była zaskoczona, że rodzina wcześniej nie dostała informacji o stanie zagrożenia życia.Kacper chorował na cukrzycę typu 1 od dzieciństwa. Z czasem, z powodu choroby matki, opiekę nad nim przejął ojciec. W późniejszym czasie u pacjenta pojawiły się ciężkie powikłania, w tym niewydolność nerek. Przez dwa lata wymagał dializ trzy razy w tygodniu, ale bliscy podkreślają, że mimo choroby starał się pozostawać aktywny na miarę swoich możliwości: majsterkował, chciał uczyć się gry na gitarze i pozostawał świadomy.

Początek dramatu

Rodzina opisuje, że dramat zaczął się po powrocie z dializy w poniedziałek, 31 sierpnia. Wieczorem Kacper miał silnie wymiotować, a rano o godz. 8.30 dostał drgawek. Nie reagował na próby kontaktu i miał problemy z mówieniem. Ojciec, widząc, co się dzieje, wezwał pogotowie. Ratownicy zabrali 29-latka do szpitala w Świdnicy, a pan Sylwester wiązał jego stan ze spadkiem cukru.Bliscy twierdzą, że ojciec dostał telefoniczną informację o wypisie Kacpra i jego powrocie ambulansem do domu. Ponieważ pan Bucki był w pracy, poprosił drugiego syna, Damiana, aby czekał pod domem. Rodzina nagrała przyjazd ambulansu; według jej relacji Kacper leżał nieprzytomny, w samym pampersie i pod folią termiczną, a wobec sprzeciwu bliskich karetka zawiozła go z powrotem na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) w Świdnicy.
Następnego dnia ojciec i szwagierka Kacpra, Anna, pojechali do szpitala. Według ich relacji 29-latek leżał na sali obserwacyjnej bez ubrania i przykrycia, i dopiero ojciec przyniósł mu dres, bieliznę oraz skarpetki. Bliscy mówią też, że lekarz miał informować o wypisie do domu, grozić skierowaniem pacjenta do szpitala psychiatrycznego jako osoby bezdomnej oraz zawiadomieniem policji i opieki społecznej.
Rodzina wskazuje, że nie dostała karty wypisowej ani dokumentów obejmujących wtorek i środę. Anna relacjonuje, że wpisy w papierach z oddziału intensywnej terapii zaczynają się dopiero od czwartku, 3 września. Sylwester Bucki mówił 22 września, że już 2 września prosił o pokazanie wypisu, ale nadal go nie otrzymał.

Zamiast na dializę, trafił na oddział psychiatryczny

Środa, 2 września, była dniem zaplanowanej dializy Kacpra. Ojciec rano zadzwonił do stacji dializ przy szpitalu im. Sokołowskiego w Wałbrzychu, bo syn przebywał na SOR-ze w Świdnicy i rodzina zakładała, że opiekę zapewni mu tamtejsza placówka. Gdy okazało się, że do dializy nie doszło, Sylwester Bucki ponownie kontaktował się z Wałbrzychem, a lekarz miał powiedzieć, że pacjenta można przywieźć i wykonać zabieg bez problemu.
Zamiast na dializę Kacper został skierowany transportem medycznym na konsultację psychiatryczną do Wałbrzycha. Ojciec relacjonuje, że syn został przywieziony tam o godz. 15.30, był przypięty pasami do noszy, rozebrany i skarżył się na ból. Według Sylwestra Buckiego psychiatra nie znalazł podstaw do przyjęcia na oddział psychiatryczny, wskazał na ciężki stan somatyczny pacjenta i nakazał przewiezienie go z powrotem do Świdnicy. Mnie tak boli serce. Ja wiedziałem, że Kacper kiedyś umrze na tę chorobę, ale nie w takich męczarniach. Wozili go jak wariata jakiegoś, zamiast go na dializę wziąć. Ciągle słyszę: "tato, tato, boli" mówi pan Sylwester, cytowany przez serwis swidnica24.pl.

Dyrektor SP ZOZ powołał się na tajemnicę medyczną

Według informacji przekazanych przez serwis, Grzegorz Kloc, dyrektor SP ZOZ, nie odpowiedział na pytania dotyczące podstaw decyzji wypisowych, braku konsultacji nefrologicznej, niewykonania dializy, skierowania do szpitala psychiatrycznego, dokumentacji z SOR-u, stosowania przymusu bezpośredniego oraz braku nocnego telefonu do ojca.Dyrektor wskazał na przepisy o ochronie prywatności, poufności i tajemnicy medycznej, które obowiązują także po śmierci pacjenta. Podkreślił też, że status dziennikarza nie daje podstaw do ujawniania informacji o leczeniu konkretnej osoby, nawet jeśli publikowane informacje mogłyby wymagać sprostowania lub uzupełnienia.Szpital odniósł się również do zarzutu braku zawiadomienia rodziny w chwili pogorszenia stanu 29-latka. Dyrekcja wskazała, że w realiach pracy SOR-u obowiązek informowania bliskich musi ustąpić działaniom ratującym życie, diagnostyce, leczeniu i przekazaniu pacjenta do jednostki zapewniającej wyższy poziom opieki. Grzegorz Kloc odpowiedział jedynie na pytanie o brak wypisu z SOR-u z 1 i 2 września, wyjaśniając, że lekarze pracują dyżurowo, przygotowanie dokumentu wymagało czasu, a dokumenty miały zostać przekazane w piątek, o czym ojciec pacjenta został poinformowany.

"Opowiem prokuratorowi wszystko"

Sylwester Bucki zwrócił się o pomoc do działającego w szpitalu rzecznika praw pacjenta. Ojciec Kacpra mówi, że zanim doczekał się wyjaśnień, dowiedział się o zawiadomieniu złożonym przez obsługę ambulansu w sprawie znieważenia podczas próby dostarczenia 29-latka do domu 1 września.— Ja całe życie pracowałem dorywczo, nie znam się na prawie, nawet nie wiem, jak to napisać, ale ja to opowiem, opowiem prokuratorowi wszystko, co się wydarzyło i żeby może jakiś inny Kacperek przez to został uratowany od cierpienia — odpowiada Sylwester Bucki, zapytany, czy zamierza zawiadomić prokuraturę.                                                 Nie wiem co sie dzieje w polskich szpitalach . Ten przypadek nie jest odosobniony . Ciagle sie slyszy o zaniedbaniach . I nie wiem z czego to wynika . Czy ze zlej organizacji , czy z powodu za malej liczby lekarzy , czy moze z powodu ich przemeczenia .Z czego by nie wynikalo trzeba cos z tym zrobic bo za duzo ludzi z tego powodu umiera .GB

4-letni Kostek trafił do szpitala z bólem głowy i wymiotami. Teraz okoliczności jego śmierci bada prokuratura

 Prokuratura sprawdza, czy śmierć kilkuletniego Kostka mogła mieć związek z decyzjami podjętymi w Szpitalu wWjewódzkim w Gdańsku. Rodzice chłopca twierdzą, że lekarze zbyt późno zareagowali na objawy wskazujące na problem z zastawką odprowadzającą płyn mózgowo-rdzeniowy.

Małgorzata i Łukasz zgłosili sprawę organom ścigania jeszcze wtedy, gdy ich syn żył, a jego funkcje życiowe były podtrzymywane dzięki aparaturze. W ich ocenie doszło do błędu lekarskiego, który doprowadził do śmierci dziecka. Postępowanie w sprawie prowadzą aktualnie śledczy z Gdańska.
"Prokuratura wszczęła postępowanie w kierunku ustalenia, czy doszło do narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo, czy też nieumyślnego spowodowania jego śmierci" — informuje w oświadczeniu cytowanym przez trójmiejską Wyborczą mec. Weronika Bielkuńska, pełnomocniczka rodziców Konstantego. Adwokat podkreśla, że sprawa wymaga ustalenia, czy dziecko otrzymało pomoc w czasie i w sposób odpowiadający jego stanowi.

Jeszcze bez odpowiedzi na pytania

Do spółki Copernicus, która zarządza szpitalem wojewódzkim w Gdańsku, trafiły pytania dotyczące m.in. diagnoz, procedur i reakcji lekarzy na objawy u Kostka. Odpowiedzi na te kwestie nie przekazano. Rzeczniczka prasowa spółki Copernicus Katarzyna Brożek poinformowała jedynie, że do spółki nie wpłynęła skarga dotycząca pacjenta.Brożek wskazała także, że spółka nie może udostępniać informacji o stanie zdrowia pacjenta ani dokumentacji osobom bez upoważnienia. Odesłała przy tym do przepisów, w tym do Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta z 6 listopada 2008 r. Rodzice utrzymują jednak, że od początku alarmowali personel, iż z zastawką dzieje się coś nieprawidłowego.

Udar czwartego stopnia

Kostek miał cztery i pół roku. Chodził do publicznego przedszkola na gdańskiej Zaspie, korzystał z wózka inwalidzkiego i był rehabilitowany. Nauczycielki oceniały jego rozwój na trzy lata, a rodzice podkreślają, że mimo ograniczeń robił postępy.Problemy zaczęły się jeszcze przed jego narodzinami. Lekarze ustalili później, że cztery dni przed porodem doszło do wylewu krwi do mózgu. Chłopiec doznał udaru czwartego stopnia, który objął prawą półkulę mózgu.

Zastawka po wodogłowiu pokrwotocznym

Po urodzeniu Kostek spędził pierwszy miesiąc na OIOM-ie szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Wystąpiło u niego wodogłowie pokrwotoczne. Następnie trafił do szpitala wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.Najpierw lekarze założyli mu zbiornik Rickhama, a później zastawkę komorowo-otrzewnową Pudenza. Gdy miał trzy lata, otrzymał nową zastawkę programowalną, która regulowała ciśnienie niezależnie od pozycji dziecka. Od czasu rozpoznania lewostronnego mózgowego porażenia dziecięcego pozostawał pod opieką chirurga dziecięcego z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Krytyczna noc

Niepokojące objawy pojawiły się w nocy 29 lipca. Kostek wymiotował i skarżył się na silny ból głowy. Rodzice uznali, że problem może dotyczyć ciśnienia w głowie i działania zastawki.
Po godz. 8 rano rodzice przyjechali z nim na SOR szpitala wojewódzkiego. Chłopca badała lekarka rezydent chirurgii i urologii dzieci. Według relacji rodziców po naciśnięciu zbiorniczka zastawki balonik nie wypełniał się ponownie płynem.
Lekarka zleciła sprawdzenie grupy krwi, bo — jak opisują rodzice — brała pod uwagę możliwość operacji. Kostek dostał leki przeciwwymiotne i przeciwbólowe. Wykonano tomografię komputerową oraz USG, a dziecko było do tych badań usypiane.

Hospitalizacja na oddziale gastroenterologii

O godz. 17.00, po kilku godzinach pobytu w szpitalu, Kostka zbadał młody neurochirurg. Rodzice relacjonują, że uznał wynik TK za prawidłowy i nie znalazł podstaw do leczenia neurochirurgicznego. Chłopiec nie trafił na oddział neurochirurgii.Wieczorem Kostka przejęła lekarka pediatra z kolejnej zmiany. Zaproponowała przyjęcie na pediatrię, a chłopiec trafił na oddział gastroenterologii, bo tam było miejsce. Rodzice mówią, że ból i wymioty wróciły, gdy przestały działać wcześniejsze leki.

Kostek w coraz cięższym stanie

W czwartek, 30 lipca, stan dziecka pogarszał się. Małgorzata korespondowała z lekarzem prowadzącym syna z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, który zapowiadał starania o przeniesienie pacjenta do swojej kliniki. Rano na oddział przyszedł ordynator — pediatra gastroenterolog.
Ordynator wysłał płytę z badaniem TK do lekarza z UCK. Klinika poprosiła o zbadanie płynu mózgowo-rdzeniowego, ponieważ jego czystość miała znaczenie dla ewentualnego transportu. Lekarze zlecili też kolejne badania: USG, TK i rezonans.

Serce Kostka zatrzymało się

Około południa lekarze próbowali pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy. Według relacji matki ordynator chirurgii stwierdził, że nie może go pobrać ze zbiornika, bo balonik jest zapadnięty. Następnie dziecko przewieziono windą do szpitalnych piwnic na badanie TK.
Podczas transportu aparatura zaczęła alarmować, że doszło do zatrzymania akcji serca dziecka. Po reanimacji Kostek trafił na salę intensywnej terapii, a rodzice usłyszeli, że tętno jest podtrzymywane sztucznie.

Dwie operacje

Kolejne TK wykazało obrzęk mózgu oraz tzw. wgłobienie. Z dokumentacji medycznej wynika, że silny wzrost ciśnienia wewnątrz czaszki spowodował przemieszczenie części mózgu w kierunku rdzenia. Rodzice twierdzą, że dopiero wtedy zapadła decyzja o operacji.Pierwszy zabieg przeprowadzono o godz. 18. Nie przyniósł efektu, bo nie udało się trafić z nawierceniem w odpowiednią komorę. Po czterech godzinach zespół neurochirurgów wykonał kolejną operację, tym razem przy zastawce.

Należało od razu wymienić zastawkę?

W piątek, 31 lipca, szpital rozpoczął formalne badania zmierzające do potwierdzenia śmierci pnia mózgu. Procedura wymagała odczekania co najmniej doby przed ostatecznym odłączeniem aparatury. W jej trakcie sprawdza się m.in. przepływ krwi w tętnicach wewnątrzczaszkowych oraz reakcję pacjenta na chwilowe odłączenie od urządzeń.
Lekarze stwierdzili śmierć Kostka w sobotę, 1 sierpnia. W dokumentacji medycznej zapisano godz. 18.41. Tego samego dnia policja zabezpieczyła dokumentację medyczną.
Również w sobotę Małgorzata i Łukasz spotkali się z lekarzem z UCK prowadzącym Kostka. Według ich relacji usłyszeli, że już na pierwszych zdjęciach z tomografu, wykonanych w środę i przekazanych lekarzowi w czwartek, było widać wklęsły balonik zastawki. Rodzice uważają, że od razu należało wymienić zastawkę.Małgorzata i Łukasz mówią, że liczyli się z najgorszym scenariuszem, bo Kostek był ciężko chory. Nie zgadzają się jednak z tym, w jaki sposób doszło do jego śmierci. Zarzucają części personelu, że nie słuchała ich uwag i nie potraktowała poważnie ich obserwacji dotyczących zastawki.
Pełnomocniczka rodziców wskazuje, że na tym etapie nie przesądza się odpowiedzialności konkretnych osób. Oczekuje jednak, że organy ścigania wyjaśnią wszystkie okoliczności pobytu Kostka w szpitalu. Pierwsze przesłuchania personelu medycznego zaplanowano na koniec września.

Polka w USA pokazała rachunek ze szpitala. "Po prostu nie wierzę"

 Polka w USA, która prowadzi w mediach społecznościowych kanał o nazwie "beti.in.the.usa", w ostatnim czasie trafiła z dzieckiem na SOR. Po pięciu godz. pobytu w szpitalu otrzymała rachunek na ponad 11,5 tys. dol. (około 45 tys. zł). Po zobaczeniu tej kwoty nie kryła zaskoczenia. "Ja po prostu w to nie wierzę" — mówi na nagraniu.

Koszty opieki medycznej w Stanach Zjednoczonych potrafią być bardzo wysokie, a ostateczna kwota rachunku zależy m.in. od zakresu wykonanych badań i posiadanego ubezpieczenia. Przekonała się o tym Polka mieszkająca w USA, która po kilku godzinach spędzonych z dzieckiem na SOR otrzymała rachunek opiewający na ponad 11,5 tys. dol. (około 45 tys. zł).
"Ja po prostu w to nie wierzę. Właśnie dostaliśmy rachunek za amerykański szpital. Byliśmy tam 5 godz. z dzieckiem na SOR-ze. I szpital wystawił nam rachunek na 11 tys. 577 dol. Rozumiecie to? Ubezpieczalnia chce pokryć z tego 8 tys. dol. (około 31 tys. zł) i nam finalnie do zapłaty zostaje 3,5 tys. dol. (około 13,5 tys. zł)" — relacjonuje w nagraniu na Instagramie autorka profilu "beti.in.the.usa".Kobieta postanowiła rozłożyć wizytę w szpitalu na czynniki pierwsze i dokładnie przyjrzeć się kosztom wykonanych badań. Jak opisuje, za tomografię szpital naliczył 5,3 tys. dol. (około 20,4 tys. zł), a za badania laboratoryjne kolejne 2 tys. dol. (około 7,7 tys. zł). W tej kwocie znalazł się m.in. test na COVID-19, wyceniony na 800 dol. (około 3,1 tys. zł). "Gdybym ja to wiedziała, zeszłabym do apteki i kupiła ten test za 5 dol. (około 20 zł)" — podkreśla.Na rachunku znalazła również opłatę w wysokości 42 dol. (około 162 zł) za wkłucie igły podczas pobierania krwi oraz 2 tys. dol. (około 7,7 tys. zł) za USG brzucha. Za samo przebywanie w szpitalnym pomieszczeniu naliczono 1227 dol. (około 4,7 tys. zł), natomiast konsultację lekarską wyceniono na 900 dol. (około 3,5 tys. zł)."Ja w to nie wierzę. Po prostu ja jestem tym załamana i przerażona. Gdyby mi coś się stało, bałabym się już teraz przyjechać do szpitala. Znając te stawki, w ogóle nie wiem, ile oni by sobie policzyli za noc w szpitalu i jaka to by była kwota. A, nie daj Boże, jakby trzeba było zrobić coś więcej, jakiś zabieg"

Napięcie wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wiadomo, co zrobi Nawrocki, jest reakcja z Pałacu

 

Wokół Trybunału Konstytucyjnego narasta polityczne napięcie. Zbigniew Bogucki zapowiedział stanowczą reakcję Karola Nawrockiego na ewentualną próbę siłowego wejścia do TK. Szef Kancelarii Prezydenta mówi o przygotowaniu na „najdalej idący scenariusz”. Pałac Prezydencki nie ujawnia jednak szczegółów możliwych działań.W ostatnich dniach przedstawiciele rządu wypowiadali się o możliwości wykorzystania policji w razie uznania, że w Trybunale Konstytucyjnym dochodzi do naruszenia prawa. Jednocześnie od tygodni przed siedzibą TK pojawiają się osoby deklarujące jego obronę. W tej sytuacji Bogucki został zapytany o możliwą reakcję prezydenta na próbę siłowego przejęcia Trybunału. Jego odpowiedzi wskazywały, że taki wariant jest w Pałacu Prezydenckim brany pod uwagę.Zbigniew Bogucki o Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent ma być przygotowany na każdy scenariuszZbigniew Bogucki nie przedstawił konkretnych działań, które Karol Nawrocki miałby podjąć w przypadku próby siłowego wejścia do Trybunału Konstytucyjnego. Podkreślił jednak, że prezydent jest przygotowany także na najbardziej zdecydowany rozwój wydarzeń.


– Jest przygotowany pan prezydent przede wszystkim. Jest przygotowany na najdalej idący scenariusz i jest niezwykle zdeterminowany w tej sprawie – powiedział Bogucki podczas rozmowy.


Dopytywany o szczegóły możliwej odpowiedzi Pałacu Prezydenckiego, szef Kancelarii Prezydenta nie zdecydował się ich ujawnić. Argumentował, że opisywana sytuacja obecnie pozostaje jedynie rozważanym wariantem. Nie chciałbym wszystkiego mówić, bo na razie ta sytuacja się nie realizuje, nie materializuje – stwierdził Bogucki.


Zapewnił jednocześnie, że prezydent ma przygotowaną odpowiedź na różne możliwości rozwoju wydarzeń. Nie wskazał jednak, jakie konkretnie działania miałyby zostać podjęte.


– Na każdy scenariusz pan prezydent ma swój pomysł i ma swoją bardzo jasną, stanowczą, konkretną odpowiedź – powiedział Bogucki.Pałac Prezydencki przestrzega przed siłowymi działaniami wobec TK

Wypowiedzi Boguckiego wpisują się w stanowisko prezentowane wcześniej przez Pałac Prezydencki. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz mówił, że nie radzi rządzącym podejmowania „jakichkolwiek siłowych ruchów” wobec Trybunału Konstytucyjnego.


Bogucki również przekonywał, że wolałby uniknięcia najbardziej radykalnego wariantu. Jednocześnie zaznaczył, że próba podjęcia siłowych działań spotkałaby się ze stanowczą odpowiedzią głowy państwa.a wolałbym, żeby ten scenariusz najdalej idący się po prostu nie realizował – powiedział Bogucki.


Następnie odniósł się bezpośrednio do sytuacji, w której próba takiego działania rzeczywiście zostałaby podjęta.


– Jeżeli będą próbowali to zrobić, prezydent na to bardzo stanowczo odpowie, a jak odpowie, no to z oczywistych powodów dzisiaj nie mogę powiedzieć – stwierdził.


Podczas rozmowy padło także pytanie, czy podobne deklaracje można traktować jako groźbę skierowaną do rządu. Bogucki odrzucił taką interpretację i określił swoją wypowiedź jako ostrzeżenie przed działaniami wobec TK.To nie jest żadna groźba. To jest dobra rada, mocna przestroga dla tych, którzy będą chcieli w sposób siłowy atakować ten organ konstytucyjny – powiedział.


Według Boguckiego stanowisko prezydenta jest związane z jego oceną konstytucyjnych obowiązków głowy państwa. Szef Kancelarii Prezydenta tłumaczył, że Karol Nawrocki mówi w tym kontekście o obronie praworządności, konstytucji i porządku ustrojowego.

Mysle sobie , ze Tusk sie nie zdecyduje na silowe przejecie TK bo to bylby jego koniec . Prezydent by oglosil stan wyjatkowy i puscil na niego wojsko . I to bylby jego koniec .Przepychanki slowne tak ale nic poza tym ! GB


 


 


 

⚠️Zagłodziła własnego syna. Gdy w sądzie pokazano jej zdjęcie jego ciała, miała odruch wymiotny.
15-letni Timothy Ferguson mieszkał z matką, Shandą Vander Ark, i starszym bratem Paulem w Michigan w USA. Był w spektrum autyzmu, miał także ADHD i potrzebował wsparcia. Zamiast opieki przez wiele miesięcy doświadczał tortur.
Matka ograniczała mu jedzenie, a lodówkę zabezpieczono kłódką. Za karę dostawał chleb z ekstremalnie ostrym sosem. Zmuszano go do długiego stania i klęczenia, pozbawiano snu oraz przetrzymywano w małym schowku, w którym również spał. Jego zachowanie obserwowano przez kamerę.
W znęcaniu się uczestniczył Paul. Shanda przekazywała starszemu synowi instrukcje, także w wiadomościach tekstowych. Ich korespondencja oraz nagrania z domu stały się później dowodami pokazującymi, jak traktowali Timothy’ego.
6 lipca 2022 roku chłopiec zmarł z powodu skrajnego niedożywienia i hipotermii, czyli nadmiernego wychłodzenia organizmu. Ważył zaledwie około 31 kilogramów. Przed śmiercią przez wiele godzin przetrzymywano go w lodowatej kąpieli.
Podczas procesu Shanda przekonywała, że nie pamięta części wydarzeń i nie zdawała sobie sprawy ze stanu syna. Gdy pokazano jej zdjęcie jego wychudzonego ciała, miała odruch wymiotny. Zgłosiła złe samopoczucie, a jej zeznania przerwano.
W styczniu 2024 roku została skazana na dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości zwolnienia warunkowego. Za znęcanie się nad synem otrzymała dodatkowo 100 lat pozbawienia wolności, z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 50 latach.
Paul również został skazany na 100 lat pozbawienia wolności. O zwolnienie warunkowe może ubiegać się po 30 latach.
Shanda próbowała później doprowadzić do nowego procesu. Zarzucała obrońcy, że bez jej zgody przyznał w mowie końcowej, iż ponosiła odpowiedzialność za śmierć syna, choć kwestionował zamiar zabójstwa. W czerwcu 2026 roku sąd odrzucił jej wniosek. Sędzia uznał dowody winy za przytłaczające.
❓Co uważacie o tej sprawie?




Gizela Jagielska pokieruje ginekologią we wrocławskim szpitalu

 Dyrekcja wrocławskiego szpitala miała podjąć decyzję o zatrudnieniu lekarki Gizeli Jagielskiej, do niedawna związanej z lecznicą w Oleśnicy.GIZELA JAGIELSKA BĘDZIE ABORTOWAĆ DZIECI NA BROCHOWIE


❗
▪️Dyrektor Szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu Magdalena Puziewicz-Karpiak zdecydowała o przyjęciu okrytej złą sławą aborterki do swojej placówki. Wraz z Gizelą pojawi się tu także jej mąż, który również działał na oddziale w Oleśnicy.
▪️Decyzja ta jest wypowiedzeniem wojny przeciw życiu, a głównym frontem tej wojny staje się od dziś Brochów.GIZELA JAGIELSKA BĘDZIE ABORTOWAĆ DZIECI NA BROCHOWIE
❗
▪️Dyrektor Szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu Magdalena Puziewicz-Karpiak zdecydowała o przyjęciu okrytej złą sławą aborterki do swojej placówki. Wraz z Gizelą pojawi się tu także jej mąż, który również działał na oddziale w Oleśnicy.
▪️Decyzja ta jest wypowiedzeniem wojny przeciw życiu, a głównym frontem tej wojny staje się od dziś Brochów.
⚠️ Szpital Falkiewicza będzie teraz miejscem starcia cywilizacji śmierci z Cywilizacją Życia. Nie zostawimy poczętych dzieci bez pomocy❗Ich niemy krzyk uczynimy donośnym i będziemy budzić sumienia❗
🙏 Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji pod szpitalem (wejście od ul. Biegłej) w najbliższą niedzielę 4 października o godzinie 17:00, kolejny 18 października w tym samym miejscu i o tej samej porze, kolejne w każdą III niedzielę miesiąca.
▪️Będą także akcje informacyjne skierowane do matek chodzących tu na szkołę rodzenia - aby wiedziały, że idąc do porodu w "Falkiewiczu" mogą trafić na radykalną aborterkę.
✊ A gdy wróci wolna Polska, wymierzymy sprawiedliwość za każde zabite dziecko.
⚠️ Szpital Falkiewicza będzie teraz miejscem starcia cywilizacji śmierci z Cywilizacją Życia. Nie zostawimy poczętych dzieci bez pomocy❗Ich niemy krzyk uczynimy donośnym i będziemy budzić sumienia❗
🙏 Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji pod szpitalem (wejście od ul. Biegłej) w najbliższą niedzielę 4 października o godzinie 17:00, kolejny 18 października w tym samym miejscu i o tej samej porze, kolejne w każdą III niedzielę miesiąca.
▪️Będą także akcje informacyjne skierowane do matek chodzących tu na szkołę rodzenia - aby wiedziały, że idąc do porodu w "Falkiewiczu" mogą trafić na radykalną aborterkę.
✊ A gdy wróci wolna Polska, wymierzymy sprawiedliwość za każde zabite dziecko.
GIZELA JAGIELSKA BĘDZIE ABORTOWAĆ DZIECI NA BROCHOWIE❗
▪️Dyrektor Szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu Magdalena Puziewicz-Karpiak zdecydowała o przyjęciu okrytej złą sławą aborterki do swojej placówki. Wraz z Gizelą pojawi się tu także jej mąż, który również działał na oddziale w Oleśnicy.
▪️Decyzja ta jest wypowiedzeniem wojny przeciw życiu, a głównym frontem tej wojny staje się od dziś Brochów.
⚠️ Szpital Falkiewicza będzie teraz miejscem starcia cywilizacji śmierci z Cywilizacją Życia. Nie zostawimy poczętych dzieci bez pomocy❗Ich niemy krzyk uczynimy donośnym i będziemy budzić sumienia❗
🙏 Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji pod szpitalem (wejście od ul. Biegłej) w najbliższą niedzielę 4 października o godzinie 17:00, kolejny 18 października w tym samym miejscu i o tej samej porze, kolejne w każdą III niedzielę miesiąca.
▪️Będą także akcje informacyjne skierowane do matek chodzących tu na szkołę rodzenia - aby wiedziały, że idąc do porodu w "Falkiewiczu" mogą trafić na radykalną aborterkę.
✊ A gdy wróci wolna Polska, wymierzymy sprawiedliwość za każde zabite dziecko.
 Już w najbliższych dniach i tygodniach Gizela Jagielska zacznie działać we Wrocławiu, w szpitalu im. Falkiewicza na Brochowie. Szpital Falkiewicza dysponuje największą porodówką na całym Dolnym Śląsku, obsługując 2000-2500 porodów rocznie. Teraz stanie się największym abortorium w Polsce - ostrzegała niedawno antyaborcyjna działaczka Kaja Godek.

- Według nieoficjalnych informacji do których dotarło Radio Wrocław, dyrekcja szpitala na wrocławskim Brochowie zdecydowała o zatrudnieniu dr Gizeli Jagielskiej. Według naszych ustaleń, lekarka od 1 października ma pokierować oddziałem ginekologii i patologii ciąży, mimo trwających od kilku tygodni protestów przeciwników aborcji - podało dzisiaj Radio Wrocław.

Gizela Jagielska do niedawna była związana z oleśnickim szpitalem, gdzie była ginekologiem oraz pełniła funkcję wicedyrektor ds. medycznych.                                                                                     Dostala prace w szpitalu to teraz moze ile wlezie mordowac dzieci . Brawo szpital !!!!