W 1887 roku Nellie Bly zgodziła się na zadanie, którego nie chciałby podjąć się prawie żaden reporter. Udawała chorobę psychiczną tak przekonująco, że lekarze skierowali ją do nowojorskiego zakładu na Blackwell’s Island.
Droga do Blackwell’s Island
Nellie Bly, a właściwie Elizabeth Jane Cochran, miała wtedy 23 lata i dopiero próbowała przebić się w nowojorskiej prasie. Kobiety zwykle dostawały tematy obyczajowe, lecz ona chciała zajmować się sprawami społecznymi i reportażem.
W redakcji "New York World" zaproponowano jej więc wyjątkowo ryzykowne zadanie: miała dostać się do zakładu psychiatrycznego i opisać go od środka.22 września 1887 roku rozpoczęła przygotowania. Ćwiczyła przed lustrem nieobecne spojrzenie, a następnie zameldowała się pod nazwiskiem Nellie Brown w domu noclegowym dla kobiet.Zachowywała się tak dziwnie, że mieszkanki i personel zaczęli się jej obawiać. Wezwano policję, a sprawa szybko trafiła przed sędziego. Bly nie musiała długo przekonywać lekarzy. Po kolejnych badaniach została uznana za chorą i przewieziona najpierw do szpitala Bellevue, a później na Blackwell’s Island.
Najbardziej niezwykłe było to, że po przyjęciu do zakładu przestała udawać. Zachowywała się normalnie, ale nie wystarczyło to, by personel uznał ją za zdrową.
Warunki w zakładzie
Blackwell’s Island leżała na East River, z dala od ulic Manhattanu. Na wyspie działały instytucje przeznaczone dla ludzi biednych, chorych i skazanych, w tym zakład dla kobiet uznanych za chore psychicznie. Bly trafiła do miejsca, w którym pacjentki miały niewielką szansę przekonać kogokolwiek, że zostały zamknięte przez pomyłkę.Pierwsze zetknięcie z codziennością było brutalne. Bly opisała lodowatą kąpiel, podczas której polewano jej głowę wiadrami zimnej wody. Skarżyła się również na marne jedzenie, brud, chłód i wielogodzinne siedzenie bez zajęcia. Pacjentki nie mogły po prostu wstać, przejść się czy porozmawiać wtedy, kiedy miały na to ochotę.
Najbardziej niepokoiło ją zachowanie części personelu. W relacji opisywała wyśmiewanie kobiet, szarpanie ich i stosowanie przemocy. Zauważyła też coś jeszcze: niektóre pacjentki mówiły logicznie i twierdziły, że są zdrowe.
Bly zaczęła podejrzewać, że w zakładzie mogły przebywać kobiety, które trafiły tam nie dlatego, że były chore, lecz dlatego, że nie potrafiły obronić się przed decyzją otoczenia.
Dziesięć dni obserwacji
Reporterka spędziła na Blackwell’s Island dziesięć dni. Nie ujawniła swojej prawdziwej tożsamości i przez cały pobyt obserwowała sposób traktowania pacjentek. Jej sytuacja była wyjątkowa, bo wiedziała, że redakcja planuje ją wydostać. Kobiety przebywające tam naprawdę nie miały takiego zabezpieczenia.
Bly zwracała uwagę na absurd całego systemu. Kiedy po przyjęciu zaczęła rozmawiać spokojnie i zachowywać się zwyczajnie, nadal traktowano to jako zachowanie osoby chorej. W swojej późniejszej relacji podkreślała, że teoretycznie normalne zachowanie wcale nie pomagało jej przekonać lekarzy, że nie cierpi na chorobę psychiczną.
Po dziesięciu dniach prawnik działający w imieniu "New York World" doprowadził do jej zwolnienia. Bly wyszła z zakładu z materiałem, którego nie dałoby się zdobyć podczas oficjalnej wizyty.Nie opisywała tego, co pokazano by reporterowi podczas oprowadzania. Sama jadła posiłki pacjentek, siedziała na ich ławkach i poddawała się procedurom stosowanym wobec kobiet w zakładzie.
Skutki głośnego reportażu
Jej relacja ukazała się w "New York World" w październiku 1887 roku i natychmiast wywołała ogromne zainteresowanie. Teksty zostały później zebrane w książce "Ten Days in a Mad-House". Dzięki nim nazwisko Nellie Bly stało się znane daleko poza Nowym Jorkiem.
Sprawą zajęła się także wielka ława przysięgłych. Bly wróciła na Blackwell’s Island razem z jej członkami, aby pokazać miejsca, które wcześniej opisywała. Część warunków zdążono już poprawić, a personel wiedział o planowanej kontroli. Mimo to śledztwo potwierdziło wiele problemów związanych z funkcjonowaniem placówki.Publikacja miała również wymierny skutek finansowy. Władze Nowego Jorku zwiększyły środki przeznaczane na opiekę nad osobami chorymi psychicznie. Sama Bly pisała później o dodatkowym milionie dolarów rocznie.
Reportaż przyniósł jej sławę, ale ważniejsze było coś innego: pokazał, że dziennikarz może wejść do zamkniętej instytucji nie jako zaproszony gość, lecz także jako jedna z osób poddanych jej regułom. Dzięki temu światło dzienne ujrzały fakty, które w innych okolicznościach pozostałyby ukryte przed opinią publiczną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz