Pchając Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, premier Donald Tusk dowiódł, że KO w praktyce nie różni się od PiS-u. Tylko czym w takim razie będzie straszyć wyborców w nadchodzącej kampanii?
leż jestem naiwna. Pogłoski o tym, że to Berek – do wtorku minister nadzorujący wdrażanie polityki rządu – ma być kandydatem rządzącej większości do TK uznałam za co najwyżej balon próbny wypuszczony przez kogoś na tyle oderwanego od rzeczywistości, by nie spodziewać się zmasowanej krytyki. A gdy ta nastąpiła – sądziłam, że temat upada; premierowi nie pozostaje nic innego, jak zdementować niepotwierdzone informacje, wychodząc z całego zamieszania z twarzą.Berek to bardzo dobry prawnik, państwowiec i człowiek, który potrafi rozmawiać z różnymi środowiskami, nie zrażając ich do siebie (w przypadku ministrów to wręcz ginąca sztuka). Nie mam wątpliwości, że ma wszelkie predyspozycje do bycia dobrym sędzią TK. A i immunitet związany z tym urzędem pewnie by mu się przydał, bo w razie przejęcia władzy przez obecną opozycję ma jak w banku ciąganie po prokuraturach w związku z niepublikowaniem od 2024 r. przez rząd orzeczeń Trybunału.Dlaczego Maciej Berek nie powinien się znaleźć w Trybunale Konstytucyjnym?
Berek ma też jednak ogromną wadę – stempel „człowieka Tuska” na czole (sam premier nazwał go niedawno słowami „moja prawa ręka”) i poparcie partii, która na sztandary wciągnęła odpolitycznienie TK. Wyjaśnienie wyborcom, dlaczego krytykowało się Prawo i Sprawiedliwość za wybór do Trybunału dwojga byłych posłów tej partii (myślę oczywiście o Stanisławie Piotrowiczu i Krystynie Pawłowicz), a samemu forsowało przepisy ograniczające takie praktyki, a teraz chce się zainstalować w TK swojego ministra, będzie wymagało wspięcia się na szczyty politycznej obłudy i hipokryzji. Pewnie znów usłyszymy: to stan wyższej konieczności, gramy takimi kartami, jakie rozdali nasi przeciwnicy, przywracanie praworządności wymaga trudnych decyzji, działamy w imię demokracji walczącej, Berek to fachowiec... Średnio inteligentny wyborca zapamięta: PiS nie mógł, ale my możemy, bo nie jesteśmy PiS-em. Życzę powodzenia przy urnach.A Macieja Berka zwyczajnie mi szkoda, bo płaci cenę za swoją lojalność wobec Donalda Tuska. Kiedyś wziął na siebie odpowiedzialność za rzekomy błąd skutkujący udzieleniem przez premiera kontrasygnaty neosędziemu w Sądzie Najwyższym. Teraz będzie znosił porównania do Bogdana Święczkowskiego, który z TK zrobił ekspozyturę ugrupowań Kaczyńskiego i Ziobry. A i to tylko wówczas, gdy nie skończy w trybunalskim przedsionku razem z innymi sędziami, od których prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania. Bo skąd pewność, że od Berka odbierze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz