2026/08/13

Służby szukają Marcina Romanowskiego, mógł podjąć ryzykowną decyzję. Do akcji wkroczyli „łowcy cieni”

 

Marcin Romanowski wciąż pozostaje poza zasięgiem polskich służb, które próbują ustalić, gdzie obecnie przebywa były wiceminister sprawiedliwości. Jak ustalił Onet, w poszukiwania zaangażowani są „łowcy cieni” z Centralnego Biura Śledczego Policji. Ujawniono także nowe szczegóły korespondencji polityka.Funkcjonariusze specjalizujący się w odnajdywaniu osób ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości mają wykorzystywać swoje doświadczenie i możliwości operacyjne, aby ustalić, gdzie znajduje się Romanowski. Wczoraj RMF FM poinformowało, że przesłał korespondencję do Sądu Okręgowego w Warszawie z Tyraspolu, stolicy Naddniestrza.


„Łowcy cieni” szukają Romanowskiego?Jak wynika z ustaleń Onetu, w sprawę zaangażowani zostali funkcjonariusze Wydziału Operacji Pościgowych CBŚP, potocznie nazywani „łowcami cieni”. To policjanci zajmujący się poszukiwaniem osób, które ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości, także poza Polską.


Policjanci mają świadomość, że może być problem z ustaleniem, czy poszukiwany przebywa pod wskazanym adresem na terenie Naddniestrza, ponieważ jest to terytorium kontrolowane przez służby rosyjskie. Natomiast ważne jest, by się dowiedzieć, czy Romanowski w ogóle przekroczył mołdawską granicę, bo to również rozwiałoby pewne wątpliwości — mówi informator Onetu.Policjanci analizują każdy trop

Poszukiwania prowadzone przez „łowców cieni” mają charakter operacyjny. Korzystają oni z różnych metod, a informacje są na bieżąco analizowane.


To właśnie ich kontakty międzynarodowe mogą pomóc w weryfikacji pobytu Romanowskiego - czytamy na stronie Onetu.W przypadku osób, które mogą przebywać za granicą, możliwości polskich funkcjonariuszy są jednak ograniczone. Policjanci mogą ustalać miejsce pobytu poszukiwanego i prowadzić rozpoznanie, ale samo zatrzymanie należy już do służb państwa, na którego terytorium znajduje się dana osoba.Romanowski podał adres w Tyraspolu

Wczoraj reporter RMF FM ustalił, że list przesłany do polskiego sądu, podpisany przez polityka, został wysłany z Tyraspolu, stolicy Naddniestrza - jest on siedzibą władz nieuznawanego międzynarodowo terytorium.W sprawie pojawia się także wątek dokumentów na dane innej osoby.


Informuję, że zgodnie z prawem w sposób legalny mam wydany paszport na inną tożsamość na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską - miał napisać Romanowski w liście do sądu, jak ujawniła reporterka TVN24.


Były szef CBA, Paweł Wojtunik, w rozmowie z Onetem wskazał, że wjazd do Naddniestrza jest ryzykownym krokiem, a konsekwencje związane z ujawnieniem prawdziwej tożsamości mogą być surowe.eoretycznie polski obywatel może zaryzykować, stawić się do kontroli granicznej, pokazać dokument tożsamości na granicy i liczyć na to, że się prześliźnie przez system kontroli. Ale kiedy zostałoby ujawnione, że jest na przykład członkiem parlamentu państwa wrogiego Rosji, czyli np. krajów należących do Unii Europejskiej, mógłby zostać oskarżony o szpiegostwo, aresztowany i skazany nawet na 25 lat więzienia - powiedział.


W tej chwili nie wiadomo jednak, czy Romanowski rzeczywiście tam przebywa ani na jakich danych udało mu się przekroczyć granicę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz