W stanie Michigan w USA młoda kobieta została znaleziona martwa w łóżku. W dniach poprzedzających śmierć Cree Erwin skarżyła się na silne bóle brzucha – były one następstwem zabójstwa na jej nienarodzonym dziecku, które miało miejsce niewiele wcześniej.
Okazało się, że podczas aborcji macica Cree została przebita. W dodatku „lekarka”, która popełniła ten błąd, zabiła wcześniej w ten sam sposób inną pacjentkę…24-letnia Cree Erwin miała rocznego synka i była w ciąży. Z powodu, którego nie znamy, postanowiła zabić drugiego malucha poprzez aborcję. „Zabiegu” dokonano w lokalnym oddziale Planned Parenthood – amerykańskiego giganta specjalizującego się w zabijaniu dzieci nienarodzonych.
Już cztery dni po zabiciu malucha Erwin zgłosiła się do pobliskiego szpitala Bronson Battle Creek Hospital, skarżąc się na silne bóle brzucha. Została wypisana z placówki, jednak dwa dni później znaleziono ją w domu martwą. Zginęło więc nie tylko dziecko, które brutalnie wydobyto z ciała matki, ale i ona sama. Takie właśnie bywają konsekwencje aborcji, którą środowiska proaborcyjne nazywają „bezpiecznym, mało inwazyjnym zabiegiem”!Zgodnie z oficjalnym raportem z sekcji zwłok wydanym przez lekarza sądowego hrabstwa Calhoun, bezpośrednią przyczyną śmierci Cree Erwin były powikłania po perforacji (przebiciu) macicy, do którego doszło podczas aborcji. Czyli, mówiąc wprost, to aborcja była bezpośrednią przyczyną śmierci kobiety. Okazało się, że „zabieg” przeprowadzała Mandy Gittler, zamieszana już w śmierć innej pacjentki podczas pracy w placówce aborcyjnej Planned Parenthood w Chicago w 2012 roku. Gittler przeprowadziła wtedy aborcję w drugim trymestrze, podczas której przebiła macicę kobiety w ten sam sposób, co w przypadku Erwin. Aborterka zwlekała wówczas z wezwaniem pomocy medycznej przez pięć i pół godziny, podczas gdy matka abortowanego malucha cierpiała na krwotok wewnętrzny. Pacjentka zmarła. Mandy Gittler nigdy nie poniosła odpowiedzialności karnej. A faktem jest, że bezpośrednio przyczyniła się do śmierci matki, która konała w łóżku, oraz jej dziecka, które rozerwała na kawałki.
Aborcja zawsze kończy się śmiercią przynajmniej jednego człowieka. Ofiarą jest dziecko, które ginie w okrutny sposób, ale często i matka – wskutek obrażeń zadanych podczas zabijania dziecka, lub później, z powodu powikłań.
Rozrywanie, zgniatanie i wysysanie ciała zabitego dziecka nie jest obojętne dla organizmu matki. Zostaje on spustoszony i zniszczony. Możliwe, że kobieta po aborcji już nigdy nie będzie w stanie urodzić dziecka. O ile w ogóle sama tę aborcję przeżyje!
Tekst: Mikołaj Brzyski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz