Zełenski zaskoczył słowami o Polsce. "Myślę, że był nacisk zachodnich partnerów"
Po tygodniach sporu między władzami Polski i Ukrainy Wołodymyr Zełenski stwierdził, że jesteśmy "silnymi sąsiadami i dobrymi przyjaciółmi". Jak ocenia Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii, to tylko "częściowa zmiana, przyjęcie bardziej koncyliacyjnego tonu", wynikające z ukraińskich analiz. Dyplomata nie wyklucza też nacisku z Zachodu.
Wołodymyr Zełenski został zapytany w środę (1 lipca) o trwający od końca maja konflikt na linii Polska-Ukraina. Wówczas prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych imię "Bohaterów UPA". Karol Nawrocki postanowił odebrać mu Order Orła Białego, a ten szybko, demonstracyjnie zwrócił go kurierem.Zełenski zapowiedział też budowę Panteonu Narodowego Ukrainy, oświadczając, że "nikt i nigdy nie będzie nakazywał im, [...] jakich bohaterów szanować". — Z Banderą do Unii Europejskiej Ukraina nie wejdzie [...] Nam nikt nie będzie mówił, jak mamy głosować za wejściem danego państwa do Unii Europejskiej — odpowiedział mu w Polsat News Władysław Kosiniak-Kamysz.To właśnie o słowa szefa MON i innych przedstawicieli polskich władz, którzy zapowiedzieli, że Polska będzie podnosić kwestie historyczne podczas rozmów o akcesji Ukrainy, zapytano Zełenskiego. — Jesteśmy sąsiadami i jak większość krajów w Europie mieliśmy w przeszłości problemy. Ale żyjemy teraz i mamy do czynienia z jednym agresorem. Musimy myśleć o bezpieczeństwie — odpowiedział.— Jeśli są pytania, znajdą się na nie odpowiedzi. Ukraina jest na to gotowa. Jesteśmy silnymi sąsiadami i dobrymi przyjaciółmi — dodał. Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii, w rozmowie z "Faktem" ocenił, że "to jest częściowa zmiana" stanowiska. — Z niczego się nie wycofuje, natomiast przyjmuje bardziej koncyliacyjny ton rozmowy — wskazał.— Myślę, że to może mieć dwie przyczyny. Po pierwsze, nasi zachodni sojusznicy — i polscy, i ukraińscy — nie są zachwyceni, delikatnie mówiąc, tą awanturą. Po drugie, prosty rachunek wskazuje, że eskalowanie konfliktu z Polską nie jest opłacalne dla Ukrainy — ocenił dyplomata.— Myślę, że stronie ukraińskiej zależało na zaznaczeniu pewnego dystansu wobec Polski, zarówno na użytek własnych wyborców, jak i partnerów — pokazaniu, że nie jesteśmy stuprocentową jednością. Nie wierzę w tę część naszej publicznej debaty, że Ukraina rozpoczęła "awanturę nazewniczą" z celem pokłócenia się z Polakami, raczej było to lekceważenie, niewyczuwanie polskich nastrojów — dodał.Zdaniem rozmówcy "Faktu" Ukraińcy "teraz policzyli, że eskalowanie konfliktu tym bardziej im się nie opłaci, więc prezydent Zełenski postanowił wylać trochę oliwy na wzburzone fale". — Zobaczymy, jak dużo będzie tej oliwy i jakie ograniczenia napotka wewnątrz Ukrainy. Pamiętajmy, że tam jest jednak spora grupa polityków i obywateli, którzy nie widzą powodu, by być nadmiernie otwartymi na polskie postulaty — zaznaczył.
— Musimy pamiętać, że dyskusja o UPA, która współgra z rosyjską narracją o faszyzacji Ukrainy, była bardzo niewygodna dla różnych stron, łącznie z krajami zachodnimi, które angażują się we wsparcie Ukrainy na podstawie analiz prowadzonych przez elity polityczne, niekoniecznie podzielanych przez obywateli — wyjaśnił.
— Zatem myślę, że był tu i nacisk partnerów zachodnich, i była ukraińska analiza — w tym widziałbym przyczyny złagodzenia ukraińskiego stanowiska
— podsumował Nowakowski.
Źródło: Fakt
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz