2026/06/10

Sędzia z 1,5 promila wróciła do pracy. Sprytna gra adwokatów blokuje sąd

 Czy immunitet to przepis na bezkarność? Sędzia z Zamościa, która po pijanemu spowodowała kolizję, formalnie wróciła do orzekania. Sprawdź, jak armia prawników skutecznie paraliżuje wymiar sprawiedliwości.

Mija siedem miesięcy od głośnego incydentu z udziałem sędzi Sądu Okręgowego w Zamościu. Choć dowody wydają się jednoznaczne, sprawa utknęła w martwym punkcie. Teresa Z.-T., zatrzymana na gorącym uczynku za jazdę pod wpływem alkoholu, formalnie wróciła do pracy, a jej obrońcy skutecznie wykorzystują luki proceduralne, by opóźnić wymierzenie sprawiedliwości.

Kolizja w biały dzień i policyjna cela

Wszystko zaczęło się na początku listopada ubiegłego roku. Około godziny 10:30 na ulicy Wyszyńskiego w Zamościu doszło do groźnie wyglądającego zdarzenia. Sędzia prowadząca Suzuki uderzyła w tył Hondy. Przybyli na miejsce policjanci nie mieli wątpliwości – badanie alkomatem wykazało ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie kobiety. Sędzia została zatrzymana i spędziła noc w policyjnej celi.

Trzech obrońców i lawina wniosków

Początkowo wydawało się, że sprawa zostanie rozstrzygnięta błyskawicznie. Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego uchyliła sędzi immunitet, zawiesiła ją w obowiązkach i obniżyła uposażenie. Jednak to, co nastąpiło później, przypomina prawniczy thriller:

  • Sędzia nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.
  • Do akcji wkroczyło trzech niezależnych adwokatów.
  • Każdy z obrońców składał osobne odwołania i zażalenia w różnych terminach.
  • Gdy wyznaczano sędziów do rozpatrzenia skarg, natychmiast pojawiały się wnioski o ich wyłączenie.

Taka taktyka sprawiła, że decyzja o uchyleniu immunitetu wciąż nie jest prawomocna, co skutecznie wiąże ręce prokuraturze w skierowaniu aktu oskarżenia do sądu.

„Zwykły obywatel” kontra sędzia

Statystyki prokuratury są nieubłagane dla poczucia sprawiedliwości społecznej. W przypadku standardowego postępowania wobec nietrzeźwego kierowcy, akt oskarżenia trafia do sądu w ciągu maksymalnie trzech miesięcy. Cały proces kończy się zazwyczaj po pół roku. W przypadku Teresy Z.-T. minęło siedem miesięcy, a sprawa wciąż nie wyszła poza etap walki o immunitet.

"Zakończenie postępowania zajmuje zwykle od trzech do sześciu miesięcy. Jak widać, dotyczy to jednak osób bez specjalnych przywilejów zawodowych" – zauważają obserwatorzy procesu.

Formalny powrót do pracy i zwolnienie lekarskie

Najbardziej kontrowersyjny moment nastąpił 7 maja, kiedy wygasł okres zawieszenia sędzi. Rzecznik Dyscyplinarny zawnioskował o przedłużenie tej sankcji, ale obrona ponownie sparaliżowała proces, wnioskując o wyłączenie wyznaczonego sędziego. W efekcie Teresa Z.-T. formalnie wróciła do składu orzekającego Sądu Okręgowego w Zamościu.Choć sędzia natychmiast przedstawiła zwolnienie lekarskie i fizycznie nie pojawia się w sądzie, prokuratura próbowała interweniować. Złożono wniosek o całkowite wyłączenie jej z przydzielania nowych spraw, aby zapobiec sytuacji, w której osoba z zarzutami karnymi decyduje o losach innych. Wniosek ten został jednak odrzucony przez sąd, co budzi kolejne pytania o standardy etyczne i skuteczność procedur dyscyplinarnych w polskim sądownictwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz