Szokujące kulisy afery w szpitalu w Mogilnie. Prywatna spółka neurochirurgów miała stworzyć nieoficjalny system opłacania pielęgniarek. Co gorsza, zabiegi mogły odbywać się przy użyciu sprzętu bez atestu i bez kompletu badań pacjentów, jak ujawnia Wirtualna Polska.
Jak wyglądało "nieoficjalne" wynagradzanie pielęgniarek?
Według doniesień dziennikarzy prywatna firma neurochirurgiczna wymagała asysty instrumentariuszek podczas zabiegów. Szpital w Mogilnie odmówił zatrudnienia dodatkowych osób. Kłopot rozwiązano w inny sposób. W operacjach miały brać udział pielęgniarki pełniące dyżur. Dla nich oznaczało to nadprogramowe zadania, do których nie pałały entuzjazmem.Wówczas zastosowano metodę "motywacji". Zgodnie z informacjami portalu instrumentariuszki miały inkasować dodatkowe 300-450 zł na miesiąc jako formę nieoficjalnego wynagrodzenia za kooperację. Środki te miały być przekazywane personelowi "pod stołem". Kiedy reporterzy Wirtualnej Polski chcieli zweryfikować te doniesienia, pielęgniarki nie zaprzeczyły, choć unikały konwersacji. Z kolei kierowniczka bloku operacyjnego miała przerwać połączenie po zadaniu pytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz