Od kilku dni mam sny o alkoholu.
Takie bardzo realistyczne, męczące, zostające w głowie jeszcze długo po przebudzeniu.
Nie podobają mi się te sny. Budzę się zmęczona, jakby mój umysł całą noc prowadził walkę.
I nie! To nie jest tak, że mam ochotę się napić alkoholu.
W głowie nie mam myśli: „chcę się napić”.
Ale mój organizm… on pamięta.
To jest właśnie coś, co nazywa się głodem alkoholowym.
Dla laika może to brzmieć jak zwykła ochota.
Jak zachcianka.
Jak kaprys.
A to nie jest zachcianka.
Głód alkoholowy to stan, w którym ciało i mózg przypominają sobie, że kiedyś alkohol był sposobem na radzenie sobie z emocjami.
Na napięcie, ból, lęk. Na przeciążenie.
I nawet jeśli świadomie nie chcesz pić, podświadomość może wracać do starych schematów. W wewnętrznym niepokoju, którego trudno nazwać.
To nie jest „chęć imprezy”.
To jest raczej tęsknota organizmu za ukojeniem, które kiedyś dawała substancja.
U mnie objawia się to ostatnio właśnie snami. Intensywnymi, niepokojącymi, jakby mózg testował stare ścieżki.
I prawda jest taka, że nie radzę sobie teraz z emocjami tak dobrze, jak bym chciała.
Dlatego działam od razu.
Mam kontakt z terapeutą. Mówię o tym. Nie duszę tego w sobie.
Bo z doświadczenia wiem, że milczenie jest pożywką dla uzależnienia.
Trzeźwość to nie jest tylko „nie picie”.
To codzienna praca. Czujność, uważność na swoje emocje, ciało i sygnały ostrzegawcze.
Nawet takie jak sny.
I chcę powiedzieć jedną ważną rzecz:
osoba trzeźwa może wyglądać, jakby wszystko było w porządku, a w środku toczyć bardzo cichą, bardzo trudną walkę.
A jeśli sami walczycie z uzależnieniem…
albo jesteście w trakcie zdrowienia, jak ja…
i nagle wracają sny, napięcie, niepokój — to nie znaczy, że się cofacie.
To często znaczy, że organizm przechodzi przez emocje, a nie je zagłusza.
I to, paradoksalnie, jest część trzeźwienia.
Nie wstydźcie się mówić o tym głośno.
Nie jesteście w tym sami.Od kilku dni mam sny o alkoholu.
Takie bardzo realistyczne, męczące, zostające w głowie jeszcze długo po przebudzeniu.
Nie podobają mi się te sny. Budzę się zmęczona, jakby mój umysł całą noc prowadził walkę.
I nie! To nie jest tak, że mam ochotę się napić alkoholu.
W głowie nie mam myśli: „chcę się napić”.
Ale mój organizm… on pamięta.
To jest właśnie coś, co nazywa się głodem alkoholowym.
Dla laika może to brzmieć jak zwykła ochota.
Jak zachcianka.
Jak kaprys.
A to nie jest zachcianka.
Głód alkoholowy to stan, w którym ciało i mózg przypominają sobie, że kiedyś alkohol był sposobem na radzenie sobie z emocjami.
Na napięcie, ból, lęk. Na przeciążenie.
I nawet jeśli świadomie nie chcesz pić, podświadomość może wracać do starych schematów. W wewnętrznym niepokoju, którego trudno nazwać.
To nie jest „chęć imprezy”.
To jest raczej tęsknota organizmu za ukojeniem, które kiedyś dawała substancja.
U mnie objawia się to ostatnio właśnie snami. Intensywnymi, niepokojącymi, jakby mózg testował stare ścieżki.
I prawda jest taka, że nie radzę sobie teraz z emocjami tak dobrze, jak bym chciała.
Dlatego działam od razu.
Mam kontakt z terapeutą. Mówię o tym. Nie duszę tego w sobie.
Bo z doświadczenia wiem, że milczenie jest pożywką dla uzależnienia.
Trzeźwość to nie jest tylko „nie picie”.
To codzienna praca. Czujność, uważność na swoje emocje, ciało i sygnały ostrzegawcze.
Nawet takie jak sny.
I chcę powiedzieć jedną ważną rzecz:
osoba trzeźwa może wyglądać, jakby wszystko było w porządku, a w środku toczyć bardzo cichą, bardzo trudną walkę.
A jeśli sami walczycie z uzależnieniem…
albo jesteście w trakcie zdrowienia, jak ja…
i nagle wracają sny, napięcie, niepokój — to nie znaczy, że się cofacie.
To często znaczy, że organizm przechodzi przez emocje, a nie je zagłusza.
I to, paradoksalnie, jest część trzeźwienia.
Nie wstydźcie się mówić o tym głośno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz