Gdy dowiedział się prawdy, sięgnął po szalik. Nie miał litości dla ciężarnej partnerki
To była kolejna burzliwa kłótnia pary kochanków. Doprowadziła jednak do tragedii, która do dziś budzi przerażenie. W Jaworze na Dolnym Śląsku zazdrość, alkohol i wybuch niekontrolowanej furii doprowadziły do makabrycznej zbrodni. 31-letnia kobieta, będąca w ciąży, została uduszona przez Zbigniewa K., swojego partnera. Powód? Wyznała mu, że dziecko, którego się spodziewa, nie jest jego.
Jawor to niewielkie miasteczko na Dolnym Śląsku oddalone od Legnicy zaledwie 21 km. Iwona K. i Zbigniew K. znali się wcześniej. Ich związek od początku był pełen emocji. Znajomość zaczęła się zacieśniać w wakacje w 2016 r. Poznali się w pracy i szybko zostali parą. Zamieszkali razem, ale zamiast wspólnego szczęścia coraz częściej pojawiały się awantury.Zbyszek nadużywał alkoholu, był chorobliwie zazdrosny i nieustannie podejrzewał Iwonę o zdradę. Bliscy wiedzieli, że w tym domu źle się dzieje. Dochodziło do przemocy, interweniowała policja. Mimo to kobieta nadal mieszkała z oprawcą.Do dramatu doszło w styczniu 2017 r. Tego dnia para piła alkohol. Z pozoru zwyczajny wieczór szybko zamienił się w piekło. W czasie kłótni kobieta wyznała partnerowi, że dziecko, które nosi pod sercem, nie jest jego. Te słowa miały wywołać u niego prawdziwy wybuch furii.Najpierw rzucił się na kobietę i zaczął dusić ją rękami. To jednak nie wystarczyło. Sięgnął po wiszący na gwoździu szalik i z dużą siłą zacisnął go na jej szyi. Nie przestał, dopóki nie przestała oddychać i bezwładnie osunęła się do pojemnika na pościel w wersalce. Ciężarna 31-latka nie miała żadnych szans.To, co wydarzyło się później, szokuje równie mocno jak sama zbrodnia. Zamiast wezwać pomoc lub zawiadomić kogokolwiek o tragedii, sprawca przykrył ciało kołdrą, zamknął mieszkanie i wyszedł. Poszedł do znajomych. Pił piwo, grał w karty i zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Zwłoki kobiety odnaleziono dopiero później.
Kilkanaście godzin później policjanci zatrzymali podejrzanego. Podczas przesłuchania nie zaprzeczał. Przyznał się do zabójstwa i tłumaczył, że nie potrafił zapanować nad emocjami po usłyszeniu, że nie jest ojcem dziecka. Po usłyszeniu zarzutów decyzją sądu w Jaworze trafił do aresztu.
Sąd w Legnicy skazał dusiciela na dożywocie
Zanim sprawa trafiła do sądu, Zbigniew K. skierował do rodziny Iwony K. list, do którego dotarł reporter "Faktu". "Jestem oskarżony o zbrodnię, do której się przyznałem. Bardzo kochałem i w pewnym sensie nadal kocham Iwonę. Nie potrafię się z tym pogodzić, że już jej nie ma. Swoim postępowaniem wyrządziłem bardzo wiele szkód. Majka była najważniejsza dla Iwony. A ja zabrałem Majce osobę, którą najbardziej kochała. Zabrałem jej mamę" — czytamy w liście.Słowa te nie wpłynęły jednak na ocenę sądów, które uznały, że okoliczności zbrodni świadczą o wyjątkowo wysokim stopniu winy sprawcy.
W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Legnicy skazał Zbigniewa K. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Obrona odwołała się od wyroku.
26 czerwca 2018 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił wyrok. Utrzymał winę Zbigniewa K., ale złagodził karę do 25 lat pozbawienia wolności, z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 20 lat kary.
"Brutalny sposób działania oskarżonego, za jaki należy uznać duszenie drugiej osoby przez stosunkowo długi czas około 10 minut, pomimo podejmowania obrony przez ofiarę, co świadczy o bezwzględności i determinacji Zbigniewa K. oraz braku po jego stronie jakiejkolwiek refleksji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iwona K. była osobą chorą i częściowo niepełnosprawną po przebytym w maju 2016 r. udarze" — czytamy w pisemnym uzasadnieniu wyroku sądu drugiej instancji.W czerwcu 2019 r. prokuratura wniosła kasację do Sądu Najwyższego, domagając się przywrócenia kary dożywotniego pozbawienia wolności.
8 czerwca 2021 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację. Tym samym prawomocnie utrzymano karę 25 lat pozbawienia wolności.
Ta historia jest przerażającym przykładem tego, do czego może doprowadzić przemoc domowa i chorobliwa zazdrość.
Opuszczając więzienne mury, Zbigniew K. będzie miał 60 l.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz