2026/08/07

Pijany Polak dotkliwie pobił dwóch rodaków, bo wziął ich za Ukraińców. "Ojciec ma złamaną rękę"

 — Chciał pobić przypadkowego przechodnia tylko za to, że ten na niego spojrzał i miał wschodni akcent. Następnie rzucił się z pięściami na dwóch innych mężczyzn, ojca i syna. Jednemu złamał rękę — relacjonują w rozmowie z Onetem gdańscy policjanci. Napastnik, 37-letni Polak, chwilę przed atakiem driftował swoim Volkswagenem na terenie ogródków działkowych. Okazało się, że był pijany i nie miał prawa jazdy.

Do ataku doszło w Gdańsku, na terenie ogródków działkowych przy ulicy Modrej. — Mężczyzna wjechał tam swoim autem. Przyspieszał, gwałtownie hamował. Taka agresywna, głośna jazda. W pewnym momencie minął go przechodzień, ale kierowcy nie spodobało się, że na niego spojrzał — tak w rozmowie z Onetem gdańscy policjanci relacjonują zajście sprzed kilku dni.Kierowca Volkswagena najprawdopodobniej pomylił działkowca z kimś innym. W ostrych słowach zapytał go, czy to on wcześniej zgłaszał go na policję. Gdy przechodzień odpowiedział, że nie i że widzi go pierwszy raz, mężczyzna wpadł w szał.

"Zaczął ich wyzywać od banderowców"

Agresorowi nie spodobał się wschodni akcent, który usłyszał w odpowiedzi. Zaczął wyzywać działkowca i według relacji świadków, chciał go pobić. Mężczyzna, obywatel Ukrainy, zdążył jednak uciec.
Napastnik szukał dalej zaczepki. Chwilę później, jak opisują Onetowi policjanci, podbiegł do dwóch innych działkowców, ojca i syna. — Zaczął ich wyzywać od banderowców. Był agresywny i wulgarny — słyszymy od funkcjonariuszy.Napastnik to 37-letni obywatel Polski. Po tym, jak pobił dwóch swoich rodaków, wsiadł do auta i odjechał. Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany przez policjantów w gdańskiej dzielnicy Olszynka, w której doszło do ataku.

Napastnikowi grozi do 7,5 roku więzienia                                                                                                      W momencie zatrzymania mężczyzna miał ponad 1,5 promila alkoholu we krwi. Pobrano od niego krew również po to, by sprawdzić, czy był pod wpływem narkotyków. Policja nie podaje jeszcze wyników badań.

Podczas śledztwa wyszło na jaw, że 37-latek nie ma uprawnień do kierowania samochodem.
Mężczyzna usłyszał zarzut uszkodzenia ciała na czas powyżej siedmiu dni, znieważenia na tle narodowościowym i kierowania pod wpływem alkoholu. Grozi mu do 7,5 roku więzienia, bo policjanci traktują to zdarzenie jak "czyn o charakterze chuligańskim".
Prokuratura w Gdańsku zastosowała wobec 37-latka dozór policyjny. Ma on też zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych i kontaktowania z nimi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz