Małgorzata N. (46 l.) z Łodzi już od dawna jest na bakier z prawem. Była już kilkukrotnie karana, przebywała w więzieniu, ale teraz cieszy się wolnością, choć na sumieniu ma też dokonane w 2022 roku zabójstwo swojego ówczesnego partnera, Radosława M. (✝30 l.). Po trwającym ponad cztery lata procesie sąd wymierzył jej za to morderstwo kolejny wyrok - 13 lat więzienia. Za kratki jednak kobieta na razie nie trafi. Jak to możliwe?
Poznaliśmy się w pracy, Radek zaczął mi się zwierzać ze swoich problemów, nawiązała się między nami przyjaźń, która przerodziła się w miłość - wspominała podczas procesu początki ich znajomości Małgorzata S.
- W 2018 roku odeszłam od męża i wprowadziłam się do nowego partnera - mówiła.
Para zajmowała mieszkanie na pierwszym piętrze jednej z kamienic przy ul. Zarzewskiej w Łodzi. Niestety, z czasem relacje między nimi zaczęły się psuć a między kochankami coraz częściej dochodziło do kłótni i rękoczynów. Jak później zeznali w trakcie śledztwa sąsiedzi pary, Radosław M. często skarżył się im na swoją ukochaną, która, według jego relacji, okładała go pięściami, a nawet dusiła podczas snu!
- Sprzeczaliśmy się, bo Radek miał do mnie pretensje o to, że utrzymuję kontakt z byłym mężem i dziećmi - próbowała później tłumaczyć awantury Małgorzata S.W lipcu 2022 roku podczas kolejnej ostrej wymiany zdań kobiecie kompletnie już puściły nerwy. Chwyciła za nóż i wbiła go partnerowi w brzuch. Zakrwawiony Radosław M. zdołał jeszcze wyjść z mieszkania na klatkę schodową. - Małgośka mnie ugodziła - powiedział stojącym na korytarzu sąsiadom tamując krew wypływającą z rany. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie niestety mimo wysiłków lekarzy po miesiącu zmarł.
Podejrzana o spowodowanie obrażeń u partnera kobieta uciekła z miejsca zdarzenia, ale wkrótce potem została zatrzymana. Trafiła do aresztu, a później stanęła przed sądem oskarżona o zabójstwo. Nie przyznała się do winy, twierdząc, że doszło do nieszczęśliwego wypadku i jej partner... sam nadział się na nóż.
Małgorzata skazana, ale wciąż na wolności
Pierwszy proces Małgorzaty S. został przerwany z uwagi na zmianę sędziego i musiał rozpocząć się od nowa. Po czterech latach od zbrodni kobieta została skazana na 13 lat więzienia. Zdaniem sądu dowody zebrane w sprawie wskazują, że doszło do celowego działania oskarżonej.
- Gdybyśmy mieli do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem, to oskarżona nie uciekałaby z mieszkania, tylko wezwałaby pomoc i wytłumaczyłaby całą sytuację. Tymczasem zostawiła poszkodowanego, który prosił innych mieszkańców o pomoc - mówił sędzia Robert Świecki, uzasadniając wyrok.
Małgorzata N. tych słów nie słuchała. Jest bowiem na wolności i nie przyszła na ogłoszenie sądowego orzeczenia. Choć co prawda przebywała w więzieniu za inne przestępstwa, to w międzyczasie uchylono jej areszt w związku z tą zbrodnią, a po odbyciu wyroku niedawno wyszła zza krat. Dlatego zaraz po skazaniu kobiety, prokurator złożył wniosek o jej ponowne aresztowanie. Sąd na to się jednak nie zgodził.
- Oczywiście może się wydawać dziwne, że w sprawie o zabójstwo nie jest stosowane tymczasowe aresztowanie - tłumaczył sędzia Robert Świecki.Kara orzeczona jest karą surową. Niemniej jednak zauważyć należy, że wobec oskarżonej środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania nie był już stosowany na etapie postępowania sądowego. W ocenie sądu, po wyroku skazującym nie stosuje się aresztu niejako z automatu. Trzeba jeszcze wykazać, że zachodzi uzasadniona obawa, iż oskarżona będzie utrudniała dalsze postępowanie czy to odwoławcze, czy to wykonawcze. W ocenie sądu, postępowanie oskarżonej już po uchyleniu aresztu w żaden sposób nie pozwala na wywiedzenie takiego wniosku - argumentował sędzia.
Małgorzata N. na razie cieszy się więc niedawno odzyskaną wolnością. Za kratki trafi dopiero po uprawomocnieniu się wyroku za zabójstwo kochanka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz