2026/05/30

Śmierć po kroplówce na żądanie. Skazany ratownik wciąż świadczy usługi

 Tragiczny finał domowego wlewu witaminowego. Choć ratownik Bartosz A. usłyszał wyrok po śmierci pacjenta, jego biznes wciąż kwitnie. Sprawdź, jak to możliwe i dlaczego kroplówki bez nadzoru lekarza mogą być śmiertelnie niebezpieczne.

Wlewy witaminowe i tzw. kroplówki „na żądanie” stały się w ostatnich latach niezwykle popularne. Obiecują szybką regenerację po spożyciu alkoholu, poprawę odporności czy błyskawiczny powrót do formy. Jednak historia Bartosza A., ratownika medycznego oferującego takie usługi, pokazuje mroczną stronę tego biznesu. Mimo skazania za narażenie pacjenta na utratę życia, mężczyzna wciąż prowadzi działalność w całej Polsce.

Tragedia godzinę po podaniu kroplówki

Sprawa ma swój początek w 2021 roku. To wtedy do Bartosza A. zgłosiła się żona mężczyzny zmagającego się z uzależnieniem od alkoholu. Pierwszym krokiem do wyjścia z nałogu miał być właśnie profesjonalny wlew witaminowy, który miał postawić pacjenta na nogi. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Zaledwie godzinę po zaaplikowaniu substancji przez ratownika, pacjent zmarł.

W grudniu 2024 roku zapadł wyrok w tej sprawie. Sąd skazał Bartosza A. na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Choć śledczy nie zdołali udowodnić bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego między wlewem a zgonem, mężczyzna odpowiadał za narażenie pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Prawo jest jasne: Ratownik nie może decydować sam

Kluczowym problemem w działalności Bartosza A. jest kwestia uprawnień. Przepisy w Polsce precyzyjnie określają kompetencje ratowników medycznych. Jeśli ratownik nie pracuje w ramach zespołu ratownictwa medycznego (np. w karetce pogotowia lub na SOR), ma kategoryczny zakaz podawania substancji dożylnych bez bezpośredniego zlecenia lekarza.W prywatnej działalności „na telefon” Bartosz A. samodzielnie decydował o tym, co i komu podaje, co stanowi rażące naruszenie procedur medycznych i bezpieczeństwa pacjentów.

Kolejne śledztwo i kontrowersyjne metody

Przypadek z 2021 roku nie jest jedynym incydentem wiązanym z tym ratownikiem. Prokuratura w Rybniku bada obecnie sprawę śmierci pacjenta onkologicznego. Mężczyzna, będący w bardzo ciężkim stanie neurologicznym i zmagający się z chorobą nerek, otrzymał od Bartosza A. aż trzy wlewy – łącznie około 1,5 litra płynów.

„Tata dostał trzy wlewy kroplówkowe, to było chyba półtora litra (...) to było naprawdę duże obciążenie. Teść miał schorowane nerki, więc siłą rzeczy na pewno wpłynęło to źle i przyczyniło się albo mogło się przyczynić do śmierci” relacjonowała synowa zmarłego. Pacjent zmarł kilka miesięcy po zabiegach, a rodzina powiadomiła organy ścigania.

Biznes kręci się dalej mimo wyroku

Szokujące jest to, że mimo wyroku karnego i toczących się postępowań, Bartosz A. nie przerwał swojej aktywności zawodowej. Jego strona internetowa promująca wlewy witaminowe wciąż jest aktywna, a on sam nie widzi problemu w swoim postępowaniu.

Dlaczego ratownik wciąż może pracować?

  • Mężczyzna nie został wykreślony z oficjalnej listy ratowników medycznych.
  • Sąd nie orzekł zakazu prowadzenia działalności gospodarczej związanej z usługami medycznymi.
  • Sam zainteresowany twierdzi, że cała sprawa jest „nadmuchana”, a on stał się ofiarą nagonki.

W rozmowie z mediami Bartosz A. stwierdził, że informacje o prowadzeniu usług wbrew procedurom są błędne, a wyrok określił jako „inną sytuację”. Eksperci ostrzegają jednak, że korzystanie z kroplówek „na żądanie” bez wcześniejszej konsultacji lekarskiej i badań krwi może skończyć się tragicznie, szczególnie dla osób z ukrytymi schorzeniami narządów wewnętrznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz