Niemal każdego dnia wybucha kolejny skandal związany z ochroną zwierząt. To pokazuje tylko jedno. Państwo w tej kwestii nie działa. System ochrony zwierząt w Polsce nie funkcjonuje, a jego ciężar od lat przerzucany jest na organizacje społeczne i darczyńców.
My również nie moglibyśmy działać, gdyby nie pomoc ogromnej liczby ludzi. Jesteśmy organizacją utrzymywaną w 100% z darowizn. Przy każdym skandalu, przy każdym zwierzęciu wymagającym pomocy, przy każdym pseudoschronisku, pseudoorganizacji czy pseudowłaścicielu jesteśmy oznaczani i pytani „DIOZ, gdzie jesteście?”.
Jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być. Jesteśmy ze swoimi, uratowanymi zwierzętami. Dziś pod naszą opieką znajduje się 650 samych psów i kotów. Sześćset pięćdziesiąt zwierząt, które wymagają codziennej opieki, leczenia, karmienia i pracy ludzi.
Jednocześnie musimy jasno powiedzieć. DIOZ nie jest z gumy. Brakuje nam rąk do pracy, ale rąk profesjonalnych. Potrzebujemy osób, które będą pracowały codziennie przy zwierzętach, a nie okazjonalnie. Potrzebujemy osób do pomocy w adopcjach, mających w tym zakresie doświadczenie. Potrzebujemy opiekunów zwierząt do ośrodków w Wojtyszkach oraz w Pietrzykowie.
Mimo ogromnej liczby podopiecznych dziś jedziemy do Pogotowia dla Zwierząt, w którym byliśmy kilkukrotnie, przejmując w ciągu 2 lat opiekę nad około setką psów. Chcemy rozeznać sytuację, zweryfikować stan i warunki życia zwierząt, a także poznać prawdę.
Dziś z jednej strony widzimy rażącą nieskuteczność instytucji państwowych w zwalczaniu patologii finansowanej z naszych podatków, z drugiej strony ogromną determinację, by likwidować miejsca utrzymywane wyłącznie przez wolontariuszy i darczyńców. Coraz częściej docierają do nas informacje, że działania wobec pogotowia dla zwierząt mogą być formą odwetu za ujawnianie bierności i nieudolności państwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz