2026/03/31

Zabiła 2-letniego Mareczka i oskarżyła o zbrodnię drugiego, 4-letniego syna. Magda nie miała litośc

 Mareczek miał tylko dwa lata, kiedy stracił życie w jednym z mieszkań w Mysłowicach. Jego matka, Magdalena W., początkowo zarzekała się, że jej syn zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. W dalszym toku śledztwa próbowała nawet zrzucić winę na swoje drugie dziecko, zaledwie 4-letniego wówczas Wiktora. Ostatecznie wyszło na jaw, że to ona jest odpowiedzialna za śmierć Marka, a ekspertyza wykazała, że chłopiec zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia. Szczegóły są wstrząsające.

Do szokujących wydarzeń doszło dokładnie 17 maja 2022 roku w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Wielka Skotnica na terenie Mysłowic, które mieszczą się w województwie śląskim. Magdalena W. przebywała tam wówczas ze swoim partnerem oraz dwoma synami: 2-letnim Markiem oraz 4-letnim Wiktorem. Z relacji śledczych wynika, że feralny dzień rozpoczął się od kłótni kochanków. Partner miał mieć pretensje do kobiety, ponieważ ta obudziła go zbyt późno. Po ostrej wymianie zdań, mężczyzna wyszedł z mieszkania, ale Magdalena W. zaczęła bombardować go telefonami około godziny 10:00. W końcu ściągnęła go z powrotem, a wtedy ten zauważył, że 2-letni Marek nie oddycha. Ojciec rozpoczął reanimację, następnie zadzwonił po odpowiednie służby. Niestety, mimo tego chłopca nie udało się uratować.W momencie zbrodni w mieszkaniu znajdowała się tylko Magdalena W. oraz jej dwóch synów. Żaden ze świadków nie mógł więc zrekonstruować przebiegu zdarzenia czy opisać zachowania kobiety. Ona sama twierdziła natomiast, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, do którego miał rzekomo doprowadzić jej 4-letni syn. Według relacji podejrzanej, dzieci bawiły się w jednym z pokojów, kiedy ona ucięła sobie drzemkę. Gdy wybudziła się ze snu, miała zastać przerażającą scenę. Mały Wiktorek rzekomo sam opowiedział jej, że zamknął młodszego Ma- Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku – zeznawała Magdalena W., cytowana przez gazetę „Wprost”.

Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna.rka w pudle wersalki i tam, przytrzaśnięty wiekiem, 2-letni chłopiec się udusił.Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku – zeznawała Magdalena W., cytowana przez gazetę „Wprost”.Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna. Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie na skutek zatkania ust i nosa, co doprowadziło do zgonu. Wykluczono, jakoby był to wypadek. Dowody nie wskazują ponadto, by starszy brat przyczynił się do śmierci chłopca, a całość obrażeń ofiary powstała w mechanizmie zatkania otworów oddechowych. Nie mogły one powstać w wyniku zamknięcia wieka tapczanu, nie mógł też starszy brat udusić młodszego, używając swoich rąk – mówił Witold Mazur, przewodniczący składu sędziowskiego, który zajmował się tą sprawą.

Wydzwaniała do partnera, nie wezwała pogotowia. Próbę ratowania Marka podjął ojciec dzieci

Na niekorzyść kobiety przemawiało zresztą więcej dowodów. Funkcjonariusze ujawnili, że już około godziny 8 rano Magdalena W. zaczęła wydzwaniać do różnych osób, informując ich o konieczności skontaktowania się ze swoim konkubentem, który wyszedł do pracy. Nikomu nie chciała jednak powiedzieć, czemu tak pilnie musi się z nim zobaczyć. Wykonała szereg połączeń, rozmawiając przez telefon łącznie przez około siedemnaście minut. Jednocześnie nie wykonała ani jednego telefonu na numer alarmowy lub na pogotowie ratunkowe. Gdy w końcu udało jej się dopiąć swego, ojciec dzieci wrócił do mieszkania, co stało się około godziny 10:28. Dopiero on podjął próbę ratowania życia małego Marka. Zadzwonił na numer 112 i prowadził reanimację aż do przybycia ratowników medycznych. Oskarżona nikomu nie podała wówczas powodów, w jakich okolicznościach syn stracił życie. Ani konkubentowi, ani ratownikom, ani policji. Dopiero 26 maja, kiedy przeprowadzono eksperyment procesowy, zaczęła mówić, że to wypadek, że podczas zabawy chłopaków starszy brat przytrzasnął młodszego wiekiem tapczanu – przytaczał sędzia Witold Mazur.W toku postępowania uznano, że motyw zbrodni i pobudki, którymi kierowała się oskarżona, są związane z jej portretem psychologicznym i zdrowiem psychicznym. Słaby rozwój umysłowy, zburzenia adaptacyjne, deficyty funkcjonowania emocjonalnego, brak zdolności do samokontroli – to zaledwie kilka z cech Magdaleny W., jakie wymieniono podczas sądowego procesu.

- Oskarżona popada w zdenerwowanie, a uczucie złości i zmęczenie wychowywaniem dzieci przyczyniło się do sytuacji nerwowej – uzasadniał sędzia i dodał, że matka 2-letniego Marka wyładowała się w ten sposób, że udusiła własne dziecko. Jej działania były nieadekwatne do sytuacji, a lęk przed odpowiedzialnością spowodował, że przerzucała sprawstwo na drugiego syna.

Odbierano jej prawa rodzicielskie, inny syn zmarł w tajemniczych okolicznościach. Magdalena W. pod lupą służb

W międzyczasie wyszło również na jaw, że Marek i Wiktor nie byli jedynymi dziećmi kobiety. Ta miała ich bowiem łącznie czworo. 13-latek wychowywał się w rodzinie zastępczej, ponieważ kobiecie odebrano do niego prawa rodzicielskie. Inny syn zmarł w tajemniczych okolicznościach, mając zaledwie cztery miesiące. Reporterzy gazety „Wprost” podawali, że lekarze stwierdzili u niego tak zwaną nagłą śmierć łóżeczkową. Dysfunkcyjne zachowania kobiety oraz jej nieporadność życiowa ukazywały się już w przeszłości. Czy można było więc uchronić pozostałe dzieci? To pytanie, które często pojawiało się przy okazji tej sprawy w mediach społecznościowych.Magdalena W. przyznała, że chciała odejść od swojego partnera, ale nie zrobiła tego ze względu na dzieci. – Jestem zmęczona swoim życiem, chciałam zmiany dla siebie, mieć normalnego faceta, który kochałby mnie i dzieci – mówiła przed sądem.

W kwietniu 2024 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie. Wówczas Sąd Okręgowy w Katowicach skazał kobietę na 15 lat więzienia. Taki wymiar kary nie satysfakcjonował jednak prokuratury, która postanowiła złożyć apelację od tej decyzji. W ocenie prokuratora Aleksandra Dudy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, taka konieczność wynikała z faktu, że Magdalena W. miała działać w zamiarze bezpośrednim – chciała pozbawić 2-letniego syna życia i skutecznie do jego śmierci doprowadziła. W apelacji domagano się dla niej kary dożywotniego więzienia.

Z drugiej strony, obrońca oskarżonej do samego końca przekonywał, że Magdalena W. jest niewinna. Podobne stanowisko utrzymywała ona sama. - Wiem, jak sytuacja wygląda, ale jestem niewinna, krzywdy bym nie zrobiła synowi. Jestem osobą nerwową, mam skłonność do agresji, ale nie pozbawiłam życia syna. Wcześniejteż straciłam dziecko, ale to była śmierć łóżeczkowa. Nie jestem mamą idealną, lecz kochałam swoje dzieci. Na tej sali wszyscy myślą o mnie źle, myślą że jestem zwyrodnialcem. To nieprawda – przekonywała podejrzana. Mecenas wnosił, że do śmierci Marka doszło w wyniku wypadku, który był tragiczną konsekwencją zabawy dzieci. Co istotne, stanowisko obrony stało się w tym kontekście kolejnym argumentem dla prokuratury: śledczy uważali bowiem, że skoro kobieta jest w stanie zrzucać winę na 4-letnie dziecko to świadczy to o jej głębokiej demoralizacji. Wskazano też na wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu.

- Oskarżona Magdalena W. nie tylko udusiła swoje dziecko, ale stosowała też wobec synów przemoc i wyzwiska – wyliczała prokuratura. Dowodem na te słowa miał być między innymi zabezpieczony przez śledczych film, nagrany telefonem przez 4-letniego Wiktora, na którym słychać, jak matka w wulgarny sposób odnosi się do dzieci.

Prawomocny wyrok, Magdalena W. się nie przyznała. "Przysięgam, jestem niewinna"

Wyrok drugiej instancji poznaliśmy niedawno, bo 9 września 2025 roku. Sąd Apelacyjny w Katowicach wskazał, że faktycznie doszło do zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Podkreślono, że ocena dowodów osobowych jest spójna, a dowody medyczne uzupełniają się z zeznaniami, jednak żadna z apelacji, zarówno ze strony prokuratury, jak i obrony, nie została uwzględniona. Sąd stwierdził, że pierwotna decyzja jest adekwatna do przestępstwa, stopnia winy Magdaleny W. i szkodliwości społecznej jej czynu. Wzięto pod uwagę między innymi to, że kobieta w przeszłości nie była karana. – Wyrok ma działać zapobiegawczo i stanowić nauczkę na przyszłość. Sąd rozważał karę 25 lat pozbawienia wolności, ale uznał, że taka kara byłaby zbyt surowa – podsumował sędzia Witold Mazur.To wszystko oznacza, że wyrok pierwszej instancji został utrzymany w mocy. Tym samym Magdalena W. została skazana na 15 lat więzienia. W praktyce czeka ją nieco mniej odsiadki, ponieważ kobietę aresztowano tymczasowo już w maju 2022 roku i okres ten został jej zaliczony na poczet kary. Stronom w tej sprawie przysługuje jeszcze kasacja, lecz – gdy przygotowywaliśmy ten materiał – niejasnym pozostało, czy któraś z nich się na nią zdecyduje. Na razie, już prawomocnie, wobec Magdaleny W. podtrzymano wyrok 15 lat więzienia.


Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń, a kobieta finalnie została oskarżona o morderstwo swojego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że 2-letni Marek zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia, co potwierdziły opinie biegłych i dokumentacja medyczna.


Podwójne morderstwo w Wołominie. 19-letni wnuk ofiar w szpitalu. Prokuratura nie może go przesłuchać

 Trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci starszego małżeństwa w Wołominie. W poniedziałek (30 marca) w mieszkaniu przy ul. Mieszka I policja znalazła ciała dwóch osób oraz rannego 19-latka. Młody mężczyzna, nieoficjalnie wnuk ofiar, trafił do szpitala. Jego stan na razie nie pozwala na przesłuchanie. Pojawiają się nowe fakty w tej dramatycznej sprawie.

Makabrycznego odkrycia dokonali policjanci w poniedziałkowy poranek, 30 marca. W mieszkaniu na drugim piętrze bloku przy ul. Mieszka I w Wołominie natrafili na zwłoki starszego małżeństwa. Obok ciał znajdował się 19-letni mężczyzna z poważnymi obrażeniami. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to wnuk zamordowanej pary, który rany zadał sobie sam. Młody mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do szpitala, gdzie przebywa pod opieką lekarzy. Jego ob„Zatrzymany jest mężczyzna, 19-latek. W tym momencie przebywa on w szpitalu. Czekamy na informację od lekarzy o jego stanie zdrowia - czy będzie można wykonać czynności z jego udziałem. Czynności te nie były jeszcze wykonywane ani w charakterze świadka, ani w charakterze podejrzanego”„Prokuratura Rejonowa w Wołominie wczoraj wszczęła śledztwo w sprawie czynu z art. 148 § 1 Kodeksu karnego, czyli zabójstwa dwóch osób”

Sekcja zwłok w sprawie morderstwa w Wołominie

Badania ciał ofiar zaplanowano na godzinę 9. Jeśli rozpoczęły się zgodnie z harmonogramem, obecnie trwają. Prokuratura czeka na ustalenia biegłych po zakończeniu sekcji.„Wówczas będzie podejmował decyzje co do dalszych czynności z zatrzymanym mężczyzną, ewentualnie przedstawienia zarzutów, jeżeli będzie podstawa do ich wydania”

Tragedia w Wołominie. Sąsiedzi o ataku nożem

Informacja o tym, że wnuk miał zabić swoich dziadków, szybko rozniosła się po okolicy. Sąsiedzi zdradzają pewne szczegóły.

„Przyjechała karetka, policja przyjechała. Mąż mi powiedział, że ktoś został śmiertelnie nożem ugodzony” relacjonowała "Super Expressowi" jedna z mieszkanek, pani Danuta.

„Jeśli chodzi o narzędzie zbrodni, na tym etapie nie wypowiadam się w tej kwestii. Dopiero po sekcji zwłok lekarze opiszą obrażenia, co umożliwi typowanie narzędzia zbrodni i odniesienie się do tej sprawy”– zaznaczyła rzeczniczka prokuratury.

Żaden z pociągniętych do odpowiedzialności lekarzy nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i wszyscy gremialnie odmówili składania wyjaśnień przed prokuratorem. Wyjątkiem jest Beata B., która twierdzi, że pracownicy placówki wykazali się pełnym profesjonalizmem, a tragiczny finał tłumaczy specyfiką chorób psychiatrycznych, gdzie czasem po prostu nie da się uniknąć najgorszego. Władze kieleckiej lecznicy odmawiają publicznego komentowania wydarzeń, zasłaniając się faktem prowadzenia otwartego dochodzenia. Dyrekcja placówki wydała jedynie lakoniczny komunikat, w którym ogólnikowo zadeklarowano traktowanie całej sytuacji z absolutnie najwyższą powagą. Zrozpaczony ojciec 20-latka nie zamierza się poddawać i głośno mówi o swoich kolejnych krokach. W wywiadach udzielonych dziennikarzom zapowiedział bezkompromisową batalię o zmianę kwalifikacji prawnej czynu. Koszmar Wiktora wywołał także burzę na lokalnej scenie politycznej w regionie. Na forum sejmiku województwa padły trudne pytania o skuteczność nadzoru nad placówką medyczną, a opozycyjni radni wprost alarmują, że tak drastyczne oskarżenia mogą trwale zniszczyć zaufanie pacjentów do całego szpitala. Prokuratura zapewnia, że śledztwo jest rozwojowe i wciąż trwa.

 Jak można potraktować w ten sposób żywe stworzenia? W pobliżu trasy S3 niedaleko Jawora na Dolnym Śląsku odkryto dwa porzucone psy. Zwierzęta były zdezorientowane i smutne. Na szczęście odpowiednie służby zainterweniowa


ły na czas.Taki widok rozdziera serce. W pobliżu drogi ekspresowej S3, gdzie zazwyczaj nikt nie spodziewa się obecności bezbronnych zwierząt, siedziały dwa czworonogi. Psy nie biegały dookoła ani nie wydawały dźwięków - po prostu wiernie wypaDo tego dramatycznego zdarzenia doszło w sobotę, 28 marca. Tuż przed godziną 15 dyżurny jaworskiej policji odebrał zgłoszenie o błąkających się zwierzętach w okolicy wiaduktu na trasie Jawor - Godziszowa. Na miejsce niezwłocznie skierowano patrol, a widok, jaki zastali mundurowi, był niezwykle smutny.

Służby znalazły psy przy trasie Jawor - Godziszowa

Zwierzęta znajdowały się na drodze technicznej biegnącej równolegle do trasy ekspresowej.trywały osoby, która najprawdopodobniej nie miała zamiaru po nie wrócić.Do tego dramatycznego zdarzenia doszło w sobotę, 28 marca. Tuż przed godziną 15 dyżurny jaworskiej policji odebrał zgłoszenie o błąkających się zwierzętach w okolicy wiaduktu na trasie Jawor - Godziszowa. Na miejsce niezwłocznie skierowano patrol, a widok, jaki zastali mundurowi, był niezwykle smutny.

Służby znalazły psy przy trasie Jawor - Godziszowa

Zwierzęta znajdowały się na drodze technicznej biegnącej równolegle do trasy ekspresowej.Nie wiedziały, że ktoś je tam zostawił. Na szczęście na ich drodze pojawili się jaworscy policjanci, którzy nie pozostali obojętni na ich losprzekazała podkom. Ewa Kluczyńska, oficer prasowy KPP w Jaworze.

Funkcjonariusze potwierdzili, że czworonogi nie ruszały się z miejsca, co mogło wskazywać, że zostały tam celowo porzucone i wciąż czekały na powrót swojego właściciela.

- Na miejsce niezwłocznie skierowano patrol. Policjanci potwierdzili zgłoszenie - przy drodze znajdowały się dwa psy, które siedziały na ziemi i nie oddalały się z miejsca. Ich zachowanie wskazywało, że mogą oczekiwać na właściciela. Zwierzęta były wyraźnie zdezorientowane i smutne- Spokojnym zachowaniem wzbudzili zaufanie psów, po czym umieścili je w radiowozie i przewieźli do miejsca zapewniającego opiekę nad bezdomnymi zwierzętami. Tam psy znalazły schronienie i zostały przekazane pod dalszą opiekę. Nie wymagały pomocy weterynaryjnej poinformowała podkom. Ewa Kluczyńska.

Policja szuka właściciela porzuconych psów z Jawora

Sprawa na tym etapie się jednak nie kończy. Funkcjonariusze z Jawora prowadzą intensywne działania mające na celu ustalenie tożsamości osoby odpowiedzialnej za to zdarzenie. W świetle polskiego prawa porzucenie zwierzęcia to przestępstwo zagrożone surowymi karami.- Komenda Powiatowa Policji w Jaworze prowadzi czynności mające na celu ustalenie właściciela zwierząt, który będzie musiał wyjaśnić okoliczności ich porzucenia oraz ponieść konsekwencje swojego zachowania. Zgodnie bowiem z art. 35 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt za porzucenie zwierzęcia grozi kara pozbawienia wolności do lat 3 

Apel policji w sprawie porzucania zwierząt

To kolejne takie zdarzenie, które dobitnie pokazuje, że zwierzę to nie rzecz, którą można po prostu wyrzucić, gdy się znudzi. Mundurowi apelują o rozsądek i empatię wobec braci mniejszych.

- Apelujemy o odpowiedzialność wobec zwierząt. Decyzja o ich posiadaniu powinna być przemyślana. Porzucenie zwierzęcia to nie tylko brak empatii, ale również przestępstwo. Zwierzęta odczuwają strach, stres i przywiązanie - nie pozostawajmy obojętni na ich los 

- dodaje podkom. Ewa Kluczyńska z policji w Jaworze.

20-letni Wiktor zmarł na oddziale psychiatrycznym w szpitalu. Sześciu lekarzy z poważnymi zarzutami

 Sześciu medyków usłyszało prokuratorskie zarzuty po tragicznej śmierci 20-letniego Wiktora. Młody pacjent targnął się na własne życie w szpitalnej izolatce na terenie Kielc. Według doniesień „Gazety Wyborczej” śledztwo wciąż się rozwija, a grono podejrzanych może być szersze.

Śmierć 20-letniego studenta w kieleckim szpitalu

Młody mieszkaniec miejscowości Konieczno studiował na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego i – jak zaznacza jego rodzina – wyróżniał się jako niezwykle uzdolniony piłkarz. Na oddział placówki psychiatrycznej mieszczącej się przy ulicy Kusocińskiego w Kielcach trafił dokładnie 14 lipca 2021 roku.

Z ustaleń dziennikarzy „Gazety Wyborczej” wynika, że 25 lipca bliscy otrzymali tragiczną wiadomość o próbie samobójczej chłopaka, do której doszło w zamkniętym pomieszczeniu izolacyjnym. Nieprzytomnego 20-latka błyskawicznie przetransportowano do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Niestety, kilka dni później zmarł.

Choć śledczy na początku zdecydowali o umorzeniu postępowania, zdeterminowany ojciec zmarłego złożył zażalenie. Sąd ostatecznie przychylił się do tego wniosku, wymuszając na prokuraturze wznowienie i rzetelne zbadanie całej sprawy.

Lekarze z zarzutami po opinii biegłych

Prawdziwym przełomem w dochodzeniu okazała się specjalistyczna ekspertyza przygotowana przez biegłych z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak relacjonuje „Gazeta Wyborcza”, dokument ten bezlitośnie obnażył liczne błędy personelu medycznego oraz rażące luki w wewnątrzszpitalnych procedurach.Zgromadzone dowody pozwoliły organom ścigania na pociągnięcie do odpowiedzialności konkretnych pracowników lecznicy. Zarzuty w tej sprawie przedstawiono łącznie sześciu osobom: Konradowi L., Justynie H., Milenie S., Łukaszowi K., Hubertowi D. oraz Beacie B.– „Postawiono zarzuty nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta, narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo oraz bezprawnego pozbawienia wolności” – informuje Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, cytowany przez „Gazetę Wyborczą”.Według informacji przekazanych przez wspomnianą gazetę,  specjaliści stanowczo skrytykowali decyzję o zamknięciu młodego pacjenta w izolatce oraz całkowite zignorowanie konieczności wykonania odpowiednich badań diagnostycznych. Student przebywał w sali intensywnego nadzoru, co w myśl bezwzględnie obowiązujących przepisów wymagało ciągłej i nieprzerwanej obserwacji ze strony personelu.

Portal ewschodnia.pl donosi z kolei, że śledczy wciąż kompletują materiał dowodowy i wcale nie wykluczają pociągnięcia do odpowiedzialności kolejnych osób. Wszystkim oskarżonym medykom grozi obecnie kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Zaginiony monitoring i walka ojca Wiktora o sprawiedliwość

Służby prowadzą również odrębne postępowanie, które ma wyjaśnić tajemnicze zniknięcie nagrań wideo. Z informacji „Gazety Wyborczej” wynika, że materiał z kamer monitoringu powinien być archiwizowany przez pełny rok, tymczasem skasowano go znacznie szybciej. W tle przewijają się także nieoficjalne pogłoski o celowym fałszowaniu szpitalnej dokumentacji medycznej.Żaden z pociągniętych do odpowiedzialności lekarzy nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i wszyscy gremialnie odmówili składania wyjaśnień przed prokuratorem. Wyjątkiem jest Beata B., która twierdzi, że pracownicy placówki wykazali się pełnym profesjonalizmem, a tragiczny finał tłumaczy specyfiką chorób psychiatrycznych, gdzie czasem po prostu nie da się uniknąć najgorszego.

Władze kieleckiej lecznicy odmawiają publicznego komentowania wydarzeń, zasłaniając się faktem prowadzenia otwartego dochodzenia. Dyrekcja placówki wydała jedynie lakoniczny komunikat, w którym ogólnikowo zadeklarowano traktowanie całej sytuacji z absolutnie najwyższą powagą.

Zrozpaczony ojciec 20-latka nie zamierza się poddawać i głośno mówi o swoich kolejnych krokach. W wywiadach udzielonych dziennikarzom zapowiedział bezkompromisową batalię o zmianę kwalifikacji prawnej czynu.

Koszmar Wiktora wywołał także burzę na lokalnej scenie politycznej w regionie. Na forum sejmiku województwa padły trudne pytania o skuteczność nadzoru nad placówką medyczną, a opozycyjni radni wprost alarmują, że tak drastyczne oskarżenia mogą trwale zniszczyć zaufanie pacjentów do całego szpitala. Prokuratura zapewnia, że śledztwo jest rozwojowe i wciąż trwa.

 


2026/03/30

 

31 latek kocha panie po 90tce ???????????????????????????

Rzucił seks z 90-latką dla 60-latki. Sam ma 31 lat

Mówią, że wino im starsze tym lepsze, ale czy tak samo jest z kobietami? Pewien 31-latek z Pittsburgha, twierdzi że tak, choć zdecydowana większość mężczyzn nie miałaby odwagi żeby spróbować tego co on. Kyle Jones był już w związku z 91-latką! Teraz ma nową miłość.                             

   Może  ja  zacofana  jestem  ale  dla  mnie  to  jest  obrzydliwe  .Wiek   ma  swoje  prawa  . Ciało  staje  się  wiotkie  ,  skóra  pomarszczona  chyba   że  ktoś   jest  Mazurówna  ,bo  ona  ma  ciało  młodej  osoby  bo  kocha  chirurgów  plastycznych  .  Ale  te  panie  są  starsze  i  to widać  .  Tym  paniom  to  mogę wybaczyć , ale  ten  facet  ???  .  No  cóż  każdy  robi  co  chce  bo  to  jego  prawo  , nikt  też  nie  ma  prawa  się  wtrącać ale  to  jakieś  niesmaczne  jest  .  No  cóż  skoro  ten  pan  gustuje  w  babciach  jego  sprawa  .  Ale  dzieci z  tego  nie  będzie  .!!!

Polska ciekawostki

 

  • Kontynent: Europa
  • Stolica: Warszawa
  • Język:  polski
  • Waluta: złoty
  • Ludność: 38 353 000 (2020)
  • Powierzchnia: 312 679 km²                                                                                                                                                                                                                        Najdłuższą rzeką jest Wisła, 1 047 km.     ,     Pełna nazwa kraju - Rzeczpospolita Polska   , Najwyższym szczytem są Rysy, 2 499 m n.p.m.  ,We wsi Piątek, 33 km od Łodzi znajduje się dokładny środek Polski , Góry Świętokrzyskie są najstarszymi górami w Europie , Najwyższą temperaturę odnotowano 29 lipca 1921 roku w Prószkowie koło Opola - 40,2 stopnie C , We wsi Raczki Elbląskie w pobliżu Elbląga znajduje się najniżej położony punkt Polski (1,8 m p. ,  Karkonosze nazywane są "polskimi Alpami" a ich umowną stolicą jest Jelenia Góra , Zmiana czasu letniego na zimowy (przesunięcie wskazówek zegara o godzinę do tyłu) jest w ostatnią niedzielę października , W kraju tym jest ponad 423 997 km dróg utwardzonych w tym ponad 1 553 km dróg ekspresowych (0,66% wszystkich dróg na świecie) , W kraju tym jest 126 lotnisk, 87 z utwardzoną nawierzchnią , W Polsce tym jest ponad 19 576 km torów kolejowych (17. miejsce na świecie), dane z 2023 roku. 12 236 km linii jest zelektryfikowanych , W Warszawie znajduje się linia metra o długości 29 km (27 stacji). Otwarta została w 1995 roku. Rocznie korzysta z niej około 147 milionów osób ,  Najniższa temperatura: -41 °C zmierzona została w Siedlce , Najwyższa temperatura: 40,2 °C zmierzona została w Prószków , Najniżej położonym miejscem w kraju jest Raczki Elbląskie - 2 m.p.p.m. , Według Wikipedii, w Warszawie znajduje się około ponad 50 wieżowców (drapaczy chmur), oraz 17 w Krakowie, 42 w Łodzi, 55 w Poznaniu, 21 we Wrocławiu, 25 w Gdańsku, 6 w Gdyni, 37 w Katowicach, 3 w Szczecinie, 3 w Rzeszowie, 2 w Bydgoszczy, i po jednym w Gorzowie Wielkopolskim, Białymstoku i Sosnowcu ,W Polsce jest 147790 km² gruntów rolnych (47% powierzchni kraju). , 92452 km² powierzchni kraju porastają lasy (29,6%) , Najbliższą stolicą w linii prostej od Warszawa jest Wilno (Litwa) - 393 km , Najdalej położoną stolicą w linii prostej od Warszawa jest Wellington (Nowa Zelandia) - 17695 km , Najwyżej położonym miastem w Polsce jest Ząb (1 013 m n.p.m.).17 Polaków zostało laureatami nagrody Nobla , Nazwa "Polska" pochodzi od plemienia "Polanie" , W XX wieku Polska wypowiedziała wojnę Japonii, ci jednak nie przyjęli wyzwania , 20 grudnia 1991 roku Polska została podłączona do globalnego Internetu , W traktacie Ryskim kończącym wojnę polsko-bolszewicką, Rosjanie mieli wypłacić Polsce odszkodowanie o wartości 23 ton czystego złota. Niestety na obietnicach się skończyło , W 1942 roku Niemcy wydali rozkaz zabicia wszystkich gołębi pocztowych na terenie Polski , We wsi Tumidaj w województwie łódzkim znajduje się karczma, w której według podań spotkał się Napoleon z panią Walewską , Wśród 140 figur świętych, umieszczonych wokół Placu św. Piotra znajduje się rzeźba Polaka - św. Jacka Odrowąża , W 1863 roku we Wrocławiu powstało drugie najstarsze biuro podróży na świecie o nazwie - "Stangen" , 26 sierpnia 1992 roku w nadleśnictwie Rudy Raciborskiej ponad 10 000 osób gasiło największy po II wojnie światowej pożar w Europie. Spłonęło ponad 9 000 ha lasu , W 1934 roku port w Gdyni był najnowocześniejszy w Europie , W XVII wieku język polski był językiem międzynarodowym, bardzo popularnym we wschodniej Europie , W Witaszycach w Muzeum Wojen Napoleońskich znajduje się włos Napoleona , 12 maja 1999 roku Polska dołączyła do organizacji polityczno-wojskowej zwanej NATO , 17 kwietnia 1995 roku w wieżowcu w Gdańsku przy alei Wojska Polskiego 39 doszło do wybuchu gazu, po którym zawaliły się trzy pietra budynku. Zginęły 22 osoby , W kraju tym kobiety mają prawo głosować od 1918 roku , Kraj ten wstąpił do ONZ 24 października 1945  , Ostatnia kara śmierci została wykonana w 1988 roku , W 1954 roku Polska miała najdłuższą w historii kraju sieć linii kolejowych o łącznej długości 27 000 km (obecna długość torów to 19 576 km , Przystanek Woodstock jest największym otwartym festiwalem w Europie , Najstarszym drzewem w Polsce i prawdopodobnie w Europie jest cis w Henrykowie Lubańskim mający około 1500 lat , W miejscowości Tychowo znajduje się największy w Polsce kamień ważący około 200 ton i mający 44 metry średnicy , 5 czerwca 1443 roku w okolicach Wrocławia ziemia za trzęsła się z siłą około 6 stopni w skali Richtera. Podczas tego największego odnotowanego trzęsienia ziemi w Polsce zginęło 30 osób , Na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie znajduje się drugi co do wielkości w Europie zegar, mający 6 metrów średnicy. Jest to również 3 najwyżej umieszczony zegar na świecie , W Konstantynowie wybudowano w 1974 roku maszt radiowy o wysokości aż 646 metrów. Zawalił się w 1991 roku. Była to najwyższa konstrukcja na świecie , W 7 edycji mam talent wystąpił najmłodszy na świecie uczestnik mający zaledwie 3 lata , Polski "mors" Lech Kleszczyński w 1998 roku wszedł do Morza Barentsa w Norwegii przy temperaturze minus 43 °C Polki jako pierwsze na świecie zdobyły wszystkie 14 ośmiotysięczniki , Zamek w Malborku jest największym gotyckim zamkiem na świecie. Zbudowany został z około 4,5 miliona cegieł , Polska jest największym producentem jabłek w Europie,Najczęściej oglądanym filmem w historii polskiej kinematografii jest film "Krzyżacy". Od 1987 obejrzało go ponad 32 miliony osób , Polska jest jednym z największych producentów autobusów w Unii Europejskiej , Najbardziej zadłużonym Polakiem w 2017 roku jest 67-letni mieszkaniec Mazowsza, mający dług około 104 miliony zł , Najdłużej panującym władcą w Polsce był Władysław Jagiełło - 48 lat (1386-1434) , W kraju tym jest około:
    5 657 000 osób (14.7%) w przedziale wiekowym 0-14 lat.
    26 793 000 osób (69.62%) w przedziale wiekowym 15-64 lat.
    6 034 300 osób (15.68%) mających ponad 65 lat , W Polsce w 2018 roku największy majątek posiadają Dominika i Sebastian Kulczyk - 3 800 000 000 dolarów , 

Masz tę roślinę w domu? Lepiej ją wyrzuć, to kryjówka pluskiew

 

Twój dom może być ostoją dla wielu owadów: muszek owocówek, komarów, mrówek, moli odzieżowych czy pluskiew. Wszystkie potrafią dać w kość domownikom. Często sami sprowadzamy je do swoich czterech ścian i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mogą spać z nami w łóżku! Pluskwy właśnie tam uwielbiają się chować. Ta roślina przyciąga je do mieszkania jak magnes.Pluskwa domowa (Cimex lectularius) to owad żywiący się ludzką i zwierzęcą krwią. Jest aktywny głównie w nocy, a w dzień lubi się ukrywać. Gdy znajdzie przyszłą ofiarę, to przy pomocy swojego kłująco-ssącego aparatu gębowego wbija się w skórę i pobiera krew przez kilkanaście minut. Później ucieka i chowa się w:⁙ futrynach okien i drzwi,

⁙ w szparach posadzki,
⁙ w zakamarkach mebli; materaców,
⁙ miejscach pod tapetami.

Czy pluskwa domowa jest niebezpieczna dla zdrowia?

Ugryzienie przez pluskwę nie jest zabójcze, ale niesie za sobą pewien dyskomfort. Jeśli miejsce wbicia się pluskwy na skórze swędzi i pojawia się tam zaczerwienienie, to znaczy, że wystąpiła niepożądana reakcja alergiczna. Te objawy wskazują na jej łagodny przebieg, aczkolwiek w niektórych przypadkach uczulenie może mieć ostrzejszy charakter i wystąpią wymioty, duszności, spadek ciśnienia, czy nadpotliwość.

Jakie rośliny przyciągają pluskwy do ogrodu i domu?

Pluskwy to specyficzne osobniki. Lubią nie tylko naszą krew. W otoczeniu niektórych roślin czują się nad wyraz przyjemnie.

Rośliną, do której lgną, jest rumianek pospolity. Jeśli często przynosisz do swojego salonu bukiety żywych kwiatów, bo uwielbiasz ich wygląd i zapach, to musisz uważać, bo w twojej roślinnej kompozycji mogą ukrywać się perfidne pluskwy. Podobnie jest ze słonecznikami. Owady je kochają.

Wlej do czajnika i zagotuj. Po chwili kamień sam odpadnie

 

Zauważyłeś, że w twoim czajniku osadził się biały nalot? To kamień. Pozbądź się go nim dojdzie do awarii urządzenia. Nie musisz szukać w sklepie specjalnych odkamieniaczy. Już masz go w domu. Czajnik będzie wyglądał jak nowy.Procesowi powstawania kamienia na grzałce, ściankach i innych powierzchniach czajnika trudno zapobiec, szczególnie jeśli na co dzień korzystamy z twardej wody kranowej bogatej w magnez i wapń. Na razie jedynym rozsądnym rozwiązaniem tego kłopotu jest regularne usuwania twardego osadu ze sprzętów kuchennych. Warto to robić z kilku powodówKamień w wodzie nie szkodzi zdrowiu, ale może popsuć czajnik (z powodu przegrzewającej się grzałki) i podnieść rachunki za prąd (woda w nim z reguły gotuje się dłużej). Woda z kamieniem ma nieprzyjemny, metaliczny posmak i może pogorszyć jakość przyrządzanej kawy, herbaty czy zupy. Dodatkowo zakamienione środowisko w czajniku może być zasiedlane przez liczne patogeny.

Najlepszy domowy sposób na odkamienianie czajnika

Znakomitym reduktorem kamienia w czajniku jest ocet jabłkowy. Zawiera kwas octowy, który umiejętnie odrywa uporczywy osad od grzałki i ścianek czajnika. Wystarczy połączyć 1 szklankę octu z dwoma łyżkami soli, a potem rozcieńczyć szklanką wody, dobrze wymieszać, aż sól się rozpuści. Tę miksturę należy przelać do czajnika i zagotować. Po zakończeniu gotowania pozostawić ją w środku na 15 minut. Po tym czasie starannie wpłukać sprzęt czystą wodą, najlepiej dwukrotnie. Kamień powinien zupełnie zniknąć.

PiS bryluje w sieci. Tak partia Kaczyńskiego przekonuje młodych

 

Telewizja i tradycyjne media nie wystarczą dzisiaj do osiągnięcia sukcesu politycznego. Nawet partie ze starszym elektoratem częściej udzielają się dzisiaj w mediach społecznościowych, a czasem udaje im się dominować w tej przestrzeni. Według nowej analizy Res Futura najwięcej interakcji w sieci zdobywają obecnie wpisy z kont Prawa i Sprawiedliwości, ale dyskusję w komentarzach częściej wywołują posty Koalicji Obywatelskiej. Jak wygląda aktywność w przypadku pozostałych partii?Ostatni tydzień w mediach społecznościowych należał do Prawa i Sprawiedliwości – wynik z analizy Res Futura. Wpisy partyjne PiS-u zdobyły dużą popularność dzięki kampanii #TuskBankructwo oraz niektórym postom, które stały się tzw. viralami. PiS zdobył najwięcej interakcji użytkowników (łącznie 745 tys. reakcji (polubień, komentarzy i udostępnień) w analizowanym tygodniu)., natomiast posty KO (łącznie 558 tys. interakcji) przyciągnęły największą liczbę komentujących – zarówno zwolenników, jak i przeciwników partii.

Ciało 13-latki znalezione w lesie. Zatrzymano korepetytora

 

Mieszkańcy protestują, domagając się sprawiedliwości po śmierci 13-letniej dziewczynki. Dziecko zostało zamordowane przez nauczyciela, który miał mieć „obsesję” na punkcie swojej uczennicy. Zwłoki zabitej 13-latki odnaleziono w lesie.Do zdarzenia doszło w miejscowości Baripada w indyjskim stanie Odisha. Jak ustaliły lokalne służby – prowadzący indywidualne zajęcia korepetytor próbował zgwałcić swoją 13-letnią uczennicę, ale ta stawiła opór. Podczas walki mężczyzna udusił dziewczynkę paskiem. Zwłoki uczennicy ukrył następnie w bambusowym zagajniku.

Korepetytor miał „obsesję” na punkcie swojej 13-letniej uczennicy. Ciało dziewczynki znaleziono w lesie

Gdy morderstwo wyszło na jaw, lokalną społeczność ogarnęło oburzenie. W Indiach gwałty i zabójstwa dziewczynek to nie rzadkość, ale częsty problem, stąd każde takie zdarzenia powoduje przelewanie się wypełnionej już po brzegi czary goryczy. Mieszkańcy miejscowości wyszli na ulice oburzeni tym, że zbrodnia na uczennicy została dokonana przez kogoś, kto – jako nauczyciel i opiekun – jest obdarzony zaufaniem społecznym.Indyjska policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa 13-latki. Podejrzany nauczyciel został już zatrzymany i jest przesłuchiwany.

Przemoc seksualna pozostaje jednym z najpilniejszych problemów społecznych w Indiach. Według najnowszych danych Narodowego Biura ds. Przestępczości (NCRB) w 2022 roku zgłoszono 31 516 przypadków gwałtu, co daje średnio 86 zgłoszeń dziennie. Aż 97,5 proc. sprawców to osoby znane ofierze, a niemal 28 proc. ofiar to osoby niepełnoletnie.

Coraz więcej przypadków kleszczowego zapalenia mózgu. Szczepienie zapewnia wysoką odporność

 Kleszcze są obecne w całej Polsce - nie tylko w lasach, ale też w parkach, ogrodach czy na miejskich skwerach, a ryzyko kontaktu z nimi utrzymuje się cały rok. Pasożyty te mogą przenosić groźne choroby, takie jak borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Przed jedną z tych chorób można się uchronić poprzez szczepienie. Dlaczego warto się na to zdecydować?59 proc. Polaków uważa, że znajduje się w grupie ryzyka zakażenia wirusem kleszczowego zapalenia mózgu (KZM), a 23 proc. deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostało ukłutych przez kleszcza - podali eksperci podczas konferencji prasowej "Nie igraj z kleszczem".Aktualne dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wskazują na 16-proc. wzrost liczby zgłoszonych przypadków KZM w latach 2024-2025. Eksperci podkreślają, że zjawisko to wpisuje się w szerszy kontekst zmian środowiskowych i epidemiologicznych. Aktywność kleszczy oraz ryzyko transmisji wirusa KZM nie są już ograniczone do sezonu wiosenno-letniego. Obecnie ekspozycja na kleszcze może utrzymywać się przez znaczną część roku, niezależnie od warunków pogodowych. Jednocześnie wciąż na niskim poziomie pozostaje świadomość na temat kleszczowego zapalenia mózgu i możliwości ochrony przed tą chorobą. Jak podaje Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, słyszało o niej 70,5 proc. respondentów. 61,6 proc. słyszało natomiast o możliwości zaszczepienia się, ale tylko 10,2 proc,. Polaków zdecydowało się na szczepienie.Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba neurologiczna o potencjalnie ciężkim przebiegu, dla której nie ma leczenia przyczynowego. Jest szczególnie niebezpieczna dla układu nerwowego i może prowadzić do zapalenia mózgu, opon mózgowo-rdzeniowych lub rdzenia kręgowego oraz trwałych powikłań neurologicznych.- Wirusowe zapalenia ośrodkowego układu nerwowego mogą prowadzić do poważnych powikłań kognitywnych, czyli zaburzeń pamięci i funkcji poznawczych. W niektórych, rzadkich przypadkach, dochodzi do porażenia mięśniowego, czyli utraty kontroli nad mięśniami, również oddechowymi, które są niezbędne do życia. Postępująca degeneracja funkcji mięśniowych w przebiegu tej choroby może prowadzić do śmierci - mówi w rozmowie z tvn24.pl dr Barbara Czech-Szczapa, epidemiolożka z Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii w Wielkopolsce.Przebieg kliniczny ma zazwyczaj charakter dwufazowy. - W pierwszej fazie (trwającej 7-10 dni) pojawiają się niespecyficzne objawy przypominające infekcję grypopodobną - gorączka, bóle mięśni, osłabienie, co utrudnia wczesne rozpoznanie. W drugiej fazie może dojść do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego. U 35-58 procent pacjentów z objawami neurologicznymi rozwijają się trwałe powikłania, a śmiertelność wynosi około 1 procenta. Ryzyko ciężkiego przebiegu rośnie wraz z wiekiem, szczególnie po 60. roku życia - objaśnia epidemiolożka.

Badania pokazują, że także pacjenci, którzy przeszli tylko pierwszą, łagodną fazę choroby, mogą później doświadczać zaburzeń poznawczych. - Szacuje się, że takie obciążenia mogą dotyczyć nawet jednej czwartej chorych, mimo że nie mieli pełnoobjawowej, ciężkiej postaci KZM. Choroba wciąż jest w Polsce niedostatecznie diagnozowana, zwłaszcza w tych łagodniejszych przebiegach - wskazuje ekspertka.Rocznie w Polsce hospitalizowanych jest ponad 900 osób z neurologiczną postacią KZM, czyli z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego. Te osoby wymagają wielodniowej lub wielotygodniowej hospitalizacji. Najskuteczniejszą formą ochrony jest szczepienie, które, po zrealizowaniu pełnego schematu, zapewnia wysoką odporność. Obecnie można je wykonać nie tylko w przychodni, ale także w aptece.

Afrykański kleszcz zagraża Europie?

W Europie pojawiły się także kleszcze z rodzaju Hyalomma. To gatunek szczególnie niebezpieczny dla ludzi i zwierząt, ponieważ może przenosić wirusa gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej. Choroba ta jest ciężką infekcją odzwierzęcą, która może zostać przeniesiona na człowieka nie tylko poprzez ukąszenie zakażonego kleszcza, ale także w wyniku kontaktu z krwią lub tkankami chorych zwierząt gospodarskich.Ten gatunek kleszcza dotychczas występował głównie w północnej Afryce i w basenie Morza Śródziemnego. - Do niedawna nie identyfikowaliśmy go w Polsce, a dziś wiemy, że pojawia się i żeruje również u nas. Stanowi nowe ryzyko, ponieważ przenosi bardzo ciężką chorobę, której śmiertelność może sięgać nawet 40 procent, a nie dysponujemy wobec niej swoistym leczeniem - mówi dr Barbara Czech-Szczapa.O zagrożeniach związanych z tym gatunkiem kleszcza pisaliśmy w ubiegłym tygodniu w tvn24.pl. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że póki co, w kleszczach z Polski nie wykryto dotychczas wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej.Choć w mediach mówi się o nim sporo, bo jest nowy, duży i budzi zainteresowanie, wciąż największym zagrożeniem pozostają nasze rodzime gatunki. Są znacznie bardziej rozpowszechnione i nadal przenoszą poważne choroby, jak kleszczowe zapalenie mózgu czy boreliozę. Widzimy też ich progresję w coraz większej części Polski - dodaje.

Kleszcz z rodzaju Hyalomma zwraca uwagę swoim wyglądem i zachowaniem. - Jest większy, bardziej przypomina pająka i, co wyjątkowe, aktywnie poszukuje żywiciela. Potrafi za nim podążać, w przeciwieństwie do rodzimych gatunków, które reagują jedynie na bodźce i przyczepiają się przypadkowo, gdy żywiciel znajdzie się w ich zasięgu - tłumaczy epidemiolożka.

Strzyżaki wyglądają "prawie" jak kleszcze

Inną grupą pasożytów, często myloną z kleszczami, są strzyżaki. - Podstawowa różnica to liczba odnóży. Kleszcze mają osiem, strzyżaki sześć. Strzyżaki latają, a po znalezieniu się na człowieku odrzucają skrzydła i poruszają się szybko, blisko skóry, co utrudnia ich zauważenie - podkreśla dr Barbara Czech-Szczapa.Czym jeszcze różnią się strzyżaki od kleszczy? - Są bardziej ruchliwe i nieco większe, podczas gdy nasze rodzime kleszcze są mniej mobilne - czekają, aż żywiciel sam się zbliży. Strzyżaka bardzo trudno złapać - jest szybki, dlatego często umyka, nim zdążymy go usunąć - dodaje.Nie ma dowodów, że strzyżaki przenoszą boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu. Wiemy natomiast, że mogą szerzyć tularemię, czyli chorobę, która bywa ciężka, ale poddaje się leczeniu. Objawia się przede wszystkim gorączką i zmianami skórnymi, ale jej przypadki są bardzo rzadkie. Jest to choroba bakteryjna, dlatego dysponujemy skutecznym leczeniem antybiotykowym. Co ciekawe, tularemia znajduje się w niektórych wykazach potencjalnych zagrożeń bioterrorystycznych - wskazuje epidemiolożka.

Gdzie chowa się kleszcz?

Warto pamiętać, że miejsca szczególnie narażone na ugryzienie to obszary za uszami, okolice intymne i granica owłosienia głowy - dodaje specjalistka. - U dzieci bardzo ważne są okolice intymne. To miejsca, które często pomijamy podczas oglądania ciała po powrocie z zewnątrz. Kleszcze wybieragranicy owłosienia i właśnie w okolicach intymnych. Kleszcz potrafi długo szukać optymalnego miejsca do żerowania, takiego, które zapewni mu bezpieczeństwo i zmniejszy ryzyko oderwania się od żywiciela - mówi specjalistka. specjalistka.otne jest dokładne sprawdzanie całego ciała, również za uszami, przy