Jesteśmy szczęśliwi, że statek nikogo nie zabił, gdy wyrzuciło go na ląd - mówi pierwszy mechanik Charles Marlan, który przeżył uderzenie tsunami na jednostce.Marlan opowiada, że jednostka cumowała w Wani, na wschód od Palu. W pewnej chwili załoga ze zdumieniem spostrzegła, że cofające się morze zabiera ze sobą statek.Cały statek drżał, wszystko zaczęło spadać z naszych prycz - relacjonuje mężczyzna w rozmowie z Reutersem.Pierwszy mechanik mówi, że morze porwało statek kilka minut po trzęsieniu ziemi. To pasażersko-towarowa, 500-tonowa jednostka. Załoga spodziewała się najgorszego.Fale niosły nas bardzo szybko i rzuciły na ląd, zanim zdążyliśmy o tym pomyśleć - mówi Marlan.Cudem nikt z członków załogi poważnie nie ucierpiał. Marlan wspomina, że fale tsunami miały wysokość 5 metrów. Statek wyrzucony na ląd jest niestabilny, ster i śruba są odsłonięte, widać je wysoko ponad gruntem. Pierwszy mechanik nie martwi się jednak stanem statku.Ważne jest to, że żyjemy i za to powinniśmy być wdzięczni - mówi.Według najnowszych danych w trzęsieniu ziemi i uderzeniu tsunami zginęły 1424 osoby. Tysiące odniosły rany. Są ogromne straty materialne. Władze Indonezji cały czas podkreślają, że ratownicy nie dotarli jeszcze do wszystkich zniszczonych rejonów.
2018/10/04
Indonezja. Tsunami porwało statek i cisnęło w głąb lądu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz