Ok, a jak nazwiemy Tuska, który bezprawnie przejął mieszkanie od ubogiej kolejarskiej rodziny - a policjantowi, który węszył w tej sprawie groziło zniszczenie kariery?
- w lokalu komunalnym, należącym do miasta Sopot mieszkała niezamożna kolejarska, rodzina - mająca nieznaczne (ale jednak) zaległości wobec miasta,
- traf chciał, że w tym samym czasie ówczesny Prezydent Sopotu Jan Kozłowski dostał POLECENIE znalezienia mieszkania dla Tuska i jego rodziny,
- szefowi sopockiej policji Kozłowski tłumaczył, że nie miał wyjścia i musiał wyeksmitować rodzinę i przenieść ją do mieszkania socjalnego, bo... Tuskowi bardzo podobało się to przejmowane mieszkanie,
- jakby tego było mało, Kozłowski udzielił nowemu "najemcy" potężnej finansowej ulgi, by ten w niedługim czasie wykupił przejęte mieszkanie na własność (za pieniądze Wiktora Kubiaka, przedstawiciela PRLowskiego wywiadu wojskowego, współodpowiedzialny za defraudacje w aferze FOZZ),
Gdzie tu złamanie prawa? Wyjaśniam:
- Donald Tusk był wówczas zameldowany w Gdańsku, jego żona - w Gdyni. Tymczasem dostali mieszkanie komunalne... w Sopocie. Jan Kozłowski, Prezydent Sopotu, przyznając Tuskom mieszkanie w swoim mieście, złamał prawo. Nie było takiego prawa, by gdańszczanin otrzymał lokal komunalny w Sopocie - podobnie jak nie mógłby otrzymać mieszkania komunalnego w Warszawie czy w Poznaniu. Mieszkania komunalne przeznaczone są dla tych, którzy są zameldowani w danym mieście - Tusk w Sopocie zameldowany nie był,
- z tej właśnie nieprawidłowości Kozłowski tłumaczył się później Rusikowi, szefowi sopockiej policji. Kozłowski miał zeznawać siedem godzin - mówiąc, że dostał takie polecenie z góry i nie miał wyjścia. No bo jak - Donald Tusk, wielki szef wielkiej partii, a nie miał nawet swojego mieszkania, tylko gnieździł się z żoną i dziećmi w akademiku?
- prawo złamano w najbardziej czytelnej formie. Kozłowski nawet nie próbował tego faktu ukryć - tłumaczył tylko, że musiał postąpić jak postąpić,
- szkopuł w tym, że Rusik służbę zaczynał jeszcze w Milicji Obywatelskiej - i można go było zdmuchnąc jak świecę, np. pod hasłem "esbek niszczy nieskazitelnego opozycjonistę". Bał się zaryzykować - był potężnie naciskany z góry. I tak sprawa została zamknięta, a materiały zebrane w sprawie, zamknięte w archiwum.
A jak zakończyły się losy ubogiej kolejarskiej rodziny? A kogo to obchodzi? Grunt, że od tego momentu Donald Tusk nie musiał już dłużej gnieździć się z rodziną w akademiku - bo miał już swoje mieszkanie...
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz