2018/10/04

Indonezja. Tsunami porwało statek i cisnęło w głąb lądu

To prawdziwy cud, że na statku KM Sabuk Nusantara 39 nikt nie zginął. Pierwszy mechanik pracujący na jednostce w dniu, kiedy została porwana przez tsunami, opowiedział o dramatycznych chwilach.Pięć dni po kataklizmie na wyspie Sulawesi statek wciąż tkwi na lądzie. 20-osobowa załoga czeka na decyzję właściciela - państwowej spółki promowej - co zrobić z poważnie uszkodzoną jednostką. Bezczynność umilają sobie śledzeniem z oddali innych statków i rozmowami z okolicznymi dzieciakami, które wspinają się na burty uwięzionej jednostki.
Jesteśmy szczęśliwi, że statek nikogo nie zabił, gdy wyrzuciło go na ląd - mówi pierwszy mechanik Charles Marlan, który przeżył uderzenie tsunami na jednostce.Marlan opowiada, że jednostka cumowała w Wani, na wschód od Palu. W pewnej chwili załoga ze zdumieniem spostrzegła, że cofające się morze zabiera ze sobą statek.
Cały statek drżał, wszystko zaczęło spadać z naszych prycz - relacjonuje mężczyzna w rozmowie z Reutersem.                           
            Pierwszy mechanik mówi, że morze porwało statek kilka minut po trzęsieniu ziemi. To pasażersko-towarowa, 500-tonowa jednostka. Załoga spodziewała się najgorszego.
Fale niosły nas bardzo szybko i rzuciły na ląd, zanim zdążyliśmy o tym pomyśleć - mówi Marlan.Cudem nikt z członków załogi poważnie nie ucierpiał. Marlan wspomina, że fale tsunami miały wysokość 5 metrów. Statek wyrzucony na ląd jest niestabilny, ster i śruba są odsłonięte, widać je wysoko ponad gruntem. Pierwszy mechanik nie martwi się jednak stanem statku.
Ważne jest to, że żyjemy i za to powinniśmy być wdzięczni - mówi.
Według najnowszych danych w trzęsieniu ziemi i uderzeniu tsunami zginęły 1424 osoby. Tysiące odniosły rany. Są ogromne straty materialne. Władze Indonezji cały czas podkreślają, że ratownicy nie dotarli jeszcze do wszystkich zniszczonych rejonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz