2026/05/30

 

Umierały na stojąco. Dorzucał tylko więcej słomy, żeby to ukryć. Wieś milczy

 Makabra na posesji w Landeku na Śląsku. W gospodarstwie Pawła J. (40 l.), miejscowego strażaka ochotnika, odkryto cmentarzysko martwych krów i byków. Zwierzęta zostały zagłodzone — to wstępne ustalenia śledczych. Przeżyła tylko jedna krowa. Ludzie we wsi twierdzą, że o niczym nie wiedzieli. Nikt publicznie nie chce potępić podejrzanego.

Landek to niewielka, malownicza wieś w gminie Jasienica. 15 maja w gospodarstwie Pawła J. zaroiło się od służb i urzędników. We wsi gruchnęła wiadomość o makabrycznym odkryciu. Mężczyzna jest jednym z ostatnich rolników we wsi.— Na miejscu, po wstępnym przeszukaniu, oprócz żywej krowy natknęliśmy się na truchło kolejnej krowy. To był początek. Byliśmy przygotowani do interwencji. Pojawił się patrol z psem tropiącym — mówi podkom. Sławomir Kocur rzecznik policji w Bielsku-Białej. Śledczy mieli podejrzenia, że w zalegającym oborniku znajdują się szczątki zwierząt. Urząd Gminy w Jasienicy zorganizował koparkę, która odkopywała martwe bydło zmieszane z odchodami i słomą.— Paweł J. nadużywa alkoholu. Nie karmił zwierząt. One umierały z wygłodzenia na stojąco. Szczątki rozkładały się w odchodach żywych krów. Rolnik dorzucał więcej słomy, żeby to ukryć — opowiada "Faktowi" jedna z osób uczestnicząca w akcji usuwania truchła z posesji Pawła J. — Słomy było prawie po dach obory — słyszymy.Służby pracowały do 22 maja. Sprawę prowadzi Wydział do Walki z Przestępczością Ekonomiczną Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Była to nielegalna hodowla. Śledczy zabezpieczyli dowody świadczące, że padło sześć lub siedem sztuk bydła. Szczątki zostały przekazane do badań, które ustalą wiek i choroby zwierząt. Jedyna żyjąca krowa zostanie uśpiona ze względów sanitarnych.Byliśmy na miejscu wstrząsającego odkrycia. W gospodarstwie nikogo nie zastaliśmy. Po działaniach służb pozostała brezentowa niebieska płachta z napisem "Inspekcja Weterynaryjna". Przed domem rodziny Pawła J. stoi plastikowa figurka uśmiechniętej krowy. W kącie prowizorycznej zagrody z pustaków i drewnianego płotu pozostała wynędzniała, żywa krowa.

— To dobry chłopak, bardzo uczynny, strażak OSP — mówią o nim miejscowi. Dodają, że jest starym kawalerem, a takim we wsi trudno, dlatego nadużywał alkoholu i przestał dbać o zwierzęta. Jedna z mieszkanek wspomina, że w gospodarstwie do niedawna mieszkały dwie siostry Pawła J., ale pobudowały się. Paweł wkrótce zostanie sam z niepełnosprawną schorowaną matką poruszającą się na wózku inwalidzkim.Jak to możliwe, że wszyscy przechodzili obojętnie obok cierpienia zwierząt? Dopytujemy mieszkańców Landeka. Sąsiad Pawła J., który mieszka płot w płot, powiedział "Faktowi", że o sprawie dowiedział się dopiero 15 maja. Wcześniej nic niepokojącego nie zauważył.W Landeku nikt publicznie nie chce potępić Pawła J. Na zdjęciach jako strażak OSP prezentuje się ze sztandarem, w galowym mundurze. W 2019 r. został odznaczony przez Janusza Pierzynę, wójta Jasienicy, srebrnym medalem za zasługi dla pożarnictwa. Wójt jest jednocześnie prezesem Związku Gminnego OSP. Chcieliśmy zapytać, go czy druh Paweł zostanie wydalony z formacji, bo skalał mundur strażaka. Wójt odesłał nas do referatu ochrony środowiska, który jedynie potwierdził interwencję służb.

— Nikomu nie zaglądam do domu, nie ma takiego prawa — mówi "Faktowi" Kazimierz Majcher, sołtys Landeka, zapytany, dlaczego nikt nie reagował. — Pełnię służbę społeczną dla dobra wszystkich. Ten pan poniesie konsekwencje. Nie ja, nie mieszkańcy będziemy go oceniali — podsumował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz