Kleszcze są obecne w całej Polsce - nie tylko w lasach, ale też w parkach, ogrodach czy na miejskich skwerach, a ryzyko kontaktu z nimi utrzymuje się cały rok. Pasożyty te mogą przenosić groźne choroby, takie jak borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Przed jedną z tych chorób można się uchronić poprzez szczepienie. Dlaczego warto się na to zdecydować?59 proc. Polaków uważa, że znajduje się w grupie ryzyka zakażenia wirusem kleszczowego zapalenia mózgu (KZM), a 23 proc. deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostało ukłutych przez kleszcza - podali eksperci podczas konferencji prasowej "Nie igraj z kleszczem".Aktualne dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wskazują na 16-proc. wzrost liczby zgłoszonych przypadków KZM w latach 2024-2025. Eksperci podkreślają, że zjawisko to wpisuje się w szerszy kontekst zmian środowiskowych i epidemiologicznych. Aktywność kleszczy oraz ryzyko transmisji wirusa KZM nie są już ograniczone do sezonu wiosenno-letniego. Obecnie ekspozycja na kleszcze może utrzymywać się przez znaczną część roku, niezależnie od warunków pogodowych. Jednocześnie wciąż na niskim poziomie pozostaje świadomość na temat kleszczowego zapalenia mózgu i możliwości ochrony przed tą chorobą. Jak podaje Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, słyszało o niej 70,5 proc. respondentów. 61,6 proc. słyszało natomiast o możliwości zaszczepienia się, ale tylko 10,2 proc,. Polaków zdecydowało się na szczepienie.Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba neurologiczna o potencjalnie ciężkim przebiegu, dla której nie ma leczenia przyczynowego. Jest szczególnie niebezpieczna dla układu nerwowego i może prowadzić do zapalenia mózgu, opon mózgowo-rdzeniowych lub rdzenia kręgowego oraz trwałych powikłań neurologicznych.- Wirusowe zapalenia ośrodkowego układu nerwowego mogą prowadzić do poważnych powikłań kognitywnych, czyli zaburzeń pamięci i funkcji poznawczych. W niektórych, rzadkich przypadkach, dochodzi do porażenia mięśniowego, czyli utraty kontroli nad mięśniami, również oddechowymi, które są niezbędne do życia. Postępująca degeneracja funkcji mięśniowych w przebiegu tej choroby może prowadzić do śmierci - mówi w rozmowie z tvn24.pl dr Barbara Czech-Szczapa, epidemiolożka z Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii w Wielkopolsce.Przebieg kliniczny ma zazwyczaj charakter dwufazowy. - W pierwszej fazie (trwającej 7-10 dni) pojawiają się niespecyficzne objawy przypominające infekcję grypopodobną - gorączka, bóle mięśni, osłabienie, co utrudnia wczesne rozpoznanie. W drugiej fazie może dojść do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego. U 35-58 procent pacjentów z objawami neurologicznymi rozwijają się trwałe powikłania, a śmiertelność wynosi około 1 procenta. Ryzyko ciężkiego przebiegu rośnie wraz z wiekiem, szczególnie po 60. roku życia - objaśnia epidemiolożka.
Badania pokazują, że także pacjenci, którzy przeszli tylko pierwszą, łagodną fazę choroby, mogą później doświadczać zaburzeń poznawczych. - Szacuje się, że takie obciążenia mogą dotyczyć nawet jednej czwartej chorych, mimo że nie mieli pełnoobjawowej, ciężkiej postaci KZM. Choroba wciąż jest w Polsce niedostatecznie diagnozowana, zwłaszcza w tych łagodniejszych przebiegach - wskazuje ekspertka.Rocznie w Polsce hospitalizowanych jest ponad 900 osób z neurologiczną postacią KZM, czyli z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego. Te osoby wymagają wielodniowej lub wielotygodniowej hospitalizacji. Najskuteczniejszą formą ochrony jest szczepienie, które, po zrealizowaniu pełnego schematu, zapewnia wysoką odporność. Obecnie można je wykonać nie tylko w przychodni, ale także w aptece.
Afrykański kleszcz zagraża Europie?
W Europie pojawiły się także kleszcze z rodzaju Hyalomma. To gatunek szczególnie niebezpieczny dla ludzi i zwierząt, ponieważ może przenosić wirusa gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej. Choroba ta jest ciężką infekcją odzwierzęcą, która może zostać przeniesiona na człowieka nie tylko poprzez ukąszenie zakażonego kleszcza, ale także w wyniku kontaktu z krwią lub tkankami chorych zwierząt gospodarskich.Ten gatunek kleszcza dotychczas występował głównie w północnej Afryce i w basenie Morza Śródziemnego. - Do niedawna nie identyfikowaliśmy go w Polsce, a dziś wiemy, że pojawia się i żeruje również u nas. Stanowi nowe ryzyko, ponieważ przenosi bardzo ciężką chorobę, której śmiertelność może sięgać nawet 40 procent, a nie dysponujemy wobec niej swoistym leczeniem - mówi dr Barbara Czech-Szczapa.O zagrożeniach związanych z tym gatunkiem kleszcza pisaliśmy w ubiegłym tygodniu w tvn24.pl. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że póki co, w kleszczach z Polski nie wykryto dotychczas wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej.Choć w mediach mówi się o nim sporo, bo jest nowy, duży i budzi zainteresowanie, wciąż największym zagrożeniem pozostają nasze rodzime gatunki. Są znacznie bardziej rozpowszechnione i nadal przenoszą poważne choroby, jak kleszczowe zapalenie mózgu czy boreliozę. Widzimy też ich progresję w coraz większej części Polski - dodaje.
Kleszcz z rodzaju Hyalomma zwraca uwagę swoim wyglądem i zachowaniem. - Jest większy, bardziej przypomina pająka i, co wyjątkowe, aktywnie poszukuje żywiciela. Potrafi za nim podążać, w przeciwieństwie do rodzimych gatunków, które reagują jedynie na bodźce i przyczepiają się przypadkowo, gdy żywiciel znajdzie się w ich zasięgu - tłumaczy epidemiolożka.
Strzyżaki wyglądają "prawie" jak kleszcze
Inną grupą pasożytów, często myloną z kleszczami, są strzyżaki. - Podstawowa różnica to liczba odnóży. Kleszcze mają osiem, strzyżaki sześć. Strzyżaki latają, a po znalezieniu się na człowieku odrzucają skrzydła i poruszają się szybko, blisko skóry, co utrudnia ich zauważenie - podkreśla dr Barbara Czech-Szczapa.Czym jeszcze różnią się strzyżaki od kleszczy? - Są bardziej ruchliwe i nieco większe, podczas gdy nasze rodzime kleszcze są mniej mobilne - czekają, aż żywiciel sam się zbliży. Strzyżaka bardzo trudno złapać - jest szybki, dlatego często umyka, nim zdążymy go usunąć - dodaje.Nie ma dowodów, że strzyżaki przenoszą boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu. Wiemy natomiast, że mogą szerzyć tularemię, czyli chorobę, która bywa ciężka, ale poddaje się leczeniu. Objawia się przede wszystkim gorączką i zmianami skórnymi, ale jej przypadki są bardzo rzadkie. Jest to choroba bakteryjna, dlatego dysponujemy skutecznym leczeniem antybiotykowym. Co ciekawe, tularemia znajduje się w niektórych wykazach potencjalnych zagrożeń bioterrorystycznych - wskazuje epidemiolożka.
Gdzie chowa się kleszcz?
Warto pamiętać, że miejsca szczególnie narażone na ugryzienie to obszary za uszami, okolice intymne i granica owłosienia głowy - dodaje specjalistka. - U dzieci bardzo ważne są okolice intymne. To miejsca, które często pomijamy podczas oglądania ciała po powrocie z zewnątrz. Kleszcze wybieragranicy owłosienia i właśnie w okolicach intymnych. Kleszcz potrafi długo szukać optymalnego miejsca do żerowania, takiego, które zapewni mu bezpieczeństwo i zmniejszy ryzyko oderwania się od żywiciela - mówi specjalistka. specjalistka.otne jest dokładne sprawdzanie całego ciała, również za uszami, przy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz