2026/08/08

Precyzja, która ratuje zdrowie i życie. Jak robot Hugo zmienia operacje onkologiczne jelita grubego

 Trójwymiarowy obraz powiększony wielokrotnie, narzędzia poruszające się precyzyjniej niż ludzki nadgarstek i otwarta konsola, dzięki której chirurg przez cały czas pozostaje częścią sali operacyjnej — tak wygląda dziś robotyczna chirurgia jelita grubego. O tym, komu najbardziej pomaga taka operacja, dlaczego wybór padł akurat na system Hugo i jak brak zmęczenia operatora wpływa na losy pacjenta, rozmawiamy z lek. Krzysztofem Ratnickim, proktologiem i chirurgiem ogólnym z Centrum Chirurgicznego Leczenia Jelita Grubego SP ZOZ MSWiA w Gdańsku.                                                                                               Chirurgia robotowa rozwija się dynamicznie. Jakie są największe korzyści operacji robotycznej w porównaniu z klasyczną chirurgią?

Największą zmianą jest precyzja. Kamera daje trójwymiarowy, wielokrotnie powiększony obraz, a narzędzia mają ruchomość przegubu przewyższającą w swoim zakresie możliwości ludzkiego nadgarstka — można preparować tkanki dokładnie tam, gdzie trzeba, oszczędzając struktury sąsiednie. To bezpośrednio przekłada się na mniejsze krwawienie i uraz operacyjny. Operujemy przez kilka niewielkich nacięć zamiast dużego cięcia, więc uraz dla organizmu jest znacznie mniejszy. Pacjenta mniej boli po zabiegu, szybciej wstaje, krócej zostaje w szpitalu i sprawniej wraca do normalnego życia. Dla chorego to oprócz technologicznej ciekawostki odczuwalna różnica w samopoczuciu po zabiegu.Czy są pacjenci, którzy szczególnie korzystają z chirurgii robotycznej — osoby starsze, z chorobami współistniejącymi, z trudniej położonymi guzami?
Tak, i to wyraźnie. Im pacjent jest bardziej obciążony, tym bardziej liczy się mały uraz operacyjny. Osoby starsze, z chorobami serca, płuc czy cukrzycą znoszą taki zabieg zwykle lepiej — mniejsze krwawienie i mniejszy stres dla organizmu oznaczają łagodniejszą rekonwalescencję i niższe ryzyko powikłań. Ograniczeniem operacji robotycznych jest jednak ich dłuższy czas trwania i podchodzimy do każdego pacjenta indywidualnie. Są sytuacje, gdy występują przeciwwskazania do operacji laparoskopowej lub robotycznej, jednak takie przypadki należą do rzadkości. Ogromną przewagę widać też przy guzach trudno dostępnych, na przykład usytuowanych nisko w miednicy, gdzie pole operacyjne jest ciasne i głębokie. Tam gdzie trzeba pracować w bardzo ograniczonej przestrzeni, robot pozwala wejść precyzyjnie, z pełną kontrolą wzroku i narzędzi.W onkologii liczy się nie tylko usunięcie guza, ale też zachowanie funkcji organizmu i jakości życia. Jak system robotyczny pomaga to osiągnąć?
To jest istota współczesnej chirurgii onkologicznej. Chodzi o to, żeby usunąć nowotwór radykalnie, a jednocześnie oszczędzić delikatne struktury, od których zależy późniejsze życie pacjenta — nerwy odpowiadające za funkcje zwieraczy, pęcherza czy sprawność seksualną. Powiększony obraz i precyzyjne narzędzia pozwalają te struktury zobaczyć i ominąć znacznie dokładniej niż gołym okiem. W praktyce oznacza to, że chory ma większą szansę wyzdrowieć z nowotworu i wrócić do samodzielnego, komfortowego funkcjonowania, a nie tylko przeżyć operację. Radykalność onkologiczna i jakość życia powinny iść ze sobą w parze.Czy kwalifikacja do zabiegu robotycznego wygląda inaczej niż przy tradycyjnej operacji? Kto może zostać zakwalifikowany?
Podstawy kwalifikacji onkologicznej są te same — decyduje rodzaj i zaawansowanie choroby, a każdego pacjenta omawiamy na konsylium. Różnice są głównie techniczne: bierzemy pod uwagę, czy pacjent zniesie ułożenie do zabiegu i odmę, czyli wypełnienie jamy brzusznej neutralnym gazem w celu wytworzenia w jamie brzusznej przestrzeni do bezpiecznego operowania. Ostateczna decyzja jest zawsze indywidualna i podejmowana wspólnie z chorym.SP ZOZ MSWiA w Gdańsku zdecydował się na zakup robota Hugo. Dlaczego wybór padł na ten system?
Szukaliśmy technologii na najwyższym poziomie, ale też takiej, którą realnie da się wdrożyć w istniejącym szpitalu. Nasza placówka funkcjonuje od 1945 roku i ma swoją architekturę — Hugo okazał się rozwiązaniem, które do niej pasuje. System ma budowę modułową: ramiona robota stoją na osobnych, przejezdnych wózkach, a nie na jednej ciężkiej platformie przytwierdzonej do sali. Dzięki temu nie musieliśmy wzmacniać stropów ani przebudowywać bloku operacyjnego. Sprzęt wtacza się na salę i ustawia zależnie od potrzeb danej operacji i anatomii pacjenta. O tym wyborze zdecydowało połączenie wysokiej jakości technicznej z elastycznością wdrożenia.Hugo ma otwartą konsolę. Jak to wpływa na komfort pracy chirurga podczas wielogodzinnych operacji?
Otwarta konsola to duża różnica w codziennej pracy. Nie chowam głowy w zamkniętym wizjerze — siedzę w naturalnej, ergonomicznej pozycji, widzę salę, zespół i pacjenta, cały czas pozostaję częścią tego, co się dzieje. Przy operacjach trwających wiele godzin to ma ogromne znaczenie: łatwiej się komunikować, łatwiej reagować, mniej się przy tym męczę fizycznie. Bardzo istotne jest też aspekt szkoleniowy — każdy z kolegów i koleżanek chirurgów może założyć okulary 3D i obserwować zarówno postęp operacji, jak i ruchy operatora.Czy ergonomiczna pozycja i mniejsze zmęczenie mogą realnie przełożyć się na większą precyzję w najtrudniejszych etapach, takich jak zespolenia?
Zdecydowanie tak. Najbardziej wymagające momenty operacji, jak wykonywanie zespoleń, przychodzą zwykle po wielu godzinach pracy — właśnie wtedy, gdy zmęczenie jest największe. Jeśli operator pracuje w wygodnej pozycji i pod koniec zabiegu jest w lepszej formie, jego ręce są pewniejsze, a ruchy bardziej precyzyjne dokładnie w chwili, gdy precyzja jest kluczowa. Mniejsze zmęczenie to więc realny, a nie teoretyczny zysk dla pacjenta.
Czy dzięki takiej konstrukcji doświadczeni chirurdzy mogą dłużej pozostawać aktywni zawodowo i wykonywać najbardziej skomplikowane operacje? Co to znaczy dla pacjentów?To bardzo ważny aspekt, o którym rzadko się mówi. Zarówno klasyczna, jak i laparoskopowa chirurgia jest fizycznie obciążająca — wiele godzin w wymuszonej pozycji odbija się na kręgosłupie i rękach i z czasem potrafi skrócić karierę bardzo dobrego operatora. Ergonomia robota zdejmuje część tego obciążenia. Chirurdzy mogą pozostać dłużej aktywni zawodowo, a dzięki temu oprócz nich samych zyskują również pacjenci.
Dotąd z asystą Hugo wykonywaliście operacje jelita grubego. Czy zamierzacie poszerzyć zakres o inne specjalizacje?
Od wielu lat wykonywaliśmy operacje laparoskopowe, więc zabiegi robotyczne na jelicie grubym były naturalnym początkiem. Resekcje z wykorzystaniem robota mają szczególnie mocne uzasadnienie, zwłaszcza przy operacjach nisko w miednicy. Jako zespół chirurgii ogólnej chcielibyśmy poszerzyć zakres proponowanych zabiegów. Realnym ograniczeniem dla szpitali jest jednak finansowanie przez NFZ procedur robotycznych oznaczonych kodem "R". Jak dotąd rozliczenia "R" są ograniczone do rozpoznań nowotworów jelita grubego, gruczołu krokowego i błony śluzowej macicy. Poza tymi trzema wskazaniami asysta robota nie ma osobnego finansowania — placówka pokrywa różnicę sama.
Pacjenci często obawiają się nowych technologii. Co powiedziałby Pan komuś, kto się waha między operacją robotyczną a klasyczną? I dlaczego akurat powinien ją wykonać u Was?
Pacjent przed planowaną operacją, szczególnie z powodu nowotworu, odczuwa lęk niezależnie od wybranej metody. Naszym zadaniem jako chirurgów jest redukcja lęku i edukacja pacjentów. Powiedziałbym, że robot nie operuje sam — to narzędzie w rękach doświadczonego chirurga, które precyzyjnie wykonuje to, co robi operator, tyle że dokładniej i mniej inwazyjnie. To sprawdzona i bezpieczna technologia, której nie można uznawać za eksperymentalną. A dlaczego u nas? Bo łączymy nowoczesny system z zespołem, który ma realne doświadczenie i traktuje każdego pacjenta indywidualnie. Pacjenci ponadto zwracają uwagę na pozytywną atmosferę w szpitalu, dobry kontakt z personelem medycznym i podejście z szacunkiem na każdym etapie leczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz