2017/07/26

Uwaga na groźną chorobę! Można się zarazić jedząc niemyte owoce

Sanepid ostrzega przed groźną chorobą, którą można zarazić się np. jedząc niemyte owoce – podaje RMF24.pl.                                                                                                                        Choroba, o której mowa to bąblowica. Przenosi się ona ze zwierząt na ludzi i jest powodowana przez larwy tasiemca. Na stronie Głównego Inspektoratu sanitarnego czytamy, że czynniki ryzyka zakażenia stanowią nieprzestrzeganie zasad higieny, bliski kontakt z zakażonymi zwierzętami i spożywanie niedogotowanej, niemytej, skażonej jajami tasiemca żywności, np. warzyw czy owoców leśnych.
Według RMF24.pl, w samym województwie zachodniopomorskim każdego roku jest wykrywanych kilka przypadków bąblowicy. W tym roku odnotowano już pierwszy. Portal cytuje wypowiedź Małgorzaty Kapłan z Sanepidu w Szczecinie, która radzi, jak uniknąć zarażenia. – Ważne jest, by myć owoce, niezależnie od tego czy kupujemy je w sklepie, na stoisku, czy też sami zbieramy je w lesie – przekonywała.
Jaja tasiemca uwalnianie są z kałem zakażonych psów i lisów i mogą dostać się do organizmu człowieka zarówno przez bliski kontakt z tymi zwierzętami, przeniesienie jaj do ust za pomocą brudnych rąk, jak i spożycie skażonej jajami żywności lub wody. U człowieka torbiele pełne jaj pasożyta mogą się umiejscowić w wątrobie, płucach, a nawet w mózgu.
/ Źródło: RMF 24 / Wprost.pl, gis.gov.pl

Gm. Potok Górny. Uderzyła bociana kijem, ranne zwierzę dobił sąsiad

Gm. Potok Górny. Uderzyła bociana kijem, ranne zwierzę dobił sąsiadTrwa ustalanie okoliczności, w jakich doszło do uśmiercenia bociana. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zwierzę najpierw drewnianym kijem uderzyła 70-letnia kobieta. Później bocian został dobity przez jej sąsiada. Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Około południa biłgorajscy policjanci otrzymali informację o martwym bocianie, który prawdopodobnie nie zginął z przyczyn naturalnych. - Policjanci, którzy udali się do jednej z miejscowości w gminie Potok Górny wstępnie ustalili, że młody bocian wypadł z gniazda prawdopodobnie dwa dni wcześniej. Mieszkańcy domu, przy którym ptaki miały gniazdo zaopiekowali się rannym zwierzęciem - relacjonuje Joanna Klimek z komendy w Biłgoraju.Ze wstępnych ustaleń wynika, że w poniedziałek bocian przeskoczył ogrodzenie posesji, na której przebywał. - 70-letnia mieszkanka gminy Potok Górny widząc bociana na swoim podwórzu próbowała odgonić ptaka i uderzyła go drewnianym kijem. 36-letni sąsiad kobiety widząc ranne zwierzę postanowił je dobić a następnie zakopać - informuje Joanna Klimek. W sprawie wszczęto już dochodzenie, które prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju. Za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem grozi do trzech lat więzienia.

Ma 25 żon i 145 dzieci. Chcą go wtrącić za kraty

61-letni Kanadyjczyk Winston Blackmore może trafić za kratki za poligamię. Twierdził, że robił tylko to, co kazał mu Bóg.                                                                                       Mężczyzna to były biskup Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świetych w Dniach Ostatnich w Kanadzie. W sprawie zeznawała już była żona Kanadyjczyka. To z nią zawarł pierwszy związek małżeński, który był zgodny z prawem. Po jej zeznaniach oraz przeanalizowaniu materiału dowodowego sędzia uznał mężczyznę winnym. Wyrok zostanie ogłoszony w sierpniu.
Po zakończeniu trwającego 12 dni procesu Blackmore nie był zaskoczony.      Jestem winny życia zgodnie z moją religią. To wszystko, co mam dzisiaj do powiedzenia i nigdy temu nie przeczyłem - mówił 61-latek po wyjściu z sądu - podaje cbc.ca.
Sprawa Blackmore'a ciągnie się od lat 90. To wtedy policja zaczęła śledztwo dotyczące zamkniętej społeczności, która praktykuje poligamię. Sprawa trwa tak długo dlatego, że istniały wątpliwości, czy w imię wolności religijnej konstytucja nie powinna zezwalać na poligamię. W 2011 roku podjęto decyzję, która pogrążyła Winstona. Sąd uznał, że kanadyjskie prawo nie narusza wolności religijnej.
Oprócz pierwszego, małżeństwa Kanadyjczyka nie były zawierane w urzędach. Odbywały się potajemnie, a ich certyfikaty przechowywano w sejfie w Teksasie. Dotarła do niego policja. Znaleziono w nim prawie 700 dowodów na poligamię członków społeczności.                  

LETNIA PRZYGODA - ICH TROJE

2017/07/24

5 podstawowych objawów alkoholizmu "z klasą"

              Prawnik, biznesmen, polityk, dziennikarz, dyplomata, finansista, pracownik reklamy lub PR - wstają rano, biorą prysznic, starannie myją zęby, zakładają modne ubranie, w łazience czuć dobry zapach. Śniadań z reguły nie jedzą. Aplikują pokaźną porcję suplementów, witamin i magnezu. Wciąż są pijani. Nazywają się HFA (High Functioning Alcoholics) - alkoholicy wysokofunkcjonujący, "z klasą", pracownicy wielkich korporacji.
To ludzie, których nigdy nie posądziłbyś o chorobę alkoholową. Mają rodziny, świetną pracę, dobrze zarabiają. Według danych National Institute for Alcohol Abuse and Alcoholism, niemal co 5. alkoholik w USA, to właśnie HFA.
W Polsce nie ma badań na szeroką skalę mówiących o tym, ilu jest alkoholików wysokofunkcjonujących, pracujących w dużych firmach, na wysokich stanowiskach. W 2011 roku Wyższa Szkoła Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie przebadała pracowników 13 banków i 21 koncernów w stolicy i dużych miastach. Okazuje się, że wśród pracowników korporacji 18 proc. pije alkohol codziennie, a 40 proc. kilka razy w tygodniu.

Oto najważniejsze sygnały alarmowe HFA (High Functioning Alcoholics):

  • Zaprzeczanie – dużo, często i regularnie pije, ale nie jest przecież stereotypowym pijakiem z marginesu, więc powtarza, że problem go nie dotyczy, w rozmowach bagatelizuje sprawę, unika rozmów na temat częstego picia alkoholu.
  • Wiele twarzy – w pracy jest pełen wigoru, pomysłów, inwencji. Po pracy nie daje sobie rady z wolnym czasem, życiem rodzinnym. Gdy wieczorem się nie napije świat jest szary i nudny. Po alkoholu jest znów atrakcyjnym rozmówcą i pełnym życia kompanem. Wstydzi się tego, w jakiej sytuacji się znalazł, ma poczucie winy, ale na zewnątrz stwarza pozory osoby zdrowej i szczęśliwej. Do domu wraca niechętnie. Partner, współmałżonek i dzieci raczej przeszkadzają, więc dzień kończą „na mieście” na wymyślonych spotkaniach służbowych, albo na kolacjach, które zawsze są okazją do picia. Na koniec może zdarzy się przypadkowy seks. Często urwany film z powrotu do domu. Pod wpływem alkoholu może zachowywać się w ryzykowny sposób, robiąc rzeczy, na które nigdy nie zdecydowałby się na trzeźwo.
  • Picie kontrolowane – aby udowodnić innym i sobie, że nie ma problemu z alkoholem, jest w stanie nie pić kilka miesięcy. Jednak czy zdrowi ludzie muszą sobie to udowadniać?
  • Praca jako wartość nadrzędna – to główne oparcie dla alkoholika. Pracę straci na końcu. Dla picia może stracić przyjaciół, rodzinę, zainteresowania, w zasadzie wszystko oprócz pracy, bo ona jako jedyna daje mu poczucie stabilizacji. Zawsze może powiedzieć innym: „pracuję, zarabiam, więc nie mam żadnego problemu”. Najchętniej zostałby w domu. Jednak w pracy będzie dokładny, obowiązkowy, na biurku porządek, sprawy dopięte przed terminem. Nikt przecież nie może zauważyć, że coś jest nie tak.
  • Otaczanie się osobami pijącymi – chodzi do miejsc, w których się pije, jego najbliższymi znajomymi są osoby pijące, imprezujące, często wybiera partnerki/partnerów, którzy też piją. Żyjąc w tak stworzonym przez siebie środowisku łatwo powiedzieć: „przecież wszyscy dokoła piją lub biorą. To normalne w moim środowisku, więc dlaczego ja miałbym być inny.” HFA kupuje zazwyczaj piwo, dobre wino lub whisky. Rzadko czystą wódkę. Ta kojarzy mu się z pijakami w bramie lub zamierzchłym czasem PRL. Pije dużo - bo dzień był trudny, bo musi się odstresować, bo: "współpracownicy to idioci", bo go nie doceniają, bo powinien więcej zarabiać, bo na koniec dnia należy mu się nagroda.

Wysokofunkcjonujący uzależnieni mają środki, aby odwlekać konsekwencje picia

Stać ich na dobre odżywianie, salony regeneracji, kosmetyki pomagające lepiej wyglądać, zajęcia sportowe i mnóstwo innych czynności, które mają odtruwać i oczyszczać organizm. Ale prędzej czy później wysokofunkcjonujący alkoholik zacznie płacić rachunki. I to właśnie one, paradoksalnie, mogą być dla niego ratunkiem. Konsekwencje przychodzą zazwyczaj niespodziewanie. Żona składająca pozew o rozwód, zatarg z prawem lub wypadek pod wpływem alkoholu, choroba, czy zwolnienie z pracy. Może to być także potężny poziom emocjonalnego zagubienia, nieustającego lęku, strachu i rozpadu tożsamości. Chory człowiek nie jest już w stanie sobie z tym radzić. Pijący wie, że za tym wszystkim stoi alkohol. Jednak ma ogromny problem z dopuszczeniem do świadomości, że jest alkoholikiem. Dla HFA alkoholik to menel, a nie on sam. Ta wizerunkowa bariera, którą stworzyła kultura poprzedniego systemu, długo nie pozwala choremu spotkać się ze swoim problemem.

Terapia antyalkoholowa

Trudno wytłumaczyć choremu, że jest chory. W zasadzie tylko konsekwencje picia i straty z niego wynikające są powodami, dla których HFA szuka pomocy. Zazwyczaj jest to najpierw wizyta u psychologa i próba poradzenia sobie samemu z uzależnieniem. High Functioning Alcoholic ma często duże poczucie mocy i do końca będzie próbował przejąć kontrolę nad własnym piciem. Jednak gdy idzie do specjalisty, raczej wie, że sam sobie nie poradzi. Wyjście z uzależnienia to nie tylko walka z piciem. Alkohol to niewielki fragment całego problemu. Pije nałogowo, bo nie potrafi radzić sobie z własnymi emocjami, myślami, a w efekcie z własnym życiem. Terapia grupowa to nauka radzenia sobie w życiu na trzeźwo, a nie nauka niepicia. Ale żeby do tego dojść alkoholik musi spotkać się z innymi alkoholikami. Usiąść z nimi na terapii pod okiem specjalisty i zacząć uczyć się żyć od nowa. Tylko wtedy jest szansa, że picie może przestać rujnować jego życie.

Ile alkoholu piją Polacy?

Statystycznie nad Odrą i Wisłą pijemy więcej niż 20 lat temu. W 1992 roku przeciętny Polak pochłaniał równowartość 6,5 litra czystego alkoholu, w 2014 roku - 9,4 litra. Przez ten czas konsumpcja wyrobów spirytusowych utrzymuje się na podobnym poziomie, spadła ilość wypijanego wina, wzrosła za to liczba piw, którą Polacy wypijają w ciągu roku.
Foto: Business Insider Polska
Amerykanie z kolei przyjrzeli się, w których branżach pije się najwięcej. Na pierwszym miejscu listy znalazło się górnictwo, na ostatnim - ochrona zdrowia i opieka społeczna.
Foto: na podst. danych SAMHSA, 2008-2012 / Business Insider Polska

Badania nad uzależnionymi od alkoholu profesjonalistami, np. lekarzami, prowadzono w USA już w latach 80. Autorką popularnej na świecie charakterystyki HFA jest Sarah Allen Benton, psycholożka, terapeutka, która zaleczyła swój alkoholizm i od 11 lat jest trzeźwa.

To dzieje się z ciałem po śmierci. Opis przyprawia o dreszcze

„Można się przerazić... 
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Ale czy na pewno? Choć wszyscy wiemy, że kiedyś umrzemy, mało kto zastanawia się nad tym, co stanie się z naszym ciałem po śmierci. Sam opis przyprawia o dreszcze. Ciało gnije i zmienia się nie do poznania. Jak to się dzieje?

Pierwsze godziny
Gdy serce przestaje bić, temperatura ciała spada. Z każdą godziną zmniejsza się o około 0.83 stopnia Celsjusza. Z związku z tym, że krew przestaje krążyć, skóra blednie i pojawiają się tzw. plamy opadowe. To zazwyczaj sinoczerwone przebarwienia, które są wynikiem spływania krwi do najniżej położonych części ciała. Dostarczają one bardzo ważnych informacji dotyczących śmierci człowieka. Różowawe lub żywoczerwone mogą świadczyć o zatruciu tlenkiem węgla lub cyjankami. Do 12 godzin mogą się one przemieszczać lub blednąć pod naciskiem. Później się utrwalają. Jeżeli więc naciśniemy plamę, a ciemny kolor nie zniknie oznacza to, że śmierć nastąpiła co najmniej 12 godzin wcześniej. 
Następuje też wysychanie. Najszybciej wodę traci rogówka oka, zaś usta zmieniają kolor na brunatny. Od dwóch do sześciu godzin po śmierci sztywnieje ciało. Palce u rąk i nóg mogą się wtedy wydawać nienaturalnie wygięte. Mięśniom zaczyna brakować związku ATP, z którego czerpały energię. Zmarszczki wydają się też mniej widoczne. Nieprawdą jest, że w dalszym ciągu rosną włosy i paznokcie. Jest to tylko złudzenie związane z kurczeniem się skóry w skutek utraty wody.
Ciało gnije
Kilka dni po śmierci bakterie zaczynają rozkładać ciało. Objawy najszybciej zaobserwować można na podbrzuszu. Ciało zmienia kolor. Najpierw robi się zielone, później fioletowe, a na końcu czarne. Pojawia się też bardzo nieprzyjemny zapach. Gaz gnilny sprawia, że zwłoki są wzdęte, oczy wyłupiaste a język pęcznieje i wystaje. W wyjątkowych przypadkach, gdy zmarłą była kobieta w ciąży potrafi on wytworzyć takie ciśnienie, że wypycha z macicy płód. Nazywa się to porodem pośmiertnym. Gnijące ciało jest bardzo atrakcyjne dla różnego rodzaju owadów. Przyciąga ono m.in. muchówki, które składają w nim swoje jaja.
Na ciele zaczynają pojawiać się pęcherze. Miesiąc po śmierci wypadają włosy, paznokcie i zęby. Naskórek ześlizguje się z rąk, zwłoki tracą na wadze. Rozkład, na który wpływa wiele czynników, w tym: temperatura, warunki atmosferyczne, teren czy chociażby ubiór, może potrwać od dwóch do czterech lat. Po tym czasie po człowieku pozostają kości, część ścięgien i chrząstki. Z kolei po upływie dziesięciu lat zostaje już tylko szkielet.

Ksiądz szpieguje mieszkańców wsi za pomocą drona!

Mieszkańcy wsi Turbia na Podkarpaciu przeżywają koszmar. Ksiądz z pobliskiej parafii zakłóca ich prywatność. "Nasz proboszcz kupił sobie drona i szpieguje nas z nieba!" skarżą się w Super Expressie. Zobacz, co na zarzuty odpowiedział duchowny!
pexels.com
Ostatnimi dniami mieszkańcy Turbii czują się mocno inwigilowani za pomocą drona. Są przekonani, że to miejscowy proboszcz zagląda do ich domów. Jeden z oburzonych mieszkańców pyta: "Co on takiego chce wiedzieć, że ima się takich metod? Sprawdza, czy żyjemy po bożemu? Szuka afer? A może parafianki podgląda?". O sprawie dowiedział się Super Express.
Ksiądz w odpowiedzi na zarzuty, twierdzi, że "o swoich parafianach wie wszystko ze spowiedzi i spotkań". Na koniec pyta: "Po co miałbym ich podglądać?". Duchowny podkreślił również, że urządzenie może mieć każdy, a we wsi latają już cztery.
To nie wszystko! Proboszcz daje drona do użytku ministrantom, którzy latają nim "dla przyjemności". W sieci zaś pojawiają się głosy, że dron z kamerą służy też do podpatrywania miejscowej młodzieży, która "spotyka się na działkach po to, żeby brać narkotyki".
Mieszkańcy Turbii zamierzają mimo wszystko protestować za zaprzestaniem niekomfortowych lotów dronem nad ich domami do skutku.