Maszynista pociągu w okolicy stacji Tarnowiec na Podkarpaciu musiał gwałtownie hamować, gdy zauważył na torach grupę myśliwych z psami. "Zacząłem trąbić, jak tylko ich zauważyłem w odległości jakichś 700 metrów" - relacjonuje maszynista. Interweniowali funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei."Kawałek przed stacją Tarnowiec grupa około 15 osób ubranych na pomarańczowo z ostrą bronią i psami na smyczach uznała, że najlepszym miejscem do ustawienia zasadzki jest torowisko na nasypie" - tak sytuację, która miała miejsce na kolei między Jasłem a Krosnem na Podkarpaciu, zrelacjonował maszynista pociągu "Bieszczady".Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w niedzielę, 1 lutego, wczesnym popołudniem. Myśliwi, którzy ulokowali się na torach, wymusili hamowanie składu PKP Intercity, zmierzającego do Krosna.
"Zdążyli jeszcze przejść przez tory"
"Zacząłem trąbić, jak tylko ich zauważyłem w odległości jakichś 700 metrów. Zeszli z torów po moim sygnale. Rozeszli się na dwie strony, ale zdążyli jeszcze przejść przez tory i ustawić się z powrotem w jednej grupie" - opisał maszynista we wpisie opublikowanym na blogu w mediach społecznościowych.W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" podkreślił, że myśliwi stali na odcinku o długości około 200 metrów. Pociąg minął ich z prędkością około 60 kilometrów na godzinę. Dopuszczalna prędkość w tym miejscu wynosi 80 kilometrów na godzinę.
"Macie swoje ambony to tam stójcie, a nie zmuszacie pociąg do hamowania!" - napisał w mediach społecznościowych maszynista, który o sprawie powiadomił dyżurnego stacji Tarnowiec.Sprawą zajęli się funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei. Jak powiedział TVN24 Zdzisław Partyka, komendant regionalny Straży Ochrony Kolei w Przemyślu, mundurowi otrzymali zgłoszenie około godziny 12.20.Dyżurny zmiany z posterunku w Jaśle skierował natychmiast patrol, który przyjechał na miejsce. W okolicy nie było jednak żadnych osób. Strażnicy zauważyli w oddali dwa odjeżdżające samochody i grupę osób, ale nie było podstaw do ich zatrzymywania.
Na drugi dzień komendant posterunku ustalił, że koło łowieckie "Jarząbek" z Jasła miało w dniu incydentu zgłoszone polowanie.Myśliwi powiedzieli funkcjonariuszom SOK, że stali oni w pobliżu torowiska, ponieważ trwała nagonka bażantów. Nie chcieli, żeby ptaki wybiegły na tory. - Gdy mechanik nadał sygnał "baczność", zeszli, odsunęli się od krawędzi. Pociąg zwolnił o 20 kilometrów na godzinę i przejechał - powiedział TVN24 komendant Partyka. Zwrócił uwagę na to, że mechanik zauważył osoby z bronią, więc potraktował sprawę wyjątkowo poważnie w związku z bezpieczeństwem inrastruktury kolejowej.Do sprawy odniósł się w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" prezes koła łowieckiego "Jarząbek", Tomasz Libuszowski, który poinformował, że myśliwi polowali na bażanta i lisa. - Nie uczestniczyłem w tym polowaniu, więc nie wiem, jak dokładnie wyglądała ta sytuacja. Poprosiłem o wyjaśnienia osobę odpowiedzialną za organizację. Do koła wpłynęło pismo z PKP PLK z prośbą o wyjaśnienia, ponieważ kolej prowadzi postępowanie. Gdy ustalę szczegóły, przekażę informacje PKP - powiedział dziennikarzom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz