2026/01/28

Nawrocki nie wrzucił na WOŚP nawet złotówki. Powód odbiera mowę. Owsiak reaguje

 Podczas 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy uwagę opinii publicznej przykuła  decyzja prezydenta Karola Nawrockiego i jego żony Marty Nawrockiej, którzy nie wsparli tegorocznego finału WOŚP. Brak udziału głowy państwa stanowi wyjątek w historii, zwłaszcza wobec wieloletniej tradycji zaangażowania kolejnych prezydentów RP w tę największą polską akcję charytatywną. Głos w tej sprawie zabrał też Jerzy Owsiak.Prezydent Karol Nawrocki nie przekazał darowizny ani przedmiotu na aukcję WOŚP, podobnie jak jego małżonka. To sytuacja nietypowa, ponieważ wcześniejsi prezydenci RP w różnej formie angażowali się w coroczne finały Orkiestry. Decyzję głowy państwa skomentował szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, który wyjaśnił, że prezydent wspiera inne inicjatywy charytatywne, jednak nie decyduje się na wspieranie fundacji Jerzego Owsiaka, ponieważ jak przekazał Bogucki “Jurek Owsiak zbyt mocno wszedł w politykę”. Do opinii Prezydenta odniósł się sam zainteresowany.Jurek Owsiak został zapytany o brak wsparcia ze strony prezydenta w programie „Kropka nad i” Moniki Olejnik. Dziennikarka zasugerowała Owsiakowi, że to pierwsza sytuacja od założenia fundacji, kiedy urzędujący prezydent nie zdecydował się na wsparcie fundacji.Nawet nie chcę tego komentować, to jest świat tak dla mnie niedotykalny teraz, że w ogóle nie zaprzątam sobie tym głowy


-odpowiedział Jerzy Owsiak


Monika Olejnik powołała się także na wcześniej przytoczoną wypowiedź Boguckiego o upolitycznieniu działań fundacji.W rozmowie w programie Moniki Olejnik został poruszony także pojawiający się od wielu lat zarzut dotyczący rzekomych osobistych korzyści materialnych, jakie miałby uzyskiwać Owsiak w związku z prowadzeniem fundacji. Jerzy Owsiak odniósł się do tego tematu. 


34 lata tworzymy fundację, nie ma nad nami żadnej szklanej kopuły. Gdyby były jakiekolwiek nieczyste sytuacje, to już dawno by to wyciekło. Fundacja jest cały czas sprawdzana przez odpowiednie organy, składamysprawozdania. Nie moglibyśmy robić kolejnych zbiórek, jeśli się nie rozliczylibyśmy się m.in. z resortem zdrowia. Ja nie żyję w żadnej willi powiedzial .Brak zaangażowania Karola Nawrockiego wyraźnie kontrastuje z postawą jego poprzedników. Wcześniejsi prezydenci RP, w tym Andrzej Duda, regularnie wspierali WOŚP — przekazując przedmioty na aukcje lub publicznie deklarując udział w zbiórkach. Brak zaangażowania Karola Nawrockiego stanowi w tej mierze wyjątek. 


Według ostatniej aktualizacji fundacji obecna kwota deklarowana za 34. finał WOŚP wynosi 183 231 782 zł.












REKLAMA Jerzy Owsiak otrzyma 1000 zł od emerytki. Kobieta usłyszała wyrok za groźby w sieci

 66-letnia Izabela M. z Torunia została skazana za groźby, które skierowała w mediach społecznościowych do szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. Sąd nie miał wątpliwości — kobieta usłyszała wyrok pół roku więzienia w zawieszeniu na rok oraz musi zapłacić 1000 złotych.O tej sprawie mówiła cała Polska. W styczniu 2025 roku na jednym z portali społecznoś"Giń człeku i to jak najszybciej dość okradania dość twojego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary bo takie noszą LGBT" — napisała Izabela M. (pisownia oryginalna).

Kobieta została zatrzymana przez policję już dwa dni po publikacji komentarza. Funkcjonariusze zabezpieczyli jej telefon, a sprawa szybko trafiła do sądu. Izabela M. nie przyznała się do winy, tłumacząc, że działała "sama z siebie, bo denerwują ją te sprawy".ciowych pojawił się wpis, w którym 66-letnia emerytka nie przebierała w słowachPo roku od tych wydarzeń sąd wydał wyrok. O jego szczegółach poinformował dziennikarz Republiki, Janusz Życzkowski. Jak napisał na platformie X: "Pani Iza została skazana za internetowy wpis, w którym do Jerzego Owsiaka napisała 'giń człeku'. Na wniosek prokuratury uznano to za groźbę karalną. Sąd wymierzył karę pół roku więzienia w zawieszeniu na rok i tysiąc złotych dla szefa WOŚP. Najpewniej apelacja".

Co za smiec , nie mam na niego slow bo zlodziej i oszust to juz za malo , ale lepiej nie pisac bo kary rabia dla Jureczka bo dla tego zlodzieja kazdy grosz jest wazny .

 

 Szczególnie boli sytuacja przed feriami szkolnymi. Zdarza się, że rodziny hospitalizują babcię czy dziadka "na siłę", by wyjechać na zimowy wypoczynek. Widziałam to wielokrotnie – samotni seniorzy leżą na oddziałach, choć nie wym


agają pilnej interwencji medycznej, blokując łóżka dla tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

Pozbywają się ich przed feriami. "Widziałam to wielokrotnie"

Sezon zimowy, a w szczególności ferie, to wyjątkowo trudny czas dla pracowników służby zdrowia. SOR-y są przepełnione. - Pacjentów przybywa lawinowo, a dominują seniorzy. Ich liczba rośnie nawet trzykrotnie przez infekcje oddechowe, grypę, powikłania krążeniowe i urazy po upadkach na lodzie czy gołoledzi - nie ukrywa w rozmowie z nami ratowniczka medyczna Marika Rutka. Niektórzy też "oddają" seniorów do szpitala na czas ferii.Złamane kości biodrowe, nogi i nadgarstki. Poważne wypadki na drogach, bo ktoś za bardzo się spieszył, a zastała go gołoledź. Ale też... hospitalizowanie osób starszych "na siłę", aby wyjechać w okresie szkolnych ferii zimowych z dziećmi na wypoczynek. Pojawiają się również pacjenci, których stan wcale nie jest nagły i przyszli na oddział, choć mogliby spokojnie udać się po skierowanie do odpowiedniej poradni specjalistycznej do lekarza prowadzącego. To codzienność ratowników medycznych i pracowników SOR-ów w wymagającym czasie.

– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii – mówi Wirtualnej Polsce Marika Rutka. Mogę potwierdzić: zima to sezon, w którym pacjentów przybywa lawinowo, a dominują seniorzy. Ich liczba rośnie nawet trzykrotnie przez infekcje oddechowe, grypę, powikłania krążeniowe i urazy po upadkach na lodzie czy gołoledzi. Na oddziałach ratunkowych obłożenie skacze o dziesiątki procent – mówi Wirtualnej Polsce. W zimowym sezonie seniorzy często przyjeżdżają do szpitala również ze złamaniem bioder czy nadgarstków po poślizgnięciu się na oblodzonych chodnikach. Ratowniczka medyczna podkreśla, że to codzienne realia, gdy chłody osłabiają i tak kruchy organizm.
– Szczególnie boli sytuacja przed feriami szkolnymi. Zdarza się, że rodziny hospitalizują babcię czy dziadka "na siłę", by wyjechać na zimowy wypoczynek. Widziałam to wielokrotnie – samotni seniorzy leżą na oddziałach, choć nie wymagają pilnej interwencji medycznej, blokując łóżka dla tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Lekarze apelują o to od lat, wskazując na ryzyko infekcji szpitalnych i poczucie odrzucenia – zauważa Marika.
– Pamiętam jeden z najbardziej wstrząsających wyjazdów: na prostym odcinku drogi, gdzie kierowca nie dostosował prędkości do warunków, doszło do czołowego zderzenia dwóch aut. 19-letnia kobieta w ciąży poniosła śmierć na miejscu – pełna życia, z marzeniami o dziecku, odeszła w jednej chwili przez lód i pośpiech. Takie tragedie powtarzają się co sezon: policja raportuje setki kolizji dziennie, z ofiarami śmiertelnymi, złamaniami – wspomina ratowniczka.

Marika przyznaje, że w tym trudnym sezonie cały personel - od osób pracujących na rejestracji, przez ratowników, po lekarzy - ma pełne ręce roboty.– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii. Klucz to profilaktyka: odśnieżanie chodników, antypoślizgowe buty dla starszych, ostrożna jazda i szybka reakcja na objawy grypy. Każdy uniknięty wypadek to mniej cierpienia i odciążenie systemu – podkreśla.Złamane kości biodrowe, nogi i nadgarstki. Poważne wypadki na drogach, bo ktoś za bardzo się spieszył, a zastała go gołoledź. Ale też... hospitalizowanie osób starszych "na siłę", aby wyjechać w okresie szkolnych ferii zimowych z dziećmi na wypoczynek. Pojawiają się również pacjenci, których stan wcale nie jest nagły i przyszli na oddział, choć mogliby spokojnie udać się po skierowanie do odpowiedniej poradni specjalistycznej do lekarza prowadzącego. To codzienność ratowników medycznych i pracowników SOR-ów w wymagającym czasie.

– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii – mówi Wirtualnej Polsce Marika Rutka.

Pacjentów przybywa lawinowo"

Marika Rutka pracowała w jednym z warszawskich szpitali kilkanaście lat. Bardzo dużo czasu spędziła właśnie na SOR-ze.

 – Mogę potwierdzić: zima to sezon, w którym pacjentów przybywa lawinowo, a dominują seniorzy. Ich liczba rośnie nawet trzykrotnie przez infekcje oddechowe, grypę, powikłania krążeniowe i urazy po upadkach na lodzie czy gołoledzi. Na oddziałach ratunkowych obłożenie skacze o dziesiątki procent – mówi Wirtualnej Polsce.W zimowym sezonie seniorzy często przyjeżdżają do szpitala również ze złamaniem bioder czy nadgarstków po poślizgnięciu się na oblodzonych chodnikach. Ratowniczka medyczna podkreśla, że to codzienne realia, gdy chłody osłabiają i tak kruchy organizm.
– Szczególnie boli sytuacja przed feriami szkolnymi. Zdarza się, że rodziny hospitalizują babcię czy dziadka "na siłę", by wyjechać na zimowy wypoczynek. Widziałam to wielokrotnie – samotni seniorzy leżą na oddziałach, choć nie wymagają pilnej interwencji medycznej, blokując łóżka dla tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Lekarze apelują o to od lat, wskazując na ryzyko infekcji szpitalnych i poczucie odrzucenia – zauważa Marika.

Takie tragedie powtarzają się co sezon"

Oprócz dyżurów na SOR-ze Marika jeździ karetką. – Wyjazdy w tym czasie to "zimowa pułapka śmierci". Zespoły ratunkowe ruszają w mróz, śnieg i gołoledź – wylicza.

– Pamiętam jeden z najbardziej wstrząsających wyjazdów: na prostym odcinku drogi, gdzie kierowca nie dostosował prędkości do warunków, doszło do czołowego zderzenia dwóch aut. 19-letnia kobieta w ciąży poniosła śmierć na miejscu – pełna życia, z marzeniami o dziecku, odeszła w jednej chwili przez lód i pośpiech. Takie tragedie powtarzają się co sezon: policja raportuje setki kolizji dziennie, z ofiarami śmiertelnymi, złamaniami – wspomina ratowniczka.

Marika przyznaje, że w tym trudnym sezonie cały personel - od osób pracujących na rejestracji, przez ratowników, po lekarzy - ma pełne ręce roboty.

– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii. Klucz to profilaktyka: odśnieżanie chodników, antypoślizgowe buty dla starszych, ostrożna jazda i szybka reakcja na objawy grypy. Każdy uniknięty wypadek to mniej cierpienia i odciążenie systemu – podkreśla.

"Zima pokazała ortopedom, że w tym czasie w roku pracuje się więcej"

Dr Agnieszka Ponieważ, ordynatorka SOR WSS Lublin zauważa, że w tym roku intensywność zimy zaskoczyła nie tylko kierowców. Mróz, śnieg, niebezpieczna gołoledź sprawiają, że o wypadki jest nietrudno.

– Obecnie mamy na SOR-ze 30 pacjentów, z czego przynajmniej połowa to są poranne urazy. Mamy gołoledź, więc wielu ma urazy kończyn i głowy. Na pewno część zbędzie zakwalifikowana do zabiegów operacyjnych ortopedycznych. Ta zima pokazała lekarzom, że w tym okresie pracuje się znacznie intensywniej, choć przez pewien czas aura była dla nas nieco łaskawsza – przyznaje.

W związku z trudną sytuacją pogodową ortopedzi mają znacznie więcej pracy. – W takiej sytuacji obsługa zdecydowanie się wydłuża, bo jest bardzo duża liczba pacjentów. Ortopedzi są zmuszeni przekładać operacje planowe, aby zająć się pacjentami z SOR-ów w stanach nagłych, których jest bardzo dużo.

Jak dodaje, dużą część pacjentów na SOR-ach stanowią seniorzy, u których w wyniku upadku bardzo łatwo jest o złamania.

"Pan pójdzie na SOR, to szybciej pana przyjmą"

Niestety i w tym czasie na SOR-ach pojawiają się pacjenci, którzy powinni udać się na spokojnie do lekarza pierwszego kontaktu i otrzymać skierowanie do odpowiedniej poradni. Tymczasem pojawiają się na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym wraz z osobami, które rzeczywiście potrzebują szybkiego wsparcia odpowiedniego specjalisty.

– My jesteśmy przychodnią na kółkach. Zastępujemy i łatamy dziury systemu. Nie oszukujmy się, bo wielu pacjentów, którzy do nas trafiają, spokojnie mogłabyzostać skierowana przez lekarzy rodzinnych do odpowiednich poradni. Lekarze rodzinni sami dobrze o tym wiedzą, ale często sami radzą: "Pan pójdzie na SOR, to szybciej pana przyjmą". Oczywiście nie powinno to tak wyglądać. Gdyby w Polsce za zgłoszenie na SOR obowiązywała odpłatność, na pewno spadłaby nam liczba przypadków, myślę, że spokojnie o 30 proc. – tłumaczy ordynatorka.Złamane kości biodrowe, nogi i nadgarstki. Poważne wypadki na drogach, bo ktoś za bardzo się spieszył, a zastała go gołoledź. Ale też... hospitalizowanie osób starszych "na siłę", aby wyjechać w okresie szkolnych ferii zimowych z dziećmi na wypoczynek. Pojawiają się również pacjenci, których stan wcale nie jest nagły i przyszli na oddział, choć mogliby spokojnie udać się po skierowanie do odpowiedniej poradni specjalistycznej do lekarza prowadzącego. To codzienność ratowników medycznych i pracowników SOR-ów w wymagającym czasie.
– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii – mówi Wirtualnej Polsce Marika Rutka.

 



 


Ledwo dostał azyl na Węgrzech, a sąd zajął się sprawą majątku Zbigniewa Ziobry. Jest decyzja, przymusowa

 Sprawa, która przez wiele tygodni utknęła na formalnych przeszkodach, doczekała się przełomu. Po serii odrzuconych wniosków sądowych zapadła decyzja, która realnie dotyka majątku jednego z najbardziej rozpoznawalnych polityków ostatnich lat. Kulisy tej decyzji pokazują, jak skomplikowana i wieloetapowa była droga do jej podjęcia.Postępowanie dotyczące zabezpieczenia majątku Zbigniewa Ziobry trwało niemal trzy miesiące i od początku nie przebiegało bez problemów. Prokuratura Krajowa kilkukrotnie składała wniosek o zastosowanie zabezpieczenia majątkowego na nieruchomości należącej do byłego ministra sprawiedliwości, jednak każda z pierwszych prób kończyła się niepowodzeniem. Sąd Rejonowy w Rawie Mazowieckiej dwukrotnie odrzucał dokumenty, wskazując na istotne braki formalne.Kluczową przeszkodą w poprzednich etapach postępowania były błędy formalne we wnioskach Prokuratury Krajowej. Referendarz sądowy, uzasadniając grudniową odmowę, wskazał m.in. na brak opisu samej wierzytelności, która miała stanowić podstawę wpisu hipoteki. Jak podkreślono w uzasadnieniu, fakt, że chodzi o obowiązek naprawienia szkody, można było jedynie „domniemywać” z treści postanowienia prokuratury.


Dodatkowo wniosek nie precyzował jednoznacznie, kto jest wierzycielem hipotecznym. Referendarz zaznaczył, że sąd wieczystoksięgowy nie ma prawa samodzielnie ustalać wierzyciela ani poprawiać dokumentów, które stanowią podstawę wpisu do księgi wieczystej. Te braki formalne skutecznie blokowały możliwość zastosowania zabezpieczenia.Istotnym argumentem przeciwko uwzględnieniu wcześniejszych wniosków była również kwestia liczby nieruchomości objętych zabezpieczeniem. Do księgi wieczystej innej nieruchomości Zbigniewa Ziobry również trafił wniosek dotyczący zabezpieczenia tej samej kwoty i opartej na tym samym tytule zabezpieczenia.


Tymczasem, zgodnie z obowiązującymi przepisami, obciążenie hipoteką przymusową więcej niż jednej nieruchomości należącej do tego samego dłużnika wymaga podziału zabezpieczenia na tzw. hipoteki cząstkowe. Każda z nich powinna obejmować część wierzytelności, tak aby łącznie pokrywały całość zabezpieczanej kwoty. Brak takiego podziału był kolejnym powodem, dla którego wcześniejsze wnioski prokuratury nie mogły zostać uwzględnione.