2026/08/13

Aresztowany rolnik z Gliwic stracił też psa. Suczka Diana nagle zabrana z posesji

 Najpierw zatrzymanie gospodarza, teraz przymusowe rozstanie z ukochanym czworonogiem. Diana, suczka rolnika z Gliwic znanego z zaorania nowej ul. Rybackiej, miała zostać w domu pod okiem sąsiadów. Powiatowy lekarz weterynarii nie widział podstaw do interwencji. Niespodziewanie zapadła jednak decyzja o przetransportowaniu zwierzęcia do schroniska. Bliscy zatrzymanego są zdruzgotani.

Pies miał zostać na podwórku. Niespodziewana decyzja prokuratury

Historia Józefa M. od kilku dni rozgrzewa opinię publiczną. Gospodarz został aresztowany po incydencie z piątku, 7 sierpnia, kiedy to ciągnikiem zniszczył niedawno wyremontowaną ul. Rybacką w Gliwicach. Kiedy organy ścigania prowadzą dochodzenie przeciwko rolnikowi, jego rodzina boryka się z kolejnym wyzwaniem.

Tym razem chodzi o Dianę – ukochanego psa aresztowanego mężczyzny.

Jeszcze we wtorek, 11 sierpnia wydawało się pewne, że czworonóg nie opuści rodzinnego podwórka. Opiekę nad nim deklarowali sąsiedzi, a powiatowy lekarz weterynarii po wizycie na miejscu nie dostrzegł żadnych przesłanek do przymusowego odebrania zwierzęcia. Zmiana nadeszła we wtorkowy wieczór, gdy Dianę niespodziewanie zabrano z domu prosto do schroniska.

Jak donosi dziennik „Fakt”, gliwicki powiatowy lekarz weterynarii brał udział w weryfikacji warunków bytowych psa. Z jego relacji wynikało jednoznacznie, że suczka była w świetnej kondycji, zadbana i odpowiednio karmiona. Inspektor podkreślał, że zwierzę wykazuje przyjazne nastawienie do ludzi i dobrą socjalizację. Weterynarz nie dopatrzył się absolutnie żadnych powodów do odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Niezależnie od tej pozytywnej opinii, jeszcze tego samego wieczoru zapadła kategoryczna decyzja o przeniesieniu Diany do schroniska. Według informacji przekazanych przez lekarza weterynarii, polecenie to wydała bezpośrednio prokuratura.Też byłem zaskoczony. Zostałem poinformowany już po fakcie – przyznał w rozmowie z „Faktem”.To radykalne posunięcie najbardziej uderzyło w bliskich Józefa M. Siostra aresztowanego od samego początku wyrażała gotowość zajęcia się suczką. Kobieta zwracała uwagę, że Diana jest zżyta z członkami rodziny, przywykła do konkretnych osób i dobrze czuje się w swoim środowisku. Według niej pobyt w obcej placówce może stanowić dla zwierzęcia potężny, niepotrzebny stres.– Nie chodzi o warunki. Pies potrzebuje człowieka. W schronisku są inne psy, szczekają, ujadają. Diana jest przyzwyczajona do ludzi i swojego otoczenia – mówi siostra aresztowanego rolnika, cytowana przez „Fakt”.

Najbliżsi zadeklarowali pełną gotowość do natychmiastowego zabrania czworonoga.siłam, żeby pozwolili nam ją zabrać. Ten pies nas zna. Nie dość, że cała rodzina przeżywa dramat, to jeszcze ta biedna Diana – dodaje kobieta.

Jak przekonuje siostra Józefa M., była osobiście obecna podczas interwencji mundurowych. Z jej słów wynika, że starała się negocjować z policjantami, zapewniając o możliwości stworzenia bezpiecznego domu dla suczki.

– Diana nie chciała opuścić posesji. Jakby wiedziała, że idzie z obcymi w nieznane. Byłam na miejscu, gdy ją zabierała policja, prosiłam, że jestem rodziną, że my psa weźmiemy, ale nie poskutkowało – relacjonuje kobieta.Rodzina zapowiada, że nie zrezygnuje z szybkiego i legalnego odzyskania opieki nad ukochanym czworonogiem.

Dlaczego pies aresztowanego rolnika wylądował w schronisku?

Powiatowy lekarz weterynarii jednoznacznie podkreśla, że wysłanie psa do placówki nie opierało się na jego diagnozie weterynaryjnej. Tłumaczy jednak, że w ujęciu długofalowym schronisko gwarantuje całodobowy nadzór i bezpieczeństwo. Placówka zapewni Dianie stałą opiekę medyczną oraz przeprowadzi zabieg sterylizacji.

Co istotne, drzwi dla rodziny nie są całkowicie zamknięte – bliscy mają pełne prawo ubiegać się o oficjalne przejęcie nadzoru nad zwierzęciem.Aktualnie Diana przebywa w kwarantannie w placówce dla bezdomnych zwierząt w Gliwicach. Jak poinformowała dziennikarzy „Faktu” kierowniczka obiektu, pies zachowuje pewien dystans i ostrożność, ale jednocześnie lgnie do ludzi.

– Jest lekko wycofana, trochę się boi, ale chce kontaktu z człowiekiem. Jest jeszcze trochę nieufna. Była dobrze odżywiona, ma ładną sierść – przekazała Barbara Malinowska.

Szefowa placówki przypomina, że wyrwanie psa ze znanego środowiska i przeniesienie w nowe miejsce to zawsze trudne doświadczenie dla czworonoga. Rodzina liczy, że kwarantanna Diany potrwa jak najkrócej i suczka niebawem wróci do bliskich jej osób.

Konieczna jest formalna zgoda. Policja tłumaczy procedury

Funkcjonariusze z Gliwic precyzują, że wydanie psa w ręce siostry właściciela będzie możliwe dopiero po dopełnieniu odpowiednich procedur administracyjnych.

Z informacji przekazanych przez nadkomisarz Marzenę Szwed, rzeczniczkę Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach, wynika jednoznacznie: warunkiem odebrania Diany ze schroniska jest oficjalna zgoda samego Józefa M. jako prawnego opiekuna zwierzęcia.Do czasu załatwienia formalności suczka musi pozostać pod opieką instytucjonalną, podczas gdy bliscy aresztowanego kompletują dokumenty i przygotowują się do prawnych batalii o jej odzyskanie.

Losy Diany stanowią poboczny, ale bardzo emocjonalny wątek głośnego incydentu na ul. Rybackiej. Kiedy śledczy analizują materiał dowodowy w sprawie zniszczenia infrastruktury, rodzina skupia się na ratowaniu osamotnionego zwierzęcia, by mogło bezpiecznie wrócić do swojego domu.

Źródło: Fakt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz