2026/05/30

Szpital w Lesku do zamknięcia? Gorąco w Sejmie, Tusk unikał wzroku posłanki

 Szpital w Lesku walczy o przetrwanie. Mieszkańcy zebrali tysiące podpisów, które Marcelina Zawisza próbowała przekazać Donaldowi Tuskowi. Premier początkowo ignorował posłankę. Czy placówka zostanie uratowana?

Sytuacja Szpitala Specjalistycznego w Lesku staje się coraz bardziej dramatyczna. Placówka, która jest kluczowa dla mieszkańców Bieszczad, znalazła się na skraju bankructwa. Widmo likwidacji sprawiło, że pracownicy oraz lokalna społeczność zdecydowali się na drastyczne kroki, przenosząc swój protest pod mury Sejmu.

Bieszczadzki protest w sercu Warszawy

Pracownicy szpitala nie przyjechali do stolicy z pustymi rękami. Przez całą noc i dzień czekali na reakcję rządu w tradycyjnym bieszczadzkim wozie taborowym, który stanął przed budynkiem parlamentu. Ich głównym celem jest wymuszenie na władzach podjęcia specjalnych środków ratunkowych, które zapobiegną całkowitemu zamknięciu jednostki.

Mieszkańcy regionu wykazali się ogromną mobilizacją – pod petycją w obronie szpitala zebrano prawie 6 tysięcy podpisów. To jasny sygnał, że lokalna społeczność nie wyobraża sobie mapy drogowej ochrony zdrowia bez leskiej placówki.

Marcelina Zawisza uderza w premiera

Podczas wystąpienia w Sejmie, posłanka Marcelina Zawisza z partii Razem przypomniała Donaldowi Tuskowi jego własne słowa z 2023 roku. Wówczas polityk deklarował, że system ochrony zdrowia musi być dostępny nie tylko dla mieszkańców wielkich metropolii, ale również mniejszych miejscowości, takich jak Lesko.

„Później okłamał pan opinię publiczną, mówiąc, że porodówka dalej działa, gdy była już zamknięta. Porodówka została zamknięta, a teraz zamknięcie grozi całemu szpitalowi” – mówiła z mównicy Zawisza.

Spięcie w ławach rządowych

Do najbardziej komentowanego zdarzenia doszło w piątek, gdy Marcelina Zawisza podeszła do siedzącego w ławach rządowych Donalda Tuska. Posłanka chciała osobiście przekazać mu zebrane podpisy mieszkańców. Według relacji świadków oraz nagrań krążących w mediach społecznościowych, premier przez dłuższy czas sprawiał wrażenie, jakby nie dostrzegał stojącej obok niego parlamentarzystki.Ostatecznie dokumenty wylądowały na biurku szefa rządu, który szybko je schował. Sytuacja ta wywołała falę komentarzy po obu stronach sceny politycznej. Dariusz Matecki z PiS opublikował nagranie z zajścia, ostro komentując postawę premiera i wytykając mu unikanie bezpośredniego kontaktu z obrońcami szpitala.Obecnie losy Szpitala Specjalistycznego w Lesku wciąż ważą się na najwyższych szczeblach władzy. Postulaty protestujących są jasne i obejmują kilka kluczowych punktów:

  • Natychmiastowe wsparcie finansowe dla zadłużonej placówki.
  • Gwarancje utrzymania funkcjonowania kluczowych oddziałów.
  • Systemowe rozwiązania zapobiegające likwidacji szpitali powiatowych.

Czy głos tysięcy mieszkańców Bieszczad zostanie usłyszany? Na ten moment premier nie odniósł się oficjalnie do zarzutów o ignorowanie protestujących, a sprawa szpitala w Lesku staje się symbolem szerszych problemów, z jakimi boryka się polska służba zdrowia poza dużymi aglomeracjami.                                                                                                                                                                                        TUSK ma w dupie Bieszczady i szpital w Lesku . To nie jego sprawa, on zostal wybrany  przez Niemcow po to zeby rozjebac Polske i Polakow. Gowno go obchodzi jakis szpital , po co Polaczkom szpitale , niech zdychaja.!!!!!!!!!!!!!!!!!!    GB                                 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz