Dramatyczne sceny rozegrały się w jednym z krakowskich szpitali. 60-letni pacjent trafił na SOR w ciężkim stanie, jednak po kilku godzinach został wypisany do domu. Dwa dni później ponownie przewieziono go do placówki — tym razem lekarze rozpoznali rozległy zawał mózgu. Mężczyzny nie udało się uratować. Rodzina zapowiada, że nie zostawi sprawy bez walki.Do zdarzenia doszło w Szpitalu im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Jak opisała „Gazeta Wyborcza”, 60-letni mężczyzna trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy 4 maja. Według relacji rodziny jego stan od początku budził ogromny niepokój. Bliscy twierdzili, że był skrajnie osłabiony, miał problemy ze świadomością i nie był w stanie samodzielnie poruszać się czy logicznie odpowiadać na pytania. Syn pacjenta przekazał ratownikom medycznym swój numer telefonu, oczekując kontaktu ze strony szpitala. Taki telefon jednak nie nastąpił.
Jak wynika z dokumentacji cytowanej przez media, mężczyzna został wypisany ze szpitala następnego dnia o godz. 7:14. Rodzina dowiedziała się o tym dopiero później, kontaktując się bezpośrednio z pacjentem. Syn przyjechał po ojca około godziny 10 rano. Według relacji bliskich przez kilka godzin 60-latek miał znajdować się przed budynkiem szpitala. Rodzina zwróciła uwagę, że mężczyzna miał zakrwawione spodnie i nadal był w bardzo złym staniepsychicznym oraz fizycznym.
W karcie informacyjnej lekarze odnotowali m.in. ból nadbrzusza, hipokaliemię oraz zaburzenia elektrolitowe. Pacjent przeszedł badanie USG, miał zostać nawodniony i otrzymać uzupełnienie elektrolitów. Bliscy podkreślają jednak, że dokumentacja nie zawierała informacji o zaburzeniach świadomości, które — jak twierdzi rodzina — były głównymStan pacjenta gwałtownie się pogorszył
Po opuszczeniu szpitala stan 60-latka nie poprawiał się. Wręcz przeciwnie — według relacji rodziny mężczyzna miał coraz większe problemy z orientacją i samodzielnym funkcjonowaniem. Była żona pacjenta zdecydowała się szukać pomocy u Rzecznika Praw Pacjenta. Dopiero po tej interwencji mężczyzna ponownie trafił na SOR. Tym razem jego stan określano już jako ciężki.
Media podają, że podczas drugiego przyjęcia pacjent nie był w stanie chodzić o własnych siłach ani poprawnie określić podstawowych informacji, takich jak data czy rok. Lekarze zdiagnozowali u niego zawał mózgu i zdecydowali o hospitalizacji na oddziale neurologicznym. Mimo podjętego leczenia życia 60-latka nie udało się uratować — mężczyzna zmarł dzień później.Rodzina nie ukrywa emocji po śmierci bliskiego. Była żona zmarłego podkreślała, że choć mężczyzna był wyniszczony i zaniedbywał swoje zdrowie, nie potrafi pogodzić się z tym, w jaki sposób został potraktowany podczas pierwszego pobytu na SOR-ze. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” powiedziała:
Być może nie dało się tego uniknąć. Nie dbał o siebie, był wycieńczony, ale nie mogę przejść obojętnie nad tym, jak za pierwszym razem został potraktowany na SOR. Szacunek i troska należą się każdemu pacjentowi, tymczasem został wypisany bez poinformowania rodziny, chyba jednak w niedobrym stanie, skoro trzy godziny później słaniał się na nogach i nie było z nim logicznego kontaktu.Kobieta zwracała uwagę przede wszystkim na brak kontaktu ze strony szpitala oraz wypisanie pacjenta mimo widocznych problemów z logicznym kontaktem. Szpital przedstawił własną wersję wydarzeń. W oświadczeniu przekazanym mediom poinformowano, że mężczyzna był wyniszczony po długotrwałym ciągu alkoholowym, miał nie przyjmować posiłków przez kilka dni i doświadczać halucynacji. Placówka podkreśliła również, że wykonano komplet badań, a pacjent samodzielnie opuścił oddział oraz nie wyraził zgody na kontakt personelu z rodziną.Rodzina składa skargę do Rzecznika Praw Pacjenta
Po śmierci 60-latka jego bliscy postanowili skierować sprawę do Rzecznika Praw Pacjenta. Rodzina uważa, że podczas pierwszego pobytu na SOR-ze mogło dojść do zaniedbań i niewłaściwej oceny stanu zdrowia chorego. Zastrzeżenia dotyczą zarówno samej decyzji o wypisie, jak i sposobu opieki nad pacjentem oraz braku kontaktu z rodziną mimo pozostawionych danych.Była żona mężczyzny podkreśla, że jej działania nie wynikają wyłącznie z emocji po stracie bliskiego, ale z potrzeby wyjaśnienia całej sytuacji. Kobieta chce ustalić, czy procedury medyczne zostały zachowane prawidłowo i czy pacjent otrzymał odpowiednią pomoc podczas pierwszej wizyty w szpitalu. Sprawa wywołała duże poruszenie, ponieważ dotyczy funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i bezpieczeństwa osób trafiających tam w stanie zagrożenia zdrowia lub życia.
Szpital im. Rydygiera w Krakowie odpiera część zarzutów. Placówka zaznacza, że pacjent został przebadany, a decyzje medyczne podejmowano na podstawie jego stanu w chwili hospitalizacji. Jednocześnie poinformowano, że zlecono sekcję zwłok, która ma pomóc w dokładnym ustaleniu przyczyn śmierci mężczyzny. Wyniki postępowania prowadzonego przez Rzecznika Praw Pacjenta mogą przesądzić o tym, czy w sprawie doszło do uchybień ze strony personelu medycznego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz