Tomasz (51 l.) i Mariola (50 l.) Leszczyńscy z miejscowości Czarny Kierz (woj. warmińsko-mazurskie) od Trzech Króli czekają na rozstrzygnięcie w tej sprawie. To właśnie wtedy zostali obudzeni przez szczekanie swoich psów i niepokojące hałasy na podwórku. Kiedy wyszli na zewnątrz, zobaczyli kilkanaście osób wyposażonych w chwytaki do zwierząt i akumulatorowe szlifierki, które odcinały psy od bud. W gospodarstwie znajdowało się osiem psów łańcuchowych, które pilnowały obejścia.
Gdy wyszedłem z domu, zobaczyłem, jak kilkanaście młodych osób, głównie dziewczyn, wbiegło na podwórko. Trzy psy zostały już zapakowane do ciasnych klatek w busie — relacjonuje Tomasz Leszczyński. — Za nimi szła kobieta, która oznajmiła mi, że zabiera psy, po czym poszła dalej. Zadzwoniłem na policję. Po przyjeździe funkcjonariusze rozmawiali z osobą kierującą akcją i tylko przyglądali się, jak nasze psy są wywożone i ładowane do nieoznakowanego busa — relacjonuje.Dzień wcześniej w gospodarstwie przeprowadzono wywiad środowiskowy dotyczący warunków, w jakich przebywają psy. Nieprawidłowości, które wskazano, gospodarze mieli usunąć w ciągu 10 dni. Chodziło m.in. o zmniejszenie otworów w budach. Wójt zapewnił, że na koszt gminy zostaną zakupione specjalne, lekkie linki pokryte plastikiem, które mają zastąpić łańcuchy. Psy były zadbane, budy ocieplone, w środku znajdowało się siano, dlatego właściciele byli przekonani, że sprawa została rozwiązana.Dzień wcześniej w gospodarstwie przeprowadzono wywiad środowiskowy dotyczący warunków, w jakich przebywają psy. Nieprawidłowości, które wskazano, gospodarze mieli usunąć w ciągu 10 dni. Chodziło m.in. o zmniejszenie otworów w budach. Wójt zapewnił, że na koszt gminy zostaną zakupione specjalne, lekkie linki pokryte plastikiem, które mają zastąpić łańcuchy. Psy były zadbane, budy ocieplone, w środku znajdowało się siano, dlatego właściciele byli przekonani, że sprawa została rozwiązana. Nasze psy to Ares (10 l.), Mela (9 l.), Lusia (10 l.), Bąbel (5 l.) i Pączek (6 l.). To psy gospodarskie, chroniące kury i krowy przed dzikimi zwierzętami — tłumaczy właściciel. — Mimo że łańcuchy miały karabińczyki umożliwiające łatwe odpięcie, odcinano je szlifierkami. Zwierzęta przecież mogły zostać zranione. Trzy psy były nasze, dwie to przygarnięte przybłędy, a pozostałe należały do członków rodziny — mówi mężczyzna.Jednemu psu udało się uciec. Ci ludzie mieli specjalne gwizdki. Kiedy ich użyli, pies padł na ziemię jak martwy — wspomina pan Tomasz. — Bąbelek uciekł do domu, był tak przerażony, że zsikał się ze strachu. Położył się przy mnie na plecach z łapami do góry. Osoba kierująca akcją powiedziała, że tak wygląda i zachowuje się bity pies. Założyli mu pętlę na szyję i zaciągnęli do klatki. Byłem w szoku. Nie dostaliśmy żadnego pokwitowania i do tej pory nie wiemy, gdzie trafiły nasze psy — mówi.Olsztyński OTOZ Animals odmówił komentarza w tej sprawie. Sprawą zajmuje się prokuratura. — W związku z zabraniem z posesji ośmiu psów zostało złożone zawiadomienie o kradzieży tych zwierząt — informuje prokurator rejonowa Emilia Kochańska z prokuratury w Lidzbarku Warmińskim. — Zgłoszenie zostało zarejestrowane i przekazane policji. Jest to postępowanie sprawdzające, dotychczas nie wszczęto śledztwa ani dochodzenia, trwają czynności sprawdzające — dodaje prok. Kochańska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz