2 w nocy, wezwanie: "dziewczyna 16 lat, duszność, zażywała marihuanę."
Na miejsce dojechaliśmy sprawnie. Przed moimi oczami ukazał się widok rodem z horrorów. Stary, kolejowy blok otoczony upiornymi, czarnymi drzewami. Mgliste powietrze z trudem oświetlały niewielkie latarnie.
W oknach bloku było ciemno. Niewielkie światło paliło się jedynie na poddaszu.
- Niech zgadnę, to tam. - Powiedziałem do kolegi i obniżając wzrok weszliśmy do środka.
Przed wejściem stał zaparkowany radiowóz policji.
Na klatce było ciemno. Odruchowo zapaliłem latarkę umieszczoną w kamizelce i dostrzegłem nadpalony włącznik światła.
Ściany dookoła "ozdobione" były podpisami. Mijając zdewastowaną skrzynkę na listy weszliśmy na wytarte z farby, drewniane schody. Zaczęliśmy wspinać się na górę.
Na najwyższej kondygnacji czekał na nas policjant.
- Cześć! Prowadź Pan! - powiedziałem minimalnym nakładem słów i przez za niskie drzwi weszliśmy do środka.
Migdałowy zapach klatki schodowej szybko zmienił się w smród meliny. W półmroku można było dostrzec niski stół, na którym ustawione były butelki taniego piwa. Część z nich była przewrócona. Na środku stała ogromna popielniczka wypełniona popiołem i petami. Za stołem stała rozłożona wersalka, na której leżał mężczyzna. Przyświeciłem na niego latarką. Miał około sześćdziesiątki, spał. Podciągnięta za pępek koszulka odsłaniała wzdęty brzuch. Mężczyzna spał w butach i w kurtce. Zgięta w kolanie noga opadała na ziemię.
Podążając za "przewodnikiem" przeszliśmy do drugiego pomieszczenia.
Na środku dużego pokoju czekał na nas drugi policjant, a obok niego na brudnym, poplamionym materacu siedziała młoda, śliczna dziewczyna. Ubrana była schludnie i miała starannie uczesane włosy. Zupełnie nie pasowała do tego miejsca.
Już na pierwszy rzut oka hiperwentylowała się.
Cześć, nazywam się Tomek Modrzewski, jestem ratownikiem medycznym. Jak masz na imię?
- Pa... Pa... Paulina - z trudem wymówiła dziewczyna.
- Paulino, nie mam pojęcia co Ty tu robisz, ale wiedz, że od tej pory będę cały czas przy Tobie i nie dam zrobić Ci krzywdy, zaufaj mi, ok? - Przerażona dziewczyna spojrzała na mnie i pokiwała głową na tak.
- Paulino, nie martw się, zaraz Ci pomogę, ale teraz musisz skupić się przede wszystkim na tym, żeby wolniej oddychać. - Złapałem obiema dłońmi jej dłoń.
- Nie myśl teraz o niczym innym tylko o swoim oddechu. Spróbuj nabrać powietrze, przytrzymać najdłużej jak się da i dopiero wypuść. Zobaczysz za 2 minutki poczujesz się lepiej, tylko staraj się teraz oddychać wolniej. - Młoda dziewczyna posłusznie starała się wykonać to, o co proszę.
- Paulino, w międzyczasie zbadam Cię, ale obiecuję, że będę mówił Ci wszystko, co będę robił, ok?
- Ok!
- Przyłożę teraz stetoskop do Twojej klatki piersiowej.
Choć badanie jest nieinwazyjne i bezbolesne mówiłem wszystko uczciwie wywiązując się ze swojej obietnicy. W słuchawkach usłyszałem piękny szmer pęcherzykowy, serce pompowało krew głośno i szybko.
- Teraz nałożę na Twój palec taki klips, zobacz! - Założyłem pulsoksymetr na swój palec. - Dzięki temu będę wiedział jakie jest natlenowanie Twojej krwi. - Teraz zmierzę Twojej ciśnienie...
Po chwili oddech dziewczyny zwolnił i mogłem w końcu przeprowadzić pełny wywiad.
- Paulino, powiedz mi teraz co Ci dolega?
- Zapaliłam z koleżanką trawkę i nagle nie mogłam oddychać.
- Z koleżanką? A gdzie ta koleżanka? - rozejrzałem się uważnie po pokoju.
- Uciekła! - hmmm.
- A ile buchów wzięłaś?
- Jednego.
- A paliłaś kiedyś wcześniej?
- Nie, pierwszy raz.
- A co Ty tu w ogóle dziewczyno robisz? Mieszkasz tu?
- Nie, dziś jestem na noc u koleżanki, przyszłyśmy do jej wujka...
- A rodzice pewnie myślą, że teraz śpicie?
- Dzwoniliśmy do matki, nie odbiera. - wtrącił się policjant.
- Jesteś na coś uczulona? Chorujesz na coś? Bierzesz jakieś leki? - Zacząłem żonglować pytaniami próbując zebrać wywiad medyczny i ustalić co tu się w ogóle dzieje?
- Paulino, na tę chwilę wygląda na to, że Twoja duszność spowodowana była tym, że zbyt szybko i zbyt głęboko oddychałaś, ale dla pewności zrobimy Ci jeszcze EKG. Zabierzemy Cię też na obserwację do szpitala, bo nie wiem do końca co Ty tam paliłaś, no i na pewno nie zostawimy Cię tutaj. Ty chyba też nie chcesz tu zostać, co?
- No nie. - odpowiedziała skruszona dziewczyna.
Wychodząc z mieszkania podszedłem jeszcze do śpiącego jegomościa i z bezpiecznej odległości kopnąłem go w buta.
- Eeee, Panie, żyjesz? - Mężczyzna niechętnie otworzył oczy i zdziwił się obecnością takich "gości".
- Żyję! - odpowiedział niepewnie, jakby powoli sprawdzając swoje układy życiowe.
- Ogarnij się chłopie! - rzuciłem na "do widzenia" jakby miało to coś zmienić...
W karetce szczerze sobie porozmawialiśmy. Uzmysłowiłem Paulinie, że ta koleżanka, która uciekła, pokazała, że tak naprawdę nie jest godna zaufania i nie będzie można na nią liczyć w przyszłości. Uzmysłowiłem jej też, że ten "wujek" mógł okazać się kimś, kto mógł zrobić jej wielką krzywdę i nikt by jej wtedy nie pomógł. Widziałem, że wzięła to sobie do serca. Na koniec zadzwoniła do Pauliny mama. Miałem wrażenie, że kobieta miała tętno trzysta na minutę. Była bardzo zdenerwowana. Wziąłem telefon do ręki i uspokoiłem ją trochę. Już zbierała się do szpitala...
Wkrótce Sylwester, noc wypadów z domu i różnych "eksperymentów". Niech historia Pauliny będzie przestrogą, dla rodziców i dzieci, którzy będą spędzali noc poza domem.
Mam nadzieję, że ten post dotrze do choć jednej osoby, która uniknie tragedii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz